środa, 15 sierpnia 2018

ZASKAKUJĄCE: Zmarszczki powstają nad naczyniami limfatycznymi?!

Każdy z nas na wewnętrznej stronie dłoni ma linie - to z nich naszą przyszłość próbują odczytać różni szarlatani ;). Ale czy wiesz dlaczego powstają? I jaki to ma związek ze zmarszczkami, cellulitem i obwisłymi piersiami?

Zanim się w te sprawy zagłębimy, musimy zacząć od tkanki tłuszczowej. Sama tkanka tłuszczowa jest bardzo intrygująca: komórki tłuszczowe funkcjonują w ramach struktur, tworzonych przez tkanki łączne - włókna kolagenu przytrzymują komórki tłuszczowe w miejscu, często spowijając je całkowicie i ograniczając tym samym ich rozmiar.
Komórki tłuszczowe przytrzymywane przez włókienka tkanki łącznej

Schemat budowy skóry - pod warstwą skóry właściwej znajduje się warstewka tłuszczu

Komórki tłuszczowe przechowują w sobie kwasy tłuszczowe w formie trójglicerydów, czyli łańcuchów z kwasów tłuszczowych (w dużym uproszczeniu). Pewna ilość kwasów tłuszczowych krąży we krwi i jest zużywana dla energii, pewna ilość krąży też w ramach systemu limfatycznego.

Z obserwacji wiemy, że nadmiernie rozrośnięte komórki tłuszczowe, które przechowują w sobie spory zapas tłuszczu, mają tendencję do "wyciekania" wolnych, nasyconych kwasów tłuszczowych (zwanych również FFA, czyli "free fatty acids"). Ich obecność poza komórkami oraz naczyniami krwionośnymi jest sygnałem dla ciała, że trzeba zrobić więcej "miejsca" dla rozrastającej się komórki tłuszczowej i produkcja kolagenowych włókien spada, a wzmaga się aktywność metaloproteinazy macierzy pozakomórkowej. 

Słowem, tworzy to stan zapalny, którego celem jest przemodelowanie tkanki tłuszczowej. Jeśli dotyczy to tkanki blisko skóry, w efekcie zaobserwujemy również spadek produkcji kolagenu w położonej nieopodal skórze.

Ale jak mają się do tego naczynia limfatyczne?

Naczynia limfatyczne mają podobną strukturę do naczyń krwionośnych i transportują wiele substancji, w tym kwasy tłuszczowe, absorbowane w ramach jelita grubego. W teorii owe kwasy tłuszczowe powinny być wypuszczone do komórek, które spalą je na energię. Jednak zniszczone naczynia limfatyczne pozwalają kwasom tłuszczowym wyciekać do przestrzeni międzykomórkowej.

Sama obecność owych kwasów poza granicami naczyń limfatycznych motywuje ciało do budowy komórek tłuszczowych dookoła naczyń limfatycznych, by móc przechwytywać i magazynować owe kwasy tłuszczowe.

Jeśli do takiego wyciekania kwasów tłuszczowych dochodzi w naczyniach limfatycznych blisko skóry, uruchamia to mechanizm spowolnienia produkcji kolagenu, ponieważ organizm interpretuje ich obecność, jako znak, że trzeba zrobić "miejsce".

Efekty tego procesu są widoczne wielu miejscach ciała, ale nigdzie tak jak...na dłoniach. Te charakterystyczne linie na wewnętrznych stronach dłoni i palców dokładnie pokrywają się z liniami naczyń limfatycznych. Odkrycie tej zależności zwróciło uwagę naukowców na potencjalny związek zmarszczek i naczyń limfatycznych.

Nadmierne przeciekanie?

Gdy jesteśmy młodzi i nie konsumujemy więcej kalorii niż potrzebujemy, wszystko funkcjonuje normalnie. Jednak z czasem naczynia limfatyczne stają się mniej sprawne i przeciekają nadmiernie. Do takich wniosków doszli naukowcy w ramach sponsorowanego przez firmę Shiseido badania nad tym zagadnieniem.
 

Powyższa wizualizacja przedstawia po prawej naczynia limfatyczne, które przechowują w sobie kwasy tłuszczowe; po lewej zaś wizualizacja pokazuje naczynia limfatyczne, które nie trzymają poprawnie kwasów tłuszczowych i prowadzą do powstania nabrzmiałych (hipertroficznych) komórek tłuszczowych. Rozrośnięte i nabrzmiałe komórki tłuszczowe z kolei same stają się źródłem FFA .

Ale co powoduje, że naczynia przeciekają?

Czy naprawdę ktoś będzie zaskoczony informacją, że promienie UV uszkadzają naczynia limfatyczne?

Nie jest też niczym nowym zaobserwować, że skóra wystawiana na słońce i zawarte w nim promienie UV staje się mniej elastyczna. Jednak czasami ciężko uchwycić jak dokładnie dochodzi do utraty elastyczności - słońce prowokuje w skórze produkcję enzymu zwanego elastazą, która tnie na mniejsze kawałki długie łańcuchy kolagenu, zamieniając je na nieelastyczną, sztywną masę. Ale to tylko część historii - uszkodzone słońcem naczynia limfatyczne dodatkowo prowadzą do komunikowania leżącej nad nimi skórze, by nie produkowała nowego kolagenu, błędnie uruchamiając system robienia miejsca na hipotetyczne hipertroficzne komórki tłuszczowe.

Gdzie zmarszczki, tam naczynia limfatyczne

Naukowcy przetestowali szereg zmarszczek na twarzy - na czole, "kurze łapki", "dolinę łez" oraz nawet bruzdę nosowo-ustną. Dla pierwszych trzech, przy każdej z nich naczynie limfatyczne było nie dalej jak milimetr od zmarszczki i wszystkie naczynia otoczone były tubą tłuszczu. Dla "doliny łez" zaobserwowali, że naczynie limfatyczne biegnie zaraz pod więzadłami podtrzymującymi.

Niestety nie jestem w stanie znaleźć darmowego, ani przystępnie wycenionego diagramu, przedstawiającego gdzie dokładnie w twarzy biegną naczynia limfatyczne, ale można sobie zajrzeć na wyniki wyszukiwania w Google.
Powyższą grafikę "pożyczyłam" z Wikipedii i wydaje mi się, że lokacja naczyń limfatycznych zgadzałaby się z teorią przedstawianą w tym wpisie.

Jeśli teoria jest prawdziwa, wyjaśniałoby to dlaczego skóra w problemowych okolicach wydaje się być mniej elastyczna, niż w innych regionach twarzy. U siebie samej zaobserwowałam, że okolice "doliny łez" i bruzd nosowo-ustnych są dużo sztywniejsze i mają odrobinę inny kolor (zawartość kolagenu w skórze zmienia refrakcję światła).

Ale co z tym zrobić?

Biorąc pod uwagę naturę problemu, jestem zdania, że warto rozważyć kilka strategii:

Najważniejsze:  chronić naczynia limfatyczne! Jak? Ochrona przeciwsłoneczna! Czy naprawdę potrzebujemy więcej powodów, by sięgać po kremy przeciwsłoneczne?!

Łatanie naczynek

Jeśli jednak podejrzewamy, że naczynia nie są w dobrym stanie i nadmiernie przeciekają, czy można coś z tym zrobić? Firma Shiseido w ramach swoich badań doszła do wniosku, że skutecznym środkiem na "łatanie" naczyń limfatycznych jest ekstrakt z szyszek sosny zwyczajnej... i w teorii mają kilka produktów z owym ekstraktem. Ale ich produkty są za drogie, bym chciała je testować. Syrop z szyszek sosny jest popularnym w Polsce suplementem wzmacniającym odporność, ale ekstrakt niestety nie wydaje się pojawiać w zbyt wielu kosmetykach.

Można do tego podejść też od innej strony - w swej budowie naczynia limfatyczne są bardzo podobne do naczyń krwionośnych, więc być może te same strategie, które wzmacniają naczynia krwionośne, mogłyby potencjalnie polepszyć stan naczyń limfatycznych. Co mamy do dyspozycji?

1. Pycnogenol - wspominałam o nim przy okazji pisania o cieniach pod oczami. To ekstrakt z kory sosny (znowu sosna!), który silnie neutralizuje wolne rodniki i ma preferencje, by trzymać się blisko struktur tkanki łącznej. Zazwyczaj dostępny jako suplement, ale jest też kilka kosmetyków, które go zawierają.
2. Ekstrakt z pestek winogron - bardzo łatwy do znalezienia w kosmetykach, jak i w formie suplementu.
3. Ekstrakt z kasztanów - klasyk, jeśli chodzi o problemy z naczyniami krwionośnymi.


Redukcja wyciekania kwasów tłuszczowych z komórek

Skoro problemem są nadmiarowe kwasy tłuszczowe, pomocne mogą być substancje, które komunikują komórkom tłuszczowym, by nie wypuszczały swoich zapasów.  Z badań, które są dostępne wynika, że Volufiline (ekstrakt Anemarrhena asphodeloides), czyli podstawa wypełniaczy bez wstrzykiwania, zwiększa w komórkach tłuszczowych ekspresję genów związanych z magazynowaniem tłuszczu. Motywuje też produkcję nowych komórek tłuszczowych, oferując więcej miejsca na odkładanie tłuszczu.

Wyciekające kwasy tłuszczowe nie tylko komunikują fibroblastom, by produkować mniej kolagenu, ale też prowokują wydzielanie substancji, usuwających istniejące struktury. Ten stan określany jest mianem stanu zapalnego, gdyż prowokuje organizm do usuwania własnych struktur.  Anemarrhena asphodeloides oraz aloes mają działanie przeciwzapalne i dlatego są polecane jako składniki pielęgnacyjne.

Problematyczna lukrecja

W tym kontekście problematyczne może być działanie ekstraktu z korzenia lukrecji. Choć jest ona ceniona za działanie przeciw-zapalne, lukrecja również blokuje proces odkładania kwasów tłuszczowych do komórek i może być w tym kontekście używana do lokalnego "odchudzenia" komórek. Z jednej strony, jeśli ktoś zmaga się z hipertroficznymi komórkami tłuszczowymi, z których wyciekają nadmiarowe kwasy tłuszczowe, lukrecja może być ciekawą strategią do zmniejszenia ich rozmiar. Ale u osób, których komórki tłuszczowe są w dobrym stanie, lukrecja prowadzi w teorii do sytuacji, gdzie kwasy tłuszczowe nie są poprawnie odkładane do komórek, więc komunikują fibroblastom, by zwolnić produkcję. Podobne działanie będzie mięć ekstrakt z malin.

Dostarczać sobie mniej kwasu palmitynowego?

Inna sprawa, to fakt, że najsilniej produkcję kolagenu powstrzymuje kwas palmitynowy. Poza olejem palmowym, źródłem kwasu palmitynowego są mięsa, tłuszcz zwierzęcy oraz produkty mleczne. Olej palmowy jest niestety dodawany do praktycznie wszystkich przetworzonych produktów 😩.

I o zgrozo... kwas palmitynowy jest składnikiem wielu kosmetyków! Np. HADA LABO 😭😭😭😭😭😭.

A może masaż?

Motyw drenażu limfatycznego i masowania węzłów chłonnych jest bardzo popularny wśród guru pielęgnacji. Masaż Tanaka w dużej mierze polega na strategicznym uciskaniu i przesuwaniu dłoni wzdłuż linii naczyń limfatycznych oraz masowaniu węzłów chłonnych. Yoshiko Yamada też intensywnie promuje masaż uwzględniający naczynia limfatyczne.

Najnowsza książka, którą dodałam do Azjatyckiego Bazaru, autorstwa Saorii Motojimy, to praktycznie opis systemu masażu limfatycznego różnych części ciała.


Choć tytuł książki skupia się na traceniu wagi, jest w niej kilka rozdziałów, skupiających się na masażu twarzy, gdzie Motojima sporo uwagi poświęca kwestiom krążenia i układu limfatycznego. Zwraca uwagę, że nawet na twarzy niektóre jej części mogą stać się sztywne i bolesne, w efekcie niepoprawnego krążenia limfy. Tam zaś gdzie jest słabe krążenie, odkładana będzie dodatkowa tkanka tłuszczowa.

Piersi i pośladki

Zastanawia mnie, czy wiedza na temat związku tłuszczu i jędrności skóry, może być również przydatna w tłumaczeniu problemów z jędrnością skóry na piersiach. Piersi to naturalne repozytoria tkanki tłuszczowej oraz intensywne skupiska naczyń i wiązadeł limfatycznych! W okresie karmienia w tym miejscu tworzą się nabrzmiałe komórki tłuszczowe, z których będą przeciekały nadmiarowe kwasy tłuszczowe, komunikujące fibroblastom w skórze, by ograniczyć produkcję kolagenu i zrobić więcej "miejsca" na większe komórki. Efektem ubocznym jest problem wiotczenia skóry.

Prawdopodobnie można też te procesy odnieść do kwestii cellitu i tworzenia się na udach nabrzmiałych komórek tłuszczowych. Uda (i ogólnie nogi) to też obszar, gdzie krążenie często zawodzi, więc nie tylko problemem są rozrośnięte komórki tłuszczowe, ale dodatkowo krążenie w naczyniach limfatycznych.

Masaż w wykonaniu Motojimy:



Podsumowując

Przygotowanie tego wpisu zajęło mi sporo czasu i przyznam, że przedzieranie się przez teksty medyczne na tym poziomie robi się dla mnie coraz trudniejsze. Ale czytając je, ciężko nie być zdziwionym, jak ogromna przepaść funkcjonuje między popularną wiedzą o procesach starzenia, a wiedzą naukową w temacie! Z jakiś powodów guru pielęgnacji z Japonii od lat interesują się tematem, ale dla mnie zawsze brzmiało to śmiesznie - że niby tłuszcz na twarzy zwiotcza cerę? Haha bardzo zabawne... a tu jednak się okazuje, że to znany i fizjologicznie umotywowany proces 😨.


Czytanki:
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21697886
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0039128X05000577
https://academic.oup.com/asj/article/34/2/227/2801359 (Uwaga! zawiera zdjęcia sekcji zwłok)
https://www.thieme-connect.com/products/ejournals/html/10.1055/s-0036-1596046
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5723114/
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4993342/
http://www.kalidees.com/articles/plant_lipofilling.pdf
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3635208/

środa, 11 lipca 2018

O sińcach pod oczami raz jeszcze... i na poważnie

Od lat pytacie mnie o sposoby walki z cieniami pod oczami, a ja od lat trochę unikałam tego tematu. Worki? Zmarszczki? To tematy, które lubię! Są dla mnie łatwe, wiem co doradzić i co zadziała. Ale sińce pod oczami to temat pułapka. Funkcjonuje on w dwóch światach: naukowym i popularnym. Jesteśmy przyzwyczajeni, by myśleć o tych sprawach z użyciem terminologii jak "brak snu", "cienka skóra", "worki pod oczami" i zamiast kwestionować pochodzenie informacji, powtarzamy je, bo wszyscy tak robią.

A jednak... osoby, badające tematy hiperchromii okolic oczu, wskazują na całkiem inne przyczyny powstawania tej charakterystycznej dyskoloracji. A to co mają do powiedzenia nijak ma się do uproszczonej narracji, którą typowo praktykujemy tu w sieci.

Nie mam wątpliwości, że wiele osób czytając ten wpis odrzuci go całościowo, bo tak intensywnie idzie w kontrę powszechnie i automatycznie powtarzanym "prawdom". Jednak biorąc pod uwagę jak nikłe są nasze kolektywne sukcesy w usuwaniu sińców, myślę, że czas na zmiany w tym, jak mówimy o tym temacie.

Zanim przejdziemy dalej, przyjrzyjmy się 7 typom sińców - tu omówię je hasłowo, w dalszej części są omówione szczegółowo:

1. Cień rzucany przez worek pod okiem lub dolinę łez - taki trochę "pseudo-siniec".
2. Nadmiar melaniny - często powstający, gdy cera pod okiem się opali.
3. Tymczasowe rozszerzenie naczynek krwionośnych - efekt płakania, alergii, tarcia oczu, spania w niekorzystnej pozycji. Charakteryzuje go fakt, że przechodzi sam z czasem, ale jest ryzyko, że przerodzi się w typ 4.
4. Stan zapalny i przeciekanie naczynek krwionośnych - gdy z jakiś powodów krwinki uciekają z naczynek i ciało próbuje je rozłożyć na składniki pierwsze, by je usunąć. Zazwyczaj towarzyszy temu przeciekaniu stan zapalny.

Biliwerdyna i bilirubina to pozostałości po rozkładanych krwinkach. Barwią skórę na charakterystyczne "sine" kolory.

5. Płytkie unaczynienie - stan, gdy zbyt wiele naczynek krwionośnych rozwija się zbyt blisko naskórka, często błędnie samo-diagnozowany jako efekt cienienia skóry (więcej wyjaśnione w szczegółowym opisie poniżej)
6. Brak elastyczności i kiepski stan cery - połamane włókna kolagenowe oraz stan zapalny prowadzą do optycznego efektu ciemnienia cery. Kolagen w elastycznej cerze leży płasko i w regularnych strukturach. W reakcji na promienie UV nasze własne fibroblasty wytwarzają enzym elastazę, która "tnie" włókna kolagenowe i zmienia je w nieuporządkowaną masę [źródło], która odbija światło inaczej niż uporządkowany kolagen.
Po lewej: włókna kolagenu są długie i ułożone w regularne struktury. Po prawej: zniszczone i pofragmentowane włókna kolagenu. [źródło]

7. Migracja pigmentu do skóry właściwej - dotyka głównie osób o ciemniejszej karnacji, więc może nie być do końca problem dla czytelników tego bloga. Przyczyny są nieznane, ale rezultatem jest przenikanie melaniny do warstw skóry właściwej (na ten sam poziom, gdzie umieszcza się pigment tatuaży).



W przypadku sińców, problemem jest diagnoza - niestety nawet specjalista może mieć problem z ocenieniem, jaka jest natura sińców . Dlatego proponuję protokół, którego celem jest przejście przez wszystkie możliwości i próby rozjaśnienia sińców poprzez najtańsze i najłatwiejsze metody, stopniowo zwiększając intensywność zabiegów.

Zamiast próbować wymyślić, który typ sińca występuje u Ciebie, załóż, że może to być złożenie wielu typów i przechodząc przez kolejne kroki poniższego programu, prędzej czy później usuniesz przyczyny swoich problemów. Poniższy program jednak nie omawia problemów worków pod okiem, które omówię przy innej okazji.
Na marginesie, bardzo proszę też by nie wysyłać mi zdjęć swoich sińców z pytaniem "który to typ?" 😅😅😅.

Krok I. "Domowe sposoby"


Celem jest tu łagodne zwężenie rozszerzonych naczynek krwionośnych  oraz uniknięcie potencjalnego stanu zapalnego.

Proponuję przetestować domowe sposoby rozjaśniania cieni pod oczami - są zazwyczaj tanie i proste w wykonaniu. Ale warto dać im kilka tygodni na przyniesienie efektów - nie podaję dokładnych metod, bo te można bez problemu znaleźć w czeluściach Internetu.

- Okłady z torebek zaparzonej herbaty - można spróbować czarnej, jak i zielonej. Zawarta w herbacie kofeina oraz inne taniny pomagają delikatnie ściągnąć skórę oraz naczynka krwionośne.
- Maseczka z kawy i miodu - kofeina zmniejsza naczynka, zaś miód zawiera odrobinę chrysyny (uaktywnia ona enzym UGT1A1 odpowiedzialny za rozkład bilirubiny, więc przyspiesza proces usuwania już istniejących pozostałości po rozkładających się krwinkach).
- Okład z ogórka lub kawałka surowego ziemniaka - może trochę "babcine" sposoby, ale dlaczego by nie spróbować?
- Można też dać szansę miksturom z kurkumą, ale ta plami cerę, więc trzeba mieć do tego składnika sporo cierpliwości.
- Olejki np. z rumianku, migdałów, jeśli ktoś takie ma na stanie.

Krok II. Kosmetyki pielęgnujące - skupmy się na naczynkach krwionośnych


Celem jest zwiększony wysiłek, by przywrócić naczyniom włosowatym poprawny rozmiar oraz intensywniejsza walka z potencjalnym stanem zapalnym.

Jeśli naczynka są nadmiernie rozszerzone lub zapalone, będą bardziej widoczne. Jeśli zaś przeciekają, krwinki będą utykać w przestrzeni międzykomórkowej, zaś nasze ciało reagować będzie stanem zapalnym. W dalszej kolejności krwinki będą rozkładane na czynniki pierwsze i mogą one barwić skórę na wszystkie kolory klasycznego siniaka.

W tym kroku proponowałabym poszukać kosmetyków zawierających składniki delikatnie obkurczające naczynka krwionośne:
-  Oczar (witch hazel) - ten składnik dość łatwo znaleźć w kremach zmniejszających pory oraz do skóry tłustej, ale można też poszukać w formie hydrolatu.
- Zielona herbata - niby taka popularna, ale polecam szukać czegoś z dużym stężeniem, lub w ogóle w oparciu o hydrolat lub ekstrakt.
- Wyciąg z owoców cytrusowych - zwłaszcza wyciąg ze skórki mandarynki satsumy (będzie w składzie jako unshiu peel), które są źródłem wzmacniającej naczynia włosowate hesperydyny.
- Wyciąg z kasztanowca.
- Pycnogenol w formie suplementacji lub jako kosmetyk - to wyciąg z kory francuskiej sosny, który ma silne działanie przeciw-utleniające i lubi "trzymać się" kolagenu. W teorii "zatyka" też przeciekające naczynia krwionośne. 

Potrzebne będą też kosmetyki łagodzące stan zapalny, wynikający z przeciekania naczynek, więc:
- Ekstrakt z morszczynu pęcherzykowatego - istnieją badania potwierdzające, że działa, więc polecam.
- Wyciąg z passiflory - passiflora jest doskonałym źródłem wspomnianej wcześniej chrysyny.
- Miód oraz propolis.
- Witamina E.
- Inne substancje znane z działania przeciw-zapalnego, jak astakstantyna, jagody, ekstrakt z nasion opuncji, olejek tamanu, ekstrakt z korzenia lukrecji, itp.

Można też rozważyć produkty z substancjami jak arbutyna, kwas kojowy, aloes (generalnie wszystkie składniki z tego wpisu, jeśli podejrzewasz, że za Twoimi sińcami stoi nadmiar melaniny.
  

Krok III . Kosmetyki funkcyjne

Celem jest promowanie produkcji doskonale ułożonych struktur kolagenu, składających się z długich włókien.

Gdy cera pod okiem jest gładka i elastyczna, są szanse, że będzie prezentować się lepiej i mieć zdrowszy koloryt.

Do rozważenia polecałabym następujące składniki:
- Krem z witaminą C - dobry składnik dla osób, początkujących z pielęgnacją; składnik ten łatwo się destabilizuje, więc problemem może być znalezienie odpowiedniego produktu.
- Kosmetyki z czynnikami wzrostu skóry jak EGF, FGF, IGF. EGF jest pomocny w "spłaszczaniu" worka pod okiem.
- Żeń-szeń potrafi bardzo uelastycznić i ukoić cerę i może być bardzo pomocny w walce z drobnymi zmarszczkami i wrażeniem, że skóra jest "bez życia".

Warto rozważyć też, czy nasza dieta jest odpowiednio dobrana. Skóra jest największym organem i często widać po niej, co dzieje się w środku. Oczywiście każdy wie, że lepiej jeść więcej warzyw i owoców, ale jak dokładnie to osiągnąć? Niestety ciężko doradzać, bo odżywianie to kwestia bardzo indywidualna. Mi samej bardzo pomogło przejście na dietę roślinną, bo na talerzu zrobiło się więcej "miejsca" na fasole i inne strączkowe warzywa, gdy usunęłam z niego mięso, a także zamienienie śniadania na koktajl owocowy.


Z suplementów zawsze jest hydrolizowany kolagen, wspomniany już Pycnogenol, Q10, dodatkowa witamina C, oraz MSM (suplement siarki). Można też spróbować kuracji glutationem, który jest bardzo silnym przeciw-utleniaczem, ale rozjaśnia cerę. Można spróbować gotowych miksów, bogatych w przeciwutleniacze ekstraktów (np. to badanie zaraportowało rozjaśnienie cieni pod oczami, gdy kobiety przyjmowały suplement oparty o ekstrakt z winogron oraz melona).

Krok IV. Reset cery

Celem jest odbudowanie górnych partii cery w nadziei, że nowe struktury będą w lepszym stanie. 

Wykurowanie się z cieni pod oczami zajmuje sporo czasu. Obojętnie czy jest to kwestia naczynek, stanu zapalnego czy kiepskiej elastyczności, trzeba sobie dać wiele tygodni, by szczerze ocenić, czy dana metoda, suplement czy kosmetyk nam pomagają.

Gdy jednak czas mija i naprawdę nic nie daje poprawy, pozostaje jeszcze próba zresetowania cery - usunięcia istniejących struktur i ich odbudowa, licząc, że to co się odbuduje będzie w lepszym stanie. Jeśli cera jest zbyt prześwitująca, jeśli naczynka są w niej źle ulokowane, jeśli są w tak złym stanie, że nie ma drogi, by je zregenerować, wtedy można rozważyć próbę re-modelowania cery. Ale jak?

- Złuszczyć skórę kwasem - złuszczanie w okolicach oczu musi być zawsze wykonywane z ogromna ostrożnością i może warto rozważyć, czy nie lepiej powierzyć się tu utalentowanemu profesjonaliście w dziedzinie kosmetyki. Ale można też spróbować kuracji domowym serum z retinolem lub AHA i dać cerze czas - przynajmniej 24 tygodnie na przemodelowanie i odbudowanie się.

- Igłowanie - jeśli w domu, to tylko  rolką z igłami nie dłuższymi niż 0.25 mm i z udziałem serum przeznaczonego do stosowania przy igłowaniu. Słyszałam wiele dobrego na temat wpływu igłowania na sińce pod oczami i myślę, że ma to sens - ciało będzie starało się odbudować delikatnie uszkodzone miejsca i jest sporo nadziei, że odbuduje je w lepszym stanie niż przed igłowaniem. Ta metoda może jednak nie być bardzo użyteczna dla osób młodych, których cera pod okiem jest z natury w bardzo dobrym stanie.

Krok V. Gdy naprawdę nic nie działa... 


Gdy żadne domowe sposoby nie działają, pozostaje powierzyć się specjalistom i spróbować nie-inwazyjnych zabiegów, np. mezoterapii z użyciem jakiegoś serum (zwłaszcza, że badania nad tematem tu i tu zachęcają). Z opcji gabinetowych są jeszcze głębokie złuszczania chemiczne i laser. Ten drugi może być jedyną skuteczną opcją, gdy doszło do rozległej migracji pigmentu. Wszystkie wymienione tu zabiegi prowadza do intensywnego przemodelowania cery, zwiększenia elastyczności i ilości kolagenu i wierzę, że mogą wielu z nas pomóc pozbyć się sińców w jakimś stopniu.

Poniżej w dokładnym opisie problemów płytkiego unaczynienia wyjaśniam, dlaczego nie jestem w stanie rekomendować wstrzykiwania. Jest tak zarówno ze względu na ryzyko granulomy, jak i względów estetycznych.

Prawdy i mity


Poza krytycznym podejściem do mitu "cieniejącej skóry", warto też krytycznie podejść do dwóch innych: że cienie pod oczami są dziedziczne, oraz że są powodowane przez brak snu.

Wiele osób badających temat sińców podkreśla, że u osób o ciemnej karnacji, jest dużo większe ryzyko pojawienia się sińców (głównie typ 4). Biorąc pod uwagę, że karnacja jest dziedziczna, można wnioskować, że to raczej przyczyna sińców jest dziedziczna, nie samo pojawienie się sińców.

To badanie zaś obala mit snu. Być może od snu ważniejszy jest generalny stan zdrowia oraz nawodnienie organizmu? To badanie dowodzi, że skóra osób, które sypiają więcej jest odporniejsza na zniszczenie przez promienie UV oraz mechaniczne, ale to nie do końca to samo, co pojawienie się widocznych naczynek pod okiem lub stanu zapalnego.


7 typów sińców pod oczami - dokładne opisy


Dla zainteresowanych typami sińców, zapraszam do ich szczegółowego omówienia:

1. Cień pod oczami - często o tym wspominam, bo jest bardzo często mylony z autentyczną zmianą koloru skóry pod okiem. Ten "siniec" powstaje w efekcie rzucania cienia przez wystający spod oka worek. Jak zwalczyć? Zniwelować worek ¯\_(ツ)_/¯. Ale to temat na inny wpis. Albo całą książkę 😅

2. Nadmierna opalenizna - skóra pod oczami, jak skóra na całym ciele, potrafi się oparzyć od słońca i wytworzyć symptom tego oparzenia w postaci opalenizny. Jak się pozbyć? Najlepiej nigdy nie dopuścić do ich pojawienia się, więc ochrona przeciwsłoneczna. Jeśli się już pojawią, wtedy trzeba sięgnąć po typowe substancje, usuwające nadmiar pigmentu ze skóry (polecam zajrzeć na ten wpis).

3. Tymczasowy siniec - gdy nagle budzisz się rano z nieoczekiwanym niebieskawym kolorem pod oczami. Taki siniec prawdopodobnie zniknie w ciągu dnia. Jest to często efekt spania w dziwnej pozycji, oznaka alergii na coś z poprzedniego dnia, być może jest to efekt płakania - te tymczasowe cienie charakteryzuje to, że z czasem przechodzą same. Jeśli delikatnie przyciśniesz zasinioną skórę i przytrzymasz przez chwilę, po odsunięciu palca skóra będzie ciut jaśniejsza (ponieważ "odciśniesz" na moment krew z rozszerzonych naczyń). Największym zagrożeniem, wynikającym z tego typu cieni jest to, że mogą potencjalnie przerodzić się w typ nr. 4.

4. Pozapalne sinienie i przeciekanie naczynek - gdy krwinki z jakiś powodów wydostają się poza granice naczyń krwionośnych. Nasze ciało musi rozłożyć je na czynniki składowe, by móc usunąć je z warstw skóry właściwej. Kolejne stadia rozkładu krwinek będą oferowały całą gamę kolorów, znanych z etapów gojenia się typowego siniaka - od niebieskawych, po żółte i brunatne tony. Jeśli naczynka pod okiem stale przeciekają, wytworzy to stan zapalny pod okiem i ostatecznie siniec (u niektórych będzie on wyglądał bardziej niebiesko lub fioletowo, u niektórych będzie beżowo-żółty).
Różne kolory rozkładanych krwinek, które można zaobserwować również pod okiem.
Dlaczego powstają? U osób przechodzących stany zapalne, związane z atakiem alergii, chorobą, w efekcie zażywania konkretnych leków, lub nawet jako efekt traumy (łącznie z nadmiernym tarciem oczu!), łatwo jest znaleźć powód, dla którego krew wylała się do przestrzeni, gdzie jej nie powinno być. U niektórych z nas, ten efekt nie ma konkretnego wytłumaczenia - naczynka po prostu przeciekają i w efekcie pod okiem tworzy się siniec. Są sugestie, że jest to kwestia ogólnego starzenia się organizmu, a więc i naczyń włosowatych.

Jak go zwalczyć? Przede wszystkim trzeba jakoś zaradzić przyczynie powstawania wycieków - tradycyjnie w tym celu aplikuje się kremy z witaminą K, choć nie ma do końca dowodów naukowych na skuteczność. Kremy z wyciągiem z kasztana czy oczaru też mają opinię pomocnych w tym względzie. Drugi krok to postawić na silne przeciwutleniacze i substancje przeciw-zapalne - w tym względzie sprawdzi się zielona herbata, skórka cytrusowa, witaminy C i E, wyciągi z alg (zwłaszcza z morszczynu pęcherzykowatego), czy innych owoców i roślin znanych z tych właściwości. Można też spróbować suplementacji lub kremu z Pycnogenol'em (ekstrakt kory francuskiej sosny), który łagodzi zapobiega przeciekaniu naczyń krwionośnych, przynajmniej w teorii.

Na koniec najważniejsze - chrysyna. To naturalna substancja pojawia się w wyciągu z passiflory, ale także w małych ilościach w miodzie i propolisie. Uaktywnia ona enzym UGT1A1, odpowiedzialny za rozkład bilirubiny, więc przyspiesza proces usuwania już istniejących złogów.

5. Drobne zmarszczki i nieelastyczna skóra - nigdzie tak jak pod oczami nie widać pierwszych objawów starzenia. Gdy skóra staje się nieelastyczna i posiekana drobnymi zmarszczkami, jej drobne zagięcia i wypukłości sprawiają wrażenie, że oczy są podkrążone.  Dodatkowo worek pod okiem lub "dolina łez" będą potęgowały to wrażenie. Jak rozpoznać, czy ma się ten typ sińca? Bywa on mniej widoczny przy korzystnym świetle, a staje się bardziej wyraźny przy konkretnych ekspresjach twarzy, na przykład gdy się uśmiechamy.

Tutaj dużą rolę może odgrywać też ...  zgrubienie skóry . Wiemy z badań naukowych, że zniszczona słońcem skóra staje się grubsza, nie cieńsza i jest to uważane za reakcję ochronną! [1]. Dodatkowo zniszczona i pogrubiona skóra nosi znamiona stanu zapalnego i opuchlizny, a to z kolei powoduje, że nie odbija światła tak jak zdrowa skóra, co w rezultacie przyczynia się do widoczności sińców pod oczami [źródło].

Dobrej jakości kolagen w skórze - włókna leżą płasko [źródło]

Zniszczony kolagen - włókna są nieuporządkowane [źródło]


Jak temu zaradzić? Przywrócić skórze jej naturalną elastyczność! Jak? Proste, o tym jest większość tego bloga i moich filmików na YT ;).

Ten typ często występuje razem z nr. 1, 4 jak i 6.

6. Prześwitujące naczynka - po angielsku ten tym nazywany jest "shallow vascularisation" i jest dobrze znany specjalistom tematyki estetycznej. Idea jest prosta - naczynka krwionośne są integralną i niezbędną częścią skóry. Jednak w skórze oczu, która jest z natury bardzo cienka (2mm w porównaniu do około 4mm w reszcie twarzy), stają się one bardziej widoczne, w podobny sposób jak prześwitujące żyły na nadgarstkach; często też mają podobny kolor.

Najbardziej intrygującą częścią tego zagadnienia jest przyczyna płytkiego unaczynienia. Choć intuicja podpowiada, że za kolor odpowiadają żyły i nienatleniona krew, prawda jest taka, że nawet żywo czerwona krew będzie wyglądać niebiesko przez warstwę skóry i naskórka i jest to zjawisko zwane efektem Tyndalla.

U niektórych płytkie unaczynienie jest częścią ich naturalnej urody i predyspozycji, jednak wiele osób będzie obserwować u siebie postęp tego procesu z wiekiem i nie do końca umiem znaleźć wyjaśnienia dlaczego tak się dzieje. Większość osób zakłada, że jest to wina utraty grubości cery, ale badania naukowe nie do końca potwierdzają tą hipotezę.
"Variations in Facial Skin Thickness and Echogenicity with Site and Age", Acta Derm Venereol 1999; 79: 366±369

Skóra z wiekiem pod okiem traci jedynie około 10% swojej grubości i jest to odpowiednik około 0.2 mm. Przy tak maleńkiej wartości, ciężko się nie zastanawiać czy grubość skóry naprawdę odgrywa taką rolę i okazjonalnie badacze tematu nawet kwestionują, czy na pewno ten proces zachodzi [źródło], choć może to też kwestią narzędzi, użytych do wykonania pomiaru. Co więcej, naukowcy Watanabe S, Nakai K, Ohnishi, badając przyczyny widoczności cieni pod oczami, zaobserwowali, że skóra właściwa pod okiem może być wręcz pogrubiona i opuchnięta, przez co odbija światło w niekorzystny sposób [źródło].

Wiele osób zakłada, że jeśli nie jest to kwestia skóry, jest to kwestia leżącego pod nią tłuszczu. Niektórzy lekarze raportują dobre efekty w rezultacie transplantacji tłuszczu w region pod okiem. Problem polega na tym, że jest to nie tylko kosztowny zabieg o krótkotrwałych efektach, ale ryzykowny. Wiemy z badań naukowych, że wstrzykiwanie sztucznych wypełniaczy pod okiem prawie zawsze kończy się ziarniakami (ciało próbuje wybudować na szybko "barierę" między sobą a wypełniaczem), dlatego uczciwy lekarz medycyny estetycznej odmówi wstrzykiwania w ramach oczodołu. Niestety wygląda na to, że wstrzyknięcie własnego tłuszczu nosi podobne ryzyko i może doprowadzić do konieczności zastrzyków ze sterydami lub nawet operacyjnego usunięcia (polecam zajrzeć na badania tu i tu).

Na dodatek pod okiem nierzadko z czasem dojdzie do wybrzuszenia, które przerodzi się w worek pod okiem, więc czy jest to na pewno dobra strategia, by coś tam jeszcze dokładać? (Zwłaszcza, że efekty przeszczepiania często wyglądają trochę jak zapuchnięte oczy.) Dlatego też odradzam stosowania "wypełniaczy bez wstrzykiwania" w te regiony. Budując tam dodatkową tkankę trzeba strategicznie rozważyć zachodzące w tym miejscu zmiany.

Czy jednak zabiegi to jedyne wyjście? Wydaje mi się, że wiele osób nie docenia mocy dobrze dobranych kosmetyków, jak i mniej inwazyjnych zabiegów.

7. Migracja pigmentu do skóry właściwej - mimo, że żyły na rękach mogą wydawać się niebieskie lub zielonkawe, za ten efekt kolorystyczny odpowiada refrakcja światła. Ten sam efekt powoduje, że oczy wydają się niebieskie lub zielone, mimo, że mają ten sam pigment co oczy brązowe. Za kolor skóry (i nie tylko) odpowiada melanina, którą w teorii powinna znajdować się tylko w naskórku, ale badania naukowe wielokrotnie wykazały, że pigment melaniny u osób z sińcami pod oczami można znaleźć również w skórze właściwej. Dlaczego? Nie do końca wiadomo. U niektórych osób może być to kwestia wrodzona, u niektórych może to być efekt migracji pigmentu z nieznanego powodu. Jeśli dobrze wnioskuję, ten typ często pojawia się w towarzystwie typu 5 (prawdopodobnie jako efekt uboczny walki ze stanem zapalnym).

Są pewne przesłanki by podejrzewać, że ten efekt jest częstszy u osób pochodzących z regionów, gdzie skóra jest naturalnie ciemniejsza. Jest to bardzo trudny do badania efekt, ponieważ "na oko" nie da się go wyłapać, dokładny pomiar wymagałby biopsji. Jednak podejrzenie, że za niebieskawe sińce odpowiada owa migracja pigmentu, tłumaczyłoby, dlaczego kremy wybielające cerę wydają się mieć ograniczone działanie - one działają tylko na poziomie naskórka.

Co działa lepiej? Zabiegi laserem, przeprowadzane w profesjonalnych gabinetach. Zazwyczaj staram się unikać rekomendowania drogich zabiegów, ale w tym temacie jest niewiele innych rozwiązań do polecenia, ponieważ trzeba działać w warstwie skóry właściwej. Ale zanim sięgniesz po portfel, warto naprawdę dobrze skonsultować się z kompetentnym lekarzem, który zna literaturę w temacie i będzie w stanie doradzić co i jak. Jak wspominałam, ten problem wydaje się dotyczyć bardziej Azjatów oraz Latynosów.

Runda pytań i odpowiedzi:

  • Skoro wiemy o procesach cienienia i grubienia cery, dlaczego większość specjalistów będzie mówić, że skóra pod okiem zrobiła się cienka i prześwitująca?
Pierwsze badania nad grubością skóry robione w latach 70' poprzedniego wieku prowadzono na skórze przedramienia i wykazano, że skóra w tym miejscu robi się około 6% cieńsza z każdą dekadą dorosłego życia. Mimo, że w kolejnych latach badania nad grubością skóry kolejno wykazywały ogromne niuanse w tym temacie (m.in. że skóra zniszczona słońcem jest grubsza niż skóra zdrowa), utarło się myślenie, że skóra robi się cieńsza, gdy jest zniszczona. Widząc zmiany kolorystyczne też łatwo zaufać narracji, że to kwestia prześwitywania cery, bo to coś, w co łatwiej uwierzyć, niż wgryzać się w szczegóły budowy skóry, kolagenu, itp. Ja sama wpadłam w tą pułapkę i wielokrotnie powtarzałam za innymi nieprawidłowe informacje w tym temacie 😖
  • Jaki krem najlepiej kupić?

Nie jestem w stanie polecić konkretnego produktu, bo nie widziałam jeszcze na rynku kremu, który miałby tylko to co polecam, ale nic ponad to. Sama używam kombinacji produktów przeznaczonych do twarzy i ciągle czekam na ten "idealny" krem pod oczy (ale chyba będę musiała wyprodukować go sama 😜).

Podsumowanie


Siniec sińcowi nie równy. Przed nami kolektywnie jeszcze długa droga, by to wszystko ogarnąć i by usystematyzować nomenklaturę w temacie. Kiedyś bardzo zależało mi, by choćby więcej osób rozumiało, że cień rzucany przez worek pod okiem to nie to samo co siniec pod okiem. Teraz chciałabym dużo więcej - by nie mylić tymczasowego zsinienia z bardziej trwałymi problemami, by więcej osób wiedziało, że brązowe czy żółtawe sińce to najprawdopodobniej objaw przeciekających naczynek, że skóra pod okiem nie robi się znacząco cieńsza z upływem czasu...

Jest mi też trochę głupio, że nie podeszłam poważniej do tego tematu wcześniej😔. Wiem, że wiele osób ufa temu co piszę tu na blogu, a temat sińców potraktowałam trochę po macoszemu. Ale mam nadzieję, że tym wpisem to nadrobię.

Źródła spoza sieci:
[1] Leveque JL, Porte G, de Rigal J, Corcuff P, Francoi AM, Saintleger D.; Influence of chronic sun exposure on some biophysical parameters of the human skin: an in vivo study; J Cutan Aging Cosmet Dermatol 1989; 1: 123 ± 127.

czwartek, 12 października 2017

Moja pielęgnacja - 33 lata, anti-aging, nawadnianie i hiper-pigmentacja


Wiele osób pyta mnie o mój pielęgnacyjny rytuał, ale przyznam, że to jedno z tych pytań, na które nie lubię odpowiadać z następujących powodów:
1. Cały czas eksperymentuję z nowymi kosmetykami, więc zawsze w kolekcji mam kilka kosmetyków, które po zużyciu zastąpi coś innego.
2. Nie mam konkretnej rutyny, którą powtarzam dzień w dzień. Mój styl pielęgnacji to raczej freestyle - zależny od tego, na co mam ochotę, ile mam czasu, co robiłam w ciągu dnia i jakie mam plany na dzień kolejny.
3. Czasami mam wrażenie, że mówienie o kosmetykach prowadzi do przeceniania ich roli w pielęgnacji... Tak jak przeceniamy znaczenie aparatu w pracy fotografa, czy znaczenie pędzli i farb w pracy artysty. Nie mówię, że pielęgnacja to to samo co fotografia czy malarstwo, ale kosmetyki to tylko narzędzia. Duże znaczenie ma to, czy są odpowiednio dobrane, stosowane i przede wszystkim, ogromne znaczenie mają inne elementy jak styl życia, dieta, ale też ćwiczenia i masaże twarzy.

Dlatego uważam, że nie ma co pisać o kosmetykach bez szczegółowego omówienia kontekstu: czyli co właściwie chcę nimi osiągnąć.

Mam w tym roku 33 lata i przez ostatnie kilka lat moja cera i jej potrzeby bardzo się zmieniły. Gdy byłam w przedziale 25~ do 30ści, bardzo dużo mojej uwagi przyciągały tematy elastyczności cery oraz walki z migracją twarzy. Ale odkrycie kosmetyków z EGF, kolagenu Avalon oraz nauczenie się masażów twarzy praktycznie rozwiązało te problemy.

Na chwilę obecną więc zmagam się głównie z:
1. Odwodnieniem cery - odkąd pamiętam, stosowałam kosmetyki do cery suchej. W mojej kolekcji były więc ciężkie kremy z masełkiem z pestek mango, ceramidy oraz kwas hialuronowy. Wierzyłam, że jeśli będę budować na cerze wystarczającą barierę i pić wystarczająco wody, będzie ona dobrze nawodniona. Gdy zakupiłam urządzonko do pomiaru jakości cery, okazało się, że bez kosmetyków moja cera miała 12% nawodnienia (zalecany poziom to 35%-55%) i 19% natłuszczenia (zalecane jest być w przedziale 18%-35%). Z kosmetykami poziom nawodnienia wzrósł jedynie do 23%, ale natłuszczenie podskoczyło do 35%, czyli górnej granicy. Z moją starą pielęgnacją moja cera była dalej odwodniona, ale na granicy przetłuszczenia! Nic dziwnego, że nigdy nie wyglądała do końca dobrze... Tylko tak jakoś matowo i bez życia.

Alternatywne spojrzenie na typy cery

Mój postęp w nawadnianiu cery
Urządzonko, którego używam do pomiaru - niestety nie jest już w produkcji :(
Niestety, nawodnienie cery nie jest wcale tak prostym zadaniem jak picie wody i chronienie cery przed wysychaniem. Nasze ciało ma cały skomplikowany system nie tylko utrzymywania wody w skórze, ale też jej transportowania do wyższych jej warstw. O ile kwas hialuronowy wiąże w skórze wilgoć z powietrza, nie sprzyja w żaden sposób tej skomplikowanej gospodarce, która w moim przypadku ewidentnie zawodziła. Dlatego spory procent mojej pielęgnacji to kosmetyki nawadniające.

2. Hiper-pigmentacja - zawsze, gdy piszę o pigmentacji, część czytelników myśli, że mam na myśli urocze piegi na nosie. W moim przypadka hiper-pigmentacja to zostające ze mną na około 6 miesięcy ślady po byle pryszczyku oraz nieregularne ciapki na zewnętrznym owalu twarzy. Pigmentacja to praktycznie jedyny powód, dla którego używam kolorowych podkładów, ponieważ bez nich moja twarz ma bardzo nierówny koloryt.

3. Przeciw-starzenie - anti-aging to trochę moje hobby. Jestem bardzo ciekawa ile jestem w stanie osiągnąć w tym względzie, więc zawsze mam ten temat na uwadze. Wiem, że kilka osób będzie próbowało zwalić wszelkie moje postępy na "geny", bo tak jest łatwiej, zamiast docenić ilość pracy i inwestycji jakie wkładam w ten temat. Ale o ile przypisywanie wszystkiego genetyce ułatwia życie, zamyka też potencjalnie drzwi do interesujących osiągnięć i korzyści. Ale jak kto woli... jeśli komuś lżej na sercu, jeśli całą moją pracę i starania unieważni teoriami o genetyce, to nic mi do tego.

Kosmetyki, których używam wieczorem:

1. Oczyszczający olejek z oliwą z oliwek Innisfree


Stosuję praktycznie codziennie, ponieważ mam wrażenie, że bardzo dobrze radzi sobie z oczyszczaniem cery z pozostałości fizycznych filtrów przeciwsłonecznych, które są kluczową częścią mojej pielęgnacji twarzy. Dobrze rozprawia się też z makijażem, ale ja stosuję go nawet w dni, gdy nie stosowałam nic kolorowego.

2. Oczyszczająca pianka z zieloną herbatą Innisfree



Ten kosmetyk dostał mi się kiedyś jako gratis przy okazji zakupów z Innisfree. Pianka jest niesamowicie wydajna, ale też delikatna dla cery. Jak mam chwilę, to spieniam ją w spieniaczu 😁. Nie stosuję codziennie, głównie w dni gdzie miałam makijaż, lub jeśli jestem w nastroju. To jeden z tych kosmetyków, do których nie jestem szczególnie przywiązana, ale na tyle dobry, by chcieć zużyć do samego końca.

3. Nawadniający płyn A'Pieu 

To gwiazda mojej pielęgnacji ostatnich kilku miesięcy. Zawiera ekstrakt z ziółka Centella Asiatica, które poprawia gospodarkę wodną cery (podnosi poziomy nawodnienia, ale też są przesłanki by wierzyć, że zwiększa ilość aquaporin-3 w cerze, czyli bramek odpowiadających za transport wody), zwiększa produkcję kolagenu, zwalcza efekty foto-starzenia oraz przyspiesza gojenie ran. Brzmi zbyt dobrze by było prawdziwe? Na efekty trzeba trochę poczekać, ale jak dla mnie ten kosmetyk to prawdziwy skarb. Wklepuję w cerę około 3-5 pompek tego produktu. Jak mam trochę więcej czasu, to robię kilka aplikacji w stylu "7 skin".

4. Serum Goodal



To serum to relatywna nowość w mojej pielęgnacji i nie wiem, czy zakupię ponownie. Jest silnie nawadniające, ale efekt wytrąca się po kilku godzinach i nie wydaje się mieć długotrwałego pozytywnego wpływu na cerę.

5. Kremy Good CERA Holika Holika oraz Grean Tea Innisfree


Stosuję je zamiennie, ponieważ moim zdaniem Good CERA sprawdza się doskonale nawet stosowana co drugi dzień. Przestawiłam się ostatnio na wersję Innisfree dla cery normalnej, choć przedtem używałam tej do skóry suchej.


6. Maseczki całonocne

UWIELBIAM! Kiedyś bawiłam się w stosowanie maseczek w płachcie, ale jeśli chcecie je stosować naprawdę regularnie, wtedy skończycie z szybko rosnącym stosem opakowań po pojedynczych płachtach. Zaś słoiczek maseczki całonocnej starcza na wiele użyć! I używanie jest dużo łatwiejsze, bo nie trzeba pamiętać, by w ciągu dnia znaleźć te 20 minut na siedzenie w masce. W mojej kolekcji są:

- Maseczka Innisfree z witaminą C, która jest moim ulubieńcem 😍 Rozjaśnia cerę, pomaga łagodzić hiper-pigmentację, zmniejsza pory, poprawia poziomy nawodnienia... same zachwyty 😁. Jest to jednak produkt, którego nie da się stosować zbyt często bez sprzeciwu cery, więc ja stosuję 1-2 razy w tygodniu.
- Maseczka Innisfree z wyciągiem z bambusa - po ten produkt sięgam tylko, kiedy cera jest podrażniona czy pojawiają się stany zapalne, krostki, itp. Jako pogromca podrażnień ten produkt sprawdza się świetnie, ale stosowany na cerę w dobrym stanie... nie ma większych efektów.
- Maseczka Sidmool z EGF - raz w tygodniu musi być! Bardzo wierzę w ten produkt i jego moc zwiększania elastyczności cery. Jest ze mną od lat i bardzo zadowala.
- Maseczki "Bubble Tea" firmy Etude House - relatywnie najdelikatniejsze w swoim działaniu, ale przez to mogą być stosowane codziennie. Moja skóra bardzo lubi się z wersją z czarnej i zielonej herbaty, zaś truskawkowa nie robi na mnie większego wrażenia (ale i tak zużyję, bo zła nie jest).

Kosmetyki funkcyjne
Na półce z kosmetykami zawsze mam odłożony wypełniacz bez wstrzykiwania oraz serum rozkurczające Sidmool. Czasami robię sobie "kurację" jednym z nich i używam kilka dni z rzędu, albo nałożę co jakiś czas z doskoku, ale z mojej perspektywy te kosmetyki mają rozwiązywać konkretny problem i sięgam po nie głównie, gdy jest potrzeba.


Kosmetyki których używam rano:

Moja poranna "rutyna" jest bardzo okrojona. Przemywam twarz wodą, nakładam płyn A'Pieu, serum Goodal i albo krem Innisfree albo lotion A.H.C, zaś zaraz przed wyjściem z domu krem przeciwsłoneczny A'Pieu Madecassoside (jak mam mało czasu, to nakładam zaraz po serum). Na biurku w pracy mam zaparkowany Sun Blind Cushion Etude House, po który sięgam, by w ciągu dnia odświeżyć ochronę przeciwsłoneczną. Mam też w biurze na biurku mgiełki Good CERA Holiki oraz Arsainte Eco-Therapy  Essential Mist TheFACEShop.

Jak oceniam efekty tego zestawu kosmetyków?

Na przestrzeni ostatnich miesięcy udało mi się znacznie podnieść bazowy poziom nawodnienia mojej cery, jak i obniżyć poziom natłuszczenia. Nie jestem jednak do końca zadowolona z postępów w walce z pigmentacją... Myślę, że moja cera ma się dość dobrze, ale wierzę, że duże znaczenie ma tu też spożywanie kolagenu, dołączenie do jadłospisu produktów, mających pozytywny wpływ na cerę, a przede wszystkim masaż twarzy. Postaram się rozwinąć te tematy przy innej okazji.

Skóra w wieku 33 lat

Ściąga dla mojego masażu twarzy :)
Nie daję zdjęć porównawczych cery kiedyś a teraz, bo tego typu zdjęcia są bardzo rozkradane przez firmy, z którymi nie mam nic wspólnego.

Większość kosmetyków, których używam można znaleźć na stronie AzjatyckiBazar.com (sklep, który prowadzę).

niedziela, 24 września 2017

Język polski, a pielęgnacja cery?

Czy spotkałaś się z teorią, że język, którym mówimy, ma wpływ na to, jak myślimy? Dla Polaków oczywistą jest różnica między niebieskim, a błękitnym, ale może być ona trudniejsza do uchwycenia dla osoby anglojęzycznej, dla której oba odcienie to "blue". W języku polskim i chorwackim słowo "śmierć" ma rodzaj żeński, więc i personifikacja śmierci jest przedstawiana jako kobieta, kiedy reszta świata zachodniego kojarzy "Kostuchę" z mężczyzną. Bez wątpienia nasz zasób słów ma wpływ na to jak postrzegamy świat.

Ale czy nasze słownictwo wpływa na to, jak postrzegamy kwestie pielęgnacji cery? W naszym języku mamy wiele słów związanych z pielęgnacją cery, ale mam wrażenie, że problemem nie jest tyle zasób, co używanie jednego ogólnego określenia, zamiast szczegółowych terminów. Porównajmy zasoby naszego języka do języka angielskiego i koreańskiego.

Weźmy słowo "zmarszczka" - określimy nim zarówno linie na czole, przy i pod oczami, ale też powiemy na przykład o "zmarszczce od uśmiechania" (która nie ma nic wspólnego z uśmiechaniem), mimo, że często zmiana na linii kącika ust i nosa ma formę zapadnięcia, w którym dopiero po czasie formuje się klasyczna zmarszczka.

W języku angielskim funkcjonują aż trzy słowa, których możemy użyć do opisania różnych typów zmarszczek: "lines", "wrinkles" oraz "folds". "Lines" to drobne linie, często pojawiające się jako zapowiedź poważniejszych zmian - formują się na samej powierzchni skóry i można się ich często pozbyć nawet kremem nawilżającym. "Wrinkles" to zmiany głębsze, na poziomie skóry. Ale "fold" to zmarszczki powstałe tam, gdzie skóra zagina się na samą siebie - jak w przypadku "zmarszczki od uśmiechania" (po angielsku "nasolabial fold"). Oczywiście, nie tylko my bywamy niekonsekwentni... z nieznanych mi powodów, załamanie skóry przy kąciku ust w języku angielskim jest nazywane "marionette lines", mimo, że poprawniejszym byłoby określenie "marionette folds" - mechanizm ich powstawania jest identyczny, jak w przypadku "nasolabial folds". Mimo istnienia różnorodności słów, nie są one zawsze poprawnie używane.


Do pewnego stopnia możemy w naszym własnym języku podkreślać te różnice w nazywaniu różnych typów zmarszczek. "Lines" to drobne zmarszczki, zaś w miejsce słowa "fold", możemy użyć słów jak choćby bruzda lub załamanie skóry. Ale prawda jest taka, że akceptujemy mówienie na wszystkie typy zmian po prostu zmarszczki, mimo, że kosmetyki czy masaże, jakie możemy stosować na złagodzenie tych typów zmarszczek są kompletnie inne w naturze od tych, jakie powinniśmy stosować, by łagodzić bruzdy i załamania skóry.

Co ciekawe, w języku koreańskim, tak jak i polskim, nie funkcjonuje tego typu bogactwo słowne w odniesieniu do zmarszczek. Z drugiej strony, w języku koreańskim funkcjonuje wyraźne rozróżnienie między kosmetykami oferującymi skórze 탄력 [czyta się jako "taljok"], czyli poprawiającymi siłę napięcia, elastyczność, a kosmetykami zwalczającymi 주름 [czytaj jak "dzurym"], czyli zmarszczki. W naszym własnym języku, najbliższe kosmetykom oferującym 탄련 są kosmetyki liftingujące, ale te są jednocześnie rozumiane jako kosmetyki z natury przeciwzmarszczkowe, bo operację "liftingu twarzy" kojarzymy z poważnym zabiegiem, wykonywanym na twarzach bardzo dojrzałych, gdzie podciąga się twarz, by rozprostować zmarszczki. To domniemanie skutkuje domyślnym założeniem, że pielęgnacja cery, której ubywa sprężystości i napięcia, to automatycznie pielęgnacja przeciwzmarszczkowa. Jest tak mimo tego, że pielęgnacja typu 탄력 to właśnie kwintesencja pielęgnacji przeciw-starzeniowej, której celem jest zapobieganie formacji zmarszczek.

W pewnym sensie, najbliższy słowu 탄력 w języku polskim jest termin "sprężystość" (lub "jędrny"), ale jest to porównanie niedokładne - sprężysta jest poduszka lub materac, ale napięta może być guma lub struna. Warto zauważyć, że w języku angielskim, poza kremami liftingującymi, są też kremy typu "firming". Te drobne niuanse w rozumieniu tych słów, wpływają na to jak postrzegamy funkcje kosmetyków nimi opisywanych.

Innym przykładem z języka koreańskiego i angielskiego jest rozróżnienie między problemem "cieni pod oczami", a "worków pod oczami". Tak długo, jak prowadzę tego bloga, tak długo spotykam się ze stosowaniem tych terminów w naszym własnym języku zamiennie z dodatkowo konfundującym terminem sinców pod oczami.  Problemem jest, że w naszym własnym języku mamy tendencję do opisywania kolorów nie tyle z perspektywy samego koloru, co z perspektywy światła. Kolor "siny" to kolor uzyskany przez redukcję światła, gdzie pojawiają się szare, przygaszone tony. Jednak to nie to samo co autentyczny cień rzucany przez wystający spod oka worek! Lub cień rzucany przez zapadnięcie się oczodołu lub pojawienie "doliny łez".

Jednak beztroskie stosowanie tych terminów zamiennie prowadzi do sporych nieporozumień - czasem ktoś zwraca się do mnie o pomoc w zwalczeniu "sinców", ale w kolejnej wiadomości ma już zamiast sinców ma "wory pod oczami", a w trzeciej okazuje się, że jednak chodziło o "cienie pod oczami"... ¯\_(ツ)_/¯.

Język koreański i angielski traktują te terminy osobno. Może jest tak dlatego, że koreański zwyczajnie zapożyczył sobie słowa z języka angielskiego - mamy więc "eye-bags" (아이백) i "dark eye circle" (다크서클). Określenie "dark eye circle" dosłownie oznacza ciemne krążki pod oczami, ale ponieważ nie używa słowa "cień" (shadow, shade, ...), nie pozostawia wątpliwości, że chodzi o kolor, a nie o efekt rzucania cienia. Niestety fraza "cienie pod oczami" jest pod tym względem niejednoznaczna w języku polskim.

Inne ciekawe terminy do rozważenia: "nawilżanie" cery i jej "nawadnianie". Na stan naszej cery składają się dwa czynniki i pierwszym z nich ilość wody w skórze. Niższe warstwy skóry składają się nawet do 70% z wody, zaś w warstwie rogowej jest jej około 30%. Za stopień nawodnienia cery odpowiadają naturalnie występujące w skórze substancje przyciągające wodę oraz system transportowania wody poprzez jej struktury, zwane aquaporinami. Jak długo spożywamy wystarczająco płynów, by zaspokoić fizjologiczną potrzebę naszego organizmu na wodę, ilość spożywanej wody nie wpływa na ilość wody w skórze - na to wpływ mają, wspomniane wcześniej, naturalnie występujące w skórze nawadniające składniki oraz aquaporiny. Z wodą i skórą jest trochę jak z organizmem i witaminami - niedobór szkodzi, ale przedawkowywanie nie tylko nie daje super-mocy, ale może zaszkodzić.

Z drugiej strony, mamy składniki naturalnej bariery skóry, które zapobiegają "uciekaniu" wody z naszej cery, w tym naturalnie obecne w naszej cerze ceramidy oraz pokrywające skórę sebum. W języku angielskim możemy użyć terminów "moisturisation" oraz "hydration". Pierwszy termin opisuje budowanie bariery na skórze, natomiast "hydration" to zwiększenie ilości wody w jej warstwach. W języku koreańskim funkcjonuje zaś słowo 수분 [czytane "subun"], czyli nawilżenie, a także wiele jego wariantów, jak popularny 촉촉 수분 [czytany "ciukciuk subun"], czyli "wodny" typ nawilżania, którym opisuje się często kremy BB typu "water drop" oraz lekkie, nawadniające kosmetyki.

W języku polskim, mimo, że mamy do dyspozycji te dwa terminy, bardzo rzadko używamy terminu "nawadniający" (bo powiedzmy sobie szczerze, brzmi trochę dziwnie w odniesieniu do skóry 😅) , przez co ciężko rozróżnić kosmetyki barierowe, od tych działających głębiej, jeśli nie potrafimy zidentyfikować nawadniających składników w składzie kosmetyku (podpowiedź: gliceryna, kwas hialuronowy, AHA, mocznik, algi, wyciąg z nagietka, koreańskiego bambusa, centell asiatica...).

Z mojej perspektywy, nasz własny język ma wystarczająco słów, by pozwolić nam skutecznie komunikować niuanse znaczeniowe w odniesieniu do pielęgnacji. Problemem jest jak go używamy i w dużej mierze za obecny "bajzel" językowy obwiniam firmy kosmetyczne, które promując swoje kosmetyki, reklamują je "chciwie", używając błędnej terminologii, by - zamiast trafić do klientów, którzy najbardziej by nich skorzystali - trafić zwyczajnie do jak największej ilości jakichkolwiek klientów, licząc, że będzie dobrze. Wiele kremów opisywana jest jako "liftingujące, przeciwzmarszczkowe, ujędrniające i nawilżające". Ta strategia działa, bo jeśli klientki nie są w stanie precyzyjnie opisać potrzeb swojej cery, będą regularnie inwestować w kosmetyki, które nie zaspokoją w pełni ich potrzeb i akceptować ten stan jako normalny.

Odpowiedzialność za ten stan spoczywa również na nas - konsumentkach. Jeśli akceptujemy niedokładne wyrażanie się i terminologiczny bałagan, obecna sytuacja niewiele się zmieni. Dlatego zachęcam do praktykowania poprawnego wyrażania się w tematach skóry.

wtorek, 22 sierpnia 2017

Garb na nosie - dlaczego tak go nie lubimy?

Wielokrotnie pisałam dla Was o różnych ideałach piękna - celem nigdy nie było tworzenie jakieś wyimaginowanej rywalizacji między ideałami z Zachodu i Wschodu, czy ocenianie, które są słuszniejsze. Dla mnie wytykanie ich różnorodności, paradoksów i dziwności zawsze owocowało konkluzją, że nie ma czegoś takiego jak piękno absolutne. Dla mnie ta myśl jest bardzo libertująca - pozbawia ideał piękna statusu osiągnięcia, czy wyzwania. Piękne jest to, co jako kultura wynegocjowaliśmy jako piękne.

Porozmawiajmy o pewnym funkcjonującym w naszym społeczeństwie idealne - prostym nosie bez garbka.

Mam w swojej kolekcji pokaźny zapas książek i magazynów o urodzie z krajów jak Japonia czy Korea - w owych materiałach znajdziecie szczegółowe instrukcje jak nos zwężać, wydłużyć, jak zmniejszyć końcówkę, jak podnieść końcówkę, nawet jak zmniejszyć dziurki w nosie (!), ale nie znajdziecie "przepisów" na pozbycie się garbka. Jednak przez sam fakt, że poruszałam temat modyfikacji kształtu końcówki nosa, regularnie dostaję pytania o pozbycie się garbka na nosie. I dlatego piszę dziś ten wpis - bo jest to temat, który ciągle powraca do mnie poprzez wiadomości od czytelniczek.

Dlaczego w materiałach z Azji nie porusza się tematu prostowania nosa? Dałabym kilka możliwych odpowiedzi i choć nie wiem, która jest trafna, zakładam, że każda z nich ma znacznie:
- Nie da się żadnymi "domowymi" sposobami pozbyć takiego garbka, więc nie ma co o tym pisać
- Prosty i bezgarbkowy nos nie jest szczególnie ceniony w krajach jak Japonia, Chiny czy Korea
- Zbyt mało osób w Korei, Japonii czy Chinach ma wyrazisty garb, by zmotywować specjalistów od masażu czy producentów innowacyjnych gadżetów do poszukiwania rozwiązania

Poniżej załączam kilka zdjęć znanych osób z garbkiem na nosie. Tak, wiem, że ich garbki są tycie, ale te osoby mogłyby nawet owe tycie garbki pousuwać, ale tego nie robią.

Megumi Kanzaki
Eva Huang
Liu Yifei

Ale dlaczego właściwe tak bardzo na Zachodzie nie lubimy garbów na nosie? Skąd pomysł, że jedynie prosty nos jest "ładny" i wiele osób szuka sposobów, by owy prosty nos mieć? Być może jest to kwestia biologicznie zakodowanego w nas urazu do potencjalnie złamanych i uszkodzonych części ciała. Nos z garbkiem, to nos potencjalnie złamany. A może jednak jest to ideał czysto kulturowy?


Starożytne greckie posągi przedstawiają ludzi z nienagannie prostymi nosami i brakiem zapadnięcia między nosem a czołem. Ten ideał dominuje w większości portretów kobiet tworzonych na przestrzeni wieków. Zaś każda bajka o złej czarownicy, będzie przedstawiać ją z garbem na nosie. Nawet Maleficent, przedstawiona jako relatywnie piękna kobieta, ma na nosie garbek:

Jak czułabyś się na temat kształtu swojego nosa, gdyby w bajkach baby Jagi miały płaskie i szerokie nosy, zamiast garbatych haków?

Z mojej perspektywy


Nigdy nie pojmę urazu wobec garbków na nosie. Rozumiem biologiczny argument, ale nie przemawia do mnie na poziomie estetycznym.

Na zajęciach z malowania, czy przeglądając książki o estetyce twarzy, dużo mówi się o proporcjach - o idealnej relacji wielkości i szerokości różnych części twarzy. I o ile długość nosa, szerokość czy kształt końcówki mają wpływ na proporcje, kształt linii między końcówką nosa a czołem, takowego wpływu nie ma. Nos może być idealnie proporcjonalny nawet mając pokaźny garbek.

"Ok, ale daj rozwiązanie!"


Powiesz mi "ok Cukier, tyle się rozpisałaś, ale zamiast marnować mój czas, daj jakieś rozwiązanie". Niestety, poza proponowaniem nabrania dystansu do wyuczonych nas norm kulturowych, nie mam wiele do zaoferowania. Wszelkiego rodzaju klipsy na nos formują jedynie jego miękką końcówkę. Masaże też pracują głównie nad tym, nad czym mogą - czyli miękkimi częściami nosa. Garbek jest zaś efektem kształtu kości - by go usunąć, można się udać do chirurga plastycznego, który będzie kość łamał, skuwał i wyprawiał całą masę różnych innych inwazyjnych rzeczy. Wiem też, że na popularności zyskuje zabieg wstrzyknięcia wypełniacza w zagłębienie między nosem a czołem... ale moje podejście do wypełniaczy znacie. By zrobić na nie miejsce, trzeba rozerwać rozerwać istniejące struktury skóry i nie brzmi to moim zdaniem zachęcająco.

Ale to Twój nos, Twoja sprawa 😛

piątek, 30 czerwca 2017

Projekt "Czytam Świat" - CZ. II (Andora, Angola, Kanada)

Część I projektu 

Andora - "The teacher of Cheops" Albert Salvadó


Wiedziała, że prędzej czy później, w ramach projektu trafi mi się książka kiepskiej jakości, którą przeczytam z braku alternatyw. Nie spodziewałam się jednak, że będzie to historyczna nowela, która na dodatek zdobyła prestiżową nagrodę.

"Nauczyciel Cheopsa" osadzony jest w czasach pradawnego Egiptu i muszę przyznać, że coś tam się nawet dowiedziałam o obyczajach tamtych czasów. Problem polega na tym, że gdyby wyciąć wszystkie odwołania do Egiptu i zamienić je np. na średniowieczną Hiszpanię lub Chiny XVII wieku, nie miałoby to wpływu na przygody głównego bohatera, który jest wszystkowiedzącym geniuszem bez krztyny osobowości. Książka pozbawiona jest jakichkolwiek interesujących niuansów czy bohaterów.

Badziewie jakich mało.

Angola - "Good Morning Comrades" Ondjaki



Książka opisuje kilka dni z życia chłopca mieszkającego a stolicy Angoli, gdzieś pod koniec lat 80-tych. Napisana lekkim językiem, poprzetykana trywialnymi anegdotami, gdzieś w połowie czytania, ta książka złamała mi serce. Autor genialnie uchwycił, jak umysł dziecięcy chłonie otaczający go system, nie rozumiejąc go, a jednocześnie budując w oparciu o to co widzi swoje pojęcie o świecie.

Nasz młody bohater zna jedynie Angolę komunistyczną, ze swoim kultem prezydenta, paradami i przemowami dla robotników. Jego ciotka, mieszkająca na co dzień w Portugalii, nie rozumie nowej Angoli, bo zna ją jako kolonię Portugalii. Zaś przebywający ze zlecenia Fidela Castro w Angoli Kubańczycy dokładają do całej historii nutę komunistycznej propagandy. Główny bohater widzi zaś te wszystkie zawiłości z uproszczonej perspektywy dziecka.

Jako ktoś, kto sam był dzieckiem w czasach transformacji, ta książka poruszyła mnie w szczególny sposób. Do dziś pamiętam scenę, gdy do naszego mieszkania pukał sąsiad, by przekazać moim rodzicom wieść, że burzą Mur Berliński. Może byłam zbyt mała, by docenić zmiany, jakie zaszły w Polsce po tych wydarzeniach, ale czytając "Good Morning Camrades" wiele rzeczy i refleksji przychodzi na myśl. Bardzo polecam tą książkę, choć wymaga ona doczytania trochę o sytuacji Angoli w tych czasach.

Kanada - "Handmaid's Tale" Margaret Atwood




Myślałam, że czytając tą książkę, zrobię sobie przerwę od "czytania świata", ale skoro autorka jest Kanadyjką, to jednak się liczy! ;) O "Handmaid's Tale" zrobiło się ostatnio głośno przez ekranizację, więc zdecydowałam się z tą powieścią zapoznać. I po lekturze, uważam, że każdy powinien ją przeczytać. 

Opisywanie alternatywnych rzeczywistości i systemów politycznych nie jest łatwym zadaniem. Atwood w swojej książce analizuje, jak ludzie wciśnięci w utopijny system będą się zachowywać i czuć. Moim zdaniem jej obserwacje na temat ludzkiej natury, tego jak ludzie obchodzą się z władzą i jej nadmiarem, są bardzo trafne.

niedziela, 28 maja 2017

Spieniacze, oczyszczanie twarzy i intelektualna uczciwość


Znacie spieniacze? Małe, urocze pojemniczki, do których nalewamy odrobinę wody oraz ulubiony żel do twarzy, po czym za pomocą specjalnej pompki spieniamy zawartość, aż do utworzenia gęstej niczym krem pianki.

Takie pojemniczki nie dalej jak w zeszłym roku pojawiły się w koreańskich sklepach marek Etude House oraz A'Pieau.

Ok, ale po co właściwie takie spieniacze? Skąd ten pomysł? Mogłabym odpowiedzieć czytając wytłumaczenia producentów owych gadżetów. Ale zamiast tego... zabieram Was na podróż w czasie!


W roku 2006 bi-majo Rie Musashi rozpoczęła kampanię w mediach, by wypromować swoją osobę oraz dwie ze swoich książek. Pięćdziesięcioletnia wtedy Rie słynęła głównie ze swojej pięknej jak na ten wiek cery. Rie promowała pomysł "dorosłej dziecięcej cery", idealizując cerę dzieci, jako pozbawioną widocznych porów oraz idealnie nawilżoną. Nasza bohaterka tej historii opracowała specjalny system oczyszczania twarzy, który można sprowadzić do następujących zasad:

1. Myj twarz tylko wieczorem, zaś poranne mycie jest zbędne (skoro kładłaś się spać z czystą twarzą na czystą poduszkę, nie ma co zmywać rano naturalnych olejków); lub alternatywnie, używaj tylko lekkiego mydełka, wieczorem zaś czegoś intensywniejszego 
2. Myj twarz jedynie letnią wodą i unikaj dręczenia porów lodowatą wodą; 
3. Traktuj skórę z ogromną delikatnością poprzez używanie jedynie palców serdecznych podczas mycia;
4. Dwa razy w tygodniu zrób sobie post dla skóry;
5. Dorosła skóra wygląda jak skóra dziecka, gdy pory są idealnie zadbane i domknięte.

Wszystkie pomysły Rie Musashi kręciły się wokół mycia twarzy i oczyszczania porów, zaś by dokładnie oczyścić pory, Rie sugerowała konieczność użycia doskonale spienionego produktu do mycia twarzy jakoby sugerując, że jedynie małe banieczki będą w stanie dotrzeć w zakamarki porów. Rozproszony w formie banieczek produkt do mycia twarzy miał być też - w teorii - równo skoncentrowany, więc zapobiegać nakładaniu bezpośrednio na skórę skoncentrowanego produktu myjącego.



Podczas prezentacji w różnych programach telewizyjnych, widzimy więc Rie nakładającą na twarz idealną i gęstą piankę. Czy Rie była pierwszą osobą, która wpadła na ten pomysł? Nie wiem. Nie znam japońskiego na tyle, by móc w pełni odpowiedzieć na to pytanie. Ale w roku 2009 historia owa zabiera nas ... do Korei, gdzie Rie wydała swoją książkę w wersji koreańskiej. Co ciekawe, koreańska wersja wydaje się bardziej skupiać na samej technice mycia, niż na historiach z życia Rie.



Na przestrzeni lat, możemy znaleźć różne przebłyski mody na spienianie, zarówno w Korei, jak i Japonii. Od przeróżnych gotowych pianek, po narzędzia do spieniania, głównie w formie siateczek.


Technika używania tylko palców serdecznych do mycia twarzy jednak się nie utrzymała i z trudem znajdziecie osobę, która jej przestrzega. Choć w 2010 roku pewna japońska firma próbowała wypromować pomysł używania serdecznego i środkowego palca. 

W roku 2013 pomysł na mycie twarzy za pomocą drobnych banieczek dotarł również do Singapuru, gdy japońska firma Biore zaczęła promować tu swój drobno spieniony żel do twarzy. Żel ten był żekomo 800% bardziej spieniony, niż piana którą możemy uzyskać spieniając produkt w rękach:

W ten oto sposób wracamy do roku 2016, gdzie w Korei pojawiły się spieniacze w formie pojemniczków (w Japonii pojawiły się wcześniej). Na chwilę obecną mało kto pamięta książkę Rie i jej wystąpienia w telewizji, jednak idea oczyszczania cery sztywną pianką dalej funkcjonuje na rynku, czy to w postaci gotowych produktów, czy właśnie takich innowacyjnych gadżetów. Do dziś, w ramach japońskiej strony robiącej rankingi kosmetyczne, zarówno siateczka, jak i pojemniczek do spieniania są w top dziesiątce gadżetów urodowych:


Dla mnie ta wędrówka po historii ma jednak inne znaczenie. To nie jest pierwszy raz, gdy jakiś szalony czy niezwykły pomysł pielęgnacyjny ma swoją historię i początek w książce czy wystąpieniu telewizyjnym jednej osoby...

Na chwilę obecną - bez mrugnięcia okiem - akceptujemy stwierdzenia na temat "pielęgnacji Koreanek/Japonek/Azjatek" - ba, mamy nawet książki na ten temat! Nie zastanawiamy się ani chwilę, czy naprawdę ma sens zgarnianie całych MILIONOWYCH populacji do jednego worka, mimo, że nigdy nie zaakceptowały byśmy podobnej książki czy artykułu na temat "Pielęgnacji Polek". Zbyt dobrze zdajemy sobie sprawę z tego, jak różne są nasze zachowania, pomysły, idee, ale też zasobność portfela czy czasu, by robić to czy co innego. Są Polki, które preferują naturalne kosmetyki, są Polki rozmiłowane w azjatyckiej pielęgnacji, są też Polki, które po dziś dzień mają karnet na solarium. Jednak jeśli chodzi o miliony Koreanek czy Japonek - nie ma problemu i pozwalamy sobie na generalizujące stwierdzenia, które nie mają prawa być w pełni prawdziwe. Nie da się być jednocześnie intelektualnie uczciwym i akceptować takiego zachowania. Bo prawda jest taka, że nie wiemy co robią Koreanki czy Japonki - ich zachowania są tak zróżnicowane, jak zachowania Polek. Nie twierdzę, że sama nie jestem winna takich uogólnień, szczególnie w moich wczesnych artykułach, ale doedukowanie się i poszerzanie perspektywy jest częścią dorastania i rozwoju dla każdego z nas. Czas wyrosnąć z tych skrótów myślowych. 

Co natomiast często możemy uczynić to w bardzo dokładny i intelektualnie uczciwy sposób opisywać rynki - pojawiające się na nich produkty i towarzyszące im przekazy marketingowe. Możemy często prześledzić, kto i kiedy zaczął promować konkretny pomysł, produkt czy składnik. Nie wiemy do końca jak na owe propozycje zareagowała docelowa publiczność, bo dane na temat sprzedaży nie są łatwo dostępne. 

Nie wiemy też na ile coś było promowane, by móc przeprowadzić skuteczną kampanię dla marki, a na ile chodziło o autentyczną sprzedaż. Jeśli nie wiecie o czym tu mówię, pomyślcie o katalogach sukni ślubnych, gdzie często znaleźć można suknie w kolorach czerwonych - taka czerwona suknia jest tam bardziej po to, by zaprezentować możliwości i fantazję producentów, choć takie ekstrawaganckie kolory mają ekstremalnie mało nabywców.



Piszę o tym, by zwrócić uwagę na fakt, że tylko dlatego, że coś jest obecne na rynku, nie musi koniecznie oznaczać adaptacji przez klientów. Dlatego wydawanie osądów o "pielęgnacji Koreanek/Japonek" poprzez pryzmat dostępnych produktów nie jest intelektualnie uczciwe.


Moje doświadczenia


Ten artykuł nie byłby kompletny bez relacji na temat moich przygód ze spienianiem. Generalnie wolę twarz myć tylko olejkiem (mój ulubiony to Innisfree oliwkowy), więc by przetestować tą metodę musiałam odkopać z moich kosmetycznych zapasów jakieś żele do mycia twarzy. Kiedyś w Innisfree dostałam żel z ich serii z zieloną herbatą i to głównie go używałam w moim spieniaczu.

Sama metoda, czyli mycie letnią wodą oraz delikatne masowanie palcem serdecznym, nie jest szczególnie trudna w wykonaniu. Twarzy nie myję rano żadnymi produktami (jedynie wodą) od wielu lat, więc nie jest to dla mnie nic nowego. 

Moje odczucia są... mieszane. Po kilku dniach mycia pianką, rzeczywiście skóra na policzkach zrobiła się naprawdę jednolita i ładna w wyglądzie. Jednak jeśli chodzi o pory na nosie... sama nie wiem. Nie będę wchodzić w szczegóły, ale powiem tyle - ta technika zaciska pory, więc jeśli nie są one oczyszczone, to wszystko Wam z nich powyłazi 😱... 

Niemniej jednak, cenię tą technikę za jej delikatność wobec zrogowaciałego naskórka. Wraz z wiekiem i pogłębiającymi się problemami z suchością cery, zaczynam bardziej cenić mój naskórek, jako płaszcz chroniący moją skórę przed wysychaniem. Wiem, że na rynku nie brak produktów złuszczających, różnych scrubów i peelingów, bo pozbycie się warstwy martwego naskórka to często łatwy i szybki sposób na uzyskanie efektu rozjaśnionej cery, czy pozbycie się przebarwień potrądzikowych, itp.... Ale na chwilę obecną chyba jednak bardziej cenię nawilżenie, niż te kosmetyczne efekty. 

Dacie szansę tej metodzie? Jeśli nie macie spieniacza, można użyć zwykłej gąbeczki i wypracować pianę :)

Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.