niedziela, 22 września 2013

22. Kosmetyki japońskie a koreańskie



Pewnie dość łatwo zauważyć, że mam drobnego bzika na punkcie azjatyckich kosmetyków. Ale odkąd ich używam, nie tylko znacznie poprawił się stan mojej cery, ale miałam też okazję spróbować wielu interesujących, nieraz zaskakujących, produktów. 

Często opisując moje kosmetyczne przygody, używam uogólnień, i wszystko określam mianem kosmetyków "azjatyckich", ale kosmetyk kosmetykowi nierówny. Dzisiaj chciałabym więc Wam z grubsza opisać, czego można się spodziewać kupując kosmetyki japońskie oraz koreańskie. Te dwa kraje to zdecydowanie liderzy jeśli chodzi o kosmetyczne innowacje i jeśli kupujecie azjatyckie kosmetyki, to najprawdopodobniej są one z jednego z tych krajów. Więc czym się różnią?

Japońskie kosmetyki


Japońskie kosmetyki słyną z minimalizmu - producenci skupiają się na aktywnych składnikach, pomijając często wypełniacze i składniki upiększające sam kosmetyk. Listy składników bywają bardzo krótkie, zaś firmy chwalą się nie dodawaniem perfum, parabenów, itp. Czasami przez to kosmetyki nie pachną, ani nie wyglądają jakoś szczególnie ładnie.

Kosmetyki mogą być zarówno oparte na naturalnych składnikach (np. kosmetyki DR. KIYO, Dr. Ci:Labo), jak i być produkowane w oparciu o wiedzę chemiczną. Ostatnim hitem jest linia kosmetyków Astalift, zaprojektowana przez chemików z firmy... Fujifilm. 



Firmy które warto znać: Shiseido, Kose, Hada Labo, SK II, DHC

Koreańskie kosmetyki


Koreańczycy uwielbiają czerpać garściami z natury, więc większość koreańskich kosmetyków jest oparta na jakimś roślinnym ekstrakcie. Listy składników na koreańskich kosmetykach są długie... czasem przerażająco długie.

Choć kosmetyki koreańskie czerpią z natury, producenci nie boją się hojnie dodawać typowych "chemicznych" składników, więc do deklaracji firm o naturalności kosmetyków warto podchodzić z dystansem. Pamiętam jak się zdziwiłam, gdy zaczęłam dokładniej przyglądać się etykietom produktów z firmy SkinFood... bardzo mało w nich "Food".



Rynek kosmetyków koreańskich jest też bardzo podatny na przemijające mody i fascynację jakimś składnikiem. W zeszłym roku wielkim hitem były produkty ze ślizu ślimaka - wszystkie szanujące się firmy miały choćby jeden kosmetyk z tym składnikiem; wcześniej obiektem fascynacji były pszczoły (od miodu, przez jad, po mleczko). Teraz rynek przesuwa się w stronę fascynacji cytokinami (wpis o tym już wkrótce). 

Firmy które warto znać: It's Skin, Dr. G, Mizon, Sidoomol, Missha

Tyle jeśli chodzi o pielęgnacje. Może w przyszłości przydałby się wpis o kolorówce.

A tym czasem chciałabym Was zapytać, jak oceniacie rynek polskich kosmetyków? Dawno mnie w Polsce nie było, zaś po polskich blogach urodowych widać, że wiele się dzieje! Jak opisałybyście polskie kosmetyki?

58 komentarzy:

  1. Cytokiny to jakieś związki chemiczne? W sumie trochę to źle że składy kosmetyków się zmieniają, bo np, ja lubiłam kosmetyki ze śluzu ślimaka , a teraz będą trudno dostępne , bo moda się zmieniła...Pamiętam też jaskólcze gniazda, ich też już nie ma? Bezsens, ale w sumie koncerny muszą zarabiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to białka, mówi się na nie hormony roślinne (np. u roślin pobudzają wzrost, rozwój owocu itd.).
      Uigutsu no fun przecież dalej jest dostępny, tak samo kosmetyki ze ślimaka :)

      Usuń
    2. Cytokiny występują również u ludzi. Zależnie od rodzaju, mogą pobudzać lub hamować proliferację komórek, powodować odpowiedź zapalną organizmu.
      Co do kosmetyków, to wolę krótszy, przemyślany skład. Przynajmniej stężenie składników aktywnych jest na tyle wysokie, że ma szansę zadziałać. Co mi po milionie składników, gdy ich stężenie w kosmetyku nie wynosi nawet 1%?

      Usuń
  2. Polskie kosmetyki? ... meh, jedyna firma jaka mnie zaciekawiła i ma nawet fajne produkty to Sylveco, takie tam naturalne np. żele do mycia jest np. rumiankowy z kwasem salicylowym 2% bez SLS i innych niepotrzebnych rzeczy i jak nigdy poradzić sobie nie mogłem z zaskórnikami i syfkami tak poprostu ku mujemu zdziwieniu zaczęły znikać w wielkich ilościach (+ krem nagietkowy do skóry trądzikowo jakiejśtam xD ) fajne fajne. :3
    Uwielbiam te wpisy Azjatycki Cukrze! ; D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem dużą fanką tej firmy. Naturalna i działająca :)

      Usuń
  3. kosmetyki od FujiFilm muszą być dość interesujące :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez wątpienia tak...już widzę np. perfumy "powiew wywoływacza" albo "świeżość prosto z corexu" :D :D

      Co do polskich kosmetyków zaś-ja używam namiętnie, właściwie-najwięcej u mnie koreańskich i polskich właśnie. Polski rynek jest niesamowicie różnorodny. Sporo klasyki, produktów, które nie zmieniły się od lat (Bell, na przykład, nawet nie wpadł na pomysł zmiany opakowań...i dobrze!!!), sporo porządnych, "uczciwych" produktów w dobrych cenach (kilka rewelacyjnych serii Ziaji), trochę niefortunnego naśladowania droższych marek i...potworny brak pewności siebie. Mam takie wrażenie, że polskie firmy są jakieś takie...nieśmiałe. Wiele z nich pazurami trzyma się starych rozwiązań, czego świetnym przykładem są producenci podkładów-w dalszym ciągu sporo marek dysponuje maksymalnie trzema kolorami-zjaranym na rodzynkę, mocno opalonym i lekko opalonym, pomimo tego, że moda na mocną opaleniznę minęła eony temu. Albo kremy "przeciwzmarszczkowe"-idąc do sklepu, powinnam teoretycznie tylko wziąć ze sobą dowód, żeby w razie niepewności przypomnieć sobie swoją datę urodzenia-prawie każdy produkt do twarzy ma oznaczenie, dla jakiego wieku jest. Niektóre drogerie poszły o krok dalej-pogrupowały kremy na półkach według...sugerowanego wieku klientki, podanego przez producenta!!! I jeszcze-opakowania. Ja lubię czerwone, proste opakowania Bella, takie z nutką nostalgii, nie wyobrażam sobie też, by ktokolwiek śmiał zmienić cokolwiek w Pani Walewskiej, ale dużo polskich firm pakuje swoje rzeczy do opakowań, które są po prostu brzydkie.

      Widzę też na polskim rynku dużo doskonałych małych marek. Swoje kosmetyki wypuszczają coraz lepiej odnajdujące się na rynku uzdrowiska. Lekko siermiężny design nie odstrasza-ja wiem, że np. po "kosmetyki z wodą termalną" Vichy nie sięgnę, bo za ułamek ich ceny mam fenomenalne produkty z Iwonicza, które faktycznie zawierają sole i wody, bardzo wysoko w składzie.

      Widzę też, że te polskie marki, które zapomną o kompleksach, wynikających z niebycia marką francuską, amerykańską czy brytyjską...z powodzeniem podbijają Francję, Wielką Brytanię i Amerykę, czego świetnym przykładem jest Inglot.

      Reasumując-polski rynek kosmetyczny poradziłby sobie doskonale bez popularnych marek zagranicznych, takich, jak Rimmel, Maybelline czy L'Oreal. One jednak są, bardziej chyba z przyzwyczajenia, niż z rzeczywistej potrzeby, ponieważ, pomimo różnic w cenie, nie różnią się jakością od rodzimych produktów. A jeżeli już się różnią-to w 90% na korzyść tych drugich.

      Usuń
  4. nie miałam nigdy kosmetyków azjatyckich , z chęcią bym wypróbowała ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest sporo polskich kosmetyków, które zachowały klasę - czyli jakość, wydajność, oraz wytrzymałość. Ale niestety, coraz więcej marek, jak np. AVON, który na ogół bardzo lubię, zachęcają nową technologią koloru, który trzyma się tak naprawdę tylko 2-3 godziny, zamiast obiecanych dwunastu, lub odżywkami najwyższej jakości, które przesuszają i przetłuszczają włosy. Jedyną marką, która mnie nigdy nie zawiodła jest Planet Spa, która jest dostępna właśnie przez katalogi AVON. Jest to marka, która zazwyczaj ma w swoim asortymencie kremy, odżywki i maseczki. Często opierają się one na oliwce, żeń-szeniu, lub bursztynach. I tym sposobem po odżywkach włosy są miękkie i nawilżone, po maseczkach skóra jest niesamowicie gładka, a po kremach można się spodziewać zaleczenia zbyt suchej skóry. Nie wiem, czy jest to polska firma, aczkolwiek wypuszczana jest w Polsce, więc na podstawie tego oceniam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Avon jest firmą amerykańską działająca... globalnie :-)
      Założona w jeszcze pod koniec XIX wieku. Pod nazwą ,,Avon" funkcjonuje od 1939r. Sprawdziłam kiedyś po obejrzeniu ,,Edwarda Nożycorękiego" (akcja dzieje się w latach 50.) :-P ,,Hello, it's Avon calling!" ;-D

      Usuń
    2. Dlatego podkreśliłam, a jeśli nie to teraz podkreślam, że są sprzedawane w Polsce i na podstawie tego oceniam.

      Usuń
  6. Ja widzę to tak, że w Polsce kosmetyki skupiają się na szybkich wizualnych efektach, niekoniecznie na głębokiej pielęgnacji.. Cierpią na to zarówno kosmetyki do włosów, jak i do ciała i twarzy. Jesli jakiś krem ma poprawić stan skóry, to zrobi to szybko, ale bardzo nietrwale. Lubią też chwalić się składnikami których tak naprawdę jest tyle, co kot napłakał. Co zabawne, naprawdę dobre jakościowo kosmetyki można dostać grzebiąc w dość niskich półkach - Ziaja, Bielenda, Barwa..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętajmy, że nasza Ziaja, robi karierę w Korei i jest uznawana za wyższą półkę ;)

      Usuń
    2. Prawda! Co jadę do Polski to wracam z zapasem kosmetyków :)

      Usuń
    3. Ziaja tak, pod warunkie, że to linis Ziaja med. Seria zwykła,drogeryjna bardzo wysoko w składzie zawiera oleje mineralne, parafinę, które tylko wizualnie poprawiają stan skóry, ale na dłuższą metę jej szkodzą.

      Usuń
  7. nie znam tych kosmetyków azjatyckich, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Na pewno poprawiła się jakoś kosmetyków do pielęgnacji włosów( ja np. łącze z sobą szampon Dove, odżywkę z Altery do tego Radical odżywkę bez spłukiwania i wcierkę z Jantara w codziennym użytku - efekt: poprawa stanu skóry głowy, grubsze włosy, odzyskanie zdrowych włosów sprzed okresu farbowania. Wiem, że taka kuracja do stosowania na co dzień jest obciążająca do włosów, problem w tym, że od pierwszej takiej kuracji włosy utrzymują świeżość nawet do 5 dni). Jeśli chodzi o kosmetyki to rynek Polski nie jest tak dokładnie sprecyzowany i ciężko doszukać się składników o których mówisz (najgorzej jest z Q10 - no chyba że w kremie 40+...)i oczywiście nie ma nic co by miało aktywną witaminę C( a przynajmniej nic to było by tańsze od twojego kremu wodnego). Osobiście produkty, które używam w codziennej pielęgnacji (18 lat) jest pianka do mycia twarzy z Iwostin, tonik z Ziaji z Nagietkiem, Lotion oczyszczający z Yves Rosher i delikatny krem nawilżający z Oceanic. Najbardziej według mnie kuleje rynek kremów pod oczy. Nie znalazłam na razie nic co by wygładziło te dwie ogromne "ryski" pod oczami :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trzeba poszukać... Ziaja Med profilaktyka zmarszczek esencja rewitalizująca - 1% wit C cena od 12-14 zł od 25 roku życia miałem bardzo fajny kremik chyba że spodziewasz się spektakularnych efektów to nie jest dla ciebie

      Usuń
    2. Spróbujcie olejek z opuncji figowej. Wydaje się to dość trywialne ale działa. Ostatnio borykałam się z rzesami, które wypadają po jakimś trefnym tuszu do rzęs i koleżanka powiedziała, że olejek arganowy działa. W domu miałam tylko opuncje fig+arganowy i choć w przypadku rzęs faktycznie nieco pomogło, tak w przypadku tych zmarszczek.... oj respekt. Żaden krem się tak nie spisał :)!
      olejek jednak marokański - a nie polski.

      Usuń
    3. ja przetestowałam wiele z Iwostinu i jestem zadowolona. Przede wszystkim nie uczulają, a większość kosmetyków tak na mnie działa. Cena też jest ok, więc jak wam pasuje ziaja, to iwostin was zachwyci.

      Usuń
  9. Ja się zastanawiam nad AC sleeping pack od Baviphat'u. Podobno ma bardzo dobry wpływ na skórę mieszaną i trądzikową. Szkoda, że u nas nadal azjatyckie kosmetyki są tak słabo dostępne.

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę że w Polsce dobrą robotę o wielu wielu lat robi Dr.Irena Eris oglądałem z nią wywiad na Polsat Cafe. Posiada ona centrum naukowo-badawcze, hotele spa i kilka firm od nisko-półkowych o niskich cenach do kosmetyków ekskluzywnych. Mamy Under Twenty i Lirene dostępne w drogeriach a potem Pharmaceris i Dr. Irena Eris w aptekach i perfumeriach :). Jeszcze jest Pat&Rub i Organique.

    OdpowiedzUsuń
  11. Z polskich firm dobrej jakości polecam przede wszystkim organique, czy sylveco :)

    OdpowiedzUsuń
  12. fajny wpis ii oo kolorówka to świetny pomysł jestem ciekawa ich cieni, eyelinerów itp bo BB już wszyscy znamy ;D
    Ściskam ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pytasz o polskie kosmetyki... jestem absolutną fanką firmy Apis! Ich kosmetyki są po prostu świetne - świetne składy, świetne działanie no i nie szkodzą mojej skórze. Myślę, że warte polecenia są też firmy Seboradin i L'Biotica (maski Biovax) - z produktami do włosów. Lubiłam jeszcze maskę do dłoni Ziai, ale tak naprawdę to zwyczajne Rossmannowe kremy do rąk działają lepiej. Ludzie zachwycają się też Tołpą, znane są marki Eris i Iwostin, ale ja za nimi nie przepadam - zapychają mi pory.

    I właśnie z tego powodu obawiam się azjatyckich kosmetyków. Moja skóra kiepsko reaguje na silikony. Chociaż mam w szufladzie kilka próbek kremów BB i chyba czegoś ze ślimaka, muszę w końcu je przetestować. Jak dotąd używałam BB zamiast korektora pod oczy, sprawdzały się świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jest fitomed. A czy Eveline nie jest też polska? chyba tak, choć tu z jakością różnie bywa, choć potrafią miło zaskoczyć.

      Usuń
    2. Cukrze, tak się zastanawiam - używałaś kiedyś retinoidów? Albo słyszałaś o nich?

      Usuń
    3. @Puszysława - miałam jedno podejście, dermatolog polecił mi na nos, by zmniejszyć pory. Ale... tak było mi żal dręczyć skóry, że po kilku dniach zrezygnowałam. Wolę mniej inwazyjne i łagodne metody.

      Usuń
    4. Eveline mają coraz lepsze kosmetyki, ich nowy micel ma kwas hialuronowy na drugim miejscu w składzie, dopiero dalej są "czyściki" i jest całkiem, całkiem. Pozostałe produkty też są niezłe ;) Niestety, na micelu jako adres siedziby firmy podano Paryż. Fitomed jak dla mnie średni :D

      Ja używam retinoidów od tygodnia, ale mam dobry powód - leczę nimi trądzik. Ale rzuciło mi się gdzieś w oczy, że mają silne działanie przeciwzmarszczkowe i byłam ciekawa, czy Ty też o tym słyszałaś no i oczywiście podejścia Azjatów do tak silnych substancji.

      Usuń
  14. Zastanawiam się czy miałaś już przyjemność kontaktu z pewną Panią mieszkająca w Japonii, również prowadząca bloga? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjemność z panią od kotów, która wszystko wie najlepiej i w ogóle jest najmądrzejsza? Dobre sobie:-] Na Azjatyckim Cukrze jest sympatycznie, niech tak zostanie.
      - - Julka

      Usuń
  15. Czy w Azji można kupić kosmetyki wegańskie/nietestowane na zwierzętach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale to nie to samo...
      kosmetyk wegański nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego, podczas gdy kosmetyki nietestowane na zwierzętach niejednokrotnie mają w składzie miód, wosk, mleko, nie mówiąc już o śluzie ze ślimaka, kawiorze czy jakichś ekstraktach z koni (? chyba było już o tym kiedyś na blogu).
      poza tym... sam temat też już się tutaj przewijał :P

      Usuń
    2. Wiem, że nie to samo. jestem weganką, a do tego nigdy nie kupuje kosmetyków testowanych na zwierzętach. Chciałam się zorientować po prostu jakie Azjaci mają podejście do tematu, bo wydaje mi się, że w mniemaniu większości zwierzęta to przedmioty bez uczuć.

      Usuń
  16. Ja zauważyłam, że wśród polskich blogerek jak i w mojej szafce, królują polskie (ewentualnie popularne w Polsce ;) ) półprodukty i często robione z nich kremy, toniki i inne.
    Ja sama coraz częściej do prostej maski do włosów Bingo Spa dodaję żel lniany (gotuje się nasiona lnu w wodzie) plus właśnie jakieś półprodukty i olejki.
    Na pewno tutaj rośnie w siłę rynek półproduktów oraz prywatne firemki oferujące ekologiczne mydełka (często robione przez jedną osobę - właściciela firmy, a nie kilkuset pracowników) i inne wyroby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Wśród polskich blogerek.
      Cała reszta Polek zaopatruje sie w popularne marki nie-polskie Unilevera, Proctle&Gamble i Schwarzkopf'a (nie ujmując tutaj rynku Ziaji oczywiście). Cóż, gdybyś Cukrze wróciła do Polski, twoje kosmetyczne pasje skazane byłyby na nędzny los róż na pustyni. Blogerki można by tutaj porównać do kaktusów pustynnej kreatywności :). Nawet w takich warunkach udaje im się kwitnąć ;).

      Usuń
  17. Polskie kosmetyki to głównie... ściema i wypełniacze. Choć to raczej bardziej dotyczy kosmetyków na rynek polski, bo akurat nasze rodzime marki nie wypadają tak źle. Wielkie koncerny mam wrażenie, nie traktują nas poważnie. Skład na Europę Wschodnią jest inny, niż w kosmetykach sprzedawanych na Zachodzie. I o ile polskim markom kiepski skład mogę wybaczyć, bo chociaż są przy tym bardzo tanie, zachodnie rozwodnione specyfiki trzymają cenę. Z naszych rodzimych chyba Ziaję lubię najbardziej, chociaż najlepiej w wersji med albo pro. Jeszcze Iwostin jest przyjemny.

    A jeśli chodzi o filozofię tworzenia kosmetyków to zdecydowanie bardziej podoba mi się japońska. Nie jestem chemikiem, ale sporo czytałam o negatywnym wpływie na zdrowie wypełniaczy, utrwalaczy czy barwników, z parabenami na czele. W przypadku wielu z nich są badania świadczące o ich rakotwórczości. Dlatego ja kupuję te z jak najkrótszym składem.

    Jak ktoś jest zainteresowany szkodliwością składników kosmetyków, to znalazłam kiedyś taką stronę: http://luskiewnik.strefa.pl/acne/toksyny.htm

    OdpowiedzUsuń
  18. Niestety we włoskich perfumeriach nie ma firm biologicznych z Japonii, które wymieniłaś... Ja przestałam używać shiseido, bo ma rożne składniki mało biologiczno-ekologiczne i kupuje kosmetyki w sklepach biologicznych, w których królują niemieckie firmy...
    Kiedy bywam w Polsce to dostaje oczopląsu w zwykłych drogeriach taki jest wybór. Po prostu 4razy więcej produktów niż we Włoszech :)) kiedyś przeczytalam artykuł o tym, że Polska była od czasów komunistycznych liderem kosmetycznym bloku wschodniego i Ukrainki, czeszki i Rosjanki szalały za naszymi kremami :))
    D

    OdpowiedzUsuń
  19. Właśnie sprawdziłam na włoskiej stronie sephory, ze wprowadzili do asortymentu koreańską markę Erborian I chińska Herborist.
    Znasz je może?

    Dzięki
    D

    OdpowiedzUsuń
  20. Polskie kosmetyki sa dobrej jakosci, w porownianiu np z francuskimi. Mieszkam we Francji od prawie 15 lat i nadal kupuje kremy w Polsce. Bardzo lubie marki : Flos-lek, Pulanna, Eveline -ich kremy i zele pod oczy nie uczulaja, a wiem co mowie, nie moge stosowac zadnej innej marki pod oczy. Poza tym Bielenda, Ziaja, AA Oceanic, Dax Perfecta. Kremy do twarzy tych firm sa dobre, tanie i skuteczne. Mam 35 lat i ludzie wciaz mowia do mnie na panienka (wciaz uzywane we Francji)i daja mi gora 25 lat. Na pewno juz nigdy nie kupie: L'Oreal, Maybelline, Yves Rocher, Vichy. Nic nie warta, przereklamowana chemia. Lubie Avene, La Roche-Posay, Filorga i Lierac, sa relatywnie dobre i nie uczulaja. Ceny rozsadne na francuskie pensje, za to w Polsce sprzedaja ja prawie za podwojna cene. Polskie marki stale ulepszaja kosmetyki i wg mnie sa czesto lepsze od zagranicznych. Eveline jest znana w swiecie i uznawana za bardzo dobra firme, sprzedawana o wiel edrozej niz w Polsce. Ziaja zaczyna wchodzic na rynek japonski i koreanski. Moja japonska przyjaciolka byla zadowolona z kosmetykow Ziaji, ktore jej przywiozlam, i mama innej przyjaciolki tez. Cena wcale nie jest wyznacznikiem jakosci. Sama wybrobowalam serum Estée Lauder rozswietlajace i pod oczy i mnie nie wydawaly sie czyms extra, pod oczy mnie uczulilo, a sa bardzo drogie. Wyprobowalam tez koreansie kosmetyki Skin79, kremy bb sa extra, serum pod oczy i 3 serum Turn therapy sa bardzo przyjemne i nie uczulaja. Ich maseczki, peelingi i olejki do demakijazu sa bardzo dobre. Ogolnie azjatycjkie kosmetyki sa dobrej jakosci, wynika to chyba z faktu, ze azjatki od dawna o wiele bardziej dbaja o skore niz europejki, wiec tamtejsze firmy dbaja o jakosc i poszukuja wciaz czegos lepszego. Polskie firmy od jakiegos czasu tez zaczely dbac o jakosc i wypuszczaja duzo nowosci, gdyz teraz kobiety bardziej dbaja o siebie niz ich matki lub babcie. Pozdrawiam, Iwona z Perpignan, Francja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eveline to nie jest polska firma...jak nie wiesz,to najpierw sprawdź a nie głupoty wypisujesz...

      Usuń
  21. Jako osoba z trądzikiem różowatym, która przez swoja masakre na buzi zaczęła się interesować składami, stwierdzam, że wszystko co reklamuja w TV jest beznadziejne, ma mnóstwo silikonów, parabenów innych chemicznych substancji:/ trzeba się nieźle naszukać, żeby znaleźć coś fajnego. Nawet polecane BingoSpa do twarzy w mojej wersji miało metyl, etyl, propyl i butyl paraben w składzie (u mnie powodowało zaczerwienienie policzków). Teraz też się czaję na kremy apis jak osoba we wczesniejszym komentarzu:) Zaczęły byc również dostępne typowe dermokosmetyki (Iwostin, czy avene), dostępne tylko w aptekach, jednak też potrafią uczulać albo powodować wysypy wszelkich niespodzianek na buzi, mimo swoich wysokich cen. Tak to wyglada w Polsce moim zdaniem:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Polskie kosmetyki mają coraz więcej do zaproponowania, również w kwestii zapobiegania procesom starzenia. A od kiedy czytam bloga Azjatycki Cukier interesują mnie głównie takie :)
    Z tych niedrogich uwielbiam serie Ziaja MED. Kosmetyki Ziaji są dostępne między innymi w Korei i Japonii, natomiast w Korei ponoć są hitem :) Bardzo fajna jest przeciwzmarszczkowa kuracja dermatologiczna z witaminą C, 25+, a zwłaszcza esencja z wit. C i kwasem hialuronowym. Mają także kremy przeciwsłoneczne SPF 50 i PPD 27,2 i to w bardzo przystępnych cenach.
    Poza tym bardzo przyjemne marki to wg mnie Iwostin. Zwłaszcza ich krem odżywczy z witaminami C i E. Przyjemne są także inne produkty tej firmy, między innymi żel do mycia twarzy. I pomimo, że mam wrażliwą cerę nic mnie jeszcze nie uczuliło.
    Bardzo lubię też Tołpę, a zwłaszcza ich płyn micelarny (który zmywa makijaż bez pocierania) i krem do cery naczynkowej.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja osobiście jestem zakochana w firmie himalaya niestety trzeba się nieźle naszukać aby znaleźć te kosmetyki, są one naturalne sama zaś firma pochodzi z Indii. Oprócz tego sadze że ciekawe rzeczy można znaleźć buszując po mydlarniach.

    OdpowiedzUsuń
  24. polskie kosmetyki są różne, czyli do wyboru do koloru! Można znaleźć naturalne, średnio naturalne i pseudo naturalne (czyli napakowane chemią pod samo wieczko). Można też, tak jak powyżej napisała MałyJeż, skomponować coś samemu z dostępnych w sklepach internetowych półproduktów, albo też wzbogacić istniejący już naturalny produkt jakimś półproduktem. Możliwości jest mnóstwo, wszystko zależy od chęci i portfela.

    Niestety jak zauważyłam na sobie te nasze kosmetyki, głównie pielęgnacyjne, bywają niekiedy baardzo dziwne. Tak jakby czegoś im brakowało. Poza tym niektóre firmy kosmetyczne przesadzają u siebie z "naturalnością". Co z tego, że w kremie jest kilkanaście różnych olejków jak są tam gdzieś het het pomieszane z parabenami i jakimiś innymi śmieciami? Obecnie sama mam trochę takich "śmiećków" u siebie, no ale niestety moja twarz jest wybredna. Zafundowałam jej naturalne, rosyjskie kosmetyki, a ona ich nie polubiła. Nie będę w nią na siłę wklepywać :/ Szukam więc dalej, ale nie w Polsce

    OdpowiedzUsuń
  25. Polski rynek kosmetyczny, jeżeli chodzi o produkcję jest największy zaraz po Francji.Polki mają gigantyczny wybór, tylko niestety nie zawsze wiedzą jaki typ skóry posiadają i czego powinny szukać.Często widzę też brak wierności konkretnym produktom, co skutkuje tym, że nic nie ma szans zadziałać w 100%.

    OdpowiedzUsuń
  26. A ja własnie zamówiłam sobie kosmetyki Sulwhasoo. Jaka one mają opinię w Singapurze? Bardzo mnie to ciekawi!

    OdpowiedzUsuń
  27. ja w obecnej chwili używam tylko polskich i koreańskich kosmetykow. zagraniczne - typu l'oreal i nivea ograniczyłam do minimum.

    OdpowiedzUsuń
  28. U nas rynek kosmetyczny również ruszył do przodu. Nie mówię tutaj o kosmetykach dostępnych w każdej drogerii(z których zdecydowanie wybija się Ziaja, Bielenda ma duży i ciekawy asortyment dostępny w hurtowniach kosmetycznych , Eveline też ma sporo dobrych produktów, jednak mało naturalnych) ale o takich trudniej dostępnych, jak Sylveco, Fitomed czy Apis. Każda z tych firm ma do zaoferowania produkty naturalne i działające. Poczytajcie opinię na w
    wizażu:) Ja sama mam w kosmetyczce trochę produktów do pielęgnacji z Korei jak i kilka dobrych produktów Polskich. Plus jakieś starsze do wykończenia typowo drogeryjne;)
    M.

    OdpowiedzUsuń
  29. Moim zdaniem rynek polskich kosmetyków jest spory jest w czym wybierać. Zawsze ciekawi mnie czy po sprowadzeniu do Azji np Ziaji zrobiłyby one taki szał jak azjatyckie kosmetyki w PL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie z toba. Pielegnacja ciala od ziaji jest naprawde dobra i do tego dosc tania do ilosci. Do tego nie wyobrazam sobie powrotu do podkladow w polsce. Kremy bb zostana juz ze mna na zawsze. Do tego mam koreanski zel ze slimaka na dzien i na noc tani polski nawilzajacy krem hipoalergiczny. Buzie mam piekna jak nigdy.
      Jedynie z wlosami mam problem :) polskie mi nie sluza, zachodnie malo daja a w azji nie patrzylam jeszcze :)

      Usuń
  30. Z opisu składników bardziej zachęcają mnie do siebie koreańskie kosmetyki - lubię naturalne i oparte na ekstraktach roślinnych produkty :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Jest dużo świetnych polskich kosmetyków o niskich cenach, np. Ziaja, green pharmacy, farmona, AA Oceanica itp. i po nie najczęściej sięgam :) Nie wiem jak z drogimi kosmetykami, bo takich nie kupuje, ale wydaje mi sie, że niestety te połki sa opanowane przez zachodnie marki - bez sensu .

    OdpowiedzUsuń
  32. Dobrze jest, ale nie nadzwyczajnie. Duży potencjał. Moim zdaniem trzeba postawić na, po pierwsze, odkrycia naukowe - nie wszystko co naturalne jest najlepsze, człowiek jest zdolny "ulepszyć" kosmetyki. Po drugie właśnie na naturę a po trzecie na prosty, niezapakowany skład - bez zbędnych czy wręcz szkodliwych substancji.
    Ja uwielbiam Dermikę, choć nietania. Dermika jest przemiła, choć to nie kosmetyki typowo "lecznicze". Interesująca jest Tołpa, ale nie wiem na ile skuteczna - muszę wybróbować, kusi naturalnością. Ciekawy jest również Flos Lek! niektóre ich kosmetyki są naprawdę fajne. A Farmona? Podobnie. Niektóre mnie zadziwiają! I jeszcze perełki naturalności jak Apis...Warto zwrócić uwagę na Pulannę.Urocza jest Bielenda - takie słodkie kosmetyki. Chwalona jest Ziaja, ja aż tak nie podzielam zachwytów, chociaż niektóre ich kosmetyki mam i mieć będę. Ziaja, jeśli chodzi o mazidła do twarzy, ma dużo dziwnych składników w składzie. Długie te listy, ale nie ze względu na mnogośc składników PRAWDZIWIE potrzebnych, aktywnych. Chociaż Ziaja jest miła, taka spokojna marka, ogólnie ją cenię.
    Eveline to Strasznie "drogoeryjne" świecące zapchane dyrdymałami kosmetyki. Irytują mnie. Soraya i AA nie zachwyciły mnie do tej pory jakoś szczególnie niczym (Dermika dziecko Sorayi?). Jeszcze jest mnóstwo mniej krzykliwych lub mniej znanych marek, ale czasem czymś naprawdę zaskoczą. Na przykład jest Ava. Albo Miracculum czy jakoś tak - kurczę mają tak doskonały balsam na rozstepy!
    No i jeszcze Iwostin godny zauważania.
    sama się nie spodziewałam, ze tego jest tyle...I naprawdę niektóre rzeczy są niezłe.

    OdpowiedzUsuń
  33. Do niedawna polskie kosmetyki opisałabym jako "dla frajera"-- olej mineralny, gliceryna, jakiś wyciąg... i niby ma działać cuda.

    Ale jest coraz lepiej. Po pierwsze ze względu na rosnące zainteresowanie ekologią, kosmetykami naturalnymi. Oczywiście i tutaj znajdziemy buble np. eko kosmetyki w 50% składające się z alkoholu (naturalny konserwant), czasami aż odrzuca.

    Po drugie ze względu na coraz większą świadomość konsumentów... Myślę, że przyczyniły się do tego sklepy typu mazidla, biochemia urody, zrobsobie krem, ale też blogi jak Twój, sporo osób zaczęło się rajcować kosmetykami koreańskimi (kremy pseudo BB w polskich sklepach!) i pielęgnacją japońską. Polscy producenci wprowadzają sheet mask...

    OdpowiedzUsuń
  34. W sumie :D
    Polskie dobre marki były od zawsze (np ava, czy uroda polskie kwiaty), ale klient nieświadomy wybierał 'zagramaniczne' przereklamowane wypchane silikonami buble najbardziej widoczne w drogeriach lub wciskane przez 'konsultatntki' avonu i oriflamu.

    Teraz świadomość konsumentów wzrasta, staramy sie lepiej jeść i uzywać zdrowszej chemii, czytamy składy, poszukujemy PoLSKICH marek.
    Polecam:
    *SYLVECO- krem brzozowy, krem z rokitnikiem extra hiper super i habrowy pod oczy!!! (mysle że pozostałe kosmetyki tez są dobre)
    *AVA- są to bardzo dobre produkty, o umiarkowanych cenach, sera w cenie około 30 zł, dziłają lepiej niż z este lauder czy inny drogi shit- nigdy więcej nie dam za kosmetyk choćby cuda obiecywał ponad stówę (no chyba że jakies fajne, skuteczne, bezpieczne kwasy czy retinoidy;)) bo po co przepłacać. Polecam serum groszkowo-marchewkowe, krem do nog na naczynka i krem z rokitnikiem ;)
    *fitomed- niekoniecznie tak eko jakby sie wydawało, ale ma kilka dobrych rzeczy, 'moje kremy' sa fajne ale te nie na bazie z gliceryną, tylko 2 i 4 bodajże i toniki tzn hydrolaty, ale te nie zawierające glikolu propylenowego (wierzcie mi ta substancja nie jest dobra dla skóry, oj nie)
    *apis- troszke sie zawiodłam, może ma w składzie naturalny barwnik, ale co z tego jak ma gliceryne i silikony, poza tym po co mi rózowy krem- chodzi o sławna zurawinę- i wogóle słabo nawilżaja i nic nie ujędrniają te kremy mimo obietnic producenta. przetestowałam dwa kremy: z miodem i z zurawina -wiem jednak ze sporo osób sobie chwali za lekkość
    *miraculum - niektóre kremy godne polecenia
    *Ziaja- i tak i nie, ma wiele beznadziejnych śmierdzących taniochą bubli jak i fajnych kosmetyków- seria kozie mleko do ciała jest super
    *pat&rub - sa ok, ale po co przeplacać, mialam ampulki na naczynka- wole avene, ekonomiczniejsza i skuteczniejsza, może nie tak eko, ale lepsza w działaniu.
    Osobiście nie polecam kosmetyków iwostin, aaoceanic, dermika, eris przejechalam sie na nich wiele razy, nic nie robią, no chyba że zapychaja, podrazniają, uczulają, niemiłosiernie bielą (filtry iwostin- okropne). Bingo spa to oddzielny temat, kosmetyki kontrowersyjne liczy sie efekt więc glikol propylenowy wysoko w składzie, może działaja na celulit te ich palące kosmetyki do bodywrapów, ale jednoczesnie katują skórę- efekt rozszerzone naczynka na udach, pewnie mikrouszkodzeń elastyny niewidocznych od razu jest jeszcze wiecej. kremy do twarzy z bingo to porazka i sciema, nie podali składu na stronie wiec zamówilam a tam DMDH.. i inny syf, z parabenami wszelkiej maści i z parafiną zaraz po wodzie- nawet na podeszwy tego nie zużyje, a nie oddam nawet najwiekszemu wrogowi--> KOSZ. Orientana mnie osobiście rozczarowała, ale podobniez intensywnie zmienia składy, może jest lepiej niz na początku.

    Z zagranicznych to jestem wielką fanką avene serii do skóry naczynkowej bo działa oraz kosmetyków niemieckich alverde i wielu marek z rosmana zwłaszcza bdfm- tanie i całkiem naturalne, olejek dla mam na rozstepy-ekstra. Niestety azjatyckie mnie troszkę rozczarowały, chodzi o słynne bebiki, najpierw zachwyt potem szara zmeczona skóra, nawet przy stosowaniu ocm, ale może trzeba stosowac ichni wieloetapowy rytułał mycia twarzy, żeby było ok- nie mam czasu i cierpliwości na to.

    A jesli ktos sam chce sobie wykombinowac krem to ma szerokie pole do popisu kupując i łacząc pólprodukty, wg przepisów podawanych na stronach takich jak biochemia urody, zrób sobie krem, mazidła, albo robiąc własne mixy- heh kiedys próbowałam, ale nie mam cierpliwosci do takich rzeczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Z polskich kosmetyków - Ziaja. Ale to i tak jest rzadkość, jedynie jakiś żel pod prysznic etc. Od jakichś 2 lat używam tylko kosmetyków azjatyckich, kremy z Tony Moly mają ode mnie ogromny plus! Kremy BB i CC Z Misshy, Etude House, Rivecowe, Skin 79... Już mam coraz większą kolekcję i jestem ze wszystkich kosmetyków bardzo zadowolona!
    PS: świetny wpis, właśnie brakowało mi tych informacji czym się różnią kosmetyki koreańskie od japońskich. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  36. Są do niczego tak naprawdę, nic nie działają. Zero technologii w kremach. Siedzą na powierzchni skóry, iluzja że coś pomaga - jak się zmyje to skóra jeszcze gorzej wygląda. Co z tego, że jest sporo naturalnych kremów... można to porównać do maseczki z pomidorem, zostawiona na parenaście minut rozjaśni nam twarz, trochę napnie ect. ale czego oczekujemy po kawałku pomidora? Jaka technologia jest w pomidorze? No nie wiem właśnie, przecież nic nie dociera wartościowego do głębi skóry. To, że eko/naturalne nie oznacza również, że nie podrażni. To samo, słychać o koreańskich kremach...że niewartościowe i japonki nie chcą na nie patrzeć, uważają że to śmiecie po prostu ;_; no sorry jak Ziaja robi karierę w Koreii to heh, porażka. Wolę zaufać kosmetykom high-end ale nie tym polskim, tak naprawdę szczerze. Szkoda mi po prostu pieniędzy na piękne słoiczki, których zawartość i tak nigdy nie będzie działać i tylko łudzić się będę. Po co. Lepiej zamiast pięciu kremów można mieć jeden porządny.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze pisane w celach promocji własnego bloga lub innych stron nie będą publikowane. Linki do relewantnych wpisów na blogach czy innych stronach są mile widziane. ale linki nie związane z tematem lub komentarze zawierające dopisany link do bloga nie będą publikowane.

Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.