wtorek, 21 sierpnia 2012

Dlaczego Singapurczycy nie chcą mieć dzieci?

Zawsze kiedy mam ochotę napisać tutaj jakąś notkę kulturową, to ogarniają mnie ogromne wątpliwości, gdyż zauważyłam, że gdy tylko pojawi się jakakolwiek choćby delikatnie negatywna notka, to od razu wiele osób rzuca się na nią i rozdmuchuje do rozmiaru tragedii, plagi i zachowań, które na 1000000% dotyczą każdego Singapurczyka. To bardzo krzywdzące podejście, bo nikt nie lubi, ani nie powinien być wrzucany do jednego worka. Są pewne zjawiska społeczne, które są bardziej widoczne, nawet te które widać jak na dłoni, ale nigdy nie jest tak, że obejmują one dosłownie każdego i że można w jakiś sposób na ich bazie wydawać osądy na temat indywidualnych osób.

Prosiłabym o zachowanie umiaru, zdrowego rozsądku i przede wszystkim myślenia i wypowiadania się o innych w sposób, w jaki sami chcielibyśmy, żeby inni się o nas wypowiadali. Szacunek, dystans i umiar nie stoją w żadnym wypadku w sprzeczności z posiadaniem własnej opinii. Nie ma też sensu na bazie skrawków informacji wyrabiać sobie o czymś eksperckiego zdania - każda informacja jest tylko kawałkiem większej układanki. To tyle tytułem wstępu.



Dzisiaj chciałabym poruszyć temat singapurskiej rodziny, a dokładnie pytania: dlaczego Singapurczycy nie chcą mieć dzieci? ;D


Kiedy mieszkałam w Polsce, często słyszałam narzekania, że gdyby "rząd coś zrobił" i poprawił sytuację ekonomiczną to Polacy z radością i wielkim entuzjazmem wzięliby się za "robienie dzieci". Więc biorąc pod uwagę, że Singapur jest już jednym z najbogatszych krajów świata i do tego z całkiem niezłymi perspektywami, pomyśleć by można, że nie powinno być problemu z przekonaniem ludzi do posiadania dzieci? Nic bardziej mylnego. Singapur od kilku dobrych lat boryka się z drastycznie malejącym przyrostem naturalnym. 4 lata temu wynosił on 1.11 dla całego kraju, teraz dla grupy chińskiej (stanowiącej 70% społeczeństwa) współczynnik ten spadł do 1.08, zatem na parę rodziców przypada średnio niewiele powyżej jednego dziecka. Na pocieszenie można dodać, że jest on wciąż w miarę "wysoki", bo aż całe 1.68 w grupie malajskiej, ale to i tak za mało, aby zapewnić ciągłość społeczeństwa.

Więc dlaczego? Moim zdaniem (wszystko co tu piszę to moje prywatne teorie i domysły oparte na obserwowaniu społeczeństwa i podczytywaniu lokalnej prasy oraz forów internetowych) przyczyna leży w systemie wartości społecznych. Gdy zapytacie Singapurczyków, dlaczego nie mają dzieci, odpowiedzą Wam, że ich ... nie stać. Bo muszą kupić mieszkanie (a wiadomo, że nikt nie chce kupić jakiegoś mieszkania w starej dzielnicy, tylko świeżutkie i nowiutkie), trzeba mieć samochód, trzeba kupić ubezpieczenie i zapłacić za poród w szpitalu, ale przede wszystkim trzeba odłożyć na edukację dziecka (wiadomo, że musi iść do najlepszej, elitarnej szkoły i jechać na studia do Stanów).

W czym tkwi haczyk? Z mojej perspektywy, normalnie zarabiającą parę stać na posiadanie dzieci, ale z ich perspektywy nie stać... bo przecież nie zrezygnują ze swoich luksusowych torebek, gadżetów, wakacji i przyjemności, a także komfortu życia. Wielu Singapurczyków postawiło znak równości w swoim życiu między dobrami materialnymi, a potrzebą zakładania rodziny. Gdy stają przed wyborem, między swoimi ulubionymi zabawkami, a wydatkami na dzieci, wiele osób nie umie się pogodzić z tym, że mogłoby z dóbr materialnych zrezygnować. A przecież niezależnie od kraju i ekonomii, w której funkcjonujemy, wychowanie dzieci kosztuje i często jest to wybór między wydawaniem pieniędzy na siebie, albo na dzieci.

Tym tłumaczy się w miarę zrównoważony przyrost naturalny w grupie malajskiej, gdzie rodzina i związki rodzinne są dalej dużo bardziej cenione niż dobra materialne. Nie znaczy to, że Malajom nie zależy na posiadaniu ładnych rzeczy, podróżach czy karierze - po prostu rodzina dla wielu z nich jest dalej ważniejsza. Cała społeczność malajska znana jest ze swojej przychylności wobec dzieci, potrafi też zaoferować psychiczne i fizyczne wsparcie dla młodych rodzin.

W społeczności chińskiej, nie posiadanie mieszkania, samochodu, karty kredytowej i innych oznak luksusu, ale posiadanie dziecka byłoby marnie postrzegane. Trochę jak brak odpowiedzialności - bo jak można powoływać na świat nowego człowieka, jeśli nie ma się mu samych luksusów do zaoferowania.

Dowodem dla mnie na istnienie takiego podejścia jest fakt, że w Singapurze znika instytucja rodzin 2+2. Większość par albo w ogóle nie ma dzieci, albo ma jedno... albo ma 3 lub więcej. Wydaje mi się, że kiedy ktoś nie ma potrzeby otaczania się luksusem, to dostrzega, że wychowanie dzieci w Singapurze nie jest wcale takie straszne.

Inne cytowane powody, dla których Singapurczycy nie mają dzieci, to między innymi bardzo późny wiek zawierania małżeństw - powodowany głównie problemem z nabyciem mieszkania. W Singapurze mieszkania kosztują od pół do miliona dolarów, a standardowa pensja oscyluje między 3 do 5 tysięcy, dla osoby koło 30stki. Naturalnym jest więc, że Singapurczycy czekają do momentu, aż finansowo poczują się bardzo pewnie, zanim zaczną kupować mieszkanie. Nie znam pary, która zdecydowałaby się na ślub bez kupowania mieszkania. Bez ślubu młodzi często pomieszkują okazjonalnie w pokoju swojego wybranka w mieszkaniu rodziców.

Inny wzrastający problem, to masowe "singielstwo" Singapurczyków. Na moich zajęciach z języka koreańskiego jest (poza mną i moim mężem) 10 osób w różnym wieku - od 14latki, przez młodych chłopaków, po panią bliżej 50tki - wszyscy są singlami. Pytani, dlaczego z nikim się nie spotykają, nie umieją odpowiedzieć. Większość ma dobrze rozwinięte koło znajomych, ale stałego partnera brak.

Rzadko jako powód cytuje się karierę - w Singapurze oczekuje się, że nawet roczne dziecko będzie już chodzić do dziennej szkółki, a w wieku 6 lat będzie w szkole i na zajęciach dodatkowych spędzać praktycznie tyle samo czasu co rodzice. Firmy są bardzo przychylne dla rodziców - widzi się w nich bardziej zdesperowanych, dążących do stabilności i oddanych dla firmy pracowników. Azjaci są też do szpiku kości przesiąknięci szacunkiem dla instytucji rodziny i widać to w przychylnym stosunku firm do świeżo upieczonych matek i ojców.

Jak widać na przykładzie Singapuru, dobra sytuacja ekonomiczna narodu wcale nie musi przedkładać się na przyrost naturalny.

Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Czy chęć posiadania dzieci związana jest bardziej z sytuacją finansową, czy systemem wartości? Czy w Polsce też ludzie wolą wybrać wakacje w ciepłym kraju i nowy samochód ponad zakładanie rodziny?

PS. Od razu zaznaczam, że nie będę odpowiadać na pytania na temat moich planów macierzyńskich - to nie są tematy, które miałabym ochotę poddawać pod ocenę i dyskusję na forum publicznym ;)

138 komentarzy:

  1. Z podobny problemem borykają się Japończycy.Tam rząd apeluje do młodych ludzi o posiadaniu dzieci,ale cóż skoro życie jest tam drogie? Wolą żyć samotnie.Wcale nie jest łatwo mieć dziecko trzeba mu zapewnić to co jest potrzebne,a na to trzeba mieć pieniążki.Co do Singapuru to odniosłam takie wrażenie jakby dobra materialne byłby ważniejsze niż dzieci,ja nie twierdzę że to złe,ale zachowanie ich trochę przypomina mi zachowanie małych dzieci.Takie jest moje odczucie.
    Madzia**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czytałam ostatnio ,że młodzież japońska jest rozpieszczona bo rodzice wzięli na siebie ciężar złej gospodarki i chcieli dobrze dla dzieci już nie pamiętam jak to tam dokładnie było , ale jeśli to prawda to myślę że dlatego Japończycy nie chcą mieć dzieci ,bo przywykli do luksusu i spełniania każdej swojej zachcianki więc gdzie tam dziecko

      Usuń
  2. Naprawdę nie wiem co powiedziec XD w Polsce częsciej spotyka sie raczej ludzi ktorzy wola założyć rodzine. Dzisiaj spotkałam kobietę ktora była w ciąży z 7 dzieckiem :D W Singapurze to raczej nie możliwe XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ostatnio wręcz neguję ideę pracującej matki :D (o ile syt. finansowa jej do tego nie zmusza). Więc w Polsce chyba wciąż panuje idea domu rodzinnego z przynajmniej dwójką a często słyszę trójką dzieci.

      Usuń
    2. W Polsce obsewuje się spadek przyrostu naturalengo, to raz (stąd podniesienie wieku emerytalnego). Dwa, kobieta w ciąży z siódmym dzieckiem to i w Polsce rzadkość - podejrzewam, że w Singapurze też zdarzają się wielodzietne rodziny ("nie możliwe"? bez przesady...)

      Usuń
  3. hm... jak dla mnie to zależy od osoby :P jeśli ktoś nie chce mieć dzieci to będzie je miał tylko przez "wpadkę"
    a po za tym nie każdy jest stworzony do wychowywania dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak ktoś nie chce mieć dzieci ,a przydarzy mu się jak to powiedziałeś "wpadka" to istnieje takie coś jak aborcja ^^

      Usuń
    2. Dokładnie. Ja mam koleżankę w Polsce- jest dobrze wykształcona, pracuje, zarabia, ma męża i 35 lat. Mąż bardzo chce mieć z nią dziecko a ona nie chce. Mówi,ze nie wyobraża siebie w roli matki,ze się do tego nie nadaje, nie ma instynktu.

      Usuń
    3. Dokładnie. Jeżeli ktoś nienawidzi myśli o tym, że musiałby obdarzyć bezinteresownie miłością i opieką małą bezbronną istotę to zdecydowanie nie powinien starać się o dziecko. A w przypadku tzw. wpadki i aborcji to niektórzy ludzie wierzą w to iż są panami życia i śmierci (swojego pustego życia i odpowiedzialności za śmierć drugiego człowieka )

      Usuń
  4. w polsce duza role odgrywa kosciol takze moze to byc kolejny powod roznic. mi sie wydaje, ze jak ktos chce miec dzieci to je bedzie mial. nie maja znaczenia luksusy i samolubne myslenie tylko aby dziecko bylo zdrowe.
    w kraju tak wysoko rozwinietym panuje inny system wartosci i mysle, ze jest to normalne. ludzie lubia wyodne zycie a dzieci zawsze, w sposob materialny oczywiscie, to ograniczaja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. w polsce dużą rolę odgrywa kosciół i dlatego jest inaczej.

      Usuń
    2. uwazalabym z ta rola kosciola, w Polsce panuje wolnosc i kosciol nikomu nie mowi czy ma miec dziecko czy nie. rzecz polega na tym ze w kulturze zachodniej liczy sie bardziej miec niz byc i to tylko tyle. Wiele osob po prostu nie chce miec dzieci i to ich decyzja:) a nie kosciola mamy czy babci :P

      Usuń
    3. Kaila, absolutnie nie zgadzam się z tobą odnośnie roli Kościoła w Polsce. Większość Polaków jest tylko ochrzczona a do wiary ma stosunek rytualny. Mury kościoła przekracza jedynie w czasie chrzcin swoich dzieci, Komunii Świętej, bierzmowania, Pasterki, Wielkanocy, ślubu i pogrzebu. Polaków głęboko wierzących a do tego przestrzegających wszystkich przykazań kościelnych mogę policzyć na palcach jednej ręki. W kwestii macierzyństwa ogromną rolę odgrywają rodzice, mąż i społeczeństwo (zwłaszcza jego kobieca część). Presja na rodzenie jest niewyobrażalna. Bezdzietne z wyboru traktuje się jak niekobiece wariatki. Wiele Polek woli urodzić zamiast wysłuchiwać wścibskich pytań oraz chamskich komentarzy na temat braku potomka.

      Usuń
    4. Jasne: ))kościół nic nikomu mie narzuca- smiechu warte. Znam parę- są katolikami, chcą mieć dzieci, tylko na razie cos im nie wychodzi. Co roku jest u nich ksiadz- i co roku to samo pytanie: Kiedy dzieci? W tym roku padło pytanie: Jest tu u was w końcu jakieś dziecko?- nie powiem, jak poczuli się urażeni. Nie wspomnę już o ciotkach, babkach, które wychowane w duchu katolickim- non stop nalegają na posiadanie przez młodych dzieci.

      Usuń
    5. Zgodzę się w stu procentach! Jak juz się ktoś zdecyduje na dziecko to nie zawsze z chęci jego posiadania a właśnie poprzez presję i głupie pyania z usmieszkami. Począwszy od babek,maatek,sąsiadów, znajomych po przez przypadkowo spotkane osoby na ulicy, spredawczynie w osiedlowym sklepiku czy ważywniaku!

      Usuń
    6. Nie wiadomo, czy się śmiać czy płakać... Dorośli(!?!) ludzie fundują sobie potomstwo dla księżulka, ciotek klotek, sąsiadów tudzież babsztyla z warzywniaka?

      Usuń
  5. Nie ma pieniędzy, to i nie ma dzieci. Gdybym miała dobrą pracę i zarabiała 3 000$, to bym chciała mieć dziecko, ale nie zarabiam, to nie chcę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzieci to trudny temat. Myślę, że każdy powinien decydować się na potomka wtedy kiedy sam poczuje, że to odpowiedni moment. Trudno powiedzieć czy mieszkańcy Singapuru są samolubni bo myślą najpierw o dobrach materialnych. A co jeśli ktoś ledwo wiąże koniec z końcem i decyduje się świadomie na dziecko? Zachodzę w ciążę bo chce a nie ważne czy za te 9 miesięcy będę miała pieniądze na jedzenie. Czy to nie jest egoizmem?

    OdpowiedzUsuń
  7. Cóż, to czy będzie się mieć potomstwo czy też nie to indywidualny wybór każdego człowieka. Polacy są bardzo mocno związani z tradycją. I chyba czymś w rodzaju tradycji jest posiadanie potomstwa w Polsce. Osoby, które dzieci mieć nie chcą często są naciskane przez rodzinę czy nawet znajomych. Kiedyś z koleżankami rozmawiałyśmy o naszych planach na przyszłość. Gdy powiedziałam, że dzieci mieć nie chcę, bo nie odczuwam takiej potrzeby, to wszystkie uznały to za coś dziwnego. i powiedziały, że kiedyś mi przejdzie.
    Cóż, niby w naturze człowieka jest dążenie do przekazania swoich genów (podstawowy popęd), ale nie jest to regułą. Można nie lubić dzieci i można mieć inne priorytety w życiu.
    Czy ilość dzieci wiąże się ze stopniem zamożności? Niezupełnie. Owszem, osoby lepiej sytuowane mogą sobie pozwolić na posiadanie potomstwa, ale jednak rodziny wielodzietne (przynajmniej te Polskie) kojarzą mi się z biedą. Myślę, że bardziej istotnym czynnikiem niż bogactwo jest stopień uświadomienia i stosowanie antykoncepcji. W Polsce zdecydowana większość osób to katolicy. Dużo osób podchodzi do wyznawania religii konserwatywnie, a jak powszechnie wiadomo, Kościół zabrania antykoncepcji. W związku z tym dużo dzieci nie było planowanych. Podejrzewam, że gdyby antykoncepcja była bardziej popularna, to mielibyśmy jeszcze mniejszy przyrost naturalny niż jest teraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podepnę się pod komentarz, bowiem przypomniała mi się sytuacja z zajęć makroekonomii. Babka nawija o tym o tamtym o dzieciach, bo jest coraz mniejszy przyrost i że kobiety powinny pracować, ale mieć dzieci, nie siedzieć w domu, ale robić karierę. A ja oczywiście z tekstem, że w ogóle nie chcę mieć dzieci... mina pani doktor bezcenna można ją oddać minką :O. I zaraz a dlaczego? a przejdzie ci, a potem to tamto. Nie chcę i koniec. Nie wasza sprawa. A tutaj tradycje takie, że jak jest młode małżeństwo to od razu kiedy dziecko blablabla dużo osób przecież nie może mieć dzieci, inni nie chcą, a jeszcze inni nie planują a wpadają i przy okazji w problemy wpadają. Taka prawda, że najwięcej ciąż jest z wpadek obecnie. U mnie wśród starszych znajomych takich koło 30, po 30 stce jest dużo par, które mają od 1 do 3 dzieci, ale są też takie, które w ogóle nie mają dzieci, bo nie chcą ich mieć lub po prostu nie mogą z uwarunkowań biologicznych. A co do Singapuru ich wybór, w każdym państwie czy narodzie jest inna mentalność.

      Usuń
    2. Mam to samo. Jak mówię, że nigdy nie chcę mieć dzieci (a mam 27 lat) to wiele osób mi mówi, że zmienię zdanie jak będzie już na to za późno i co ja wtedy pocznę, nikt mi szklanki wody nie poda na starość. Uwielbiam takie podejście :/

      Usuń
    3. bardzo mądrze napisałaś, zgadzam się że presja rodziny jest ogromna na to aby zakładać rodzinę i mieć dzieci i przykre to jest ale większość polek właśnie chce sprostać tym wymaganiom chociażby przez ta że chcą być akceptowane przez społeczeństwo zycie utartymi szlakami jest prostsze jeżeli wybierasz inna drogę to często jest tak że przez tą drogę trzeba iść samemu i to jest własnie powód ludzie boją sie odrzucenia rodziny czy samotności dlatego wolą te sprawdzoną metodę którą większość uważa że taka jest kolej rzeczy i już trzeba temu sprostać nie wiem czy kojarzysz taka dziennikarke Marię Czubaszek o niej było ostatnio głośno bo przyznała sie publicznie do tego że usuwała ciąże dlatego że nie widzi się w roli matki, nigdy nie czuła potrzeby macierzyństwa a samych dzieci nienawidzi i uważa że nie wierzy w to że każda kobieta chce mieć dziecko i chce być matką ale presja społeczeństwa i rodziny je do tego zmusza - ona została oczywiście bardzo skrytykowana ale chodzi o to że nie kazdy nadaje sie do tego aby mieć dziecko zarówno matka jak i ojciec i jeżeli ktoś tego nie chce to nie zakłada rodziny i tyle to jest jego sprawa chyba lepiej mieć dzieci z miłości a nie z obowiązku czy presji bo później dzieci też na tym ucierpią

      Usuń
    4. Alu, też często spotykam się z tą przysłowiową "szklanką wody podawaną na starość". Myślę, że to trochę egoistyczne podejście do dzieci - rodzenie ich i wychowywanie po to, by opiekowały się nami na starość. Po pierwsze, nikt nam tego nie gwarantuje. Dziecko to nie pracownik, nie podpisuje z nami umowy, że będzie się zachowywało tak i tak w zamian za ofiarowanie mu życia. Może lepiej oszczędzać na dom spokojnej starości skoro już ktoś ma takie podejście? Rodzenia dzieci "na zaś" również nie pochwalam. Córeczka czy synek to nie zabawka, ale żyjąca istota i trzeba mieć jej coś do zaofiarowania - miłość. Nie ma chyba większej tragedii nad dziecko, które ma świadomość, że nie spełniło oczekiwań swoich rodziców (bo nie jest takie idealne, jak chcieli) lub które czuje się niekochane. Jeśli ktoś nie czuje się zdolnym do bycia rodzicem, to nie musi nim być. Nie ma takiego obowiązku. I mam gdzieś to, że w Polsce panuje taki, a nie inny system, w którym młode pokolenie pracuje na emerytury i renty. Sama tego nie wymyśliłam, a nikt nie ma prawa nakazywać mi, ile dzieci mam urodzić.

      Usuń
    5. My free three words Poruszyłaś temat wywiadu z Marią Czubaszek. Moje odczucia po jej wypowiedziach były mieszane. Mogę zrozumieć to, że ktoś nie chce mieć dziecka, ale wtedy nie powinien dopuścić "wpadki". Uważam, że aborcja=zabicie człowieka i tego nie zaakceptuję. Oczywiście to jest tylko moja opinia na ten temat.

      Usuń
    6. za promowaniem aborcji tez nie jestem. pozdrawiam

      Usuń
  8. Za to jeśli chodzi o Polaków mieszkających za granicami kraju - wielu z nich otwarcie przyznaje, że nie zdecydowaliby się na dzieci w Polsce. Sama znam wiele osób, które mieszkając w UK, Irlandii, Islandii, Szwecji, Niemczech mają więcej niż jedno dziecko - i to w wieku 20-25 lat. Z drugiej strony, tu w Polsce mam wielu znajomych w grupie wiekowej 25-30 lat (mam 28 lat), które mimo bycia już nawet w kilkuletnim związku małżeńskim nie planują dzieci w perspektywie kilku najbliższych lat. Główne powody to brak pracy, mieszkania, niepewność czy da radę zapewnić się dziecku wszystko co potrzeba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie u mnie wpracy jest to samo. Wiele koleżanek ma jedno dziecko. Jedna z nich chciała mieć drugie, ale zrezygnowała- niepewnośc odnośnie pracy, brak stabilizacji.

      Usuń
  9. Myślę, że Twoja opinia na temat rodzin w Singapurze powoli może zacząć potwierdzać również to, co dzieje się w Polsce. Osobiście uważam, że żeby założyć rodzinę, trzeba na to dużo zaoszczędzić i spełnić się zawodowo. Również można spotkać coraz to większą ilość singli. Ludzie zaczynają żyć bardziej konsumpcyjnie niż bywało to dawniej, współczynniki będą spadać, to nieuniknione. Zauważyłam też, że coraz częściej pary w Polsce decydują się na jedno dziecko, głównie ze względu na koszty, choć w Polsce to raczej oczywiste. Natomiast jeżeli już rodzina staje się jeszcze większa to między dziećmi są większe różnice wiekowe niż rok-dwa, a wynoszą one np. 5 lat, bo starsze dzieci są bardziej "odchowane" i zaradne, dzięki czemu rodzicom łatwiej jest skupić się na najmłodszym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy chodzi tylko o "bardziej konsumpcyjne życie".
      W Polsce zmienił się system, a za tym i rodzina, możliwości ale i obowiązki.
      Zobacz, jeszcze 20 lat (no trochę więcej) nie można było właściwie podróżować. Uczyć sie języków? Po co! Praca? Zapewniona do emerytury. Żłobek, przedszkole - przyzakładowe, gwarantowane. Wakacje - w ośrodku zakładu pracy. itd, itp. Naprawdę, nie było zbyt wielu alternatyw dla rodziny, a jej założenie nie pociągało takiego ryzyka, jak teraz.
      Więc pewnie konsumpcja, ale nie tylko taka w negatywnym znaczeniu. Żeby mieć dla posiadania. My możemy zwiedzać świat, pracować zagranicą, nasi rodzice/dziadkowie nie mieli takich możliwości.
      No i nie zapominajmy, że antykoncepcja jest dostępna, coraz lepsza itp.
      Stosunek przerywany i kalendarzyk małżeński to już nie jedyne sposoby "planowania rodziny".

      Usuń
  10. Ciekawa jestem jak wygląda podejście singapurczyków do seksu? Bo mówisz o masowym 'singielstwie', grupa znajomych tak ale związki nie. A seks? Nie są na niego jakoś specjalnie nastawieni czy może normą jest posiadanie stałego partnera tylko od seksu lub rzeczy typu 'one night stand' (albo coś po środku)?


    Pozdrawiam,
    Detarame

    OdpowiedzUsuń
  11. Magda, dla mnie to nie jest zachowanie małych dzieci. Ja sama nie mam potrzeby posiadania dziecka, chociaż wszyscy wokoło mają już co najmniej po jednej pociesze. Cenie siebie, ale cenie również dziecko. Chęć spełniania moich marzeń (jak kto chce, może to nazwać "zachciankami") sprawia, że jestem szczęśliwa. Gdybym porzuciła szczęście, jak mogłabym je dać także dziecku? Może za ileś lat stwierdzę, że wszystko już mam i będę chciała założyć rodzinę, ale na pewno nie teraz. w Polsce cały czas, szczególnie w małych miasteczkach i wsiach, panuje przekonanie, że kobieta bez dziecka, to kobieta niespełniona. Jak dla mnie kompletna bzdura.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie każdy chce mieć dziecko i jest do tego stworzony i lepiej jak ich wtedy nie ma, niż jak kobieta zachodzi w ciążę ze względu na presję otoczenia/rodziny.
    Dla mnie samej akurat rodzina, miłość, to najważniejsze wartości, choć na pewno na więcej niż jedno dziecko się nie zdecyduję ze względu na koszta. Nie ukrywajmy, że każdy chce w jakimś stopniu prowadzić przyzwoite życie, a nie życ od pierwszego do pierwszego. Nie wspominając o zaspokojeniu potrzeb dziecka, któremu chcemy zapewnić jak najlepsze warunki.

    OdpowiedzUsuń
  13. Coś w tym jest, że ludzie w lepszej sytuacji finansowej wybierają luksusy zamiast dzieci. Moim zdaniem naprawdę rzadko zdarza się, że ktoś "nie jest stworzony do wychowywania dzieci", chociaż to zawsze dobra wymówka ;) Takie "wygodnictwo"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się mylisz. Znam sporo toksycznych mamusiek. A wygodnickie są kobiety, które rodzą dzieci, żeby mieć opiekę i wsparcie finansowe na starość.

      Usuń
  14. My z mężem nie chcemy mieć dzieci albo tylko jedno, może nie ze względu na koszta,ale po prostu jest tak nam dobrze, mamy wspolne pasje, spełniamy się zawodowo, mamy dużo planów..jakos nie ma tam miejsca na dziecko :). Nie wstydzę się tego napisać - każdy powinien robić to co uwaza za słuszne, nie ma co oceniać innych. Chociaż w Polsce jest straszna presja ze strony otoczenia i rodziny na dziecko... a nie ma to jak spłodzić dziecko, kiedy nie umie się mu zapewnić odpowiednich warunkow do życia.

    OdpowiedzUsuń
  15. Moim zdaniem dobrze, że nie decydują się na dzieci, jeśli nie czują się gotowi. Inna hierarchia wartości? Przyjmuję to.
    Hmm... Czy w Singapurze legalna jest aborcja? Jeśli tak, wiele by to tłumaczyło moim zdaniem. Rzecz w tym, że często ludzie nie planują dzieci, jednak np. Polska nie zezwala na aborcję. Sama nie wypowiadam się teraz czy to złe, czy też dobre. Zbyt kontrowersyjny temat-rzeka...
    Mam wielu znajomych po dwudziestce, którzy nie planowali, a po prostu tak wyszło, że mają dzieci. Wiele też zależy od wiedzy na temat antykoncepcji - w Polsce rodzice o tym nie rozmawiają ze swoimi dziećmi. Uważane jest to często za tabu - niestety taka zaściankowość.
    Jednak faktycznie osoby, które nawet nie zarabiają ogromnych pieniędzy w Polsce jednak chcą mieć i planują dzieci. Mimo to przecież model też już się zmienia na niekorzyść biorąc pod uwagę przyrost naturalny.

    Inochi

    OdpowiedzUsuń
  16. Wydaje mi się, że obecnie społeczeństwo w ogóle dąży do takiego systemu wartości jaki opisałaś- że ważniejsza jest własna wygoda (ogromne mieszkanie, samochód, wakacje zagraniczne, drogie gadżety). Dzieci mogą być czynnikiem, który takie dostatnie życie zaburzy i zmusi nas do rezygnacji z czegoś- przede wszystkim z dużych ilości wolnego czasu, z kariery zawodowej (w przypadku kobiet). Trudno jednoznacznie powiedzieć, że to złe- ja uważam, że każdy ma prawo do własnej decyzji. Moim zdaniem jeszcze gorsze jest chyba podejście, jakie wciąż pokutuje w niektórych polskich rodzinach- zróbmy sobie "prywatną drużynę piłkarską", a to, że nie mamy ich za co utrzymać, to nic- coś się wymyśli. I potem takie dzieci z rodzin wielodzietnych dorastają pozbawione dzieciństwa, bo od najmłodszych lat muszą pracować, uczyć się odpowiedzialności.
    To bardzo kontrowersyjny temat- sama jeszcze nie mam jednoznacznie sprecyzowanego zdania w tej kwestii. Myślę, że fajnie jest mieć dwójkę czy trójkę dzieci, jednak oczywiście pod warunkiem, że będzie się w stanie zapewnić im życie bez ciągłych kłótni rodziców o pieniądze.

    OdpowiedzUsuń
  17. JA myślę, że nie tylko tam nie chcą mieć dzieci bo ja np. tez nie chcę i co raz więcej osób jest takich wszędzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Dużo by mówić i analizować, nie jest to łatwe i przez złożoność zagadnienia, i przez to, że każdy ma na tą sprawę własny osobisty pogląd. Z Twojego postu wynika, że Singapurczyków- jak też wielu ludzi, i myślę że rośnie ich liczba- nie przekonałaby wymowa starego polskiego porzekadła (oczywiście sparafrazowana na singapurskie warunki), że "daje Pan Bóg dzieci, daje i na dzieci." Ano na dzieci nie daje. Myślę też, że rośnie liczba ludzi, którym przestaje wystarczać stwierdzenie, że "jakoś to będzie", mają określoną wizję swojej przyszłości, lub po prostu nie chcą mieć dzieci w sytuacji niepewności ekonomicznej, pytanie tylko co każdy uważa za stan osiągnięcia tejże pewności. I tu koło się zamyka i z tematów finansowych wracamy do tematów wartości i priorytetów. Nie mówiąc już o tym, że dzięki antykoncepcji coraz więcej ludzi ma wpływ na posiadanie lub nie potomstwa, i nie staje przed faktem dokonanym, co zdaje się nie dla wszystkich, szczególnie w Polsce, jest oczywiste. Słowem wracam do punktu wyjścia- złożony problem, wiele czynników, wypadkowa wielu zjawisk w skali globalnej i osobniczej.

    OdpowiedzUsuń
  19. Polska jest ciągle krajem na dorobku, ludzie pracują w wariackim tempie żeby tylko nadrobić w stosunku do Zachodu. Mieszkam w Krakowie (konserwatywnym, katolickim mieście "z wartościami" ;), ja i moi znajomi jesteśmy w okolicach 30-tki i dzieci jest w moim otoczeniu BARDZO niewiele. Wszyscy zarabiamy dobrze - pracując długo i w stresie, jest nawet sporo par, ale znów - małżeństw nie tak dużo. Nie wiem czy to egoizm czy zdrowy rozsądek - pensja niani często równa się wynagrodzeniu kobiety po macierzyńskim. Maleją szanse kobiety na awans, na lepsze zarobki po kilkumiesięcznej przerwie w pracy, gdy często trzeba się urwać do dzieci, bo coś wypadło. W naszym przypadku nie chodzi o drogie torebki, podróże czy świetne auto, tylko raczej o życie, gdzie starcza do pierwszego i na wakacje raz w roku. Taka jest przynajmniej moja perspektywa. Jak się ryra w Polsce na dorobku, to człowiek osiągnąwszy pewien etap niekoniecznie ma ochotę rzucać w kolejne ryranie, czyli dzieci. Jeśli przepracowało się ciężko całe studia jednocześnie studiując, to właśnie w okolicach 30+ WRESZCIE jest czas i środki, żeby dać sobie nieco luzu i pozwolić sobie na czas dla siebie. Na przyjemności, na fajny wyjazd, na odbicie sobie biedniejszych lat.
    Moim zdaniem podobnie wygląda sytuacja w Singapurze - pracujesz mnóstwo, zarabiasz fajnie, ale nie do końca masz czas czy siły, żeby poświęcić się wychowaniu dzieci. Tym bardziej jeśli od małego człowiek uczył się i pracował na budowanie tzw "kariery".

    OdpowiedzUsuń
  20. świetny artykuł :)ja mieszkam w Londynie i kilka dni temu wróciłam z wakacji w Polsce, jestem już w wieku 20 plus i nasłuchałam się strasznie kiedy to wezmę ślub i zajdę w ciążę, bo przecież wszystkie koleżanki już po...z mojego punktu widzenia to było strasznie nietaktowne i nienaturalne, gdyż w mieście w którym mieszkam absolutnie nikt się do niczyjego życia nie wtrąca, szanuje czyjąś prywatność

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja osobiście wolałabym mieć 4 wspaniałych dzieci (chociaż mam dopiero 18 lat i jestem dziewicą ) dobrego męża niż kasę na wycieczki itp.

    Jeżeli chodzi o kosmetyki to zawsze są jakieś domowe sposoby na czystą cerę,zmarszczki... które (tak nawiasem mówiąc) mogą równać się z tymi sklepowymi. Ubrania zawsze można kupić na targu - kiedy kupowałam markówki to się rozwalają, a kiedy na targu to ubrania są w stanie nienaruszonym.

    Wiecie, trzeba tylkowiedzieć jak sobie radzić. Osobiście pochodzę z rodzinybardziej takiej "przy pieniądzu" i jakoś zawsze byłam nieszczęśliwa ale kiedy nasza sytuacja finansowa nie była już taka ciekawa i trzeba byłosobie radzić nagle wszyscy się do siebie zbliżyli, dzielilisię uśmiechem i serdecznością AŻ DAŁO SIĘ WYCZUĆ TO DOBRO. Tego nigdy u mnie w rodzinie nie było. Zawsze był pesymizm, sarkazm a tu niby "taka tragedia" a tak nas zbliżyła:)
    Mam 18 lat i nie oddam się nikomu przed ślubem. Już wiem na czym budować fundamenty. Singapurczycy muszą jeszcze troszkę do tego dojrzeć... Ale w końcu są i tacy, którzy zobaczą, że gromadzenie rzeczy daje tylko chwilową satysfakcję i to piękne, że decudują się na noowe życie. Oby tak było bo jak na razie nota spada...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dojrzeć do czego? Do jedynie słusznych poglądów? Wiesz, posiadanie dzieci nie zawsze równa się dojrzałości. Pomijając fizyczną oczywiście.

      Usuń
  22. ja już w liceum bardzo chciałam mieć dziecko... teraz jestem na III roku studiów i nic się nie zmieniło. Aktualnie opiekuję się półtorarocznym chłopcem i przyciszam swoją naturalną chęć. Niby mam 21 lat i już dzidziusia mieć bym mogła (jak moja mama rodząc mnie), ale studia nie skończone, brak ślubu (a też trzeba mieć za co go zrobić), brak własnego lokum, praca bez możliwości macierzyńskiego... wymieniać można w nieskończoność -_-

    OdpowiedzUsuń
  23. No wiadomo, jak nie chce się rezygnować z luksusu to na dziecko nie stać:) Dziecko jednak kosztuje i ten kto mówi, że nie, to kłamie.
    W Polsce to jest podzielone, sama widzę po moich znajomych: jedni już powychodzili za mąż i albo mają dzieci, albo są w drodze lub w planach, a niektórzy to kariera, studia, praca, wszystko najpierw a później dopiero dziecko. Ja sama nie wiem, mam prawie 23 lata, ale trudno mi powiedzieć kiedy będę mieć dziecko i ile. Wiem, że jak bym teraz zaliczyła "wpadkę" to na pewno bym się sama nie utrzymała, nawet gdyby partner mi pomagał. Po części więc rozumiem tych co najpierw chcą się "ustawić w życiu", no ale co to za fun mieć dziecko w wieku np. 35 lat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no chyba właśnie dopiero po trzydziestce to jest "fun" mieć dziecko. znam kilka świeżo upieczonych matek po trzydziestce, które po prostu się tym cieszą, podczas gdy moje rówieśniczki (24 lata) z przerażeniem myślą o ewentualnym macierzyństwie.

      Usuń
  24. Wydaje mi sie, ze na calym swiecie (pomijajac kraje tzw. trzeciego swiata) panuje podobna tendencja, czyli przedkladanie dobr materialnych i pewnego wygodnictwa nad posiadanie dzieci. Nawet zamozni ludzie twierdza, ze nie stac ich na wiecej niz jedno dziecko, z tego wlasnie powodu, o ktorym pisalas - bo przeciez trzeba temu dziecku kupic sprzety, ciuchy i zabawki od najlepszych (=najdrozszych) producentow, pozniej dochodza koszty zwiazane z wyksztalceniem itd. A tak naprawde to chodzi tu raczej o zaspokojanie swoich wlasnych ambicji i pozakania sie na zewnatrz, bo przeciez niemowlakowi jest wszystko jedno, w jakim wozku jest wozony... Dla osob "lepiej ustawionych" dziecko staje sie czasem czescia statusu.
    Nie bede sie wypowiadac na temat Azjatow, bo sama mieszkam w Europie, ale mialam okazje poznac kilku mlodych Chinczykow (byli w mojej grupie na zajeciach angielskiego) i kazdy z nich pytany o plany na przyszlosc twierdzil, ze chce zostac managerem i zarabiac kupe kasy ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. To przerażające ale masz w dużej mierze racje. Coraz częściej pary odkładają dziecko na później i później, bo najpierw muszą czegoś dokonać do czegoś się dorobić. Najgorsze, że takie odkładanie może zakończyć się tym ze zdecydują się na dziecko w okresie gdy już go mieć nie będą mogli...
    W Polsce jest na szczęście jeszcze wiele wyjątków, moje rodzeństwo pomimo nie największych środków finansowych mają dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  26. po prostu singapurczycy maja 'za duzo w tylku';) jakkolwiek brzydko to brzmi to ja tak to widze. nie wyobrazam sobie przedkladania dobr materialnych nad rodzine. laptop czy telefon nie pomoga ci, nie pociesza i sa marnym zrodlem szczescia. nie wiem jak to bedzie z polska, ale ilosc dzieci chyba bedzie malec biorac pod uwage ilosc ludzi przedkladajacych kariere nad rodzine.

    OdpowiedzUsuń
  27. Właśnie dlatego nie muszą mieć tylu dzieci. Kiedyś pewien geograf na dość brutalnym przykładzie wytłumaczył mi, czemu współcześni Europejczycy mają po jednym dziecku, góra dwóch. Każdy gatunek, gdy czuje się zagrożony, żyje w biedzie i o głodzie, "mnoży się" na potęgę, żeby jak największa liczba potomstwa przekazała geny dalej. Wiele osób uważa to za wyrachowanie, a to czysta biologia ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. ". Osobiście uważam, że żeby założyć rodzinę, trzeba na to dużo zaoszczędzić i spełnić się zawodowo. "
    Tylko żeby nie przegapić właściwego momentu, bo czasami jest już za późno jak się odkłada macierzyństwo na później. Potem ludzie płaczą...
    Nie zgodzę się z tym "dużym oszczędzaniem". Dziecko wbrew pozorom na początku jest tańsze niż w starszych latach swojego życia. Nie da się tak po prostu odłożyć gotówki na wychowanie przed staraniem się o dziecko.

    OdpowiedzUsuń
  29. Zastanawiam się też który system jest lepszy.
    W krajach wysoko zaawansowanych rodzi się coraz niej dzieci za to niczego im nie brakuje, a dodatkowo od małego się je kształci. Dzieci te są chciane, kochane i wyczekiwane.
    W krajach biednych rodzi się dużo dzieci, które nie mają się czym bawić, w co ubrać, skazane są nierzadko na przedwczesna śmierć lub pracę ponad ich siły, szkoła to dla nich luksus.
    Pomyślmy też o relacjach w rodzinie, czy lepsi są rodzice samorealizujący się zawodowo i szczęśliwi czy zbyt młoda matka która nie jest w stanie podołać obowiązkom i której ciało jest wyczerpane ciążami, niedożywieniem...

    Może to okrutne, ale świat jest przeludniony, wolę rodzinę z jednym dzieckiem któremu są w stanie zapewnić zbyt dużo niż rodzinę z ośmiorgiem dzieci którym nie są w stanie zapewnić nic.

    OdpowiedzUsuń
  30. Dzieci to indywidualna sprawa każdej pary, ale najbardziej mnie rozwaliło stwierdzenie jednej znajomej, że ona nigdy nie zajdzie w ciąże, bo boi się o swoją figurę. Dla mnie to trochę żenujący powód.
    Ja osobiście chciałabym mieć w przyszłości 2-3 dzieci, w zależności ile będę w stanie utrzymać. Ale na pewno nie jedno. Nie spotkałam jeszcze nigdy jedynaka, który nie był by rozkapryszonym bachorem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pochodzę z wielodzietnej rodziny i z przykrością muszę stwierdzić, że moje rodzeństwo to rozkapryszone bachory :) Ba, większość poznanych przeze mnie Polaków zachowuje się jak zadufane w sobie, zawistne, chamskie gnojki. Bezstresowe wychowanie (zwłaszcza synalków) procentuje :)

      Usuń
  31. W Polsce czasem jest podobnie: dopóki ktoś nie ma wlasnego mieszkania to tez niechętnie myśli o zakładaniu rodziny. istnieje jednak duża część społeczeństwa, która trochę "wisi" na rodzicach, mieszka z nimi, trochę przerzuca wychowanie dzieci. Mi akurat taki model by b. nie odpowiadał, ale jest dość popularny, szczególnie na wsiach i małych miastach, choć nie tylko. Moje 2 koleżanki (wykształcone, duże miasta, na 100% stać je na nianię) wręcz obraziły sie na własne matki, że te nie chcą przejść na emeryturę i WRESZCIE zająć się wnukami. Tak jakby to był obowiązek.
    Posiadanie dzieci to niewątpliwie wielka odpowiedzialność, już na całe życie, więc to także trudna decyzja, która coraz więcej osób MUSI podjąć, bo w XXIw trudno o wpadkę :))

    Natomiast straszne jest to, co piszesz o luksusie, posiadaniu i poczuciu, że dziecku trzeba zapewnić wszystko najwyższej jakości. W sumie smutne.
    Kiedy byłam w Sin, to mieszkająca tam Polka opowiadała o strasznych scenach w czasie wyprzedaży w najbardziej markowych salonach :))
    Myślę, że takie nastawienie jeszcze przed nami, ale już niedługo - niestety.
    Jasne, że fajnie mieć ładne rzeczy, ale nie dla samego ich posiadania. Ja np. lubię sport i wydaję sporo na sprzęt i zajęcia, ale to jest hobby. Posiadanie markowych mebli, ciuchow, super aut i całej otoczki mnie nie jara

    OdpowiedzUsuń
  32. Mi się wydaje, że w ogóle nie można rozpatrywać niechęci do posiadania dzieci jako egoizm lub egocentryzm. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Na dziecko trzeba mieć pieniądze i kochającego partnera, wiadomo, że najnowsza Barbie nie da dziecku szczęścia, ale też słowo kocham Cię nie spowoduje, że dziecko będzie szczęśliwe jak jego rówieśnicy maja najnowsze zabawki i masę dodatkowych zajęć. Dziecko nie ma tak abstrakcyjnego myślenia i nie wytłumaczy sobie tej sytuacji tak jak dorosły człowiek, tylko będzie mu bardzo przykro.

    OdpowiedzUsuń
  33. Świetnie to napisałaś. W Polsce raczej obserwuję większą przychylność posiadania dla dzieci niż dóbr materialnych, a mało tego, w najbiedniejszych rodzinach dzieci bywa najwięcej (jakby robienie dzieci było jedyną rozrywką biednych...totalna głpota). W każdym razie ja podchodzę do życia bardziej jak Japończycy czy Singapurczycy o których piszesz, nie byłabym w stanie odpuścić podróży i kupowania sobie tego, co mi się podoba, po prostu nie umiałabym wydać pieniędzy na dziecko ani znaleźć na nie czasu...życie jest za krótkie żebym już miała skończyć realizować swoje plany i zająć się dziećmi...zawsze będzie za krótkie :P nawet gdybym spała na workach z kasą wybrałabym swój luksus i wygodę. Drażni mnie tylko to że wszyscy dookoła chcą mnie przekonać do posiadania dzieci i twierdzą że zmienię zdanie... Ale nie zmienię. Tak, jestem egoistką i dobrze mi z tym hehe. Starczą mi dwa psy, kot i świnka morska, już na nie wydaję krocie, a koszty związane z dziećmi są tak wielkie, że w Polsce trzebaby odpuścić sobie wszelkie przyjemności, żeby utrzymać dziecko... Ile widzieliście tu eleganckich zadbanych mam? Ja widuję tylko matki w rozciągniętych dresach i tłustych włosach, bez makijażu, bo na siebie nie mają czasu ani pieniędzy...Niektórzy na mnie teraz napadną że życie dziecka jest ważniejsze itd itp... Ale czemu mamy poświęcać swoje życie i cierpieć przez wyrzeczenia, mamy być biedne i brzydkie, zdradzane przez męża/chłopaka, który znajdzie ładniejszą?

    OdpowiedzUsuń
  34. Mam 25 lat i dwuletnie dziecko, całe szczescie ten komfort, ze mamy z mężem mieszkanie, każde swój samochód i wyjeżdzamy co roku, albo nawet 2 razy do roku na wakacje za granice, wiec nie musialam z niczego rezygnowac, ale gdybym miala sobie czegos odmówic, bo przez dziecko nie bylo by mnie stac np na samochód to nie wiem czy bym sie zdecydowala na macierzyństwo
    chyba bym poczekala, az moja sytuacja finansowa sie znacznie poprawi

    OdpowiedzUsuń
  35. Baaardzo dziwi mnie to, że piszecie jakoby posiadanie dzieci było indywidualną decyzją danej osoby. Otóż nie. Poza paniami zdecydowanymi na ekstremalne rozwiązania typu bank nasienia, posiadanie dziecka wymaga spotkania drugiej połówki i założenia z nią rodziny.
    Znam sporo kobiet, które chciałyby mieć dziecko, ale brak im kandydata na ojca:-(

    OdpowiedzUsuń
  36. Tym sposobem Singapur nie stanie się tak przeludnionym krajem jak Chiny, poza tym ludność w Singapurze na pewno z tego powodu nie 'wyginie', bo tak jak wspomniałaś jest jednym z bogatszych krajów oraz otwartym na emigrantów, mam rację? :)

    OdpowiedzUsuń
  37. W Polsce ogolnie raczej ludzie chca zakladac rodziny ale po ustatkowaniu sie. Mnie troche przeraza. Nigdy nie bedzie odpowiedniego momentu na dziecko. A ciegle odkladanie jest tylko krzywda dla dziecka. Im starsza matka (zreszta ojca takze sie to tyczy) tym wieksze prawdopodobienswto chorob u dziecka. " stara matka" takze o wiele gorzej znosi porod. Oczywiscie nie chodzi mi o to zeby wszystkie 20- latki odrazu rodzily dzieci. Raczej o to zeby nie odkladac tego w nieskonczonosc, albo po przekroczeniu pewnego wieku nie probowac zajsc w ciaze za wszelka cene.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, mama mojego chłopaka jest ginekologiem i to samo mówi. Najlepiej, w sensie fizycznym, mieć dziecko DO 25 roku życia maksymalnie. A coraz częściej pierwsze dziecko mają 30-latki. I po porstu załamuje ręcę jak widzi taką, bo to powikłania, jakieś infekcje i inne takie nieciekawe sprawy.

      Usuń
    2. Straszna rzecz - ręce załamuje - niech się cieszy, że dziecko jest oczekiwane i będzie kochane a nie jak w przypadku młodocianych matek zaniedbywane i często bite - bo taka musi się sama wyszaleć. Znam mnóstwo koleżanek i znajomych, które życie by oddały za możliwość posiadania dziecka ( kilka już adoptowało bo straciły nadzieję na własne ) a są po 30-tce. Obecnie kobieta nie jest tylko chodzącą macicą - po skończeniu szkoły czy studiów musi iść do pracy, prowadzić dom, często jeśli jest ambitna żyje latami w stresie by to wszystko pogodzić, do tego dochodzą różne problemy cywilizacyjne ( nie właściwe odżywianie, mało snu, życie w ciągłym biegu ) życie narzuca szalone tempo i często brakuje miejsca na dziecko - więc kiedy kobieta już zwalnia i wydaje się, że teraz jest godny moment ( w ostatniej 10-cio latce przewaga jest kobiet po 30-tce - choć ta średnia wieku cały czas się przesuwa w kierunku 40-tki ) okazuje się, że jest problem i trudności z zajściem w ciążę.

      Usuń
    3. Rokusan, mama Twojego chłopaka prawdopodobnie Cię lubi i chce, żebyś była matką jej wnuków :D

      Usuń
    4. Taaa, rzeczywiście, "powikłania, jakieś infekcje i inne takie nieciekawe sprawy"... normalnie na potęgę u trzydziestoletnich matek. Lol. Bez urazy, ale wiek matki jest zaledwie jednym z wieeelu czynników POTENCJALNIE wpływających na zdrowie potomstwa, ważniejsza jest scheda genetyczna matki i ojca, stan zdrowia OBOJGA rodziców, tryb życia, przebieg konkretnej ciąży, przebieg porodu(!), właściwe odżywianie niemowlęcia itp. A tak na marginesie, oficjalnie 27-latkę zalicza się jeszcze do tzw. "młodych pierwiastek", zresztą i 40-stka ma dziś niemałe szanse na urodzenie zupełnie zdrowego dziecka dzięki postępowi wiedzy medycznej.

      Usuń
  38. Moim zdaniem w Polsce ludzie decydują się na zakładanie rodziny, bo taki jest znany im model życia. Od dziecka wpajano im, że trzeba mieć męża, dzieci, pracę i dom, nie pokazując innego wzorca.
    Robią to bardziej 'bo tak trzeba' niż z własnej chęci.
    Do tego dodajmy jeszcze nacisk rodziny 'A kiedy będę miała wnusia?' 'A kiedy zostanę wreszcie ciocią?'.
    W Azji, z tego co mi wiadomo ludzie swobodniej do tego podchodzą i nie wywierają aż takiego nacisku psychicznego na młodych ludzi pod tym względem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym słyszała swoja rodzine... Mam 30 lat, męża od 6-ciu lat, i tylko pytania, kiedy będzie dziecko, albo co lepsze: czy nie mogę? Powoli dojrzeam do roli matki, może potrzebuję więcej czasu, niz inne kobiety ;)

      Usuń
    2. U mnie też tak jest. Ostatnio zadzwoniła ciocia do mojej mamy w tej sprawie i aż moja mama się zdenerwowała (moja mama na szczęście- mimo,ze wychowana była w bardzo katolickiej rodzinie, sama jest niewierząca). Moja ciocia powiedziała do mojej mamy- Ty musisz z nią porozmawiać, co ona sobie myśli, ona musi zajść w ciążę, bo potem będzie za pózno.

      Usuń
  39. Wcale nie dziwię się Singapurczykom - łatwo jest urodzić sobie dziecko, ale co potem? Ja dorastałam w bardzo biednej rodzinie i na pewno nie zafunduję takiej katorgi swojemu dziecku. Jeśli kiedykolwiek zdecyduję się na nie, to dopiero wtedy, gdy będę mieć mieszkanie, spore oszczędności, no i oczywiście założoną lokatę dla dziecka na studia i rozwój. Chcę mu dać porządny start w życiu, nie mam zamiaru być zestresowaną matką, która ledwo wiąże koniec z końcem i nie ma na książki dla dziecka do szkoły. Niestety, w Polsce strasznie ciężko jest zdecydować się na dziecko, skoro samemu ciężko się utrzymać. Mieszkam w UK od 5 lat i chociaż marzy mi się powrót do Polski w przyszłości, to niestety nie wiem, czy kiedykolwiek będzie to możliwe bo w Polsce ciężko jest normalnie żyć czy założyć rodzinę.

    OdpowiedzUsuń
  40. Pewnie masz sporo racji. Nie ukrywajmy - dziecko kosztuje i to często niemało, jednak myślenie kategoriami, że rodzinę trzeba założyć jak się ma już "wszystko", umieszcza posiadanie dziecka bardziej w kategoriach "zachcianki", a posłanie go na studia w Stanach jak kolejne +100 do prestiżu. Trochę się chyba Singapurczycy zapętlili w swoim myśleniu.
    W Polsce to też problem - ludzie nie mają za bardzo perspektyw na bardzo dobre życie w pojedynkę, czy we dwójkę, a co dopiero z dzieckiem. Chociaż, biorąc pod uwagę, że 7 moich koleżanek jest aktualnie w ciąży, to chyba nie jest aż tak źle z nami :)

    OdpowiedzUsuń
  41. chyba kiedyś przeprowadzce sie do Singapuru bo myślę dokładnie tak samo dla mnie ważniejsze byłyby luksusy xD

    OdpowiedzUsuń
  42. Ciekawe czy kiedyś ludzie we wszystkich krajach zaczną tak myśleć i to praktykować i to doprowadzi do zagłady ludzkości xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żadna tragedia :) Ludzie to mało sympatyczny i bardzo szkodliwy gatunek. Pomyśl, jaki świat będzie piękny bez wojen, morderstw, pobić, kradzieży, gwałtów, nienawiści, chamstwa, zawiści, fałszu itp.

      Usuń
  43. Basiu, czy to jest "swierzy" trend, czy to juz trwa jakis czas? Zastanawia mnie, w jaki sposob rozwiazany jest problem opieki nad osobami starszymi w Singapurze? W koncu jak sie nie posiada dzieci, to kto na starosc poda przyslowiowa szklanke wody?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli ktoś ma dziecko, żeby miał mu kto na starość podać szklankę wody, to niech się nie zdziwi, jeśli na starość zostanie zupełnie sam.

      Usuń
    2. Koszt wychowania dziecka jest znacznie wyższy niż opiekunki/pielęgniarki/domu starości ;) Nie wiem czy to taka dobra inwestycja w te szklanke wody- jeżeli chcę się napić mleka nie potrzebuje kupowac krowy, a jak soku nie potrzebuję sadu.

      Usuń
  44. Co kraj to obyczaj. Nie można porównywać Polski do Singapuru ani odwrotnie :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Nie znam szczegółów i nie zagłębiałam się w statystyki, ale w większości (jak nie we wszystkich) krajach dobrze rozwiniętych pojawia się problem starzejącego się społeczeństwa. Z jednej strony to paradoks- w biednych państwach, gdzie problemem codziennym jest "czy będę miał co dzisiaj włożyć do garnka?" rodziny są wielodzietne ponieważ rodzice wychodzą z założenia: im więcej dzieci, tym większe szanse na przeżycie potomka i opieka na stare lata. Natomiast w krajach gdzie tego problemu nie ma (uogólniam) dzieci jet co raz mniej. Wydaje mi się, że tutaj występuje nigdy nienasycony apetyt i konsumpcjonizm. W biednych krajach ludzie są na równym poziomie, borykają się z tymi samymi problemami. Wycieczki i towary luksusowe są u nich w sferze marzeń. Natomiast w państwach rozwiniętych człowiek jest bombardowany z każdej strony reklamami przedmiotów dzięki którym poczujesz się piękny, szczęśliwy, bogaty i wszyscy będą Tobie zazdrościć. Sąsiad kupił sobie nową lodówkę? To ja też kupię. I tak to się nakręca. Takie jest moje zdanie na ten temat.
    Natomiast patrząc na perspektywy w Polsce, to ja jako przyszła potencjalna matka chciałabym mieć 2 dzieci, ale bardzo obawiam się o koszty ich utzymania. Wszelkie akcesoria dla niemowlaków są straszne drogie, dzieci rosną w oczach, a ubranka dla takiego szkraba są takiej samej ceny co dla dorosłego (o pieluchach nie wspomnę). Później książki do szkoły itd.- ceny również dla mnie astronomiczne (biorąc pod uwagę, że są to przedmioty na 10 miesięcy). Wakacje nad morzem czy w górach- nocleg waha się między 30-50zł za dobę, obiady 20-30zł to też sporo wychodzi na rodzinę, jeżeli chcą wyjechać np. na tydzień czy dwa. Wysokość pensji jakie są u nas w kraju każdy wie, dlatego zdecydowanie się na jedno dziecko ( a na dwa to już w ogóle) jest wyzwaniem. Ostatnio natknęłam się w reklamie na popularne lalki, których cena wynosi powyżej 100zł (nawet nie wiem czy 150zł). Nie pamiętam, aby w moim dzieciństwie zabawki kosztowały tak dużo. Tym bardziej, że chęć dziecka do posiadania zabawek jest nieskończona :D

    OdpowiedzUsuń
  46. wszystko to co napisałaś o singapurze mogłabym odnieść do pl. obecnie z mężem mając kredyt na kolejne 28 lat, pracując oby dwoje mamy ciężko, żeby zdecydować się na dziecko... u mnie problem jest kolejny taki, iż posiadam własną firmę i w momencie w którym nie pracuję a w ciąży to może być 4 bądź 7m-cy to nie będziemy mieli po prostu za do jeść:/ przykra szara rzeczywistość :/ pensja jednej osoby starcza tylko na utrzymanie mieszkania i opłacenie kredytu... a od zusu na macierzyńskim nie mam co liczyć na kokosy:/

    OdpowiedzUsuń
  47. Ja się im w sumie nie dziwie. Jedni wolą żyć pełnią życia, inni wolą się poświęcać. Naturalne.

    OdpowiedzUsuń
  48. W Paryzu wielu mlodych mysli podobnie. Zgadzam sie ze stwierdzeniem ze robienie dziecka bez mozliwosci zaoferowania mu edukacji (juz nie mowie o elitarnej) to poprostu bezmyslnosc i nieodpowiedzialnosc (nie we wszystich wypadkach ofc). I sama tak uwazam.

    Jest jedna rzecz ktora powtarza mi moj chlopak ktora wynika z obserwacji jego siostry... Jesli kobieta sama o siebie nie zadba tylko i wylacznie o dziecko kosztem samej siebie to bedzie nieszczesliwa co odbije sie na dziecku. I na jej przykladzie, uwierz, widac... Ale to bardzo dluga historia :))

    Mi sie poszczescilo w zyciu, apartament w centrum, czerwone podeszwy i slynna torba B. I taki lifestyle rozpieszcza... wiec rozumiem postepowanie Singapurczykow.

    Swietny post-jak zawsze, bardzo mnie zaciekawilas Singapurem i czesto tlumacze twoje posty mojemu chlopakowi. :) Rowniez Twoje posty o pielegnacji duzo zmienily w moim podejsciu do niej :)

    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  49. Niepotrzebnie Basiu się martwiłaś. Czytam tu same mądre wypowiedzi: ))

    OdpowiedzUsuń
  50. Kocham Cię za ten wstęp :) Fajnie by było, żeby czytający zastosowali się do Twojego apelu nie tylko w odniesieniu do tego posta.

    Co do sytuacji w Singapurze, napiszę tylko tyle: niektórzy mogą pomyśleć, że Singapurczycy mają egoistyczne i samolubne podejście, ale czy robienie sobie dzieci "bo chcemy mieć/bo chcemy, żeby nas ktoś kochał/bo trzeba mieć dla kogo się starać na tym jebanym świecie (cytat koleżanki)" nie jest egoistyczne i samolubne? Według mnie jest. Myślę, że wiele osób nie jest wdzięcznym rodzicom za wydanie na świat, a rodzicom-nieudacznikom tym bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  51. Jeśli się zakłada, że niemowlak potrzebuje luksusów to sie nie dziwię. Wystarczyło by wypośrodkować i ograniczyć gadżety i nie byłoby takiego problemu. A posyłanie dzieci na studia do stanów uważam za głupi i naiwny pomysł - edukacja tam wcale nie jest na jakimś wysokim poziomie, a jest kosztowna.
    Co do polski.. w świetle tego wpisu nie ma tu warunków na posiadanie dzieci. Z pensją oscylującą ok 1 tys (śmiech na sali) i brakiem możliwości posiadania własnego mieszkania po prostu większości na to nie stać. A jednak ludzie się mnożą jak króliki - nie znaczy to, że od razu trzeba milionów by mieć dzieci, ale podoba mi się, że ludzie w Singapurze myślą o przyszłości dzieci i o tym, żeby im zapewnić warunki do życia i własną przestrzeń. Natomiast w polsce brakuje stałości finansowej i wypłacalności - zresztą, brakuje nawet pracy, bo dochody rzędu tysiąca miesięcznie to nie są nawet dochody. Dodatkowo tutaj gdy pracodawca usłyszy o dzieciach i ma jeszcze szansę, po prostu zwalnia pracownika.

    OdpowiedzUsuń
  52. Ja to rozumiem i nie potępiam :) denerwuje mnie tylko jak pewne środowiska, zwłaszcza w Polsce, nazywają takie podejście ZAWSZE konsumpcjonistycznym i robią z tego wielką tragedię. Co w tym złego? Jedni chcą dzieci, inni (motywowani różnymi przesłankami) nie i ok ;) W sumie nie zawsze, jeżeli ktoś nie chce mieć dzieci, chodzi o pieniądze, bo też o strach przed odpowiedzialnością itd.

    OdpowiedzUsuń
  53. Ja mam wrażenie, że w Polsce zakończył się etap wyścigu szczurów, który dotyczył pokolenia z pogranicza PRL i III RP, kiedy wszyscy myśleli raczej o karierze niż dzieciach. I teraz to pokolenie nagle wraca do wartości rodzinnych, mówi się o późnym macierzyństwie dzisiejszych 35-latek. Natomiast już kolejne pokolenie, dzisiejszych 25-latków już od początku stawia na rodzinę. Ciekawie co w głowie siedzi dzisiejszym 15latkom? ;) Osobiście nie wyobrażam sobie nie mieć dziecka, żeby mieć większe mieszkanie, czy lepszy samochód. Co kraj to obyczaj. Ja mogę stwierdzić, że w Singapurze dużo tracą na nieposiadaniu dzieci, a Oni mogą mi powiedzieć, że jestem nieodpowiedzialna, bo nie poślę swoich dzieci do prywatnych szkół...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem 15-latką i rozczaruję cię, ale najpierw chcę się skupić na wykształceniu i karierze. Jak znajdę odpowiedniego faceta to super, ale w pieluchy od razu nie będę szła. Najpierw chcę się czegoś dorobić, wyszaleć się i jeśli już się zdecyduję na dziecko, to tylko na pewnym gruncie, bo ja potem nie chcę się martwić, że nie mam pieniędzy na utrzymanie. Dziecko na pewno nie jest moim priorytetem na przyszłość. Pokolenie 25-latków stawia na rodzinę? Pierwsze słyszę. Moja siostra ma 24 lata i z jej znajomych jakoś mało osób się spieszy choćby do zaręczyn, no ale może ty masz inny przykład ze strony znanych ci 25-latków...

      Usuń
  54. Z jednej strony to rozsądne- po co pchać na świat dziecko, wiedząc, że nie zapewni mu się dobrego bytu. Z drugiej strony (choć to może różnica kulturowa w postrzeganiu świata) dziwnie jakoś być małżeństwem bez potomka, a bez niektórych rzeczy naprawdę można się obyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam bardzo. Jak to "dziwnie być małżeństwem bez potomka"? Jestem pięć lat po slubie i nie czuję się "dziwnie" nie mając dzieci. Dziwne są dla mnie raczej pary, które dzieci mają: bo tak trzeba, bo tradycja, bo tego oczekują rodzice, bo nie chcą być same na starosć, bo związek się rozpada oraz mnóstwo innych tego typu powodów.
      Jak wczesniej ktos tu wspomniał, dzieci ma się wtedy, kiedy jest się na nie gotowym, niekoniecznie finansowo, ale przede wszystkim mentalnie.
      Nie uważam się również za samoluba nie posiadając dzieci. Jestem tak szczęsliwa w swoim związku, że nie wyobrażam sobie aby był w nim ktos jeszcze. Poza tym oboje nie czujemy koniecznosci pozostawienia na tym swiecie potomka (swiat i tak jest przeludniony i jestem pewna, że mogę spożytkować moją energię w lepszy sposób), czy to dziwne? Czy nie bardziej samolubni są ci, którzy na siłę chcą mieć dziecko, kiedy tyle maluchów nie ma domu?

      Usuń
    2. Eee tam dziwnie, moja ciotka od 20 lat ma meża a dzieci nie mają, bo nie chcą. I db im jest. Mają piękne mieszkanie, zarabiają, stać ich na co chcą i nic ich nie trzyma na miejscu, chcą wyjechac jadą, chcą spać dłużej to spią, chca robić remont, to robią nie mysląc o tym, że może lepiej nie, bo muszą utzymać za coś dziecko.

      Ja też nie poczuwam sie do macierzyństwa a mam 27 lat. Nie chce, nie po to się kształciłam, żeby teraz charować na dzieciaka. To nie dla mnie.

      Usuń
    3. "malzenstwo bez potomka jest dziwne" hmm, ale ludzie są bardziej skomplikowani i nie łączą się w pary tylko w celach prokreacji. Znam świetne dlugoletnie malzenstwa bez dzieci - czy sa dziwni? Wątpię! Bardzo siebie kochaja i widocznie tak im jest dobrze.

      Usuń
  55. Szczerze powiedziawszy trudno mi powiedzieć jak jest w Polsce, ale jak już mam ocenić, to myślę że teraz ludzie jak zaczynają pracę, wezmą ślub, mają własne mieszkanie itd. to wtedy zaczynają myśleć o dziecku. Więc chyba podobnie jak w Singapurze. Moim zdaniem posiadanie więcej niż 4 dzieci to za dużo, trzeba zapewnić dziecku miłość a przy tak dużej gromadce to raczej się nie uda. Chociaż są na pewno wyjątki, nie wątpię :)
    MauraPL

    OdpowiedzUsuń
  56. Hmm właśnie... Mam bardzo podobne poglądy co do zakładania rodziny co singapurczycy. Mam 26 lat. Mam już mieszkanie i stałą pracę, skończyłam studia i mam narzeczonego. Kilka razy w roku wyjeżdżamy na wakacje, czasem na kilka dni, czasem na dłużej.. Chcę zwiedzać świat...
    Moja rodzina tego nie rozumie. Nacisk ze strony społeczeństwa jest ogromny. Zdaniem babci,, sąsiadów, przyjaciółki, koleżanek z pracy - jestem samolubna... Jakim prawem wydaję pieniądze na podróże??? Na pewno za parę lat nie będę mogła już mieć dzieci! (tak mi mówią)

    Ich zdaniem mam wszystko to potrzebne mi dziecko..
    A ja nigdy nie chciałam mieć dzieci i w najbliższym czasie ich mieć nie zamierzam...

    Czy posiadanie dziecka wpisane jest w życie kobiety na tym ziemskim padole?

    Ja uważam, że nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, większość twierdzi,że tak musi być - kobieta powinna wyjść za mąż a później urodzić dziecko? A te kobiety, co mają odmienne zdanie, to zaraz są posądzane o egoizm. Być może trochę jest w tym egoizmu ale czy to źle? Moim zdaniem nie. Jesteśmy na tej ziemi nie tylko po to, żeby tylko rodzić dzieci.Ważne jest spełnienie, dążenie do swych pasji, celów, bycie szczęśliwym samym ze sobą. Wydaje mi się, że to właśnie jest istotą życia każdego człowieka. Dla niektórych kobiet taką pasją będzie opieka nad maluchem. Ale to nie znaczy,że inna będzie równie szczęśliwa opiekując się dzieckiem. Być może ktoś będzie spełniony realizując się poprzez pracę, sport, podróże jakieś inne hobby...Najgorszy jest jednak nacisk w naszym społeczeństwie na posiadanie potomstwa, bo tak wypada, ta presja - że już czas... A nikt tak naprawdę nie zapyta Cię o zdanie- czy ty chcesz w ogóle mieć to dziecko. Nikt Ci nie powie,że poród do najmilszych rzeczy nie należy.

      Usuń
  57. Moim marzeniem jest wyjechać do Singapuru, mieć obywatelstwo i rodzinę Singapurską... Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się to zrealizować.
    Widzę tam prawie same plusy (nawet tam gdzie jest to raczej, powiedzmy minusem, ale tak....Uważam, że to akurat nie należy do najmądrzejszych decyzji Singapurczyków. W Polsce jest zupełnie odwrotnie. Jednak w Singapurze wszystko podobno jest bardzo drogie. W każdym bądź razie, nie wyobrażam sobie życia bez dzieci. Ale co kraj to obyczaj, nie mają tam młodzi tak łatwego życia jak w Polsce. Mam tam chłopaka (jeszcze się uczy), to wszystko się zgadza; czasami jest załamany nerwowo pod względem tego co się tam dzieje. Od rana do wieczora tylko nauka, nauka(łącznie z wakacjami no ale +luksusowe wczasy)oraz to o czym kiedyś Pani wspominała...Jego matka nie akceptuje, żeby miał dziewczynę, dopóki nie skończy nauki itd. Ale cóż....On wie o tym kanale, i często go o coś podpytuję, to wszystko się zgadza z tym co zostaje umieszczone na kanale Azjatycki Cukier.:)

    OdpowiedzUsuń
  58. Ten styl jest podobny do japońskiego, młodzi ludzie w Azji przez większość czasu mieszkają z rodzicami.Biorą ślub ale nie dojrzewają do rodziny.Są przyzwyczajeni do posiadania dóbr materialnych, bo zawsze na to mają.Myślę ,że wynika to z mieszkania w miastach gdzie jeśli ktoś nie ma najnowszego modelu telefonu to już się nie liczy.

    OdpowiedzUsuń
  59. Lubię Basiu takie Twoje wpisy :) Jesteś wnikliwym obserwatorem świata i kultury, w której żyjesz i ciekawie ją przedstawiasz.

    Moje podejście do "posiadania" dziecka w przyszłości też idzie bardziej w kierunku japońskim lub koreańskim. Moim zdaniem, żeby zdecydować się na dziecko trzeba być na to przygotowanym zarówno psychicznie i finansowo. Po co robić dziecko i poźniej narzekać, że nie zdążyło się zrobić studiów, poznać świata, znaleźć wymarzoną pracę. To ZAWSZE odbija się na dziecku i ono to czuje.
    W Polsce cały czas króluje jedno zdanie - "bo tak wypada", czyli wyjdź za mąż, bo jesteś już tyle czasu z tym chłopakiem i zaraz koniecznie zrób sobie dziecko, bo 25 lat to idealny czas na dziecko, a poźniej przed 30-tką szybko drugie.
    To trochę brzmi, jak małomiasteczkowa filozofia, ale mieszkam kilka lat w Warszawie i tu jest tak samo.
    Plus najgorsze, co dla mnie może być ... po co Polacy robią sobie dziecko/dzieci, żeby miał kto się nimi zajmować na starość.

    OdpowiedzUsuń
  60. a może pomyślicie trochę o kobietach? może nie mają ochoty wyglądac jak słonica przez 9 miesięcy, sikac co 5 minut, mieć spuchnięte nogi, wyłysieć, zostać zmuszonym bo pobytu w domu i braku seksu przez conajmniej rok, miec robionę lewatywę w szpitalu i ciętą pochwę na żywca, co bogatsza może sobie jeszcze wpakować strzykawe ze znieczuleniem prosto w kręgosłup :)
    myśle, że jakby były bardziej humanitarne sposoby pozyskiwania dzieci, które nie wykluczają kobiety na rok/lata z życia zawodowego i osobistego, więcej osób by się na to decydowało

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natury się nie przeskoczy, to pewne. Z Twojego wpisu wynika, że rodzenie dzieci to najgorsze, co się kobiecie może przydarzyć. Zgodzę się, jeśli chodzi o młode osoby, które nie są materialnie w stanie zapewnić podstawowych dóbr ani spełnić społecznych funkcji posiadania dziecka, jak wysłanie do szkoły, przedszkola itd. Nie wiem jak to się odnosi do Singapurczyków, ale wiem, że w dzisiejszym świecie ludzie generalnie są wygodni i przysłowiowa "fura, komóra" są ważniejsze od posiadania potomka. Nasuwa mi się również kwestia przeludnienia naszej planety, ale to odrębny temat, w który nie chciałabym się zagłębiać. Ogólnie mówiąc, ciesz się, że Twojej mamie "chciało się" Ciebie rodzić, nawet bez "bardziej humanitarnych" sposobów. Rodzenie dzieci to jest chyba jedna z bardziej naturalnych czynności, jakie kobieta może przeżyć. Pewnie, że faceci mają lepiej, bo nie muszą się męczyć i "babrać" z dzieckiem w łonie, but that's not the point, is it?

      Usuń
    2. Moja matka w ciąży nabawiła się przewlekłej niewydolności żylnej. Na udach miała żylaki wielkości pięści. Zostały usunięte chirurgicznie. Niestety, do dziś ma nogi pokryte siateczką małych żylaków. W dodatku zaczęły wypadać jej zęby. Obecnie nosi sztuczną szczękę. Jak widać naturalna czynność nie znaczy zdrowa.

      Usuń
    3. Hahaha, ja w pracy poinformowałam zaskoczone towarzystwo o ciąży pod koniec piątego miesiąca jej trwania, taka ze mnie słonica była, rzeczywiście. Nie przypominam sobie sikania co 5 minut, doprawdy. Rezygnacja z seksu przez rok?!!! Kpisz??? Nawet przepisowych 6 tygodni połogu nie wytrzymaliśmy, lekarz dał dyspensę już po 4, bo wszystko było w idealnym porządku. Pochwa cięta na żywca?!! Hahaha, nie no, co za rewelacje! A skoro dla Ciebie lewatywa to taka niewyobrażalna trauma, to nie zazdroszczę tych kilogramów złogów, zgnilizny, pleśni i cholera wie jakiego wieloletniego syfu, który targasz w jelitach. Hydrokolonoterapia to modny teraz a kosztowny zabieg w luksusowych gabinetach SPA, gwoli ciekawostki, ludzie płacą za lewatywkę i czują się po niej jak młodzi bogowie, dasz wiarę? :D

      Usuń
  61. mieszkajac w Polsce według moich wniosków rodzice zamożniejsi maja przeważnie 1 lub 2 dzieci w przypadku rodzin mniej zamożnych wiecej i dlaczego tak jest? przecież wiadomo że skoro biedniej sie żyje to z dziećmi jest jeszcze ciężej i tu nie chodzi o przekazy religijne wiele rodzin nie ma praktycznie nic ale dzieci są bo oni skupiają się mniej na materialnych rzeczach typu samochód, wakacje czy nowo umeblowane mieszkanie bo po prostu ich na to nie stać żyją na marnym zasiłku są na bezrobociu i przepraszam że tak powiem ale z nudów robią dzieci mam koleżanke irlandke i sama sie zdziwiła jak w czasach kryzysu gdzie ludzie potracili prace wzieli sie za robienie dzieci po prostu skupili sie bardziej na życiu w domu ;)i nagle powstał jak to nazwała "baby boom" ;) ludzie szczególnie młodzi którzy stawiają na edukacje rozwój siebie i kariere niestety nie decyduja sie na dzieci szczególnie widać to w dużych miastach jak Warszawa gdzie mam paru znajomych i do 30 nikt nie myśli o dziecku czy nawet małżeństwie wiekszość zaczyna wolić wolne związki w czasach gdzie każdy sie skupia na sobie trudno planować coś poważnego wspólnie z kimś, podsumowując uważam że najważniejszym powodem że ktoś nie ma ślubu czy dziecka jest to że czasy się zmieniły i jeżeli kogoś stać to nie potrzebuje wsparcia bo sam sobie w życiu poradzi nadeszły egoistyczne czasy pieniądze dają niezależność i samowystarczalność

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oni maja dzieci, bo dzieci służą im jako siła robocza.

      Usuń
  62. Trochę odbiegnę od tematu, gdyż chciałabym "złożyć zamówienie" na filmik. Byłabym zachwycona, gdybyście z mężem nakręcili video dotyczące savoir-vivre'u. Wiem, że wiele kwestii było już poruszanych w innych filmikach / wpisach, natomiast chodzi mi o coś na kształt porównania singapurskiego i polskiego bon-tonu. Jak się w tym odnaleźliście, czy spotykały was jakieś dziwne sytuacje (typu żarty ze służbowej marynarki Twojego męża - wspominałaś kiedyś o tym)? Czy czegoś wam brakuje (patrz: omówiony już brak romantyzmu)? Jestem także ciekawa, jak miejscowi odebrali pewne wasze, europejskie nawyki, czy coś w waszym zachowaniu ich dziwi, szokuje, zaskakuje? A może śmieszy? Temat szeroki i głęboki, więc mam nadzieję, że i materiał na video się znajdzie. Liczę raczej na waszą subiekywną ocenę - wiadomo, że mimo ogólnie przyjętych norm, kultura osobista jest sprawą mocno indywidualną.

    Mam nadzieję, że zasugerowany przeze mnie temat przypadnie Wam do gustu i gdy w planach pojawi się kolejny wspólny filmik, weźmiecie moją sugestię pod uwagę.

    Pozdrawiam serdecznie
    Ika

    OdpowiedzUsuń
  63. Każdy na swój własny sposób podchodzi do tej sprawy. Z tego, co pisałaś wcześniej odnoszę wrażenie, że Singapurczycy są też bardziej dziecinni i mniej zaradni niż np. Polacy (choć oczywiście jest to sprawa do rozpatrzenia indywidualnie wobec każdej osoby!). Są ludzie, którzy nie mają potrzeby mieć dzieci, są tacy, którzy ich nie mają bo się boją, że będzie chore, a są i tacy, którzy nie wyobrażają sobie życia bez gromadki maluchów wokół siebie.

    Jednak mi się wydaje, że duży wpływ ma na to nie tyle status społeczno-ekonomiczny czy stopień powszechności antykoncepcji (z którą w Polsce na pewno żadnych problemów nie ma), lecz kultura w której żyjemy oraz wartości, które wynieśliśmy właśnie z rodzinnego domu.

    OdpowiedzUsuń
  64. Z moich obserwacji wynika, że w Polsce jest podobnie. Mieliśmy ostatnio spotkanie 10 lat po maturze. I na 25 osób tylko 5 posiada dziś dzieci. Z czego dwie osoby więcej niż jedno.

    OdpowiedzUsuń
  65. Bardzo ciekawe spostrzeżenia w artykule. Co mi przypomina zabawną (z mojego punktu widzenia) reakcję Tajwańczyków na małżeństwo moich przyjaciół, którzy wyjechali tam na studia - "jesteście małżeństwem?! Bez pracy?! Bez samochodu?! Bez mieszkania?! Tak młodo?! (24dla obojga)" :D
    Wg. mnie posiadanie dzieci jest zawsze związane z systemem wartości, zwracanie uwagę na swoją sytuację finansową też jest przecież stawianiem dóbr materialnych wysoko w hierarchii wartości.
    Dzieci nie potrzebują pieniędzy. Żeby je mieć wystarczy kochająca się rodzina i krąg oddanych przyjaciół. To jest najwyższa wartość i dzieci im mniejsze tym bardziej tego potrzebują :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie potrzeba pieniedzy aby miec dzieci. Ani na pieluchy, nowe ubranka i buty co jakis czas, ani na wyprawke do szkoly, na wakacje, na lekarzy i ewentualne leki- nie daj boze szpital. Nie trzeba im potem ani telefonu, ani internetu, kieszonkowego... Na studiach tez zadnej pomocy nie potrzebuja.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Shinnen, jak to, dzieci nie potrzebują pieniędzy? Właśnie ja się w takiej biednej rodzinie wychowałam, i wcale jakoś nie było mi do śmiechu kiedy nie było na książki do szkoły, nie mówiąc już o wycieczkach. Chodzenie w najtańszych, ciągle tych samych ciuchach i często brak obiadu w domu też nie należy do najprzyjemniejszych...Nie wspomnę o mieszkaniu w kawalerce z dwójką rodzeństwa. Ale przecież pieniądze są niepotrzebne...Dobre sobie.

      Usuń
  66. to zależy od kobiety czy chce mieć dziecko czy nie, coraz częściej trudno to pogodzić: praca, pieniądze własne zachciewajki; kiedys świat był prostszy; dla mnie tragiczne jest pozostawianie 4-miesiecznego dziecka i wracanie do pracy, wychodzę z założenia, że nie po to rodze dzieci, by ktos je wychowywał, a więc system wartości - a narodziny dziecka to rewolucja w zyciu, przede wszystkim kobiety

    OdpowiedzUsuń
  67. w Dubaju, wprost przeciwnie, wszystko w tym miescie jest prorodzinne, we wszystkich instytucjach publicznych sa sekcje do zabawy dla dzieci, przecietne rodzinny maja kilka dzieci, ale prawda jest ze opcja kobiety/zony pracujacej nie wchodzi w gre :P mam kolezanke w pracy z Singapuru i ona ma 33 lata nie ejst jeszcze gotowa na malzenstwo a co tu o dzieciach mowic:P

    OdpowiedzUsuń
  68. Nigdy nie byłam maniaczką dzieci ale swoje mieć chciałam i mam 3,5-latka:) Ktoś napisał, że w Polsce duże znaczenie ma Kościół. Ja bym powiedziała inaczej - nie tyle Kościół, co wiara, światopogląd, system wartości, który mi podpowiada, że nie można byc człowiekiem spełnionym i szczęśliwym będąc tylko zapatrzonym w siebie i skoncentrowanym całe życie na zaspokajaniu własnych potrzeb. A ja chcę być szczęśliwa a nie zamartwiać się kolejną zmarszczką itp.;) Owszem, wiara Boga, w Jego błogosławieństwo i pomoc ma znaczenie, antykoncepcja - żadnego, jako że stosuję dozwolona przez Kościół i bardzo skuteczną (!) metodę objawowo-termiczną. Jestem od 5 lat szczęśliwą mężatką, mamy 1 (jedno) dziecko:) Z pieniędzmi jest tak, że jak się ma dużo to rośnie apetyt na więcej;) ja tam swojemy dziecku luksusów zapewnić nie widzę potrzeby, wolę sobie czasem kupić fajny ciuch albo wyjechać na wycieczkę;)

    OdpowiedzUsuń
  69. mam 37 lat .... :-) z mezem jestesmy razem 20 lat z czego 13 po slubie .... mamy dwie sliczne coreczki ... co w tym dziwnego ??? niby nic poza tym ze jedna corka ma 5 lat a druga 8 miesiecy :-) dzieci byly zaplanowane , wczesniej oboje chcielismy sie uczyc i czegos dorobic ... i udalo sie :-) ktos moze pomyslec ze biedne dzieci bo maja "starych rodzicow" ale ja to widze inaczej - maja stabilnosc finansowa ktorej my jako dzieci mlodych rodzicow nie mielismy niestety
    pozdrawiam magda

    OdpowiedzUsuń
  70. Z moich obserwacji wynika, że bogate społeczeństwa mają niski przyrost naturalny. W biedniejszych rejonach 3-5 dzieci zdarza się częściej.

    OdpowiedzUsuń
  71. Po prostu ludzie kiedys nie mieli wyboru i musieli miec dzieci (bo nic innego nie było do roboty!), a teraz jakie wspaniałe warunki do rozwoju i stylu życia...

    OdpowiedzUsuń
  72. Prawda jest taka, że część kobiet (polecam "Musimy porozmawiać o Kevinie") nie ma instynktu macierzyńskiego. W Singapurze nie ma presji na rodzenie, więc kobiety bez instynktu nie decydują się na dzieci. I chwała im za to. Nie ma nic gorszego niż matka niekochająca swoich latorośli.

    OdpowiedzUsuń
  73. Osobiście uważam, że 80% dzieci u par w wieku 19-26 lat, to wpadki. Wystarczy zapytać, delikatnie. Przyznają, że wpadka ale przecież BARDZO KOCHAJĄ swoje dziecko, na które ich nie stać. Tak przy okazji: mieszkać u rodziców z dzieckiem to dla mnie wstyd ponad miarę. Ale takie realia, że chłop 30 lat mieszka wciąż z mamusią. BO TANIEJ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwie sprawy.
      Pierwsza - a gdzie ma mieszkać? Mieszkania na drzewach nie rosną. Kredyt to zobowiązanie na 20-30 lat i trzeba zarabiać lepiej niż większość społeczeństwa.
      Druga - a jak baba mieszka z mamusią, to co?

      Usuń
    2. Ja uważam, że mieszkanie z rodzicami to nie wstyd. Jeśli ktoś bierze odpowiedzialność za dziecko, które mówiąc kolokwialnie "zrobił", to musi gdzieś z matką tego dziecka mieszkać (tudzież z ojcem jeśli mowa o kobiecie). Czasem młodych nie stać nawet na wynajęcie własnego mieszkania, jeśli przez jakiś czas żyją z rodzicami (ale współfinansują swoje utrzymanie), zbierają pieniądze, by kupić sobie mieszkanie lub postawić dom, to jest coś naturalnego.Nie jest tak, że rodzice pomagają dzieciom tylko do 18, a potem każą im się wynosić i nie pokazywać, bo są dorośli.

      Usuń
    3. Też ię zgadzam z tym, że macierzyństwo w młodym wieku (19-26, a nawet wcześniej 15 lat) to wpadki. Jednakże uważam, że to wcale nie jest takie złe (patrząc na swoją osobę i moich znajomych). Mam 28 lat i nie mam dziecka i chyba na razie się nie zdecyduję, bo nie ma na to odpowiedniego momentu. Gdybym "wpadła" w trochę młodszym wieku np. 22 lata, to już bym miała kochające dziecko i pewnie w jakiś sposób bym sobie radziła, a tak..

      Usuń
  74. Ja mam 18 lat i ani mi sie sni miec dzieci w przyszlosci.Od zawsze tak było;) Nawet jako 14-15 latka widząc malucha w wózeczku krzywiłam się,albo po prostu czułam jakąś niechęć(kiedy moje koleżanki-rówieśniczki zachwycały się nad bobasem).Chyba urodziłam się bez tego instynktu...Ale z drugiej strony kiedy słyszę o 21-letnich rodzicach,którzy studiują/pracują,nie mają swojego domu i decydują się na dzieci to wprawia mnie to w wielką konsternacje.Czy naprawde potrzeba im dodatkowego 'problemu'?Nie wolą się ustatkować,wyszaleć?Fajnie jest kiedy taka para rzeczywiście jest w sobie szaleńczo zakochana i faktycznie będą razem wychowywać to dziecko,ale co jeśli po X latach dojdą do wniosku,że jednak to nie jest to czego pragną.Nie wyszaleli sie za młodu,a teraz rozstanie,poszukiwanie nowego partnera,a co z dzieckiem..?

    OdpowiedzUsuń
  75. http://www.google.pl/publicdata/explore?ds=d5bncppjof8f9_&met_y=sp_pop_grow&idim=country:POL&dl=pl&hl=pl&q=polska+przyrost+naturalny

    Mówisz że w Korei jest źle? W Polsce jest niższy wskaźnik. W Polsce ludzie nie wybierają między podróżą zagraniczną a dzieckiem, a między pracą i pieniędzmi na utrzymaniem a dzieckiem. Czytam Twojego bloga i odnoszę wrażenie że porywasz się z motyką na słońce. Pisz o kosmetykach bo o demografii i sytuacji polityczno-prorodzinnej nie masz zielonego pojęcia. Przykro mi to mówić ale ktoś musi bo się ośmieszasz takimi wypowiedziami; masz za mało rozumku i doświadczenia, działaj w dziedzinie na której się znasz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze gdyby ten wpis byl o Korei, a nie poswiecony tylko i wylacznie Singapurowi, ten komentarz mialby jaki kolwiek sens.... Polecam nauczyc sie czytac ze zrozumieniem, zanim porwiesz sie na komentowanie....

      Usuń
    2. Nie wspominajac ze pomieszal Ci sie wskaznik "wskaznik plodnosci" (birth rate) z tempem przyrostu populacji, ktory nie ma wiele wspolnego z urodzeniami i dziecmi - Singapur ma wysokie tempo wzrostu, bo importuje cudzoziemcow.

      Osmieszylas sie na calej lini...

      Usuń
    3. http://www.google.pl/publicdata/explore?ds=d5bncppjof8f9_&met_y=sp_pop_grow&idim=country:POL&dl=pl&hl=pl&q=polska+przyrost+naturalny#!ctype=l&strail=false&bcs=d&nselm=h&met_y=sp_pop_grow&scale_y=lin&ind_y=false&rdim=country&idim=country:POL:SGP&ifdim=country&hl=pl&dl=pl&ind=false

      Od kilku lat (a teraz mamy do czynienia z wyżem demograficznym) balansujemy między danymi ujemnymi a dodatnimi ułamkami.
      Bajdurzenie osób mało-rozumkowych na tematy górnolotne jest po prostu śmieszne.
      Kosmetyki- tym się zajmijcie, robicie to dobrze, bo o niewielu innych sprawach macie jakieś pojęcie.

      Usuń
  76. Wydaje mi się, że ludzie zaczynają wybierać wygodne życie, nad rodzinę, ponieważ obecnie posiadanie dzieci nie jest koniecznością (kiedyś nie było systemów emerytalnych, a starymi rodzicami miały zajmować się właśnie dzieci, przeciętni ludzie też raczej nie mieli możliwości oszczędzania na życie w latach, gdy nie będą mogli się utrzymać), jest to raczej swego rodzaju ciągłość wynikająca z tradycji. Jeśli ktoś miałby posiadać dziecko tylko i wyłącznie ze względu na swoje ambicje i zwykłą "chęć posiadania" potomka, może uznać, że jest z tym zbyt wiele zachodu i sobie po prostu darować. Myślę też, że jest coś takiego w psychice ludzkiej, co ogranicza taką potrzebę na skalę światową. Kraje wysoko rozwinięte charakteryzuje niski przyrost, w dużych miastach takich państw (w porównaniu do obszarów wiejskich) też jest on niewielki. Podświadomie ludzie zdają sobie sprawę z przeludnienia, z dużej liczby innych ludzi wokół nich, a skoro jest dużo ludzi, nasze potrzeby prokreacyjne stają się mniejsze, ponieważ gatunek ma zapewnioną ciągłość. Co więcej, tak jak napisałaś Azjaci są bardzo pragmatyczni, z ich punktu widzenia (na pewno nie wszystkich) nie opłaca się mieć dziecka jeśli sytuacja finansowa nie jest stabilna, nie można zapewnić dzieciom dobrego startu. Podobnie chyba jest w Polsce. Nawet z zawieraniem małżeństw. Ludzie decydują się na ślub często w okolicach 30tki lub tuż po studiach, a jeśli nawet biorą ślub po studiach, to odkładają posiadanie dzieci na czas, gdy będą ustawieni finansowo. Także wielu młodych ludzi z mojego otoczenia deklaruje rezygnację z posiadania potomstwa, ponieważ nie chce wyrzekać się wygodnego życia bez zobowiązań.

    OdpowiedzUsuń
  77. Wydaję mi się, że chęć posiadania dzieci zanika w każdym bardziej rozwiniętym kraju i Polskę też w to wliczam. U nas również model 2+2 jest już rzadkością, najczęściej mamy jedynaków albo brak dzieci w ogóle. Myślę, że wraz ze zmiana czasów zmieniła się również mentalność ludzi i ich piorytety, sama będąc w wieku 27 lat nie planuję potomstwa z czystego i tutaj mówię prawdę....lenistwa, wolę podróżować i spędzać czas jak chcę. ludziom zawsze brakowało pieniędzy, panował głód a jednak dzieci się rodziły i były kochane, teraz jest dobrobyt więc tłumaczenie nie stać mnie jest głupie. Miło natomiast jest kiedy to jest akceptowane w społeczeństwie, bez głupich gadek, że ojej ile ty tracisz, twoje życie jest takie puste ble, ble, ble. To indywidualny wybór każdego z osobna. Wspominasz tutaj o tym że w Singapurze jest wielu singli i hmm szczerze powiedziawszy brak stałego partnera to nie jest zło, jak się większości wydaje, sa ludzie i jest ich coraz więcej którzy nie chcą się z nikim wiązać, bo nie, sama należę do takich i tutaj w Polsce jestem traktowana pod tym względem jak odmieniec, ale ja i paru znanych mi ludzi, którzy mają tak samo są szczęśliwy. Podsumowując czasy się zmieniają, piorytety też i trzeba to zaakceptować oraz polubić:)

    OdpowiedzUsuń
  78. Smutne jest to, że nie potrafią zrezygnować z "luksusów". Ale wydaje mi się, że w Polsce też jest wiele rodzin, które z tego samego powodu nie mają dzieci albo mają tylko jedno.

    OdpowiedzUsuń
  79. A mnie się nawet podoba ich myślenie. Może z lekka przesadne, może akurat tak przez Ciebie przedstawione (bo chodzi zapewne o konkretną grupę społeczną - zwykle karierowiczów, prawda?). Natomiast fakt, że ktoś nie chce powoływać do życia nowej istoty, bo nie będzie jej w stanie sfinansować odpowiedniej uczelni, opłacić korepetycji, dołożyć do mieszkania - POPIERAM! To w Polsce kobiety rodzą dzieci kiedy same są na umowach zleceniach za najniższą krajową i tylko mąż jakoś ciągnie domowy budżet, a wystarczy że straci pracę, będzie miał wypadek i cała rodzina już nigdy nie stanie na nogi. To w Polsce fakt, że dzieciak chciałby pojechać na kolonie czy nawet dostać lepszy ciuch uważa się za wydziwianie: "dziękuj, że ci jeść dali, a jak chcesz coś więcej to zarób". Nóż mi się w kieszeni otwiera na głoszenie takich mądrości przez ludzi, którzy w większości przypadków nieumiejętni używali antykoncepcji (bądź wcale -_-") albo wykazali się egoizmem: "bo ja chcę bejbika, co z tego, że mało zarabiam, pieniądze nie są najważniejsze, a dziecku potrzebna jest miłość". Bo korepetycje, basen, pieniądze na spotkania ze znajomymi (ta nieszczęsna kawa w starbaksie, billard, jakaś domówka), wakacje, rozwijanie swojego hobby to wydziwianie. Tjaa.

    OdpowiedzUsuń
  80. Rzeczywiście pieniędzy nigdy zdaje się nie być wystarczająco dużo. Inna sprawa jest taka, że znajoma Azjatka z Tajwanu jako osoba wychowana w rodzinie 2+2 właśnie posiadanie dużej liczby dzieci postrzega jako luksus, który chętnie zrealizowałaby właśnie w Polsce z polskim mężem. Dwie spośród Azjatek, z którymi rozmawiałam wręcz poród w PL uważają za sytuację o większym standardzie medycznym niż na Tajwanie co mnie samą wprawiło w zadumę. Zastanawiam się czy jakby statystyczną Singapurkę przenieść na kilka lat w polskie realia to i ona nie zapragnęłaby zostać stereotypową "matką polską";) Nie każdy musi i powinien być rodzicem. Sama planowałam być starą panną bez dzieci. Życie weryfikuje poglądy i kreśli własne scenariusze - dziś mam męża i dwoje dzieci i nie wyobrażam sobie innego życia. Pierwsze dziecko urodziłam mając 27 lat i z perspektywy czasu z pewnością nie żałuję, że nie później - mogę najwyżej żałować, że nie wcześniej. Podziwiam kobiety, które rodzą np. około 40stki i znajdują siły, żeby poradzić sobie z natłokiem obowiązków. Obserwuję znajomych, bezdzietnych singli i jedyne czego im czasem zazdroszczę to, że mają jeszcze dla siebie samych czas. Patrzę już jednak z ironią kiedy np. kupują kabriolet (na raty do, których dokłada się jeszcze ich mama) i uważają, że to właśnie uczyni ich życie bardziej satysfakcjonującym. Jedni inwestują w złoto, inni w obligacje, kolejni w rodzinę a jeszcze inni stawiają wszystko na dopieszczanie własnego ego - na wszystkim można stracić i zyskać. Każdy gra w tę grę zwaną życiem tak jak uważa za słuszne, według dostępnej mu wiedzy, własnych przekonań oraz doświadczeń. Trzeba mieć trochę szczęścia po prostu, żeby wygrać;) Jeśli chodzi o państwowy system wspierania dzietności to do mnie przemawia najbardziej system realizowany przez państwo francuskie, który rzeczywiście przekłada się na to, że Francuzki rodzą zdecydowanie więcej dzieci. Każde dziecko dla Francuzki to prawo do emerytury wcześniejszej o 2 lata, państwo wspiera w wydatkach na edukację i wyżywienie dzieci przejmując lwią część tych kosztów na siebie itp. itd. Może jednak nade wszystko dla podjęcia decyzji o posiadaniu dzieci ważne jest poczucie bezpieczeństwa?

    OdpowiedzUsuń
  81. Niemcy maja najwieksze dopłaty i ulgi do dzieci na swiecie ale tez nie chca ich miec, poniewaz bez jest wygodniej i mozna szalec....Francuzi maja nieco nieższe ale za to maja zazwyczaj 3 dzieci.Nie kazdy musi /powinien miec dzieci - indywidualna sprawa. Co do Polakow to tym na emigracji gwaltownie wzrasta dzietnosc..

    OdpowiedzUsuń
  82. Podam swoje przykłady z Polski. Mam 28 lat i w gronie moich znajomych niewiele jest tych z dziećmi, właściwie na palcach jednej ręki można policzyć, chociaż są po kilku latach małżeństwa. Takie właśnie znajome małżeństwo: ona i on lat 29, ona z własną działalnością, niewielkie zarobki, on z dobrą pracą, właściwie utrzymuje ich oboje. Mieszkanie po rodzinie. Czasami wyjazdy za granicę. Samochód. Żyją bez szału, ale nie muszą sobie odmawiać wielu rzeczy. Ostatnio usłyszałam od niej słowa, że od wiosny będą się starali o dziecko, bo zbliżają się jej 30 urodziny, a rodzić jest przecież najlepiej przed trzydziestką. Pytam się jej, czy naprawdę chce mieć dzieci. Ona twierdzi, że nie wiem. Lubi dzieci swoich sióstr, ale to dzieci "cudze" i nie wyobraża sobie, jakby to było, gdyby miała własne, wręcz ją to mało fascynuje. Zachodzę w głowę "to dlaczego decyduje się na dziecko?", czy naprawdę presja i myśl o tym, że przed trzydziestką należy urodzić dziecko jest tak silna? Kolejny przykład: Ona zatrudniona u ojca, on informatyk z dobrą pensją, kredyt na 30 lat, duży dom poza miastem. Ona 29 on 28. Zdecydowali się na dziecko, potem na drugie. Czy z wielu rzeczy rezygnują? Nie. Często wyjeżdżają. Kupują całkiem niezłe produkty. Po roku zdecydowali się na kolejne dziecko, żeby pierwsze miało się z kim bawić. Być może, gdyby nie dobre zarobki męża i pomoc ze strony rodziny nie zdecydowaliby się. Następny przykład jest podobny: ona i on 28 lat. Ona z kiepskimi zarobkami, on z całkiem niezłymi. Decyzja o dziecku zapadła w taki sposób "bo nigdy nie będzie na to dobrego momentu". Pozostali znajomi bezdzietni. Ja sama się zastanawiam, czy w ogóle chcę mieć dzieci. Mam 29 lat i na obecną chwilę nie wyobrażam sobie bycia mamą. I to nie przez to, że moja sytuacja w pracy jest niestabilna, chłopak mało zarabia, nawet nie mamy ślubu. Zapewne rodzina by pomogła i finansowo i w opiece. Najwięcej pieniędzy przeznacza się jednak na wizyty u lekarzy, potem na poród, żeby móc wybrać sobie dobry szpital. Obecnie nas na to nie stać, ale nie sądzę, aby to był jakiś mur nie do przejścia. Po prostu nie czuję w tej chwili chęci posiadania dziecka. Kocham dzieci mojej siostry. Uwielbiam się z nimi bawić, ale widzę, jaka to ciężka praca, aby je wychowywać. Może jestem trochę egoistką, bo wiem, że musiałabym zrezygnować z własnych pasji i zainteresowań na rzecz opieki nad dzieckiem. Dziecko to sytuacja w której oddajesz mu 100% siebie i swojego czasu. Nie wyobrażam sobie tego inaczej. Być może jest to wszystko kwestią pewnej hierarchii wartości, o której pisze Cukier. Dla mnie rodzina jest ważna, ale wciąż nie wyobrażam sobie budowanie własnej...

    OdpowiedzUsuń
  83. No i tu chciałabym napisać coś niezwykle mądrego, czego jeszcze nikt nie napisał, ale jest już prawie dwunasta, siedzę przed kompem od dziesiątej, bo dziecko zasnęło i korzystam z chwili spokoju, a jutro trzeba wcześnie wstać, bo się pewnie wcześnie obudzi i jakoś przy tym wszystkim mózg mój może nie jest już tak figlarny i błyskotliwy jak za czasów, gdy rytm dnia wyznaczałam sobie sama. Dobranoc!

    OdpowiedzUsuń
  84. Jestem mamą 8 tygodniowej dziewczynki, mam około 30.
    Instynkt u mnie pojawił się jak wziełam córkę na rece podczas porodu, sama jestem zaskoczona jak dużo cierpliwości i miłości umiem z siebie wykrzes

    OdpowiedzUsuń
  85. Denerwuje mnie przekonanie, że ludzie nie posiadający dzieci są owładnięci konsumpcjonizmem i nie chcą rezygnować z luksusów, tudzież wolą "mieć" niż "być" (w domyśle: w przeciwieństwie do nas, świątobliwych i altruistycznych rodziców). Jeśli ktoś czuje się spełniony wychowując dzieci - super. Nic mi do tego. Ale wszystko się we mnie burzy, gdy gotowość na rodzicielstwo jest utożsamiana z dojrzałością.

    Ja dzieci mieć nie chcę. Powodów jest kilka. Jestem mocno introwertyczna - przejawia się to u mnie między innymi tym, że dla zachowania zdrowia psychicznego muszę przez kilka godzin dziennie pobyć sama i bardzo źle znoszę nadmiar bodźców napływających z otoczenia. Marudzący i wymagający stałej opieki dzieciak przyprawiłby mnie o myśli samobójcze.
    Jestem też bardzo oszczędna w wyrażaniu uczuć i łatwo się irytuję, a poza tym niewiele we mnie instynktów opiekuńczych. Moje dziecko mogłoby czuć się zwyczajnie niekochane.
    Poza tym jest tyle rzeczy, które chcę zrobić w życiu, pasji i umiejętności do rozwinięcia, że na potomka zwyczajnie nie byłoby miejsca.

    Czy kierowanie się w tej kwestii rozsądkiem i świadomością swoich ograniczeń też nie jest dojrzałe?

    Na koniec mogę przytoczyć cytat pisarki i ilustratorki Tove Jansson, który bardzo do mnie przemawia: "Byłabym albo złą malarką, albo złą żoną. I nie chcę sprowadzać na świat dzieci, które zabije jedna z przyszłych wojen."

    Magda

    OdpowiedzUsuń

Komentarze pisane w celach promocji własnego bloga lub innych stron nie będą publikowane. Linki do relewantnych wpisów na blogach czy innych stronach są mile widziane. ale linki nie związane z tematem lub komentarze zawierające dopisany link do bloga nie będą publikowane.

Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.