sobota, 11 maja 2013

Naruszenie praw autorskich... znowu.

Dziękuję wszystkim, którzy podsyłają mi link do różnych stron w typie "demotywatory.pl", gdzie szerzy się obrazek z moim udziałem, oczywiście bez mojej zgody na użycie mojego zdjęcia.

Jestem wściekła, bo nie lubię, jak ktoś wykorzystuje mój wizerunek do "slut-shaming" (http://en.wikipedia.org/wiki/Slut-shaming). Mówienie kobiecie, że jest sama sobie winna, że ktoś odmawia jej szacunku to moim zdaniem bzdura. Podstawowe poszanowanie godności, tożsamości i uczuć, jakie powinniśmy mieć dla każdego człowieka, należy się każdemu niezależnie od rasy, płci, pochodzenia, ubioru, religii czy wieku.

Jeśli jakiś pan nie widzi w kobiecie, która ze swojej seksualności czerpie radość i pewność siebie, partnerki życiowej czy nawet dobrej znajomej, to powinien iść swoją drogą, a nie zachowywać się jak "ćwok" i zasłaniać wytłumaczeniem, że kobieta jest winna. To CHORE! Takie obrazki są od krok od usprawiedliwiania gwałtów zbyt krótkimi spódniczkami czy szortami >:|.

Zaś stawianie mnie na wyimaginowanym piedestale i promowanie swoich mizoginistycznych poglądów moim wizerunkiem jest nie tylko wbrew prawu, ale też pozbawione szacunku wobec mojej osoby. Ale jak widać twórca tego nieszczęsnego obrazka ma ogromne problemy z pojęciem szacunku.

Nie nadążam z wysyłaniem próśb o usuniecie do portali, które podchwyciły ten obrazek. Dlatego proszę Was o pomoc w zakończeniu jego proliferacji - nie rozpowszechnianie linków, nie "lajkowanie", itp.

poniedziałek, 6 maja 2013

Azjatki nie mają problemowej cery naczynkowej?

Są dwa pytania, na które przez długi czas nie mogłam znaleźć odpowiedzi. Jak Azjatki radzą sobie z cellulitem i jak Azjatki radzą sobie z cerą naczynkową. O ile tajemnica cellulitu została rozwiązana (Azjatki po prostu temat olewają ;p), o tyle kwestia popękanych naczynek wiecznie mi umykała. Nie tylko nigdy nie widziałam kosmetyków poświęconych walce z takowymi, ale sama znajomość tematu wśród moich znajomych, jak i brak informacji w prasie czy na lokalnych forach internetowych na ten temat sprawiały wrażenie, że Azjatki problemu naczynek nie mają.

I prawda jest taka, że rzeczywiście praktycznie nie mają. Problem popękanych naczynek dotyczy tak marginalnej grupy, że nigdy nie wykształcił się sektor kosmetyczny dla tych osób. I jest na to jedno, bardzo proste wytłumaczenie. Azjatki nie lubią słońca - nawet jeśli nie smarują się codziennie kremem przeciwsłonecznym, to i tak będą unikać słońca, nigdy nie będą wystawiać do niego twarzy, leżeć plackiem na plaży czy nawet uprawiać sportów wymagających przebywania na świeżym powietrzu w świetle dnia. Unikanie słońca jest głęboko zakorzenione w większości kultur w Azji i nawet jeśli panie preferują z jakiś powodów opalony kolor skóry, to prędzej sięgną po kosmetyk kolorujący.

Parasolka musi być ;)
Słońce jest zaś znanym sprawcą problemów naczynkowych - bombardujące skórę promienie UVA uszkadzają jej strukturę i jeśli ktoś ma naturalnie kruche naczynia krwionośne, to ulegną one zniszczeniu. Ponieważ Azjatki zawsze unikają słońca, osób z problemem naczynkowym jest bardzo mało. Pomoc mogą co najwyżej znaleźć w gabinetach specjalistycznych (polecane są zabiegi IPL i naprawianie laserem, jak i kuracje nawilżające).

Prawda jest taka, że słońce ma dużo bardziej destrukcyjne działanie, niż wiele osób sobie uświadamia. Nawet w zimie czy zachmurzony dzień, promienie UVA doskonale przenikają przez szyby oraz ubranie, a to właśnie UVA i stres jaki wywiera na skórze odpowiada za popękane naczynka.

Zwykły SPF nie chroni przed UVA i większość zwykłych dziennych kremów, które oferują ochronę przed słońcem nie eliminuje UVA. Nie mówię, że słońce jest jedynym sprawcą problemów cery naczynkowej, bo zbyt agresywne peelingi (zwłaszcza oparte na kwasach), tarcie twarzy ręcznikiem, zbyt częste wizyty w saunie i nadmierne "hartowanie" cery zmianami temperatury, palenie i alkohol, braki witaminowe czy po prostu genetyczna predyspozycja też mają swój udział. Ale słońce jest ogromnym agresorem i z tego co obserwuję, do tematu ochrony przed jego wpływem dalej wiele osób podchodzi zbyt lekko.

Nie jestem specjalistą od filtrów - mogę sobie w tym względzie pozwolić na luksusowe lenistwo, bo mieszkając w Azji mam dostęp do doskonałych kremów właściwie w każdym sklepie i  w tej dziedzinie jest w czym wybierać.

Jeśli szukacie dobrych filtrów, szukajcie tych ze składnikami jak tlenek cynku, tlenek tytanu lub Mexoryl SX. Ten ostatni ma dobrą reputację w zakresie ochrony przed UVA i oferuje łatwość noszenia, ale niestety jest dość nietrwały i wymaga aplikowania co 4 godziny. Niestety, jest też opatentowany przez L'Oreal i występuje tylko w produktach marek tej grupy.

Ostatnio staję się wielkim fanem filtrów z tlenkiem cynku. Zawsze stawiałam na tlenek tytanu, który obecny jest w większości kremów BB. Tlenek cynku ma podobne działanie, ale dodatkowo absorbuje promienie UVA. Znany jest on dobrze fankom podkładów i blokerów mineralnych. Jedyna wada, to że ciężko się go nakłada. Ale udało mi się ostatnio trafić na krem It's Skin "UV Away" (z tej samej serii puder z filtrem, którego jestem wierną fanką już od ponad roku), który jest idealnie "poślizgowy" i zawiera drobno zmielony tlenek cynku, przez co nakładanie i noszenie go to sama przyjemność.

Dla osób które mają problemy z popękanymi naczynkami mogę zarekomendować tylko jedno - solidną, całoroczną ochronę przed słońcem. Nie odwróci ona już istniejących uszkodzeń, ale pomoże zapobiegać nowym i pozwoli skórze się zregenerować.

Nie będę się tutaj upierać, że na 100% mam rację - podkreślam, że dopuszczam istnienie innych powodów problemów z cerą naczynkową niż ekspozycja na słońce. Ale z tego co widzę, w Azji, gdzie unikanie słońca jest częścią kultury i sposobu życia, problem popękanych naczynek jest marginalny. Dlatego skłonna jestem wierzyć, że "coś w tym jest" ;)

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Biedny singapurski wujek...


Normalnie, no... taki pechowiec :P Czy jego los się poprawi? ;p

niedziela, 28 kwietnia 2013

Atak koreańskich klonów?

Ostatnio sensację wzbudziła seria zdjęć kandydatek do tytułu Miss Korea i Internet podchwycił z dużym zainteresowaniem tą historię.



Ale, jak to często bywa, za kolorową sensacją stoi raczej szara w odcieniu rzeczywistość. Za porażający efekt podobieństwa na zdjęciach kandydatek do tytułu najpiękniejszej odpowiada bowiem mikstura makijażu i Photoshopa.


Zapewniam was, że to nie jest kwestia chirurgi plastycznej - zrobienie tylu zabiegów na tylu kobietach kosztowałoby fortunę i okres gojenia i schodzenia opuchlizny trwałby grubo ponad pół roku. Ale agresywne konturowanie twarzy, charakterystyczne fryzury, studyjne oświetlenie oraz Photoshop są wstanie uzyskać dokładnie takie efekty jak na zdjęciach powyżej.

Niemniej jednak jest to ciekawy kawałek informacji. Pokazuje jak określone są kanony piękna. Wspominałam już o tym kiedyś, że dla mnie różnica w podejściu do piękna między Azją a Europą, polega na podejściu do samej definicji. O ile w Europie, czy nawet Polsce ciężko byłoby nakreślić listę cech, które musi mieć osoba uważana za piękną, o tyle w krajach Azji taka definicja jest bardzo wyraźna - ma być twarz w kształcie V, nos o wąskim, ale wysoko zarysowanym mostku, ma być jasna cera, ma być mała twarz i małe usta. 

Szczerze mówiąc, na oba zjawiska można spojrzeć na dwa sposoby. O ile w Europie definicja piękna jest bardzo luźna, oznacza to również, że osoba w swoim życiu będzie na przemian słyszeć, że jest ładna i że jest paskudna. Wystarczy poczytać sobie komentarze w sieci i znajdziemy na temat prawie każdej celebrytki sprzeczne opinie i te negatywne często wyrażane z pełną zapalczywością.

W Azji, gdzie reguły piękna są bardziej określone, doskonale wiadomo co trzeba robić, by być uznanym za pięknego. Jeśli spełni się te warunki, to człowiek zaliczany jest do kategorii osób ładnych i ilość negatywnych komentarzy spada.

Dla osób wrażliwych na punkcie tego, jak są postrzegani, życie w rzeczywistości, gdzie reguły piękna są określone, może być łatwiejsze. Łatwiej jest kontrolować siebie i swoje wysiłki związane z dbaniem o urodę i wizerunek. Zaś w świecie, gdzie definicja piękna  jest bardzo luźna, zawsze znajdzie się ktoś kto zruga i skrytykuje, bo zawsze jest się zbyt chudym, lub zbyt grubym, zbyt bladym, lub zbyt opalonym, zbyt eleganckim, lub zbyt na luzie, ma się zbyt małe usta albo za duże, zbyt krzywe zęby, lub podejrzanie proste, itd. I zawsze znajdą się osoby prawiące komplementy, ale wydaje mi się, że trudniej im ufać, bo mamy świadomość, że są wyrazem subiektywnego wrażenia.

Przynajmniej ja tak postrzegam ten temat.. Ale jestem ciekawa, co wy o tym myślicie? Czy wolicie świat, gdzie definicja piękna jest szeroka czy wąska?

sobota, 27 kwietnia 2013

Lookbok inaczej - czyli 15 z 10


Jest jedna sekcja w każdym szanującym się magazynie mody z Japonii - proponująca jak tworzyć dziesiątki interesujących stylizacji z ograniczonej ilości ubrań i przyznam, że zawsze chętnie sobie te sekcje przeglądam. Kiedyś już wspominałam o różnych strategiach zakupowych w różnych krajach Azji - w Korei gdzie ubrania są relatywnie tanie, kobiety które lubią bawić się modą, mogą co sezon wymieniać swoją garderobę. W Japonii jednak ubrania, zwłaszcza popularnych firm, są znaczną inwestycją, więc mało kto inwestuje w dużą ilość sezonowo modnych ubrań.

Dlatego gazety podpowiadają różne pomysły na tworzenie ciekawych stylizacji z ograniczonej liczby ciuchów. Więc chodzi głównie o zmianę fryzury, butów, dodatków, itp. Bardzo mi się ten pomysł podoba i od dawna chodziła mi po głowie myśl, żeby stworzyć filmik, gdzie wyzwaniem jest skomponować kilkanaście strojów z kilku kluczowych rzeczy.

Mam nadzieję, że pomysł wam się podoba i że same spróbujecie takiej zabawy :D Naprawdę porusza wyobraźnię i daje poczucie, że wcale nie trzeba mieć szafy pękającej od nadmiaru ciuchów ;).

wtorek, 23 kwietnia 2013

Czy Azjatki są chudsze?

Znowu czuję, że chciałabym co nieco napisać w tym temacie, jako, że ktoś znowu zapytał mnie o "sposoby Azjatek na bycie szczupłym". Ale ja zadałabym inne pytanie - czy Azjatki są rzeczywiście szczuplejsze?

Kiedy patrzymy na gwiazdki sceny muzycznej, aktorki i modelki, można odnieść wrażenie, że Azja to kontynent chudzielców. Ale z drugiej strony zdecydowana większość celebrytów z naszego rodzimego podwórka też ma nienaganne figury, ale jakoś nieśpieszno nam do wniosków, że ich fani wyglądają tak, jak idole.

Mieszkam w Singapurze już 5 lat, zdarzało mi się podróżować tu i tam, miałam też okazję pracować przy rządowym projekcie promującym zdrowe odżywianie i tracenie wagi. Choć np. w Singapurze jest relatywnie mało osób śmiertelnie otyłych, to jednak w krajach regionu przyrost procentowy osób otyłych jest niesamowicie szybki. Kraje takie jak Malezja i Indonezja mają poważny problem z otyłością. W samej Dżakarcie szacunkowo 67% osób jest otyłych!

Więc kiedy mówimy o "chudych" Azjatkach, naturalnie myślimy o Japonkach, Koreankach i Chinkach. Ale czy przyrównywanie Azjatek z tych krajów do Europejek ma tak naprawdę sens?

Ciało i optyczna iluzja chudości

Azjatki są z natury drobniejsze - mają mniejsze, drobniejsze kości. Dlatego np. w Korei nie ma problemu z kupieniem butów dla dorosłej osoby w rozmiarze 34. Azjatki są też standardowo niższe - mało która przebije wzrostem barierę 175 cm. Dlatego np. kupowanie w Korei spodni nie ma sensu, bo większość będzie nam Europejkom ledwo sięgać do kostek. Inna sprawa to sama charakterystyka budowy ciała, która sprawia, że dla naszych oczu Azjatki wydają się chude - chude, drobne kości, szerokie biodra i szeroko rozstawione kości udowe, drobne ramiona, drobne stawy.

Szczupłe, czy nie? Bez charakterystycznego kąta ustawienia kamery dziewczyny z SNSD wyglądają bardzo zdrowo.
Azjaci używają do miary swojej wagi specjalnego BMI i już po przekroczeniu miary 23.9 osoba uważana jest za otyłą, zaś dla osoby z Zachodu współczynnik uważany jest za zdrowy nawet do wartości 24.9. Ta sama ilość tłuszczu na jednej osobie może być normalna i "zdrowa", zaś na osobie drobniejszej jest już objawem otyłości.

Kultura

Na co dzień mijam na ulicy kobiety, z których mało która jest szczuplejsza ode mnie, a ja sama jakimś chuchrem nie jestem. Mijam czasami dziewczyny, które są po prostu znacznie drobniejsze niż ja - mają znacznie mniejsze ramiona, dużo drobniejsze stawy, całe wydają się mniejsze. Ale większość osób wygląda normalnie, ani grubo, ani chudo. Mimo to, większość z nich uważa, że jest za gruba i szuka sposobów na schudnięcie. Niestety, najpopularniejszym sposobem odchudzania w Azji jest po prostu głodzenie się.

Co ciekawe, istnieje druga strona kultury chudości. Jak to zwykle bywa, w odpowiedzi na nadmiar czegoś, pojawia się upodobanie w drugim kierunku. W Korei pomimo istnienia kultu chudego ciała, istnieje też fascynacja pełniejszą figurą, często opisywaną jako posiadającą "S-line", czyli duże piersi oraz krągłe pośladki, przy zachowaniu małej talii i ogólnie smukłego ciała. Gdy byłam jakiś czas temu w Seulu, w wielu sklepach puszczano reklamę kosmetyków DHC reklamowanych przez Kang Min Kyung. W krótkim video-spocie nie brakowało ujęć krągłości aktorki.


Suzy z Miss A też nie jest posiadaczką kościstego ciała, a jednak jej uroda i zdrowe proporcje urzekły wielu fanów.


W Japonii nie brakuje photobook'ów i gazet ukazujących kobiety o pełnych kształtach - z wydatnym biustem i biodrami. Nie są to kobiety w żaden sposób grube ani otyłe! Są bardziej "normalne", mają trochę tłuszczyku tu i tam, ale ich talie są dalej nienagannie chude.

Jednak te bardziej "krągłe" gwiazdki bardzo rzadko przebijają się poza granice swojego kraju, potęgując wrażenie, że wszystkie Azjatki są chude.

Ale w Azji też mamy idolki słynące z niskiej wagi - Angela Zhang, Mika Nakashima czy Jung Ryu Won lub SooYoung. To na nie kobiety patrzą, gdy myślą o chudości.

Jung Ryu Won

Angela Zhang
Sooyoung
Azjatycka dieta? 

Czy jednak jest coś w diecie azjatyckiej, co pomaga Koreańczykom i Japończykom wymknąć się epidemii otyłości? O ile rozumiem jak to może działać w przypadku diety koreańskiej, gdzie nie brakuje warzyw (prawie zawsze gotowanych lub piklowanych) i bogatych w białko mięs oraz owoców morza, to przyznam, że oparta na węglowodanach dieta Japończyków i Chińczyków jest dla mnie nie do zrozumienia.

Ale... Być może jest rzeczywiście jeden składnik, który powoduje, że Azjaci jako tako unikają epidemii otyłości. Jeśli macie trochę czasu do zmarnowania, to polecam zajrzeć do książki "Wheat Belly" W.R. Davisa (w Polsce wydana pod nazwą "Brzuch pszeniczny"). Nie jestem w pełni przekonana do proponowanej tam teorii, że za problemy wagowe świata Zachodu odpowiedzialna jest pszenica oraz mit nieszkodliwości produktów "pełnoziarnistych", ale kto wie, może coś w tym jest. Davis twierdzi, że błonnik z pszenicy (który jest specjalnym typem błonnika, niespotykanym w większości innych produktów) trawi się i ma taki sam efekt jak zwykły cukier, więc jedząc produkty z pszenicy (zwłaszcza te pełnoziarniste) dręczymy swój organizm nadmiarem węglowodanów. W Azji produkty pszeniczne są zawsze na drugim planie, więc może coś w tym jest.

Podsumowując...

Azjaci są drobniejsi i ich "normalny" wygląd dla oka Europejskiego wygląda jak bycie chudym. W Azji istnieje wiele typów sylwetki i wszystkie mają swoje miejsce w kulturze masowej - od tych ekstremalnie chudych, po te bardziej krągłe, jednak zazwyczaj naszą uwagę przyciągają chude osoby. Ważniejsze jest jednak pytanie, czy osoby które wyglądają chudo, są również chude "od środka". Niestety, bardzo wielu Azjatów wpada w kategorię "skinny-fat" - wyglądają szczupło, ale mają dużo tłuszczu zgromadzonego w trzewiach oraz w organach wewnętrznych.
Szczupłe nogi, chuda talia, ale otłuszczony brzuch - typowe dla "skinny-fat"
Po co to piszę? Bo myślę, że warto zerwać z mitem chudej Azjatki, ponieważ jest to jedynie "iluzja optyczna", związana z inną budową ciała. Nawet jedząc jak Azjatka i spożywając produkty popularne w Azji, żadna Europejka nie zmniejszy nagle swoich kości :P.

Warto też krytyczniej przyjrzeć temu, co naprawdę ląduje na stołach Azjatów z całego kontynentu. Za mało mówi się o tym, jak wysoce przetworzona jest większość produktów spożywanych w Japonii czy Chinach. Często mówiąc o kuchniach z tych krajów, wiele osób powtarza jakie to są niby zdrowe, ale ich zdrowe wersje praktykowane są głównie poza granicami krajów, z których pochodzą.

Ja po kilku dniach w Tokio fantazjowałam o miseczce gotowanych warzyw. I myślałam, że może to tylko taki mój problem ze znalezieniem "zdrowego" jedzenia w w stolicy Japonii, ale Simon i Martina z kanału EatYourKimchi przeszli dokładnie to samo podczas swojej niedawnej podróży.

Tygodniowe zakupy dla Japońskiej rodziny - MASA przetworzonych makaronów, sosów , trochę ryb i odrobina warzyw i owoców.
"Typowe" zakupy polskiej rodziny. Zdjęcia pochodzą z książki "Hungry Planet"
Inna często pomijana sprawa, to preferencja typu sylwetki. Wydaje mi się, że w Europie cenimy wyglądanie zdrowo - delikatnie zarysowane mięśnie, pełne witalności sprawne ciało, muśnięta słońcem cera i burza włosów, to ideał, który do większości z nas przemawia. I ten ideał można osiągnąć prowadząc "zdrowy" tryb życia, uwzględniający zrównoważoną dietę oraz sport. 

W Azji preferowany jest inny typ sylwetki i mięśnie są wręcz niepożądane - dlatego wiele klinik estetycznych oferuje zabiegi paraliżu lub niszczenia połączeń nerwowych kontrolujących mięśnie, np. łydek. Bo im mniej mięśnia używamy, tym mniejszy się stanie. Aby więc mieć szczupłe nogi, lepiej ich nadmiernie nie wysilać. Zamiast witalności i zdrowia, preferuje się delikatność i filigranową sylwetkę... i ten ideał osiąga się przez bardzo ograniczone porcje jedzenia oraz uprawianie jedynie niewymagających sportów jak lekka joga czy spacery.


Czy jest coś z czego można skorzystać?

Często czytając Wasze komentarze, widzę, że dla wielu osób priorytetem jest zdrowe i sprawne ciało. Jeśli przy okazji wygląda szczupło, to jest to wartość dodana ;). Czy w Azji możemy znaleźć wskazówki i odpowiedzi jak do tego ideału dojść? Zdecydowanie można skorzystać z kilku pomysłów - picie zielonej lub ryżowej herbaty jest dobre dla urody. Znajomość większej ilości potraw może ułatwić zredukowanie potraw opartych o pszenicę. 

Dla osób, które od lat chodzą na siłownie i dalej nie wyglądają szczupło... można rozważyć zamianę typowych ćwiczeń na jogę. Wiem, że się często powtarza, że ćwiczenie mięśni je wyszczupla, ale dla mnie to nie ma sensu - dlaczego niby od robienia pompek moje mięśnie na plecach i ramionach staną się większe i bardziej widoczne, zaś na nogach miałby się poddać magicznemu procesowi redukcji? ;p Mięśnie rosną od używania, maleją od nieużywania. Zmaleć może co najwyżej nadmiar tkanki tłuszczowej, ale nie mięśnie.

Najważniejsze, to nie mieć nierealistycznych złudzeń - nie ma na świecie magicznych sposobów, pigułek, diet, wynalazków, itp., przez które można nagle stać się szczupłym. Bo szczupłym można być jedząc nawet batoniki i czekoladę - jak długo nie dostarczymy sobie nimi zbyt wielu kalorii. W Azji kobiety, tak jak w Europie, borykają się z problemem wagi, i myślę, że są w nawet gorszej sytuacji, bo wiedza o zdrowym odżywianiu jest w regionie marna, jeśli nie żadna...

sobota, 20 kwietnia 2013

Singapurska blogerka Qiu Qiu i chirurgia plastyczna w Korei

W Singapurze jest niewielu prawdziwie sławnych blogerów, dlatego wszelkie firmy, które chcą się zareklamować, muszą naprawdę walczyć i kusić blogerów dobrymi ofertami, by w jakikolwiek sposób trafić na ich blogi. Qiu Qiu, prześliczna, przemiła i mega-pozytywna blogerka już raz wzbudziła sensację w świecie blogowym swoją chirurgią plastyczną związaną z operacją piersi, zaś niedawno znowu zszokowała swoich czytelników relacją z wizyty w Korei w celu zoperowania swojej twarzy.

Qiu Qiu nie jest pierwszą blogerką, której ktoś zasponsorował wyjazd w celu dokonania zabiegów chirurgicznych w Korei. Jednak historia Qiu Qiu bardzo przyciąga moją uwagę - nie tylko otwartość i szczerość w relacji, jaką zrobiła dla swoich czytelników, ale też jakie efekty osiągnęła.

Relację z podróży możecie zobaczyć w dwóch filmikach, które Qiu Qiu wgrała dla nas na YouTube:

Możecie też ją prześledzić na jej blogu TU oraz TU. Więcej zdjęć jest też na Instagramie.

Qiu Qiu poddała się dwóm zabiegom - korekcji nosa oraz przeszczepowi tkanki tłuszczowej. Ten drugi zabieg uważam za bardzo interesujący! Kiedy mówimy o starzeniu, większość z nas myśli "zmarszczki". Ale to nie zmarszczki zdradzają wiek osoby, ale ubytki i przesuwanie się tkanki tłuszczowej w twarzy oraz nagromadzenie asymetrii.

Jest to oczywiście związane z migracją twarzy, przeciw której możemy używać masaży i ćwiczeń twarzy. Jednak osoby naturalnie szczupłe lub takie, które w swoim dorosłym życiu poddały się diecie, lub po prostu mają do tego genetyczne predyspozycje, mogą zauważyć, że na ich twarzy pojawiają się zapadnięte obszary. Najczęściej zapadnięte są obszary pod oczami, gdy poduszeczka tłuszczu, którą tam mamy zaczyna migrować w dół. Często też zapada się skóra na linii nos-kącik ust.

Niestety, nie ma do końca dobrych sposobów na walkę z tymi ubytkami. Kremy poprawiają jędrność cery, ale to, jak układa się nasza skóra, zależy od struktury twarzy. Ćwiczenia i masaże mają ograniczony potencjał działania. Z chirurgicznych metod natomiast do dyspozycji mamy wypełniacze. Trwałe wypełniacze są absolutnie złym pomysłem - są zbyt sztywne, widać je, a dodatkowo obciążają cerę. Tymczasowe wypełnianie jest zaś BARDZO kosztowne i trzeba je odnawiać co kilka miesięcy.

Qiu Qiu poddała się w Korei wypełnieniu twarzy swoją własną tkanką tłuszczową pobraną z uda. Taki zabieg ma swoje zalety i jest dość popularny w Korei. Po pierwsze, nie wstrzykujemy do naszego ciała nic obcego, ani nadmiernie sztywnego czy nienaturalnie wyglądającego. Po drugie, efekt utrzymuje się dość długo - nawet do 4 lat. Nietrwałość efektu jest wbrew pozorom zaletą - twarz zmienia się całe życie i z czasem wstrzyknięty tłuszcz mógłby przestać pasować. 
Source
Wady tego zabiegu, to przede wszystkim jego ograniczona skala - nie można przemieszczać zbyt dużej ilości tkanki tłuszczowej, gdyż istnieje ryzyko, że nasze ciało nie będzie stanie zbudować wystarczająco naczynek krwionośnych, by utrzymać przeszczepioną tkankę przy życiu, a co za tym idzie jest ryzyko jej obumierania. Inne wady to możliwość przesuwania się przeszczepionej tkanki, infekcja oraz opuchlizna.

Niestety nie umiem nigdzie znaleźć ceny takiego zabiegu, ale zakładam, że to coś pomiędzy 10-20 tysiącami PLN.

Szczerze mówiąc, bardzo podziwiam Qiu Qiu za odwagę prezentowania swoich zdjęć niedługo po operacji, gdy jej twarzy była jeszcze zapuchnięta, a przeszczepiony tłuszcz nie wyglądał zbyt naturalnie.

Ale teraz moim zdaniem wygląda bardzo pięknie.

Source
Aż mi żal tyłek ściska, że nie jestem tak sławną blogerką, aby ktoś zasponsorowałby mi taki wyjazd xD (Pomijam fakt, że Azjatycki Cukier nigdy nie przyjmował i nie będzie przyjmował recenzji sponsorowanych ;p). Bo niestety kilka lat temu nagle straciłam trochę za dużo wagi (u mnie wahania wagi to norma ;(( ) i z twarzy ubyło mi moim zdaniem za dużo tłuszczu, i nawet po przytyciu nigdy nie wrócił na swoje miejsce. Teraz wygląda na bardzo zmęczoną i te ubytki bardzo zdradzają mój wiek.

Co myślicie o efektach, jakie osiągnęła Qiu Qiu? Wiele osób bardzo atakuje ją za jej decyzję, argumentując, że przed operacją i tak była prześliczna. Mi się BARDZO podoba, choć zgadzam się z tym, że zmiana jest dosyć drastyczna.

A co Wy myślicie o "turystyce chirurgicznej"? Czy pojechałybyście do Korei, by oddać się w ręce doświadczonych chirurgów plastyków i by przy okazji trochę świata zwiedzić? Jakimi zabiegamy byłyście zainteresowane?

P. S. Więcej informacji o chirurgii plastycznej w Azji możecie znaleźć TUTAJ.

Posty, które moga Cie zainteresowac

Related Posts with Thumbnails