czwartek, 11 września 2014

"Azjatycki sposób na rozstępy"? Brak.

Często pytacie mnie or rozstępy i czy jest na nie jakiś fantastyczny "azjatycki sposób" lub kosmetyk, który robi furorę na rynkach w Azji. Niestety jeśli chodzi o rozstępy, to takowych innowacji brak.

W przeciwieństwie do problemu cellulitu, który w Azji zwyczajnie nie jest aż tak demonizowany i brak na rynku popytu na produkty z nim związane, innowacji związanych z rozstępami brak, ponieważ na ten problem wcale nie łatwo znaleźć rozwiązanie.


Rozstępy to bliznowacenie skóry na jej głębszym poziomie - skóry właściwej, gdzie większość kremów nie dociera. Wiele osób zakłada, że rozstępy to efekt rozciągania się skóry, ale istnieją podejrzenia, że może to być raczej efekt błędnego działania naturalnie funkcjonujących w naszym ciele enzymów. Pod wpływem nierównowagi hormonalnej (ciąża, dorastanie, itp.) zaczynają one dziwnie działać i doprowadzają do zniszczenia na poziomie skóry właściwej. W uszkodzonych miejscach skóra nie odbudowuje się poprawnie, tylko na szybko tworzy zbite struktury kolagenu - czyli tkankę bliznowatą.

Żaden krem nie jest w stanie rozpuścić tkanki bliznowatej na tak głębokim poziomie i zastąpić ją odbudowaną strukturą skóry. Kremy mogą jedynie polepszyć wygląd cery, jej jędrność czy koloryt, ale cudów nie zdziałają. W Azji możecie znaleźć kremy z żeń-szeniem, które czasami oferowane są właśnie na rozstępy, ale te kremy po prostu ujędrniają i tyle. Tak samo jedynie ujędrnić może olejek z kamelii.

Z tego co wiem, pewną poprawę stanu rozstępów można uzyskać laserami typu "fractal" lub igłowaniem - poprzez niszczenie zbliznowaciałej tkanki można doprowadzić do odtworzenia poprawnych struktur skóry. Ale te zabiegi powinny być przeprowadzane ostrożnie i przez profesjonalistów (źle przeprowadzone doprowadzają do odtworzenia struktur skóry w postaci "wysp" wewnątrz rozstępów). Lepiej też nie liczyć na spektakularne i szybkie efekty.

Dużo też zależy od indywidualnych predyspozycji. Sama widzę po sobie, że prawie wszystkie moje blizny znikają samoistnie i ten sam los spotkał rozstępy, które zrobiły mi się w wieku dorastania. Z drugiej strony, znam osoby, u których nawet najmniejsza rana zmienia się w ciemną bliznę. W Azji też wiele osób ma predyspozycję do tworzenia blizn keloidowych...

Wiem, że wiele osób pała ogromną nienawiścią do swoich rozstępów, ale myślę, że warto się zastanowić, czy naprawdę ma to sens... Są rzeczy, na które możemy wpływać, ale pałanie niechęcią do czegoś, na co nie ma się wpływu, jest trochę jak pałanie nienawiścią do dziurki w nosie czy małego palca na stopie. Dla wielu z nas "paski" są częścią naszej historii - pamiątką okresu dorastania, czy okresu ciąży.

wtorek, 2 września 2014

Moja mangowa i j-popowa historia: jak to się zaczeło i dlaczego się skończyło ;)

Wiem, że wiele osób, które tutaj zaglądają, interesuje się mangą i anime, więc pozwolę sobie na autobiograficzną opowieść o tym, jak przebiegał mój romans z japońską kreską.

Jako dzieciak wiedziałam, że na kanale Polonia 1 lecą okazjonalnie bardzo dziwne i jednocześnie niesamowicie pięknie rysowane bajki. Ale niestety nie było dane mi ich oglądać - przy okazji wizyt u rodziny widziałam jeden czy dwa fragmenty "Generała Daimosa" czy "Czarodziejki Bii".


Pierwszym anime, jakie widziałam w całości, była "Czarodziejka z Księżyca". Wiedziałam też, że równocześnie w telewizji leciał "Kapitan Tsubasa", ale nie miałam okazji go oglądać. Choć uwielbiałam Czarodziejkę, nie zawsze się do tego przyznawałam xD

W zimowych miesiącach roku 1997 (miałam wtedy 13 lat), moja klasa została wybrana do przygotowania występu z okazji nadchodzących Świąt Bożonarodzeniowych. Spędzaliśmy masę czasu w szkolnym audytorium, często nudząc się przeokropnie. I wtedy, pewnego bardzo pamiętnego dnia, gdy siedziałam na ławce czekając, aż w końcu będziemy mogli pójść do domu, podeszła do mnie przyjaciółka, o której wiedziałam, że ogląda Kapitana Tsubasę i że jest wielkim fanem. Zapytała mnie, czy wiem, że Czarodziejka z Księżyca to anime i wręczyła mi kolorowe czasopismo. Był to czwarty numer kultowego "Kawaii".


Otworzyłam trochę na chybił-trafił i moim oczom ukazał się artykuł o "Gunsmith Cats" - mandze, słynącej z doskonale odwzorowanych rysunkowych broni, samochodów czy innych sprzętów. Choć zabrzmi to dość kolokwialnie, mój mózg eksplodował xD. Chciałam więcej!

W roku 1997 coś takiego jak "manga" czy "anime" nie do końca istniało w masowej świadomości. Może trochę... jako hentai ;p. Ale nie było możliwości kupienia czegokolwiek w sklepie, nie było wydawnictw i tłumaczeń. Nie były to czasy Internetu, więc nie było mowy, by coś sobie ściągnąć czy streamować. Moje hobby więc opierało się głównie na maniakalnym czytaniu "Kawaii".

W 1998 roku razem z dwoma przyjaciółkami zrzuciłyśmy się na zakup naszego pierwszego anime xD. Zamówiłyśmy kasetę VHS z anime "Dragon Half", trochę nie do końca wiedząc na co się dokładnie piszemy xD

Na szczęście rok 1998 nie był aż tak zły - powoli zaczął wykształcać się podziemny świat fanów, pojawiały się pierwsze konwenty, fanziny i oczywiście handel kasetami VHS. Miałam w domu 2 odtwarzacze video, które podłączyłam tak, by móc łatwo kopiować kasety i masowo kupowałam 3 godzinne puste VHSy, które zapełniałam czym popadnie. Za pomocą barterowych wymian udało mi się między innymi załapać na "Ghost in the Shell", kilka odcinków "NGE" oraz jeden z filmów Ranmy 1/2. Przy okazji konwentów przed rokiem 2000 udało mi się zobaczyć kilka odcinków "OMG", "Slam Dunk", itp.

Bardzo jednak chciałam mieć w rękach mangę - wtedy mało kto je wydawał i dostęp był niezwykle ograniczony. Ale w "Kawaii" pewnego razu pojawiła się oferta importowanych komiksów i tak stałam się posiadaczem 3 tomów mangi "Oh My Goddess"... w języku francuskim. Byłam tak zdeterminowana, by je przeczytać, że kupiłam słownik i siedziałam nad komiksami tłumacząc słowo po słowie. Po tym doświadczeniu została mi umiejętność rozumienia z grubsza prostych francuskich tekstów xD.

Koło roku 2000 sytuacja się poprawiła wraz z lepszym dostępem do Internetu. Gdy tylko w moim domu pojawiło się stałe łącze, praktycznie cały czas miałam włączony program Kaaza. Zamieniliśmy kasety VHS na CD/DVD, więc obiektem pożądania stała się wypalarka CD; lol.

Pamiętam, że oglądałam wiele anime i przeglądałam wiele mang, ale niewiele robiło na mnie wrażenie. Fandom był głównie zainteresowany tłumaczeniem i wypuszczaniem różnych wariacji gatunku ecchi, które może bawią przez pierwsze 20 minut, po których z kolei gagi i widok majtek robią się zwyczajnie zbyt płytkie i repetywne. Anime z tych czasów, które zrobiły na mnie wrażenie to "Kare Kano", "Serial Experiments Lain" oraz lżejsze "Azumanga Daiho". Jeśli była okazja oglądać cokolwiek Miyazakiego, to oczywiście zawsze korzystałam.


Kare Kano

Ponieważ ściąganie anime szło naprawdę powoli, a nie było alternatywy kupienia, z przyjaciółką umawiałyśmy się, która co ściągnie i wymieniałyśmy się ciągle CDkami. Przy któreś wymianie przyjaciółka podpowiedziała mi. bym zobaczyła teledysk, który znalazła, jeśli dobrze pamiętam, szukając piosenek z anime. Był to teledysk "Vanilla" w wykonaniu Gackt'a. I tak się zaczęła przygoda z j-popem.

Gackt był dla mnie ogromnym odkryciem. Przystojny, utalentowany, pracowity i niesamowicie "kakkoi", męski i kobiecy za razem. Spędziłam wiele miesięcy zapoznając się z jego twórczością. Gackt poza byciem muzykiem, słynął też swego czasu z dość specyficznego talentu komediowego. W jednym z krążących po sieci filmików prowadzi dziwną konwersację z 13sto letnią dziewczynką.



Dziewczynka wydawała mi się absolutnie prześmieszna i byłam pod wrażeniem jej pewności siebie i tego, jak sponiewierała biednego Gackta xD. Po nitce do kłębka trafiłam, szukając informacji o niej, na zespół Morning Musume, który stał się moim hobby na wiele, wiele lat.



Tak jak w przypadku Gackta, ogromne wrażenie robił na mnie gender-bending w wykonaniu Hitomi Yoshizawy. Jeśli znacie mnie lepiej, wiecie, że jestem feministką (jeśli ktoś nie rozumie co to znaczy, odsyłam TUTAJ) i wierzę, że wszystkim należą się jednakowe prawa i szanse - i że powinniśmy być oceniani przez pryzmat zasług, nie organów płciowych. Gackt i Yoshi byli moimi idolami - osobami ciężko pracującymi, jednocześnie nie spętanymi typowymi oczekiwaniami wobec wyglądu i twórczości.

Kiedy zainteresowałam się "Musumkami", przyznam, że moje zainteresowanie mangą i anime bardzo przygasło. Dalej czytałam mangi, zwłaszcza te, które były łatwiej dostępne (zwłaszcza, że koło roku 2005 pojawiło się coraz więcej dostępnych lokalnie wydań), ale mało którą byłam w stanie "zmęczyć" do końca. Jednym z ostatnich anime, jakie oglądałam, była "Nana" i jakoś po niej miałam dosyć anime... Nie, że "Nana" była zła - była naprawdę doskonałym anime, bardzo dramatycznym i pięknie wykonanym, ale pod koniec pojawiło się wrażenie pustki i niedosytu. Tak jakby wydarzenia w ramach serii były potrzaskiem, z którego główni bohaterowie nigdy się nie uwolnią.

Mój problem z anime polega na tym, że anime nie dorasta z widzami. O ile świat anime był dla mnie fascynujący w wieku 14 lat (zwłaszcza twory jak "NGE"), w wieku 24 lat miałam wrażenie, że czytam i oglądam ciągle tą samą historię. Mój ulubiony typ treści zawsze krąży koło relacji - niekoniecznie romantycznych, ale relacji międzyludzkich. Jako mężatka i osoba, która ma za sobą wiele lat bycia w związku, nie umiem odnaleźć się w historiach, gdzie przez 20 czy 100 odcinków ludzie schodzą się i na samym końcu dochodzą do wniosku: "ok, to teraz będziemy razem", kiedy z mojej perspektywy najciekawsze historie w ludzkim życiu zaczynają się po tym momencie i nie zawsze związane są z poszukiwaniem partnera życiowego.

Choć okazjonalnie zdarza mi się jeszcze zerknąć na anime ("Kimi ni Todoke" było całkiem przyzwoite, "Hataraku Maou-sama!" też nie złe, głównie przez zdające test Beshdel główne bohaterki, choć nie udało mi się wytrzymać do końca), to przyznam, że większość odrzuca mnie tym skupieniem na fazie "schodzenia" się w związku, ale mało które jest się w stanie przebić ponad pierwszy pocałunek i deklarację bycia parą. Wszystkie są o "żurawiowaniu i czaplowaniu" i z perspektyw osoby w moim wieku i w tym momencie życiowym, zwyczajnie nic nie umiem sobie znaleźć (ten sam zarzut kieruję również pod adres k-dram). I nie, "Honey&Clover" nie wychodzi ponad ten standard. A że anime detektywistyczne, akcji, wojny czy tragedie mnie absolutnie nie interesują, myślę, że moja przygoda z anime i mangą dobiegła końca. Choć była to fantastyczna przygoda! Pod wieloma względami.

Ze światem j-popu też straciłam kontakt. 10 lat temu była to alternatywa dla zachodniego popu, pełnego mega-seksownych blondynek. Dla mnie świat japońskich idolek, z ich pospolitymi rysami i nieidealnymi zębami wydawał się bardziej inkluzywny i przyjazny. Ale na chwile obecną j-pop, jak i k-pop stracił wiele z tej dziewczęcości i niewinności, zaś artyści-dinozaury pokroju Hamasaki czy Amuro nie robią nic nowego...

To tyle jeśli chodzi o moją historię :). A jaka jest Twoja?

czwartek, 21 sierpnia 2014

Cała prawda o starzeniu twarzy - zapomnij o zmarszczkach, tu chodzi o coś innego!


Kiedy zaczynałam moją przygodę z przeciwdziałaniem starzeniu, myślałam, że starzenie to zmarszczki, a zmarszczki są problemem skóry. Nie jest wcale trudno dojść do takich wniosków - wszyscy wiemy, że z wiekiem skóra traci elastyczność, więc naturalnie odbija się to na tym, jak wygląda i jak się zagina.

Im więcej jednak czytam w temacie, im więcej źródeł przeglądam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że zmarszczki to tylko maleńki komponent całego procesu, jednocześnie bardzo fetyszyzowany - są tysiące kremów na zmarszczki, zabiegów w salonach kosmetycznych, maseczek, serum, lotionów... i one wszystkie dbają o skórę, co do tego nie mam wątpliwości. Ale ile zadbana skóra ma wspólnego z oznakami starzenia?

Większość z nas bez większego problemu rozpoznaje wiek osoby i wbrew pozorom nie opiera się to na liczeniu zmarszczek. Są młode osoby ze zmarszczkami na czole czy pod oczami i jakoś bez problemu widzimy, że osoba jest młoda. Co więc wpływa na ocenę wieku twarzy? Jej kształt.


Z wiekiem zachodzą subtelne zmiany nie tylko w samej skórze, ale też strukturze kości, mięśni i tkanki tłuszczowej. Bez ich zrozumienia można bez końca inwestować w kremy i zabiegi, ale efektem będzie tylko ładna skóra. Dla osób, które chciałyby lepiej zrozumieć jakie zmiany zachodzą na twarzy z czasem, jest dzisiejszy wpis.

Zmiany w tkance mięśniowej

Mięśnie twarzy są wyjątkowe i różnią się od mięśni w innych partiach naszego ciała. Mięśnie twarzy są przyczepione do skóry i do siebie nawzajem, pozwalając nam na wyrażanie się poprzez bogatą mimikę twarzy. Mięśnie te są też wyjątkowe, ponieważ kurczą się niezależnie od siebie - nie mamy na twarzy tandemów jak biceps i triceps, gdzie jeden nie może być skurczony, jeśli drugi jest skurczony. Wszystkie mięśnie na naszej twarzy działają niezależnie od siebie.

Twarze, które wyglądają młodo, mają korzystnie rozwinięte mięśnie twarzy - mięśnie, które kurczą się i rozkurczają bez problemu, są symetrycznie rozwinięte i naturalnie silne. Z wiekiem jednak dochodzi do osłabienia tych mięśni oraz ich asymetrycznego rozwinięcia (głównie przez złe nawyki mimiczne - np. "uśmieszek" na jedną stronę, podnoszenie jednej brwi, itp.).

Jak symetryczne są mięśnie Twojej twarzy? Czy potrafisz podnieść każdą z brwi osobno? Mrugnąć każdym okiem osobno bez angażowania mięśni policzka? Czy potrafisz zrobić pół-uśmiech z każdej strony? Czy, gdy się uśmiechasz, kąciki ust są na tym samym poziomie?

Efekty degeneracji mięśni twarzy:

- Pionowe zmarszczki na czole - tak zwane "11" są efektem trwałego zaciśnięcia mięśni. Stają się one zbyt słabe, by się naturalnie rozkurczyć.
- Opadanie brwi - mięśnie okalające oko zaciskają się trwale i "ciągną" w dół doczepiony do nich mięsień czoła.
- Poziome zmarszczki na czole - pionowe mięśnie czoła służą nam głównie do unoszenia brwi, zaś mięśnie oczu służą do ich obniżania (corrugator supercilii i depressor supercilii). Gdy dochodzi do degradacji mięśni oka, czoło zostaje trwale naciągnięte w dół, ale mięśnie czoła nie tracą zdolności napinania się. W efekcie na czole robi się "za dużo" skóry i mięśnia, który staje się coraz słabszy i zaciśnięty.
- "Kurze łapki" - mięśnie przy oczach są zbyt słabe, by się naturalnie kurczyć i rozkurczać, więc pozostają zaciśnięte, nawet gdy twarz jest w spoczynku.
- Opadające policzki - w przeciwieństwie do grup wymienionych wcześniej, mięśnie policzków naciągają się i tracą kurczliwość. Stają się dłuższe i słabsze. Objawy naciągnięcia mięśni policzków to opadające kąciki ust, wydłużająca się rynienka nosowa, "zwisające" policzki. Gdy jesteśmy młodzi, uśmiech podciąga górną wargę tak, że odsłania ona sporo naszych górnych zębów. Z czasem uśmiech staje się coraz niżej "zawieszony", aż w końcowej fazie nie widać w ogóle górnych zębów, a głównie w uśmiechu odsłaniają się dolne.

Zmiany w tkance tłuszczowej 

Kształt twarzy jest w ogromnej mierze definiowany właśnie przez rozmieszczenie poduszeczek tłuszczu w twarzy - mamy ich całkiem sporo i delikatnie się od siebie różnią. Przegrody podskórnego tłuszczu ulokowane są na czole, skroniach, nad i pod oczami, aż 3 różne poduszeczki składają się na policzek, można znaleźć osobne przegrody w tkance ust, brodzie, jak i osobne poduszeczki w głębszych strukturach twarzy. W zależności od lokacji, sposób w jaki są zbudowane, owe poduszeczki oraz ich funkcje są różne. Ale za ich jakość i lokację odpowiada tkanka łączna oraz kolagen, które - jak wiadomo - ulegają osłabieniu z wiekiem.



W czasie naszego życia owe przegrody tłuszczowe ulegają znacznym zmianom - zaczynają się przesuwać, ciążyć, zmniejszać się. To właśnie migracja tłuszczu w dużej mierze odpowiada za oznaki starzenia, które łatwo rozpoznajemy:

- Poszerzająca się żuchwa i nieregularna linia żuchwy
- Spłaszczony policzek
- Wybrzuszenie nad linią oczodołu
- Zapadająca się lub marszcząca górna powieka
- Zmarszczka nosowo-ustna
- Zapadnięta skroń
- Zmniejszone usta

Zmiany w tkance kostnej


Te zachodzą relatywnie wolno, choć przyspieszają w okresie menopauzy. Kości czaszki zmieniają z czasem kształt - nie wiadomo do końca dlaczego, ale jest to znany i potwierdzony fakt. Kości policzkowe tracą swoją masę i przez to oczodół zaczyna się rozciągać w dół. Żuchwa też wyciąga się delikatnie w dół, tworząc efekt bardziej pociągłej twarzy.

Skóra

Zmarszczki to nie jedyny objaw starzenia się skóry. Można nie mieć ani jednej zmarszczki, a i tak mieć skórę, która bez problemu zdradza wiek. W dużej mierze stan skóry rozpoznajemy po tym, jak "pracuje" na twarzy. Czy kiedy osoba mówi, skóra marszczy się w przeróżne sposoby? Czy gdy się uśmiecha, na policzkach pojawia się grupa pionowych linii? Czy przy uśmiechu przy kącikach oczu tworzą się pojedyncze linie, czy plejada "kurzych łapek" ciągnących się aż do skroni?

Z wiekiem zmienia się też kolor cery - oznaką młodości jest dobrze ukrwiona, zaróżowiona cera. Większość osób z wiekiem utraci rumieniec na policzkach (cała twarz może dalej się czerwienić, ale bez koncentrowania się w policzkach).  Z wiekiem skóra staje się gorzej ukrwiona (a jeśli ktoś pali, to ten proces jest BARDZO przyspieszony), z drugiej strony jest cieńsza, więc może nabrać bardziej ziemistego, sinego koloru.

Ponieważ skóra staje się cieńsza, bardzo szybko traci naturalny blask - nie będzie ona wystarczającej grubości, by "chwycić" światło.

By to wszystko zebrać razem, prawdziwe oznaki starzenia to:

Objawy starzenia: poszerzająca się żuchwa, obniżony uśmiech, wydłużona rynienka nosowa

  • Zmiany w linii żuchwy i jej poszerzenie - dolna połowa twarzy staje się "cięższa"
  • Wydłużająca się rynienka nosowa
  • Opadające kąciki ust
  • Obniżenie uśmiechu (nie widać dziąseł) oraz nagromadzenie asymetrii
  • Zawijająca się do środka górna warga
  • Spłaszczający się policzek i kość policzkowa
  • Pojawienie się pod wpływem ciążenia policzka zmarszczki nosowo ustnej (zwanej "od uśmiechania")
Powiększające się worki pod oczami, delikatnie opadające powieki oraz ich załamanie, obniżone brwi.
  • Worki pod oczami stają się lepiej zarysowane, obniżone oraz pojawiaj się ich zewnętrzny kontur
  • Zapadnięcie na linii oczodołu ("dolina łez")
  • Zmarszczki na czole oraz "kurze łapki"
  • Obniżanie się górnej powieki oraz linii brwi - tęczówka mocniej przykryta powieką
  • Zagięcie powieki staje się mniej poziome - zaczyna mocniej zaginać się w dół
  • "Zaokrąglanie" dolnej powieki - oczy stają się okrąglejsze, zaś wewnętrzna linia dolnej powieki 
  • Opadający koniuszek nosa

Zmiany te mogą pojawiać się w dowolnych kombinacjach - dużo zależy od anatomii twarzy.


Podsumowując

Proces starzenia twarzy to nie tylko zmarszczki... To cała masa różnych zmian, zachodzących pod skórą. Intuicyjnie znamy te zmiany, dostrzegamy je podświadomie. Jednocześnie przemysł kosmetyczny całkowicie zagłusza te informacje i przekierowuje naszą uwagę jedynie na zmarszczki i skórę.

Ale to nie jest tak, że to zmiany i procesy nie są znane - intensywnie studiują je lekarze chirurgii plastycznej i jeśli chcecie szukać materiałów w tym temacie, warto przejrzeć czasopisma naukowe dla chirurgów plastycznych.

Ale co można z tymi zmianami robić? Na wszystko są sposoby - od masaży, przez ćwiczenia, czy ciekawe gadżety. Oczywiście wszystko, co robimy, by wpływać na zmiany na twarzy, będzie jedynie ograniczać ich postęp. W cyklu całego życia są one nieuniknione, choć mamy znaczny wpływ na tempo ich rozwoju.


Ale po co to?!

Jednym z powracających motywów, zawsze gdy mówię o przeciwdziałaniu starzeniu jest generalne kontestowanie istnienia samego tematu. "I tak się zestarzejesz", "Po co się przejmować", itd.. Gdy się jest młodym, każdy myśli, że się nigdy nie zestarzeje, a jeśli już, to nastąpi to w sposób łagodny i ładny. Proces starzenia twarzy jest tak naprawdę dość brutalny - wiele zmian pojawia się "z dnia na dzień" i nagle budzimy się z twarzą, której nie kojarzymy jako naszej własnej.

Czasami zmiany są pozytywne - niejedna z nas może być zadowolona z twarzy, która wygląda bardziej kobieco, szlachetnie. Ja sama wolę moje policzki z ostatnich lat, niż "chomicze" poliki, które dominowały na mojej twarzy przez większą część mojego życia.

Ale czasami zmiany są negatywne i ciężkie do zniesienia, n.p. worki pod oczami, "lecący" z jednej strony uśmiech, wyraźna zmarszczka "od uśmiechania", która wcale nie kojarzy się z uśmiechem. Wiele kobiet (mężczyzn z resztą też...), nagle dostrzegając te zmiany na swojej twarzy, wpada w panikę i nie jest to wcale pozytywne doświadczenie.

Mamy pewne wyobrażenie co do tego, jak wygląda nasza twarz - konfrontacja z galopującymi zmianami wcale nie jest łatwa. I tutaj moim zdaniem wchodzi przeciw-starzenie. Łagodne formy dbania o siebie, które pomagają zapanować nad zmianami i ich tempem. 

Ok, ale co dalej? Proces starzenia wyjaśniony, ale co dokładnie należy robić? Pytanie wcale nie takie proste. Nie ma jednej odpowiedzi, jednego kompletu kosmetyków, ani jednego sposobu. Wiele zależy od indywidualnych potrzeb. Nawet doradzenie kosmetyków jest trudne, bo każdy ma trochę inną cerę i trochę inne potrzeby. Choć najprościej zawrzeć przepis na anty-aging w zestawie: kosmetyki, gadżety, ćwiczenia i masaże.

---

Trochę nie wiem jak ten temat ugryźć - bo jest ogromny! Same ćwiczenia twarzy to temat rzeka, nie wspominając o kosmetykach, czy technikach masażu.... Jeśli chciałabym go tutaj naprawdę dobrze rozpracować, to mogłabym robić wpis o przeciw-starzeniu właściwie codziennie. Ale przy takiej ilości informacji forma tego bloga może nie być odpowiednia. Dlatego sama nie bardzo wiem, czy i jak rozwijać ten temat...


niedziela, 17 sierpnia 2014

Czy ona naprawdę ma 35 lat? O.o



Chciałabym wam dzisiaj przedstawić kolejną osobę z kregu "kobiet bez wieku", choć przyznam, że sama mam wątpliwości czy to możliwe, że ta osoba ma 35 lat, czy to tylko jakiś internetowy trolling...

Poznajcie użytkowniczkę weibo, która deklaracje, że urodziła się w 1979 roku.


Kosmetyki, których używa: Do makijażu używa zaś:

To co skłania mnie do powątpiewania w jej wiek, jest raczej typ zdjęć i prezentowanej w nich estetyki... Ale w sumie kto wie...

Jeśli jest to rzeczywiście 35 letnia osoba, to ciekawym jest jak odważnie prezentuje się publicznie. Może w Chinach 30letnie kobiety nie dostają tego typu maili od czytelników:


To co mi się w tym mailu nie podoba, to na siłę naklejanie wszystkim kobietom z dziećmi jednej etykiety i stawianie je w opozycji, jakieś wyimaginowanej rywalizacji z kobietami bezdzietnymi. Bycie matką nie czyni z kobiety automatycznie osoby świętej, ani nie pozbawia jej własnej osobowości, marzeń, ambicji, nie zabija automatycznie wewnętrznego "enfant". Słowem kobieta nie staje się tylko i wyłącznie matką - przynajmniej tak to wygląda z mojej perspektywy. A tworzenie tego typu stereotypów i ostro zdefiniowanych ról, tylko spłaszcza nasze spojrzenie na świat. Ale dość skutecznie tworzy oczekiwania w obec tego, jak mamy się zachowywać.

Pomijając nawet powyżej przytoczony email, szczerze mówiąc zastanawia mnie, jak my kobiety, oraz społeczeństwo, poradzimy sobie z istnieniem "kobiet bez wieku". Wiedza o tym jak dbać o siebie nigdy nie była aż tak dostępna jak teraz - dzięki blogom i stronom w Internecie można poznać setki sekretów dbania o urodę, nauczyć się jak o siebie dbać, mieć wpływ na to jak twarz zmienia się w czasie. Powoli wyglądanie wiecznie młodo przestaje być domeną celebrytów, a jednocześnie w naszych głowach bardzo mocno zakorzenione są pewne przekonania co do wieku i co w jakim wieku "wypada". Jeśli ta Chinka rzeczywiście ma 35 lat, to czy wybrany przez nią model erotyki wzięty wprost z Lolity Nabokova, nie jest wręcz ironiczny?

Z jednej strony mamy te schematy, z drugiej rosnące pokolenie kobiet, które w żaden sposób nie pasuje do utartych koncepcji życiowych ścieżek. Ciekawa jestem, jak to się wszystko rozwinie.

Ale wracając do tematu, czy myślicie, że ona naprawdę ma 35 lat?



24 sposoby nakładania cieni do powiek



Jeśli jest coś, za co uwielbiam azjatyckie metody makijażu, to pomysłowość! Japońskie czasopisma poświęcone makijażowi oraz kosmetyką potrafią niebywale zainspirować! Kiedy zaczynałam swoją przygodę z makijażem, głównie przez tutoriale na YouTube, nabrałam przekonania, że jest tylko jeden słuszny sposób malowania oka - ciemny kolor w załamanie powieki, jasny kolor w wewnętrzny kącik. Nikt tego na dobrą sprawę nie kontestuje, ani nie poświęca wiele uwagi temu, by wyjaśnić, że w tym, czy innym makijażu kształt nałożonego cienia ma być, taki a nie inny, bo wtedy otrzymamy konkretny efekt.

Dlatego dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować 24 sposoby na malowanie oczu znalezione w ulotce dołączonej do czasopisma Maquia. Wybaczcie słabą jakość :(





Tam, gdzie obszar jest zakreskowany, cień należy nałożyć warstewką na inne cienie i delikatnie rozetrzeć.

Kto wypróbuje wszystkie 24 sposoby? ;)

środa, 6 sierpnia 2014

Bazy do naturalnych maseczek


Pisałam o kurkumie, pisałam o fasolce mung i w przyszłości mam nadzieję przedstawić Wam kilka innych interesujących, naturalnych składników maseczek. Ale dziś chciałabym napisać o paru pomysłach na bazy, czyli z czym mieszać suche komponenty, by otrzymać jak najlepszej jakości maseczkę.

Choć większość naturalnych maseczek "od biedy" da się zrobić używając tylko wody, tak przygotowana papka może zbyt szybko wysychać na twarzy. Dodatkowo woda niewiele robi dla skóry. Dobierając jednak odpowiednią bazę, możemy naprawdę zadbać o skórę. Wszystko zależy od potrzeb.

Kilka pomysłów na bazy:

Dla skóry suchej: miód, żółtko jajka, mleko, jogurt
Dla skóry wrażliwej: mleko, zielona herbata, sok marchewki, jogurt
Dla skóry tłustej: sok z ogórka, białko jajka, zielona herbata, sok z ziemniaka
Przy rozjaśnianiu cery: sok z ziemniaka, sok z ogórka, miód, zielona herbata, woda ryżowa
Przeciw starzeniu: żółtko jajka, sok z ziemniaka, woda ryżowa

Kilka słów o właściwościach poszczególnych baz:

- Sok z ogórka - nawilża i łagodzi podrażnienia; polecany przy oparzeniach słonecznych.
- Miód - "nawadnia" cerę i ma działanie antybakteryjne.
- Jogurt/mleko - "nawadnia" cerę oraz pomaga delikatnie złuszczać martwy naskórek.
- Żółtko jajka kurzego - nawilża i odżywia cerę.
- Białko jajka kurzego - zamyka pory.
- Zielona herbata - ma działanie przeciwzapalne, domyka pory.
- Sok z marchewki - odżywia cerę.
- Sok z ziemniaka - zawiera witaminę C, chłodzi cerę.
- Woda ryżowa - odżywia cerę, mniejsza pory i pomaga zahamować procesy pigmentacji skóry.

Jestem pewna, że jest wiele innych baz (np. można skorzystać z olejków, rozgnieść banana, itp.), ale chciałam Wam dzisiaj przytoczyć te, które wydają mi się najbardziej interesujące.

A z czym Wy lubicie rozrabiać naturalne maseczki?


poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Itazura na Kiss - Love in Tokyo


Nie wierzę... pooglądałam dramę! Może jeszcze kilka lat temu to nie byłby szczególny wyczyn, ale przyznam, że ostatnio mocno mi się dramy znudziły. Kiedyś byłam fanem koreańskich, ale z czasem nie mogłam ich znieść... Na kilku dramach utknęłam na około 7 odcinku, bo to zazwyczaj moment, w którym fabuła zostaje zamrożona, aby móc zrobić 9 odcinków, w których główni bohaterowie zachowują się jak żuraw i czapla, boczą się o wszystko i są zazdrośni w tak infantylny sposób, że trzeba naprawdę lubić ten gatunek, by wytrwać.

W każdym razie, w komentarzach na Facebooku polecono mi dramę "Itazura na Kiss - Love in Tokyo". Jest to kolejna już ekranizacja mangi z lat 90'. Istnieje ekranizacja z roku 1996 z Japonii, jest wersja animowana, jest wersja tajwańska oraz koreańska. Ja oglądałam ekranizację z 2013 (której sequel zostanie wyświetlony we wrześniu tego roku).

Fabuła prosta i przewidywalna jak na standardy mangowe - w wyniku przeróżnych zbiegów okoliczności naiwna i ciamajdowata nastolatka mieszka pod jednym dachem z nieczułym i zimnokrwistym chłopcem geniuszem, w którym owa główna bohaterka jest zakochana.


Główna bohaterka przez całą serię zabiega o uczucia bohatera, nie poddaje się nawet gdy ten jest dla niej wyjątkowo niemiły, gdy chadza na randki z inną dziewczyną i nawet gdy się zaręcza. 

Nie będę się tutaj rozwodzić o innych wątkach w dramie, bo to właśnie wytrwałość głównej bohaterki w walce o serce wybranka jest chyba najciekawszym aspektem tej serii... i kontrowersyjnym za razem. Zachodni widzowie mocno krytykują właśnie to zachowanie, prawie że maniakalne przywiązanie głównej bohaterki, które jest źródłem ogromnego cierpienia i smutku dla niej, poprzetykane momentami euforii, gdy obiekt uczuć choć przez chwilę jest dla niej miły.

Podobną krytykę kierowano pod adresem Belli z serii "Twilight", za bycie nieugiętą w swym uwielbieniu dla wybranka serca, nawet gdy ten nie traktował jej dobrze. Widząc takie kobiety, przewracamy oczami i pukamy się w czoło.

Nie zrozumcie mnie źle - nie jestem w żadnym wypadku zwolennikiem takich zachowań w relacjach damsko-męskich, ani żadnych innych. Związki międzyludzkie wymagają pracy z obu stron i nie powinny być budowane na bazie emocjonalnego zaślepienia. Nie wierzę, że mocą uczuć można kogoś zmienić (czy nawet powinno się do tego dążyć?).

Ale czy czasami nasze związki z marzeniami nie przypominają właśnie takich związków, jak ten z "Itazura na Kiss"? Czasami to, o czym marzymy jest źródłem ogromnych trudów, rozczarowań i smutku. A jednak każdy krok w stronę spełnienia tych marzeń czy błysk nadziei, że będzie lepiej, są źródłem euforii. 

Dla mnie tym jest właśnie drama "Itazura na Kiss" - nie tyle serialem o wyjątkowo niezdrowym związku, ale o wierności swoim marzeniom i mocy wytrwałości. Niezłomny duch bohaterki przypomina, by nigdy nie poddawać się w pogoni za tym, czego pragnie serce.

Słowem: polecam :).

Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.

Posty, które moga Cie zainteresowac

Related Posts with Thumbnails