niedziela, 16 listopada 2014

Dlaczego Doda potrzebuje azjatyckiej pielęgnacji cery.



Jestem ogromną fanką Dody - imponuje mi jako artysta, kobieta biznesu i kariery, postrzegam ją jako osobę pracowitą, ale też z sercem. Od lat śledzę jej karierowe poczynania i bardzo kibicuję!

Jednak ostatnio zauważyłam, że Doda chowa coraz częściej swoją twarz. Jej konto na Instagramie pełne jest rozświetlonych i niewyraźnych zdjęć, tak jakby Doda nie chciała byśmy ją widzieli. Kiedy oglądam zdjęcia zrobione jej przez fotografów, rozumiem czemu... Doda, choć jest dalej bardzo piękną i elegancką kobietą, zmaga się z pierwszymi oznakami starzenia twarzy i chciałabym dzisiaj dać jej kilka rad!

Wiem, że mało prawdopodobnym jest, że artystka zobaczy ten artykuł, ale jeśli nie pomoże jej, może da on kilka wskazówek innym osobom, zmagającym się z podobnymi problemami. A jeśli jednak wpis trafi do Dody, mam nadzieję, że pozwoli jej to odzyskać pewność siebie i pokazać twarz bez filtrów i prześwietleń :).

Dlaczego Doda potrzebuje azjatyckiej pielęgnacji twarzy?

Doda ma dostęp do najlepszych specjalistów w dziedzinie dbania o cerę, ale zachodnie podejście do dbania o młodość ma swoje ograniczenia. Zachód walczy z oznakami starzenia za pomocą wypełniaczy i botoksu. O ile te dwie substancje mogą rozprawić się ze zmarszczkami na czole czy "kurzymi łapkami", a także pomóc stworzyć pełne usta i policzki, na dobrą sprawę nie zajmują się tym, co sprawia, że twarz wygląda starzej niż powinna.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika dodaqueen (@dodaqueen)

Doda ma tyle lat co ja i nie jest to wiek, w którym trzeba się czuć skazanym na twarz, z której zniknął młodzieńczy urok. Ale trzeba wiedzieć jak to osiągnąć!

Problem Dody nr. 1 - migracja dolnej części twarzy

Migracja twarzy to w wielkim skrócie przesuwanie się tkanek twarzy w dół - policzki schodzą niżej, naciskając na obszar pomiędzy kącikiem nosa i ust, tworząc głęboką bruzdę. Twarz sprawia optyczne wrażenie "cięższej", traci swój kształt "V", wydłuża się rynienka nosowa (bardzo widoczne u Dody), obszar dookoła ust zaczyna się wybrzuszać.

A photo posted by dodaqueen (@dodaqueen) on
Jak na to zaradzić?

Migracja nie jest łatwa do zwalczenia - u osób, u których jest widoczna, doszło do rozciągnięcia mięśni policzków oraz naciągnięcia przyczepionej do nich skóry. Pierwszy krok to skorcenie mięśni, ale skóra będzie potrzebować trochę czasu zanim dogodni skrócone mięśnie.

Krok 1. Masaż Tanaka 

 

Krok 2. Ćwiczenia - Każde ćwiczenie przytrzymujemy przez 3 sekundy, po czym na chwilę relaksujemy twarz i powtarzamy znowu 5-10 razy. Ćwiczenia należy wykonywać przy lustrze!

Ćwiczenia mięśni policzków są względnie proste, ale bardzo skuteczne. Pomagają wyszczuplić twarz, podnieść policzki, kąciki ust oraz skrócić rynienkę nosową oraz "wywinąć" górną wargę.

Ćwiczenie nr 1.

Twarz w spoczynku, usta zamknięte. Staramy się rozciągnąć kąciki ust do samej krawędzi twarzy - linia ust powinna być idealnie pozioma i symetryczna. Początkowo utrzymanie symetrii może sprawiać problem, ale celem jest jej osiągnięcie.

Ćwiczenie nr 2.

Twarz w spoczynku, usta zamknięte. Staramy się unieść kąciki ust w górę - tylko kąciki i należy przy tym pilnować, by ćwiczenie było wykonane symetrycznie, zaś pozostałe mięśnie twarzy zrelaksowane.

Ćwiczenie nr 3.

Staramy się podciągnąć kąciki ust aż do skroni, używając jedynie mięśni odpowiedzialnych za podnoszenie kącików ust - nie chodzi o to, by się uśmiechać, tylko żeby kąciki ust poszły jak najwyżej. Symetria przy wykonywaniu tego ćwiczenia jest ogromnie ważna!

Ćwiczenie nr 4.
Podciągamy górną wargę wykonując grymas, jakbyśmy chciały pokazać kły. Jeśli górna warga za bardzo się marszczy, albo zmarszczka pomiędzy kącikiem ust i nosa robi zbytnio się zagina, można w te miejsca delikatnie przyłożyć palce tak, by skóra nie mogła się zagiąć.

Ćwiczenie nr 5.
Ćwiczymy mięśnie używając przyrządu do ćwiczenia mięśni ust.

Problem 2. Dolina łez i głęboka zmarszczka "od uśmiechania".

A photo posted by dodaqueen (@dodaqueen) on

Zapadnięcie ciągnące się od wewnętrznego kącika oka oraz pomiędzy kącikiem nosa i ust to efekty migracji twarzy. Ćwiczenia i masaże znacznie je złagodzą, ale warto rozważyć ich wypełnienie. Niektórzy lekarze chirurgii plastycznej będą doradzać wypełnienie lub wstawienie implantów. Obie metody w tych rejonach twarzy tylko pogłębiają migrację i dodatkowo mogą wyglądać bardzo dziwnie, gdy twarz się rusza, więc lekarze z głową (do których zapewne Doda ma dostęp) będą odradzać.

Co można zrobić? Skorzystać z naturalnych wypełniaczy, które pomogą zbudować pod skórą warstewkę tłuszczu. Nasz własny, podskórny tłuszcz, zawsze będzie wyglądał naturalnie - nie będzie się wybrzuszał czy przesuwał, więc jest to prosta i naturalna opcja, dla osób, które "pracują" twarzą.

Problem 3. Zmarszczki w wewnętrznym kąciku oka

Skóra pod oczami jest bardzo cienka, więc łatwo o zmarszczki w tym regionie. Im cieńsza skóra, tym łatwiej wysycha, im bardziej jest wyschnięta, tym łatwiej się uszkadza. O ile zmarszczki w zewnętrznym kąciku oka ("kurze łapki") to problem degradacji mięśni w okół oczu, zmarszczki rozciągające się od wewnętrznego kącika to problem zbyt cienkiej i mało elastycznej cery.


A photo posted by dodaqueen (@dodaqueen) on

A photo posted by dodaqueen (@dodaqueen) on
Jak zaradzić? Proponuję następujące kosmetyki:
- Lotion Hada Labo - to kosmetyk silnie "nawadniający" cerę. Ma postać wodnistą i można go wklepać nawet w najmniejsze zmarszczki przy oczach.
- "Tygrysie" serum - zawiera dawkę substancji nawilżających oraz pogrubiające skórę oligopeptydy. Należy je delikatnie wklepać w skórę pod oczami.
- Krem regenerujący z yamem i wyciągiem śluzu ślimaka - wyciąg z yamu pogrubia cerę, śluz ślmiaka pielęgnuje. Ten krem potrafi na cerze działać cuda i na efekty nie trzeba czekać długo.

Problem 4. Cera wygląda płasko i bez życia
A photo posted by dodaqueen (@dodaqueen) on

O tym mówi się zdecydowanie zbyt mało, ale cera dojrzała potrzebuje całkowicie innego podejścia do makijażu, niż cera osoby młodej! Na czym polegają różnice:

- Twarz dojrzała ma o wiele więcej zagięć i bruzd - minimalnych, ale jednak wyraźnie odróżniających osoby młode od dojrzałych. Makijaż, który rozświetla cerę, podkreśla te wszystkie zagięcia i zapadnięcia!
- Cera osób dojrzałych staje się z każdym rokiem bardziej chropowata - naskórek złuszcza się wolniej, więc następuje akumulacja martwych komórek. Cera z wiekiem staje się mniej równa i gładka, przez co makijaż wygląda na niej bardziej "ciastowo".
- Cera z wiekiem zmienia kolor - gdy jesteśmy młodzi, cera jest różowa i gruba, ma naturalną zdolność "łapania" światła. Im dalej nam do lat nastoletnich, tym cera staje się bardziej ziemista - staje się cieńsza, więc większy wpływ na jej kolor mają ukryte w niej naczynia krwionośne, akumulujący się naskórek poszarza ją.

Rozwiązanie? Stosować tonik lub serum z wyciągiem z drożdży, które genialnie wygładzają twarz. Warto też zrezygnować z ciężkiego makijażu i ostrego konturowania. Prawda jest taka, że im jesteśmy dojrzalsi, tym bardziej służy nam lekki makijaż. Dodzie polecałabym koreańskie kremy BB, które często mają piękny, różowawy ton, który przywraca cerze młodzieńczy blask.

Problem 5. Styl życia bogaty w wolne rodniki

Doda uwielbia opalanie i treningi na siłowni. Myślę, że nie muszę tłumaczyć, dlaczego opalanie jest zbrodnią na skórze i przyspiesza procesy niszczenia cery jak nic innego.

Siłownia to też niestety problem. Żyjemy teraz w czasach, gdzie modnym jest forsowny wysiłek i atletyczne ciało. Niestety wszelkie ekstrema mają swoje skutki i nie wszystkie będą pozytywne. Forsowne treningi niszczą nasze ciało - w ciele osoby po treningu krążą ogromne ilości wolnych rodników (i nie, nie jest to żadna "azjatycka teoria" - pionierami badań w temacie są zachodni naukowcy), które atakują ciało. Cera jest bardzo podatna na uszkodzenia wolnymi rodnikami, które doprowadzają do załamania struktur kolagenu i elastyny.
A photo posted by dodaqueen (@dodaqueen) on

Może i intensywny trening na siłowni pozwala uzyskać "modną" figurę, ale warto patrzeć na swoje ciało w dłuższej perspektywie. Łagodne treningi jak joga czy tai chi przynoszą ciału ogrom korzyści, ale przez to że nie są forsowne, nie mają tego samego negatywnego efektu co treningi z obciążeniem czy cardio.

Podsumowując...

Mam nadzieję, że nie odbierzecie tego wpisu jako ataku na Dodę. Widząc, jak chowa twarz za rozświetlonymi zdjęciami, po prostu pęka mi serce i chciałabym jakoś pomóc.

Nie chodzi tu o obsesję przeciwstarzenia! Starzenie to trudny proces, gdzie musimy rozstać się z tym jak wyglądaliśmy i jest to proces nieunikniony. Ale wbrew pozorom mamy na niego wpływ i na to, jak szybko owe zmiany będą przebiegać. Gdyby Doda czuła się komfortowo z tymi zmianami, nie starałaby się ich ukrywać, więc  moim zdaniem warto spróbować przekazać wiedzę jak sobie z owymi zmianami radzić.

Starzenie to proces naturalny. Tak jak naturalna jest próchnicy zębów, czy niekształtne pośladki. Jednak gdy ktoś myje zęby czy ćwiczy, nikt nie naskakuje na niego z hasłami "bo ty masz jakąś obsesję! Przestań, zrobisz sobie tym krzywdę! Jeszcze Ci się zęby przyzwyczają do szczotkowania a mięśnie przyzwyczają się do ćwiczeń i będzie gorzej niż teraz!" A jednak dbanie o twarz pod kątem starzenia wywołuje dokładnie takie reakcje. Nie wiem dlaczego wytworzyliśmy wokół twarzy taki temat tabu.

Dajcie znać, czy uważacie ten wpis za pomocny i czy podoba się Wam taka forma wpisów.

niedziela, 9 listopada 2014

Czy powinnaś mieć tylko jeden rytuał dbania o twarz?



Kilka miesięcy temu obiecałam opisać, jak dbam o twarz, ale nic z tego nie wyszło. Nie dlatego, że nie mam ochoty podzielić się tym co robię, ale ponieważ prawda jest taka, że... nie mam jednego sposobu dbania o twarz: obecnie mam dwa systemy, które ciągle ze sobą zamieniam i jeszcze kilka tygodni temu ciągle na siłę próbowałam stworzyć jeden. Bo przecież wszyscy mają jeden, czyż nie? Przynajmniej na YouTubie, większość guru nie ma problemu z przedstawieniem swojej pielęgnacji, robiąc co kilka miesięcy aktualizację.

Ale... No właśnie, ja mam pewne "ale" do dodania. Z mojej perspektywy istnieją dwa typu kosmetyków: te, które uzupełniają działanie cery, tam gdzie niedomaga, i te, które mobilizują cerę do działania w sposób optymalny. Te mobilizujące kosmetyki powodują, że cera działa na 100% swoich obrotów - że potrafi się sama utrzymać w dobrym stanie nawet po odstawieniu kosmetyków. Takimi mobilizującymi kosmetykami są np. peptydy, słabe kwasy, wypełniacze czy acetylhexapeptide. Podtrzymujące kosmetyki to te, które chronią cerę przed degradacją: kosmetyki bogate w przeciwutleniacze (witamina C, E, Q10, zielona herbata, astaksantyna), uzupełniające poziom nawilżenia (gliceryna, kwas hilauronowy, itp.) lub pomagające zwalczyć stany zapalne (np. olejek drzewa herbacianego, itp.).

Procesy starzenia cery to procesy związane ze stopniową degradacją jej struktur - cera, która kiedyś doskonale radziła sobie z produkcją odpowiednich ilości kolagenu i elastyny, w wyniku stopniowej akumulacji zniszczeń nagle spowalnia i nie regeneruje się wystarczająco szybko. Można używać kosmetyków, by uzupełnić tam, gdzie cera nie jest w stanie wyprodukować czegoś sama, ale można też celować w kosmetyki, które przywrócą jej funkcjonalność z najlepszych lat.

Jestem zdecydowanym zwolennikiem tych drugich - ale ich nie da się używać w trybie ciągłym, bo kiedy spełnią swoją funkcję, skóra ich nie potrzebuje. Kosmetyki moblizujace pojawiają się więc w mojej pielęgnacji - czasami na klika dni, czasami na miesiąc, ale po skończonej kuracji znikają.

Dlatego tak ciężko było mi opisać mój system dbania o twarz - ciągle wydawało mi się, że tak jak wszyscy dookoła, muszę mieć jeden zestaw, który stosuję przez jakiś czas. Ale prawda jest taka, że mój sposób dbania o cerę jest bardo dynamiczny i nie ma w tym nic złego.

Jakie kosmetyki pojawiają się w mojej pielęgnacji, by mobilizować cerę?

Serum z retinolem firmy Sidmool - wielokrotnie podkreślałam, że nie jestem fanem głębokiego złuszczania - ale delikatnego, jak najbardziej! Pierwszy raz po serum Sidmool sięgnęłam, gdy nagle moja cera przestała sobie radzić z zapchanymi porami. Obojętnie jak dobrze były oczyszczone, pory nie chciały się domykać i bardzo szybko zapychały się ponownie. Niestety taki stan to objaw starzenia cery, która nie jest wystarczająco elastyczna, by domknąć pory. Dodatkowo cera była bez życia, szorstka i szara, i moje ulubione peelingi nie pomagały. Efekt: makijaż wyglądał na niej dziwnie ciężko i "ciastowato". Potrzebowałam cerowego restartu i serum Sidmool spełniła dla mnie to zadanie.  Jest przebogate w przeróżne składniki odżywcze i dozę retinolu. 


Na początku kuracji moja skóra była ściągnięta i trochę przesuszona, ale po 2 tygodniach miała się już tylko lepiej. Po miesiącu z tym serum była znowu gładka, elastyczna i pełna życia.

Do tego serum powracam co około 4-5 miesięcy, bo zwyczajnie nie ma sensu używać go w trybie ciągłym - jest za mocne. 

Serum rozkurczające zmarszczki - jak każdy na świecie, mam tendencję do tworzenia zmarszczek na czole i przy zewnętrznych kącikach oczu. Wiele razy wyjaśniałam już naturę zmarszczek związanych z zaciskaniem mięśni, więc nie będę tutaj znowu się powtarzać ;). Kiedy chcemy zawalczyć o zniknięcie tych zmarszczek, celem jest przywrócenie mięśniom twarzy zdolności do dynamicznego kurczenia się i rozkurczania. Kosmetyki rozkurczające "przypominają" naszym mięśniom twarzy jak to jest być rozkurczonym, a my możemy wkroczyć z masażami oraz ćwiczeniami.

Serum Sidmool powraca do mojej pielęgnacji doraźnie - gdy pod wieczór widzę na czole zarys zmarszczek, albo gdy w lustrze widzę zbyt głębokie "kurze łapki", kiedy się uśmiecham. Wtedy wracam do tego serum na kilka dni, ale zdecydowanie nie ma potrzeby używać go w trybie ciągłym.

Krem regenerujący w ekstraktem z yamu i śluzu ślimaka - kiedy pierwszy raz ten krem trafił w me ręce, byłam nim tak zachwycona, że przekonana byłam, że będę go używać codziennie do końca życia ;). To jeden z tych produktów, które pomagają ukoić cerę, pogrubić ją, usuwają pierwsze zmarszczki, wygładzają twarz i zmiękczają skórę. Przez pierwsze kilka tygodni widać poprawę właściwie każdego dnia z tym kremem, ale po czasie cera się stabilizuje i (na szczęście) odstawienie tego kremu nie powoduje automatycznego powrotu do stanu poprzedniego. Cera ma się po tym kremie dobrze.


Obecnie do tego kremu powracam co kilka dni, głównie nakładając go co jakiś czas pod oczy, ponieważ ekstrakt z yamu dobrze radzi sobie z malutkimi zmarszczkami, które lubią tworzyć się w przy wewnętrznym kąciku oka. 

Zadaniem tego kremu jest regenerować i tylko do tego celu polecam go używać.

Co jeszcze trafia do mojej pielęgnacji sporadycznie? Wypełniacz bez wstrzykiwania - kiedyś używałam codziennie przez kilka miesięcy, teraz trafia na twarz okazjonalnie. Tak samo jeśli chodzi o maseczki z kurkumy (te używam głównie wtedy, gdy na twarzy pojawiają się potrądzikowe przebarwienia), fasolki mung (tylko jeśli mnie wysypie).

A co z peptydami? Kiedyś używałam ich sporadycznie - wystarczyło, że 1-2 razy w tygodniu nałożyłam coś z nimi i miałam wrażenie, że to wystarczy. Teraz jednak używam codziennie, by widzieć zadowalający efekt.

A jak to jest u Was? Macie jeden system dbania o twarz, czy właśnie taki bardziej dynamiczny?

sobota, 8 listopada 2014

Odwiedziny w kafejce "You Are Here" w Seulu


Fani drużyny Eat Your Kimchi na pewno wiedzą o ich kafejce "You Are Here", którą otworzyli z innymi YouTuberami w tym roku. Jako że okazjonalnie bywam w Seulu w ramach podróży służbowych, udało mi się ostatnio zajrzeć do owej kafejki (był też moment na drobne zakupy, więc na Azjatycki Bazar powróciło kilka lubianych produktów :D).


Ciasto z czarnym sezamem.




Kafejka nocą


Kafejka zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie - ciasto, którego próbowałam, było absolutnie fenomenalne! Kremowe, świeżutkie, smak sezamu był idealnie wyważony. Koleżanka, którą udało mi się wyciągnąć na wspólną wyprawę była równie ukontentowana tym, co zamówiła.

Kafejka jest schludna, niezatłoczona i ma ten typowy "hipsterski" klimat. Ale czego innego spodziewać się po studenckiej dzielnicy? ;) Trochę szkoda, że menu składa się jedynie z deserów....


Na oczywiste pytanie, czy spotkałam kogokolwiek z drużyny EYK odpowiem, że nie... i wcale nie jest mi z tym źle xD. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy miałabym im cokolwiek do powiedzenia, a pewnie ludzie na co dzień i tak w kółko mówią im, jakimi to są wielkimi fanami i obawiam się, że w tym temacie nie miałabym nic innowacyjnego do dodania haha. Albo pewnie zapomniałabym języka w gębie... Tak, jest to bardzo prawdopodobne hahaha...


Bardzo cenię to, co tworzą EYK, i wizyta w kafejce była dla mnie świetną okazją, by móc uczestniczyć w tym co robią, w sposób inny, niż oglądanie ich filmików :). Myślę, że wyprawa do tego miejsca sprawi radość każdemu fanowi! Jeśli będę miała okazję, z chęcią tam wrócę :D

wtorek, 4 listopada 2014

Cera tak zdrowa, że aż jaśniejsza? Kuracja glutationem.


Uwielbiam metamorfozy i zabawy wyglądem - czy to przez strój, czy to makijaż, czy to przez zmianę fryzury, itp. Lubię mieć wpływ na siebie i na to jak wyglądam i rozciąga się to również na obszar koloru cery. Niestety jestem typem, który bardzo źle się opala - cera najpierw gniewnie się czerwieni, potem nagle robi się bura, po czym kolor znika. Dlatego jeśli mam ochotę się zabrązowić sięgam po samoopalacze.

Jakiś czas temu zaczęło mnie intrygować pytanie, czy mogłaby swoją skórę rozjaśnić (skoro nie mogę się opalić ;p). Rozjaśnianie skóry jest jak najbardziej możliwe i jest wiele składników, które można w tym celu nałożyć na cerę. Do tego filtr na całe ciało i powinno się udać... Tyle, że jest to plan wymagający sporej dozy determinacji, której trochę mi jednak brak xD.

Kiedyś trafiłam na informację o glutationie - naturalnie występującym w ludzkim ciele bardzo silnym przeciwutleniaczu, który poza doskonałym wpływem na nasze ciało ma też właściwości hamujące pigmentację cery. Nasze ciało produkuje dodatkowy pigment jako reakcję obronną na wolne rodniki - gdy nie brakuje glutationu, cera jest tak dobrze ochroniona, że aż robi się jaśniejsza. Jest to absolutna odwrotność opalania, gdzie skórę niszczy się, by stała się ciemniejsza.

Glutation i jego wpływ na cerę jest znany od lat, ale jeszcze do niedawna wierzono, że jedynie aplikowany dożylnie jest w stanie mieć wpływ na kolor cery. Wiele klinik urody w krajach Azji oferowało więc serie zastrzyków/kroplówek z glutationem i witaminą C. Takie zabiegi były oczywiście baaaaardzo drogie i mało kto się na nie decydował. Jednocześnie pomimo zapewnień ze strony owych klinik urody, że to jedyny sposób na kurację glutationem, ale konsumenci mieli na ten temat odmienne zdanie i wielu chwaliło kuracje tabletkami lub mydłem z owym składnikiem. 


Jako osoba ciekawska i gotowa na eksperymenty, zdecydowałam się przetestować na sobie glutation. Kurację glutationem w formie proszku, który się połyka, rozpoczęłam w maju i zakończyłam koło czerwca. Na początku bardzo się pilnowałam z braniem saszetek, potem trochę mniej. Efekt w moim przypadku był bardzo subtelny, ale można go wyłapać na filmikach poniżej, jak i porównując inne z okresu przed majem:

*
  
*
*
Wiem, że zaraz ktoś wyskoczy z tekstem, że różnica w kolorze skóry to tylko różnica w doświetleniu filmików. Jak wspominałam, nawet w moim odczuciu efekt kuracji był raczej subtelny. Cera stała się chłodniejsza w kolorze, bardziej porcelanowa, ale też kolor stał się bardziej jednolity. Miałam wrażenie, że skóra stała się o wiele mniej podatna na opalanie.



Korzystałam z zestawu saszetek singapurskiej firmy Avalon - produktu, który można nabyć w większości sieciówek w Singapurze. Kuracja z której korzystałam miała dodatkowo w składzie witaminę C oraz kolagen, więc cera stała się bardziej sprężysta i rozświetlona, więc byle krem BB wyglądał na niej świetnie. 

Glutation miał postać proszku zapakowanego w małe saszetki, które przyjmowało się na początku codziennie, po tygodniu zaś co drugi dzień. Efekt utrzymał się kilka miesięcy.

Podsumowując, był to ciekawy eksperyment, dodatkowo mający pozytywny wpływ na cerę.Czy powtórzę kurację? Być może jeszcze kiedyś... Przyznam, że jest to jednak dość droga zabawa, nawet jak na Singapurską kieszeń... Sam proszek też najsmaczniejszy nie był.

Czy lubicie zmieniać kolor swojej cery?

piątek, 31 października 2014

Czym właściwie różni się azjatycka pielęgnacja od zachodniej?


O co właściwie chodzi w azjatyckiej pielęgnacji? Czas na odpowiedź.

Ale najpierw kilka słów wstępu: jak zapewne wiecie, mieszkam w Singapurze i mamy tutaj dostęp zarówno do zachodnich marek, jak azjatyckich - głównie japońskich i w mniejszym stopniu koreańskich. Różne osoby tutaj trzymają się różnych systemów pielęgnacji: jedni będą zwolennikami zachodnich produktów (czy to luksusowych, czy drogeryjnych); są też osoby, które wolą pomysły na pielęgnację z Japonii czy Korei, jak i są osoby, które korzystają z obu światów. Można też znaleźć kosmetyki, które próbują naśladować te z Zachodu, ale przeniknięte są azjatyckimi pomysłami na pielęgnację.

Więc co właściwie definiuje azjatyckie sposoby pielęgnacji? Myślę, że istnieje kilka wskaźników:

1. Azjatyckie kosmetyki mają cel, zachodnie zaś grupę odbiorców.

Kremy z Zachodu to kremy przeznaczone dla szerzej lub bardziej szczegółowo definiowanej grupy osób: osób z konkretnym typem cery (sucha, mieszana, tłusta, itp) lub w konkretnym wieku. Kosmetyki azjatycki ekstremalnie rzadko nawiązują do tego typu opisów, ponieważ większość z nich definiowana jest przez cel, jakiemu służą. Mamy więc kosmetyki nawilżające (ale nie jest w żaden sposób definiowane, czy oznacza to, że są dla cery suchej czy tłustej), rozjaśniające, wybielające, oczyszczające pory, poprawiające napięcie, poprawiające sprężystość, kremy przeciw starzeniu, kremy przeciw zmarszczkom i tak dalej.


Często jest to bardzo konfundujące dla osób z Zachodu i regularnie dostaję od Was maile z opisem cery i wiekiem ("Mam cerę **** i ** lat - jakie kosmetyki są dla mnie?"), choć te informacje nie mają żadnego znaczenia przy wyborze azjatyckiej pielęgnacji. Ważniejsze jest, co chcecie osiągnąć i z jakimi niedogodnościami cery się zmierzyć.

Dla mnie podejście azjatyckie ma więcej sensu. To, ile lat mamy, nie ma nic wspólnego z tym, jak zachowuje się nasza cera i czego potrzebuje! Tłusta cera też potrzebuje nawilżania, zaś sucha cera może mieć poważne problemy z wągrami, problem trądziku to nie tylko domena nastolatków, a problemy zmarszczek, jędrności skóry, itp. pojawiają się w różnych momentach życia i zależą od ogromu czynników (dieta, ilość ekspozycji na słońce, predyspozycje, itp.), więc kupowanie "po cyferce na opakowaniu" i typie cery moim zdaniem bywa nieproduktywne.

2. Kosmetyki z Zachodu są delikatne... Te z Azji nie tak bardzo...

Kiedy myślę o kosmetykach z Zachodu, przypominają mi się czasy, gdy na mojej toaletce królowały kosmetyki Chanel i Estee Lauder. Kremy były puszyste, pięknie pachniały i były super delikatne dla cery... Nie było mowy, by coś podrażniło, zostawiło tłusty film, czy miało silny zapach.

Kosmetyki azjatyckie przy zachodnich mogą się wydawać bardzo... toporne. Wschodni producenci nie przejmują się tak bardzo tym, czy kosmetyk będzie łatwy i przyjemny w użyciu, czy nie podrażni osoby o wrażliwej skórze, czy nie zapiecze podczas aplikacji - ważniejsze jest, by napchać go aktywnymi substancjami. Wiele kosmetyków wymaga nauczenia się ich poprawnego nakładania, potrafią podszczypywać po nałożeniu, często wymagają stosowania w zestawie z innymi produktami, bywają też tak "bogate", że aż przedobrzają.


Który wariant jest lepszy? Ja wolę azjatycki, bo lubię widzieć efekty i nie przeszkadza mi, jeśli muszę trochę popracować na odpowiednim nałożeniem tego czy innego kosmetyku, albo zmierzyć się z mocnym zapachem. Ale rozumiem, jeśli komuś to nie odpowiada.

3. Ilość kroków... Kosmetyki do wszystkiego vs. kosmetyki wieloetapowe

Ogromna różnica pomiędzy kosmetykami z Zachodu a Wschodu, to ilość przewidywanych w pielęgnacji kroków. Kosmetyki z Zachodu trzymają się schematu oczyszczanie-tonik-serum-krem, kosmetyki z Japonii i Korei przewidują nielimitowane ilości kroków w pielęgnacji, a różne kombinacje przeznaczone są na różne pory dnia.


Żaden z tych systemów nie jest "lepszy" czy "gorszy". Kompaktowa pielęgnacja z Zachodu nie wymaga ani głębokiej wiedzy na temat kolejnych kroków, ani nakładów czasu na ich wykonanie. Ale upychanie wszystkich składników razem ma też swoje ograniczenia - np. w azjatyckiej pielęgnacji rozdzielony jest etap nawadniania i nawilżania. Do nawadniania używa się lekkich składników, które przyciągają wodę, ale są one zazwyczaj bardzo lotne i "uciekają" ze skóry, więc w osobnym etapie nakłada się "pieczętujące", cięższe, nawilżające składniki.

Wielopostaciowość ma dla mnie jedną wadę - trzeba umieć złożyć swój zestaw i niestety nie jest to wcale proste. Trzeba z grubsza znać działanie poszczególnych składników i co się chce osiągnąć. Z jednej strony można dowolnie wybierać i dobierać składniki, uwzględnić wszystkie potrzeby swojej cery, ale wypracowanie systemu wymaga wielu prób i błędów. Nie mówiąc o konsekwencjach mniej udanych kombinacji...

Azjatycka pielęgnacja bez azjatyckich kosmetyków?

Wbrew podejrzeniom wielu osób, w kosmetykach z Japonii, Korei czy Singapuru nie znajdziecie żadnych szczególnych czy niezwykłych składników - składniki na obu rynkach są w miarę podobne, a różnica leży w koncentracjach oraz kombinacjach. 

 

Dlatego, aby stosować azjatycką pielęgnację, nie trzeba się od razu przerzucać na azjatyckie kosmetyki. Można zapoznać się z tym, na jakie problemy rynek azjatycki proponuje jakie kombinacje składników i szukać odpowiedników na swoim lokalnym rynku. Jeśli zmiany będą szły w dobrą stronę, wtedy można rozważyć zaimportowanie sobie czegoś z Azji lub np. sięgnąć po kosmetyki, które robi się samemu. Można wtedy uzyskać podobnie skoncentrowane składy. Może to odrobina więcej pracy i zachodu, ale moim zdaniem warto :).

Myślę, że celem dla mnie jest przedstawienie Wam jak rynek azjatycki definiuje potrzeby cery i jakie składniki poleca na dane wyzwania. Wiem, że na blogu ilość informacji jest ogromna, ale mam nadzieję, że da się z tego "miszmaszu" mimo wszystko wyciągnąć to czego szukacie :).

środa, 29 października 2014

Kosmetyki, które niezasłużenie dostają złe recenzje - powód: złe używanie!



Ostatnio  zauważyłam, że wiele kosmetyków dostaje negatywne recenzje, bo są używane niezgodnie ze swoim przeznaczeniem :(. Podam Wam kilka przykładów:

1. Używanie kosmetyków wypełniających (z volufiline lub puerarią) na "lwią zmarszczkę" i zmarszczki na czole - kosmetyki typu "wypełniacz" budują poduszeczkę tłuszczu pod skórą, więc nadają się do poprawienia objętości policzków, "wypchnięcia" w górę skóry, zapadniętej pomiędzy kącikiem nosa a kącikiem ust, lub zwalczania tak zwanej "doliny łez"; możne je też stosować na usta. Ale zmarszczki na czole i przy zewnętrznych kącikach oczu to efekt zaciśniętych mięśni, do których przyczepiona jest skóra. Budowanie poduszeczki tłuszczu nic to nie zdziała.



2. Stosowanie wcierek na włosy - wcierki, choć zwane "do włosów", w przeciwieństwie do odżywek powinny być stosowane tylko i wyłącznie na skórę głowy (odżywki zaś powinny być jak najbardziej stosowane z dala od skóry głowy). Wiem jednak, że wiele osób nakłada wcierki bezpośrednio na włosy, a potem są rozżalone, że ich włosy stają się przesuszone... Wszelkiego rodzaju wcierki, jak choćby Kaminomoto, powinny być stosowane bezpośrednio na skórę głowy i tylko tam. 


3. Roller pod oczy - istnieją 4 typy worków pod oczami i tylko jeden z nich jest w stanie reagować na kosmetyki typu rollery czy inne. Strukturalne worki pod oczami, "doliny łez" oraz girlandy wymagają innego podejścia. Często widzę po recenzjach, że osoby z tymi typami ciągle chcą walczyć, używając kosmetyków... Przez to całkiem dobre kosmetyki zbierają bardzo negatywne i bardzo niezasłużone opinie.


4. Stosowanie kosmetyków z acetylhexapeptide na "zmarszczkę od uśmiechania" - acetylhexapeptide delikatnie rozkurcza mięśnie połączone ze skórą - zmarszczki przy oczach i na czole są efektem zaciśnięcia się mięśni, więc acetylhexapeptide działa na nie idealnie. Ale zmarszczka "od uśmiechania" to efekt ich nadmiernego naciągnięcia. Mięśnie policzków z wiekiem rozciągają się i nie są aż tak kurczliwe - w efekcie ciążą w dół, naciskając na obszar dookoła ust i tworząc charakterystyczną dolinę, w której z czasem formuje się zmarszczka. Nakładanie rozkurczającego kosmetyku na ten obszar jest nie tylko mało produktywne, ale potencjalnie może pogorszyć sytuację.

5. Spożywanie kolagenu, kiedy skóra jest jeszcze jędrna i liczenie na cuda - tutaj mogę wskazać siebie, jako osobę winną. Po kolagenie wiele z nas spodziewa się "cudownych" efektów, jak pozbycie się kurzych łapek, zniwelowanie zmarszczki "od uśmiechania", itp... Ale jedyne co kolagen potrafi zdziałać, to przywrócić skórze jędrność. Nie pogrubia jej (od tego są peptydy), nie poprawia napięcia, nie rozkurcza zmarszczek (od tego jest acetylhexapeptide); dodaje jej charakterystycznej dla młodej skóry sprężystości. Kiedy pierwszy raz sięgnęłam po kolagen, moja skóra była naturalnie jędrna i nawilżona, więc oczywiście nie zauważyłam żadnych efektów i mocno krytykowałam kolagen do spożywania. Gdy niedawno do niego wróciłam (w połączeniu z dobrymi kosmetykami), widzę efekty. Skóra znowu jest jak napięta poduszeczka.



 Jakie kosmetyki czy metody pielęgnacji zbierają Waszym zdaniem niezasłużenie złe opinie?

czwartek, 23 października 2014

Etude House Play 101 wielofunkcyjne kredki - hit czy kit?


Rzadko recenzuję kolorówkę, bo choć uwielbiam koreańskie kosmetyki do pielęgnacji oraz kremy BB, kolorówka rzadko robi na mnie jakieś szczególne wrażenie.

Od razu zaznaczam, że o wielofunkcyjnych kredkach Etude nie mam wiele dobrego do powiedzenia. Pomysł jest zasadniczo dobry - zamiast inwestować w szminki, cienie, eyelinery, róże na policzki itp. firma Etude proponuje serię wielofunkcyjnych kredek, które można używać w dowolny sposób.


Jako promotorkę tego pomysłu zatrudniono Pony - gwiazdę stylizacji i makijażu.





Z kolekcji Play 101 nabyłam łącznie siedem kolorów - w tym jeden czarny, oraz cielisty (więc jego funkcja ogranicza się do bycia korektorem). Kredek nie trzeba temperować, co dla mnie jest ogromną zaletą, bo nie cierpię łamiących się w "strugaczce" rysików. Nie wiem, czy to kwestia wilgoci w Singapurze, ale wszystkie moje kredki łamią się okropnie (nawet trik z chłodzeniem w lodówce nie pomaga).



Rysik kredek jest miękki i żelowy, ale po nałożeniu zasycha i przylega do skóry. Zanim zaschnie można go delikatnie rozprowadzić, choć nie jest to produkt, który się ładnie rozciera. Kredki tworzą naprawdę trwały efekt i to ich największa zaleta.
Moja "kolekcja"

A wady? Jest ich sporo:
- Kredki mają być z natury wielofunkcyjne, ale nałożenie koloru na policzki czy powieki maleńką powierzchnią rysika jest bardzo czasochłonne! Dodatkowo, jak wspomniałam wcześniej, produkt słabo się rozciera, więc trzeba się nieźle napracować. Nie wspominając o fakcie, że takie rysowanie po powiece trochę jednak ciągnie skórę.
- Kredki są zdecydowanie zbyt suche, aby używać ich na usta! Nie wiem jakim cudem Pony się to udaje, ale u mnie żadna ilość baz pod spód ani kombinowania nie są w stanie tego zmienić.
- Kredki ze świetlistym wykończeniem (6 i 44), które posiadam, nie dają wyraźnego efektu i wydają się znikać szybciej niż pozostałe kolory.
- Kredki są relatywnie drogie - 6000 koreańskich wonów za sztukę.

Podsumowując... nie jestem przekonana. Kredki są trwałe i pomysł jest dość ekscytujący, ale sposób nakładania nie jest praktyczny. Na dodatek kredki po zastygnięciu na skórze są zbyt suche :(. Jedyna kredka, z jakiej jestem zadowolona, to kolor czarny - postawiłabym ją niedaleko Urban Decay 24/7 Glide On Pencil, choć ten drugi trzeba zastrugać.

Chyba najlepsze w całej kolekcji są pomysłowe makijaże Pony, ale można je odtworzyć bez użycia kredek. Nawet miałam plan zrobić sobie makijaż "Bad Girl" (mam do niego wszystkie odcienie), ale żal mi było dręczyć powiek złotą kredką i ryzykować kolejnej katastrofy na ustach, więc dałam sobie spokój.

Jakie jest Wasze zdanie na temat wielofunkcyjnych kosmetyków? Macie jakiś ulubieńców?


Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.

Posty, które moga Cie zainteresowac

Related Posts with Thumbnails