sobota, 23 listopada 2013

84. Kontrowersyjny temat: arbutyna

Nie wiem, czy jest coś takiego jak azjatycki krem BB bez arbutyny. Znajdziecie ją w przeróżnych kosmetykach - zarówno tych kolorowych, jak i tych pielęgnujących, ale przede wszystkim w tych, mających nadać cerze jaśniejszy, nieopalony odcień.

Arbutyna pozyskiwana jest z jagód mącznicy lekarskiej, więc jest składnikiem o pochodzeniu naturalnym. W skórze blokuje ona tyranozazę, która pobudza melanocyty do produkcji, barwiącej skórę, melaniny. Arbutyna nie usuwa więc istniejącej w skórze melaniny, ale jedynie do pewnego stopnia ogranicza powstawanie nowych złogów. Nie jest prawdą więc, że arbutyna rozjaśnia cerę - jedynie zapobiega jej opaleniu.



Kontrowersja


Hydrochinon to związek chemiczny używany do rozjaśniania cery (znajduje też zastosowanie w fotografii). Arbutyna to cząsteczka hydrochnionu z doczepionym pierścieniem glukozy. Ten pierścień glukozy powoduje, że arbutyna nie ma tych samych, ani tak silnych właściwości jak hydrochinon. Hydrochinon jest produkowany laboratoryjnie, zaś arbutyna ma pochodzenie naturalne.

Hydrochinion przyjmowany doustnie zwiększa ryzyko powikłań zdrowotnych. Z kolei aplikowanie go powierzchniowo jest kontrowersyjne - w Unii Europejskiej zakazano jego stosowania przez obawę, że za dużo go wchłania się do organizmu przez skórę. Ale w Stanach można kupić go w stężeniu do 2% bez recepty. 

Problem z arbutyną jest taki, że istnieją pewne obawy, że w ramach procesów metabolicznych jest ona rozbijana do postaci hydrochinonu. Choć nie istnieją testy kliniczne potwierdzające toksyczne właściwości arbutyny (a nawet istnieją dowody, że ma ona działanie przeciwrakowe!), Unia i tak wypowiedziała się negatywnie w temacie sprzedaży arbutyny, na bazie zakazu sprzedaży hydrochinonu. Co ciekawe, nawet w dokumentach na ten temat, pada zdanie, że nie istnieją dowody potwierdzające niebezpieczeństwa arbutyny, ale i tak dadzą negatywny komentarz na wszelki wypadek.

Bać się, czy nie?


Arbutyna jest powszechnie stosowana w Azji, nie ma zakazu jej sprzedaży w Stanach. Unia, znana z zakazów i regulacji, zdecydowała się nie zalecać jej używania. Kto w tym wszystkim ma rację? Czy jeśli rzeczywiście jest taka niebezpieczna, czy w skali całej populacji Koreanek nie powinniśmy zaobserwować zwiększenia objawów chorób, wynikłych z wpływu arbutyny? Koreanki prawie nie mają jak uciec od arbutyny, bo jest ona obecna w bardzo wielu kosmetykach. Ale nic takiego się nie dzieje i żaden inny rząd poza UE nie zdecydował się sprzeciwiać arbutynie.

Dawka tworzy truciznę

W naturze jest wiele składników, które w małych dawkach są nam niezbędne, ale w dużych stają się szkodliwe, np. selen - bez niego nasze ciało nie będzie funkcjonować prawidłowo, więc okazjonalna garść orzechów brazylijskich jest dobra dla naszego ciała. Ale regularna konsumpcja niechybnie skończy się zatruciem organizmu selenem. 

W odniesieniu do hydrochinonu udowodniono, że gdy używany jest w ogromnych stężeniach, może (ale nie musi) mieć negatywny wpływ na zdrowie. Arbutyna, która jest jedynie podejrzewana o śladowe wytwarzanie hydrochinonu została, przez pokrewieństwo, zepchnięta do koszyczka z etykietką "potencjalnie niebezpieczne". Z mojej perspektywy jest bardzo mało prawdopodobne, by, używana w tak niewielkich dawkach, jak w kropli kremu BB, mogła mieć negatywny wpływ na zdrowie. Ale to tylko moje zdanie i nie musicie się z nim zgadzać. 

Jeśli naprawdę boicie się hydrochoninu, to polecam zrezygnować z kawy i piwa, bo są w nich jego śladowe ilości ;p.

Z mojej perspektywy..


Szczerze mówiąc, BARDZO nie lubię tematów potencjalnej szkodliwości kosmetyków. Kiedyś się tym tematem fascynowałam... Z wypiekami na twarzy czytałam listy składników kosmetycznych, które wiele stron wytykało jako kancerogenne, wywołujące podrażnienia i alergie. Aż mnie któregoś dnia naszło, że chcę ZROZUMIEĆ jak dokładnie ten czy inny składnik szkodzi ciału. 

Im więcej szukałam na ten temat, im bardziej sięgałam do prac naukowych, tym więcej odkrywałam niezgodności. Na przykład wiele stron, wymieniających szkodliwe składniki, nie rozróżnia, czy są one szkodliwe przy spożyciu, czy nałożeniu na skórę (a skóra wielu składników nie przepuszcza - taka jest jej funkcja). Jeśli istniały badania, wskazujące że jakiś składnik w ekstremalnej dawce jest szkodliwy, to od razy był kwalifikowany jako "beeee" bez uwzględnienia dawki. Albo niedokładność w podawaniu, w jakiej DAWCE coś staje się szkodliwe...

Gdy trafiłam na informację, że wielce demonizowany metylparaben ("a feee, bo paraben!") występuje naturalnie w owocach jagód, bo to jeden z najlepiej zaprojektowanych przez naturę środków przeciwgrzybicznych, to całkiem zwątpiłam :P.



Dlatego do raportów o szkodliwości podchodzę z dystansem. Ale staram się nie inwestować w kosmetyki o agresywnym działaniu, ani nie oczekuję od nich cudów (bo wiadomo, że dla cudów potrzeba agresywnego działania, a to oznacza atak na moje ciało).

Jedyne czego bym się bała to alpha-arbutyny. Naturalnie występująca arbutyna to beta-arbutyna i to ona występuje w większości kosmetyków, więc jest na rynku od wielu lat. Alpha-arbutyna to relatywnie nowy pomysł i jest ona wytwarzana laboratoryjnie, zaś firmy z niej korzystające zapewniają o jej większej skuteczności. Nie ma ona jednak aż tak obszernego dorobku testów toksykologicznych i użycia jak typowa arbutyna, dlatego podchodziłabym do niej z dystansem.

Moje doświadczenia z arbutyną


Ponieważ arbutyna jest praktycznie w większości dostępnych w Azji kosmetyków, relatywnie szybko się z nią zetknęłam - początkowo poprzez kosmetyki firm jak Garnier, Nivea  (teraz chyba jasnym jest, dlaczego nie sprzedają swoich serii rozjaśniających w Europie :O) i Shiseido. Ale przez te wszystkie lata nie zaobserwowałam, by dzięki arbutynie moja cera stała się jaśniejsza czy mniej opalona. Raz, przy używaniu kremu z arbutyną, moja twarz pewnego dnia nabrała żółtego koloru, gdy zapomniałam posmarować ją filtrem i po tej przygodzie stwierdziłam, że nie mam ochoty używać jej w takich stężeniach.

Dużo lepsze doświadczenia z pozbywaniem się opalenizny mam z witaminą C oraz mydełkiem z papai. Ogólnie nie polecam inwestowanie w kosmetyki rozjaśniające oparte na arbutynie - o ile jej dodatek do kremów BB czy kremów z filtrami przeciwsłonecznymi nie robi na mnie wrażenia, o tyle nie wierzę w jej skuteczność jako samodzielnego kosmetyku.

Wiem, że temat szkodliwych substancji w kosmetykach wzbudza wiele emocji... których końcowym wnioskiem jest, żeby używać tylko naturalnych ekstraktów i olejków. Ale arbutyna jest bardzo naturalnym, roślinnym składnikiem. Mimo wszystko nie wiem, czy ją zaakceptujecie ;).

23 komentarze:

  1. jakiego kremu pod oczy używasz ? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślałam, że będzie to coś bardziej kontrowersyjnego :D Trafiłaś w sedno : Unia cechuje się licznymi zakazami, więc nic dziwnego, że i co do arbutyny ma wątpliwości ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Akceptuję, używam i już wiem dlaczego nie mogę pójść do drogerii w Polsce i kupić azjatyckiego kremu bb...

    OdpowiedzUsuń
  4. Można w PL kupić maseczki z arbutyną (w Hebe) koreańskiej firmy Purederm. Uzywam od czasu do czasu :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest sporo kremów BB bez arbutyny w składzie, mają je w ofercie nawet te firmy z niższej półki (Holika Holika, Etude House, Skinfood, It's Skin), to nie jest tak, że Koreanki są skazane na arbutynę, bo i kosmetyków pielęgnacyjnych bez niej jest wiele.

    Od kiedy arbutyna jest zakazana w UE? Hydrochinon tak, ale arbutyna nie występuje na liście składników zakazanych, a przynajmniej ja jej tam nie widzę, mam listę z lipca tego roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakładam, że ten dokument jest aktualny? http://ec.europa.eu/health/scientific_committees/consumer_safety/docs/sccs_q_027.pdf

      Mi się też wydawało, że arbutyna nie jest powszechna, aż przejrzałam swoje kosmetyki i jest w prawie każdym BB, nawet w kremach przeciw-słonecznych. Ale jak wspominałam, mi nie przeszkadza, nigdy nie kupowałam pod jej kątem.

      Usuń
    2. W tej dyrektywie, o której mowa w tym dokumencie jest tylko coś takiego:
      Wykazano szkodliwe skutki uboczne w następstwie dłuższego używania hydrochinonu w postaci kremu do rozjaśniania skóry. W związku z powyższym nie można zatwierdzić używania hydrochinonu do tego celu. Oznacza to konieczność zmiany części I załącznika III do niniejszej dyrektywy. Badania pokazują również, że substancja ta zawarta w farbach do włosów nie powoduje skutków ubocznych, jeżeli jej stężenie nie przekracza 0,3 %. Należy zmienić odpowiednio część I załącznika III do wyżej wymienionej dyrektywy.

      O tym, że arbutyna jest zakazana nic tam nie ma. Kosmetyki z arbutyną są dopuszczane do sprzedaży w Polsce, nawet te koreańskie.

      Usuń
    3. "Although the general toxicological assessment of
      β-arbutin suggests
      that the substance may be safe, the bioavailability of hydroquinone under conditions of
      intended use of the substance is of concern. [...] Consequently, the SCCP considers the currently requested use of
      β -arbutin in cosmetic products unsafe. "

      Usuń
    4. Mówię o (WE) nr 1223/2009, dokumencie, który stanowi przekształcenie dyrektywy 76/768/EWG i dotyczy produktów kosmetycznych. W dokumencie znajduje się wykaz substancji zakazanych w produktach kosmetycznych i nie ma tam arbutyny (CAS 497-76-7), ani alpha-arbutyny (CAS 84380-01-8). Jest hydrochinon (CAS 123-31-9), który może być zawarty jedynie w utleniających barwnikach do farbowania włosów i zestawach do sztucznych paznokci.

      Usuń
  6. co naukowiec to opinia. Kiedyś był szał pod tytułem "pijcie mleko", a potem pojawiła się pogłoska, że jest szkodliwe... Kiedyś na zajęciach ze standaryzacji żywności i dietetyki doszliśmy do wniosku, że naukowcy nie mają już co robić, byle tylko napisać coś, czego kto inny jeszcze nie opublikował i zdobyć tytuł naukowy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Enzym uczestniczący w melanogenezie to TYROZYNAZA, nie tyranozaza.

    OdpowiedzUsuń
  8. Juz jakis trzeci raz czytam twój pseudonaukowy wywód o parabenach i jagidach. Nie jesteś ani chemikiem przemysłowym ani inżynierem środowiska i nie powinnas się wypowiadać na tematy na których się nie znasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorka tekstu nie musi byc ani chemikiem, ani inżynierem środowiska, żeby wyrazić swoją opinie na ten temat. Osobiscie uważam, że poruszenie tego tematu jest zachęcające dla konsumentów, żeby samemu go zagłębić i może wyrobic sobie własne zdanie.
      Nie trzeba byc politykiem, żeby się interesować polityką i wypowiadać własne zdanie w tej kwestii.
      A mówienie komuś co powinien, a czego nie ..... jest zwyczajnie śmieszne.

      Usuń
  9. Ja stosuję lotion i mleczko nawilżające z arbutyną z HadaLabo (seria Shirojyun z kwasem hialuronowym wzbogacona o arbutynę). Mam nadzieję, że zawarta w nich arbutyna jest pochodzenia naturalnego, ale z tego co czytałam, powinno tak być :) Ogólnie służą mi te kosmetyki, choć jakiegoś specjalnego rozjaśnienia nie zauważyłam (ale nawet go nie oczekiwałam)

    OdpowiedzUsuń
  10. Można legalnie kupić arbutyne :-)

    www.zrobsobiekrem.pl/mobile/pl/p/Arbutyna/218

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam problem! Jesli mozesz odpowiedziec Cukrze to prosze o odpowiedz. Ostatnio zauwazylam ze na czole zrobil mi sie taki pionowy 'dolek' doslownie dolek! W dziennym swietle tego nie widac, ale kiedy stane przed lusterkiem wieczorem, swiecac swiatlo widac to.. Nie wiem czy to jest zmarszczka? Pomoze tu krem sojowy z peptydami? Blagam o pomoc! Jestem zdesperowana! Mam 18 lat... :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Myślę, ze nie miałabym nic przeciwko temu. Zwłaszcza, że "naturalność" składników zawsze do mnie przemawia. A wszystkiego trzeba używać w umiarkowanych ilościach, bo "co za dużo to niezdrowo". ;)

    Zdaję sobie sprawę, że to kompletnie nie na temat. Jak również z tego, że robiłaś ze swoim mężem filmik na ten temat. Ale chciałam spytać odnośnie zawodu. Gospodarka singapurska opiera się na usługach przede wszystkim finansowych. Kochana wiki co nieco wspomina również o przemyśle chemicznym i farmaceutycznym. I teraz właściwe pytanie: Jak wygląda jako taki sektor "nauki", myślę o czymś z wykorzystaniem chemii, fizyki,może biologii? Albo zawody medyczne? Orientujesz się może czy "przyjezdni" mieliby w zawodach z tym powiązanych jakieś szanse?

    Prosiłabym bardzo o odpowiedź, bo nurtuje mnie to już od pewnego czasu. I przepraszam jeszcze raz.:)

    K.

    OdpowiedzUsuń
  13. Arbutyna nielegalna w UE?
    Powoli każda szanująca się polska firma zaczyna wprowadzać kremy z arbutyną, z Farmoną na czele. :)
    Więc chyba jest zupełnie legalna.

    OdpowiedzUsuń
  14. Odnośnie hydrochinonu - nie tylko doustnie, ale i w kontakcie ze skórą czy błoną śluzową jest niesamowicie niebezpieczny, szczególnie w stanie nierozcieńczonym. Po pół godziny przebywania w pomieszczeniu z jego oparami można nabawić się migreny, a po kilku jest się całkowicie osłabionym, a organizm zachowuje się jak przy zatruciu chemicznym. Po kontakcie ze skórą alergiczną (nie wiem jak zachowuje się inna, bo mówię o swoich doświadczeniach) wysusza ją i łuszczy bardzo szybko i tu nawet kremy nie pomogą, szczególnie jeśli pracuje się z hydrochinonem średnio dwa razy w tygodniu. Tak więc obawiam się, że stosowany długotrwale, choć w niższym stężeniu też może mieć negatywne skutki dla skóry.
    Nie ryzykujcie więc z 'mocniejszym działaniem' hydrochinonu i postawcie na opisaną w poście arbutynę - o wiele delikatniejsza i bezpieczniejsza.
    A co do sprzedaży - jest zakazana tylko jeśli chodzi o wolną sprzedaż, np w zwykłych drogeriach; opatrzona odpowiednimi normami ISO, jest do kupienia w certyfikowanych punktach sprzedaży, np. jak ktoś już wskazał, na zrobsobiekrem.pl. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Unia Europejska też się wycwaniła... Zakaz arbutyny - brak kosmetyków koreańskich w Europie. Kosmetyki Garniera i innych marek są sprzedawane w Azji...

    OdpowiedzUsuń
  16. Są kremy nieazjatyckie, które zawierają arbutynę, z takich niedrogich to Krem wybielający przebarwienia i piegi Farmona.

    OdpowiedzUsuń
  17. Owy dokument, który przytaczasz chyba nie do końca jest aktualny, albo po prtostu źle interpretowany (prawdę powiedziawszy nie chce mi się go czytać), ale może być też tak, że jest to tylko zalecenie a nie dyrektywa, czyli nie trzeba się do niej stosować. Jak wyżej Farmona ma krem wybielajacy gdzie podstawowym składnikiem jest arbutyna. A co do sprawadzania kremów z Azji. Jeśli byłby żeczywiście zakaz, to wszystkie sklepy internetowe, oczywiście założone na tereni Unii, i przez obywatelii Unii oferujące sprzedaż bądź dystrybucję tych kremów byłyby nielegalne. To, że kremów i kosmetyków nie ma na połkach sklepowych nie musi znaczyć od razu zakazu. Są firmy, zwłaszcza japońskie które można znaleźć w Polsce. Moim zdaniem powodem braku tych produktów w drogeriach jest ich cena. W rossmanie czy Naturze Chanel też nie znajdziecie. A cena takiego kremu BB byłaby dość wysoka, nie starczy jedynie przeliczyć sobie kurs walutowy. W grę wchodzi wiele dodatkowych , które musiałby ponieść właśnie klient.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze pisane w celach promocji własnego bloga lub innych stron nie będą publikowane. Linki do relewantnych wpisów na blogach czy innych stronach są mile widziane. ale linki nie związane z tematem lub komentarze zawierające dopisany link do bloga nie będą publikowane.

Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.