sobota, 10 listopada 2018

Czar Azjatek - recenzja i refleksje na temat książki Sheridan Prasso

UWAGA: Tekst dla czytelników 18+. Zawiera motywy seksualności, prostytucji, erotyki i samobójstw.

***

Czym jest "czar" Azjatek? Zlepkiem pomysłów na temat tego kim są Azjatki, akumulowanym na przestrzeni dziesiątek lat kontaktów Zachodu z Orientem. Zlepkiem historii z drugiej ręki, inspirowanych  prawdziwymi wydarzeniami fikcyjnych mediów, wynikających z politycznych wydarzeń i pomysłów... Ów czar jest dobrze znany - zarówno osobom na Zachodzie, jak i na Wschodzie. To coś więcej niż stereotyp - to pewna narracja, pewien pomysł.

Gdybym miała ją porównać, do czegoś może bardziej analogicznego dla moich czytelniczek, byłoby to:


Gdyby ktoś dalej nie wiedział o co mi chodzi, oczywiście chodzi mi o słowiańską pasję do robienia masła ¯\_(ツ)_/¯.

***

Książka "Asian Mystique" autorstwa Sheridan Prasso stara się przeanalizować Zachodnie pomysły na temat Orientu oraz przebadać relację Azjatów do tych pomysłów. Autorka nie obiecuje "poznania rzeczywistości", jedynie analizę percepcji rzeczywistości i tego, co ową percepcję kształtuje. Poznanie świata takim jakim jest "naprawdę" jest zadaniem niemożliwym, z którym nie dają rady nawet największe filozoficzne umysły. Ale nawet jeśli nie jesteśmy w stanie zdjąć z naszych oczu filtru stereotypów i domniemań, świadomość na ich temat może pogłębić nasze pole widzenia.


Książka podzielona jest na sekcje: w pierwszej analizuje obecność Azjatów w mediach, głównie hollywoodzkich, w drugiej pojawiają się wywiady z różnymi kobietami.

Pierwsza część jest naprawdę fascynująca - Prasso sięga tak daleko, jak czasy Marco Polo, by zwrócić uwagę na pewną konwencję mówienia o Oriencie. W swych opowieściach o Chinach, Marco Polo przedstawia szczegółowy raport zachowań mieszkańców pewnej prowincji, gdzie mężczyźni nakazują swoim żoną przez kilka dni zabawiać bogatych podróżników i spełniać ich wszystkie zachcianki seksualne. W swoich powieściach Marco Polo uwzględnia też absolutnie obiektywny i prawdziwy raport na temat jednorożców i gryfów...

Ale o ile nikt nie wierzy w opowieści o gryfach, jednorożcach czy innych dziwacznych stworzeniach, jeśli chodzi o opisy zwyczajów seksualnych, o tyle publika gotowa jest w nie wierzyć. Nawet w czasach średniowiecza zawsze najlepiej sprzedawał się seks.

I taki jest ogólny ton mediów zachodnich w temacie Orientu. Orient jest wiecznie przedstawiany jako lubieżny, tajemniczy, pełen chętnych i oddanych kobiet. To magiczna kraina erotycznych podbojów, bez restrykcji chrześcijańskiej pruderii. Za taką wersję Orientu Zachód gotów jest płacić. A gdzie jest podaż, jest też popyt. Zarówno ze strony Zachodu, jak i Azjatów.

Prasso zwraca uwagę na ciekawe zjawisko zachodnich, białych autorów czerpiących inspiracje ze Wschodu i zazwyczaj ozdabiających swoje dzieła fikcjonalnymi seksualnymi ekscesami. Za przykład można podać "Wyznania Gejszy", za które autor został pozwany do sądu przez kobietę, która rzekomo była źródłem inspiracji do książki (pani Iwako miała ogromny żal za fikcyjną wstawkę o sprzedawaniu dziewictwa - autor bronił, że miał prawo dodać fikcyjne motywy). Inny przykład to fikcjonalny i bardzo (naprawdę BARDZO) luźno oparty na prawdziwej historii "Shogun", zamieniony w mini-serię telewizyjną, która dla wielu jest źródłem edukacji na temat kultury seksualnej w Japonii.



Obaj autorzy pozwolili sobie na liberalne podkolorowywanie swoich dzieł erotyką i w pewnym sensie, ciężko ich za to winić. Autor piszący fikcję nie jest w żaden sposób zobowiązany przedstawiać kalki rzeczywistości. Jednak dzieła tych autorów są często traktowane jako "autentyczne" reprezentacje pewnych faktów i zwyczajów. Ile z nas słyszało od innych o tym, że zachowania seksualne Japończyków są takie i owakie, ale ilu z nas dokładnie wie, skąd pochodzi ta wiedza? Dla Zachodu mieszanie się fikcji i faktów na temat Orientu jest akceptowalne, jak długo zgadza się z już istniejącymi stereotypami.

Autorka dość wnikliwie analizuje taniec rzeczywistości polityczno-ekonomicznej i reprezentacji Azjatów w mediach. W wielu momentach amerykańskiej historii Azjaci byli widziani jako ekonomiczne zagrożenie, zaś w wyniku złożeń różnych wydarzeń, chińscy emigranci w stanach parali się głównie pracami, kojarzonymi z gospodarstwem domowym - stawali się praczami, lub kucharzami i kelnerami w zakładanych przez siebie restauracjach. W mediach amerykańskich więc Azjaci przedstawiani są często jako podstępni, naiwni, źli z natury i wysoce odseksualizowani. Może i w naszych czasach nie jest niczym dziwnym zobaczyć Azjatę w roli kochanka, ale do lat 2000 Hollywood nigdy nie przedstawiło pocałunku Azjaty z nie-Azjatką na wielkim ekranie. Co ciekawe jednak, w Europie nie koniecznie dominowało takie podejście. Książka i film "L'amant" są dobrze znane mieszkańcom Francji czy Danii (podobno jest czytany w szkole 😆) - w ramach tego dzieła główny bohater, chiński arystokrata, przedstawiony jest jako namiętny kochanek. Film jest w pełni dostępny na YouTube, gdyby ktoś chciał się z pierwszej ręki zapoznać z różnicami w reprezentacji Azjatów w mediach (NSFW i oczywiście 18+).

Innym ciekawym elementem tego rozdziału są rozważania na temat białych aktorów, grających role Azjatów. Hollywood było przez długi czas regulowane różnymi prawami odnośnie tego, kto może być romantycznie związany z kim, więc by przedstawić romantyczne związki, oboje aktorów musiało być białych. W rezultacie nie brak filmów, gdzie biali aktorzy udają Azjatów. Za przykład podawana jest tu adaptacja książki Pearl S. Buck "Dobra Ziemia".




Z ciekawości przesłuchałam książkę i rozśmieszyło mnie oddanie Pearl S. Buck, by nigdy nie użyć słowa "white" lub "light", aby opisać skórę kogokolwiek. Zamiast tego, postacie w jej książce są albo "złote", "brązowe" lub bardzo okazjonalnie "blade". Bo pióro by jej uschło, gdyby napisała że Azjata miał "białą", albo "jasną" skórę?

W każdym razie, ponownie pojawia się tutaj pewno bardziej metafizyczne pytanie: skoro aktorzy mogą wcielać się w dowolne role i w tradycji teatru jest przyjmowanie przez aktorów przeróżnych ról, często nie zgadzających się z ich wiekiem, płcią, wyznaniem... czy naprawdę jest tak nieakceptowalnym, by grać osoby innej rasy? Oczywiście nie chcę tu wchodzić w zagadnienia związane z dyskryminacją i opresją (jak np. fakt, że aktorzy azjatyckiego pochodzenia mają mniejszy dostęp do ról, bo nawet etniczne role są oferowane białym aktorom), chodzi mi tylko o pytanie, czy rasa to coś tak fundamentalnie biologicznego i rzeczywistego, że jest nienaruszalnie przypisane biologicznie do konkretnej osoby. Słowem, czy rasa "jest prawdziwa" czy jest tylko "rolą", którą odgrywamy?
🤮

Inny ciekawy aspekt analizy mediów, to śledzenie jak reprezentacja Azjatek na dużym ekranie była często używana w dialogu nad rolą kobiet na Zachodzie. W czasach, gdy feministki bardziej żwawo domagają się swoich praw, media chętnie pokazują Azjatki jako przykład "poprawnej" kobiecości, niejako grożąc feministkom, że jeśli  się nie uspokoją, zostaną zastąpione przez "uległe służki" z Azji. Gdy fascynacja Orientem staje się zbyt intensywna, w odpowiedzi tworzone są media pokazujące Azjatki jako zbyt dostępne i emocjonalnie rozchwiane, więc ostatecznie bohater wybiera dla siebie białą kobietę.

Wybacz J.K. :P
Wracając do książki Prasso, druga jej część to głównie wywiady z różnymi kobietami, które autorka spotykała podczas swoich podróży po Azji. Głównie skupia się na striptizerkach i prostytutkach, które nie tylko "obsługują" zagraniczną klientelę, ale które często też marzą o potencjalnym związku z obcokrajowcem. I aby ten związek pozyskać, kobiety wysoce świadome stereotypów na swój temat pogrywają w nie - starają się być uległe, słodkie, opiekuńcze. Dla tych kobiet Prasso ma sporo współczucia - w detalach analizuje beznadziejność ich sytuacji społecznej i ekonomicznej, gdzie poza dobrym małżeństwem z białym turystą prawdziwie nie ma lepszych, lub często jakichkolwiek, opcji. Dla tych kobiet potencjalny wyjazd do Stanów czy Kanady, to jak wygranie na losu na loterii, pozwalającego uwolnić nie tylko je, ale też ich całe rodziny, z niewyobrażalnej biedy. I wiem, że zaraz znajdzie się kilka wielkich obrończyń godności i cnoty, twierdzących, że lepiej dać swoim rodzicom umrzeć z głodu, niż ganiać za bogatymi turystami... i tym kobietą życzę, by nigdy nie musiały podejmować takich wyborów.

Mniej współczucia Prasso ma dla kobiet, które żyją w bogatszych krajach, i sypiają z obcokrajowcami. Autorka zwraca uwagę, że to co w jednym kraju jest absolutnie normalnym i "zdrowym" zachowaniem w sferze kontaktów intymnych, w innym może być uznane za lubieżne i nieskromne. Jako, że Prasso sama pochodzi z pruderyjnej ameryki, echa jej własnej kultury przebijają się w krytyce Japonek, sypiających z amerykańskimi żołnierzami. Z jej perspektywy taki prosty dostęp do kobiet zmienia mężczyzn w beznadziejnych hedonistów, którzy nie mają motywacji, by się ustabilizować; ich charakter permanentnie wykrzywia się w stronę szukania przyjemności i łatwych gratyfikacji. Wini te kobiety za losy "biednych", opętanych rządzą mężczyzn, szwendających się po Azji w poszukiwaniu erotycznych przygód.

Niestety, Prasso sama popełnia takie "wpadki" w wielu miejscach. Z jednej strony dostrzega, że prace związane z usługiwaniem, jak stewardessy, są z natury kojarzone z spolegliwością i potencjalną "dostępnością", sama potem insynuuje, że singapurskie stewardessy są szkolone, by pochylać się ku klientom w sposób, gdzie ich biust będzie się kusząco wylewał z mundurka, którym jest tradycyjna kebaya. Dla Prasso piersi są symbolem seksualności, zaś obcisła kebaya wydaje się szokująco nieskromna - ale to co uważamy za "seksowne" czy "wyzywające" jest kwestią konwencji społecznej, dlatego np. w wielu społeczeństwach kobiety nie zakrywają piersi. Kebaya nie jest zaprojektowana podług purytańskich gustów i Prasso nie umie się wyrwać z bańki własnego subiektywizmu kulturowego.
Singapurskie stewardessy w swoich mundurkach
Elegancka kebaya


***

Mimo wszystkich moich zarzutów wobec tej książki, uważam, że warto ją przeczytać. Jak większość książek na temat traktowania kobiet w mediach czy świecie, jest to trudna i przygnębiająca lektura. By w pełni ją zrozumieć, trzeba też poświęcić trochę czasu na poznanie mediów, na które się powołuje. Jako, że sama książka wydana została w 2004 roku, powoli też traci na aktualności. Obecnie w mediach mamy produkcje jak "Crazy Rich Asians" czy "To all the boys I ever loved" i powoli nie jest niczym szczególnym zobaczyć aktorów z Azji w głównych rolach, czy będących czymś więcej niż romantyczną nagrodą dla głównego bohatera.

Jeśli jest pewna refleksja, którą mam po przeczytaniu owej książki, to że tak naprawdę ciężko jest znaleźć dobre źródła wiedzy o otaczającym nas świecie. Jeśli chodzi o dalekie kraje, często zapełniamy próżnię informacyjną byle informacjami, za rzadko zadajemy pytanie o ich źródła i za łatwo akceptujemy wizję, że ci "obcy" są lubieżni, perwersyjni, dziwni, zaś to "my" jesteśmy reprezentacją cnót i norm. Przeglądając media, łatwo jest być krytycznym wobec nich, wytknąć w nich elementy fikcji czy zmiany, poczynione w celach komercyjnych (wiadomo, co się najlepiej sprzedaje...). Ale łatwo jest też znaleźć indywidualne osoby, które całkowicie potwierdzają wszystkie nasze stereotypy i domysły. I wobec tych osób ciężko jest być obiektywnym i krytycznym, bo nic tak nie łechce ego, jak wykrzyknięcie "ale ja znam osobę, która jest dokładnie TAKA".

Ale co jest celem tego wszystkiego? Satysfakcja, czy zrozumienie choćby odrobinę lepiej niuansów otaczającej nas rzeczywistości?




wtorek, 6 listopada 2018

Głębokie zmarszczki na czole? Grozi Ci zawał ¯\_(ツ)_/¯

Odkąd napisałam wpis o związku naczyń limfatycznych ze zmarszczkami, trochę fascynuje mnie temat związku wolnych kwasów tłuszczowych ze zmarszczkami.

Bo w pewien sposób, zmarszczki nie do końca mają "sens". Myślę, że wiele osób wie o czym tutaj piszę - gdy cera twarzy jest jędrna i w dobrej kondycji, ale z jakiś powodów w ramach bruzdy nosowo-ustnej, "doliny łez" oraz między brwiami traci na jakości w nietypowym tempie i nie reaguje na żadne kosmetyki czy zabiegi. Czasami ma wręcz inny kolor i zachowuje się inaczej, niż skóra policzków.

Jak pisałam we wpisie na temat systemu limfatycznego, wiemy z obserwacji naukowych, że:

1. Wolne kwasy tłuszczowe spowalniają pracę produkujących kolagen fibroblastów - LINK
2. Słońce uszkadza naczynia limfatyczne - LINK
3. Lokalizacja zmarszczek jak "kurze łapki", "dolina łez" oraz bruzdy nosowo-ustnej jest skorelowana z lokalizacją naczyń limfatycznych.- LINK *zawiera zdjęcia sekcji zwłok*

Ale naczynia limfatyczne występują w tandemie z systemem naczyń krwionośnych. Dlatego nie zdziwiło mnie wcale, gdy znalazłam informację, że zaobserwowano korelację między wyrazistością zmarszczek na czole a miażdżycą - LINK. Osoby o bardzo głębokich zmarszczkach (czyli nie każda zmarszczka, tylko te wyjątkowo głębokie) na czole okazywały się być osobami, u których obserwowano miażdżycę, zaś miażdżyca jest uznawana za czynnik wysokiego ryzyka śmierci na zawał.

W jednym z wywiadów osoba przeprowadzająca badanie tłumaczyła, że naczynia krwionośne w czole są bardzo wąskie i szybko się zapychają osadem z tłuszczu i cholesterolu (nie jestem pewna jakie jest tłumaczenie wyrażenia "arterial plaque" - płytki/blaszki miażdżycowe?), nie wyjaśniła jednak dlaczego owo zapychanie prowadzi do zmarszczek. Jednak jednym z objawów miażdżycy jest gromadzenie się wolnych lipidów w mięśniach oraz przestrzeni komórkowej poza arteriami - więc jeśli są to naczynia znajdujące się blisko skóry lub w samej skórze, efektem będzie degradacja produkcji kolagenu.

W 2008 roku grupa japońskich badaczy potwierdziła, że im większa proporcja tłuszczu w ciele, tym bardziej prawdopodobne, że dolna (poniżej bruzdy nosowo-ustnej) i boczna część policzka będą opadały - LINK.

I choć nie udało mi się znaleźć żadnego studium na temat związku naczyń krwionośnych z cerą i zmarszczkami, chciałabym zwrócić uwagę na położenie naczyń krwionośnych w twarzy (zdjęcia bezwstydnie skradzione z tego badania nad rozmieszczeniem arterii w twarzy)
:


Czy to przypadek, że lokalizacja głównych arterii w twarzy pokrywa się z lokalizacją najbardziej uporczywych zmarszczek i bruzd? Ze względu na brak konkretnych badań w temacie, dalsza część tekstu ma charakter czysto spekulatywny.

Nie jestem specjalistą w temacie, ale nie wydaje mi się szczególnie bluźnierczym, by założyć, że być może jest związek między położeniem naczyń krwionośnych, gospodarką tłuszczową i zmarszczkami. Są w ramach naszej populacji osoby, w których arteriach odłożone są blaszki miażdżycowe, powodujące stan zapalny i towarzyszące mu zwiększone wyciekanie kwasów tłuszczowych, które jeśli znajdą się w okolicach fibroblastów, będą komunikować im by spowolniły pracę.

Są też w populacji osoby, które mają mniej objawów tych procesów, więc mogą obserwować u siebie mniej zmian w elastyczności cery w tym konkretnym kontekście. Być może jest to jeden z powodów, dla których tak ciężko jest w pełni opisać i sklasyfikować procesy starzenia twarzy - są wysoce zindywidualizowane i zależne od wielu tkanek.

Innym procesem, który może być interesujący, to insulino-odporność, której efektem jest zwiększenie poziomów lipidów w krwiobiegu. Problemy z insuliną są często preludium do cukrzycy typu II, choroby, która w dobie otyłości staje się powszechna.

W naszym najlepszym interesie, nie tylko z perspektywy przeciw-starzenia, ale dla własnego zdrowia, jest znalezienie sposobu by uniknąć zarówno miażdżycy, jak i insulino-odporności i cukrzycy typu II.  Jak? To zbyt śliski i szeroki temat bym chciała się go chwytać. Każdy musi sam wymyślić jak chce dbać o swoje zdrowie, i nie chodzi tu tylko o diety czy ćwiczenia, wszak nasze ciała nie funkcjonują w próżni - znaczenie ma stres, samotność, jakość relacji, zanieczyszczenie bezpośredniego środowiska ale też globalny stan zanieczyszczeń, itd.

Ja sama postawiłam na dietę roślinną - jest dla mnie najłatwiejsza w implementacji, bo nie tylko mi smakuje, ale też dobrze się czuję jedząc głównie warzywa i różnego rodzaju zboża i fasole. Jest też tania i ma najmniejszy wpływ na środowisko, co moim zdaniem w obecnych czasach jest czymś wartym brania pod uwagę.

***

Niezależnie od wybranej ścieżki, do rozważenia może być jednak suplementacja pycnogenolem lub ekstraktem z pestek winogron, które chwalone są za swój pozytywny wpływ na układ krążenia. Budulcem naczyń krwionośnych jest kolagen, więc można podejrzewać, że konsumpcja dobrej jakości hydrolizowanego kolagenu będzie mieć na nie pozytywny wpływ (niestety nie mam żadnego badania do przytoczenia w tym temacie, więc jest to spekulacja z mojej strony). Do rozważenia dla kobiet jest też suplementacja inositolem, który ma działania uwrażliwiające na insulinę (suplement często polecany przez lekarzy kobietom borykającym się z objawami PCOS). 

***

Doskonały stan zdrowia nie jest gwarancją twarzy bez objawów starzenia, ponieważ starzenie twarzy ma charakter wielotkankowy. Stan naszych arterii i gospodarka tłuszczowa jest powiązana z procesami starzenia twarzy, ale to tylko jeden z wielu elementów. Moim zdaniem warto zdawać sobie sprawę z wielości procesów zarządzających zmianami, jakie każdy z nas doświadczy na swojej twarzy. Niekoniecznie po to, by z tymi zmianami "walczyć"; czasami tylko dla samej wiedzy.

Ps. Nie ma powodów by podejrzewać, że wolne kwasy tłuszczowe nakładane na cerę są niebezpieczne dla fibroblastów - ponieważ większość z nich jest zbyt duża, by penetrować cerę w znaczący sposób, więc zalety olei leżą głównie w ich okluzyjnej naturze. 

czwartek, 30 sierpnia 2018

Psychologia pielęgnacji Azjatek

Powiedzenie, że żyjemy w czasach absolutnego chaosu informacji, brzmi jak trywialne stwierdzenie. Internet z jednej strony problem rozwiązał, bo mamy łatwiejszy dostęp do informacji, z drugiej go zintensyfikował. Kiedyś polegaliśmy na publicznych rankingach, nominujących "kosmetyki wszech-czasów" oraz na opiniach influencerów (wpływowiczów? 😅).  Ale natłok nowych produktów oraz praktyki astro-turfingu ubiły publiczne rankingi, zaś influencerzy mają co miesiąc nowych ulubieńców, często po 3 dniach testowania.

W tym natłoku informacji, komu możemy zaufać? Jak podjąć decyzje, w co inwestować swój czas i zasoby? W sytuacji braku dobrych rekomendacji, nic dziwnego, że tak atrakcyjna jest dla nas wizja kupowania kosmetyków, które stosują całe nacje. Dlatego tak atrakcyjnie brzmią stwierdzenia jak "pielęgnacja Azjatek"/"azjatycka pielęgnacja".

W naukach społecznych ten efekt zwany jest "społecznym dowodem słuszności"... czyli mowa o naszym instynkcie, który zakłada, że większość nie może się mylić. Nasz umysł jest tak zaprojektowany, by móc działać szybko i po jak najmniejszej linii oporu, więc gdy słyszy "pielęgnacja Azjatek", gotowy jest naturalnie to akceptować, niż zadawać sceptyczne pytania.

Konsumentki produktów i usług urodowych w Azji zmagają się z identycznym chaosem informacyjnym jak kobiety na wszystkich innych kontynentach (i są tu też firmy pyszniące się oferowaniem "pielęgnacji Europejek" ¯\_(ツ)_/¯) . Jednak separacja językowa oraz geograficzna powoduje, że łatwiej nam uwierzyć, że gdzieś w dalekim kraju klientki wyizolowały z rynku tylko te najlepsze produkty, składniki i metody pielęgnacji. Firmy sprzedające "azjatyckie kosmetyki", jak i autorzy książek o rzekomej "pielęgnacji Azjatek", korzystają z tej iluzji i zamiast musieć udowadniać, że ich produkty czy pomysły są skuteczne, powołują się na domniemaną rekomendację wydaną przez niewidzialne miliony kobiet.

"Zaufaj mi, jestem Azjatką"

W naszej grupowej świadomości "pielęgnacja Azjatek" stała się czymś modnym i akceptowanym jako fakt. W czasach, gdy zaczynałam tworzyć tego bloga, było dosłownie kilka produktów z Korei czy Japonii, o których mówiło się na forach czy blogach i rzeczywiście były to produkty na tyle ciekawe, że warto było zadać sobie trud sprowadzania ich z zagranicy. Ale to były inne czasy. We wczesnych latach drugiej dekady tego wieku rynek wyglądał inaczej.... Na rynku było mniej produktów i trudniej było je nagłaśniać, więc łatwiej wyłaniały się "święte Grale" kosmetyczne czy produkty, które mieli "wszyscy". Na chwilę obecną "azjatycka pielęgnacja" to tani chwyt marketingowy, za którym nie stoi wcale filtrowanie rynku w poszukiwaniu najlepszych produktów...

Nobliwe dzikuski


Możemy używać frazy "azjatycka pielęgnacja" w znaczeniu "produkty i pomysły wytworzone w kraju znajdującym się w Azji", ale jest też "pielęgnacja Azjatek", która wprost przypisuje całym grupom kobiet wspólne zachowania i preferencje. Zawsze wierzyłam, że w dobie globalizacji i komunikacji, zaczniemy nawzajem poznawać i rozumieć się lepiej... zamiast tego mam jednak wrażenie, że rysujemy siebie nawzajem coraz grubszymi liniami. Globalne nastroje nacjonalistyczne i kryzysy uchodźców, powodują, że atrakcyjniejszym jest dla nas mówić o "obcych" i o tym jacy są dziwni, nieracjonalni i prymitywni w swych uczuciach i zachowaniach. Nagle kobiety, żyjące w innych krajach, nie wydają się być wcale kobietami podobnymi do nas samych, które oglądają na YT te same influencerki i mają w kosmetyczce te same produkty globalnych firm.


Literatura i media przyzwyczaiły nas, by patrzeć na egzotycznych "obcych" z miksturą podziwu i swoistego współczucia. Widzimy "obcych" jako nieskażonych problemami naszej własnej cywilizacji (w tym wypadku globalizacją i nadmiarem informacji), ale też w jakiś sposób bliższych naturze, posiadających wiekową mądrość czy sekretną wiedzę. Co więcej, też widzimy "obcych" jako bardziej podporządkowanych swojemu "plemieniu" i bardziej naiwnych. Słowem, łatwo nam w "obcych" zobaczyć takie Pocahontas wprost z Disneya...
 


Nie ma czegoś takiego jak "pielęgnacja Azjatek"


Życia w wielkich miastach na całym świecie nie są od siebie tak drastycznie różne. Są okazjonalne produkty i pomysły, o których warto mówić i którymi warto się wymieniać, ale warto być też realistą: nie ma wielu produktów czy pomysłów, które mają pieczęć uznania całych nacji czy całej rasy. Obojętnie od kraju, produkty i usługi walczą o miejsce w naszych umysłach. Azjatki nie posiadają sekretnej wiedzy o pielęgnacji, nie mają tajemniczej intuicji, która pozwala im dbać o siebie lepiej. Kobiety na całym świecie szukają, próbują, eksperymentują.

Do dziś wiele marek reklamuje się "niemiecką/japońską/szwajcarską technologią", ciągle istnieją marki, które podkreślają, że są z Francji, z Paryża, jakby samo w sobie miało to coś znaczyć. I o ile "azjatycka pielęgnacja" wpada dokładnie w ten sam ton, to "pielęgnacja Azjatek" przemyca w sobie ukryty i niezasłużony "społeczny dowód słuszności".

Azjatycki Bazar


Pisząc tego bloga często powoływałam się na owe mistyczne "Azjatki". Jeśli trafiałam na jakiś pomysł w mediach, zakładałam, że musi mieć ze swojej natury jakieś wsparcie wśród odbiorców, a że pomysły czerpałam głównie z japońskiej i koreańskiej prasy, naturalnym było założyć, że odbiorcami są "Azjatki". Może łatwiej było mi nie pytać o szczegóły i cieszyć się wzrostem popularności bloga... zwłaszcza, że pomysł "pielęgnacji Azjatek" tak dobrze się przyjął. Ale dla mnie nigdy celem nie było mieć popularnego bloga, ale tworzyć coś wartościowego.

Gdy zakładałam Azjatycki Bazar w 2011 roku, "azjatycka pielęgnacja" oznaczała przeszukiwanie rynku krajów jak Japonia i Korea w poszukiwaniu tych kilku perełek, o których warto mówić. Wbrew pozorom rynki kosmetyczne na całym świecie są do siebie bardzo podobne - wszak jest tylko tyle składników, z których można ukręcić krem czy serum. Na chwilę obecną jednak "azjatycka pielęgnacja" to nadużywany i wyświechtany chwyt marketingowy, z którym nie chcę mieć nic wspólnego. Prowadząc swój sklep dalej trzymam się kurczowo idei przeszukiwania rynku by znaleźć te kilka produktów czy pomysłów, które warto eksportować po całym świecie. I rozważam, czy nie zmienić nazwy na coś, co bardziej oddaje charakter tego co robię. Ponieważ mieszkam w Singapurze, swoje poszukiwania prowadzę na najbliższych mi podwórkach kosmetycznych, jak Korea, Japonia, a od niedawna Indie. Nie wiem zatem sama, w którą stronę pokierować owe zmiany...


środa, 15 sierpnia 2018

ZASKAKUJĄCE: Zmarszczki powstają nad naczyniami limfatycznymi?!

Każdy z nas na wewnętrznej stronie dłoni ma linie - to z nich naszą przyszłość próbują odczytać różni szarlatani ;). Ale czy wiesz dlaczego powstają? I jaki to ma związek ze zmarszczkami, cellulitem i obwisłymi piersiami?

Zanim się w te sprawy zagłębimy, musimy zacząć od tkanki tłuszczowej. Sama tkanka tłuszczowa jest bardzo intrygująca: komórki tłuszczowe funkcjonują w ramach struktur, tworzonych przez tkanki łączne - włókna kolagenu przytrzymują komórki tłuszczowe w miejscu, często spowijając je całkowicie i ograniczając tym samym ich rozmiar.
Komórki tłuszczowe przytrzymywane przez włókienka tkanki łącznej

Schemat budowy skóry - pod warstwą skóry właściwej znajduje się warstewka tłuszczu

Komórki tłuszczowe przechowują w sobie kwasy tłuszczowe w formie trójglicerydów, czyli łańcuchów z kwasów tłuszczowych (w dużym uproszczeniu). Pewna ilość kwasów tłuszczowych krąży we krwi i jest zużywana dla energii, pewna ilość krąży też w ramach systemu limfatycznego.

Z obserwacji wiemy, że nadmiernie rozrośnięte komórki tłuszczowe, które przechowują w sobie spory zapas tłuszczu, mają tendencję do "wyciekania" wolnych, nasyconych kwasów tłuszczowych (zwanych również FFA, czyli "free fatty acids"). Ich obecność poza komórkami oraz naczyniami krwionośnymi jest sygnałem dla ciała, że trzeba zrobić więcej "miejsca" dla rozrastającej się komórki tłuszczowej i produkcja kolagenowych włókien spada, a wzmaga się aktywność metaloproteinazy macierzy pozakomórkowej. 

Słowem, tworzy to stan zapalny, którego celem jest przemodelowanie tkanki tłuszczowej. Jeśli dotyczy to tkanki blisko skóry, w efekcie zaobserwujemy również spadek produkcji kolagenu w położonej nieopodal skórze.

Ale jak mają się do tego naczynia limfatyczne?

Naczynia limfatyczne mają podobną strukturę do naczyń krwionośnych i transportują wiele substancji, w tym kwasy tłuszczowe, absorbowane w ramach jelita grubego. W teorii owe kwasy tłuszczowe powinny być wypuszczone do komórek, które spalą je na energię. Jednak zniszczone naczynia limfatyczne pozwalają kwasom tłuszczowym wyciekać do przestrzeni międzykomórkowej.

Sama obecność owych kwasów poza granicami naczyń limfatycznych motywuje ciało do budowy komórek tłuszczowych dookoła naczyń limfatycznych, by móc przechwytywać i magazynować owe kwasy tłuszczowe.

Jeśli do takiego wyciekania kwasów tłuszczowych dochodzi w naczyniach limfatycznych blisko skóry, uruchamia to mechanizm spowolnienia produkcji kolagenu, ponieważ organizm interpretuje ich obecność, jako znak, że trzeba zrobić "miejsce".

Efekty tego procesu są widoczne wielu miejscach ciała, ale nigdzie tak jak...na dłoniach. Te charakterystyczne linie na wewnętrznych stronach dłoni i palców dokładnie pokrywają się z liniami naczyń limfatycznych. Odkrycie tej zależności zwróciło uwagę naukowców na potencjalny związek zmarszczek i naczyń limfatycznych.

Nadmierne przeciekanie?

Gdy jesteśmy młodzi i nie konsumujemy więcej kalorii niż potrzebujemy, wszystko funkcjonuje normalnie. Jednak z czasem naczynia limfatyczne stają się mniej sprawne i przeciekają nadmiernie. Do takich wniosków doszli naukowcy w ramach sponsorowanego przez firmę Shiseido badania nad tym zagadnieniem.
 

Powyższa wizualizacja przedstawia po prawej naczynia limfatyczne, które przechowują w sobie kwasy tłuszczowe; po lewej zaś wizualizacja pokazuje naczynia limfatyczne, które nie trzymają poprawnie kwasów tłuszczowych i prowadzą do powstania nabrzmiałych (hipertroficznych) komórek tłuszczowych. Rozrośnięte i nabrzmiałe komórki tłuszczowe z kolei same stają się źródłem FFA .

Ale co powoduje, że naczynia przeciekają?

Czy naprawdę ktoś będzie zaskoczony informacją, że promienie UV uszkadzają naczynia limfatyczne?

Nie jest też niczym nowym zaobserwować, że skóra wystawiana na słońce i zawarte w nim promienie UV staje się mniej elastyczna. Jednak czasami ciężko uchwycić jak dokładnie dochodzi do utraty elastyczności - słońce prowokuje w skórze produkcję enzymu zwanego elastazą, która tnie na mniejsze kawałki długie łańcuchy kolagenu, zamieniając je na nieelastyczną, sztywną masę. Ale to tylko część historii - uszkodzone słońcem naczynia limfatyczne dodatkowo prowadzą do komunikowania leżącej nad nimi skórze, by nie produkowała nowego kolagenu, błędnie uruchamiając system robienia miejsca na hipotetyczne hipertroficzne komórki tłuszczowe.

Gdzie zmarszczki, tam naczynia limfatyczne

Naukowcy przetestowali szereg zmarszczek na twarzy - na czole, "kurze łapki", "dolinę łez" oraz nawet bruzdę nosowo-ustną. Dla pierwszych trzech, przy każdej z nich naczynie limfatyczne było nie dalej jak milimetr od zmarszczki i wszystkie naczynia otoczone były tubą tłuszczu. Dla "doliny łez" zaobserwowali, że naczynie limfatyczne biegnie zaraz pod więzadłami podtrzymującymi.

Niestety nie jestem w stanie znaleźć darmowego, ani przystępnie wycenionego diagramu, przedstawiającego gdzie dokładnie w twarzy biegną naczynia limfatyczne, ale można sobie zajrzeć na wyniki wyszukiwania w Google.
Powyższą grafikę "pożyczyłam" z Wikipedii i wydaje mi się, że lokacja naczyń limfatycznych zgadzałaby się z teorią przedstawianą w tym wpisie.

Jeśli teoria jest prawdziwa, wyjaśniałoby to dlaczego skóra w problemowych okolicach wydaje się być mniej elastyczna, niż w innych regionach twarzy. U siebie samej zaobserwowałam, że okolice "doliny łez" i bruzd nosowo-ustnych są dużo sztywniejsze i mają odrobinę inny kolor (zawartość kolagenu w skórze zmienia refrakcję światła).

Ale co z tym zrobić?

Biorąc pod uwagę naturę problemu, jestem zdania, że warto rozważyć kilka strategii:

Najważniejsze:  chronić naczynia limfatyczne! Jak? Ochrona przeciwsłoneczna! Czy naprawdę potrzebujemy więcej powodów, by sięgać po kremy przeciwsłoneczne?!

Łatanie naczynek

Jeśli jednak podejrzewamy, że naczynia nie są w dobrym stanie i nadmiernie przeciekają, czy można coś z tym zrobić? Firma Shiseido w ramach swoich badań doszła do wniosku, że skutecznym środkiem na "łatanie" naczyń limfatycznych jest ekstrakt z szyszek sosny zwyczajnej... i w teorii mają kilka produktów z owym ekstraktem. Ale ich produkty są za drogie, bym chciała je testować. Syrop z szyszek sosny jest popularnym w Polsce suplementem wzmacniającym odporność, ale ekstrakt niestety nie wydaje się pojawiać w zbyt wielu kosmetykach.

Można do tego podejść też od innej strony - w swej budowie naczynia limfatyczne są bardzo podobne do naczyń krwionośnych, więc być może te same strategie, które wzmacniają naczynia krwionośne, mogłyby potencjalnie polepszyć stan naczyń limfatycznych. Co mamy do dyspozycji?

1. Pycnogenol - wspominałam o nim przy okazji pisania o cieniach pod oczami. To ekstrakt z kory sosny (znowu sosna!), który silnie neutralizuje wolne rodniki i ma preferencje, by trzymać się blisko struktur tkanki łącznej. Zazwyczaj dostępny jako suplement, ale jest też kilka kosmetyków, które go zawierają.
2. Ekstrakt z pestek winogron - bardzo łatwy do znalezienia w kosmetykach, jak i w formie suplementu.
3. Ekstrakt z kasztanów - klasyk, jeśli chodzi o problemy z naczyniami krwionośnymi.


Redukcja wyciekania kwasów tłuszczowych z komórek

Skoro problemem są nadmiarowe kwasy tłuszczowe, pomocne mogą być substancje, które komunikują komórkom tłuszczowym, by nie wypuszczały swoich zapasów.  Z badań, które są dostępne wynika, że Volufiline (ekstrakt Anemarrhena asphodeloides), czyli podstawa wypełniaczy bez wstrzykiwania, zwiększa w komórkach tłuszczowych ekspresję genów związanych z magazynowaniem tłuszczu. Motywuje też produkcję nowych komórek tłuszczowych, oferując więcej miejsca na odkładanie tłuszczu.

Wyciekające kwasy tłuszczowe nie tylko komunikują fibroblastom, by produkować mniej kolagenu, ale też prowokują wydzielanie substancji, usuwających istniejące struktury. Ten stan określany jest mianem stanu zapalnego, gdyż prowokuje organizm do usuwania własnych struktur.  Anemarrhena asphodeloides oraz aloes mają działanie przeciwzapalne i dlatego są polecane jako składniki pielęgnacyjne.

Problematyczna lukrecja

W tym kontekście problematyczne może być działanie ekstraktu z korzenia lukrecji. Choć jest ona ceniona za działanie przeciw-zapalne, lukrecja również blokuje proces odkładania kwasów tłuszczowych do komórek i może być w tym kontekście używana do lokalnego "odchudzenia" komórek. Z jednej strony, jeśli ktoś zmaga się z hipertroficznymi komórkami tłuszczowymi, z których wyciekają nadmiarowe kwasy tłuszczowe, lukrecja może być ciekawą strategią do zmniejszenia ich rozmiar. Ale u osób, których komórki tłuszczowe są w dobrym stanie, lukrecja prowadzi w teorii do sytuacji, gdzie kwasy tłuszczowe nie są poprawnie odkładane do komórek, więc komunikują fibroblastom, by zwolnić produkcję. Podobne działanie będzie mięć ekstrakt z malin.

Dostarczać sobie mniej kwasu palmitynowego?

Inna sprawa, to fakt, że najsilniej produkcję kolagenu powstrzymuje kwas palmitynowy. Poza olejem palmowym, źródłem kwasu palmitynowego są mięsa, tłuszcz zwierzęcy oraz produkty mleczne. Olej palmowy jest niestety dodawany do praktycznie wszystkich przetworzonych produktów 😩.

I o zgrozo... kwas palmitynowy jest składnikiem wielu kosmetyków! Np. HADA LABO 😭😭😭😭😭😭.

A może masaż?

Motyw drenażu limfatycznego i masowania węzłów chłonnych jest bardzo popularny wśród guru pielęgnacji. Masaż Tanaka w dużej mierze polega na strategicznym uciskaniu i przesuwaniu dłoni wzdłuż linii naczyń limfatycznych oraz masowaniu węzłów chłonnych. Yoshiko Yamada też intensywnie promuje masaż uwzględniający naczynia limfatyczne.

Najnowsza książka, którą dodałam do Azjatyckiego Bazaru, autorstwa Saorii Motojimy, to praktycznie opis systemu masażu limfatycznego różnych części ciała.


Choć tytuł książki skupia się na traceniu wagi, jest w niej kilka rozdziałów, skupiających się na masażu twarzy, gdzie Motojima sporo uwagi poświęca kwestiom krążenia i układu limfatycznego. Zwraca uwagę, że nawet na twarzy niektóre jej części mogą stać się sztywne i bolesne, w efekcie niepoprawnego krążenia limfy. Tam zaś gdzie jest słabe krążenie, odkładana będzie dodatkowa tkanka tłuszczowa.

Piersi i pośladki

Zastanawia mnie, czy wiedza na temat związku tłuszczu i jędrności skóry, może być również przydatna w tłumaczeniu problemów z jędrnością skóry na piersiach. Piersi to naturalne repozytoria tkanki tłuszczowej oraz intensywne skupiska naczyń i wiązadeł limfatycznych! W okresie karmienia w tym miejscu tworzą się nabrzmiałe komórki tłuszczowe, z których będą przeciekały nadmiarowe kwasy tłuszczowe, komunikujące fibroblastom w skórze, by ograniczyć produkcję kolagenu i zrobić więcej "miejsca" na większe komórki. Efektem ubocznym jest problem wiotczenia skóry.

Prawdopodobnie można też te procesy odnieść do kwestii cellitu i tworzenia się na udach nabrzmiałych komórek tłuszczowych. Uda (i ogólnie nogi) to też obszar, gdzie krążenie często zawodzi, więc nie tylko problemem są rozrośnięte komórki tłuszczowe, ale dodatkowo krążenie w naczyniach limfatycznych.

Masaż w wykonaniu Motojimy:



Podsumowując

Przygotowanie tego wpisu zajęło mi sporo czasu i przyznam, że przedzieranie się przez teksty medyczne na tym poziomie robi się dla mnie coraz trudniejsze. Ale czytając je, ciężko nie być zdziwionym, jak ogromna przepaść funkcjonuje między popularną wiedzą o procesach starzenia, a wiedzą naukową w temacie! Z jakiś powodów guru pielęgnacji z Japonii od lat interesują się tematem, ale dla mnie zawsze brzmiało to śmiesznie - że niby tłuszcz na twarzy zwiotcza cerę? Haha bardzo zabawne... a tu jednak się okazuje, że to znany i fizjologicznie umotywowany proces 😨.


Czytanki:
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21697886
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0039128X05000577
https://academic.oup.com/asj/article/34/2/227/2801359 (Uwaga! zawiera zdjęcia sekcji zwłok)
https://www.thieme-connect.com/products/ejournals/html/10.1055/s-0036-1596046
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5723114/
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4993342/
http://www.kalidees.com/articles/plant_lipofilling.pdf
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3635208/

środa, 11 lipca 2018

O sińcach pod oczami raz jeszcze... i na poważnie

Od lat pytacie mnie o sposoby walki z cieniami pod oczami, a ja od lat trochę unikałam tego tematu. Worki? Zmarszczki? To tematy, które lubię! Są dla mnie łatwe, wiem co doradzić i co zadziała. Ale sińce pod oczami to temat pułapka. Funkcjonuje on w dwóch światach: naukowym i popularnym. Jesteśmy przyzwyczajeni, by myśleć o tych sprawach z użyciem terminologii jak "brak snu", "cienka skóra", "worki pod oczami" i zamiast kwestionować pochodzenie informacji, powtarzamy je, bo wszyscy tak robią.

A jednak... osoby, badające tematy hiperchromii okolic oczu, wskazują na całkiem inne przyczyny powstawania tej charakterystycznej dyskoloracji. A to co mają do powiedzenia nijak ma się do uproszczonej narracji, którą typowo praktykujemy tu w sieci.

Nie mam wątpliwości, że wiele osób czytając ten wpis odrzuci go całościowo, bo tak intensywnie idzie w kontrę powszechnie i automatycznie powtarzanym "prawdom". Jednak biorąc pod uwagę jak nikłe są nasze kolektywne sukcesy w usuwaniu sińców, myślę, że czas na zmiany w tym, jak mówimy o tym temacie.

Zanim przejdziemy dalej, przyjrzyjmy się 7 typom sińców - tu omówię je hasłowo, w dalszej części są omówione szczegółowo:

1. Cień rzucany przez worek pod okiem lub dolinę łez - taki trochę "pseudo-siniec".
2. Nadmiar melaniny - często powstający, gdy cera pod okiem się opali.
3. Tymczasowe rozszerzenie naczynek krwionośnych - efekt płakania, alergii, tarcia oczu, spania w niekorzystnej pozycji. Charakteryzuje go fakt, że przechodzi sam z czasem, ale jest ryzyko, że przerodzi się w typ 4.
4. Stan zapalny i przeciekanie naczynek krwionośnych - gdy z jakiś powodów krwinki uciekają z naczynek i ciało próbuje je rozłożyć na składniki pierwsze, by je usunąć. Zazwyczaj towarzyszy temu przeciekaniu stan zapalny.

Biliwerdyna i bilirubina to pozostałości po rozkładanych krwinkach. Barwią skórę na charakterystyczne "sine" kolory.

5. Płytkie unaczynienie - stan, gdy zbyt wiele naczynek krwionośnych rozwija się zbyt blisko naskórka, często błędnie samo-diagnozowany jako efekt cienienia skóry (więcej wyjaśnione w szczegółowym opisie poniżej)
6. Brak elastyczności i kiepski stan cery - połamane włókna kolagenowe oraz stan zapalny prowadzą do optycznego efektu ciemnienia cery. Kolagen w elastycznej cerze leży płasko i w regularnych strukturach. W reakcji na promienie UV nasze własne fibroblasty wytwarzają enzym elastazę, która "tnie" włókna kolagenowe i zmienia je w nieuporządkowaną masę [źródło], która odbija światło inaczej niż uporządkowany kolagen.
Po lewej: włókna kolagenu są długie i ułożone w regularne struktury. Po prawej: zniszczone i pofragmentowane włókna kolagenu. [źródło]

7. Migracja pigmentu do skóry właściwej - dotyka głównie osób o ciemniejszej karnacji, więc może nie być do końca problem dla czytelników tego bloga. Przyczyny są nieznane, ale rezultatem jest przenikanie melaniny do warstw skóry właściwej (na ten sam poziom, gdzie umieszcza się pigment tatuaży).



W przypadku sińców, problemem jest diagnoza - niestety nawet specjalista może mieć problem z ocenieniem, jaka jest natura sińców . Dlatego proponuję protokół, którego celem jest przejście przez wszystkie możliwości i próby rozjaśnienia sińców poprzez najtańsze i najłatwiejsze metody, stopniowo zwiększając intensywność zabiegów.

Zamiast próbować wymyślić, który typ sińca występuje u Ciebie, załóż, że może to być złożenie wielu typów i przechodząc przez kolejne kroki poniższego programu, prędzej czy później usuniesz przyczyny swoich problemów. Poniższy program jednak nie omawia problemów worków pod okiem, które omówię przy innej okazji.
Na marginesie, bardzo proszę też by nie wysyłać mi zdjęć swoich sińców z pytaniem "który to typ?" 😅😅😅.

Krok I. "Domowe sposoby"


Celem jest tu łagodne zwężenie rozszerzonych naczynek krwionośnych  oraz uniknięcie potencjalnego stanu zapalnego.

Proponuję przetestować domowe sposoby rozjaśniania cieni pod oczami - są zazwyczaj tanie i proste w wykonaniu. Ale warto dać im kilka tygodni na przyniesienie efektów - nie podaję dokładnych metod, bo te można bez problemu znaleźć w czeluściach Internetu.

- Okłady z torebek zaparzonej herbaty - można spróbować czarnej, jak i zielonej. Zawarta w herbacie kofeina oraz inne taniny pomagają delikatnie ściągnąć skórę oraz naczynka krwionośne.
- Maseczka z kawy i miodu - kofeina zmniejsza naczynka, zaś miód zawiera odrobinę chrysyny (uaktywnia ona enzym UGT1A1 odpowiedzialny za rozkład bilirubiny, więc przyspiesza proces usuwania już istniejących pozostałości po rozkładających się krwinkach).
- Okład z ogórka lub kawałka surowego ziemniaka - może trochę "babcine" sposoby, ale dlaczego by nie spróbować?
- Można też dać szansę miksturom z kurkumą, ale ta plami cerę, więc trzeba mieć do tego składnika sporo cierpliwości.
- Olejki np. z rumianku, migdałów, jeśli ktoś takie ma na stanie.

Krok II. Kosmetyki pielęgnujące - skupmy się na naczynkach krwionośnych


Celem jest zwiększony wysiłek, by przywrócić naczyniom włosowatym poprawny rozmiar oraz intensywniejsza walka z potencjalnym stanem zapalnym.

Jeśli naczynka są nadmiernie rozszerzone lub zapalone, będą bardziej widoczne. Jeśli zaś przeciekają, krwinki będą utykać w przestrzeni międzykomórkowej, zaś nasze ciało reagować będzie stanem zapalnym. W dalszej kolejności krwinki będą rozkładane na czynniki pierwsze i mogą one barwić skórę na wszystkie kolory klasycznego siniaka.

W tym kroku proponowałabym poszukać kosmetyków zawierających składniki delikatnie obkurczające naczynka krwionośne:
-  Oczar (witch hazel) - ten składnik dość łatwo znaleźć w kremach zmniejszających pory oraz do skóry tłustej, ale można też poszukać w formie hydrolatu.
- Zielona herbata - niby taka popularna, ale polecam szukać czegoś z dużym stężeniem, lub w ogóle w oparciu o hydrolat lub ekstrakt.
- Wyciąg z owoców cytrusowych - zwłaszcza wyciąg ze skórki mandarynki satsumy (będzie w składzie jako unshiu peel), które są źródłem wzmacniającej naczynia włosowate hesperydyny.
- Wyciąg z kasztanowca.
- Pycnogenol w formie suplementacji lub jako kosmetyk - to wyciąg z kory francuskiej sosny, który ma silne działanie przeciw-utleniające i lubi "trzymać się" kolagenu. W teorii "zatyka" też przeciekające naczynia krwionośne. 

Potrzebne będą też kosmetyki łagodzące stan zapalny, wynikający z przeciekania naczynek, więc:
- Ekstrakt z morszczynu pęcherzykowatego - istnieją badania potwierdzające, że działa, więc polecam.
- Wyciąg z passiflory - passiflora jest doskonałym źródłem wspomnianej wcześniej chrysyny.
- Miód oraz propolis.
- Witamina E.
- Inne substancje znane z działania przeciw-zapalnego, jak astakstantyna, jagody, ekstrakt z nasion opuncji, olejek tamanu, ekstrakt z korzenia lukrecji, itp.

Można też rozważyć produkty z substancjami jak arbutyna, kwas kojowy, aloes (generalnie wszystkie składniki z tego wpisu, jeśli podejrzewasz, że za Twoimi sińcami stoi nadmiar melaniny.
  

Krok III . Kosmetyki funkcyjne

Celem jest promowanie produkcji doskonale ułożonych struktur kolagenu, składających się z długich włókien.

Gdy cera pod okiem jest gładka i elastyczna, są szanse, że będzie prezentować się lepiej i mieć zdrowszy koloryt.

Do rozważenia polecałabym następujące składniki:
- Krem z witaminą C - dobry składnik dla osób, początkujących z pielęgnacją; składnik ten łatwo się destabilizuje, więc problemem może być znalezienie odpowiedniego produktu.
- Kosmetyki z czynnikami wzrostu skóry jak EGF, FGF, IGF. EGF jest pomocny w "spłaszczaniu" worka pod okiem.
- Żeń-szeń potrafi bardzo uelastycznić i ukoić cerę i może być bardzo pomocny w walce z drobnymi zmarszczkami i wrażeniem, że skóra jest "bez życia".

Warto rozważyć też, czy nasza dieta jest odpowiednio dobrana. Skóra jest największym organem i często widać po niej, co dzieje się w środku. Oczywiście każdy wie, że lepiej jeść więcej warzyw i owoców, ale jak dokładnie to osiągnąć? Niestety ciężko doradzać, bo odżywianie to kwestia bardzo indywidualna. Mi samej bardzo pomogło przejście na dietę roślinną, bo na talerzu zrobiło się więcej "miejsca" na fasole i inne strączkowe warzywa, gdy usunęłam z niego mięso, a także zamienienie śniadania na koktajl owocowy.


Z suplementów zawsze jest hydrolizowany kolagen, wspomniany już Pycnogenol, Q10, dodatkowa witamina C, oraz MSM (suplement siarki). Można też spróbować kuracji glutationem, który jest bardzo silnym przeciw-utleniaczem, ale rozjaśnia cerę. Można spróbować gotowych miksów, bogatych w przeciwutleniacze ekstraktów (np. to badanie zaraportowało rozjaśnienie cieni pod oczami, gdy kobiety przyjmowały suplement oparty o ekstrakt z winogron oraz melona).

Krok IV. Reset cery

Celem jest odbudowanie górnych partii cery w nadziei, że nowe struktury będą w lepszym stanie. 

Wykurowanie się z cieni pod oczami zajmuje sporo czasu. Obojętnie czy jest to kwestia naczynek, stanu zapalnego czy kiepskiej elastyczności, trzeba sobie dać wiele tygodni, by szczerze ocenić, czy dana metoda, suplement czy kosmetyk nam pomagają.

Gdy jednak czas mija i naprawdę nic nie daje poprawy, pozostaje jeszcze próba zresetowania cery - usunięcia istniejących struktur i ich odbudowa, licząc, że to co się odbuduje będzie w lepszym stanie. Jeśli cera jest zbyt prześwitująca, jeśli naczynka są w niej źle ulokowane, jeśli są w tak złym stanie, że nie ma drogi, by je zregenerować, wtedy można rozważyć próbę re-modelowania cery. Ale jak?

- Złuszczyć skórę kwasem - złuszczanie w okolicach oczu musi być zawsze wykonywane z ogromna ostrożnością i może warto rozważyć, czy nie lepiej powierzyć się tu utalentowanemu profesjonaliście w dziedzinie kosmetyki. Ale można też spróbować kuracji domowym serum z retinolem lub AHA i dać cerze czas - przynajmniej 24 tygodnie na przemodelowanie i odbudowanie się.

- Igłowanie - jeśli w domu, to tylko  rolką z igłami nie dłuższymi niż 0.25 mm i z udziałem serum przeznaczonego do stosowania przy igłowaniu. Słyszałam wiele dobrego na temat wpływu igłowania na sińce pod oczami i myślę, że ma to sens - ciało będzie starało się odbudować delikatnie uszkodzone miejsca i jest sporo nadziei, że odbuduje je w lepszym stanie niż przed igłowaniem. Ta metoda może jednak nie być bardzo użyteczna dla osób młodych, których cera pod okiem jest z natury w bardzo dobrym stanie.

Krok V. Gdy naprawdę nic nie działa... 


Gdy żadne domowe sposoby nie działają, pozostaje powierzyć się specjalistom i spróbować nie-inwazyjnych zabiegów, np. mezoterapii z użyciem jakiegoś serum (zwłaszcza, że badania nad tematem tu i tu zachęcają). Z opcji gabinetowych są jeszcze głębokie złuszczania chemiczne i laser. Ten drugi może być jedyną skuteczną opcją, gdy doszło do rozległej migracji pigmentu. Wszystkie wymienione tu zabiegi prowadza do intensywnego przemodelowania cery, zwiększenia elastyczności i ilości kolagenu i wierzę, że mogą wielu z nas pomóc pozbyć się sińców w jakimś stopniu.

Poniżej w dokładnym opisie problemów płytkiego unaczynienia wyjaśniam, dlaczego nie jestem w stanie rekomendować wstrzykiwania. Jest tak zarówno ze względu na ryzyko granulomy, jak i względów estetycznych.

Prawdy i mity


Poza krytycznym podejściem do mitu "cieniejącej skóry", warto też krytycznie podejść do dwóch innych: że cienie pod oczami są dziedziczne, oraz że są powodowane przez brak snu.

Wiele osób badających temat sińców podkreśla, że u osób o ciemnej karnacji, jest dużo większe ryzyko pojawienia się sińców (głównie typ 4). Biorąc pod uwagę, że karnacja jest dziedziczna, można wnioskować, że to raczej przyczyna sińców jest dziedziczna, nie samo pojawienie się sińców.

To badanie zaś obala mit snu. Być może od snu ważniejszy jest generalny stan zdrowia oraz nawodnienie organizmu? To badanie dowodzi, że skóra osób, które sypiają więcej jest odporniejsza na zniszczenie przez promienie UV oraz mechaniczne, ale to nie do końca to samo, co pojawienie się widocznych naczynek pod okiem lub stanu zapalnego.


7 typów sińców pod oczami - dokładne opisy


Dla zainteresowanych typami sińców, zapraszam do ich szczegółowego omówienia:

1. Cień pod oczami - często o tym wspominam, bo jest bardzo często mylony z autentyczną zmianą koloru skóry pod okiem. Ten "siniec" powstaje w efekcie rzucania cienia przez wystający spod oka worek. Jak zwalczyć? Zniwelować worek ¯\_(ツ)_/¯. Ale to temat na inny wpis. Albo całą książkę 😅

2. Nadmierna opalenizna - skóra pod oczami, jak skóra na całym ciele, potrafi się oparzyć od słońca i wytworzyć symptom tego oparzenia w postaci opalenizny. Jak się pozbyć? Najlepiej nigdy nie dopuścić do ich pojawienia się, więc ochrona przeciwsłoneczna. Jeśli się już pojawią, wtedy trzeba sięgnąć po typowe substancje, usuwające nadmiar pigmentu ze skóry (polecam zajrzeć na ten wpis).

3. Tymczasowy siniec - gdy nagle budzisz się rano z nieoczekiwanym niebieskawym kolorem pod oczami. Taki siniec prawdopodobnie zniknie w ciągu dnia. Jest to często efekt spania w dziwnej pozycji, oznaka alergii na coś z poprzedniego dnia, być może jest to efekt płakania - te tymczasowe cienie charakteryzuje to, że z czasem przechodzą same. Jeśli delikatnie przyciśniesz zasinioną skórę i przytrzymasz przez chwilę, po odsunięciu palca skóra będzie ciut jaśniejsza (ponieważ "odciśniesz" na moment krew z rozszerzonych naczyń). Największym zagrożeniem, wynikającym z tego typu cieni jest to, że mogą potencjalnie przerodzić się w typ nr. 4.

4. Pozapalne sinienie i przeciekanie naczynek - gdy krwinki z jakiś powodów wydostają się poza granice naczyń krwionośnych. Nasze ciało musi rozłożyć je na czynniki składowe, by móc usunąć je z warstw skóry właściwej. Kolejne stadia rozkładu krwinek będą oferowały całą gamę kolorów, znanych z etapów gojenia się typowego siniaka - od niebieskawych, po żółte i brunatne tony. Jeśli naczynka pod okiem stale przeciekają, wytworzy to stan zapalny pod okiem i ostatecznie siniec (u niektórych będzie on wyglądał bardziej niebiesko lub fioletowo, u niektórych będzie beżowo-żółty).
Różne kolory rozkładanych krwinek, które można zaobserwować również pod okiem.
Dlaczego powstają? U osób przechodzących stany zapalne, związane z atakiem alergii, chorobą, w efekcie zażywania konkretnych leków, lub nawet jako efekt traumy (łącznie z nadmiernym tarciem oczu!), łatwo jest znaleźć powód, dla którego krew wylała się do przestrzeni, gdzie jej nie powinno być. U niektórych z nas, ten efekt nie ma konkretnego wytłumaczenia - naczynka po prostu przeciekają i w efekcie pod okiem tworzy się siniec. Są sugestie, że jest to kwestia ogólnego starzenia się organizmu, a więc i naczyń włosowatych.

Jak go zwalczyć? Przede wszystkim trzeba jakoś zaradzić przyczynie powstawania wycieków - tradycyjnie w tym celu aplikuje się kremy z witaminą K, choć nie ma do końca dowodów naukowych na skuteczność. Kremy z wyciągiem z kasztana czy oczaru też mają opinię pomocnych w tym względzie. Drugi krok to postawić na silne przeciwutleniacze i substancje przeciw-zapalne - w tym względzie sprawdzi się zielona herbata, skórka cytrusowa, witaminy C i E, wyciągi z alg (zwłaszcza z morszczynu pęcherzykowatego), czy innych owoców i roślin znanych z tych właściwości. Można też spróbować suplementacji lub kremu z Pycnogenol'em (ekstrakt kory francuskiej sosny), który łagodzi zapobiega przeciekaniu naczyń krwionośnych, przynajmniej w teorii.

Na koniec najważniejsze - chrysyna. To naturalna substancja pojawia się w wyciągu z passiflory, ale także w małych ilościach w miodzie i propolisie. Uaktywnia ona enzym UGT1A1, odpowiedzialny za rozkład bilirubiny, więc przyspiesza proces usuwania już istniejących złogów.

5. Drobne zmarszczki i nieelastyczna skóra - nigdzie tak jak pod oczami nie widać pierwszych objawów starzenia. Gdy skóra staje się nieelastyczna i posiekana drobnymi zmarszczkami, jej drobne zagięcia i wypukłości sprawiają wrażenie, że oczy są podkrążone.  Dodatkowo worek pod okiem lub "dolina łez" będą potęgowały to wrażenie. Jak rozpoznać, czy ma się ten typ sińca? Bywa on mniej widoczny przy korzystnym świetle, a staje się bardziej wyraźny przy konkretnych ekspresjach twarzy, na przykład gdy się uśmiechamy.

Tutaj dużą rolę może odgrywać też ...  zgrubienie skóry . Wiemy z badań naukowych, że zniszczona słońcem skóra staje się grubsza, nie cieńsza i jest to uważane za reakcję ochronną! [1]. Dodatkowo zniszczona i pogrubiona skóra nosi znamiona stanu zapalnego i opuchlizny, a to z kolei powoduje, że nie odbija światła tak jak zdrowa skóra, co w rezultacie przyczynia się do widoczności sińców pod oczami [źródło].

Dobrej jakości kolagen w skórze - włókna leżą płasko [źródło]

Zniszczony kolagen - włókna są nieuporządkowane [źródło]


Jak temu zaradzić? Przywrócić skórze jej naturalną elastyczność! Jak? Proste, o tym jest większość tego bloga i moich filmików na YT ;).

Ten typ często występuje razem z nr. 1, 4 jak i 6.

6. Prześwitujące naczynka - po angielsku ten tym nazywany jest "shallow vascularisation" i jest dobrze znany specjalistom tematyki estetycznej. Idea jest prosta - naczynka krwionośne są integralną i niezbędną częścią skóry. Jednak w skórze oczu, która jest z natury bardzo cienka (2mm w porównaniu do około 4mm w reszcie twarzy), stają się one bardziej widoczne, w podobny sposób jak prześwitujące żyły na nadgarstkach; często też mają podobny kolor.

Najbardziej intrygującą częścią tego zagadnienia jest przyczyna płytkiego unaczynienia. Choć intuicja podpowiada, że za kolor odpowiadają żyły i nienatleniona krew, prawda jest taka, że nawet żywo czerwona krew będzie wyglądać niebiesko przez warstwę skóry i naskórka i jest to zjawisko zwane efektem Tyndalla.

U niektórych płytkie unaczynienie jest częścią ich naturalnej urody i predyspozycji, jednak wiele osób będzie obserwować u siebie postęp tego procesu z wiekiem i nie do końca umiem znaleźć wyjaśnienia dlaczego tak się dzieje. Większość osób zakłada, że jest to wina utraty grubości cery, ale badania naukowe nie do końca potwierdzają tą hipotezę.
"Variations in Facial Skin Thickness and Echogenicity with Site and Age", Acta Derm Venereol 1999; 79: 366±369

Skóra z wiekiem pod okiem traci jedynie około 10% swojej grubości i jest to odpowiednik około 0.2 mm. Przy tak maleńkiej wartości, ciężko się nie zastanawiać czy grubość skóry naprawdę odgrywa taką rolę i okazjonalnie badacze tematu nawet kwestionują, czy na pewno ten proces zachodzi [źródło], choć może to też kwestią narzędzi, użytych do wykonania pomiaru. Co więcej, naukowcy Watanabe S, Nakai K, Ohnishi, badając przyczyny widoczności cieni pod oczami, zaobserwowali, że skóra właściwa pod okiem może być wręcz pogrubiona i opuchnięta, przez co odbija światło w niekorzystny sposób [źródło].

Wiele osób zakłada, że jeśli nie jest to kwestia skóry, jest to kwestia leżącego pod nią tłuszczu. Niektórzy lekarze raportują dobre efekty w rezultacie transplantacji tłuszczu w region pod okiem. Problem polega na tym, że jest to nie tylko kosztowny zabieg o krótkotrwałych efektach, ale ryzykowny. Wiemy z badań naukowych, że wstrzykiwanie sztucznych wypełniaczy pod okiem prawie zawsze kończy się ziarniakami (ciało próbuje wybudować na szybko "barierę" między sobą a wypełniaczem), dlatego uczciwy lekarz medycyny estetycznej odmówi wstrzykiwania w ramach oczodołu. Niestety wygląda na to, że wstrzyknięcie własnego tłuszczu nosi podobne ryzyko i może doprowadzić do konieczności zastrzyków ze sterydami lub nawet operacyjnego usunięcia (polecam zajrzeć na badania tu i tu).

Na dodatek pod okiem nierzadko z czasem dojdzie do wybrzuszenia, które przerodzi się w worek pod okiem, więc czy jest to na pewno dobra strategia, by coś tam jeszcze dokładać? (Zwłaszcza, że efekty przeszczepiania często wyglądają trochę jak zapuchnięte oczy.) Dlatego też odradzam stosowania "wypełniaczy bez wstrzykiwania" w te regiony. Budując tam dodatkową tkankę trzeba strategicznie rozważyć zachodzące w tym miejscu zmiany.

Czy jednak zabiegi to jedyne wyjście? Wydaje mi się, że wiele osób nie docenia mocy dobrze dobranych kosmetyków, jak i mniej inwazyjnych zabiegów.

7. Migracja pigmentu do skóry właściwej - mimo, że żyły na rękach mogą wydawać się niebieskie lub zielonkawe, za ten efekt kolorystyczny odpowiada refrakcja światła. Ten sam efekt powoduje, że oczy wydają się niebieskie lub zielone, mimo, że mają ten sam pigment co oczy brązowe. Za kolor skóry (i nie tylko) odpowiada melanina, którą w teorii powinna znajdować się tylko w naskórku, ale badania naukowe wielokrotnie wykazały, że pigment melaniny u osób z sińcami pod oczami można znaleźć również w skórze właściwej. Dlaczego? Nie do końca wiadomo. U niektórych osób może być to kwestia wrodzona, u niektórych może to być efekt migracji pigmentu z nieznanego powodu. Jeśli dobrze wnioskuję, ten typ często pojawia się w towarzystwie typu 5 (prawdopodobnie jako efekt uboczny walki ze stanem zapalnym).

Są pewne przesłanki by podejrzewać, że ten efekt jest częstszy u osób pochodzących z regionów, gdzie skóra jest naturalnie ciemniejsza. Jest to bardzo trudny do badania efekt, ponieważ "na oko" nie da się go wyłapać, dokładny pomiar wymagałby biopsji. Jednak podejrzenie, że za niebieskawe sińce odpowiada owa migracja pigmentu, tłumaczyłoby, dlaczego kremy wybielające cerę wydają się mieć ograniczone działanie - one działają tylko na poziomie naskórka.

Co działa lepiej? Zabiegi laserem, przeprowadzane w profesjonalnych gabinetach. Zazwyczaj staram się unikać rekomendowania drogich zabiegów, ale w tym temacie jest niewiele innych rozwiązań do polecenia, ponieważ trzeba działać w warstwie skóry właściwej. Ale zanim sięgniesz po portfel, warto naprawdę dobrze skonsultować się z kompetentnym lekarzem, który zna literaturę w temacie i będzie w stanie doradzić co i jak. Jak wspominałam, ten problem wydaje się dotyczyć bardziej Azjatów oraz Latynosów.

Runda pytań i odpowiedzi:

  • Skoro wiemy o procesach cienienia i grubienia cery, dlaczego większość specjalistów będzie mówić, że skóra pod okiem zrobiła się cienka i prześwitująca?
Pierwsze badania nad grubością skóry robione w latach 70' poprzedniego wieku prowadzono na skórze przedramienia i wykazano, że skóra w tym miejscu robi się około 6% cieńsza z każdą dekadą dorosłego życia. Mimo, że w kolejnych latach badania nad grubością skóry kolejno wykazywały ogromne niuanse w tym temacie (m.in. że skóra zniszczona słońcem jest grubsza niż skóra zdrowa), utarło się myślenie, że skóra robi się cieńsza, gdy jest zniszczona. Widząc zmiany kolorystyczne też łatwo zaufać narracji, że to kwestia prześwitywania cery, bo to coś, w co łatwiej uwierzyć, niż wgryzać się w szczegóły budowy skóry, kolagenu, itp. Ja sama wpadłam w tą pułapkę i wielokrotnie powtarzałam za innymi nieprawidłowe informacje w tym temacie 😖
  • Jaki krem najlepiej kupić?

Nie jestem w stanie polecić konkretnego produktu, bo nie widziałam jeszcze na rynku kremu, który miałby tylko to co polecam, ale nic ponad to. Sama używam kombinacji produktów przeznaczonych do twarzy i ciągle czekam na ten "idealny" krem pod oczy (ale chyba będę musiała wyprodukować go sama 😜).

Podsumowanie


Siniec sińcowi nie równy. Przed nami kolektywnie jeszcze długa droga, by to wszystko ogarnąć i by usystematyzować nomenklaturę w temacie. Kiedyś bardzo zależało mi, by choćby więcej osób rozumiało, że cień rzucany przez worek pod okiem to nie to samo co siniec pod okiem. Teraz chciałabym dużo więcej - by nie mylić tymczasowego zsinienia z bardziej trwałymi problemami, by więcej osób wiedziało, że brązowe czy żółtawe sińce to najprawdopodobniej objaw przeciekających naczynek, że skóra pod okiem nie robi się znacząco cieńsza z upływem czasu...

Jest mi też trochę głupio, że nie podeszłam poważniej do tego tematu wcześniej😔. Wiem, że wiele osób ufa temu co piszę tu na blogu, a temat sińców potraktowałam trochę po macoszemu. Ale mam nadzieję, że tym wpisem to nadrobię.

Źródła spoza sieci:
[1] Leveque JL, Porte G, de Rigal J, Corcuff P, Francoi AM, Saintleger D.; Influence of chronic sun exposure on some biophysical parameters of the human skin: an in vivo study; J Cutan Aging Cosmet Dermatol 1989; 1: 123 ± 127.

czwartek, 12 października 2017

Moja pielęgnacja - 33 lata, anti-aging, nawadnianie i hiper-pigmentacja


Wiele osób pyta mnie o mój pielęgnacyjny rytuał, ale przyznam, że to jedno z tych pytań, na które nie lubię odpowiadać z następujących powodów:
1. Cały czas eksperymentuję z nowymi kosmetykami, więc zawsze w kolekcji mam kilka kosmetyków, które po zużyciu zastąpi coś innego.
2. Nie mam konkretnej rutyny, którą powtarzam dzień w dzień. Mój styl pielęgnacji to raczej freestyle - zależny od tego, na co mam ochotę, ile mam czasu, co robiłam w ciągu dnia i jakie mam plany na dzień kolejny.
3. Czasami mam wrażenie, że mówienie o kosmetykach prowadzi do przeceniania ich roli w pielęgnacji... Tak jak przeceniamy znaczenie aparatu w pracy fotografa, czy znaczenie pędzli i farb w pracy artysty. Nie mówię, że pielęgnacja to to samo co fotografia czy malarstwo, ale kosmetyki to tylko narzędzia. Duże znaczenie ma to, czy są odpowiednio dobrane, stosowane i przede wszystkim, ogromne znaczenie mają inne elementy jak styl życia, dieta, ale też ćwiczenia i masaże twarzy.

Dlatego uważam, że nie ma co pisać o kosmetykach bez szczegółowego omówienia kontekstu: czyli co właściwie chcę nimi osiągnąć.

Mam w tym roku 33 lata i przez ostatnie kilka lat moja cera i jej potrzeby bardzo się zmieniły. Gdy byłam w przedziale 25~ do 30ści, bardzo dużo mojej uwagi przyciągały tematy elastyczności cery oraz walki z migracją twarzy. Ale odkrycie kosmetyków z EGF, kolagenu Avalon oraz nauczenie się masażów twarzy praktycznie rozwiązało te problemy.

Na chwilę obecną więc zmagam się głównie z:
1. Odwodnieniem cery - odkąd pamiętam, stosowałam kosmetyki do cery suchej. W mojej kolekcji były więc ciężkie kremy z masełkiem z pestek mango, ceramidy oraz kwas hialuronowy. Wierzyłam, że jeśli będę budować na cerze wystarczającą barierę i pić wystarczająco wody, będzie ona dobrze nawodniona. Gdy zakupiłam urządzonko do pomiaru jakości cery, okazało się, że bez kosmetyków moja cera miała 12% nawodnienia (zalecany poziom to 35%-55%) i 19% natłuszczenia (zalecane jest być w przedziale 18%-35%). Z kosmetykami poziom nawodnienia wzrósł jedynie do 23%, ale natłuszczenie podskoczyło do 35%, czyli górnej granicy. Z moją starą pielęgnacją moja cera była dalej odwodniona, ale na granicy przetłuszczenia! Nic dziwnego, że nigdy nie wyglądała do końca dobrze... Tylko tak jakoś matowo i bez życia.

Alternatywne spojrzenie na typy cery

Mój postęp w nawadnianiu cery
Urządzonko, którego używam do pomiaru - niestety nie jest już w produkcji :(
Niestety, nawodnienie cery nie jest wcale tak prostym zadaniem jak picie wody i chronienie cery przed wysychaniem. Nasze ciało ma cały skomplikowany system nie tylko utrzymywania wody w skórze, ale też jej transportowania do wyższych jej warstw. O ile kwas hialuronowy wiąże w skórze wilgoć z powietrza, nie sprzyja w żaden sposób tej skomplikowanej gospodarce, która w moim przypadku ewidentnie zawodziła. Dlatego spory procent mojej pielęgnacji to kosmetyki nawadniające.

2. Hiper-pigmentacja - zawsze, gdy piszę o pigmentacji, część czytelników myśli, że mam na myśli urocze piegi na nosie. W moim przypadka hiper-pigmentacja to zostające ze mną na około 6 miesięcy ślady po byle pryszczyku oraz nieregularne ciapki na zewnętrznym owalu twarzy. Pigmentacja to praktycznie jedyny powód, dla którego używam kolorowych podkładów, ponieważ bez nich moja twarz ma bardzo nierówny koloryt.

3. Przeciw-starzenie - anti-aging to trochę moje hobby. Jestem bardzo ciekawa ile jestem w stanie osiągnąć w tym względzie, więc zawsze mam ten temat na uwadze. Wiem, że kilka osób będzie próbowało zwalić wszelkie moje postępy na "geny", bo tak jest łatwiej, zamiast docenić ilość pracy i inwestycji jakie wkładam w ten temat. Ale o ile przypisywanie wszystkiego genetyce ułatwia życie, zamyka też potencjalnie drzwi do interesujących osiągnięć i korzyści. Ale jak kto woli... jeśli komuś lżej na sercu, jeśli całą moją pracę i starania unieważni teoriami o genetyce, to nic mi do tego.

Kosmetyki, których używam wieczorem:

1. Oczyszczający olejek z oliwą z oliwek Innisfree


Stosuję praktycznie codziennie, ponieważ mam wrażenie, że bardzo dobrze radzi sobie z oczyszczaniem cery z pozostałości fizycznych filtrów przeciwsłonecznych, które są kluczową częścią mojej pielęgnacji twarzy. Dobrze rozprawia się też z makijażem, ale ja stosuję go nawet w dni, gdy nie stosowałam nic kolorowego.

2. Oczyszczająca pianka z zieloną herbatą Innisfree



Ten kosmetyk dostał mi się kiedyś jako gratis przy okazji zakupów z Innisfree. Pianka jest niesamowicie wydajna, ale też delikatna dla cery. Jak mam chwilę, to spieniam ją w spieniaczu 😁. Nie stosuję codziennie, głównie w dni gdzie miałam makijaż, lub jeśli jestem w nastroju. To jeden z tych kosmetyków, do których nie jestem szczególnie przywiązana, ale na tyle dobry, by chcieć zużyć do samego końca.

3. Nawadniający płyn A'Pieu 

To gwiazda mojej pielęgnacji ostatnich kilku miesięcy. Zawiera ekstrakt z ziółka Centella Asiatica, które poprawia gospodarkę wodną cery (podnosi poziomy nawodnienia, ale też są przesłanki by wierzyć, że zwiększa ilość aquaporin-3 w cerze, czyli bramek odpowiadających za transport wody), zwiększa produkcję kolagenu, zwalcza efekty foto-starzenia oraz przyspiesza gojenie ran. Brzmi zbyt dobrze by było prawdziwe? Na efekty trzeba trochę poczekać, ale jak dla mnie ten kosmetyk to prawdziwy skarb. Wklepuję w cerę około 3-5 pompek tego produktu. Jak mam trochę więcej czasu, to robię kilka aplikacji w stylu "7 skin".

4. Serum Goodal



To serum to relatywna nowość w mojej pielęgnacji i nie wiem, czy zakupię ponownie. Jest silnie nawadniające, ale efekt wytrąca się po kilku godzinach i nie wydaje się mieć długotrwałego pozytywnego wpływu na cerę.

5. Kremy Good CERA Holika Holika oraz Grean Tea Innisfree


Stosuję je zamiennie, ponieważ moim zdaniem Good CERA sprawdza się doskonale nawet stosowana co drugi dzień. Przestawiłam się ostatnio na wersję Innisfree dla cery normalnej, choć przedtem używałam tej do skóry suchej.


6. Maseczki całonocne

UWIELBIAM! Kiedyś bawiłam się w stosowanie maseczek w płachcie, ale jeśli chcecie je stosować naprawdę regularnie, wtedy skończycie z szybko rosnącym stosem opakowań po pojedynczych płachtach. Zaś słoiczek maseczki całonocnej starcza na wiele użyć! I używanie jest dużo łatwiejsze, bo nie trzeba pamiętać, by w ciągu dnia znaleźć te 20 minut na siedzenie w masce. W mojej kolekcji są:

- Maseczka Innisfree z witaminą C, która jest moim ulubieńcem 😍 Rozjaśnia cerę, pomaga łagodzić hiper-pigmentację, zmniejsza pory, poprawia poziomy nawodnienia... same zachwyty 😁. Jest to jednak produkt, którego nie da się stosować zbyt często bez sprzeciwu cery, więc ja stosuję 1-2 razy w tygodniu.
- Maseczka Innisfree z wyciągiem z bambusa - po ten produkt sięgam tylko, kiedy cera jest podrażniona czy pojawiają się stany zapalne, krostki, itp. Jako pogromca podrażnień ten produkt sprawdza się świetnie, ale stosowany na cerę w dobrym stanie... nie ma większych efektów.
- Maseczka Sidmool z EGF - raz w tygodniu musi być! Bardzo wierzę w ten produkt i jego moc zwiększania elastyczności cery. Jest ze mną od lat i bardzo zadowala.
- Maseczki "Bubble Tea" firmy Etude House - relatywnie najdelikatniejsze w swoim działaniu, ale przez to mogą być stosowane codziennie. Moja skóra bardzo lubi się z wersją z czarnej i zielonej herbaty, zaś truskawkowa nie robi na mnie większego wrażenia (ale i tak zużyję, bo zła nie jest).

Kosmetyki funkcyjne
Na półce z kosmetykami zawsze mam odłożony wypełniacz bez wstrzykiwania oraz serum rozkurczające Sidmool. Czasami robię sobie "kurację" jednym z nich i używam kilka dni z rzędu, albo nałożę co jakiś czas z doskoku, ale z mojej perspektywy te kosmetyki mają rozwiązywać konkretny problem i sięgam po nie głównie, gdy jest potrzeba.


Kosmetyki których używam rano:

Moja poranna "rutyna" jest bardzo okrojona. Przemywam twarz wodą, nakładam płyn A'Pieu, serum Goodal i albo krem Innisfree albo lotion A.H.C, zaś zaraz przed wyjściem z domu krem przeciwsłoneczny A'Pieu Madecassoside (jak mam mało czasu, to nakładam zaraz po serum). Na biurku w pracy mam zaparkowany Sun Blind Cushion Etude House, po który sięgam, by w ciągu dnia odświeżyć ochronę przeciwsłoneczną. Mam też w biurze na biurku mgiełki Good CERA Holiki oraz Arsainte Eco-Therapy  Essential Mist TheFACEShop.

Jak oceniam efekty tego zestawu kosmetyków?

Na przestrzeni ostatnich miesięcy udało mi się znacznie podnieść bazowy poziom nawodnienia mojej cery, jak i obniżyć poziom natłuszczenia. Nie jestem jednak do końca zadowolona z postępów w walce z pigmentacją... Myślę, że moja cera ma się dość dobrze, ale wierzę, że duże znaczenie ma tu też spożywanie kolagenu, dołączenie do jadłospisu produktów, mających pozytywny wpływ na cerę, a przede wszystkim masaż twarzy. Postaram się rozwinąć te tematy przy innej okazji.

Skóra w wieku 33 lat

Ściąga dla mojego masażu twarzy :)
Nie daję zdjęć porównawczych cery kiedyś a teraz, bo tego typu zdjęcia są bardzo rozkradane przez firmy, z którymi nie mam nic wspólnego.

Większość kosmetyków, których używam można znaleźć na stronie AzjatyckiBazar.com (sklep, który prowadzę).
Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.