sobota, 15 października 2011

Hello Tokyo - Dzień III

Dzień 3 naszego pobytu w Tokio zaczęliśmy dość późno. Zanim wywlekliśmy się z hotelu była już pora lunchu. Ruszyliśmy więc do dzielnicy Akasaka i, błądząc uliczkami, trafiliśmy do małej restuaracyjki, serwującej świeże sushi.

 Takie widoki w Tokio są na każdym kroku :)
SUUUUSHIIIIII!

W Singapurze sushi jest bardzo popularne, ale nie spotkałam się jeszcze z restauracją, która oferowałaby je tak, jak restauracyjki w Japonii. W Tokio, po wejściu od razu kelner kieruje do miejsc przy długiej ladzie, gdzie po drugiej stronie uwijają się kucharze, przygotowujący sushi właściwie przed klientem. Zaraz po złożeniu zamówienia pan zaczyna ugniatać ryż i stawiać przed nami swoje dzieła. Do tego herbatka i zupa miso. W Singapurze jest inaczej, bardziej bezosobowo - zazwyczaj sushi przygotowywane jest gdzieś na tyłach restauracji, potem wrzucane na automatyczny pas albo donoszone przez kelnera.

Po lunchu ruszyliśmy do shintoistycznej świątyni Hie-Jinja, ulokowanej w centrum dzielnicy Akasaka. Sama świątynia jest ulokowana pomiędzy wierzowcami - małe wzgórze pokryte drzewami. Sama świątynia słynie z rzędu czerownych bram ustawionych jedna za drugą. Wygląda to magicznie!




Świątynia zrobiła na nas pozytywne wrażenie. Takie ciche, zadbane i pełne zieleni miejsce, stojące w kontraście z betonową rzeczywistością dookoła.



Planując swoja wycieczkę wiedziałam jedno - chcę zobaczyć jak najwięcej, ale nie chcę żadnych muzeów (zwłaszcza wojennych!) czy galerii, za to jak najwięcej parków! :) Ruszyliśmy więc do Ueono, dzielnicy którą niektórzy określają mianem "specyficznej". Jest to starsza dzielnica, pozbawiona blasku i nie tak odpucowana czy dopieszczona jak inne tokijskie dzielnice.


Rzeczywiście, zaraz po wyjściu z metra widać różnicę. Szarawe budynki, troszkę ponuro wyglądająca zabudowa, bezdomni rozkłądający swój dobytek na chodnikach, patrole policyjne... To wszystko powoduje, że Ueono emanuje specyficzną, złowrogą energią, która nie przypadła mi do gustu. Stwerdziliśmy jednak, że nie ma co się zrażać i ruszyliśmy do sławnego parku Ueno.



W parku trafiliśmy do kolejnej, małej świątyni shinto. W sumie ładne miejsce, do którego ponury klimat Ueono pasował.

Sam park był bardzo zatłoczony i taki właśnie... smutny, szary. Spotkaliśmy tam poza bezdomnymi ludzmi i bezdomne, zaniedbane i schorowane kociaki :( Bardzo smutny widok... aż ciężko uwierzyć, że w tych tłumach ludzi noszących markowe torebki, najnowsze telefony i wydających małe fortuny na modne ubrania nie ma nikogo, kto mógłby zafundować bezdomnym zwierzakom saszetkę jedzenia dziennie i sterylizację. Ale to takie tam moje gadanie kociary :P.


Widzieliśmy również wielki, mroczny staw gęsto zarośnięty złowrogimi, wielkimi liliami, pagodę i jeszcze kilka innych zabudowań, ale klimat Ueono naprawdę mnie męczył... więc wskoczyliśmy w pociąg powrotny do miasta.

Na wieczór zostawiliśmy sobie wizytę w Shinjuku - sławną stację Tokio, która słynie z tego, że jest zatłoczona i wielka. ...i rzeczywiście jest to jedno z tych miejsc, gdzie masy ludzi przewijają się szybko i bez przerwy. Tutaj po raz pierwszy zobaczyliśmy legendarne tokijskie tłumy ;). Pokręciliśmy się troszkę po sklepach i sklepikach, i kolorowych ulicach, po czym upolowaliśmy kolację i tak zakończyliśmy nasz 3 dzień w Tokio :).



30 komentarzy:

  1. Sushi przygotowywane przed klientem jest akurat popularne na całym świecie, więc w sumie dziwne, że nie spotkałaś się z tym w Singapurze;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze ciekawiło mnie jakiego jesteś wzrostu? :D

    OdpowiedzUsuń
  3. A co jest dziwnego w tym widoku na pierwszym zdjeciu?

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę że naprawdę było fajnie ^^ Jakbym ja chciała tak pojechać chociaż na jeden dzień, i to jeszcze jak zobaczyłam DVD Hamasaki :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Zżera mnie z zazdrości normalnie. xD Też bym chciała wybrać się do Tokio.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wieżowce nie wierzowce. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja marzę żeby zobaczyć muzeum Ghibli.

    OdpowiedzUsuń
  8. Biedne kotki :( Aż dziwne to wszystko, bo zawsze myślałam, że Japończycy mają bzika na punkcie zwierząt :| ale chyba widać, że troszczą się tylko i wyłącznie o swoje zwierzęta :( ale i tak sądzę, że Polska pod tym względem jest gorsza (chyba?) Wiecznie przepełnione schroniska a sterylizacje ludzie uważają za zbędną, bo przecież kociątka i szczeniaczki są takie słodkie...

    OdpowiedzUsuń
  9. w każdym mieście są takie dzielnice jak Ueono, ale szkoda i tych ludzi i tych kotków..;/ faktycznie-z jednej strony moda i bogactwo a z drugiej- bieda i głód :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadzam się z Ulą, u mnie w bardzo maluśkim mieście jest sushi i przygotowuje je kobietka na naszych oczach. ;)

    Anonimowy, ja myślę, że z pierwszym zdjęciem chodzi o to, że każdy tam cos robi na komórce, czy laptopie. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. nie wierze w to ze bardziej smutno Ci z powodu bezdomnych kotow niz bezdomnych ludzi..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Japonii nie ma bezdomnych. Chyba że ktoś po prostu chce być bezdomny bo taki ma kaprys.

      Usuń
  12. Zazdroszcze.. C: Tokyo to moje marzenie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Swiatynie sa buddyjskie, szintoistyczne sa chramy. Wiem ze po polsku to wsio rawno, ale roznica po angielsku i po japonsku juz jest bardzo wyrazna. ;-)
    Ja akurat Ueno (wiele razy literowalas je jako Ueono) bardzo lubie. W parku jest tez malutkie Toshogu (chram ku czci Ieyasu Tokugawa) chyba juz po remoncie (wiele osob jest pod blednym wrazeniem, ze Toshogu w Nikko to jedyne Toshogu w Japoni), i jedna z wielu slynnych pieciopietrowych pagod w Japonii, ale trzeba wejsc do zoo, zeby ja dpbrze zobaczyc. W Ueno, po drugiej stronie stacji masz tez slawne Ameyoko - cos jak bazar uliczny, gdzie kupic mozna praktycznie wszystko (z ludzmi wlacznie). Ale maja tam jedna cafe ktora ma fenomenalny sernik - prawie tak jak wiedenski w Polsce - zupelnie inny niz serniki amerykanskie czy japonskie.

    Tutaj tez sa restauracje, gdzie sushi moze jechac na tasmie, albo byc przygotowane w kuchni i niesione przez kelnera - to ostatnie jest akurat bardzo popularne w prowincjonalnych restauracjach aspirujacych do miana "ekskluzywnych". Tasmy sa wszedzie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzięki Tobie rozkochuję się w kulturze koreańskiej!:)

    OdpowiedzUsuń
  15. bardzo fajnie czyta się Twoje relacje, czekam na więcej:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Coraz bardziej podoba mi się Tokio. ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. "nie wierze w to ze bardziej smutno Ci z powodu bezdomnych kotow niz bezdomnych ludzi.."

    Zwierząta w takiej sytuacji są właściwie bezbronne, ludzie w wielku przypadkach (oczywiście nie zawsze) sami sobie na taki los zapracowali, no i z pewnością mają większe szanse na odwrócenie go-- wszystko w ich rękach (chociaż znowu nie zawsze, są sytuacje beznadziejne). A że nie wierzysz, że komuś może być bardziej żal kotów niż ludzi, to uwierz-- w mim przypadku tak właśnie jest (ograniczona troszkę jesteś...). Co oczywiście nie zanczy, że tak również czuje się autorka tekstu; to że nie wspomniała, że żal jej bezdomnych nie znaczy, że nie jest jej żal. Zwróć uwagę też czego się dotyczył komentarz-- żeby pomóc kotu wystarczy stosunkowo niewielka kwota. Bezdomnemu człowiekowi saszetka jedzenia + sterylizacja nie wystarczą, pracy i mieszkania potrzebuje...

    Eh, jak ja uwielbiam takie tępe stworzonka, które najpierw piszą, potem myślą. Albo piszą tylko po to, żeby się do czegoś doczepić.

    OdpowiedzUsuń
  18. w sumie to faktycznie dziwne, że w tak rozwiniętym i bogatym kraju nie dba się o zwierzęta, w Polsce też nie jest zaciekawie, ale w innych państwach europejskich typu Niemcy, Anglia, nie ma problemu bezpańskich, chorych kotów, zwierzęta są sterylizowane, jest system adopcji i nie ma takich dramatycznych sytuacji jak w Polsce. Szkoda, że w Japonii też nie jest ciekawie :( (też jestem kociara :) )

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak zwykle zdjęcia mnie oczarowały ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. A teraz pytanko z innej beczki. Chciałam zapytać autorkę bloga jak to jest z wolnością słowa i obyczajów w Singapurze? Krąży opinia o niezwykłym rygorze np. jeśli chodzi o konsekwencje głośnego wyrażania niepochlebnych opinii o np. rządzie; podobno można dostać mandat za publiczne żucie gumy itp. Shilpa, jak te europejskie opinie o Singapurze przekładają się na rzeczywistość? Myślę, że to ciekawe zagadnienie kulturowe i wydaje mi się, że wiele osób zainteresowałoby się gdybyś poświęciła temu tematowi wpis na blogu; jeśli oczywiście będziesz miała czas i ochotę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. ...czytając twoją relacje z kraju kwitnącej wiśni, uśmiecham się pod nosem, przypomina mi się czas pobytu w Osace. Wszystko co piszesz jest prawdą, Japonia naszpikowana jest mocnym kontrastem społeczno-kulturalnym.Z jednej strony niewyobrażalna samotność (największy wskaźnik samobójstw na świecie) z drugiej technologiczne mocarstwo z którego to cała reszta czerpie wzorce.
    Trzeba pamiętać iż w Japonii cały czas istnieje podział klasowy, co powoduje że egzystencja tam jest dla większości ciągłym niekończącym cierpieniem w milczeniu, Japończycy nie mogą okazywać emocji. Na każdym kroku są obecni s bezdomni zajmujący się zbieraniem surowców wtórnych, zorganizowani przeważnie zamieszkujący okolice parków lub mostów, paradoxalnie właśnie ta grupa społeczna ma w swoich namiotach sporą przestrzeń życiową jakiej normalni Jepy w skrytości ducha im zazdroszczą.
    Ciekawie przedstawia się kwestia narodowościowa, bowiem w Japonii jest ogromny odsetek Koreańczyków, Chińczyków Brazylijczyków uchodzących za pod rasę przez co miernie wynagradzani i . Cóż trochę się rozpisałem :), jakkolwiek pamiętaj- kto był raz w japonii zawsze będzie chciał tam wrócić jak mawiał mój kolega Joan-:) pozdrawiam i dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  22. Twój blog bardzo mnie intryguje :D Jestem niesamowicie ciekawa pewnej kwestii i mam w związku z tym kilka pytań - jak w Azji jest z prawami zwierząt, testowaniem na zwierzętach kosmetyków? Czy wszędzie psy są zjadane (;)) i nielubiane? Zaintrygowało mnie to, że podczas pobytu w Tokio widziałaś tylko bezdomne koty, a co z psami?
    Ogólnie to ten świat trochę mnie przeraża, zawsze kojarzył mi się z kompletną znieczulicą na krzywdę i zło tego świata. W sumie to z Twoich relacji wynika, że trochę to jest taki mały światek pełen hipokryzji ;>

    OdpowiedzUsuń
  23. @Anonim jeśli chodzi o traktowanie zwierząt, to rożnie bywa w zależności od kraju. U nas w Singapurze o bezdomne zwierzaki się dba - są cale grupy charytatywne które zbierają uliczniki na sterylizacje, dokarmiają, szukają domów. W Tajlandii tez widziałam dużo miłości do zwierząt i widać było, ze choć ludzie żyli tam bardzo biednie, nie zapominali o czworonogach. Dopiero w Japonii po raz pierwszy zobaczyłam taki obraz zaniedbania zwierząt i spoleczniej znieczulicy... Szok, bo widać, ze ludzi stać na wiele, ale najwyraźniej kupienie nowej torebki czy telefonu jest dla nich dużo ważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  24. Singapur to koci raj.Nikt im nie przeszkadza i zyja sobie dobrze,nawet na ulicy.Miasto jest pokryte gesta siecia kanalow burzowych,i tam wlasnie mieszkaja.Singapurczycy czesto maja wlasne koty,ktorymi sie opiekuja,ale ich miejsce jest poza domem.Panuje przekonanie,ze zabicie kota przynosi pecha.
    W Japonii maja slynny pomnik psa,w Singapurze
    zauwazysz bez trudu - kilka kocich-zaraz obok tablicy pamiatkowej ku czci Jozefa Conrada Korzeniowskiego.
    Cztery Koty

    OdpowiedzUsuń
  25. Ueno (nie Ueono) slynie wlasnie z tego, ze roi sie tam od ludzi bezdomnych. W parku ciezko znalezc miejsce siedzace, bo wszystkie lawki juz sa "pozajmowane" ;) Jednak ta ich bezdomnosc ma zupelnie inny wymiar. Czesc z nich pracuje, ale pensja nie wystarcza im na wlasne mieszkanie. Sa dokarmiani przez spoleczenstwo i panstwo tez im organizuje posilki. To nie Ci sami bezdomni co w Polsce: brudni, pijani, absolutnie niewychowani. Z japonskimi mozna fajnie pogadac, sa niegrozni, a z czasem po prostu staja sie dla Ciebie elementem tokijskiego krajobraz. Do odmiennych kultur trzeba podchodzic z duzym dystansem

    OdpowiedzUsuń
  26. nie wiem jak z wspomnianym przez dwakoty kupowaniem ludzi na ameyoko;), ale na pewno mozna tam przebierac w tradycyjnych japonskich slodyczach :)

    OdpowiedzUsuń
  27. och jak ja ci zazdroszczę, Tokio to moje marzenie...

    OdpowiedzUsuń

Komentarze pisane w celach promocji własnego bloga lub innych stron nie będą publikowane. Linki do relewantnych wpisów na blogach czy innych stronach są mile widziane. ale linki nie związane z tematem lub komentarze zawierające dopisany link do bloga nie będą publikowane.

Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.