niedziela, 1 lutego 2015

Nowa, mniej kwadratowa linia żuchwy i skrócona rynienka nosowa :)



Osoby, które poddają się zabiegom chirurgi plastycznej w Korei mają opcję usunięcia "rogu" z żuchwy i mogą osiągnąć w ten sposób łagodniejszą linię twarzy oraz mniej kwadratową żuchwę. Gdy zobaczyłam jak piękny efekt dało to u Singapurskiej blogerki Qiu Qiu (czytamy jak "Ciu Ciu"), bardzo pozazdrościłam jej operacji palstycznej.

Niby drobna zmiana, ale jej dolna połowa twarzy zaczęła wyglądać tak lekko!

Jednym z intrygujących ideałów piękna z Azji jest zamiłowanie do twarzy w kształcie litery V. Zwraca się też uwagę, żeby owa linia była łagodna i okrągława.


Dlaczego w Azji lubi się właśnie taki kształt twarzy? Ciężko powiedzieć, ale trzeba przyznać, że twarze w tym kształcie wyglądają bardzo młodzieńczo i świeżo. I nie jest to tylko kwestia prywatnego "widzi-misie", gdyż mała żuchwa i trójkątna dolna część twarzy to często znak, że twarz należy do osoby młodej. Im jesteśmy starsi, tym więcej tkanek naszej twarzy wędruje w dół. Jak to ujęła autorka książki "Ageless if you dare", twarz z czasem zaczyna nam "zwisać z czaszki" i znakiem rozpoznawczym jest utrata tej właśnie wyrazistości konturu żuchwy.

Osoby, które naturalnie mają właśnie taki łagodny kształt twarzy są często postrzegane jako młodsze niż są. Zaś właściciele kwadratowych szczęk mają większe szanse wyglądać na swój wiek.

Niestety, operacje plastyczne są BARDZO drogie (dlatego jedyne na co mam ochotę to na parskanie śmiechem, jak ktoś mówi o tych milionach wyoperowanych do perfekcji Koreańczyków - może Korea nie jest krajem biednym, ale nie każdego stać, aby wyrzucić równowartość ceny nowego auta na korektę twarzy) i w przeciwieństwie do Qiu Qiu nikt nigdy mi nie zaoferował zasponsorowanie takowej ;p. Nie ukrywam, że nawet jeśli mam na koncie trochę dodatkowego grosza, to niestety "pali mnie w kieszeni", dopóki nie zakupię biletu lotniczego w jakimś interesującym kierunku.  Dlatego choć zachwycał mnie efekt osiągnięty przez QiuQiu założyłam, że to nie dla mnie...

Jednak odrobina upartości, odrobina dyscypliny i mogę się pochwalić podciągniętą i mniej kwadratową żuchwą :3

Wybaczcie białe plamy z maści cynkowej

 


Zanim ryknie chór "NIE WIDZĘ RÓŻNICY!!!!!!", chciałabym zwrócić uwagę, że nie zawsze chodzi o to, by zmiany były drastyczne i widoczne z odległości 10 metrów. Nigdy też nie chciałabym, by moja twarz straciła to, co powoduje, że wyglądam jak ja, a nie ktoś inny (zerknijcie sobie na przemiany Rene Zellweger... ). Harmonia twarzy to kwestia milimetrowych, subtelnych zmian.

Co się zmieniło u mnie? Mniej wystający "róg" żuchwy, większy kąt linii żuchwy, podciągnięte usta i poprawiona symetria, ogólnie odrobinę zmniejszona dolna połowa twarzy. Znaczna poprawa gładkości policzka - tworzy teraz bardziej spójną płaszczyznę.

Jak? MASAŻ! :D W sierpniu zeszłego roku sprowadziłam z Korei kilka książek o masażu twarzy i jedna z nich wydawała mi się wyjątkowo trudna do przetłumaczenia, z masażami składającymi się z wielu kroków... Przyznam, że odłożyłam książkę na bok i o niej zapomniałam. Aż do czasu, gdy wypatrzyłam ją w chińskiej wersji w singapurskiej księgarni. Skoro książka jest sprzedawana międzynarodowo, to musi coś w niej być ciekawego! Niestety z tego co mi wiadomo, nie ma wersji w języku angielskim (szkoda!). Wróciłam więc do domu i ponownie wzięłam się za rozgryzanie przekazu książki. Masaże zaczęłam praktykować krótko po Nowym Roku.



Książka skupia się na kompleksowym masażu, który obejmuje wszystkie tkanki naszej twarzy i skupia się bardzo na kościach. Kości postrzegamy jako coś stałego, twardego, niezmiennego - często zapominając, że nasze kości są żywe i cały czas się przebudowują. Całe nasze życie kości zmieniają swój kształt i bardzo to widać po twarzy, która z wiekiem, pod wpływem grawitacji, bardzo zmienia swój kształt.


W książce nie brak przykładów udokumentowanych efektów masażu:


W książce znajduje się aż 20 różnych masaży! Są one bardzo szczegółowe i trzeba umieć dobrać, który masaż będzie dla nas najlepszy. Nie ma tutaj masaży w stylu "dobry dla każdego". Wszystko podzielone jest na sekcje. Pierwsza skupia się na masażach bardziej agresywnych, uwzględniających uciskanie kości. W tej sekcji znajdziemy miedzy innymi masaż łagodzący kwadratowość żuchwy (z niego korzystałam), płaskość twarzy, asymetrie czy nawet zmniejszający głowę. W drugiej sekcji więcej jest masaży polegających na uciskaniu i przesuwaniu limfy oraz łagodnym kształtowaniu twarzy. Są tam między innymi masaże wygładzające czoło i kurze łapki, dwa osobne masaże na problemy z opadającymi policzkami (bo wbrew pozorom to nie jest jeden typ problemu). Są też masaże pozwalające wyszczuplić łydki, szyję, uda oraz ramiona.

Lista problemów, które można rozwiązać masażami:

1. Kwadratowa szczęka
2. Zbyt duże i odstające kości policzkowe
3. Płaska twarz
4. Zbyt długa twarz
5. Ciężka, pospolicie wyglądająca twarz
6. Duża głowa
7. Asymetryczna twarz
(kolejne 7 skupia się na miękkich tkankach)
8. Podwójny podbródek
9. Zapuchnięta twarz
10. Opadające policzki - ciężka dolna połowa twarzy
11. Nadmiar tkanki tłuszczowej
12. Zmarszczki od uśmiechania
13. Zmarszczki wokół oczu
14. Zmarszczki na czole
(pozostałe masaże pomagają wpływać na różne części naszego ciała)
15. Masywna szyja
16. Spięte ramion
17. Masaż dla ramion i dłoni
18. Zmęczone stopy
19. Grube łydki
20. Grube uda

Wada: masaże trzeba wykonywać dwa razy dziennie! Niestety, mimo obietnic książki, że żaden z nich nie zajmuje więcej jak 5 minut, niestety niektóre z nich są naprawdę złożone i nie da się ich wykonać tak szybko jeśli chce się być dokładnym. Jeśli robimy więcej niż jeden, to trzeba odłożyć sporo czasu rano i wieczorem.

Niestety skłonna jestem wierzyć, że bez sumienności, ten masaż nie zadziała. Przez pierwsze dwa tygodnie właściwie nie widać różnicy. Przepychamy twarz w jedno miejsce, a ona natychmiast wraca do stanu początkowego. Jednak w pewnym momencie następuje przełom - twarz wraca, ale tylko w 99%. Trzeba ciągle walczyć o te minimalne zmiany i niestety bez sumienności i determinacji nie da rady.

Druga wada: brak konkretnego masażu pomagającego na worki pod oczami, czy zmarszczki na szyi.

Jakie masaże dokładnie wykonywałam? Mój podstawowy to redukcja kwadratowości żuchwy. Ten kłykieć, który stał się mniej zarysowany dalej jest tam gdzie był, ale jest delikatnie przekrzywiony do środka i siedzi odrobinę bardziej schowany. Dodatkowo robiłam bardzo skróconą wersję masażu redukującego asymetrię, oraz pełne wersję obu masażów dla opadających policzków. Efekty są bardzo zadowalające :D.

Od ciągłego masowania cera też poprawiła się w jakości - stała się bardziej sprężysta i gładka, bardzo zmniejszyły się pory. Oczywiście masaże to nie wszystko i dalej praktykowałam resztę moich zwyczajów kosmetycznych - kolagen do spożywania, delikatne ćwiczenia twarzy oraz ulubione kosmetyki. I dieta bardzo intensywnie warzywno-owocowa.


Czas przejść do pytania, które wiem, że się pojawi: czy przedstawię masaże tutaj na blogu? Gdy opublikowałam na Instagramie zdjęcie ksiażki, wiele osób właśnie o to poprosiło. Ale powiedzmy sobie szczere - byłby to plagiat i naruszenie praw autorskich :(. Gdyby to były w jakikolwiek sposób moje pomysły, lub gdybym chociaż miała coś do dodania, to nie byłby to taki wielki problem. Jednak te masaże są idealne dokładnie w takiej formie, w jakiej są przedstawione w książce - nie mam (przynajmniej na razie) absolutnie nic do dodania. 

Gdyby te masaże były powszechnie dostępne na sieci lub pojawiły się w jakimś miesięczniku - sytuacja byłaby inna. Wiem, że wiele osób może i by nawet w książkę zainwestowało po upewnieniu się, że masaże są skuteczne, bo taki "trial" to też narzędzie marketingowe. Ale decyzję o tym jak książkę promować, może podjąć jedynie autorka, nie ja.

Gdybym w jakikolwiek sposób przedstawiła tutaj "recepty" na konkretne problemy, bloga pewnie odwiedziło by sporo osób i bardzo bym na tym skorzystała - ale autorka książki już nie i nie byłoby to uczciwe... Pogrzebałoby też wszelkie nadzieje, na wydanie tej książki na rynku polskim!

Zdecydowałam się książkę dodać do oferty Bazaru i będzie do niej dołączone minimalne tłumaczenie, by jak najwięcej osób mogło z niej skorzystać. Jeśli ktoś nie ma ochoty korzystać z Bazaru, książkę można sobie sprowadzić z Gmarketu.

To na pewno nie koniec moich przygód z tą książką i będę was na bieżąco informować o postępach :). Myślę, że może czas wypróbować jakieś nowe masaże.

Z których masaży byłyście skore skorzystać? Czy myślicie, że starczyłoby Wam cierpliwości do wykonywania masażu dwa razy dziennie przez kilka tygodni?

środa, 28 stycznia 2015

Masaż Tanaka - dlaczego zmieniłam o nim zdanie


Jak łatwo się domyślić czytając tego bloga, bardzo lubię tematy, dotyczące przeciwdziałania starzeniu i dbania o urodę. Nawet gdybym nie pisała tego bloga, podejrzewam, że intrygowałyby mnie w tym samym stopniu. Dla mnie te tematy są prawie jak zagadka detektywistyczna, którą bardzo chciałabym rozwiązać. Jak to jednak bywa z zagadkami, na każdy rozwiązany wątek pojawiają się 3 dopiero wymagające rozwikłania.

Gdy zaczynałam pisać tego bloga wierzyłam, że kluczem do rozwiązania zagadki wiecznie młodo wyglądających Azjatek są kosmetyki i unikanie słońca. Ale szybko okazało się, że to tylko przysłowiowy "czubek góry lodowej" i poza kosmetykami dochodzi jeszcze znajomość odmiennych ideałów piękna, zwyczajów i zachowań nie znanych na Zachodzie, innowacyjnych zabiegów i gadżetów oraz masaży i ćwiczeń twarzy.

Te ostatnie są wyjątkowo intrygujące. Można je praktykować w domowym zaciszu i - z rozsądkowego punktu widzenia - mają dużo sensu. O ile jednak względnie łatwo o książki z ćwiczeniami twarzy (ja zainwestowałam w "FaceYogaMethod" oraz "Ageless if you Dare"), to z masażami nie jest tak łatwo. Najłatwiej jest znaleźć na sieci instrukcję do masażu Tanaka - wideo z przetłumaczonymi na język angielski instrukcjami zostało wielokrotnie wgrane na YouTube i to był mój pierwszy masaż twarzy, jakiego próbowałam.

Pod wieloma względami jest to dobry masaż - w miarę nieskomplikowany i pomagający usunąć opuchliznę. Jednak kilka miesięcy temu zdecydowałam się zainwestować w książki na temat ćwiczeń i masażu z Korei i muszę powiedzieć, że przy nich Tanaka wypada dość nijak..

Masaż twarzy masażowi nie równy - jest wiele podejść i szkół masażu twarzy i Tanaka to tylko jedna z wielu alternatyw. Są masaże, które skupiają się na formowaniu kości, masaże oparte na technikach akupresury oraz masaże, skupiające się na przesuwaniu limfy i formowaniu tkanki tłuszczowej. Do tych ostatnich zalicza się Tanaka. Na masaż składają się długie ruchy, które "przeciskają" podskórne tkanki ku skroniom, które w ramach masażu wielokrotnie się uciska, by następnie "przecisnąć" nadmiarową limfę ku węzłom chłonnym.


Mój problem to "odtłuszczajace" właściwości masażu Tanaka. Większość z nas, zanim zaczniemy przygodę z masażami, boryka się w jakimś stopniu z opuchlizną twarzy. Dołączenie łagodnego drenowania do naszego repertuaru kosmetycznego przynosi sporo korzyści. Jednak ciężko nie zauważyć, że Tanaka prowadzi w dłuższej perspektywie do wychudzenia twarzy. Czasami jest to efekt pożądany i korzystny, ale czasami może to być wręcz zły pomysł. U mnie doprowadził do wychudzenia skroni, z czego w sumie nie byłam zadowolona i musiałam je "odbudować" wypełniaczem bez wstrzykiwania.

Dlatego Tanaka, choć wydaje się dobra dla wszystkich, jest na dobrą sprawę masażem, który powinien być kierowany do konkretnej grupy odbiorców. Nie sądzę, by komuś stała się krzywda, gdyby sobie taki masaż zrobił raz na tydzień czy dwa, ale jako terapia powinien być stosowany jedynie przez osoby, borykające się z mocno zapuchniętą twarzą oraz nadmiarem tkanki tłuszczowej.

Czy znaczy to, że masaże twarzy są złe lub kierowane tylko do konkretnej grupy osób? ZDECYDOWANIE NIE! Masaż Tanka to tylko jeden pomysł na masaż. Poza Tanaką jest cała masa innych systemów, które nie skupiają się tak bardzo na limfie, ale np. na kościach czy mięśniach. Szkoda, że tak niewiele z tego jest tłumaczone na języki zachodnie.

P.S. Drobna zapowiedź nadchodzącego wpisu i moja nowa linia żuchwy :D

 

niedziela, 25 stycznia 2015

Ideały piękna z Azji - okrągłe i wypukłe czoło



Od jakiegoś czasu pisanie o ideałach piękna przyprawia mnie o pewnego rodzaju... niepokój. Jeśli nie napiszę długiego wstępu pouczającego czytelników, w komentarzach robi się absolutny rasistowski festiwal. Zawsze jest to dla mnie ogromnym rozczarowaniem. Chcę wierzyć, że bloga czytają same osoby rozumne i zdystansowane, a nie szukające sposobów na dowartościowanie się przez wyśmiewanie innych.

Niestety są i tacy czytelnicy, którzy swoją własną kulturę traktują jako świętość i jedyną słuszną i prawidłową normę. Gdy dowiadują się, że gdzieś indziej ceni się coś innego, od razu ogłaszają, że to ci "inni" są zakompleksieni, dziwni i owładnięci dziwnymi obsesjami. Jeśli ktoś przychodzi tutaj jedynie, aby się dowartościować hasłami w stylu "Ci owładnięci obsesją piękna Azjaci!", może powinien najpierw przyjrzeć się sobie i zrezygnować z czytania tego bloga. 

Jest to blog o ideałach piękna, ale nie znaczy to, że ideały piękna są jedyną treścią życia w Azji. Są za to zdecydowanie dominującą treścią tego bloga. 

Nie lubię pisać takich pogadanek, ale mam wrażenie, że bez tego się po prostu nie da... Przynajmniej na razie :|. Mam też do Was - czytelników - prośbę: zamiast pisać, żebym się nie przejmowała, może poświęćcie chwilę, by odpisywać zawistnym i rasistowskim osobom? Gdyby może dać im do zrozumienia, że promowanie ksenofobii nie jest mile widziane, nie byłoby tego aż tak dużo? Bo jak na razie to z przekręcaniem i przeinaczeniami często walczę w pojedynkę, a wiele osób odwiedzających bloga stoi z boku i tylko się z ciekawością przygląda... . Potem, kilka tygodni później, cytują ksenofobów i piszą do mnie "przecież gdzieś na Twoim blogu czytałam, że..." :(

***

Więc o czym będzie dzisiaj? O ciekawym ideale piękna z Korei, gdzie ceni się okrągłe i delikatnie wypukłe czoło. To dość marginalny ideał piękna, ale bardzo ceniony. W książkach o makijażu czy z masażami twarzy prawie zawsze znajdzie się rozdział poświęcony temu tematowi.


Jak powinno wyglądać idealne czoło według Koreańczyków? Nie za wysokie, gładkie, o łagodnej linii. Nie chodzi nawet o to, by czoło było koniecznie wypukłe, ale aby nie było "fali", gdzie linia czoła zagina się do wewnątrz nad brwiami, by potem wygiąć się w drugą stronę, tworząc na czole delikatne zapadnięcie. Nieidealne czoło to takie, gdzie łuk brwiowy odstaje od konturu twarzy. Wyraźnie zarysowany łuk brwiowy może nadać twarzy srogi i zmęczony wygląd.

Jeden z przykładów pożądanego kształtu czoła można zobaczyć poniżej:



Dlaczego właściwie preferuje się takie czoło? W Korei lubi się twarze o bardzo łagodnych rysach. Czoło z zapadnięciem będzie rzucało na twarzy cień i powodowało, że łuk brwiowy będzie wyglądać ciężko. Nie wspominając o fakcie, że z wiekiem ubywa nam z górnych części twarzy tkanki tłuszczowej, więc zapadnięte czoło dodaje wizualnie lat.



Jak zaradzić? Z pomocą jak zawsze przychodzi medycyna estetyczna - można zainwestować w implant, można czoło wypełnić własną tkanką tłuszczową lub sztucznym wypełniaczem. Ale są też metody mniej inwazyjne oraz zdecydowanie mniej kosztowne, jak masaże twarzy, kosmetyki oraz makijaż, albo po prostu... grzywka.

Przypominam, że jest to ideał w dużej mierze "niszowy" - coś, czego korektę specjaliści estetyki sugerują zazwyczaj przy okazji większych zabiegów.

Myślę, że jest to ciekawy ideał piękna. Coś, o czym zazwyczaj nie myślimy, a jednak, jakby tak obiektywnie spojrzeć, czoło to 30% naszej twarzy i oczywistym jest, że będzie mieć wpływ na wygląd całości. Byłam ostatnio w kinie na filmie "Seventh Son" i jedna z aktorek o niesamowicie pięknej twarzy była ciągle pokazywana z odsłoniętym czołem... przeciętym ciągle zacienionym zapadnięciem... Niby mała rzecz, a jednak z jakiś powodów się ją retuszuje ze zdjęć studyjnych.


Jeśli same macie czoło, z którego kształtu nie jesteście zadowolone, to bardzo polecam wypełniacze bez wstrzykiwania. Polecam też dozę ostrożności z masażami typu masaż Tanaka, które wychudzają twarz. Ja się niestety po Tanace dorobiłam zapadniętych skroni :(. Szczerze mówiąc, im więcej znam technik i sposobów dbania o siebie, tym mniej podoba mi się masaż Tanaka. Może napiszę o tym więcej wkrótce.

niedziela, 18 stycznia 2015

Jak kolorem włosów podkreślić bladość cery?



Są fani muśniętej słońcem skóry, są fani mocnego brązu i są też fani porcelanowej bladości. Ci ostatni bywają prześladowani i dręczeni, ale nie o tym będzie ten wpis ;p. Jeśli jesteś fanką bladego lica i nosisz swą porcelanową karnację z dumą i radością, może szukasz też sposobów, by ją bardziej podkreślić.

Włosy i ich kolor to najłatwiejszy sposób na podkreślenie bladej cery. Niestety nie ma tutaj jednego sposobu i uniwersalnej odpowiedzi, ponieważ nie ma jednego typu osób bladolicych. Kolor naszej cery determinują proporcje dwóch różnych typów melaniny w skórze i w zależności, której melaniny masz więcej, inny typ farby do włosów podkreśli bladość. Polecam doczytać wpis TUTAJ i określić czy jesteś typem II czy IV.

Dla osób w typie II

Jeśli kolor Twojej cery przyrównać do koloru waniliowego, i nie masz wyraźnie zaznaczonych różowych tonów w cerze, warto zainwestować w beżową gamę kolorystyczną - chodzi tu o to, by bazą był kolor kości słoniowej, czyli kolor w zasadzie neutralny, prawie popielaty.


Można też spróbować głębszych odcieni - ważne, by pod-ton nie wpadał w miedź. Lepszym rozwiązaniem jest wybranie pod-tonu beżowego:
Dla osób w typie IV

Jeśli Twoja cera ma kolor klasycznie porcelanowy i przebijają się w niej różowe tony, idealnym kolorem podkreślającym bladość będą ciemne, neutralne brązy z odrobinką różu. Kolor mlecznej czekolady z delikatnie różowym połyskiem.


Niestety taki kolor ciężko utrzymać, bo różowe refleksy wypłukują się bardzo szybko i na głowie zostaje brąz.

Im bledsza cera, tym ciemniejsze włosy, by poprzez kontrast podkreślić bladość. Jeśli cera nie jest bardzo blada, zbyt ciemny odcień włosów spowoduje, że cała karnacja będzie wyglądać na "ciemną" i nie będzie efektu podkreślenia poprzez kontrast.

Podsumowując

Nie mówię, że te kolory będą uniwersalnie do każdego pasować i że są jedynymi słusznymi kolorami. Pomagają podkreślić bladość karnacji i sposób ich doboru jest bardzo prosty: gdy porównujecie dwa kolory z tej samej gamy kolorystycznej, łatwiej będzie zauważyć, który jest jaśniejszy, gdy obok niego znajduje się kolor w tej samej gamie, ale ciemniejszy. Opisywane powyżej odcienie są rozwinięciem naturalnych "pod-tonów" w kolorystyce skóry.

Jeśli lubicie takie tematy, może ich być tutaj więcej :)

niedziela, 4 stycznia 2015

Kim są bi-majo 美魔女


Na tym blogu pojawiały się już osoby jak Masako Mizutani oraz Yoshiko Yamada. Dwie piękne Japonki słynące z urody, która nie przemija z wiekiem.

Bi-Majo (美魔女) w dosłownym tłumaczeniu oznacza piękną czarownicę (czarodziejkę?) i tym terminem określa się kobiety, które po 35 roku życia dalej zachwycają pięknem. Dzisiaj chciałabym więcej o nich napisać.

Myślę, że co warto podkreślić, gdy mówimy o bi-majo, to że nie chodzi o wyglądanie "młodo" czy dziecięco (to jednak trochę inny kierunek). Bi-majo szczycą się tym, że ich wiek nie jest łatwy do określenia, zaś ich uroda dalej zachwyca.

44-letnia Bi-Majo Kusama Yoshie
A photo posted by 友利新 (@aratatomori) on
36-letnia Arata Tomoi i jej najnowsza książka

Co roku w Japonii organizowany jest konkurs bi-majo, gdzie wybiera się najpiękniejsze bi-majo. Ocenia się nie tylko wygląd twarzy, ale również sylwetkę. Zwyciężczynie owych konkursów mogą liczyć na swoje 5 minut sławy oraz lukratywne kontrakty na promowanie kosmetyków i gadżetów pielęgnujących urodę.

Bi-majo to też kariera :). Wiele bi-majo wydaje książki, DVD, wydaje własne linie kosmetyków oraz organizują warsztaty dla innych kobiet. Bi-majo nie zajmują się tylko i jedynie kwestiami cery - dużą ilość uwagi przeznacza się na kwestie zdrowia, diety i samopoczucia.

Warto podkreślić, że chirurgia plastyczna nie jest akceptowaną metodą walki ze starzeniem. Japończycy bardzo nieufnie pochodzą do zabiegów zmieniających wygląd i jeśli kogoś takowe interesują, najprawdopodobniej pojechałby po nie do Korei. Oraz straciłby status bi-majo ;p
48-letnia Towako Yoshikawa

Towako
Bardzo intrygują mnie bi-majo, nie tyle przez to jak wyglądają, ale przez fakt, że z rozmawiania i nauczania innych kobiet uczyniły karierę. Warto zwrócić uwagę, że bi-majo pochodzą z Japonii - kraju, który z jednej strony słynie z długowieczności, z drugiej, jest od dekad "społeczeństwem starzejącym się". Czy bi-majo wyłoniły się właśnie tam, bo zamiast filozofii "live fast, die young" społeczeństwo musiało pogodzić się z perspektywą długowieczności?

Z rozmów z wami wiem, że temat przeciw-starzenia zawsze wzbudza wiele emocji - za blisko mu do próżności, narcyzmu... Zawsze też gdzieś w tle przebija się wątpliwość: "czy to nawet możliwe? Czy to nie walka z wiatrakami?". Z jednej strony perspektywa "zachowania" twarzy i ciała urzeka, z drugiej strony przeraża perspektywa, że nielicznym się uda, gdy cała reszta zostanie gdzieś w tyle. Zastanawiamy się, czy anty-aging nie jest paliwem dla ageizmu.

Jednak ciężko nie zauważyć, że rzeczywiście żyjemy dłużej i nie tylko. Później wychodzimy za mąż, później zakładamy rodziny, nasze pokolenie pozostanie aktywne zawodowo o wiele, wiele dłużej, niż nasze babcie i dziadkowie. Czy nie jest więc logicznym, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni, nie chcą by wiek był czynnikiem, który ma wpływa na ich życie?

Czy myślicie, że z czasem powstanie oficjalny zawód nauczycieli/trenerów/konsultantów metod przeciw-starzenia, który obecny będzie we wszystkich krajach świata?

sobota, 13 grudnia 2014

Ideał piękna z Europy, którego nie rozumieją Azjaci....


Nie mogę uwieżyć, że muszę znowu wpis tłumaczyć i obstawiać. To się robi powoli smutne, ale nie bawi mnie wciskanie mi w usta słów, których nigdy nie powiedziałam. A więc aby wytłumaczyć co poniektórym:

- NIGDZIE NIE NAPISAŁAM, ŻE MAM PROBLEM Z WYGLADEM MOICH USZU!Proszę, przestańcie zmyślać i dopisywać rzeczy, których nigdy nie powiedziałam. To absolutnie frustrujące!

- To, że nigdy was coś nie dotknęło, lub nigdy się z tym nie spotkaliście, nie znaczy, że nie spotkało to kogoś innego. Pisanie "O czym mówisz jest nieprawdą, bo ja się z tym nigdy nie zetknęłam" jest przejawem ignorancji. Przykładowo: jeśli nigdy nie potrącił was samochód, nie znaczy to, że żyjemy w świcie bez wypadków samochodowych.

- Nigdzie nie napisałam, że KAŻDY Polak odczuwa ogromną potrzebę krytykowania innych. W każdym miejscu na ziemi są osoby czepialskie, które po prostu nie umieją przejść dnia, jeśli komuś czegoś nie wytkną. Wpis miał zwrócić uwagę na prosty fakt, że w zależności od miejsce na ziemi wytykane są INNE rzeczy.

Jest mi naprawdę przykro, że muszę pisać takie rzeczy, bo wydawało by się, że są oczywiste....

wtorek, 9 grudnia 2014

Jakie soczewki nosi Azjatycki Cukier?


Jednym z najczęściej zadawanych mi pytań jest: jakie soczewki noszę? Powiem szczerze, że nigdy nie pamiętam nazwy i nie wiem, co odpowiedzieć xD. Więc spiszę tutaj wszystko na temat moich soczewek i może osoby zainteresowane będą mogły łatwiej znaleźć interesujące je informacje.

Jakie soczewki noszę? GEO Xtra WBS 204 Bella Brown. To mój ulubiony model i nie rozstaję się z nim od kilku lat. Są też dla mnie bardzo wygodne i noszę je praktycznie codziennie. Idealnie pasują do moich gałek ocznych i nie chodzi mi tutaj tylko o wygląd, ale też o to, że soczewki nie "zjeżdżają" w dół. To czy soczewki zsuwają się czy nie jest kwestią bardzo indywidualną, więc nie jestem w stanie zagwarantować, że te będą dobre dla wszystkich.

Wymieniam według potrzeb. Gdy tylko soczewki nie są idealnie wygodne, od razu zamawiam nowe. Nie ważne czy minęły dwa tygodnie, czy dwa miesiące.

Gdzie kupuję? W moim ulubionym sklepiku PinkyParadise. Moje pierwsze soczewki zamówiłam właśnie u nich wiele lat temu i od tego czasu chętnie do nich wracam. (Od razu zaznaczam, że nie jestem w żaden sposób przez sklep sponsorowana i nie mam z nimi nawiązanej żadnej formy współpracy; jak pewnie wiecie, jestem zawziętym "anty-współpracowcem" :p)



Czy pokażę się bez soczewek? Nie da się tematu soczewek nie poruszyć bez powracających jęków i kwęków, dlaczgóż to nie chcę się pokazać bez soczewek. Powód jest dość praktyczny: circle lens to jedyne soczewki, które posiadam, a bez soczewek - ze względu na wadę wzroku - wiele nie widzę.

Inna kwestia to to, że kiedyś miał miejsce przypadek, gdy wiele osób myślało, że zobaczyło mnie bez soczewek. Jeden z filmików zaczynałam w normalnych powiększających tęczówkę soczewkach, w których pojawiałam się w większości poprzedzających filmików i zamieniłam je na ekstremalnie wielkie. Od zawsze dostawałam te same komentarze, jak to nienaturalnie i brzydko wyglądam w circle lens. Ale kiedy kilku osobom wydawało się, że ich nie mam, to nagle te same soczewki, które w poprzednim filmiku wyglądały brzydko i nienaturalnie nagle wyglądały tak naturalnie, że większość osób nie mogła uwierzyć, że mam soczewki ;D.

Oczywiście otrzymałam lawinę komentarzy o tym, jak to naturalne jest najlepsze, albo jak to nagle ujawniłam swój sekret, że bez soczewek jestem tak naprawdę brzydka. Nie wiem czemu tyle osób myśli, że vlogerzy robią filmy, aby zbierać komplementy; większość z nas się w to bawi, bo mamy coś do powiedzenia i przekazania.

Na koniec najważniejsze... pamiętajcie, że soczewki to nie zabawa! Jasne, każdy może sobie je kupić w Internecie, ale nie znaczy to, że są to bezpieczne i łatwe w użyciu ozdoby. Każdy, kto planuje nosić soczewki, powinien odwiedzić okulistę i upewnić się, że nie ma ku noszeniu soczewek żadnych medycznych przeciwwskazań. Wiele salonów optycznych oferuje konsultacje ze specjalistą i demonstracje, jak soczewki zakładać, zdejmować i jak o nie zadbać. Możecie podejść do salonu i zapytać, czy są w stanie taką lekcję dla Was przeprowadzić i jeśli planujecie nosić circle lens, mówcie wprost, że wszystko jest pod kątem noszenia kolorowych soczewek.
Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.

Posty, które moga Cie zainteresowac

Related Posts with Thumbnails