sobota, 10 listopada 2018

Czar Azjatek - recenzja i refleksje na temat książki Sheridan Prasso

UWAGA: Tekst dla czytelników 18+. Zawiera motywy seksualności, prostytucji, erotyki i samobójstw.

***

Czym jest "czar" Azjatek? Zlepkiem pomysłów na temat tego kim są Azjatki, akumulowanym na przestrzeni dziesiątek lat kontaktów Zachodu z Orientem. Zlepkiem historii z drugiej ręki, inspirowanych  prawdziwymi wydarzeniami fikcyjnych mediów, wynikających z politycznych wydarzeń i pomysłów... Ów czar jest dobrze znany - zarówno osobom na Zachodzie, jak i na Wschodzie. To coś więcej niż stereotyp - to pewna narracja, pewien pomysł.

Gdybym miała ją porównać, do czegoś może bardziej analogicznego dla moich czytelniczek, byłoby to:


Gdyby ktoś dalej nie wiedział o co mi chodzi, oczywiście chodzi mi o słowiańską pasję do robienia masła ¯\_(ツ)_/¯.

***

Książka "Asian Mystique" autorstwa Sheridan Prasso stara się przeanalizować Zachodnie pomysły na temat Orientu oraz przebadać relację Azjatów do tych pomysłów. Autorka nie obiecuje "poznania rzeczywistości", jedynie analizę percepcji rzeczywistości i tego, co ową percepcję kształtuje. Poznanie świata takim jakim jest "naprawdę" jest zadaniem niemożliwym, z którym nie dają rady nawet największe filozoficzne umysły. Ale nawet jeśli nie jesteśmy w stanie zdjąć z naszych oczu filtru stereotypów i domniemań, świadomość na ich temat może pogłębić nasze pole widzenia.


Książka podzielona jest na sekcje: w pierwszej analizuje obecność Azjatów w mediach, głównie hollywoodzkich, w drugiej pojawiają się wywiady z różnymi kobietami.

Pierwsza część jest naprawdę fascynująca - Prasso sięga tak daleko, jak czasy Marco Polo, by zwrócić uwagę na pewną konwencję mówienia o Oriencie. W swych opowieściach o Chinach, Marco Polo przedstawia szczegółowy raport zachowań mieszkańców pewnej prowincji, gdzie mężczyźni nakazują swoim żoną przez kilka dni zabawiać bogatych podróżników i spełniać ich wszystkie zachcianki seksualne. W swoich powieściach Marco Polo uwzględnia też absolutnie obiektywny i prawdziwy raport na temat jednorożców i gryfów...

Ale o ile nikt nie wierzy w opowieści o gryfach, jednorożcach czy innych dziwacznych stworzeniach, jeśli chodzi o opisy zwyczajów seksualnych, o tyle publika gotowa jest w nie wierzyć. Nawet w czasach średniowiecza zawsze najlepiej sprzedawał się seks.

I taki jest ogólny ton mediów zachodnich w temacie Orientu. Orient jest wiecznie przedstawiany jako lubieżny, tajemniczy, pełen chętnych i oddanych kobiet. To magiczna kraina erotycznych podbojów, bez restrykcji chrześcijańskiej pruderii. Za taką wersję Orientu Zachód gotów jest płacić. A gdzie jest podaż, jest też popyt. Zarówno ze strony Zachodu, jak i Azjatów.

Prasso zwraca uwagę na ciekawe zjawisko zachodnich, białych autorów czerpiących inspiracje ze Wschodu i zazwyczaj ozdabiających swoje dzieła fikcjonalnymi seksualnymi ekscesami. Za przykład można podać "Wyznania Gejszy", za które autor został pozwany do sądu przez kobietę, która rzekomo była źródłem inspiracji do książki (pani Iwasaki miała ogromny żal za fikcyjną wstawkę o sprzedawaniu dziewictwa - autor bronił, że miał prawo dodać fikcyjne motywy). Inny przykład to fikcjonalny i bardzo (naprawdę BARDZO) luźno oparty na prawdziwej historii "Shogun", zamieniony w mini-serię telewizyjną, która dla wielu jest źródłem edukacji na temat kultury seksualnej w Japonii.



Obaj autorzy pozwolili sobie na liberalne podkolorowywanie swoich dzieł erotyką i w pewnym sensie, ciężko ich za to winić. Autor piszący fikcję nie jest w żaden sposób zobowiązany przedstawiać kalki rzeczywistości. Jednak dzieła tych autorów są często traktowane jako "autentyczne" reprezentacje pewnych faktów i zwyczajów. Ile z nas słyszało od innych o tym, że zachowania seksualne Japończyków są takie i owakie, ale ilu z nas dokładnie wie, skąd pochodzi ta wiedza? Dla Zachodu mieszanie się fikcji i faktów na temat Orientu jest akceptowalne, jak długo zgadza się z już istniejącymi stereotypami.

Autorka dość wnikliwie analizuje taniec rzeczywistości polityczno-ekonomicznej i reprezentacji Azjatów w mediach. W wielu momentach amerykańskiej historii Azjaci byli widziani jako ekonomiczne zagrożenie, zaś w wyniku złożeń różnych wydarzeń, chińscy emigranci w stanach parali się głównie pracami, kojarzonymi z gospodarstwem domowym - stawali się praczami, lub kucharzami i kelnerami w zakładanych przez siebie restauracjach. W mediach amerykańskich więc Azjaci przedstawiani są często jako podstępni, naiwni, źli z natury i wysoce odseksualizowani. Może i w naszych czasach nie jest niczym dziwnym zobaczyć Azjatę w roli kochanka, ale do lat 2000 Hollywood nigdy nie przedstawiło pocałunku Azjaty z nie-Azjatką na wielkim ekranie. Co ciekawe jednak, w Europie nie koniecznie dominowało takie podejście. Książka i film "L'amant" są dobrze znane mieszkańcom Francji czy Danii (podobno jest czytany w szkole 😆) - w ramach tego dzieła główny bohater, chiński arystokrata, przedstawiony jest jako namiętny kochanek. Film jest w pełni dostępny na YouTube, gdyby ktoś chciał się z pierwszej ręki zapoznać z różnicami w reprezentacji Azjatów w mediach (NSFW i oczywiście 18+).

Innym ciekawym elementem tego rozdziału są rozważania na temat białych aktorów, grających role Azjatów. Hollywood było przez długi czas regulowane różnymi prawami odnośnie tego, kto może być romantycznie związany z kim, więc by przedstawić romantyczne związki, oboje aktorów musiało być białych. W rezultacie nie brak filmów, gdzie biali aktorzy udają Azjatów. Za przykład podawana jest tu adaptacja książki Pearl S. Buck "Dobra Ziemia".




Z ciekawości przesłuchałam książkę i rozśmieszyło mnie oddanie Pearl S. Buck, by nigdy nie użyć słowa "white" lub "light", aby opisać skórę kogokolwiek. Zamiast tego, postacie w jej książce są albo "złote", "brązowe" lub bardzo okazjonalnie "blade". Bo pióro by jej uschło, gdyby napisała że Azjata miał "białą", albo "jasną" skórę?

W każdym razie, ponownie pojawia się tutaj pewno bardziej metafizyczne pytanie: skoro aktorzy mogą wcielać się w dowolne role i w tradycji teatru jest przyjmowanie przez aktorów przeróżnych ról, często nie zgadzających się z ich wiekiem, płcią, wyznaniem... czy naprawdę jest tak nieakceptowalnym, by grać osoby innej rasy? Oczywiście nie chcę tu wchodzić w zagadnienia związane z dyskryminacją i opresją (jak np. fakt, że aktorzy azjatyckiego pochodzenia mają mniejszy dostęp do ról, bo nawet etniczne role są oferowane białym aktorom), chodzi mi tylko o pytanie, czy rasa to coś tak fundamentalnie biologicznego i rzeczywistego, że jest nienaruszalnie przypisane biologicznie do konkretnej osoby. Słowem, czy rasa "jest prawdziwa" czy jest tylko "rolą", którą odgrywamy?
🤮

Inny ciekawy aspekt analizy mediów, to śledzenie jak reprezentacja Azjatek na dużym ekranie była często używana w dialogu nad rolą kobiet na Zachodzie. W czasach, gdy feministki bardziej żwawo domagają się swoich praw, media chętnie pokazują Azjatki jako przykład "poprawnej" kobiecości, niejako grożąc feministkom, że jeśli  się nie uspokoją, zostaną zastąpione przez "uległe służki" z Azji. Gdy fascynacja Orientem staje się zbyt intensywna, w odpowiedzi tworzone są media pokazujące Azjatki jako zbyt dostępne i emocjonalnie rozchwiane, więc ostatecznie bohater wybiera dla siebie białą kobietę.

Wybacz J.K. :P
Wracając do książki Prasso, druga jej część to głównie wywiady z różnymi kobietami, które autorka spotykała podczas swoich podróży po Azji. Głównie skupia się na striptizerkach i prostytutkach, które nie tylko "obsługują" zagraniczną klientelę, ale które często też marzą o potencjalnym związku z obcokrajowcem. I aby ten związek pozyskać, kobiety wysoce świadome stereotypów na swój temat pogrywają w nie - starają się być uległe, słodkie, opiekuńcze. Dla tych kobiet Prasso ma sporo współczucia - w detalach analizuje beznadziejność ich sytuacji społecznej i ekonomicznej, gdzie poza dobrym małżeństwem z białym turystą prawdziwie nie ma lepszych, lub często jakichkolwiek, opcji. Dla tych kobiet potencjalny wyjazd do Stanów czy Kanady, to jak wygranie na losu na loterii, pozwalającego uwolnić nie tylko je, ale też ich całe rodziny, z niewyobrażalnej biedy. I wiem, że zaraz znajdzie się kilka wielkich obrończyń godności i cnoty, twierdzących, że lepiej dać swoim rodzicom umrzeć z głodu, niż ganiać za bogatymi turystami... i tym kobietą życzę, by nigdy nie musiały podejmować takich wyborów.

Mniej współczucia Prasso ma dla kobiet, które żyją w bogatszych krajach, i sypiają z obcokrajowcami. Autorka zwraca uwagę, że to co w jednym kraju jest absolutnie normalnym i "zdrowym" zachowaniem w sferze kontaktów intymnych, w innym może być uznane za lubieżne i nieskromne. Jako, że Prasso sama pochodzi z pruderyjnej ameryki, echa jej własnej kultury przebijają się w krytyce Japonek, sypiających z amerykańskimi żołnierzami. Z jej perspektywy taki prosty dostęp do kobiet zmienia mężczyzn w beznadziejnych hedonistów, którzy nie mają motywacji, by się ustabilizować; ich charakter permanentnie wykrzywia się w stronę szukania przyjemności i łatwych gratyfikacji. Wini te kobiety za losy "biednych", opętanych rządzą mężczyzn, szwendających się po Azji w poszukiwaniu erotycznych przygód.

Niestety, Prasso sama popełnia takie "wpadki" w wielu miejscach. Z jednej strony dostrzega, że prace związane z usługiwaniem, jak stewardessy, są z natury kojarzone z spolegliwością i potencjalną "dostępnością", sama potem insynuuje, że singapurskie stewardessy są szkolone, by pochylać się ku klientom w sposób, gdzie ich biust będzie się kusząco wylewał z mundurka, którym jest tradycyjna kebaya. Dla Prasso piersi są symbolem seksualności, zaś obcisła kebaya wydaje się szokująco nieskromna - ale to co uważamy za "seksowne" czy "wyzywające" jest kwestią konwencji społecznej, dlatego np. w wielu społeczeństwach kobiety nie zakrywają piersi. Kebaya nie jest zaprojektowana podług purytańskich gustów i Prasso nie umie się wyrwać z bańki własnego subiektywizmu kulturowego.
Singapurskie stewardessy w swoich mundurkach
Elegancka kebaya


***

Mimo wszystkich moich zarzutów wobec tej książki, uważam, że warto ją przeczytać. Jak większość książek na temat traktowania kobiet w mediach czy świecie, jest to trudna i przygnębiająca lektura. By w pełni ją zrozumieć, trzeba też poświęcić trochę czasu na poznanie mediów, na które się powołuje. Jako, że sama książka wydana została w 2004 roku, powoli też traci na aktualności. Obecnie w mediach mamy produkcje jak "Crazy Rich Asians" czy "To all the boys I ever loved" i powoli nie jest niczym szczególnym zobaczyć aktorów z Azji w głównych rolach, czy będących czymś więcej niż romantyczną nagrodą dla głównego bohatera.

Jeśli jest pewna refleksja, którą mam po przeczytaniu owej książki, to że tak naprawdę ciężko jest znaleźć dobre źródła wiedzy o otaczającym nas świecie. Jeśli chodzi o dalekie kraje, często zapełniamy próżnię informacyjną byle informacjami, za rzadko zadajemy pytanie o ich źródła i za łatwo akceptujemy wizję, że ci "obcy" są lubieżni, perwersyjni, dziwni, zaś to "my" jesteśmy reprezentacją cnót i norm. Przeglądając media, łatwo jest być krytycznym wobec nich, wytknąć w nich elementy fikcji czy zmiany, poczynione w celach komercyjnych (wiadomo, co się najlepiej sprzedaje...). Ale łatwo jest też znaleźć indywidualne osoby, które całkowicie potwierdzają wszystkie nasze stereotypy i domysły. I wobec tych osób ciężko jest być obiektywnym i krytycznym, bo nic tak nie łechce ego, jak wykrzyknięcie "ale ja znam osobę, która jest dokładnie TAKA".

Ale co jest celem tego wszystkiego? Satysfakcja, czy zrozumienie choćby odrobinę lepiej niuansów otaczającej nas rzeczywistości?




2 komentarze:

  1. Ooo. Po tylu latach ponownie Cię odnalazłam. Nie wiem jaka była przyczyna ze przestałam wchodzić na Twojego bloga (możliwe że przez jakiś czas nie wstawiłas postów lub filmikow) Ale czy to ważne. A więc siadam i nadrabiam . A jest tego masa ��

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Mineko Iwasaki, nie Iwako. A tekst genialny, jak zawsze z resztą :)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze pisane w celach promocji własnego bloga lub innych stron nie będą publikowane. Linki do relewantnych wpisów na blogach czy innych stronach są mile widziane. ale linki nie związane z tematem lub komentarze zawierające dopisany link do bloga nie będą publikowane.

Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.