wtorek, 3 maja 2016

"Dolina łez" - jak się jej pozbyć

"Dolina łez" to potoczna nazwa bruzdy, pojawiającej się pomiędzy okiem a policzkiem. Jest o tyle charakterystyczna, że zaczyna się w rejonie wewnętrznego kącika oka, po czym rozwija się prawie jako linia prosta w kierunku naszego policzka.

"Dolina łez" nie jest z natury anomalią. Wiele z nas ma jej delikatny zarys od zawsze. Problem pojawia się, gdy owa dolina nadmiernie się rozwija, zmienia kolor lub staje się na tyle głęboka, że przecina policzek wyraźnym cieniem.

Warto zwrócić uwagę, że nie każda bruzda czy wgłębienie w okolicy oka to automatycznie "dolina łez". U osób, borykających się z problemem worków pod oczami, gdzie przegroda oczodołowa wybrzusza się, albo osób, które zaobserwują, że dochodzi do przepukliny poduszeczki tłuszczowej pod okiem, można również dostrzec pojawienie się zapadnięcia, ciągnącego się pod wybrzuszeniem. Jednak nie jest to klasyczna "dolina łez", a objaw pojawienia się worka pod okiem. Ten problem zostanie omówiony osobno w innym wpisie.

Jest wiele przyczyn powstania "doliny łez", więc nie ma jednego sposobu na rozwiązanie tego problemu. Każda z nas musi indywidualnie ocenić co powoduje pojawienie się i pogłębianie tej zmiany, oraz jaki system najlepiej ją uleczy. 

Generalnie zakłada się, że do powstania doliny łez przyczyniają się następujące czynniki:

1. Ogólna utrata objętości twarzy - ten naturalny proces towarzyszy nam całe życie. W latach nastoletnich pomaga pozbyć się pucułowatości z twarzy. Z czasem jednak ten proces powoduje zaostrzenie naszych rysów i pojawienie się na twarzy różnych bruzd i zapadnięć. Może dojść do ubytku masy kości, podskórnej tkanki tłuszczowej, masy mięśniowej, itp. 


Jak złagodzić ten proces? Moim zdaniem najlepiej zainwestować w naturalne wypełniacze, które motywują naszą podskórną tkankę tłuszczową do namnażania się oraz zwiększenia ilości przechowywanych w komórkach tłuszczowych lipidów. Większe komórki tłuszczowe w konkretnych miejscach przywrócą twarzy jej naturalnie pełny wygląd. W przeciwieństwie do wstrzykiwanych wypełniaczy, nasz własny tłuszcz nie jest usilnie zwalczany przez nasz organizm. Nie wspominając o dużo niższych kosztach kuracji naturalnym wypełniaczem bez wstrzykiwania.

Polecam tu naturalny wypełniacz bez wstrzykiwania firmy BRTC, który nie tylko zawiera Volufiline, czyli czynnik pobudzający produkcję i rozwój tkanki tłuszczowej w miejscu aplikacji, ale zawiera też ujędrniające peptydy oraz nawilżający kwas hialuronowy.


2. Migracja twarzy - poza procesem utraty masy twarzy, innym, który zachodzi całe nasze dorosłe życie, jest powolna wędrówka wszystkich naszych tkanek twarzy w dół. Główną przyczyną jest tutaj oczywiście grawitacja, która powoduje powolne naciąganie się naszych tkanek łącznych, niektórych mięśni twarzy oraz powolną wędrówkę ulokowanych w twarzy poduszeczek z tłuszczem w dół.



Z czasem nasz policzek zaczyna delikatnie ciążyć w dół - objawami tego jest pojawienie się zmarszczki "od uśmiechania" (która wbrew nazwie nie ma nic wspólnego z uśmiechaniem), nasz uśmiech zaś pokazuje mniej górnych zębów, wydłuża się rynienka nosowa. Tam, gdzie masa policzka rozdziela się z obszarem oczodołu manifestuje się "dolina łez".

Na migrację twarzy nie ma jednego, dobrego sposobu. Ale z arsenału różnych narzędzi, polecić mogę masaże twarzy, które delikatnie "upychają" policzek na miejsce, pomagając w ten sposób złagodzić wyrazistość zapadnięcia między skórą oka, a policzka.



Z książki "Chirurgia plastyczna w Twoich rękach" polecałabym masaże 10, 12 i 13. Masaż numer 10 skupia się na podniesieniu dolnej połowy twarzy, dając dobrą podstawę dla podniesienia policzka. Jeśli jednak masz naturalnie szczupłą twarz, lepszym rozwiązaniem jest skupienie się na masażu nr 12 i 13.

3. Mało elastyczna cera - choć za powstanie problemów z "doliną łez" odpowiada głównie to, co dzieje się pod skórą, mało elastyczna i wiotka cera tylko zaostrzy problem. Cera w okolicach oka jest bardzo podatna na utratę elastyczności - jest naturalnie cienka, przez co bardziej podatna na przesuszanie, ciężko pracuje wraz z naszą mimiką i często nie dostaje dostatecznej ochrony przed słońcem. 

Jak o nią dbać? W latach, gdy objawy starzenia nie są jeszcze widoczne, kremy ze stabilną witaminą C lub E są idealnym wyborem. Jeśli skóra już jest zwiotczała, najlepszą inwestycją będą produkty, zawierające czynniki wzrostu skóry, które naturalnie zachęcą naszą cerę do produkcji własnego kolagenu.

Polecam tutaj żelowe płatki Petitfee, nasączone pielęgnującym płynem, wzbogaconym o EGF, podstawowy czynnik wzrostu w walce o bardziej elastyczną skórę. Co ciekawe, EGF aplikowany w regiony oczu nie tylko ujędrnia skórę, ale też łagodzi wyrazistość worków pod oczami (udowodnione w procesie badań klinicznych).



A co z ćwiczeniami?


Dla "doliny łez" kluczową rolę odgrywa mięsień "leviator labii superioris", który przeplata się z mięśniami oka i przyczepiony jest do naszej górnej wargi. To ten mięsień pozwala nam unosić górną wargę w grymasie odsłaniającym kły. To też jeden z mięśni, który bardzo ulega procesowi migracji - z czasem naciąga się i ciąży w dół (wraz z innymi mięśniami policzków, w dużej mierze jest odpowiedzialny za podtrzymanie okrężnych mięśni ust). Podobny los dzieli mięsień, odpowiedzialny za unoszenie naszych kącików ust ku kościom policzkowym. To naciąganie i ciążenie powoduje, że policzek rozdziela się od obszaru oka.


Odpowiedzią na te procesy mogą być ćwiczenia twarzy. Problem z ćwiczeniami jest jednak taki, że bardzo ciężko je wykonać poprawnie i bez ryzyka powyginania skóry w dodatkowe zmarszczki. Choć guru ćwiczeń będą obiecywać super efekty, prawda jest taka, że ćwiczenia to ryzykowna strategia. Na przykład ćwiczenia, uwzględniające podnoszenie górnej wargi, praktycznie gwarantują ogrom nacisku i stresu dla skóry w ramach bruzdy ustnej oraz nad wargą. Dlatego nie jestem ich wielkim zwolennikiem.

Polecam jednak łagodniejszą i naturalniejszą formę ćwiczeń, którą nazwałabym świadomą mimiką. Gdy mówisz lub się uśmiechasz, postaraj się świadomie zaangażować mięśnie policzków, by kąciki ust były maksymalnie i symetrycznie uniesione. Gdy się uśmiechasz, staraj się zaangażować mięśnie policzków i zawsze odsłonić górne zęby. Jeśli efektem będą obolałe i naprężone policzki, zrelaksuj je "dramatycznie" wymawiając literę "O" i przetrzymaj dźwięk przez kilka sekund, starając się oddalić usta od twarzy. Jednak wykonuj to ćwiczenie bardzo delikatnie, ponieważ może ono zintensyfikować zmarszczki dookoła ust.



Dlaczego wstrzykiwanie to zły pomysł?


Moim zdaniem wszystko, co robimy dla twarzy, powinno płynąć z troski i dobrych intencji. Traktując naszą twarz z szacunkiem, będziemy o nią dbać na równi z tym, jak dbamy o zdrowie swoich zębów, oczu, ciała czy włosów. Wstrzykiwanie jednak nie ma nic wspólnego ze zdrowiem czy dbaniem o siebie - to tylko iluzja, która w żaden sposób nie dba o nas, a jedynie napycha kasy salonów medycyny estetycznej. Nasze ciało nie toleruje takich wypełniaczy. Dlatego w typowych gabinetach wstrzykiwane jest trochę więcej substancji - w ciągu pierwszych kilku dni, nasze ciało pozbędzie się nawet do 30% wstrzykniętego wypełniacza. To wskazówka, jak intensywnie nasz organizm broni się przed taką interwencją.

Wypełniacze bez wstrzykiwania zaś działają zgodnie z naszą biologią, dbanie o elastyczność cery nie różni się niczym od dbania o dobrze zmineralizowane szkliwo na zębach. Ale wstrzykiwanie dla zdrowia i dobra naszego ciała nie robi nic.

Realistyczne oczekiwania


Zawsze, gdy dbamy o siebie, warto mieć realistyczne oczekiwania wobec tego, co możemy osiągnąć. Kosmetyki, masaż i ćwiczenia, pomagają naszemu ciału zachować jego optymalną formę, ale nie zbliżą nas do "wyfotoszopowanych" ideałów w mediach. Jeśli zawsze na naszej twarzy gościła łagodna forma doliny łez, czy naprawdę warto na siłę próbować pozbyć się jej całkowicie, wbrew naszym predyspozycjom? Moim zdaniem nie.

Ale dbanie o zdrowie i dobry stan wszystkich tkanek naszej twarzy to, moim zdaniem, dobry pomysł.

19 komentarzy:

  1. Przydatny wpis! Od kiedy zaczęłam się bardziej interesować dbaniem o moją cerę moim największym zmartwieniem jest właśnie dolina łez (i rozszerzone pory wraz z kilkoma bliznami po trądziku, ale z tym miałam już od dawna pomysł jak sobie poradzić, tylko funduszy chwilowo brak :D). Coraz bardziej zachęcasz mnie do kupna książki o masażach. Niemal każdy by mi się przydał, a chyba przydałoby się przestać zwlekać. ;x
    Dziękuję za interesujący wpis!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cukier wrocil hurra!!! Ciekawe czy ma wplyw na te dolinę usposobienie to znaczy czy mało czy dużo sie uśmiechamy itd. Jak rownież na przykład czy uprawiamy dużo Mario biegania i skakania itd. Ja mogę sie podzielić tym ze od kiedy stosuje azjatycka metodę dbania o twarz jak i dietę bazująca na roślinach, fasonach i wielkiej ilości owoców do tego wyluzowania sie i trochę medytacji nagle mając 33 lata zaczęłam nagle wyglądać młodziej jakbym miała może 23. I to nie moje spostrzeżenia ale ludzi którymi sie otaczam. Wiec cos w tym wszystkim jest!:) polecam nie tylko młoda buzia ale zdrowe ciało i duch!

    OdpowiedzUsuń
  3. Od jakiegoś czasu walczę z doliną łez. Używam systematycznie Sidmool i widzę niewielka poprawę, ale chyba w tym przypadku potrzebna jest bardziej kompleksowe działanie. Na pewno wypróbuję płatki. Bardzo fajnie i pełen informacji post - pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm, ja mam dość mocno zaznaczoną dolinę łez od dziecka, więc pozostaje się chyba tylko pogodzić z tym, że moja twarz jest zbudowana tak a nie inaczej :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę spróbować tych ćwiczeń, bo póki co tylko wcieram kremy, a to do końca i tak nie będzie działać "bez ruchu", jak wszystko inne ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nareszcie wróciłaś jej :) świetny i przydatny wpis, zwłaszcza w moim przypadku,chociaż nie jestem pewna czy mi coś pomoże, bo od zawsze mam dolinę łez i bardzo szczupłą twarz :(

    http://cutew.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  7. Cukrze, czytam Twoje wpisy odnośnie EGF i jest to coś co na pewno by mi się przydało ;) dlatego zastanawiam się nad zakupem jakiegoś produktu.
    Ale trafiłam na Twój jeden stary wpis odnośnie EGF, w którym piszesz, że tak naprawdę to to nie bardzo działa. Np. "(...) te substancje aby działać, muszą znaleźć się w głębszych warstwach skóry, nałożone na naskórek nic nie zdziałają." we wpisie:
    http://azjatyckicukier.blogspot.com/2013/10/41-egf-fgf-igf-itd-itp.html
    i teraz zgłupiałam, bo nie wiem, czy maseczki/kremy itp. działają w końcu czy nie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ukrywam, kiedyś byłam ogromnym sceptykiem w obec czynników wzrostu skóry. Mają ponad 7,000 daltonów wielkości, więc w teorii nie ma szans, by działały nakładane na skórę... A jednak, gdy zaczęłam używać maseczki Sidmool (którą dostałam jako gratis), zaczęłam obserwować zmiany. Okazuje się, że EGF jest skuteczniejszy, niż wynikałoby z teorii. Ostatnio znalazłam nawet studium, gdzie osoby biorące udział nakładały zwykłe serum z EGF i zmierzono pozytywne rezulataty (http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/25844616, http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22527430). Podsumowując: myliłam się w sprawie skuteczności czynników wzrostu skóry.

      Usuń
    2. Super, mam nadzieję, że i na mnie to zadziała :D dziękuję bardzo za odpowiedź!

      Usuń
  8. Rewelacyjny post! Istne kompendium wiedzy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cukrze, co sadzisz o "stanikach dla twarzy"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że są fajnym uzupełnieniem masaży i przynoszą ulgę w dni gdy twarz "ciągnie" w dół. Ale nie opierałabym całej pielęgnacji o taki gadżet.

      Usuń
  10. "zrelaksuj je "dramatycznie" wymawiając literę "O" i przetrzymaj dźwięk przez kilka sekund, starając się oddalić usta od twarzy"
    żebyś Ty mnie teraz widziała...

    OdpowiedzUsuń
  11. Cukrze, czy planujesz napisać coś o sposobach na opadające kąciki ust („marionette lines”) w najbliższym czasie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli przeczytasz uważnie ten wpis, to nawet tu jest opisane skąd się biorą i jakie metody pomagają się ich pozbyć.

      Usuń
    2. Uwierz mi, przeczytałam uważnie, zresztą już od Twojego starego (usuniętego) filmiku o bruździe nosowo-ustnej domyślałam się w jaki sposób, ale zapytałam, bo może istnieje jeszcze jakiś czynnik, o którym nie mam pojęcia, a wtedy wyczekiwałabym wpisu ;)

      Usuń
  12. To prawda z klinicznym ingerowaniem w naszą skórę. Zawsze należy zacząć od naturalnych metod. Po pewne sztuczne środki sięgać w ostateczności. Nie mam nic przeciwko tym, którzy to robią, każdy wybiera taki środek jaki mu odpowiada, ważne, że mu się podoba. Jednak sama też wolę zacząć od czegoś co mojemu ciału jak najmniej zaszkodzi. Wspaniały post!! Śledzę Twojego bloga już od 4 lat i przez cały czas jestem wierną czytelniczką i fanką :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dopiero zaczynam się interesować azjatycką pielęgnacją i stąd moje pytanie nie na temat wpisu - teraz akurat bardzo intensywnie poszukuję kremu BB dla bardzo jasne skóry z żółtymi tonami. Zdaje się, że podobnej do Twojej toteż pomyślałam, że może coś poradzisz? Wciąż przeglądam bloga z nadzieją, że coś znajdę, ale mam bardzo dużo na nadrobienia :)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze pisane w celach promocji własnego bloga lub innych stron nie będą publikowane. Linki do relewantnych wpisów na blogach czy innych stronach są mile widziane. ale linki nie związane z tematem lub komentarze zawierające dopisany link do bloga nie będą publikowane.

Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.