czwartek, 22 września 2016

Azjatycki Cukier - Autobiografia



Chciałam się dzisiaj podzielić trochę myślami na temat mojej "kariery" jako osoba publiczna w ramach mediów społecznościowych. Chciałabym Wam opowiedzieć jak ta droga wyglądała dla mnie i być może naszkicować trochę, jak widzę to dalej.

W 2008 przyjechałam do Singapuru i w listopadzie rozpoczęłam pracę w agencji marketingowej, jako specjalista od marketingu w mediach społecznościowych. To były czasy, gdy idea mediów internetowych zaczynała przybierać na znaczeniu - Internet w domach stał się normą, pojawiły się pierwsze smartfony podłączone stale do sieci 3G, potaniały aparaty cyfrowe, więc więcej osób mogło brać udział w tworzeniu treści, które trafiały do sieci.

Pierwszy blog i doświadczenie w mediach społecznościowych


W ramach mojej pracy przyszło mi więc przyglądać się blogom i wykluwającym się gwiazdom Internetu. By lepiej móc prezentować w pracy pomysły związane z mediami społecznościowymi, miałam konto chyba na każdej platformie: od Friendstera po Twitter. Dużo w tym czasie mówiono o wzrastającym znaczeniu blogów, więc i ja założyłam swój pierwszy anglojęzyczny blog (już niestety nie istnieje).

Mój anglojęzyczny blog był dość mało innowacyjny - pisałam głównie o zakupach kosmetycznych i ciuchowych, nawet kupiłam aparat cyfrowy i próbowałam sobie robić nim zdjęcia. Aż ciężko się nie uśmiechnąć na wspomnienia "starych czasów", gdy aparaty nie miały ekranów, które można było wywinąć do przodu, tylko robiło się "selfki" na ślepo, licząc, że coś z tego wyjdzie ;).

Mimo kiepskiej jakości bloga, szybko został podchwycony przez lokalne agencje, wygłodniałe możliwości promowania produktów swoich klientów. Moje doświadczenia ze sponsorowanymi produktami były... tragiczne. Nie umiałam się dogadać ze sponsorami, nigdy nie byłam zadowolona z oferowanych produktów i ogólnie w efekcie tego chandryczenia się, szybko doszłam do wniosku, że nie chcę robić sposnoringów. Nigdy.

Pisanie anglojęzycznego bloga było jednak mało satysfakcjonujące. Moje zainteresowania nie bardzo pokrywały się z zainteresowaniami Singapurek. Wszystko, co dla nich było codziennością i "oczywistą oczywistością", dla mnie było fascynujące. Odkrycie "circle lens", czy upolowanie podkładu w jasnym kolorze, sprawiało mi ogrom radości i chciałam się tym z kimś podzielić. Ale mój blog przyciągał zamiast innych kobiet... lokalnych mężczyzn, zafascynowanych moją "egzotycznością", którzy, choć zawsze mieli dla mnie sporo komplementów, nie mieli nic ciekawego do powiedzenia w temacie mojego bloga.

Blog "Azjatycki Cukier"


W początkowych latach, by w ogóle było nas stać na wynajem, wynajmowaliśmy mieszkanie na peryferiach. Codziennie sporo czasu upływało mi w transporcie, dopiero budowaliśmy swoją siatkę społeczną. Zaczęło mi brakować kontaktu. Takiego zwykłego, błahego gadania. Nawet o kosmetykach, fryzurach i takich tam... Chciałam komuś opowiedzieć o moich odkryciach, jak choćby "circle lens" czy wielgachnych, doklejanych rzęsach i pomysłach z kolorowych gazet. Tak w maju 2010 powstał blog Azjatycki Cukier.

Ponieważ wtedy jeszcze nie było takiego nacisku, by się nie promować samemu na forach, umieściłam link do bloga w moim profilu na forum wizaz.pl i po około miesiącu, blog zaczął zyskiwać publiczność. W czerwcu wrzuciłam kilka filmów na YT, które spotkały się ze sporą aprobatą.
Pierwszy filmik

Te pierwsze miesiące wspominam jako dość... dziwne. Jako dziewczyna mieszkająca w Polsce, uchodziłam za "szaraczka", nic szczególnego, ot dziewczyna, jak tysiące innych. Komplementy prawione przez mężczyzn w Azji są zawsze tylko z fascynacji moją relatywną egzotycznością. Jednak od pierwszego dnia na YT, 90% komentarzy jakie dostawałam zawsze było komplementami. Dla kogoś, kto nigdy nie myślał o sobie w tych kategoriach, było to dziwnym doświadczeniem.

Praca w korporacji

W listopadzie 2010 rozpoczęłam zatrudnienie w nowym miejscu. Nowa pozycja w bardzo dynamicznej firmie i kontynuacja wynajmu na peryferiach dość uszczupliły ilość czasu, jaki mogłam przeznaczyć na moją działalność, ale w 2011 roku, zarówno kanał i blog kontynuowały swój wzrost. Za namową publiczności, mówiłam trochę więcej o życiu w Singapurze, pokazywałam przepisy na ciasta oraz kontynuowałam wątek kosmetyczny.

W listopadzie 2011 roku na kanale pojawił się pierwszy vlog... i spotkał się z bardzo.. ekhem... słabym przyjęciem xD. Tak, jestem miałczliwą, egzaltowaną osobą, która zachowuje się "dziwnie" i którą bawią błahe rzeczy. Choć już wcześniej kilka osób zwracało uwagę na mój wysoki głos, chyba nikt się nie spodziewał, że na co dzień jest tak wysoki.

Pierwszy "vlog"
Mimo wszystko, dobrze wspominam te czasy. Praca w korporacji wiele ode mnie wymagała, zwłaszcza pod kątem kreatywnym, więc blog był doskonałą odskocznią od działalności zawodowej.

W kwietniu 2011 roku, firma przeniosła się na peryferia, rozpoczynając jeden z trudniejszych okresów w moim życiu. Przez nietrafną konfigurację tras transportowych, dziennie zdarzało mi się spędzać ponad 2,5-3 godzin w komunikacji miejskiej. Nagle nawet tak proste sprawy, jak wyjścia na siłownie czy zakupy, stały się małymi wyprawami. Nie mogłam spotkać się na lunch lub kolację ze znajomymi, którzy wszyscy pracowali w centrum.

Mam zasadę, której przestrzegam bezwzględnie - nie koleguję się z osobami w pracy. Nie chcę brać udziału w ploteczkach i wewnętrznych zagrywkach. Nie obchodzi mnie kto kogo lubi i kto co myśli o tej, czy innej osobie, jej sukience czy zachowaniu. Mnie interesuje tylko, czy działamy jako zespół i praca idzie do przodu. Mogę być z kimś blisko tylko jeśli nie ma między nami żadnej zależności zawodowej.

W związku z tym, przez cały ten czas działalność na blogu i kanale YT oferowała mi sporo pozytywnych odczuć. Obojętnie jak izolująca była nowa sytuacja, zawsze miałam moje internetowe siostry, przyjaciółki i znajome, które oferowały wsparcie, swój humor, interesujące uwagi. Zawsze coś się działo, zawsze były jakieś pytania, pomysły, czasami kłótnie i kontrowersje - ale mimo wszystko, te rzeczy były czymś, co wzbogacało moje życie.

Skoro praca w tej firmie była tak przygnębiająca, czemu nie odeszłam? Dałam się skusić wizją sukcesu. Radziłam sobie naprawdę dobrze, więc head hunterzy zaczęli zapraszać mnie na rozmowy.
Gdy zatrudniająca mnie wtedy firma zorientowała co się dzieje, zaproponowali awans na szczebel menadżera regionalnego i podwojenie pensji. Skusiłam się i zostałam, na dobre wchodząc w jeden z najgorszych okresów w moim życiu.

Radzenie sobie dobrze zawodowo nigdy nie wynagrodzi wszystkiego innego. Pod wszystkimi względami "osiągnęłam sukces", jednak ten sukces nie był tym, czego oczekiwałam. Nagle przyszło mi pracować bezpośrednio z samym CEO, który walił tekstami w stylu "musisz być gotowa umrzeć dla firmy", po czym pakował się do swojego Jaguara i jechał na lotnisko, by wyruszyć na 3 tygodniowe wakacji na luksusowej wyspie ze swoją dziewczyną. Ja zostawałam w tyle, marnując czas na transport i czując, jakby życie się zatrzymało w miejscu.

Rozwój kanału YT i poszerzenie tematyki

 

W 2012 roku ośmielona zachętami widowni, zaczęłam drążyć głębiej tematy związane z życiem w Singapurze, starając się wprowadzać treści bardziej personalne. Nikt nie jest w stanie przygotować Was na to, co się dzieje, gdy stajecie się "osobami publicznymi". Nie ukrywam, że miało to swoje zalety - kontakt z innymi, na którym tak mi zależało u początków mojej twórczości, osiągnął bardzo satysfakcjonujący poziom. Im więcej pozwalałam siebie poznać, tym więcej szczerości i otwartości widownia oferowała w zamian. Jednym z przełomowych momentów kanału, było gdy nagrałam filmik "5 faktów o mnie", w którym mówiłam między innymi o problemach z pisaniem zgodnie z zasadami ortografii.

Przyznanie się do słabości i wad z jednej strony pozwala zbliżyć się do innych, ale... Każdy z nas ma swoje wady i zalety, rzeczy z których jest dumny i te mniej chwalebne. Gdy z całego zestawu personalnych niuansów i doświadczeń, wybieramy tylko kilka i nagłaśniamy je, analizujemy, przyglądamy się im, łatwo zgubić perspektywę i założyć, że życie innej osoby składa się tylko z tych elementów. Poznajemy się bliżej, ale oddalamy się jednocześnie.

Kontakt, który wykształcił się na fali tej otwartości, choć cenny i odżywczy, potrafi się stać zbyt intensywny. Im więcej informacji zostaje wymienionych, tym trudniej utrzymać je w całości. Kawałki wykruszają się, przeinaczają, gubią gdzieś w natłoku informacji i naturalnych ograniczeniach komunikacji. Zaczęłam nagminnie obserwować pod moimi filmikami dziwne tango - co bardziej ciekawskie (wścibskie?) osoby z publiczności, by "wymusić" na mnie zeznania z nawet najbardziej intymnych sfer mojego życia, pisały prowokujące oskarżenia. Na przykład osoba, chcąca wymusić szczegółowe informacje o tym, skąd mieliśmy pieniądze na bilety lotnicze do Singapuru, pisała "Rodzice zasponsorowali Ci wyjazd!", oczekując, że sprostowując tą błędną wypowiedź, wyjawię szczegóły, skąd i ile mieliśmy pieniędzy na wyjazd. Jeśli nie sprostowałam, ani nie usunęłam tego typu "zaczepek", po kilku miesiącach, trafiały do mnie komentarze "gdzieś czytałam, że rodzice zasponsorowali Ci wyjazd, nie pamiętam gdzie, ale gdzieś na Twoim blogu....", pisane przez osoby, które szczerze nie wyłapały, że ta informacja była tylko prowokacją i nie pochodziła ode mnie.

O ile wcześniej miałam wrażenie, że zbliżam się do mojej publiczności, z czasem sprawy przybrały inny kierunek. Coraz więcej rozmów stawało się mozolną walką o bycie zrozumianym. Mimo wszystko, balans pozytywów znacznie przewyższał ilość negatywów.

Pierwszy, wielki błąd


W 2012 roku wypuściłam dwa filmy, które przypieczętowały wzrost mojego kanału.

Pierwszy to "transformacja w żywą lalkę". W 2012 roku coraz więcej blogerek makijażowych było dostrzeganych przez publikę i w reakcji pojawiło się sporo krytyki makijażu jako takiego. Makijaż fe, makijaż zły, tapeta, szpachla, itd. Mój filmik był odpowiedzią na to i pokazywał ciężki, dziwaczny i teatralny makijaż. Była to też moja odpowiedz na post w ramach portalu Demotywatory.pl, który używał mojego zdjęcia z dopiskiem "Zamiast obrażać plastiki, chwal naturę". Nie, dziękuję za takie sztuczne stawianie mnie na wyimaginowanym piedestale naturalności, która z mojej perspektywy nie jest w żaden sposób "lepsza".

Doza kontrowersji w erze dyskusji na temat makijażu, przyciągnęła nie tylko fanów makijażu, ale też fanów krytykowania makijażu. Po tym filmiku, paradoksalnie, kanał zaczynał zyskiwać na widoczności poza swoją "urodową" niszą. Wtedy wydawało mi się to dobrym pomysłem, bo przyspieszyło wzrost kanału. Naiwnie wierzyłam, że jeśli przybywa mi widzów, znaczy, że to co tworzę, musi być dobre.

Drugi filmik, który ostatecznie stał się najczęściej oglądanym filmikiem na moim kanale (ponad 700 000 wyświetleń), to film o prostowaniu zębów wkładkami Invisalign. Ten filmik był swego rodzaju momentem zwrotnym dla mojej twórczości. Przyciągnął do kanału publikę niezainteresowaną fryzurami czy kremami BB. Kwestie uzębienia to temat, który cieszy się naprawdę ogromną popularnością.


Przybyło mi subskrypcji i nowych widzów. Każdy film urodowy, jaki wypuszczałam, nie prowadził już jednak do konwersacji - był powoli zalewany prośbami o więcej filmów o Singapurze i emigracji. Praktycznie 40% wszelkich pytań, jakie dostawałam, było o sprawy emigracyjne (reszta była rozbita pomiędzy różne tematy). Im więcej odpowiadałam na pytania o wyjazd i życie w Singapurze, tym bardziej naturalnie kanał zaczął więc skręcać w stronę tej tematyki. I to był błąd.

2013 - przejście w stronę bloga o emigracji i życiu na emigracji

 

W 2013 roku wypuściłam serię wysoce wypraszanych vlogów oraz całą serię filmików w temacie emigracji. Co może nie było widoczne dla mojej widowni to to, jak kiepsko owe vlogi radziły sobie jako filmy. Vlogi z "życia w Singapurze" mają śmiesznie niskie współczynniki oglądalności (procent widowni, który wyłączał filmik po określonym czasie) - mało kto jest w stanie strawić więcej jak 30 sekund patrzenia na obce mu miasto czy nieznane potrawy. Konwersacje właściwie wymarły pod tymi filmikami i było dla mnie bardzo odczuwalne, jak nieatrakcyjny jest naprawdę tego typu materiał. Każdy chętnie chwali takie tematy, ale mało kto ma ochotę je konsumować.

Filmy bardziej informacyjne też nie zadowalały, zwłaszcza części publiki, która w dużej mierze, pod przykrywką zainteresowania podróżniczego, szukała recepty na gwarantowaną pracę. Jakąkolwiek pracę. I mimo wszelkich ograniczeń formalnych, dla zdesperowanych i zmęczonych bezrobociem w Polsce, wizja wyjazdu do kraju, gdzie ktoś inny "osiągnął sukces" wydawała się bardziej prawdopodobnym scenariuszem, niż znalezienie czegoś we własnym kraju. Im więcej próbowałam rozwiać tą iluzję, tym więcej przyciągałam osób, które nie chciały tego słyszeć.


O pracę jest wszędzie trudno; a jeśli jest się obcokrajowcem, jest jeszcze trudniej. Tyle osób desperacko chciałoby usłyszeć, że wystarczy skończyć takie i takie studia, i można spakować walizkę, i zacząć pracę w innym kraju, zostawiając za sobą szarzyznę ojczyzny i wyzwania na trudnym rynku pracy... Niestety, to nie tak działa.

Pierwsza połowa 2013 upłynęła więc w dziwnym impasie, gdzie nikt nie był do końca usatysfakcjonowany. Szukający "recepty na sukces" byli rozżaleni, inni nie do końca nie wchodził w interakcje z tym, co tworzyłam, zaś moja oryginalna grupa widzów, która dołączyła do mnie ze względu na zainteresowanie fryzurami i ciekawymi kosmetykami, dostawała w swoim feed'zie YTowym filmy z całkiem innej dziedziny. Choć kanał zyskiwał subskrypcje, mój kontakt z widzami tracił na jakości.

Zmiana kierunku: więcej sensacji i rozrywki

 

Dopadała mnie swego rodzaju frustracja. Ciągnęłam temat emigracji, bo wydawało mi się, że kogoś to uszczęśliwi i patrząc po komentarzach, i zalewających mnie mailach w tym temacie, można było dojść do takiego wniosku. Ale obie strony były nieusatysfakcjonowane. Brakowało mi czegoś, co przywróciłoby ten element oryginalnej fascynacji, która napędzała wcześniejsze lata mojej aktywności. Zaczęły się więc filmiki o PopinCookin', dziwnych produktach urodowych, drobnych DIY (wianki, czapka), filmy o ubiorze...


Koło października 2013 jednak coś się złamało pomiędzy mną i widownią. Kanał obrastał w siłę, przyciągając osoby o różnych zainteresowaniach - fryzury, makijaże, emigracja, podróże, prostowanie zębów, DIY... Obojętnie jaki filmik wgrałam, nie wywoływał on konwersacji, tylko litanię życzeń, bym nagrała filmik o czymś innym. Nie było już tej radości, błahości i lekkoduszności między nami... Niczym dwoje znajomych, którzy zamknięci razem w pokoju, wyczerpali ilość tematów do rozmów i sfrustrowani ciągle liczą, że z następnym zdaniem jakie wymienią, pojawi się coś ciekawego...

Pierwsza przerwa i restart 2014

 

Od października 2013 do stycznia 2014 po raz pierwszy na kanale zapanowała pustka. Bardzo pochłaniało mnie pisanie serii "100 sekretów" oraz zajęci byliśmy przeprowadzką do bardziej centralnej dzielnicy, co częściowo przyczyniło się do braku czasu na tworzenie treści na kanał YT. Choć ostatecznie przez serię "100 sekretów" w całości przedarła się jedynie mała grupa czytelników, pisanie jej było dla mnie bardzo satysfakcjonujące. Choć kanał YT stracił już na tamtą chwilę swój urodowy charakter, moje zainteresowanie tematem pielęgnacji wzrastało. Im więcej wiem o kosmetykach, składnikach i teorii pielęgnacji, tym bardziej temat mnie fascynuje.

W styczniu 2014 powróciłam do nagrywania, ale postawiłam na tematy kosmetyczne. Po raz pierwszy odważyłam się robić makijaże przeznaczone do noszenia na co dzień, mimo, że sama mam ogromne zastrzeżenia co do moich zdolności jako makijażysta. Ale kreatywne wyzwanie, jakim było interpretowanie trendów makijażowych, sprawiało mi sporo frajdy. Przedstawiałam też intrygujące mnie gadżety do pielęgnacji i przyznam, że te miesiące twórczości wspominam dość dobrze. Miałam wrażenie, że udaje mi się znaleźć ponownie tą magię kontaktu z innymi, którzy dobrze bawili się śledząc moje poczynania.

Drugi, wielki błąd...

 

Zanim przejdę dalej, by opisać co się stało w lutym 2014, musimy się cofnąć kilka miesięcy. Rok 2013 roku był też przełomowy dla mnie pod kątem personalnym. Po zmianach pracy i sporej dozie przemyśleń na temat tego, co właściwie chcę robić w życiu i czy kariera w korporacji naprawdę wynagradza poświęcenia, których wymaga, udało mi się podjąć nową ścieżkę karierową. Może... doszłam do wniosku, że nie mam jednak ochoty umierać za czyjąś firmę. Zmieniliśmy też mieszkanie na dużo przyjaźniej ulokowane, co znacznie zredukowało ilość czasu, jaką dziennie spędzałam w podróży.

Te pozytywne zmiany odbiły się na moim życiu. Mniej czasu spędzałam w pociągach i autobusach, więc i więcej czasu miałam dla siebie. Zaczęłam codziennie spacerować, zmieniłam sporo nawyków, zrezygnowałam z siłowni i ćwiczeń, "zdrowego odżywiania" oraz poczyniłam pierwsze kroki w kierunku diety roślinnej.

Ciężar poprzednich, trudnych lat zaczął spadać z moich ramion, jak i .. tyłka ;).  Choć moja waga waha się i co roku albo tyję, albo chudnę, ta zmiana wydawała mi się jakaś.. inna. Zgubiłam parę kilko w czasie, kiedy życie zaczęło się układać i wiele innych, dobrych rzeczy działo się dookoła. Wśród filmików o gąbkach do twarzy i klipsach na nos, wypuściłam drugie wideo, które uznaję, za jeden gigantyczny błąd.

Filmik o prostowaniu zębów przyciągnął do mojego kanału osoby nie podzielające moich zainteresowań - na kanale zrobił się szum komunikacyjny, z którego nie wynikło nic dobrego. Jednak filmik o odchudzaniu, był prawdziwy gwoździem w trumnie.

Odchudzanie to bardzo, bardzo, bardzo mroczny temat. O ile z zębami większość osób bez problemu przyzna, że nie miałoby nic przeciw posiadaniu prostych i białych, o tyle z odchudzaniem mamy o wiele bardziej zawiłą i bardzo ponurą relację. Temat tracenia wagi fascynuje nas i przeraża, pociąga i odraża za razem.



Najgorsze było jednak dostać informację zwrotną, że w pewnym sensie, nie tyle chudość jest oczekiwana, co pewna dyscyplina. Nie ważna waga i jak wyglądasz, ale ważne, że "o siebie dbasz". Musisz mieć jakieś zasady, musisz sobie czegoś odmawiać, musisz się kontrolować

Mój film o chudnięciu bez wyrzeczeń i motywacji był najwyższej rangi bluźnierstwem. Był zaprzeczeniem tego, czego oczekujemy od kobiet: umiejętności samokontroli. Wagę traktujemy w odniesieniu do kobiet, jako wyznacznik, ile kontroli ma ona nad sobą i swoim życiem. Ćwiczenia, zasady, rutyny - ciągłe gadki o motywacji, wszędobylskie hasełka motywacyjne, kult "dbania o siebie" i wyrzeczeń, to coś naturalnego i bezrefleksyjnie akceptowanego. Skoro nie praktykuję samokontroli, tylko sięgam po to ciastko, kiedy mam ochotę, to kim jestem jako kobieta? Czy pozwalam sobie tak ze.... wszystkim? (pozostawię niedopowiedziane, co kryje się pod "wszystkim")

Ten filmik zaczął gromadzić wokół mnie negatywną energię, na którą nie byłam przygotowana. Choć w filmiku wprost mówiłam, że nie poświęcam sprawom jedzenia i ćwiczeń zbyt dużo uwagi, dostawałam maile z pytaniami, o najdrobniejsze szczegóły mojego życia - "co jeśli nie jesteś głodna w porze posiłku?". Chyba oczywiste, że nikt nie będzie jadł na siłę... okazało się jednak (ku mojemu przerażeniu), że dla wielu osób, to nie jest takie oczywiste. To tylko jeden z wielu przykładów tego, z czym przyszło mi się zmagać po publikacji tego filmiku...

Lata twórczości, sensacji i nieporozumień, zaczęły się kumulować wokół mnie i mojej twórczości. Ten kontakt i radość, które towarzyszyły mi przez lata tworzenia, zaczęły być wypychane przez różne żale i obustronne rozczarowanie. Coś przestało działać. Wtedy jeszcze nie widziałam co...

Do trzech razy sztuka....


W kwietniu 2015 wybrałam się na wakacje z rodziną. Pojechaliśmy na wyspę, gdzie 3 lata wcześniej ja i Sławek, we dwoje, świętowaliśmy początek zmian na lepsze w naszym życiu. Efektem tych transformacji była opisywana przeze mnie powyżej utrata wagi i pozytywny rok 2013. Gdy byłam na tej wyspie po raz pierwszy w 2012 roku, pamiętam, że czułam się jak pączek. Mimo regularnych ćwiczeń i bardzo "zdrowej" diety, miałam wrażenie, że jestem zapuchnięta, ociężała...

2013 był pierwszym krokiem w stronę diety roślinnej, ale w sierpniu 2014 przestawiłam się kompletnie na wegetarianizm z okazjonalnymi owocami morza (krewetki i te sprawy). Mimo, że przestałam chodzić na siłownię i ćwiczyć, po raz pierwszy czułam się sprawna i moje ciało wyglądało atletycznie. Choć moja waga była może nawet ciut wyższa, niż z czasów mojego pierwszego filmiku o odchudzaniu, wyglądałam bardzo szczupło, tak jakby ktoś spuścił nadmiar wody spod mojej skóry.

Nie wiem co mnie podkusiło, aby opublikować zdjęcie porównujące jak wyglądałam w 2012 i wtedy. Może odrobina próżności? Może widziałam w tych zdjęciach inną transformację - z osoby, która zarzynała innych w korporacji (wybacz K, nie było innego wyjścia, strasznie mi zawadzałeś ;p), do osoby, która znalazła szczęście na swoich własnych warunkach. Wraz z tamtym ciałem, zostawiłam za sobą życie, w którym chciałam robić wszystko idealnie - chciałam awansów w pracy, ciała z siłowni, zdrowej diety pełnej brązowego ryżu, chudej piersi kurczaka i kupy zieleniny. W 2015 wiele rzeczy się dla mnie zmieniło, znalazłam swój głos i swoją drogę. Nie ważne było jak wyglądam, ważne było, że po raz pierwszy czułam się zdrowo. Nawet jeśli doszłam do tego zdrowia bardzo niekonwencjonalną ścieżką.

Jednak zdjęcie zostało odebrane jako kolejne bluźnierstwo. Może i moje ciało opowiadało pewną historię, jednak nie była to atrakcyjna historia. Moja widownia tak głęboko przeżywała jak wyglądam, że jakoś z tego "przeżywania" czułam się... usunięta. Nie ważne było, co ja mam do powiedzenia, czy co prezentuję, z czego jestem zadowolona. Nagle moje ciało stanęło w środku uwagi. Stałam się rzeczą. Obiektem intensywnego przeżywania. Ja i moje przyjaciółki, moje wirtualne siostry, moje internetowe znajome, które przez lata były ze mną, dorastały ze mną, walczyły u mojego boku, które wspierały mnie w trudnych chwilach, rozbawiały, gdy było mi smutno, uczyły się na moich błędach i zapraszały mnie do swojego życia... rozpadłyśmy się na dwa światy.

Załamanie...


Ostatni filmik wgrałam w 2014 roku i jakoś nie umiałam powrócić do nagrywania. Najpierw emocjonalny ciężar po opublikowaniu filmiku o moich starciach z systemem opieki medycznej w Polsce coś przeważył, a potem wspomniana afera ze zdjęciem z wakacji przypieczętowała sprawę... Obojętnie co chciałam nagrać, co chciałam przekazać, miałam wrażenie, że nikt nie jest tym zainteresowany. Czułam, że cała uwaga nagle przesunęła się na mnie. Kim jestem? Czy jestem autystyczną anorektyczką? Oportunistką, która dorobiła się kariery na barkach swego męża? Kłamczuchą, która oszukuje publiczność?

A może po prostu zwykłą, nudną dziewczyną z małego miasta, której los sprezentował więcej, niż innym? Może nie ma we mnie nic aż tak fascynującego czy szczególnego, bym mogła kogoś nauczyć tego, jak "odnieść sukces". Może moje hobby są powierzchowne i mało ambitne, może moje życie o wiele zbyt nudne, by stało się treścią vlogów. Mój gust mało wyrafinowany.

Nie trzeba mi tego tłumaczyć. Doskonale zdaję sprawę ze swojej "zwykłości" i nie mam wątpliwości, że wiele z tego, co mi się w życiu "udało", jest kwestią zbiegów okoliczności. Jedyne, co mogę sobie przyznać jako atut to to, że  kiedy trafiają się okazje.. chwytam się ich. Nie stoję w kącie i czekam, aż los mnie mianuje. Podejmuję ryzykowne decyzje i często płacę za nie cenę.

Gdy jesteście twórcą na YT, stajecie przed dziwnym wyzwaniem: widownia domaga się i pragnie autentyczności. Ale jeśli nie spełniacie oczekiwanego standardu: nie pocicie się na dywanie z Ewą Ch., nie czytacie Murakamiego i nie porcjujecie starannie czekolady, robiąc zdjęcia na insta zielonego koktajlu, nie zachodzicie w ciążę... oj, wtedy wasza "autentyczność" będzie ciągle kwestionowana, rozwiercana na części, przekręcana.

Ja pozwoliłam poznać się właśnie jako osoba, którą jestem. A nie jestem nikim szczególnym i mam wrażenie, że z czasem, bardzo rozczarowało to wielu z moich widzów.

W moich starych filmikach widziałam coraz wyraźniej wszystkie błędy, zwichnięcia i negatywną energię, którą z czasem one skumulowały.  Nie byłam zadowolona ani z tego, co reprezentowały, ani gdzie mnie zaprowadziły. Drażniła mnie sama ich egzystencja, więc je usunęłam, licząc, że choć trochę złagodzi to ból utraty czegoś, co było dla mnie tak ważne...

2016 i "CUKIER"

 

Mimo tych trudności, jedno się nie zmienia: dalej cienię sobie kontakt z moimi widzami. Z perspektywy czasu, moje błędy w rozwijaniu kanału YT stały się dla mnie bardziej widoczne. Każdy, kto tworzy na YT, blogach czy w innej formie, chce nawiązać kontakt z jak największą ilością osób, które współdzielą zainteresowania i pasje, z którymi mogą się wymienić czymś interesującym. Jednak rozwijając mój internetowy kącik, zbyt często sięgałam po tematy, które przyciągały widownie, z która niewiele mnie łączyło.

Wiele hobby, które przedstawiałam, mnie samą przestało interesować na przestrzeni lat. Kiedyś bawił mnie każdy dziwny gadżet do pielęgnacji, a teraz wolę się wczytywać w prace naukowe na temat składników kosmetycznych. Kto wie, jak będzie to wyglądać za rok...

Mimo wszystko, brakowało mi tego kontaktu między nami, magii tworzenia i dzielenia się swoimi pomysłami. W marcu założyłam więc nowy kanał, licząc, że jeśli trafią tam tylko osoby zainteresowane mną, nie dietami czy emigracją, uda się odtworzyć klimat pozytywnej komunikacji.

Porażka

Zanim otworzyłam kanał "Cukier" w marcu 2016, postanowiłam zapisać się do akcji Hair For Hope. To organizowana co roku w Singapurze akcja charytatywna, gdzie tysiące ochotników goli głowy na scenie - takie szokujące "show" przyciąga uwagę mediów i publiki, więc i sponsorzy chętnie się przyłączają. Zbiera się pieniądze, organizuje rożne akcje związane z promocją wiedzy na temat raka u dzieci i działalności fundacji.

Szczerze mówiąc, nie myślałam zbyt wiele na temat samej akcji, gdy się zapisywałam. Przez lata wiedziałam o niej i pewnego razu doszłam po prostu do wniosku, że mogę zrobić coś więcej, niż tylko dać pieniężny datek. Mam luźną relację z moimi włosami (do stopnia, że latami nie chodzę do fryzjera) i wydawało mi się, że warto je "poświęcić" w takiej akcji, ponieważ wiem, że włosy są u kobiet uważane za "cenne". Więc jeśli ja mogę się z nimi rozstać relatywnie bez problemu, a przyczyni się to do czegoś dobrego, to czemu by nie spróbować?

Gdy termin golenia się zbliżał, zaczęło do mnie docierać, jak ciężko będzie połączyć chęć wzięcia udziału w akcji wraz z działalnością na nowym kanale. Nie wiedziałam czego się spodziewać, ale bałam się, że po akcji zostanę zalana linkami do zbiórek na każdą hipotetyczną Kasię i Tomeczka z rakiem, bo skoro pomagam dzieciom na raka w Singapurze, to czemu nie tym z Polski? Nie raz dostawałam linki do taki zbiórek i zawsze odmawiałam promowania ich - bo jeśli zgodzę się na jeden, to nie fair byłoby odmówić wszystkim innym. By być uczciwym, musiałabym zamienić wszystkie moje media społecznościowe w jedną wielka tablicę ogłoszeń charytatywnych.

Jednak wszystko potoczyło się w kierunku, którego nie przewidziałam. Choć widzowie ogólnie dobrze odebrali akcję, filmik został zalany pytaniami o peruki. Od 8 lat nie mieszkam w Polsce i nie zdawałam sobie sprawy, że w ojczyźnie pomaganie osobom chorym na raka widzi się głównie (jeśli nie jedynie?) przez pryzmat peruk. Było (i jest) to dla mnie podejściem dziwnym i trudnym do zaakceptowania, bo rak to nie to samo co alopecja. Nie każdy traci włosy w ramach procesu leczenia, nie każdy automatycznie potrzebuje, czy chce uzyskać od innych perukę. Bardzo bolało mnie, gdy akcja w której brałam udział, była oceniana, jako "bezsensowna", tylko dlatego, że zamiast na perukach, skupiała się na zbieraniu funduszy. Jak tonący brzytwy, chwyciłam się linii obrony, że nie każdy chory na raka chce mieć perukę i nie ma w tym nic nienormalnego. Widownia odebrała to jako zobowiązanie, że teraz stanę się "ambasadorem łysej głowy" - tak mnie dosłownie mianowała jedna z widzek. Mimo, że w filmiku podkreślałam, że nie mam zamiaru podporządkowywać mojego życia czy twórczości konkretnej akcji, zostałam nagle "mianowana" do takowych działań.

Po raz kolejny przestałam być osobą, a stałam się "czymś" - ogoloną głową tym razem. Moja widownia chciała sobie na nią popatrzeć, poprzerywać patos (bathos w tym wypadku?) "promowania łysej głowy", postawić moje wygolone włosy na wyimaginowanym piedestale i poczuć się, że poprzez oglądanie moich filmów pomagają jakoś osobom po chemioterapi. Problem w tym, że nie ma czegoś takiego, jak "promowanie łysej głowy" i wystarczy się chwilę zastanwoić, by bez problemy zrozumieć czemu. Dookoła nas nie brakuje osób bez włosów - byle wyłysiały dziadek na ulicy nie jest "ambasadorem łysej głowy", wspierającym dzieci po chemioterapii. Tak samo jak każdy skinhead, Mathew Santoro czy inna osoba (erm, pamiętacie jak Britney ogoliła sobie głowę?), która z jakiś powodów ma ogoloną lub łysą głowę nie ułatwia życia osobom po chemioterapii.

Tyle osób pisze o scenariuszach, gdzie było świadkami okrucieństwa społeczeństwa wobec osób bez włosów. Przepraszam bardzo, ale co robił ów świadek? Stał z boku jak owca? Trzeba było ochrzanić napastników, nie czekać, aż jakaś Basia na YouTubie zbawi świat :|.

Po tylu lekcjach, które nauczył mnie YT, jak to możliwe, że po raz kolejny zastawiłam na siebie pułapkę? Nie wiem. Nie wiem, na co liczyłam.

Co dalej?


Szczerze mówiąc, czuję się zagubiona. Jak iść dalej, po tylu błędach i porażkach? Jak tworzyć, gdy każdy temat wydaje mi się potencjalną miną bombową. Podzielić się strojem? Co jeśli skończy się analizowaniem mojej wagi? Pokazać swój dzień? Nie chcę zdradzić przez przypadek gdzie pracuję i znowu dostawać pogróżki, co to moi współpracownicy dostaną w mailu na mój temat, czy tłumaczyć się przed znajomymi, dlaczego osoby z Polski próbują dodawać ich jako znajomych na Facebooku. Opowiedzieć o czymś? I znowu znosić kanapowe psychoanalizy internetowych specjalistów, gotowych wypatrzeć u mnie przekrój schorzeń psychologicznych, tylko dlatego, że nie kreuję różowej wizji idealnego życia? Pokazać się z krótkimi włosami i patrzeć, jak widownia zakręca się w spiralę nielogicznego myślenia, że ogolona głowa coś lub kogoś "uzdrowi"?

Brakuje mi tego kontaktu, który miałyśmy (mieliśmy) - kontaktu nie najeżonego czyhaniem na okazję, by walnąć "bo Ty jesteś taka..." i wylewania żalów; kontaktu, który nie napawa mnie snuciem najczarniejszych scenariuszy. Mój własny lęk przed kolejną burzą internetową powstrzymuje mnie przed tworzeniem w sposób otwarty i szczery, ale bez tego nie mogę liczyć na otwartość i szczerość widowni.

Chcę by kanał "Azjatycki Cukier" wrócił do swoich korzeni - przedstawiania moich urodowych fascynacji, które teraz objawiają się głównie analizowaniem składników przez pryzmat badań klinicznych i rozpracowywania ich mechaniki. Jeśli chodzi o same filmiki, muszą one jednak trochę poczekać, bo nie mam wątpliwości, że moja obecna sytuacja włosowa przyćmiłaby cokolwiek, co chciałabym powiedzieć.

Jestem też bardzo podekscytowana faktem, że moje czytelniczki dobrze oceniają długie wpisy tutaj na blogu - niby żyjemy w czasach, gdzie wszystko ma być krótkie i zwięzłe, a jednak widać, że jak ktoś jest zainteresowanych tematem, potrafi docenić głębszą jego eksplorację. Mam w planach wiele wpisów, które będą bardzo szczegółowe i mam nadzieję, że się Wam spodobają :).

Ale sprawa tworzenia nieurodowych treści pozostaje otwarta. Obiecałam sobie, że do listopada chcę to wszystko przemyśleć. Nie chcę, by CUKIER był pełen klipów o niczym, bo brak mi odwagi przedstawić cokolwiek. Chciałam się podzielić tą historią tutaj, bo chciałam móc spojrzeć na te wydarzenia i umieć wyciągnąć z nich wnioski. Nie ukrywam, że liczę na Wasz odzew i uwagi.

Może z Waszą pomocą uda mi się to jakoś wymyślić.

PS. Dziękuję wszystkim za komentarze, ale chciałabym zwrócić uwagę, że w mojej narracji jest bardzo mało odniesień do negatywnych komentarzy kierowanych do mnie - głównym problemem jest jak negatywność małej części widowni, wpływa na innych widzów i ich kontakt ze mną. Osoby o neutralnym i pozytywnym nastawieniu bardzo łatwo bywają wciągnięte w dramat, którego są początkowo jedynie świadkami. Dla mnie głównym problemem jest nieradzenie sobie z faktem, że często moja własna twórczość i wynikający z niej kontakt, schodzą na drugi plan, gdy górę biorą emocje, sensacja i próba walki o bycie zrozumianym. Jak twórca mam ten przywilej, że dostaję mnóstwo wsparcia, jak i narzędzi, do radzenia sobie z atakami kierowanymi bezpośrednio na mnie. Ale mało kto nawet chce zauważyć, że cała widownia (jak długo wchodzi w interakcje wykraczające poza jedynie oglądanie czy czytanie) doświadcza negatywności i jej konsekwencji. Jak to mawiał Nietzsche: "Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie."

Wierzę, że problem byłby mniejszy, gdybym nie rozrastała kanału poruszając tak szeroki wachlarz tematów, przyciągając widzów, którzy potem nie byli zainteresowani połową moich tworów. Takie środowisko idealnie kusi, by dać się wciągnąć w bardziej ponure dyskusje, lub szukać sposobu na urozmaicenie sobie nudnego materiału jakąś sensacją. Fakt, że ja sama często tworzyłam treści, bardziej z myślą o uszczęśliwieniu kogoś (niż mnie samej), nie pomagał.


P.S. Jeśli ktoś przeczytał całość, to gratuluję... ponad 4700 słów xD To jak 10% książki...

127 komentarzy:

  1. Z tego co widzę to głównym problemem jest niezrozumienie z widownią. Można by powiedzieć "nie zwracaj uwagi na komentarze", ale to chyba mija się z celem prowadzenia bloga/kanału na yt i komunikacji z widzami.
    Mimo wszystko mam nadzieję, że kanał Azjatycki Cukier wróci do tematów urodowych. Coraz bardziej interesują mnie składy kosmetyków i ich działanie, więc bardzo chętnie czegoś więcej się o tym dowiem.
    Niezależnie od tego jak zadecydujesz: najważniejsze, żebyś była szczęśliwa z tym co robisz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam całość i sama się dziwię, bo zazwyczaj takie teksty mnie odstraszają. Cieszę się, że jednak zmusiłam się do rozpoczęcia lektury, a po kilku zdaniach już zmuszać się nie musiałam. Dobrze mi się czytało, post pozwolił mi zrozumieć, co dokładnie się u ciebie działo i dlaczego poznikały wszystkie filmy. Bardzo mnie to niepokoiło i fajnie, że postanowiłaś się tym wszystkim podzielić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Drogi Cukrze! Nie śledzę zbyt mocno twojego kanału, raczej czytam bloga, ale tak to chyba jest, że zawsze znajdzie się grupa, która chce tylko się wywyższyć kosztem innej osoby. A jako osoba na swój sposób publiczna, jesteś dobrym celem. Nie zostaje nic innego jak ignorować takie komentarze i iść dalej, inaczej idzie oszaleć.

    Wiele z nas wysoko ceni sobie twoje rady i informacje i sama osobiście uważam się za o wiele lepiej zorientowaną w kwestiach dbania o własną urodę po przebrnięciu przez twoje posty i część filmików. Jesteś naszym skarbem ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie się Ciebie czyta, szybko się to połknęło.

    Wydaje mi się, że przy tak dużej publiczności jak Twoja nie da się utrzymywać takiego kontaktu z odbiorcami jakbyś chciała. To trochę tak jakby z hucznej imprezy usiłować zrobić kameralne spotkanie, w której lepiej nam się rozmawia.
    Niepisane prawo internetu mówi, że jeśli ktoś może się do czegoś doczepić, to na pewno to zrobi. Mogę sobie tylko życzyć, że Cię to nie zniechęci od udzielania się w internecie. Pamiętaj że w tym wszystkim istnieje spora grupka osób, która bardzo ceni Twoje zdanie i podejście do życia. : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że tak dodam od siebie: Święte Słowa :) Nic dodać, nic ująć.
      PS. Lubię czytać ksiązki

      Usuń
    2. Basiu musisz robic to co Ty chcesz i to co sie Tobie podoba. Cześć z publiczności podłapie część skrytykuje. Nie ma takiej osoby na Świecie która by się wszystkim podobała. Są natomiast osoby których życie, zainteresowania, pasje, poglądy i sukcesy inspirują. Ludzie za którymi część z nas podąża. Część, nie wszyscy. I to czy ta grupa jest większa czy mniejsza nie ma znaczenia. Pamiętaj że widzowie maja swoje problemy swoje życie. Nie traktuj nas jak liczby tylko jak oddzielne historie. Kazda z nich jest równie wartosciowa. Jedno dobre slowo przeciwko 10 złym jest cenne! Na Twoim miejscu nie chowałabym glowy w piasek to daje energię dementorom. To co czyni Cię silną to to ze robisz rzeczy które lubisz nie bacząc na opinie ludzi zawistnych i zle życzących! Badz sina. Think big!

      Usuń
  5. Wiele rzeczy ciekawiło niektórych widzów, ale niekoniecznie trzeba było dawać im, czego chcą... własnym kosztem. Wiesz, ja tu wpadałam popatrzeć na te wszystkie urodowe sprawy, podłapałam masaż twarzy, ćwiczenia, to się bardzo przydaje. Twoje podejście do pielęgnacji przeciwstarzeniowej dla osób młodych jest na polskie standardy rewolucyjne, łamie pewien stereotyp, zresztą sama zdajesz sobie z tego sprawę. Ale to jest potrzebne, bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  6. hmmm , szczerze to nie wiem co napisać , przeczytałam wszystko , może powiem że najbardziej ceniłam filmiki/informacje o starzeniu się o migracji twarzy o kosmetykach żeby temu zapobiegać , o masowaniu buzi , o szybszym wzroście włosów , wcierka/i , tego typu rzeczy , pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Prawdę mówiąc nie uważam, że filmik o odchudzaniu był jakimś błędem. Tak samo jak nie uważam, że to jakaś ceniona cecha, żeby się wiecznie kontrolować. Dla mnie to chore i mam wrażenie, że takie rzeczy powstają z jakiejś zawiści? Bo są ludzie, którzy niestety muszą się okropnie pilnować z dietą, żeby utrzymać szczupłą sylwetkę i z tej zawiści i zazdrości, że ktoś nie musi zaczynają bredzić. Trafiłaś po prostu w jakiś czuły punkt, ale to raczej inni powini się nad sobą zastanowić. Co do reszty - wiem, że łatwo sobie powiedzieć, ale jednak powinnaś się mniej przejmować tym, co inni mają do powiedzenia i nie brać tego tak bardzo do siebie. Rób takie filmy, jakie tobie sprawiają przyjemność, bo wszystkim nie da się dogodzić. Zawsze będzie jakiś procent ludzi, którzy będą negatywnie nastawieni i marudni i wiecznie niezadowoleni. Z włosami ja sama wyczułam pewną niekonsekwencję i wydaje mi się, że to spowodowało taką burzę. Że skoro miało być to coś kompletnie normalnego, z myślą, że łysa głowa to rzecz "codzienna" i żaden wtsyd, to fakt, że nie chciałaś jej pokazać sprawił, że wydawało się, że jednak się wstydzisz. Nie chę teraz wchodzić w dyskusję na ten temat, bo już wszystko zostało powiedziane - mówię tylko jak to wyglądało z mojej perspektywy. Myślę też, że pokazanie tej głowy paradoksalnie sprawiłoby, że mniej osób by o tym mówiło - wszak największe zaintereswanie i podniete wzbudza to, co trzymamy w "tajemnicy". Oczywiście nie chodzi mi o to, żeby dzielić się każdą prywatną rzeczą ze swojego życia, żeby ludzie dali spokój - jednak dzieląć się filmikiem o goleniu głowy ta sprawa już trochę wyszła z prywatnej sfery w publiczną. No, napisałam się starsznie :{

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie zwłaszcza w kwestii głowy. Zrobiłaś filmik o tym ze chcesz obciąć Włosy i podarować pieniądze - ok, spoko, rozumiem. Nie chcesz oddawać włosów na perukę z własnych przekonań - spoko, nie to nie. Mówisz ze kobiety po chemii nie powinny czuć sie zobligowane do noszenia peruki - rozumiem, tez tak uważam. I nagle nie chcesz sie pokazać sie w krótkich wlosach. Tak jak przez cała drame z obcinaniem włosów cię popierałam i rozumiałam to w momencie kiedy nie pokazujesz sie zaczynam zastanawiać sie co jest "nie tak". Czy ja czegoś nie zrozumiałam? Czy zmieniłaś zdanie?
      .
      Prócz wszystkich tych głupiomądrych komentatorów hejtujacych każde odważniejsze posunięcie sa tez ludzie tacy jak ja - którzy nigdy w życiu nie skomentowali twoich filmików, ale jak tylko wyjdzie nowy to go pochłaniają i czekają na następny. Widzowie którzy polajkuja twoje posty, złapią sie za głowę gdy przeczytają bezsensowny komentarz innego widza. Musisz o tym pamietać. Negatywne zawsze bedzie głośniej krzyczeć i bedzie tego więcej widać. Ale ci drudzy tez istnieją!

      Usuń
    2. Tak teraz jak na to wszystko patrzę, nie umiem sama siebie zrozumieć, dlaczego nie zaczęłam tematu akcji charytatywnej szybciej, tylko czekałam, aż było po fakcie. Tak paraliżował mnie lęk przed tym, jak to będzie, że w efekcie sama odmówiłam sobie szansy, by sprawę wyjaśnić na spokojnie, powolutku się w tym wszystkim dotrzeć.. Ech T_T

      Usuń
  8. Pamiętam twój kanał jeszcze parę lat temu, czyli w 2012 kiedy byłam nastolatką i bardzo interesowałam się makijażem i włosami. Później zaczęły się filmy o Singapurze, co też na początku mnie interesowało, ale jako że byłam młodą osobą nie oglądałam filmów o emigracji, bo i po co. Vlogi zaś mi się bardzo podobały. Powiem ci, że zauważyłam, że czego nie napiszesz spotyka się z falą krytyki, bo jest niekonwencjonalne. Tzrymaj się i zastanów co chcesz robić i idź w tę stronę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Drogi Cukrze, przebrnęłam przez cały tekst :)
    Chciałam w tym wszystkim zwrócić uwagę na to, że jesteś bardzo inteligentną kobietą i podziwiam to, jak zawsze jesteś bardzo 'aktywna' poprzez chociażby odpowiadanie na całą masę naszych komentarzy itp. Osobiście śledzę Twojego bloga i kanał na YT od bardzo dawna i chcę żebyś wiedziała, że zadowala mnie każda temetyka, ponieważ jest ona przedstawiona przez Ciebie. Jest ona przez Ciebie zinterpretowana. I wydaje mi się, że o to w tym wszystkim chodzi, a nie o tematykę. Dzielisz się prawdziwą sobą z nami, dlatego w pełni rozumiem Twoje niezadowolenie z pewnych aspektów. Niestety są one nie do przeskoczenia, bo internet jest elementem, z którego korzysta każdy, głupi i mądry, subskrypcje daje każdy i każdy może wyrazić swoje zdanie, nadużywając tego i dając sobie prawo do np. odpowiadania w Twoim imieniu czy błędnej interpretacji Twoich postów, po prostu nadinterpretacji. Na szczęście, przy Twojej twórczości pozostaną osoby zainteresowane Tobą, a nie mową nienawiści.
    Oktawia

    OdpowiedzUsuń
  10. Mysle ze bardzo ważny i fajny jest kontakt jaki posiada twórca z widzem.
    .
    Bardzo podobały mi sie filmiki z tego roku chociażby ten w którym zabrałaś nas na spacer i zadałaś pytanie kogo zaprosilibhsmy na kolacje. To był dobry sposób na kontakt z widzem - lekki, niezobowiązujący, ciekawy, uniwersalny, pobudzający do refleksji. Widz poznaje twórcę, jego poglądy, ale tez rośnie w nim sympatia do twórcy bo dostał szanse wyrażenia swojej opinii i poznania opinii swoich sióstr i braci (innych widzów).
    .
    Złym sposobem budowania kontaktu miedzy widzem a twórca jest tłumaczenie sie, rozciąganie tematu w kolejnych filmach, postach. Jesteś człowiekiem, każdy człowiek jest inny i ma prawo robic i myślec co tylko sobie wymarzy. Możesz ogolić głowę, przefarbować sie na rudo, zoperować sobie twarz, przeprowadzić sie do Afryki - cokolwiek tylko sobie wymyślisz. Nie musisz sie z tego tłumaczyć, nie musisz polemizować, wyjaśniać. Każdy widz powinien wiedzieć co i dlaczego ogląda.
    .
    Jesli jednak bierzesz sie za tłumaczenie i wyjaśnienia to musisz liczyć sie z tym, ze przy "kontrowersyjnej" tematyce (każda zmiana moze być dla kogoś kontrowersyjna) prócz widzów akceptujących cię i twoje poglądy w 100% nawet jesli sami maja inne (ja ;)) znajda sie tacy szukający sensacji i fałszu.
    .
    Ja na twoim miejscu robiłabym swoje, tworzyła tylko filmiki takie na jakie mam ochote i pomijała negatywne komentarze. Nie trać czasu na negatywne komentarze, a trać czas na te pozytywne - płynące prosto z serc twoich prawdziwych fanów :)))

    Pozdrowionka i trzymaj sie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Cukrze uważam, że to co robisz i tworzysz jest dobre. Oglądałam Cie od długiego czasu i wielbiałam to ! Smutek sprawiło mi to ,że wszystko usunęłaś. Jesteś dla mnie wzorcem do naśladowania ! Uważam,że nie powinnaś sie hejterami przejmować. Prawdziwi widzowie zawsze będa przy Tobie i Cię nie opuszczą. Wytrwałam do końca Twojego tekstu ^^
    Mam nadzieje,że wrócić na Yt szczególnie na Azjatycki Cukier ale vlogi tez chetnie zobaczę bo duzo mam z tego frajdy jak widzę twój zaciesz na twarzy.
    pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuję Ci za ten wpis w którym pokazałaś się od najbardziej ludzkiej strony jaką można było sobie wyobrazić. Wydaje mi się, że większość kontrowersji jaka zachodziła między Tobą, a Twoją "publicznością", to częściowo rezultat polskiej mentalności w świetle której osoby którym udało się w życiu coś osiągnąć, "powinny" za to odpowiedzieć i zostać "sprowadzone do parteru". Z drugiej strony, pewne tematy poruszane przez Ciebie (jak choćby opalanie czy pozyskiwanie witaminy D ze Słońca) w jakiś sposób naruszają... no nie wiem, tabu? Burzą dotychczasowy obraz rzeczywistości? Być może stąd takie reakcje. Prawda bywa też taka, że ludzie dowalają komuś w kim wyczuwają kruchość i wrażliwość na krytykę, a Ty pokazałaś, że jesteś taką osobą.

    OdpowiedzUsuń
  13. jestem z Tobą od kilku dobrych lat, może prawie od początku, nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy zamiast miło oglądając czyjeś filmiki i poświęcając na to swój cenny wolny czas mają ochotę oceniać czy krytykować. jeżeli komuś coś nie odpowiada, może poszukać innych twórców, jest przecież ogromny wybór na YT. jest mi bardzo przykro wiedząc ileczasami smutku i złych emocji musiałaś przeżyć w czasie na prowadzenia tego kanału, który miał być czymś sympatycznym w twoim życiu, bo przecież nikt nie kręci filmików po to by być krytykowanym. tak nie powinno być. bądź dzielna i nie daj się tym którzy marnują swój czas na ocenianie innych, rób swoje, bo ja i pewnie wiele innych ludzi uwielbia to co robisz! zostań z nami i kręć dalej!

    OdpowiedzUsuń
  14. Basiu, mogę tak, prawda? Mnie osobiście, bardzo Cię brakowało w internetowym świecie i przyznam z ręką na sercu, nie miałam zielonego pojęcia o...żadnej z wymienionych przez Ciebie rzeczy. Nie czytam komentarzy i sama ich raczej nie piszę. Nie wiedziałam, że niektórzy ludzie są bardziej durni od rybki w akwarium. Mniejsza, czasu się nie cofnie. Oglądałam z największą przyjemnością każdy filmik jaki pojawił się na twoim kanale, bo w każdym było dla mnie coś ciekawego, a jestem ciekawskim stworzeniem to oglądałam. Podobały mi się wasze wycieczki po Singapurze, obce i inne, ale wyglądające na smaczne jedzenie, Twoje azjatyckie makijaże, i pogadanki które nagrywałaś z Mężem którego imienia nie mogę sobie przypomnieć, ba, przez dłuuugi czas nawet nie znałam Twojego :) Co do ostatniego filmiku z akcji charytatywnej, przyznaję brewka mi pyknęła i pojawiła się myśl "czy te włosy potem pójdą na peruki?" Bo w Polsce właśnie tak się objawia "pomoc" dla osób po chemiach którym wypadły włosy. Jest fundacja (ja wiem o jednej) która zbiera obcięte włosy i przerabia na peruki dla potrzebujących. I ja wiem, że osobom bez włosów jest ciężko, że ludzie dziwnie patrzą, i do czasu w którym nie opublikowałaś tego filmu naprawdę byłam przekonana że to "jedyna" forma pomocy. Myliłam się, nawet bardzo. U was ta akcja miała na celu pokazanie, że brak włosów to nic takiego, że one nie są najważniejsze. A w wielu krajach dalej panuje stereotyp, że kobieta musi mieć, piękne i długie włosy, i ja sama tak postrzegam inne kobiety, przez pryzmat włosów, bo przecież są atutem. Ok, mój monolog idzie w dziwną stronę, chciałam jeszcze tylko dodać, że podziwiam Cię za odwagę ;) Wróć do nas niebawem :)I lej na hejterów, bo oni zawsze będą.
    Pozdrawiam, Asia

    OdpowiedzUsuń
  15. Basiu! Bardzo dobry tekst! Nareszcie rozumiem, czym była spowodowana przerwa w nagrywaniu na YT...
    Jedyne co mogę napisać: niezależnie od tego, co będziesz tworzyć - rób to w zgodzie ze sobą. Lubię Twoją osobę taką, jaką jest. To nie jest kwestia tematyki filmiku, posta, tylko sympatii do osoby. Interesuje mnie Twoje zdanie i informacje, które przekazujesz - niezależnie od poruszanej dziedziny. Być może jest więcej takich jednostek jak ja ;)
    Mimo wszystko - trzymaj się! Uwierz w czytelników i widzów, którzy naprawdę Cię kochają!

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej :) Czytałam Twojego bloga już kila lat temu - moje ulubione wpisy to te dłuższe i szczegółowe (a że też interesują mnie składy kosmetyków, to zaciekawiłyby mnie Twoje recenzje). Nie oglądałam vloga, bo nie jestem fanką YouTube'a. Kiedy przestałaś pisać tak dużo na blogu, zaczęłam zaglądać tutaj tylko sporadycznie, widząc powiadomienia na Facebooku. Ale dziękuję Ci za pokazanie kawałka świata, który normalnie nie byłby dostępny. Pamiętam jak kiedyś siedziałam nad archiwum Twojego bloga i czytałam wszystko o interesującym tytule ;) w sumie pomogło mi to też, gdy zdecydowałam się pojechać na rok do Chin. Na przykład z opisów kosmetyków w Twoim sklepie czerpałam informacje o tym, którymi kosmetykami warto się zainteresować...
    Pewnie trzeba było pisać takie miłe podziękowania wcześniej, ale tak jak nie lubię YouTube'a, tak nie lubię pisać komentarzy. Tym razem chcę jednak okazać wdzięczność za to, co robisz, nie ważne czy akurat trafiasz w moje zainteresowania (podróże, miejsca, dokładne opisy kosmetyków, ewentualnie ciekawych gadżetów, a także tego jak się żyje w innym miejscu), czy też nie. Trzymam kciuki za znalezienie swojej drogi, powodzenia!

    P.S. Gratuluję przejścia na wegetarianizm! Będąc wege od ładnych paru lat też tak mam, że nie do końca kontroluję co jem, ale wiem czego nie zjem. Bez wyczerpujących ćwiczeń, wyliczania kalorii, stresu z powodu głodu, mam fajne ciało w którym czuję się świetnie :) Także jeśli zdecydujesz się znowu więcej publikować, będę czytać regularnie!

    OdpowiedzUsuń
  17. Z zupełnie innej perspektywy, bardzo personalnie przedstawiasz temat nienawiści w internecie (tzw. hejtu). To jak straciłaś kontakt ze swoją widownią to nie jest absolutnie Twoja wina, ani treści, które udostępniasz i do jakiej publiczności trafiasz. Po prostu znane jeszcze kilka lat temu "trolle" się rozbestwiły i teraz tak naprawdę nikt, kto udostępnia coś w sieci nie jest uwolniony od złośliwego komentarza.
    Twój post, Twoja historia pokazuje jak internet się zmienił z zupełnie innej strony, ze strony osoby, która szukała kontaktu i go znalazła, ale z czasem było coraz mniej rozmowy, a coraz więcej oceny i to też rzadko pozytywnej.

    OdpowiedzUsuń
  18. Powiem tak, Cukrze, nie wiem czy odbierzesz to jako plus czy minus, po prostu odpowiem na twoją autobiografię, moją:
    Azjatycki Cukier odkryłam przez YT w 2012/13r. Nie pamiętam co obejrzałam jako pierwsze, ale wiem, że obejrzałam też wszystkie filmiki wstecz i oglądałam wszystkie później. Po kilku filmikach zajrzałam na bloga i przepadłam. Uwielbiałam serię o Korei i wszystkie żmudne opisy kremów BB. Dzięki tobie kupiłam mój pierwszy BB i nigdy nawet nie próbowałam ciężkich podkładów. Wpisy o działaniu promieni słonecznych <3 od tamtej pory moje BB nigdy nie mają mniej niż 30SPF PA ++, pamiętam o sile witaminy C, a teraz pisząc to mam dopiero 18 lat, więc akurat tyle żeby zapobiegać oznakom starzenia (akurat nie przeszkadza mi wyglądanie na tyle-a-tyle lat, ale po prostu ta wiedza jest dla mnie fascynująca). Te wszystkie długaśne wpisy o tym z czego składa się skóra, jak dzielą się wory pod oczami, o kolagenie, kocham.
    Jeśli mówimy o YT z drugiej strony, najwyraźniej moje ulubione filmiki to te, które tak potępiasz :p Często wracałam do filmików np. o kremach BB albo o nowinkach w makijażu, ale bardzo podobał mi się film o odchudzaniu (bo zgadzam się że dobra waga powinna być czymś "mimochodem") i o emigracji (może też mam nieco życzeniowe nastawienie do tej historii, ale ciekawe było też usłyszeć, po prostu, że ludzie nie jeżdżą tylko do Stanów i UK).
    Niestety, nie mam rady na twój problem tego kontaktu z publicznością. Z obserwacji wynika, że kiedy przekroczysz pewien próg oglądalności tracisz ten "sąsiedzki" charakter kontaktu z widzami. I szczerze mówiąc, nie mam pojęcia jak można go odzyskać.

    OdpowiedzUsuń
  19. Kochana dobrze że podzielilas sie tym co przeżywasz. Zarowno Ty, pisząc, jak również my, czytający, realizujemy swoje potrzeby. Część z nich jest po prostu sprzeczna. Komentować w sieci jest łatwo, miło i bezkarnie. Mam wrażenie że tym, którzy dzielą sie ze swiatem zla energia zawsze sie chce odpisac. A ta czesc ktora ma cos madrego do powiedzenia, woli przemilczec, bo moze się myli:). Życzę Ci jak najwiecej wartosciowych, wyłapanych z tłumu, relacji. Jestes bardzo inspirujaca osoba dla mnie i dziekuje ze Jestes. Usciski!!!

    OdpowiedzUsuń
  20. Skoro poruszyłaś temat 100 sekretów to ja bardzo bardzo bardzo proszę o przepis na herbatkę imbirową (50). Kogokolwiek kto ma... :< Nic mi tak w zimie nie pomagało, ale głupia nie zapisałam sobie tego nigdzie, a post już nie istnieje :<

    A teraz mogę się odnieść do reszty postu:
    tęsknię za starymi filmikami; znalazłam cię bardzo, bardzo dawno, sądzę że był to 2011, więc początek twojej kariery i chociaz byłam raczej cichym odbiorcą, zwykle czytałam posty na blogu, oglądałam filmiki zostawiając "łapkę w górę" to byłam. Po prostu nie jestem osobą, która potrafi rozmawiać z kimś przez internet. Zawsze napiszę coś nieodpowiedniego, do czego zaraz ktoś się przyczepi, zacznie wyzywać od głupich szmat albo coś. W internecie każdy troll to kozak, a przecież wcale nie jest się anonimowym, jak się niektórym wydaje. Więc byłam, prawie od początku, choć moja obecność była pewnie niezauważalna. Wtedy byłam jeszcze nastolatką, dopiero poznawałam Azję i byłam mocno zachwycona wszystkim, co było z nią związane. Ale polubiłam też ciebie i z równie wielką radością oglądałam także twoje vlogi. Podziwiałam cię wtedy za odporność psychiczną, nie wszystkie komentarze były pochlebne. Ale później zniknęłaś, usunęłaś wszystkie filmiki i zastanawiałam się o co chodzi. Teraz trochę bardziej rozumiem, co tobą kierowało i kieruje.
    Filmik co do diety... Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy tak po prostu wp... mieszają się w czyjeś życie. To, że ktoś publikuje swoje myśli i przekonania publicznie jeszcze nie daje nikomu prawa do tego, żeby mieszać go z błotem. Każdy ma prawo się wypowiedzieć i każdy powinien szanować cudze zdanie. A już zwłaszcza, kiedy chodzi o kobiety, szum robi się nieznośny. Niektórzy ludzie za dużo wymagają od innych zamiast zająć się własnym tyłkiem. Nigdy, nigdy nie zrozumiem po dlaczego niektórych tak bardzo interesuje ingerowanie w cudze życie. Nigdy. Można się interesować, ok, ale bez oceniania. Chyba, że ktoś robi jakieś okropne rzeczy. Zwykle tak nie jest, a ludzie się czepiają wszystkiego. Ale jak już pisałam, w internecie każdy czuje się bezkarny. Niestety. A już największą głupotą jest, kiedy ktoś robi coś charytatywnie i jeszcze zostanie za to zjechany, nawet przez chorych "ja nie chcę takiej pomocy ani litości, przecież ty jesteś zdrowa, gówno wiesz jak się czuję". Mam wtedy ochotę rzucić wszystkim. Nie wiem czego tacy ludzie oczekują. Ale nienawidzę takiego podejścia. Każdy by chciał tylko kasę i to prosto do rączki i tylko dla niego. Tak, burza dotycząca zgolenia włosów też mnie przerosła. A może to po prostu spora część ludzi - trolli- taka już jest? Jak nie ponarzekają, nie zgnoją kogoś i nie sprawią, że poczuje się źle to gorzej śpią? Nie wiem. Ale wiem, że jest ich coraz więcej. I że powinni szybciej dorosnąć. Psychicznie, bo fizycznie mogą być nawet po 50, a zachowywać się idiotycznie.
    Nie chcę ci nawet niczego doradzać. Nie wiem, czy tego oczekujesz i nie wiem, czy doradziłabym coś sensownego. Jedyne, co bym chciała, to żebyś pisała na blogu. Nadal mocno interesuję się wszystkimi zagadnieniami związanymi z pielęgnacją urody i chętnie o tym czytam.
    Ale nie chciałabym cię do niczego zmuszać. Ważne, żebyś robiła to, co sama chcesz. Nigdy nie sugeruj się publiką. Jesteś oryginalną osobą z własnym zdaniem i poglądami i o to się rozchodzi. Ludzie lubią szufladkować, przypinać łatki, a już najbardziej kiedy ktoś jest taki jak oni sobie wymarzą. Czyli sztuczny. Bądź sobą i sama wybierz swoją drogę. Ci, którzy są z tobą długo i cię wspierają będą z tobą, niezależnie od podjętej decyzji.
    I żebyś pamiętała, że przez te kilka lat po prostu tak się zmienił internet. Kiedyś było inaczej, teraz jest coraz gorzej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Usunęłam wpis o herbatce, bo zaczęło mnie gryźć sumienie, że jest z czyjeś książki... O ile nie mam oporów, przed publikowaniem rzeczy z magazynów, bo miesiąc po wydaniu, gazeta przepada w otchłań archiwów, to z książkami jednak trochę mnie gryzie :(. W każdym razie, przepis był taki: "Do przygotowania herbatki potrzeba dosłownie kawałeczka świeżego imbiru - około 10 gramów (mniej więcej czubata łyżeczka startego imbiru). Do tego potrzebna będzie jeszcze gruszka (preferowalnie chińska, ale może być też zwykła) oraz odrobina brązowego cukru.


      Imbir płuczemy ze skórką. Gruszkę obieramy, wycinamy gniazdo z pestkami, owoc kroimy na drobniejsze kawałki. Wrzucamy do blendera razem z imbirem (miałam wątpliwości, czy mój blender da radę z tak małym kawałkiem imbiru, więc najpierw zmieliłam go w młynku), dodajemy cukier wedle naszych preferencji oraz szklanką gorącej wody. Miksujemy, dodajemy drugą szklankę gorącej wody. Przecedzamy przez sito i gotowe :)."

      Usuń
  21. Przykro było mi to czytać. Nie podejrzewałam, że ludzie AŻ TAK nie mają własnego życia, żeby uprzykrzyć je komuś na drugim końcu świata. Dla mnie byłaś (i dalej jesteś;)) ciekawą youtuberką, która pewnego dnia zniknęła. Zgodzę się z tym, że nagranie filmików w 'popularnch' wtedy tematach było błędem, przyciągnęło ameby które po zakończeniu oglądania nie mają własnych problemów do których muszą wrócić i wyżywają się w internetach...

    Co do kanału - cieszę się bardzo, że chcesz wrócić do korzeni :) ale oglądanie vlogów o ciekawostkach z Singapuru było bardzo miłą odskocznią!
    Jeśli chcesz zachować spokój ducha unikaj WSZELKICH osobistych tematów ;) Da się - np. popularna Nissiax nagrywa o swoich pasjach - kosmetykach, weganiźmie, jodze, czasami vlogi, ale poza tym niczego o niej nie wiem i do niczego nie jest mi taka wiedza potrzebna :) i każdy dojrzały widz to zrozumie!
    Trzymaj się ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam, jak dobrze Nissiax sobie radzi. Ale myślę, że to chyba nie jest styl dla mnie. Ciągle szukam, jak chciałabym tym wszystkim zarządzać, ale czytając komentarze tutaj, odzyskuję sporo odwagi, by szukać dalej.

      Usuń
    2. Jak to mawiają "Zesraj się a nie daj się!" ;D
      P.S. Gdyby nie Ty to w życiu nie usłyszałabym o ślimaczym śluzie i dalej męczyłabym się z trądzikiem, a nastolatką już dawno nie jestem ;)

      Usuń
  22. Trochę nie wiem, co napisać, bo nigdy nie byłam i nie będę pierwsza do komentowania, jestem raczej cichym obserwatorem. :) Treści, które publikujesz zawsze czytam i oglądam z przyjemnością, bo po prostu robisz to szczerze, z pasją. I tu kolejny, mega szczery tekst, który pochłonęłam jednym tchem. Bardzo ciekawie dowiedzieć się, jak te lata twórczości wyglądały z Twojej perspektywy! Cokolwiek sobie postanowisz na najbliższą przyszłość, trzymam kciuki, żeby sprawiało Ci to radość. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. przeczytalam calosc i nie bede pisac madrych rad jedynie to: JESTEM i POZDRAWIAM :*

    OdpowiedzUsuń
  24. Drogi cukrze!
    Można by powiedzieć, że na Twoim kanale jak i na blogu dojrzewałam, z roku na rok dorastałam a co za tym idzie zmieniały się moje upodobania i cały czas interesowało mnie cos innego, cieszyłam się bo zawsze tematyka Twoich filmików do mnie trafiała i znajdowałam w nich to czego aktualnie szukałam. Od kiedy pamietam, nigdy jakos nie kwapiłam się do komentowania, ograniczałam się do łapek w górę bo jakos nie sądziłam, że swoim zdaniem mogę zainteresować Twórcę albo nie chciałam spotykać się z krytyką w razie odmiennej opinii. Teraz widzę, że popełniałam wielki błąd, widzę jak ważny jest kontakt i relacja miedzy twórcą a odbiorcą, teraz kiedy w dobie vlogów istnieją takie kanały które dzielą sie każdym szczegółem ze swojego życia, podziwiam postawę w ktorej jednak ktos postanowił oddzielić swoje życie prywatne od swojego hobby jakim jest kanał albo blog, niestety ludzie, którzy nie mają niczego ciekawego do roboty przezywają za kogoś ich życie a im bardziej ktos cos chce zostawić dla siebie tym bardziej ciekawość bierze górę i wchodzi takie domawianie, zmyślanie, spekulacje, co można obserwować nawet wsród co bardziej "sympatycznych" znajomych na zasadzie czego nie usłyszy to sobie dopowie. Nie zmienimy ludzkiej natury, lecz możesz pozostać przy swojej unikalności i odrębności ku uciesze stałych widzów którzy pamiętają jeszcze jak oprowadzałaś ich po mieszkaniu z kotami w roli głównej ;)
    Nie dajmy przeniknąć światu show biznesu do struktur you tube chociaż moim zdaniem juz jest za późno, ciąże, związki, zerwania są jak w świecie celebrytów szeroko omawiane i nagłaśniane, doceniajmy jeszcze tych którzy sferę bloga traktują jako hobby i pogłębianie swojej wiedzy albo rozrywkę a nie jako drugie życie ;)
    Cokolwiek postanowisz, możesz sie spotkać z rożnymi opiniami, komentarzami ale zawsze pozostaną osoby dla których będziesz miała cos ciekawego do przekazania czy podzielenia się ;)
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Dotrwałam do końca ;)
    Poznałam Twój kanał na YT, gdy poszukiwałam pomysłu na studniówkową fryzurę w grudniu 2011. Dzięki Twojej rekomendacji na początku 2012 odkryłam Eat Your Kimchi, a filmiki Simona i Martiny oglądam do dzisiaj. Bardzo spodobały mi się filmy z nowego kanału Cukier i sprawiły, że zaczęłam je komentować. W przypadku urodowych tylko przyswajałam wiedzę, którą chciałaś przekazać lub uczyłam się czegoś nowego, ale nie wiedziałam za bardzo jak się włączyć w dyskusję pod filmikami. Na kanale "Cukier" wybierane przez Ciebie tematy sprawiają, że mam ochotę podzielić się swoimi przemyśleniami :) Dzięki, że jesteś. I jesteś świetna w tym co robisz!

    OdpowiedzUsuń
  26. O jakiegoś czasu czytam Twego bloga po małym kawałku. Komentarze sobie daruję, bo jakoś nie mam za dużo w tej kwestii do powiedzenia (pielęgnacji), a komentujacych i tak nigdy tu nie brakowało. Ja staram się czegoś nowego dowiedzieć, wyciągnąć coś dla siebie z tego ogromu interesującej treści. Nie oceniam autorek bloga - nigdy. Zawsze skupiam się na treści i nie wnikam za bardzo kim ona jest, za kogo sie uważa, co ukrywa, czy kłamie, czy udaje. Dla mnie najważniejsze jest to, czy znajdę w danym miejscu inspirującą treść. Jasne, że z czasem czuję sympatię (albo antypatię do autora), ale jakoś nie przyszło by mi do głowy robienie w komentarzach "osobistych wycieczek", co zdarza mi się niekiedy obserwować, a te "wycieczki" uważam za paskudny nawyk ludzki. Gratuluję stworzenia takiego wspaniałego miejsca w sieci jak Azjatycki Cukier. Na kanały YT nie zaglądam na razie :-)

    OdpowiedzUsuń
  27. Powiem szczerze, że to właśnie dzięki Tobie zaczęła się moja przygoda z azjatycką pielęgnacją, przygoda, która trwa do dziś. Właśnie dzięki Twojemu szczeremu entuzjazmowi, uroczemu uśmiechowi, energii a zarazem merytoryczności zawsze z niecierpliwością czekałam na kolejne filmiki. I każda tematyka, którą poruszałaś, była dla mnie interesująca bo to właśnie Twoja energia mnie przyciągała. To Ty zaszczepiałaś we mnie chęć drążenia poruszanych tematów. Nie ukrywam, że kiedy przestałaś nagrywać, pisać, zrobiło mi się smutno i odczuwałam pewną pustkę. Mój swoisty rytuał oglądania Twoich filmów, czekania na nie, cieszenia się że znów dowiem się czegoś ciekawego musiał przestać istnieć. Mimo smutku i poczucia pustki uszanowałam Twoją decyzję, przyjęłam ją do wiadomości ze świadomością i poczuciem że coś ważnego dzieje się w Twoim zyciu, że tego teraz właśnie potrzebujesz. Nigdy tak naprawdę nie komentowałam ani Twoich filmów, ani Twoich wpisów. Byłam niemym fanem ale wiernym i zawsze w głębi serca życzącym jak najlepiej. Oglądam każde Twoje filmy bo to właśnie chodziło o Ciebie :-) cieszę się że nie porzuciłaś całkiem nagrywania i ludzi, którzy naprawdę Ci kibicują i dobrze życzą. Myślę, że nie unikniesz niestety internetowego hejtu, chamskich komentarzy bo internet nie jest czarno-biały, jak życie. Ludzie próbują leczyć swoje kompleksy cudzym kosztem a jak ktoś reaguje na prowokację to tym bardziej mają większą radochę. Smutne ale trzeba takim osobom tylko współczuć bo z jak okropnym bagnem w sobie muszą egzystować, jak okropny smród czują na co dzień. A im większa popularność tym więcej ludzi przychodzi na kanał, również niekoniecznie zainteresowanych poruszanymi tematami. Do tego grają na cudzej wrażliwości, szydzą z niej, w głębi duszy uciekając od własnej, bojac się odczuwać trudne emocje. Bądź sobą i olej tych, którzy lubią ranić. Takich lepiej zostawić, niech się trują sami swoją żółcią.

    OdpowiedzUsuń
  28. Czytając ten wpis jedyne co mi przychodziło do głowy to mądre słowa, powiedziane mi kiedyś przez tatę: "myśl swoje i rób swoje" :)
    Bez względu na treści zamieszczane przez Ciebie na blogu czy też youtube, zawsze szukałam tam czegoś dla siebie. Podobało mi się wszystko - od serii 100 sekretów (tak, jestem w grupie osób, która przeszła przez całą serię :D) z której odkryłam takie perełki jak masaże twarzy, volufiline, serum z wit. C. W obecnej chwili mam książkę z Twoim tłumaczeniem, volufiline, zaś serum robię sobie sama wg własnych upodobań. Jestem niezmiernie wdzięczna za te pozycje! Pamiętam filmik o odchudzaniu, z którego wyniosłam, że na każdego coś innego zadziała i po prostu trzeba próbować i znaleźć swoją recepturę na wygląd wg WŁASNYCH upodobań. Pamiętam zdjęcie, które też udostępniłam na swojej tablicy i które mój brat skomentował, że wcześniej wyglądałaś lepiej, co wywołało moje oburzenie, bo z jakiej racji miałabyś wyglądać tak, jak jemu się podoba (jego upodobania siedzą w domu z obrączką przez niego założoną na palec :). Mi w zdjęciu podobało się to, że osiągnęłaś swój cel niekoniecznie idąc za falą tłumu. Co do zgolenia głowy, to nie wnikałam w Twoje racje (bo masz pełne prawo je mieć, zaś ja pełne prawo się z nimi niezupełnie zgadzać ;), raczej z rozbawieniem zastanawiało mnie tylko, czy nie jest Ci zimno, bo mi było jak mama zgoliła mi przez przypadek sporą część włosów na łyso ;)
    Ogółem uważam, że niezależnie od tego, co będziesz umieszczać w Internecie - zawsze znajdzie się część odbiorców bardzo zadowolonych jak i taka, której będzie brakowało taktu, by zachować swoje zgryźliwe komentarze dla siebie. To chyba "takie czasy", że ludzie zapominają o dobrych manierach i dzielą się swoimi żalami, często atakując osoby publikujące, tylko dlatego, bo te są mniej lub bardziej popularne.
    Wydaje mi się, że zapominamy, że nasze życie jest tylko nasze i na naszych barkach spoczywa odpowiedzialność za znalezienie dobrych dla nas rozwiązań. A jeżeli coś wyprodukowanego przez jedną osobę nie działa, to trudno, idzie się dalej... :)
    Nie każdy trening Ewy Ch. jest dla mnie skuteczny, ale są i takie, które działają ;) I dlatego uważam, że każda Twoja publikacja jest warta zachodu - dla tych, którzy z tego skorzystają :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Miałam coś tutaj napisać ale ten tekst jakoś mnie tak rozstroił, że zapomniałam. Po pierwsze w życiu bym się nie spodziewała tego, co przeczytałam. Podziwiam Cie za odwagę i za to co robisz. Jednocześnie nigdy nie przyszło by mi do głowy to co inni wypisywali w komentarzach. Oglądam Twoje filmy i czytam bloga od dość długiego czasu (teraz stwierdziłam, że przynajmniej od 3 lat) ale nigdy nie zostawiłam komentarza, żadnego znaku po sobie. Co jest głupie, jak teraz no to patrzę bo przez takie osoby jak ja nie zdajesz sobie sprawy, że są też czytelnicy którzy doceniają to co robisz. Pamiętam jak dodałaś ten filmik o odchudzaniu, byłam wtedy zafascynowana faktem że udało Ci się osiągnąć to o czym mówiłaś i ani przez chwilę nie pomyślałam, że to jest nieprawdziwe albo 'złe', ponieważ osiągnęłaś to bez 'wyrzeczeń. Patrząc na zdjęcie, które dodałaś stwierdziłam, że jak dla mnie wyglądałaś wspaniale na zdjęciu sprzed 2(?)lat ale wiadomo, że to Twoje ciało i jeżeli czujesz się lepiej w obecnej sylwetce to nic tylko pogratulować :). Potem czekałam długi czas, aż znowu zaczniesz coś działać. No i stało się! Po dodaniu filmiku z goleniem głowy, oniemiałam. Jesteś mega inspirującą, kochaną istotą, a do tego jak odważną! :) Sama zaczęłam się zastanawiać, czy nie zrobić podobnej rzeczy. Z drugiej strony komentarze znowu mnie rozczarowały. Czytelnicy potraktowali Cie jak... nie wiem, jakąś rzecz. Nadal tego nie rozumiem. Natomiast wiem, że czytając ten tekst faktycznie poczułam się bliżej Ciebie, zrozumiałam to co Ty czujesz. Łzy stanęły mi w oczach w pewnym momencie. I były to łzy autentyczne. Pamiętaj, że masz też czytelników, którzy są z Tobą całym serduchem i będą Cie wspierać. Bo wierzę, że nie jestem jedyna. Nie. Ja to wiem. Rób swoje :). A ja postaram się tutaj częściej odzywać. :* PS.: Murakami jest całkiem spoko. Tak tylko mówię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :* Mam już kupioną książke Murakamiego, ale narazie przeżywam okres fascynacji Ismalim Kadare ;)

      Usuń
  30. Twój blog i kanał obserwuję od kilku ładnych lat, dlatego myślę, że mogę porównać wizerunek Cukru sprzed kilku lat i ten, który widzę od..dwóch lat? roku? I to co widzę to faktycznie masa negatywnej energii, ale nie tylko od strony widzów, ale również niestety z Twojej :c Z jednej strony nie odpowiadałaś osobom, które pisały głupie komentarze, z drugiej strony pisałaś posty o właśnie takich osobach. Niezdecydowanie w tej kwestii i zbyt duże poświęcanie uwagi tej negatywnej energii. Każdy popularniejszy twórca na yt ma grono hejterów, trolli i osób, którym po prostu zdarzyło się napisać głupi komentarz.
    Ale jak to ujęła Vroobelek (mniej więcej): jeśli nie mam czasu na odpowiedzenie wszystkim pozytywnym komentarzom, to czemu mam poświęcać uwagę tym negatywnym?"
    I pewnie, skoro w tym komentarzu nie głaszczę po główce, nie pocieszam, nie przyznaję stuprocentowej racji to dołączę do tego nie-zaszczytnego grona Złych Ludzi Internetu! ale wiele razy gdy podchodziłam do Twoich postów pozytywnie, po przeczytaniu ich odchodziłam z markotną miną.
    Powinnaś tworzyć dla własnej przyjemności, a nie zwracać uwagę na każdy negatywny komentarz lub komentarz osoby niedoinformowanej.
    Oczywiście Cię nie znam, to wszystko jest na podstawie Twoich postów i filmików i mojej ich interpretacji.
    Mam nadzieję, że będziesz się dalej spełniać, a przy okazji obdarujesz swoim szczęściem wielu widzów, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo słuszny komentarz. Ale wydaje mi się, że pomija inny aspekt negatywności - że ona nie zawsze jest kierowana bezpośrednio na mnie. Dużo negatywności jest generowanych przez drobną grupę widzów.. w stronę innych widzów. Nie tylko ja muszę umieć być na to odporna, ale nie wiem jak dbać o moją widownię i chronić ich przed tym.

      Usuń
  31. Prawda jest taka, że zawsze znajdą się tacy którym coś nie pasuje. Ważne by robić to co cieszy. Tak jak z Twoją praca bylo. Człowiek całe życie się kształci, dorasta. Po prostu wyrastamy z pewnych spraw, rzeczy, zmienia się nam punkt widzenia. Ważne by odnaleźć siebie i kroczyć ta droga. Wiem łatwo mówić nie przejmuj się negactwami, bo czasem trzeba, dobrze to robi, jednak zawsze trzeba znaleźć złoty środek. Rób co uważasz za słuszne a nie dla poklasku itp. Jeżeli będzie kogoś interesowało co masz do powiedzenia to będzie cię czytał czy słuchał. A ci którzy szukają sensacji prędzej czy później i tak sami zrezygnują. Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  32. Eh, Basiu.. Tym wpisem jeszcze bardziej przekonałam sie jak bardzo wrażliwą osobą jesteś ;) Takim osobom ciężko jest tworzyć w cyfrowej przestrzeni, bo ludzie tutaj czują sie bezkarnie, przez anonimowość bez zastanowienia piszą co im do głowy przyjdzie. I najczęściej to nie jest nic miłego. Albo skrajnie hejt, albo neutralnie wytykanie, szukanie sensacji, probowanie osaczenia z którejś strony, plotkowanie, wścibskość, udzielanie "złotych rad", najmniej jest tych pozytywnych, coś wnoszących do życia i też odnoszących sie do treści filmiku(komplementy apropo wyglądu czy zapytania o kolor szminki niby też są pozytywne, ale jednak niewiele wnoszą xD) komentarzy. Niestety statystycznie wiecej na świecie jest debili niż osób inteligentnych i w internecie można tego dobitnie doświadczyć. Ja osobiście nigdy nie mogłabym przez to prowadzić kanału na yt, za bardzo biore wszystko do siebie. A do prowadzenia kanału trzeba mieć ogromny dystans, wszystkie wiadomości jakoś filtrować, jedne brać do siebie inne usuwać z pamięci i zupełnie sie nimi nie przejmować. Jak to mówią nikomu nie dogodzisz, dlatego powinno sie robić to co uważa sie za słuszne, bez tłumaczenia sie, bez owijania i wchodzenia w szczegóły, Ci inteligentniejsi zrozumieją, inni zawsze znajdą dziure w całym. Życze Ci Basiu żebyś znalazła jakiś zloty środek w swojej twórczości w internecie, bo tak analizując wszystko i próbując wszystkim dogodzić można zwariować ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  34. Nigdy nie komentowałam Twoich filmików ani wpisów na blogu, czego żałuję, bo pisałabym chyba tylko, jak bardzo dziękuję za Twoją pracę i że każdy wpis jest przeze mnie zapamiętywany i opracowywany! Może to poprawiałoby Ci jakoś nastrój w "złych czasach" :)
    Kochana, rób to co kochasz, a znajdą się osoby, które będą odwzajemniać tę miłość. Nic na siłę, złe komentarze będą zawsze, ale skup się na tych pozytywnych:)
    Oczywiście nic nie trwa wiecznie, a przerwa dla Ciebie jest czymś zrozumiałym. Brakowałoby mi bardzo Twoich wpisów, jeśli rozmyślasz zakończenie tego rozdziału w swoim życiu, ale wiedz, że Twoja praca nie poszła na marne :) Dziękuję, że jesteś.

    OdpowiedzUsuń
  35. No cóż. Oglądam Cię od dawna, od 2012 może wcześniej czy ciut później. Wiem że w tamtym czasie youtube i wszelakie media nie były aż tak popularne. Ale teraz ciężko być znanym i lubianym. Trzeba być bardzo kreaktywnym, ciekawym, innym albo przekazywać coś konkretnego. Wiele youtuberów wie o tym że stawanie się osobą publiczną jest ciężkie do zatrzymania. Widać że nie byłaś przygotowana na krytykę, choć tak wiele jej teraz jest. Znam jedną youtuberkę, jest idealna osobą, do której ktoś mógłby się czepiać. Głównie z powodu wagi. Jednak po około 6 latach na yt głosi hasło "miej wy*ebane a będzie ci dane". Niestety sprawdza się idealnie. Ważne żeby mieć silny charakter żeby się nie załamać. Jesteś łatwym celem. Nie zgadzam się z wieloma twoimi poglądami ale wiadomo nie można dogodzić każdemu. Znam też osobę która ogranicza swoją prywatność i udaje jej się bardzo dobrze. Sama o niej wiem tak niewiele że dopiero po 5 latach bycia osobą publiczną i to bardzo popularną, poznałam jej twarz. Krąży gdzieś filmik z jej vlogiem itd ale poza tym nic więcej.
    Więc da się ignorować zapytania o wiele rzeczy ale bycie vlogerem nie równa się z byciem anonimową osobą. Ludzi ciekawi coś czego nie mamy na codzień. Czyli np Singapur. Od niedawna oglądam Weronikę Truszczyńską. Mieszka w Chinach. Nie znalazłam ani jednego filmiku, który by mnie nie zainteresował. Ale to jest co innego, ona jest ciekawa sama w sobie i to jak opisuje wszystko, mówi jest zachęcające i mile się ogląda. Ja Ciebie znalazłam bo interesowałam się azją i skusił mnie filmik o makijażu. Jako gimnazjalistka nic o tym nie wiedziałam. Więc moim zdaniem zostaje Ci znalezienie czegoś konkretnego i ignorowanie hejtów. Ci którzy oglądają Cię dla Ciebie samej zostaną mimo to. Będac znaną trzeba być silnym i nie stracić samej siebie.

    OdpowiedzUsuń
  36. Kiedy przestałaś nagrywać byłam smutna, może troszkę rozczarowana, ponieważ byłaś pierwszą youtuberką którą zaczęłam regularnie oglądać (troszeczkę jak starsza siostra :* ) :) i bardzo, ale to bardzo ucieszyłam się na Twój powrót.

    Baaardzo długi wpis, ale też bardzo intymny, nie wyobrażam sobie skondensowania tego do połowy objętości. Dzięki niemu w końcu zrozumiałam dlaczego usunęłaś filmiki (choć uwielbiałam je oglądać).

    Będę trzymać kciuki za to byś wróciła do regularnego nagrywania:) i już nie mogę się doczekać nowych wpisów :*

    OdpowiedzUsuń
  37. Przeczytałam i powiem tak - nadal czekam na filmiki urodowe. Mogą być skomplikowane i naukowe :) mam tylko prośbę: film o wegańskich skutecznych produktach anti aging!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm z tymi wegańskimi produktami, to mam zagwostkę. Wiele firm, które są na Bazarze, to firmy zadeklarowane, jako nie-testujące i nie dziwi, bo w Korei nie ma żadnych obowiązków testowania na zwierzętach. Jak się robi kosmetyk, to się go tylko formalnie rejestruje i po sprawie (tak samo jest w Singapurze i EU). Ale... Wiele firm sprzedaje do Chin, a prawda jest przykra, że jeśli jest eksport do Chin, to są testy na zwierzętach. Ale wtedy nie testuje sam producent, tylko producent mianuje przedstawiciela w Chinach, i ten przedstawiciel aranżuje testy w odpowiednim laboratorium. Więc w teorii, to nie producent zleca testy, więc dalej mogą się deklarować jako niestetsujący (tak robi wiele firm w EU, jak i Korei - niby nie testują, a jednak...). Ale ja WIEM, że te produkty są testowane, więc nawet jeśli jest na nich logo, że nie-testowane i nie mają żadnych produktów zwierzęcych... nie da się ich określić jako wegańskie.

      Usuń
  38. Bardzo fajny wpis :) Obserwuję Cię już od kilku lat, choć nie jestem z tych co czyhają na każdy nowy filmik. Raz na jakiś czas zaglądam na kanał i bloga żeby po prostu sprawdzić co u Ciebie słychać i co ciekawego ostatnio przekazałaś światu. Wiedz, że to mój pierwszy komentarz w Twoim kierunku, bo na codzień jestem cichym widzem :) Cieszę się, że zdecydowałaś się na ten wpis, bo to może dzięki niemu (o ile większość Twoich subskrybentów go przeczyta) osiągniesz w końcu upragnioną satysfakcję z tego co robisz. Odwalasz naprawdę kawał dobrej roboty i nie daj się zniechęcać przez zwykłe komentarze - na żywo na pewno co najmniej połowy z nich byś nie usłyszała. Czekam na kolejny filmik i trzymam mocno kciuki, bo jesteś w top3 moich ulubionych blogerek :) Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
  39. Wciąż jestem Ci bardzo wdzięczna za filmik o odchudzaniu, bo właśnie dzięki niemu przestałam się czuć zaszczuta tym, że zdrowa dieta i styl życia mogą wyglądać tylko w jeden sposób. Pamiętam, że po trafieniu na Twojego bloga i kanał przeczytałam i obejrzałam wszystko od początku, bo po prostu mnie zainteresowało (i lubię czytać). Nie wiem ile jest takich osób jak ja ( rzadko/wcale nie komentujących), ale dziękuję Ci za Azjatycki Cukier

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że skorzystałaś z tego filmiku. Mi się wydawał dobrym pomysłem, ale nie wiedziałam, jak ostrożnym trzeba być komunikując cokolwiek o dietach.

      Usuń
  40. Czytając to, co napisałaś odnoszę wrażenie, że bardzo przejmujesz się krytyką. Musisz wiedzieć, że nie da się wszystkich zadowolić i musisz liczyć się z tym, że zawsze znajdzie się grono osób, którym nie będzie się podobać to, co publikujesz. Wiem, że negatywne słowa zwłaszcza w internecie są w stanie nie tylko zdemotywować, ale i głęboko zranić. Myślę, że owoc Twojej pracy, czyli Twój blog i vlog powinien cieszyć przede wszystkim Ciebie. Twórz to, na co masz ochotę i nie zapominaj o sobie, a jestem przekonana, że rzesza oddanych widzów na pewno Cię nie opuści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie najbardziej boli, gdy negatywność dotyka widzów, którzy mają do mnie i mojej twórczości neutralny lub pozytywny stosunek. Wbrew pozorom, to nie tylko ja muszę być odporna na "hejty" - mam wrażenie, że wiele problemów zaczeło się, gdy negatywność drobnej grupy widzów, zaczeła w jakiś sposób przelewać się na innych widzów.

      Usuń
  41. Jestem z Tobą stosunkowo krótko,
    przyznaję, że wielu rzeczy dowiedziałam się przed chwilą. Super, że chcesz poruszyć tematy składników. Jak, po co, dla czego? Ciekawi mnie to zdecydowanie, a nie ma co ukrywać, że dotychczasowe wskazówki i informacje urodowe dodane przez Ciebie bardzo mi się podobały i najbardziej ciekawily.

    OdpowiedzUsuń
  42. Pozdrawiam i spinają się, bo to co robisz, piszesz o urodzie, ale też dbaniu o siebie jest ciekawe i baaardzo mi przydatne :)

    OdpowiedzUsuń
  43. Bardzo żałuję, że usunęłaś swoje stare filmiki. Byłaś pierwszą dziewczyną na YT, którą oglądałam i przyznam szczerze, że wielokrotnie wracałam do tych filmów żeby powspominać stare czasy, te produkcje bardzo dobrze mi się kojarzyły. Może to wyda Ci się dziwne ale przykro mi kiedy pomyślę, że już ich nigdy nie zobaczę :)

    W kwestii Twojego dylematu na temat tego jakie treści powinnaś udostępniać to myślę, że źle do tego podchodzisz. Masz wielu wiernych widzów, którzy śledzą Twój kanał, bo lubią Ciebie i z przyjemnością obejrzą film o każdej tematyce, nawet jeśli w innych okolicznościach nigdy by się tym nie zainteresowali. Ja należę do tej grupy.
    Pamiętaj, że to jest Twój kanał, Twoja własność. Powinnaś publikować to na co masz ochotę nie zważając na życzenia i roszczenia widzów. Ci wierni i szczerzy zostaną, pozostali odejdą, a hejterzy byli, są i będą (są to niezadowoleni z życia nieudacznicy, którym nie da się dogodzić). Nie wiem czy oglądałaś kiedyś vlogi Szusz, ona często powtarza bardzo mądrą rzecz. Na jej kanale nie ma demokracji, ona tam rządzi i nie słucha czego widzowie sobie życzą, nie robi nic wbrew sobie. Spróbuj też tak postępować i nie zwracaj uwagi na zjadliwą krytykę. Pamiętaj, że nikt nie ma prawa Cię obrażać, takich ludzi zawsze można zablokować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra rada... Tak chciałam wszystkich pouszczęśliwiać, że wyszła z tego sytuacja, gdzie żadna strona nie była zadowolona.

      Usuń
  44. Przeraża mnie trochę sytuacja w jakiej się znajdujemy- z jednej strony powinno się wrzucać swoje zdjęcia itd na media społecznościowe oznacza to jednak rzucenie się na pożarcie, maszyna do pogłębiania kompleksów. Rozumiem twój problem z komentarzami- tak naprawdę cie nie znamy, dostajemy tylko ułamki informacji a resztę odpowiadamy sobie sami. Każdy ma twój własny obraz w głowie zależny od jego własnych przekonań. To powoduje że tak ciężko wytłumaczyć komuś że jest w błędzie. Jeśli chodzi o widownię na yt to raczej problem nie do rozwiazania- grunt to trzymać kciuki że osoby zainteresowane tematyka filmików przewyższa te, które się napatoczyly. Tu, na blogu, jest spokojniej, najwyraźniej nie chce się ludziom czytać xd inna sprawa to to, że gdy jest między nami nieporozumienie najlepiej będzie jak wytłumaczyć o co chodzi zamiast od razu atakować. Tak, żebyśmy mieli zdrowa relacje a nie by ludzie bali się komentować by nie powiedzieć coś nie tak. Podziwiam odwagę w sprawie nielegalnego łowienia ryb- ta mentalność że zgłoszenie czegoś takiego równa się bycie konfidentem jest po prostu śmieszna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za słowa wsparcia... Dla mnie ta sprawa z rybami była bardzo stresująca, jednak dorastałam w kulturze, gdzie bycie "kapusiem" (co ciekawe, w Singapurze funkcjonuje jako słowo "kaypoh" - nawet brzmi podobnie) było i jest uznawane za coś okropnego. I jak to połączyć z wewnętrznym kompasem moralnym? Ale za każdym razem, gdy jestem w rezerwacie i nie ma ani jednego kłusownika, wtedy wiem, że było warto.

      Usuń
  45. Zazwyczaj jestem tylko obserwatorem, ale po przeczytaniu tego wpisu stwierdziłam, że trzeba w końcu przerwać milczenie i chociaż spróbować jakoś Ciebie wesprzeć w tym co robisz. Nie napiszę, że czytam każdy wpis, czy też, że widziałam każdy z filmów, który został udostępniony na Twoim kanale, a jeśli już któryś oglądałam, bo zainteresował mnie swoją tematyką to na pewno nie wywołał we mnie żadnych negatywnych emocji. Może jestem prostym człowiekiem, któremu do szczęścia wiele nie jest potrzebne, ale polubiłam Twój sposób w który przedstawiasz zwykłą codzienność wzbogaconą o elementy, których w Polsce nie zobaczymy/ nie doświadczymy (np. ciekawostką dla mnie były przeróżne masaże twarzy, różnorakie gadżety, nowinki kosmetyczne, a także samo życie w Singapurze). Nie pamiętam już nawet, o czym mówiłaś w pierwszym filmie, który zobaczyłam dzięki mojej siostrze, ale to było pewnie ze 3 lata temu, kiedy zaczęłam się interesować tematyką kosmetyków z tego względu, że studiowałam kosmetologię, a po połączeniu tego z chęcią dowiedzenia się jak najwięcej o Azji, to stwierdzam, że nie mogłam lepiej trafić. Znalazłam w tych filmikach oraz w tym co publikujesz tutaj na blogu to czego szukałam. Nie chcę Ci pisać, że wszystko będzie dobrze, że większość Twoich odbiorców Cię zrozumie, bo tak na pewno nie będzie. Są ludzie i ludziska jak powtarza mój tata ;) Z mojego małego doświadczenia zdobytego jeszcze w czasach szkolnych, wiem, że Internet to obosieczny miecz. Szkoda Twojej twórczości, ale jeśli masz coś dalej robić, to musi sprawiać Ci to przyjemność, dlatego mam nadzieję, że znajdziesz sposób na jednoczenie ludzi o podobnych zainteresowaniach, którzy będą mniej dociekliwi, będą zauważać w tym co robisz Ciebie i to co chcesz pokazać. Cieszy mnie, że chcesz powrócić do tematyki kosmetyków, aczkolwiek miło poczytać czasem o Singapurze, więc mam nadzieję, że również podzielisz się ciekawymi historiami na temat życia poza granicami Polski :) Pewnie nigdy w Singapurze nie wyląduję, ale na pewno marzy mi się zwiedzenie Japonii i mam nadzieję, że kiedyś znajdę tyle czasu, pieniędzy i chęci żeby spełnić własne marzenia i zobaczyć Azję na żywo, a nie z filmów, zdjęć, czy opowiadań. Życzę powodzenia i wierzę, że uda Ci się znaleźć złoty środek w całej tej sytuacji! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę trzymać kciuki za Twoją wycieczkę do Japonii :). Na pewno się uda!

      Usuń
  46. Zwykła kobieta, prowadząca zwykłego bloga, robiąca zwykłe rzeczy... Taką powinnaś się odbierać. Ludzie stawiają Cię na wyimaginowanych piedestałach, a ci to nie pasuje, co jest całkowicie LEGALNE! Czuję się dziwnie, mówiąc to, bo jesteś dużo starsza, masz dużo więcej doświadczenia i znam cię od dawna (w jakiś sposób też podziwiam), chociaż mało mnie interesował zazwyczaj twój blog, będąc szczerym. Followuję cię i czytam od niedawna, choć znam cię już dobre 4 lata. Poznaję cię przypadkiem, po randomowych postach, szukając czegoś w google. "O, Azjatycki Cukier o tym pisał, przeczytam, może w końcu znajdę coś sensownego.". Zazwyczaj znajdowałam, ale nie miałam siły wracać do tej kopalni wiedzy. Po prostu mnie to przerażało. I przeraża nadal. Bo informacji jest ogrom, a ja chociażbym nie wiem jak chciała, nie dam rady oddać Ci "cześci", którą bym chciała, więc wolę w ogóle nie pisać- abyś nie myślała, że istnieją takie typki jak ja, które czytają i nie doceniają Twojej ciężkiej pracy. Nie, ja się po prostu boję, więc siedzę cicho. Jeden komentarz powoduje kolejny. Pstryczek follow obliguje mnie do komentowania, motywowania, pokazywania, że doceniam, szanuję i lubię. Więc wolę nie robić tego w ogóle (w twoim przypadku). Zabrzmi to tandetnie, ale jesteś po prostu chyba za dobra na moje komentarze i one nic nie wniosą.
    Twoja zgolona głowa to nowość, aż wpisałam w google. Pięć sekund później stwierdziłam, że w sumie to mnie to nie obchodzi i wróciłam do lektury, zamiast szukać takiej hot ploteczki.
    "Azjatycki Cukier odkrywa wszystkie swoje tajemnice..."... Wyobraziłaś sobie, jaką falę poniesie ten post? Ogromną. Ale to dobrze, bo przecież chciałaś być szczera, autentyczna, a co najważniejsze, ciekawa. No i powiem ci, że ci się udało. To nie tak, że to pochwała, po prostu mała uwaga. Nie zamierzam pisać, jak to cudownie, że się otworzyłaś, bo sama przed sobą pewnie czujesz, że ci lżej. Albo i nie. Nie wiem, nie jestem jasnowidzem ani psychologiem, ale chyba to przyniosło ci jakąś ulgę- inaczej raczej nie odważyłabyś się tego wstawić.
    Nie wiedziałam praktycznie nic, co było tu zawarte. Nie licząc tego, że kiedyś czytałam co ciekawsze, wybiórcze posty 100 sekretów, trafiłam tu kilkanaście razy, całkiem randomowo i nigdy nie interesowałam się na tyle tobą, co po prostu tym, co piszesz. No i piszesz ciekawie i poprawnie, twoje posty są sensowne, składne, na temat, niektóre trafiają naprawdę w mój gust. Teraz dowiedziałam się odrobinę o tej pani, którą wszyscy nazywają po prostu "Azjatycki Cukier". Nie czuję się jak Konan Odkrywca ani nic podobnego. Jeżeli jednak sądzisz, że jesteś ot taka sobie, zwykła, oj, bo się zarumienisz... No to się mylisz po prostu. Przeczytaj sobie ten post i powiedz obiektywnie czy nazwałabyś taką osobę kimś zwykłym? Miałaś ciekawsze życie, masz lepsze doświadczenia (nawet jeżeli nie są przyjemne, to też się wlicza) niż ponad połowa swoich czytelników, a na pewno lepsze niż moje własne. Nie wiem jak to wszystko zdobyłaś, może naprawdę pomogli ci rodzice, może chłopak, sponsor, ksiądz, fundacja charytatywna... Czy to jest ważne? Dla mnie nie.
    Cieszę się po prostu tym, że tyle osiągnęłaś i życzę ci poukładania spraw życiowych i blogowych. W sumie w tym jednym zdaniu mogłabym zawrzeć cały sens tego komentarza, ale jak już się tyle rozpisałam, to po co to marnować? Wcisnę enter, sprawdzę kilka razy czy odpisałaś i pewnie znów trafię na twojego bloga za kilka miesięcy, kiedy to znów uratuje mi on tyłek w potrzebie. Albo zauważę cię na głównej na bloggerze i zaciekawiona wejdę w link, albo totalnie go zleję, bo nie będzie interesował mnie temat. Ale będę... Gdzieś tam w odmętach Internetu. Czasem może sobie przypomnisz, że była taka Rena, która pisała od rzeczy i może nawet zrobi ci się ciepło na sercu... Mam nadzieję. Powodzenia! Hwaiting~

    OdpowiedzUsuń
  47. piszesz, że żałujesz wrzucania filmików o emigracji, a ja Ci na to powiem, że Twój film "Jakie studia skończyć, aby znaleźć pracę w Singapurze?" kompletnie zmienił moje życie, podejście do szukania pracy, studiowania. o ile na ogół nie interesowały mnie tematy urodowe (choć pierwszy Twój film, jaki zobaczyłam, to był ten o tym, jak zrobić udawanego boba - do tej pory nie wiem dlaczego :D), tak po obejrzeniu serii emigracyjnej stwierdziłam, że jesteś naprawdę inspirującą osobą, która ma widowni mnóóóóstwo do przekazania. nie rozważałam przeprowadzki do Singapuru (choć będę tam w przyszłym tygodniu - pozdrawiam z Kuala Lumpur!;)), ale Twoje filmy bardzo pomogły mi się ogarnąć tak ogólnie, w życiu, i naprawdę przyczyniły się do szukania jakiejś tam własnej drogi. co bym Ci radziła? przekazuj to, co masz do przekazania i nie próbuj spełniać na siłę niczyich oczekiwań. sama już przecież widzisz, że zadowolenie wszystkich nie jest możliwe, a szkoda, by dobre treści, które mogą na kogoś wpłynąć, się marnowały. pozdrowienia! trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  48. W Polsce od jakiegoś czasu Youtuberzy wychodzą z działalności internetowej i robią niesamowitą karierę (Kotarski gra w reklamach Millenium, ma własny program w tvp, Lipstick Monster wydała książkę i jest jedną z cenionych ekspertek od makijażu w kraju, nawet Gonciarz wraca co jakiś czas do Polski i robi wykłady, ma własną firmę). Myślę, że polscy youtuberzy bardzo się wspierają. Możliwe, że tego właśnie kontaktu Ci zabrakło - rad osób, które posiadają podobne problemy (fala krytyki itd), ale znają na nie sposób. Mam nadzieję, że wrócisz do nagrywania. Kanał był wyjątkowy, warto się tego podjąć od nowa i zbierać tylko z tego korzyści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa uwaga, być może coś w tym jest. Ja sama oglądam tylko kilka kanałów na YT, więc czasami nawet nie do końca wiem, jak inni twórcy radzą sobie ze wszystkim...

      Usuń
    2. Zgadzam się!
      Coraz częściej widzi się, że osoby działające na YT spotykają się, tworzą razem i nawet nawiązują przyjaźnie. Myślę, że wsparcie i rady kogoś "z branży" byłyby nieocenione :)

      Usuń
  49. Nie przejmuj się hejtami, jesteś świetną dziewczyną, która tworzy własną społeczność i swoje miejsce w sieci :)

    OdpowiedzUsuń
  50. Basia! Oglądam i czytam Cię chyba ze 4 lata i powiem Ci jedno: JEDŹ DALEJ Z TYM KOKSEM :) Jest nas masa-tych odbierających, ale niekomentujących, ale JESTEŚMY. Pamiętaj,że z reguły najgłośniej krzyczą ci, którzy nie mają wiele do powiedzenia, a my pozostali (skromność;) cichutko w duchu przyklaskujemy na każdy kolejny filmik czy wpis. Bądź sobą i mów o rzeczach, które Cię interesują, bo taką właśnie Cię lubimy! Przesyłam moc uścisków!

    OdpowiedzUsuń
  51. Gdybyś zaczęła nagle pisać krótkie teksty chyba zaczęłabym się zastanawiać czy coś się stało ;)

    Czasem widząc jak z uporem odpisujesz wszystkim hejterom myślałam "Kobieto, zmądrzej i to po prostu usuń". Rozumiem, że próbujesz się wytłumaczyć bo czujesz się źle rozumiana ale czasem lepiej odpuścić bo niektórzy są jak takie stare baby, które nawet nie słuchają kiedy się im tłumaczy coś nowego bo "za ich czasów..."
    Ja też się zawsze wykłócałam o swoją rację ale w pewnym momencie musiałam zbyt często przebywać z osobami starszymi, które sądzą, że z racji wieku są najmądrzejsze na świecie i teraz takich tylko ignoruję. Nie jest łatwo bo mnie krew zalewa kiedy słyszę jakie głupoty niektórzy mówią ale nie chcę stracić połowy życia na tłumaczenia.

    To, co zrobiłaś przez te wszystkie lata bardzo mi pomogło. Do dziś korzystam, a nawet podsyłam znajomym linki do twoich starszych wpisów (np. mojej mamie powiedziałam o twoich wpisach o opaleniźnie i w końcu przestała robić z siebie skwarkę co źle wpływało i na jej skórę i na zdrowie). Może i nie jesteś specjalistką od makijażu ale jakoś to dzięki tobie nauczyłam się robić kreskę :D A po ciąży zamiast przechodzić na frustrującą restrykcyjną dietę, po prostu jadłam normalnie z myślą, że skoro ty się nie katowałaś a schudłaś to po co mam się męczyć i być może nawet przytyć przez stres? Wyrzeczenia są dla tych, którzy naprawdę źle się odżywiają. A ja zajadam sobie właśnie czekoladowe płatki i pozbywam się kartonu za dużych ciuchów sprzed ciąży :)

    OdpowiedzUsuń
  52. Przeczytałam :) W sumie ja zaczęłam czytać Twój blog w czasach kiedy bardzo dużo traktował o urodzie. Co prawda tematyka życia w Singapurze też była dla mnie interesująca, ale wszystkie inne tematy oprócz tych dwóch już nie ;)

    OdpowiedzUsuń
  53. Drogi Cukrze, przeczytałam cały wpis i przyznam, że czuję się się podobnie. Od ponad roku prowadzę małą działalność związaną z szyciem rzeczy dla dość wąskiej grupy osób. Zanim zaczęłam szyć chętnie udzielałam się na grupach facebookowych, forach w tym temacie, ale odkąd założyłam swoją działalność ogarnął mnie strach i lęk przed tzw gówn-burzami. Im dalej tym było gorzej, dosłownie zniknęłam z tego świata ograniczając się murem ja-moje potencjalne klientki. Muszę przyznać, że śledziłam Twój blog prawie od samego początku, opowiadając z fascynacją koleżankom w szkole o czym pisałaś, ale rzeczywiście coś się załamało, zmieniła się tematyka, poszło w zupełnie innym kierunku. Wierzę, że uda Ci się do tego wszystkiego wrócić, bo każdy Twój wpis czyta mi się niesamowicie lekko i przyjemnie. Zdecydowanie masz do tego dar i nie rezygnuj z tego. Wiem, że nie da się nie przejmować hejtami choćby bardzo się tego chciało, ale trzeba patrzeć również na pozytywne komentarze, na których powinnaś się opierać. A czasem spojrzeć także na wpis przez pryzmat czytelnika, zastanowić się czy dany temat trafi do nas :) życzę Ci owocnych sukcesów i powodzenia, bo to co robisz jest dobre. Dajesz nam trochę egzotyki pośród blogów gdzie pojawiają się sponsorowane posty zachwalajace kremy BB z garniera, możliwości poznania Singapuru

    OdpowiedzUsuń
  54. Odnoszę wrażenie, że Twój blog i kanał to dwie różne sprawy. Być może właśnie w tym miejscu powinnaś szukać ukojenia od niechcianych widzów, robiąc sobie przerwy. Przynajmniej ja tak to odbieram.
    Życzę wytrwałości i oby udało Ci się uczynić kanał takim, jakim chcesz i przyciągnąć odpowiednich ludzi. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  55. Wpadałam do Ciebie bardzo często. To, co najbardziej u Ciebie lubię to porządne wpisy. Widać, że do wszystkiego dobrze się przygotowujesz, świetnie się to czyta. Jeśli chodzi o filmy, jestem jedną z tych osób, które oglądały wszystko, dlatego bardzo ucieszyłam się na nowy kanał.
    Nie ma chyba rady na internetpwych prowokatorów, ja zostawiłabym ich bez odpowiedzi, ale wyobrażam sobie, że trudno zdobyć się na taką obobętność.
    Będę nadal Cię czytać i oglądać, bo właśnie ta "normalność" i autentyczność, o której piszesz jest czymś co na dzisiejszym Youtubie jest coraz mniej spotykane :-)

    OdpowiedzUsuń
  56. oj. Przeczytalam caly. Czytam Cie tu od lat, czasem nawet cos kupie. Kanalu raczej nie ogladam I nawet nie wiedzialam ze zgolilas wlosy :)! Nie poddawaj sie. Moze to czas po prostu na zmiane nazwy, logo,platformy, wymyslenie sposobu na wyczyszczenie listy mailingowej z czytelnikow do ktorych nie chcesz trafiac? (ostatnio zeby wyczyscic swoje konto na fejsboku z listy znajomych ktorych nie znam, poprostu usunelam je I zalozylam nowe - kto nie mogl mnie znalesc sam pytal I dodawal sie). Wierni czytelnicy ktorych przekonujesz, pojda za Toba wszedzie. A ci co byli tu z przypadku, zapomna :P.
    A poza tym - wiecej wiary w siebie. Spelniaj swoje zachcianki kreatywne, anie ludzi. Rob to co Ty lubisz, a nie czego sie od Ciebie oczekuje. Czy Madonna bylaby kiedykolwiek znana, gdyby ubierala sie tak jak wszyscy od niej oczekiwali? Nawet jesli szokujesz, to co z tego. Jesli nie szokujesz, to co z tego. Moderowanie komentarzy ktore Ci nie leza tez wg mnie jest ok (to tak jak nauczyciel w szkole ucisza łobuzow, w gruncie rzeczy liczy sie to co Tobie odpowiada I sama masz prawo kreowac atmosfere wokol twojego bloga). Target / fajny autentyczny blog z dobra spolecznoscia. Ktos Ci nastawia komentujacych negatywnie? Coz - czy w normalnym zyciu tez nie unikasz takich osob? Po co sie wiec bawic w demokracje. To Ty tu rzadzisz :). Trzymam kciuki za dalszy rozwoj bloga!

    OdpowiedzUsuń
  57. Przeczytałam wszystko bez najmniejszego znużenia.

    Wydaje mi się, Cukrze, że problem tkwi w tym, że nie byłaś przygotowana na bycie osobą publiczną, a popularność to coś, z czym nie radzą sobie czasem największe gwiazdy. Nigdy nie będzie tak, że KAŻDY oglądacz/czytacz będzie zadowolony z tego, co widzi/czyta; trzeba też niestety brać pod uwagę, że wielu z nich zwyczajnie nie grzeszy mądrością, nawet taką podstawową... Jeśli chodzi o mnie, to najbardziej podobały mi sie teksty dotyczące pielęgnacji przeciwstarzeniowej, były (są) rewelacyjne! Byłoby fajnie nadal móc poczytać u Ciebie na ten temat :) Liczę na to, że coś ruszy w tym kierunku, ale bez nacisków :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  58. Cukrze, zaczęłam śledzić kanał Azjatycki Cukier niedługo przed jego zawieszeniem w 2014 roku. Zadomowiłam się tam, ponieważ odpowiadało mi, że nie starasz się robić za eksperta, tylko po prostu dzielisz się z nami swoimi przemyśleniami. Takie filmy jak ten o odchudzaniu, czy później, o włosach sprawiły, że zaczęłam patrzeć na wiele spraw w nowy sposób. Mniej stereotypowo, bardziej rozsądnie i krytycznie ;) Nie zawsze się z tobą zgadzam, ale teraz rozumiem, że stare, uznane rozwiązania niekoniecznie są tymi "słuszniejszymi".
    Szczere opowieści pomogły mi samej ułożyć sobie kilka spraw i dziękuję za nie.
    Twoja zwykłość jest dla mnie wręcz ujmująca. Dobrze wiedzieć, że ma się do czynienia z człowiekiem a nie nieistniejącą, wyidealizowaną postacią :)
    Jeśli mogę coś doradzić, to tylko żebyś tworzyła to, co kochasz nie starając się na siłę wszystkich zadowolić, bo to nigdy nie działa :) Stawiaj sprawy jasno i szczerze, ale nie daj sobą kierować. Twój kanał i ty tam rządzisz!
    Jeśli zechcesz kontynuować działalność na YT, to ja znowu będę kontynuować śledzenie publikacji. Bo cenię Twoją twórczość. Lubię te przemyślenia, ciągłe rozwijanie się i uczenie nowych rzeczy. I po prostu Cię lubię :)
    Powodzenia!
    PS. Vlogi z Singapuru były moją ulubioną serią!

    OdpowiedzUsuń
  59. Po prostu moderuj komentarze, zostaw sobie te cenne osoby, całą resztę banuj bez skrupułów. Od bydła trzeba się czasem oddzielić :)

    OdpowiedzUsuń
  60. W sumie to bardzo smutna historia ale doskonale obrazuje jak "niebezpieczny" może być Internet. Wiele młodych dziewczyn ma blogi, vlogi, Instagrama, snapa i cieszy się z każdego lajka, każdego nowego obserwatora marzac o tym, by być na poziomie maffashion czy nawet Zoelli. Problem w tym, że nikt nie jest w stanie przewidzieć jak tak duża publiczność ma wpływ nie tylko na publikowane treści ale i na uczucia i osobowość osoby pubikijacej. Przeszłam to lata temu, miałam bloga z tzw fanfickami. Ta presja by ciągle publikować, bo ludzie czytają, bo czekają, bo pytają kiedy coś się pojawi.... doprowadziła mnie do siedzenia i pisania po nocach a potem spaniach na lekcjach. Albo po prawie nieprzespanej nocy szłam do szkoły tylko po to, by w spokoju, siedząc gdzieś na sali, kończyć pisać ewentualnie zarysowywac nowa fabułę... Pomimo tego, że kochałam pisać, od tamtego momentu zaprzestałam. Odrzucała mnie całą presja z tym związana...
    Teraz też mam bloga, zupełnie inna tematyka i baaaardzo doceniam, że nie mam 2000 obserwatorów których nawet nie kojarze i nie mam stałego kontaktu. Zrozumiałam, że tworzę dla mnie i przy okazji dziele się z innymi - nie tworzę dla innych. Nie chcę znów tej presji i wyrzutów sumienia kiedy potrzebuje zwyczajnie odpocząć.
    Pamiętam Twoje starsze filmiki i przyznam że z czasem przestały mnie interesować, bo przestały zawierać ciekawe dla mnie treści.
    Nadal jednak subskrybuje Twój kanał i czekam na nowe filmiki. Życzę powodzenia, wytrwałości i... Rób to, co Ty chcesz, pokazuje treści jakie Ty chcesz. Nie bądź zakładnikiem swoich widzów :)

    OdpowiedzUsuń
  61. Pamiętam, że pierwszy film, który obejrzałam na Twoim kanale był tym o nauce i problemem z dysleksją. Od tamtej pory uwielbiam Cię oglądać, byłaś jedną z pierwszych youtuberek, które poznałam.
    Cieszę się, że przedstawiłaś jak to u Ciebie wyglądało, tak naprawdę, na przestrzeni lat. Wydaje mi się, że dużym problemem jest ciągła chęć publiczności do oceniania wszystkiego, co zaprezentujesz w swoich filmach.
    Mam wrażenie, że to Cię w pewnym sensie przytłacza. Każdy postawiony w takiej sytuacji po pewnym czasie poczułby, że coś jest nie tak. Może ponownie spróbuj robić materiały, które sprawiają Ci radość, interesują Cię.
    Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów, zarówno internetowych, jak i zawodowych. :)

    OdpowiedzUsuń
  62. Drogi Cukrze,
    Co byś nie zrobiła w tej sytuacji, to zawsze będzie ktoś niezadowolony. Jedyne co można jakkolwiek "poradzić" Ci w tej sytuacji, to rób wszystko zgodnie ze sobą i swoim sercem (bo jednak pisząc takie posty, okazujesz jak jesteś ciepłą osobą -w moim odczuciu ;) Na jaką tematykę byś się nie zdecydowała, to będę oglądać filmiki i czytać posty.

    Trzymaj się ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  63. Drogi Cukrze,

    od kilku lat śledzę Twoją działalność. Najbardziej cenię w niej to, że zawsze wypowiadasz się rzeczowo i potrafisz uzasadnić swoje zdanie. Twoja twórczość jest do tego stopnia interesująca, że wielokrotnie wywołała długie dyskusje w kręgu moich najbliższych znajomych. Zgadzaliśmy się z Tobą, nie zgadzaliśmy, przedstawialiśmy kontrargumenty, dziwiliśmy się. Szkoda, że nie możesz tego widzieć :) Pociągające jest to, że opowiadasz o tematach, które zgłębiłaś i które faktycznie Cię pasjonują. Mam wrażenie, że trochę tej pasji przelewasz i na mnie. Na dodatek łączysz w sobie jeszce dwie cechy - osobowość (potrafisz wzbudzać zainteresowanie) i dajesz się postrzegać jako człowieka z krwi i kości (masz wątpliwości, pytasz o opinię innych, dyskutujesz i bronisz swojego punktu widzenia, czasem przepraszasz).

    Różnorodność tematyki na Twoim kanale nigdy mi nie przeszkadzała. Myślałam: jej filmiki przedstawiają rozwój jej zainteresowań albo to, co jest w tej chwili dla niej ważne lub ją cieszy.

    Przerwę w publikowaniu odebrałam jako jedną z tych decyzji, które podejmuje dojrzały, niezależny twórca.

    Chciałabym tylko napisać- rób swoje. Publikuj o tym, co Cię pasjonuje, co uważasz za interesujące. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  64. Baaardzo prawdopodobne, że jest to mój pierwszy komentarz na Twoim blogu i w ogóle jedyny, bo na FB ani YT też nic nie komentowałam :P
    Może się to wydawać dziwne, bo prawie od początku interesuję się tym co publikujesz, oglądałam większość filmików i czytałam większość postów ale nigdy nic nie komentowałam, bo co tu komentować... Żyjesz swoim życiem - czyjegoś życia się nie komentuje i dzielisz się swoją wiedzą. Obojętnie w jakiej tematyce tworzysz to dobrze mi się Ciebie czyta i ogląda, bo wydaje mi się to jakieś autentyczne po prostu.
    Nie jestem kimś kto by Ci mógł dawać rady, bo nawet się nie znamy no i też nie mam nic mądrego do powiedzenia, bo przecież to, ze każdego nie zadowolisz to pewnie wiesz... Chcę tylko okazać wsparcie - gdybyś chciała tworzyć dalej, to chętnie będę śledzić twoją twórczość :)

    OdpowiedzUsuń
  65. Przeczytałam całość ;) i myślę, że to bardzo ciekawe przemyślenia. To będzie banalne, ale pewnie wszystko z umiarem. Gdzieś pomiędzy zwracaniem uwagi na reakcję widzów a robieniem tego co się lubi i mówieniem o tym co nas interesuje. Znam Twój kanał zaledwie od paru miesięcy i lubię oglądać to co na nim jest, ale też zupełnie nie należę do ludzi "interaktywnych" w internecie, więc zwyczajnie oglądam to co mi się podoba, a co mnie nie interesuje omijam. Nie doszukuję się też filozofii we wszystkim co ktoś powie, można więc powiedzieć, że istnieją widzowie bezkonfliktowi, ale przez to nie będący tą bliską publicznością. ;)

    OdpowiedzUsuń
  66. Pisz na blogu :) bardzo lubię twoje długie teksty, o czymkolwiek byś nie pisała :)

    OdpowiedzUsuń
  67. Od dobrych kilku lat sledze z mniejszą lub większą intensywnościa bloga Azjatycki Cukier, tematy urodowe sa dla mnie czymś ciekawym, czymś co sprawia mi radosc podczas czytania, nie ważne ile słów zawiera. Filmiki na kanale YT biły zawsze pozytywną energia co szczególnie mnie przyciągało do kanału, mimo wzlotów i upadków "Azjatyckicukier" był, jest i bedzie moim ulubionym blogiem.

    OdpowiedzUsuń
  68. Udało mi się przeczytać całość :) Fantastyczny wpis. Osobiście, odkąd znalazłam Cię na YT, nigdy moje opinie na twój temat nie były jakoś negatywnie nakierowane, wręcz myślałam, że nie jest to możliwe, że można Ciebie jakoś "zhejtować".

    OdpowiedzUsuń
  69. Ło matko borska nawet nie wiedziałam, że to był taki szał, bo komentarze czytam tylko od czasu do czasu. Zawsze oglądałam filmiki z wielką przyjemnością, niektóre wielokrotnie (straszna szkoda, że wyleciał np. ten o kompleksach w Azji - przy słowach "duża głowa" zawsze musiałam się roześmiać) i nie rozumiem, co komu w nich może nie pasować i czemu czuje taką dręczącą potrzebę, aby się tym niezadowoleniem podzielić. Basiu, przemiła dziewczyno z szerokim, uroczym uśmiechem, pomyśl, czy kilku nie dałoby się przywrócić... bo niektórym za nimi tęskno :*
    P.S. co do wysokiego głosu - ogromnie go lubię, dla mnie jest przede wszystkim bardzo, bardzo miły dla ucha.

    OdpowiedzUsuń
  70. Na wstępie powiem, że post mi się podobał. Lubię zapoznawać się z poglądami innych, nawet jeśli sama myślę inaczej, ale zazwyczaj daleka jestem od krytykowania innych. Myślę, że twoim problemem jest tłumaczenie się z każdej rzeczy jaką robisz i nierozumienie, że ktoś może mieć inny pogląd od ciebie i na siłę przekonanie go do swoich racji. Mówię o konstruktywnych komentarzach, takie które przedstawiają ich poglądy na dany temat, bo z resztą to naprawdę nie ma co się wdawać w dyskusje. Z perukami mam podobny pogląd, gdyż można byłoby te włosy wykorzystać, co w żaden sposób nie kolidowałoby z tą akcją, a jeszcze dodatkowo wspomogłaby innych. Ale to jest mój pogląd, ty masz inny. Czasem warto wdawać się w dyskusje, by poznać inną stronę, a z kim warto to widać po sposobie pisania. Jeśli komentarze są chamskie, to lepiej pozostawić ich samym sobie.
    Nie pamiętam w którym roku dołączyłam do grona twoich widzów (lub czytelniczek) i rzeczywiście najbardziej lubiłam, gdy opowiadałaś o życiu w Singapurze, ale to dlatego, że lubię poznawać inne kultury i porównywać je między sobą, ale również lubię w jaki sposób piszesz o pielęgnacji. Zdecydowanie jestem zwolenniczką dłuższych wpisów, tak by nie przedstawiały tylko samych faktów, a raczej bym mogła z nich coś wynieść, więc rób przede wszystkim to, co ci sprawia przyjemność. Inni się dostosują albo nie, to już ich sprawa. Wiedz, że wiele osób, które lubią twoje posty nie zostawiają komentarzy. Ja chyba mogę policzyć na jednej ręce ilość moich komentarzy. Dlatego pisz dla tych, którzy uważają twoje posty za bardzo pomocne.

    OdpowiedzUsuń
  71. Ja też bardzo żałuję, że usunęłaś stare filmiki. Jak ktoś wyżej napisał też miałam do nich straszny sentyment bo od Twojego bloga dowiedziałam się o bb creamach i przestałam chodzić z nutellą na twarzy bo w końcu dostałam coś co pasowało kolorystycznie do mojej cery :D
    Ale rozumiem czemu je usunęłaś.
    Z drugiej strony jako cichy obserwator (bardzo rzadko cokolwiek komentuje) widziałam, że nie radzisz sobie z hejterami tak jak inne blogerki. Nie chcę by to zabrzmiało oskarżycielsko. Po prostu uważam, że byłaś jedną z pierwszych tak popularnych blogerek a i Twoje udane życie powodowało natłok komentarzy od sfrustrowanych ludzi. Wtedy chyba nawet nie funkcjonowało pojęcie "hejter" i mało, który bloger jak i komentujący wiedzieli jak sobie z nimi radzić (nawet teraz nie ma sposobu by się ich pozbyć w 100% :P).
    Bardzo się cieszę, że wróciłaś i osobiście wolę taką formę bloga z długimi wpisami.
    A odnośnie próby zadowolenia wszystkich różnymi tematami: pisz o tym co chcesz. Często jeśli blog ma rocznicę autorka zakłada ankietę co jej obserwatorzy woleliby teraz częściej oglądać. I nie pamiętam na jakim blogu ale autorka napisała, że wynik głosowania to XYZ ale do niej dotarło, że nie chce już pisać na temat X i zajmie się tylko YZ. I to moim zdaniem jest bardzo fajne podejście bo nie robi się nic na siłę a ma się świadomość, że ktoś będzie zainteresowany Twoją twórczością.
    Jak już jesteśmy przy takim uzewnętrznieniach to ja chciałabym napisać tylko o jednej sprawie, która mnie trochę irytuje. Mam wrażenie, że po opuszczeniu PL wady tego kraju strasznie wyolbrzymiasz. Ja wiem, że mamy problem (np. obecnie gorący temat: aborcja) ale to co piszesz o tej dyscyplinie odnośnie odchudzania to moim zdaniem bzdury. Jasne obie możemy mieć inne zdania bo dla mnie to bzdury a dla ciebie to święta racja. Ale uważam, że blogerki, które "poświęcają" się dla wagi tzn. wylewają 7 poty z Ewką, kupują chia i inne egzotyczne "super foods" spotykają się z lepszym odzewem bo zdecydowanej większości trudno utrzymać/uzyskać szczupłą sylwetkę dlatego łatwiej się z taką osobą utożsamić. Ja np. nie mogłam się utożsamić z Tobą bo po pierwsze mamy zupełnie inny typ budowy ciała jak i widząc Twoje zdjęcia z przeszłości również inaczej wyglądałyśmy ;). W żadnym wypadku nie chcę brzmieć, że usprawiedliwiam jakieś chore przytyki od komentujących ale również przeszkadza mi to jak wyolbrzymiasz pewne negatywne cechy naszego kraju/społeczeństwa. Samodyscyplina jest ceniona w każdym kraju a Polska nie jest jakimś wyjątkiem, że niby oczekuje jej wyłącznie od kobiet. Nie sądzę by nawet jakikolwiek "moher" patrząc na otyłą dziewczynę myślał: "Nie potrafi wytrzymać bez słodyczy. W takim razie bez rozkładania nóg co weekend pewnie też nie".
    I tutaj chciałabym zakończyć moje gorzkie żale bo naprawdę cieszę się, ze wróciłaś :).

    OdpowiedzUsuń
  72. Nagrywaj filmiki takie jakie chcesz i olej hejty. Jest takie mądre przysłowie: jeszcze się taki nie urodził co by każdemu dogodził. I taka jest prawda. Cokolwiek byś nie nagrała ZAWSZE znajdzie się ktoś komu się to nie spodoba. Takie jest życie, każdy jest inny i ma inny gust, poglądy itd. Każda "osoba publiczna" musi się liczyć z krytyką. Twój kanał, Twoje zoo i Twoje małpki, a jak się komuś nie podoba to wypad. Żyj tak żebyś TY była szczęśliwa bo to Twoje życie, wszystkich nie uszczęśliwisz, ale siebie możesz dlatego powinnaś mieć kanał na yt, który Tobie sprawia frajdę, bo w innym wypadku tworzenie na siłę, żeby "się przybodobać" nie ma sensu. Bądź sobą po prostu, a negatywne wiadomości czy komentarze olewaj, to po jakimś czasie się im znudzi:) Peace & Love

    OdpowiedzUsuń
  73. Nagrywaj to co Ci się podoba i olej hejty. Jeszcze się taki nie urodził co by każdemu dogodził. Zawsze, cokolwiek byś nie nagrała, znajdzie się ktoś komu to się nie spodoba. Każdy jest inny i każdy ma inny gust, poglądy itd. Każda "osoba publiczna" spotyka się z krytyką bo niemożliwe jest bycie takim, żeby się każdemu podobać. Dlatego prowadź kanał, który się będzie Tobie podobał i będzie Tobie sprawiał frajde. Wszystkich nie zadowolisz i nie ma nawet co próbować. Zyj tak, żebyś Ty była szczęsliwa. To jest Twój kanał i powinnaś czerpać z niego przyjemność, a nie na siłę nagrywać tak, żeby się innym przypodobać. Życzę powodzenia w dalszym tworzeniu i pamiętaj, że mimo wszystko tych życzliwych Ci osób jest więcej. Peace & Love! Pozdrawiam. :*

    OdpowiedzUsuń
  74. Trzymaj się ciepło.
    Dziękuję, że piszesz i publikujesz filmiki.
    Mam zamiar przeczytać wszystkie 100 sekretów :)
    Filmiki oglądałam i oglądać będę. Lubię, subskrybuję i sprawdzam czy dodałaś coś nowego, bo miło spędzić z Tobą czas.

    OdpowiedzUsuń
  75. Hej, czytam cię i oglądam odkąd pamiętam i nie trudno było mi zauważyć, że w "ostatnich" filmikach jakie wypuszczałaś to część czasu ich trwania poświęcona była tłumaczeniu się z tego co robisz i mówisz, żeby ktoś przypadkiem cię źle nie zrozumiał. Wystarczy przejrzeć komentarze pod filmikami, że cokolwiek byś nie powiedziała ZAWSZE znalazł się ktoś komu coś nie pasowało i przeinaczał fakty. Cukrze, tak jak siebie nazwałaś - jesteś osobą publiczną. Cokolwiek zrobisz lub powiesz będzie ocenione, nie ważne jak bardzo będziesz próbowała się z tego tłumaczyć. Jeśli chcesz dalej nagrywać czy pisać, musisz się z tym pogodzić, że nie dogodzisz wszystkim. Jesteśmy w internecie, tu każdy anonimowo może cię zbluzgać czy wydrwić to co robisz. To tylko od ciebie zależy czy będziesz to brała do siebie czy nie. Warto mieć dystans do nieznajomych z internetu :)

    OdpowiedzUsuń
  76. Cukrze, chyba nigdy nie komentowałam Twoich wpisów (tym bardziej filmików), ale wiedz, że trzymam za Ciebie kciuki i czekam na Twój powrót. Lubię Twoje filmy i wpisy niezależenie od tematu - niektóre śledzę z większą uwagą(kiedyś rozrysowałam sobie nawet kilka azjatyckich trików urodowych, które przedstawiałaś), inne z mniejszą, ale to chyba naturalne :) Widzę, że wiele mądrych rzeczy już napisali poprzedni komentujący, więc ja tylko dodam od siebie, że Twoje wpisy przyjmuję takimi jakie są. Sama prowadzę bloga od 7 lat i szczerze mówiąc nie zwracałam raczej specjalnej uwagi na prośby moich czytających/oglądających, ponieważ blog jest MOIM miejscem w sieci, MOJĄ odskocznią i MOIM hobby i takie poddawanie się gustom czytelników sprawiłoby, że stałby się poniekąd kolejną pracą, a tego nie chcę. Ostatnio zaczęłam bardziej interesować się wnętrzami, więc spytałam swoich czytelników co myślą na temat zwiększenia wpisów na ten temat, ale uważam, że to jednak twórca bloga powinien być kreatorem treści. Szczerze, wkurzają mnie blogi na których pojawiają się ankiety, pytania o to, co czytelnicy chcieliby poczytać, jakieś rozbudowane akcje dotyczące treści przyszłych wpisów.
    Myślę że dość ważną sprawą jest też umiejętne dzielenie się swoją prywatnością. Mam takie wrażenie, że blogerzy, którzy pokazują dużo prywaty są narażeni na zwiększone zainteresowanie czytelników, które w większości podyktowane jest zwykłą ciekawością. Pojawiają się coraz intymniejsze pytania, niezrozumienie czytelników (a trudno czasem opowiedzieć o wszystkich niuansch naszych zachowań w krótkim tekście), porady i wejście w taką sferę, o której z jednej strony chcemy mówić (bo to w końcu nasze życie i odczucia), z drugiej coś bardzo intymnego, czym niekoniecznie mamy ochotę dzielić się z całym światem.
    Mój komentarz może jest nieco chaotyczny, ale - Cukrze - trzymam kciuki za Ciebie. Trzymaj się i wiedz, że czekam niecierpliwie na Twoje wpisy o tym, o czym TY będziesz chciała napisać. Paaaa

    OdpowiedzUsuń
  77. A ja chciałam Ci bardzo podziękować za Twoje filmiki. Te nowe i te stare które usunęłaś. Zawsze oglądałam je z przyjemnością. Fajnie że jesteś :0

    OdpowiedzUsuń
  78. Cześć, Cukrze. Czytam Cię i oglądam od wieków, serię "100 trików" czytałam dzień po dniu. Oglądałam wszystkie filmiki. Te urodowe nauczyły mnie bardzo wiele, do dziś robię makijaż puppy eye, bo moim zdaniem lepiej w nim wyglądam niż w kocim oku. Oglądałam po wielokroć filmy z Singapuru ze Sławkiem, bo jestem ciekawa innych kultur i kocham podróże! Bardzo mi brakuje tego starego Cukru. Uważam, że to były wartościowe treści.

    Widzowie pokochali Cię za to, jaka byłaś. I gdybyś po prostu robiła dalej to, co sprawiało Ci przyjemność, może ten kanał by nie rósł, ale nie przychodziliby na niego przypadkowi oglądacze. Przesłaś mieć z niego frajdę, bo za bardzo się skoncentrowałaś na tym, co inni by chcieli. A to Ty jesteś najważniejsza, bo to jest Twoje miejsce i nikt nie ma prawa mówić Ci, co powinno się na nim znaleźć.

    Jako osoba, która specjalizuje się w nowych mediach, mogę dać kilka rad.

    1. Hejterzy zawsze będą, hejt należy kasować i zapominać. Spisać regulamin komentowania, jasny i czytelny, żeby uniknąć oskarżenia o cenzurę. Komentarz łamie reguły - kasujesz. Komentator łamie reguły po raz drugi - ban. Bez litości.

    2. Nie tłumacz się. Nikt nie ma prawa Ci mówić, jak masz żyć albo co powinnaś robić. Nie wszyscy muszą lubić Ciebie i Twój vlog. Naprawdę, nie wszyscy muszą Cię lubić. Nie musisz być taka, jaką inni chcieliby Cię widzieć.

    3. Ludzie zawsze będą oceniać. Gdy wrzucasz coś do sieci, zawsze musisz liczyć się z krytyką - czasem także konstruktywną. Ale nie musisz zgadzać się z krytykującymi. Możesz po prostu przyjąć, że masz swoje zdanie. I tu znów punkt 2 - nie tłumacz się, bo to tylko podbija dyskusje. Po prostu: podjęłam taką decyzję, może wam się to nie podobać, ale taka jestem i albo mnie lubicie w tej formie, albo możecie mnie nie oglądać. Nie musisz być najlepsza ani doskonała. Bądź po prostu fajna na swój sposób.
    Prywatnie uważam, że życiowo nie ma innej drogi do bycia szczęśliwym.

    4. Rób to, co kochasz. Jesteś dobra, ciekawa, potrafisz mówić interesująco. Skoro to nie jest dla Ciebie miejsce zarobku i nie liczysz na kontrakty z korporacjami, nie poddawaj się dyktaturze statystyk.

    Jesteś świetną, nietuzinkową osobą i masz super blog i vlog.
    Przez to, że słuchasz różnych hejterów i przypadkowych ludzi, tracimy my, Twoi prawdziwi fani. Tyle osób Cię uwielbia, a Ty dajesz prawo jakiejś małej grupie, żeby psuła Ci humor i zabawę całej reszcie. Oni zawsze będą, ale im mniej będziesz ich zauważać, tym lepiej będzie na Twoim kanale Tobie i Twoim prawdziwym widzom.

    Ściskam Cię wirtualnie. Jesteś mądrą, wartościową i dobrą osobą. Nie pozwól, żeby banda anonimowych bałwanów dyktowała Ci, jak ma wyglądać Twoje życie. My, prawdziwi fani, jesteśmy zawsze z Tobą, a nawet, jak się z czymś nie zgadzamy, szanujemy Twoje prawo do innego zdania.

    OdpowiedzUsuń
  79. Drogi Cukrze! Wczoraj przed snem przeczytałam cały Twój artykuł a dzisiaj natknęłam się na tekst Mateusza Grzesiaka, jak dla mnie dobrze koresponduje z Twoim tekstem:
    Gdy zdecydujesz się być atrakcyjna albo dobrze zbudowany i po latach ciężkiej pracy zbudujesz niesamowite ciało, usłyszysz, że jesteś głupią dupą albo brałeś sterydy.
    Gdy zarobisz dużo pieniędzy, bo jesteś na tyle inteligentny, by zrozumieć zasady rynkowej gry, dowiesz się, że kombinowałeś, oszukałeś albo ukradłeś.
    Gdy zdecydujesz się wyjechać za granicę i realizować się w innym miejscu na świecie, dla niektórych przestaniesz być prawdziwym Polakiem.
    Gdy nauczysz się nowego języka i będziesz go z powodzeniem używał, zawsze znajdzie się taki, który Ci powie, że nie akcentujesz na prawidłową sylabę.
    Gdy wyjdziesz z choroby dzięki swojej ciężkiej pracy i mimo negatywnych przesłanek medycznych wyzdrowiejesz, dowiesz się, że miałeś szczęście.
    Gdy wymyślisz nową metodę rozwiązywania określonych problemów, która zrewolucjonizuje rynek, obok głośnych oklasków spotkasz równie wielki opór zastałego betonu, pilnującego dotychczasowego stanu rzeczy.
    Gdy będziesz się dzielił czymś za darmo i pomagał bezinteresownie innym, usłyszysz, że chodzi Ci tylko o kasę.
    Gdy osiągniesz kompetencje w określonej dziedzinie, wszyscy ci, którzy ich nie mają, nie będą w stanie dostrzec ich u Ciebie. Oni „też mogą namalować głupi obraz”, Twoi klienci „muszą być idiotami”, a rzekomi recenzenci „doskonale to wiedzą”.
    Gdy otworzysz biznes i go rozwiniesz, kwestią czasu będzie etykieta „chciwego” i „wykorzystującego innych”.
    Gdy zaprzyjaźnisz się z kimś sławnym, rzekomo „będziesz chciał się lansować”.
    Jeżeli będziesz jeździł sportowym samochodem, usłyszysz, że pewnie kompensujesz sobie inne braki. Mając markowy garnitur, staniesz się sztywniakiem, a torebka, o której zawsze marzyłaś, to „wyrzucanie pieniędzy”. Dużo młodszy partner na pewno „leci na Twoją kasę”, a młodsza partnerka „potrzebowała tatusia”.
    Ale zanim zrezygnujesz, odpowiedz sobie na poniższe pytania…
    Wolisz świetnie wyglądać, czy patrzeć w lustro i odwracać wzrok?
    Wolisz mieć tyle pieniędzy, by móc sobie kupić, co chcesz, czy liczyć na to, że może nic złego się nie stanie?
    Wolisz podróżować po całym świecie i czerpać z bogactwa każdej kultury czy siedzieć w jednej ograniczonej mentalności, nie poznając nic poza nią?
    Wolisz mówić w języku obcym tak, by móc się dogadać, czy też nie mówić nic ze strachu, że popełnisz błąd, który i tak nikogo poza Tobą nie obchodzi?
    Wolisz żyć swoim pomysłem na siebie czy chcieć przypodobać się innym, których tak naprawdę masz gdzieś?
    Wolisz zostawić po sobie coś wartościowego dla innych czy też znaleźć akceptację wśród ludzi, o których nikt nie będzie pamiętał?
    Wolisz pomagać innym czy ryzykować odrzucenie tych, którzy nie chcą nawet pomóc sobie?
    Wolisz dążyć do tego by być w czymś wybitny czy pozostać przeciętny, i nie wychylać głowy poza tłum?
    Wolisz być przedsiębiorczym kowalem swojego losu czy zabiegać o względy tych, którzy o swe położenie obwiniają wszystkich poza sobą?
    Wolisz przebywać wśród ludzi, którzy Cię inspirują, czy wśród takich, przy których cofasz się intelektualnie i emocjonalnie?
    Wolisz mieć to, czego pragniesz, czy dostosować się do tych, którzy mają to, czego nie chcą?
    Gdy odpowiesz na te pytania, zauważysz wzorce…
    Atrakcyjnych ludzi nie atakują atrakcyjni ludzie.
    Bogatych obwiniają tylko ci, którzy pieniędzy nie mają.
    Kompetentnych – ci, którzy nie mają wyników.
    Wybitnych – ci, którzy nie zostali zauważeni.
    I dojdziesz do oczywistego wniosku:
    Przeciętność nienawidzi wyjątkowości.

    OdpowiedzUsuń
  80. Przeczytałam wszystko. :)
    Śledzę Twoją działalność na blogu już od dawna i nadal mam zamiar.

    OdpowiedzUsuń
  81. Cześć Cukrze! Przeczytałam Twój post w całości i podobnie jak inne czytelniczki Twojego bloga postanowiłam zostawić komentarz. Obserwuję Twoją twórczość odkąd byłam jeszcze nastolatką. Fascynowały mnie filmiki o makijażu i wpisy o kosmetykach, bo sama nie miałam pojęcia jak się zabrać za taki a taki makijaż albo w jaki sposób pielęgnować swoją cerę.
    Imponowało mi wtedy i imponuje mi nadal, gdy jestem już dorosłą osobą to, że nie dajesz się zaszufladkować. Eksplorujesz, drążysz temat i wyłuskane informacje (a przy ogromie informacji w dzisiejszych czasach, to naprawdę wielka sztuka) podajesz nam w sposób zrozumiały.
    Dzięki Tobie wiele z nas ma szerszy pogląd na to co i dlaczego dzieje się z naszą skórą, z naszym ciałem wraz z upływem czasu. To cenne informacje. Myślę, że warto się nimi dzielić.

    Sądzę też, że filmiki o emigracji, o innych sprawach zahaczających o Wasze życie prywatne nie tyle było błędem, ile przyniosło konsekwencje, których nie oczekiwałaś - odważne wychodzenie do świata ze swoimi poglądami niesie ryzyko niezrozumienia i bezpodstawnej krytyki (z zazdrości, z zawiści i czystej potrzeby sprawiania innym przykrości).

    Jednak, jak wiele czytelniczek przede mną, pragnę zwrócić Twoją uwagę na fakt, że nie każdy jest zawistnikiem pragnącym zemścić się na Tobie za Twoją odwagę i szczerość. Wiele z nas nie komentuje Twojej twórczości, ale ceni ją i czerpie z niej garściami.

    Trzymam kciuki za Twoją odwagę i szczerość, a głupich zawistników, którzy nie potrafią żyć w zgodzie ze sobą, po prostu ignoruj.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  82. Droga Basiu, jestem z twoim blogiem i kanałem od początku. Twój kanał był powodem dla którego założyłam konto na you tub żeby móc dać Ci subskrypcję. Oglądałam każdy film z wielkim zaciekawienie, czytałam każdy wpis od deski do deski. Nigdy, ale to nigdy nie rozumiałam tego co się działo w komentarzach pod Twoją publikacją. Skąd się wylewał ten jad? Nie interesuje cię coś to nie oglądaj! Po co włazisz na kanał i psujesz atmosferę - zadawałam sobie pytanie. Jak szukam jakiejś informacji i z tego powodu obejrzałam będę czy dwa filmiki jakiejś osoby to nie zaglądam tam w tematy, które mnie nie interesują i nie wypisuję durnych uwag. Nie wiem czemu losy Twojego kanału tak się potoczyły, nie rozumiem tego. Z bólem serca patrzyłam jak przez te zawistne nieogarnięte życiowo osoby znikają Twoje filmy do których często lubiłam wracać choćby tylko po to, aby poprawić sobie humor. Chciałam tylko powiedzieć Ci nie poddawaj się Cukier! Jesteśmy z Toba jaki myślę, że całe gro Twoich "prawdziwych widzów" którzy lubią Ciebie, Twoją twórczość, to co masz do powiedzenia, to jak postrzegasz życie i różne sprawy. Chcę dodać Ci tym komentarzem odwagi, radości i utwierdzić Cię w przekonaniu, że są osoby, które lubią to co robisz, kibicują Ci i trzymają kciuki. Twoje filmy zawsze były dla mnie wielką inspiracją Szkoda, że tak wyszło, co się stanie to się nie odstanie. Musimy chyba ignorować tych wrednych ludzi. Do zobaczenia, usłyszenia niebawem!

    OdpowiedzUsuń
  83. Wszystkim nie dogodzisz :) Wydaje mi się, że nie powinnaś przejmować się negatywnymi opiniami, one przecież zawsze się znajdą. Każdy może mieć też inny pogląd na dany temat. Ty nie musisz myśleć tak jak inni oraz inni nie muszą myśleć tak jak Ty. Jeżeli komentarze są wulgarne to tym bardziej nie przejmowałabym się nimi ponieważ świadczy to tylko o osobie komentującej. Od kilku lat czytam Twoje wpisy, oglądam filmy. Nie wszystkie. Nie wszystkie mi się podobały, ale były też takie które były N I E S A M O W I T E :) I to jest to o czym piszę. Nie zawsze zgadzam się z tym co piszesz, a czasem zgadzam się w 100%. Nie zmienia to jednak faktu, że fajnie jest poczytać o różnych rzeczach, o których piszesz. Ciekawe jest też to, że umieszczasz różnego rodzaju treści, na blogu lub yt. Dla mnie jest to wielki plus :)

    OdpowiedzUsuń
  84. Przeczytałam całość. Pamiętam, że oglądałam twoje filmiki prawie od początku kanału i cieszyłam się na każdy z nich niezależnie od tematyki.Czy było o makijażu czy życiu codziennym. Negatywne komentarze są i będą nieważne co się będzie robiło. Trzeba by było nie istnieć w internecie żeby tego uniknąć. To smutne, że głosy kilku wiecznie niezadowolonych osób tak negatywnie wpływały na ciebie i innych widzów i pewnie nie ma na to żadnego genialnego lekarstwa. Jedyne co można zrobić to wyciągnąć naukę ze starszych filmów i nie przejmować się. Ignorowanie i nie wdawanie się w dyskusje to coś co ja bym zrobiła ale nie wiem na ile by pomogło. Trzymaj się i czekam na kolejne wpisy/filmiki.

    OdpowiedzUsuń
  85. Fajnie gdybyś powróciła do wpisów o pielęgnacji, przeczytałam chyba wszystkie notki na twoim blogu na ten temat, szkoda, że masz tak mało filmików na yt o tym.. Ogólnie chętnie poczytałabym wszystko, o czym piszesz czy nagrywasz, nie ma sensu przejmować się hejtami, a tym bardziej wdawać w jakieś dyskusje, można też od razu usuwać takie komentarze, może i wydaje sie to jak ucieczka przed krytyką, ale trzeba rozróżnić kiedy krytyka jest konstruktywna, a kiedy wznieca tylko tzw. "gównoburzę" :D Pozdrawiam i obyś przestała przejmować się hejtami, wiele osób uwielbia twój blog i filmiki.

    OdpowiedzUsuń
  86. Cześć, to ja, cichy obserwator, który obejrzał większość filmów jakie stworzyłaś od początku istnienia vloga. Przyznam bez bicia, na bloga zaglądam mniej, ale również był niesamowicie pomocny. Fascynowało mnie tak naprawdę wszystko co pokazywałaś, rysunki, emigracja, vlogi, ubrania, makijaż, pielęgnacja, wszystko. Dzięki Tobie pozbyłam się trądziku, za co zawsze będę Ci wdzięczna :D Niestety będąc twórcą trzeba też mieć twardy tyłek i chyba najlepszą metodą jest uszczęśliwianie siebie, a nie innych, tworzenie tego, co my chcemy kreować, a nie tego co inni koniecznie chcą widzieć i zwyczajne olewanie tych negatywnych komentarzy (choć wiem jak to trudne i niesprawiedliwe).
    Nigdy tego nie zrobiłam, ale powinnam, więc... dziękuję. Bo jestem dziewczyną jak Ty, zwyczajną szarą myszką z nudnej, małej miejscowości, gdzie wpychano mnie w szereg, a dzięki Tobie się nauczyłam też brać to co życie daje (bo skoro inna dziewczyna jak ja mogła to czemu ja nie?) i jest mi z tym dobrze. Co prawda przez to, że biorę to wszystko i odnoszę czasem sukces, czasem porażkę dostaję nieraz po tyłku "bo to niesprawiedliwe, że mi wychodzi i blablabla". A prawda jest taka, że mimo naszej zwykłości, jeśli na coś pracujemy i wykorzystujemy szansę, to zasługujemy, a innym nic do tego. Jedynie możemy patrzeć na takich ludzi z politowaniem i olewać.
    Co ja mogę więcej powiedzieć, bądź sobą czekam na kolejne Twoje materiały i trzymaj się ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
  87. Dziękuję Ci za ten artykuł. Ja też byłam zawsze fanką Twojego bloga i śledziłam go z zapartym tchem za każdym razem, szczególnie gdy pisałaś o pielęgnacji. Dużo rzadziej miałam okazję oglądać filmy na yt. Prawda jest taka, że im bardziej ktoś staje się popularny w sieci tym bardziej przyciąga osoby, które chcą choćby z nudów zrobić burzę i przyciągnąć do siebie uwagę. Jestem Ci wdzięczna za to, że pokazujesz siebie i to co Cięinteresuje. Tak powinno być. No wiesz, wszystkich nie zadowolisz. Ja rzadko się tu odzywałam i dawałam feedback. Żałuję. Rób to co Ci sprawi radość. Będę czytała. Tak jak ten post. I kibicowała. Bo dla takiej normalnej i zwykłej Basi tego bloga czytam. Cokolwiek postanowisz trzymam kciuki! I dalej tu będę. :)

    OdpowiedzUsuń
  88. Drogi Azjatycki Cukrze!
    Jestem cichym obserwatorem, który oglądał wszystkie Twoje filmy i czytał wszystkie wpisy na blogu.
    Jestem Asia miło mi Cię poznać i po raz pierwszy napisać komentarz. Mam 20 lat i odkąd pamiętam około 11 r.ż.(od kiedy zaczął się pojawiać trądzik na skórze) zaczęłam mieć świra na punkcie zmarszczek oraz dbania o swoją cerę. Apogeum osiągnęłam gdy około 14 r.ż. pojawiła mi się zmarszczka pod okiem, która była skutkiem odgniecenia się od poduszki(zniknęła po 2 h xD),mimo to zaczęłam poszukiwać informacji o prewencji przeciwzmarszczkowej.
    Na Twoim kanale oraz na blogu czerpałam informacje o prewencji przeciwzmarszczkowej, o pielęgnacji cery i innej perspektywy patrzenia na twarz, poszukiwałam drugiej takiej przyjaciółki która ma hopla na punkcie swojej buzi. Znalazłam Azjatycki Cukier. Moją 'starszą' koleżankę która uczyła mnie jak dbać o cerę, jak spoglądać na pewne tematy w sferze dbania o cerę oraz jak uchronić się przed niechcianymi zmarszczkami. Do tej pory wracam do niektórych wpisów, aby przypomnieć sobie pewne schematy w pielęgnacji.
    Do tej pory są ludzie którzy nie rozumieją dlaczego się nie opalam, dlaczego stosuję przez cały rok filtry przeciwsłoneczne czy też piję kolagen.
    Dlatego chciałabym Ci podziękować za tą Twórczość.
    Jeśli chodzi o inne filmy czy też wpisy, oglądałam je z zainteresowaniem jednakże nigdy nie pomyślałam nic złego, jeśli film mnie nie interesował po prostu go nie oglądałam i nie komentowałam. Uważam że tak jest fair w stosunku do twórcy. A to że zmieniłaś dietę i schudłaś mogło wynikać na przykład z presji którą wytworzyłaś na swoim organizmie czy też z ukrytej alergii na mięso. Po prostu jeśli Ty dzieliłaś się tym że cieszysz się że schudłać/utyłaś ja cieszyłam się razem z Tobą, mimo iż nadal najbardziej interesowały mnie tematy pielęgnacji twarzy i ciała.
    Chciałabym powiedzieć żebyś nie kończyła swojej działalności na YT oraz na Blogu. O ile będzie to dla Ciebie możliwe. Ja cenię najbardziej Twoją dociekliwość w sferze pielęgnacji i nie będę wychodzić poza Twoją działalność w internecie poszukując informacji o Twoim życiu prywatnym, przepraszam ale mam też swoje życie ;)
    Pozdrawiam i przesyłam dużo wsparcia
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  89. Basiu, proszę, kontynuuj kanał Cukier taki, jaki jest, bo jest świetny. Każdy Twój filmik na tym kanale pochłaniałam z największą przyjemnością i zainteresowaniem. Jesteś jedyną vlogerką, którą oglądam regularnie, właśnie ze względu na nietuzinkową osobowość, kreatywność, Twoją ciekawość świata i umiejętność przyglądania się światu poprzez pryzmat refleksji i ciekawych spostrzeżeń. Bardzo ciekawe były także ujęcia w plenerze, taki dodatkowy smaczek przy słuchaniu Ciebie. Twoja relacja z Mężem bardzo ciepła, aż miło patrzeć. Jesteś bardzo inspirującą osobą i wiele się od Ciebie uczę. Żałuję, że nie pisałam komentarzy pod Twoimi filmami na YT, by dać wyraz temu, jak bardzo czekam i lubię Twoje vlogi, może gdyby więcej osób lubiących Twoje filmy dawało feedback, to negatywne komentarze zaginęłyby w gąszczu pozytywnych słów. Chciałabym, żeby opinia ludzka tak bardzo Cię nie dotykała, bo widać, jak to hamuje Twoją ogromną przecież kreatywność i talenty. Nie daj się Basia! Rób swoje:)

    OdpowiedzUsuń
  90. Cukrze, bardzo lubię Twojego bloga - innych Twych "mediów" raczej nie śledzę (chyba, że filmiki, które są wystawiane na blogu). Chciałam Ci tylko powiedzieć, że tęskniłam przez te miesiące za Twoimi wpisami pełnymi ciekawych inspirujących informacji.
    Zwykle jest tak, że jeśli coś nas fascynuje potrafimy o tym opowiadać w sposób fascynujący :)
    I właśnie tego doświadczamy na tym blogu.
    Co wiele osób wcześniej Ci napisało - za bardzo przejmujesz się krytyką. Każdy z Twoich czytelników może napisać co mu się żywnie podoba, bo tak działa internet. Ale w twojej przestrzeni np. na tym blogu ty jesteś "Panem" i jeśli coś cie szczególnie mierzi możesz to skasować. Tylko po co? Nie lepiej zostawić? Często zastanawiam się dlaczego ludzie bronią się przed tym by być ocenianym przez innych. To się przecież dzieje nieustannie i nie ma przed tym ucieczki. Sama napisałaś, że Twoje kontakty z czytelnikami czasem przypominały walkę o zrozumienie. Ale po co walczyć? Gdy ktoś piszę nieprawdę - "twoi rodzice zapłacili ci za wszystko" - wystarczy napisać, że to nieprawda, jeśli zależy ci na tym aby to wyjaśnić. Tyle. Po co walczyć? Jeśli nie walczysz z wiatrakami ich pojawia się coraz mniej. Ale zawsze będą.
    Mam czasem wrażenie (także w tym wpisie, pod jego koniec), że sama miewasz do swoich czytelników pretensje, że się zachowują nie tak jakbyś ty od nich tego oczekiwała - i że to my Cię rozczarowujemy! Jak widać także Ty nas oceniasz - i my także możemy poczuć się przez to urażeni czy niezrozumieniu. Każdy z nas jest osobnym niezależnym bytem i nic w tym dziwnego, że nierzadko interpretujemy pewne sprawy w inny sposób niż Ty sama. Inaczej możemy pewne sprawy postrzegać, dochodzić do innych wniosków, zgoła się nie zgadzać z oczywistymi stwierdzeniami. I że lubimy wyrażać swoje własne zdanie. I czasem nie mieć racji choć być swego zdania pewni. I można się wściekać jak ci niektórzy są niedomyślni - ale cóż, naczyniami połączonymi nie jesteśmy i nie będziemy. Każdy z nas "i tak wie lepiej" ;) Oczywiście nie o to chodzi. Nie każdy "negatywy" komentarz pisany jest pod wpływem negatywnych emocji. Ale oczywiście lubimy dyskutować, sprzeczać się. Nie brakuje wam czasem tego w realnym życiu? Kto w realnym życiu dyskutuje i sprzecza się z (nie)znajomymi na temat rzeczy nierzadko błahych czy zupełnie abstrakcyjnych? Ach ten internet...
    Życzę ci wszystkiego najlepszego i trzymam kciuki - Twój blog ma ogromny potencjał :) Czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy!

    OdpowiedzUsuń
  91. Cukrze, jeszcze jedno. Wpis niestety się skasował więc powtórzę pokrótce. Bardzo zaniepokoił mnie ten fragment:
    "Od 8 lat nie mieszkam w Polsce i nie zdawałam sobie sprawy, że w ojczyźnie pomaganie osobom chorym na raka widzi się głównie (jeśli nie jedynie?) przez pryzmat peruk. Było (i jest) to dla mnie podejściem dziwnym i trudnym do zaakceptowania, bo rak to nie to samo co alopecja."
    Absolutnie nie chcę się urazić, ale osobiście sama poczułam się urażona Twoją, przepraszam za słowo, ignorancją.
    Naprawdę w Polsce główną czy nawet jedyną (jak to sama ujęłaś) formą pomocy, dla osób chorych na nowotwory, NIE JEST zapewnienie im peruk. Jestem naprawdę zdziwiona, że mogłaś coś takiego pomyśleć i że nikt, jak się zdaje, nie wyprowadził Cię z błędu. Naprawdę żachnęłam się, że muszę coś takiego pisać. Szczerze powiedziawszy w Polsce niewiele osób po chemioterapii nosi peruki, a co dopiero DZIECI. Zapewne są akcje charytatywne, które polegają na zapewnienie chorym naturalnych peruk z włosów uczestników owych akcji, choć nie są one mocno nagłaśniane. A na pewno nie są tak nagłaśnianie jak wiele innych akcji. Chociażby w Polsce co rusz się słyszy o charytatywnych biegach, maratonach. To dopiero "bezsensowne" - no bo co przebiegnięcie 40 km da chorym dzieciom? Te bezsensowne bieganie opiera się na tym samym co singapurskie "bezsensowne" obcinanie włosów. Być może ludzi, u których w kraju nie ma zwyczaju organizowanie takich biegów, mogłoby zdziwić takie, wydawać by się mogło, bezsensowne tracenie sił na biegi w ramach pomocy komuś. Tak samo Polaków (jak i prawdopodobnie większość nacji europejskich) będzie dziwić ścinanie włosów, które następnie prawdopodobnie idą do kosza. Pokuszę się o stwierdzenie, że w Polsce obcinanie włosów częściej ma raczej charakter zarobkowy niżby charytatywny - niektóre w pełni zdrowe osoby są w stanie zakupić"piękne naturalne włosy", jeśli same nie są zadowolone ze swoich.
    Osoba, która w wyniku choroby traci włosy, zwykle zaopatruje się w perukę przede wszystkim dla siebie. Tak już jest, że jeśli pokażemy się w swoim otoczeniu bez włosów, wiele osób zaczyna interesować się naszym zdrowiem, pytać się czy jesteśmy chorzy, stają się nad wyraz troskliwe. Nie każdy sobie tego życzy. Chcemy żyć, chcemy wierzyć, ze wyzdrowiejemy, że wszystko jest normalnie jak dawniej. Nie chcemy być postrzegani jako chorzy - chcemy być zdrowi i żyć jeszcze wiele lat.
    Naprawdę przykro mi, że mogłaś coś takiego, jak się zdaje, pomyśleć. Owszem, dla wielu osób, które tracą włosy dużym problemem jest ich brak - i jeśli można pomóc takiej osobie choćby w ten sposób dlaczego by tego nie zrobić. Ale stwierdzenie,że w Polsce na tym głownie polega pomoc osobom chorym, że osoba chora nie ma prawa po prostu nie mieć peruki, jest okropnie niesprawiedliwe i...dziwne. A ja mam wrażenie że ty to wiesz. Nie mieszkasz w Polsce od 8 lat, ale zdecydowanie dłużej w Polsce żyłaś.
    Cukrze. Przepraszam za ten wpis, ale mnie to co napisałaś wręcz oburzyło, być może też ze względu na własne doświadczenia. Ale nie pisałam tego ze złej woli, aby komuś dopiec, pomarudzić czy cokolwiek. Chciałam po prostu wyrazić swoje zdanie, ba, swoje oburzenie, emocje. Mam nadzieję, że się pomyliłam, i to ja Cię źle zrozumiałam - ale nawet jeśli nie, wyraziłam swoje zdanie i mam czyste sumienie :)
    Chciałabym Ci jeszcze coś napisać czego wcześniej nie zrobiłam - dostrzegam u Ciebie bardzo dobrą cechę, który chyba teraz się pojawiła - że widzisz a przynajmniej próbujesz dostrzegać własne błędy, że chcesz je "naprawiać", chęć zmiany pewnych nawyków, zmiany na lepsze - jakkolwiek źle to brzmi. Nie chodzi o zmianę samego siebie na kogoś innego. Każdy z nas ma wady - i dobrą cechą jest dojrzałość by je zauważyć, uświadomić je sobie. I próbować je naprawić.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  92. Nigdy nie oglądałam Ciebie jakoś ze szczególną pasją. Na kanał trafiłam jakoś w 2014 roku, kiedy jego działalność dobiegała końca. Mimo, że kosmetyki mnie nie interesowały, a sporo było takich filmików, bardzo przyjemnie się Ciebie słuchało. Lubię Azję od ponad 10 lat, dlatego obejrzałam każdy film jaki wgrałaś na kanał Azjatycki Cukier. Co sprawiło, że stałam się regularnym widzem? Chyba to, że poczułam swego rodzaju więź (?). To właśnie w momentach, które nazywasz porażkami, zrozumiałam, że nie tylko ja borykam się z tego typu problemami. Mam 21 lat, 156cm wzrostu i 40kg. Mój wzrost i waga utrzymują się na tym samym poziomie +/- 2kg od lat. W szkole ciągle słyszałam "Znowu schudłaś, jak Ty wyglądasz?". Gdyby ich słowa były prawdziwe, teraz powinnam ważyć jakieś 13kg :D Z początku przejmowałam się swoim wyglądem i hejtami. Gdy wstawiłaś zdjęcie z przemiany sylwetki, posypały się komentarze o anoreksji itd., byłam wściekła i za siebie i za Ciebie. Nie pamiętam nawet czy skomentowałam tamten post, bo zwyczajnie brakowało mi słów. DRUGI TEMAT: CIĄŻA. Mam 21 lat. DWADZIEŚCIA JEDEN LAT. Wiecznie słyszę "A myślałaś już o dzieciach?", albo " W tym wieku już trzeba zacząć planować życie, rodzinę". A ja? Za 1,5 roku robię równolegle inżyniera z zootechniki oraz kończę weekendową szkołę weterynarii. Tuż po tym, chcę spróbować iść na medycynę. Jeżeli mi się nie powiedzie, wrócę do magistra i doktoratu z zootechniki. Tak czy inaczej, planuję naukę do 30 roku życia, a i później chcę się kształcić, choć już nie tak intensywnie. Z każdej strony czuję presję otoczenia na to, aby posiadać dzieci i męża. Bliscy niemal pchają mnie i chłopaka przed ołtarz, wszyscy dookoła zaręczają się i patrząc na mnie smutnym wzrokiem kierują wyrazy współczucia, że nie dostałam od chłopaka pierścionka, mimo, iż związałam się z facetem, którego znam od 6 roku życia. Wydaje mi się, że jesteś w oczach widzów kontrowersyjną osobą, tak jak i ja w oczach otaczających mnie ludzi. Wiele osób wchodzi z butami w życie drugiego człowieka, tylko dlatego, że ten ma inne zdanie. Wydaje mi się, że tworząc dla społeczeństwa Polskiego, będziesz musiała przechodzić przez to jeszcze wiele razy. Kocham Polskę, naprawdę szczerze kocham swój kraj i swoją rodzinę, ale naród Polski ma wąski pogląd na świat. Emigracja to dla Polaków głównie walka o przetrwanie, chęć zarobienia fortuny i powrotu do Polski by szpanować Januszom i Grażynom nowym BMW czy Audi. Marzy mi się mieszkanie w innym kraju, egzotycznym. Singapur i Australia kuszą językiem angielskim, choć teraz nie jestem w stanie określi gdzie jest moje miejsce. Podziwiam Cię, że przetrwałaś to wszystko, bo sama już czasem nie daję rady.

    OdpowiedzUsuń
  93. Nie byłam świadoma, ile musiałaś przejść, żeby tworzyć to, na co masz ochotę i sprawia Ci radość... Przyznam, że zrobiło mi się smutno. Głównie dlatego, że nie jestem w stanie ani Ci doradzić, ani podpowiedzieć, ani przytulić (ach, te kilometry! xD). W końcu - wbrew temu, co uważają niektórzy internauci - tylko Ty wiesz, co aktualnie Ci się podoba, sprawia radość i daje satysfakcję. Jesteś inteligentną i oczytaną osobą, więc oczywiste dla mnie jest, że na przestrzeni lat tematy czy forma materiałów będą się zmieniać. To tylko dobrze o Tobie świadczy!
    Twojego bloga odwiedzam okazjonalnie, odnajduję w postach akurat interesujące mnie treści i zawsze czuję się bogatsza o nową porcję wiedzy. Z przyjemnością stale obserwuję Twoją działalność i na kanałACH, i na FB, przy czym tylko raz poczułam odrobinkę rozczarowania - gdy usunęłaś część swoich filmików, które bardzo lubiłam. Jak na te tony materiału, które opublikowałaś, uważam to za świetny wynik :P

    Tak czy owak, przesyłam Ci moje najlepsze życzenia i wirtualnego przytulasa! Trzymaj się :*

    PS. My (Czytelnicy) mamy do przeczytania tylko Twój wpis, więc może być długi, ale komentarze chyba powinny być krótsze... W końcu Ty masz do przeczytania o wiele więcej... :P

    OdpowiedzUsuń
  94. Witaj. Nie wiem, co powinnaś zrobić, żeby ze swoją działalnością czuć się dobrze. Wiem natomiast, jak charyzmatyczną osobą jesteś, zapewne nie tylko w moich oczach. Domyślam się, że stanie się z dnia na dzień niemal celebrytą nie jest łatwe. Może przesłanki, które Tobą kierowały nie pozwalają na to, żeby między Tobą a widownią utworzył się dystans. Jak napisałaś, nagrywałaś też z potrzeby kontaktu, a nie jako ekspert prowadzący jakiś tam program. Jestem pewna, że coś wymyślisz, mam taką nadzieję. ja najzwyczajniej tęsknię, kiedy nie nagrywasz, jakbym nie rozmawiała dawno z dobrą koleżanką. Oglądam nawet filmy o rysowaniu, które w ogóle mnie nie interesuje, bo lubię Cię słuchać. Żadna z nas nic Ci nie poradzi poza uzbrojeniem się w grubą skórę - jesteś zbyt charakterystyczna w tym co robisz, żeby ktokolwiek mógł przejść obok Ciebie obojętnie. Przypomina mi to historię, w której moje koleżanki rozmawiały o Julii Roberts, zastanawiając się, co ludzie w niej widzą, przecież ma takie brzydkie usta...

    OdpowiedzUsuń
  95. 10%książki? Etam, nie wiem, może jakiejś krótkiej. Zaczęłam Cię czytać i oglądać gdzieś w połowie 2013 roku. Nie wiem co mogłabym Ci doradzić (oprócz tego, że doradziłam kiedyś przepis na ciasto do pierogów), bo wszystkie filmy, które opisałaś jako wtopy były moimi ulubionymi, serio. No może oprócz tego o zębach, no, może dlatego, że nie mam zbyt wiele do zarzucenia swoim zębom. Przyznaję, że zazwyczaj tylko lajkowałam, napisałam może 5 komentarzy,ale lubiłam wszystkie Twoje filmiki. Te o Singapurze - bo sama też żyję na emigracji, tylko, że w Szwecji. Rozumiem Twoje rozczarowanie(?), zażenowanie(?) pytaniami o receptę na zaaklimatyzowanie się w "raju na ziemii". Sama, choć nie prowadzę bloga, musiałam się zmierzyć z komentarzami w stylu: "Ale Ty żyjesz w Szwecji, najlepszym kraju do życia, co może Ci się tam nie podobać?". Podobał mi się filmik o odchudzaniu - nawet bardzo- nie jestem typem wielbiącym każde motywacyjne "don't give up" na stronie trenerek personalnych, a nawet ten o podsumowaniu sylwetek (chociaż wydawało mi się, że to był wpis na blogu)- chociaż akurat wtedy trochę Ci zazdrościłam, bo sama wtedy przytyłam w wyniku choroby. Lubliłam różnorodność na Twoim kanale i oczywiście widziałam te gównoburze, więc rozumiem, że to wszystko "posprzątałaś". Prosiłaś o rady, a ja udowodniłam tylko, że nie nadaję się na jednoosobową reprezentatywną próbę statystyczną. Może potraktuj mój komentarz jako głos wsparcia? W sumie taki miał być. :)

    OdpowiedzUsuń
  96. A ja lubię takie długie wpisy :) Masz przyjemny styl pisania i do tego ciekawe spostrzeżenia dotyczące pielęgnacji, więc liczę na kolejne wpisy w tym temacie, masz we mnie wierną czytelniczkę.

    OdpowiedzUsuń
  97. Witaj Cukrze ;) ja byłam Twoim odbiorcą od początku i lubiłam wszystkie etapy...jesteś bardzo ciekawą osobą i bardzo miło się Ciebie ogląda i czyta ;) nigdy nie zrozumiem hejtów czy burz bo temat nie pasi kurcze to Twój blog/kanał i do póki nikogo nie krzywdzisz masz prawo zamieszczać co chcesz ! Kto chcę ten staję się jak ja publiką kto nie omija kanał i tyle ;) Mam nadzieję że będziesz dalej tworzyć i to na tematy jakimi masz ochotę się podzielić ja napewno będę dalej Cię oglądać/czytać ;) pozdrawiam cieplutko :D
    P.S. Uwielbiam Twoje wspólne filmiki z mężem :) fajna z Was para

    OdpowiedzUsuń
  98. Drogi Cukrze!
    Moja przygoda z Tobą trwa od 2012 roku. Kawał czasu, prawda? Od tamtej pory byłaś moim jedynym łącznikiem ze światem, który tak bardzo kocham. Wszystko co dotyczy Azji jest dla mnie interesujące, czuję, że to tam jest mój dom. Nie chodzi o to, że nie czuję się Polką- poprostu moje miejsce jest gdzie indziej. Kiedy spotkałam się z twoim blogiem, ten świat się dla mnie otworzył. Makijaże, które tak bardzo chciałam na sobie odtworzyć, fryzury, które na moich włosach nawet nie miały racji bytu- to wszystko pokazałaś mi Ty. Każdy twój film był dla mnie ogromną dawką informacji, czy to coś związanego z jedzeniem, czy zwiedzaniem miasta. Nigdy nie mogłam narzekać na nudę, bo widziałam ile Ci to daje radości. Możliwość obcowania z Tobą była dla mnie przyjemnością, i samo to, że mogę oglądać to co sprawia Ci przyjemność jest dla mnie nagrodą. Uważam, że jesteś jedną z niewielu osób, których warto oglądać w tej otchłani Internetu. Nie jesteś typową Karyną z kanału na yt, która bezczelnie kopiuję filmik innej youtuberki," bo to teraz jest na topie" lub jak przez kalkę wykonuje dokładnie taki sam makijaż w każdej odsłonie swojej twórczości. Tak jak mówię- dla mnie jesteś osobą, która pokazała mi możliwości, pokazała świat, jaki można poznać i dosięgnąć pomimo tego, że inni ludzie tego nie akceptują. I właśnie to- ludzie czegoś nie akceptują... Nie akceptują i nie rozumieją- po co mają rozumieć coś co daje Ci radość? Nie wejdziesz wszystkim do przysłowiowej "d*py". Bo i chyba nie o to chodzi, prawda? Ludzie, którym na Tobie zależy, zawsze będą przy Tobie stali murem. A reszta niech sobie gada, skoro tak bardzo ich boli twój sukces. Pozdrawiam Cię gorąco, i mam nadzieję, że wybierzesz dla siebie tę najlepszą opcję :D

    OdpowiedzUsuń
  99. Bardzo pięknie napisane :) każde słowo tak bardzo oddaje Twoje... emocje? Nie mogę oczywiście być pewna, ale odebrałam to jako bardzo personalne zwierzenie z dużej części Twojego życia jaką na pewno był(i wciąż mam nadzieję będzie) Twój blog. Z dodawaniem czegokolwiek w internecie niestety zawsze wiąże się to, że znajdą się ludzie którym się to nie spodoba. Według mnie problemem jest to, że Ci ludzie tracą swój czas by oglądać filmiki które im się nie podobają i jeszcze by je bezsensownie krytykować lub zwyzywać twórcę. A po co to wszystko? Po co psuć dzień sobie i innym przy okazji?
    Cukrze, we wszystkim co Tworzyłaś widziałam zawsze naturalność i zwyczajną chęć opowiedzenia czegoś ciekawego. Nigdy nie mówiłaś, że jesteś ekspertem w dziedzinie makijażu czy mody. Azja to nie "tajna wiedza" którą zebrałaś poprzez badania. Ty odkrywałaś to wszystko tutaj, razem z nami. I smutne jest to, ze inni Twoją pasję tak niszczyli przez te lata, prawdopodobnie ze zwykłej zawiści.
    Mam nadzieję, że jak wszystko się ułoży to wrócisz tu do nas :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  100. Kiedyś przez przypadek widziałam Twój filmik na YT, nie wiedząc że Ty to Ty i że jesteś Polką - jakaś ładna laska pokazuje jak zrobić coś z włosami. I potem przez przypadek trafiłam na Twojego bloga. Kopalnię skarbów dla skóry. Nigdy nie widziałam w Tobie jakiś błędów, o których piszesz w notce, nie żywiłam nienawiści ani niczego negatywnego. Znowu reakcja jak na filmik na YT - o, jakaś ładna laska pisze o dbaniu o skórę i mieszka poza Polską wow, super! I tyle. Nienawiść i wścibstwo bierze się chyba w ludziach z nudów.

    OdpowiedzUsuń
  101. mnie się zawsze podobała różnorodność tematów jakiej na przestrzeni lat podejmowałaś się na blogu i kanale yt. interesowały mnie zarówno artykuły o masażach, pielęgnacji skóry, jak i filimiki o życiu w Singapurze, pracy, podróżach, jedzeniu, dziwactwach. to, o czym
    piszesz czy mówisz (mimo takiej różnorodności) stanowi dla mnie całość. ma się wrażenie, że treści "dojrzewały" razem z tobą. dzięki za ten artykuł, dał dużo do zrozumienia.

    OdpowiedzUsuń
  102. Dawno mnie tu nie było, a lubiłam czytać "po cichu"...przyszłam dziś za cynkiem z instagrama, a trafiłam na ten wpis. Po przeczytaniu taki ogólny wniosek mi się nasunął: kolejny etap brudzenia się internetu. Jakoś tak chyba już jest, że jak powstają nowe media społecznościowe lub inne popularne przystanie w sieci to po jakimś czasie się zamulają - czasem od treści ale częściej od widowni. I chyba to się dzieje z YT w ostatnim czasie. Widownia docelowa jakoś zawsze gdzieś będzie ale widownia z przypadku pojawia się masowo i częściej. I dlatego jak napisałaś pod koniec lepiej jest chyba tworzyć treści z myślą o sobie samej a nie wyłącznie bądź w większej mierze o publiczości. Ludzie czasami "zabijają" czas internetem, zabijając lub częściowo niszcząc sam internet. Takie luźne myśli, może trochę bez składu ale jakoś tak poczułam chęć napisania z sympatii. Na prawdę radośnie jest tworzyć coś co samemu się lubi, jeśli są chęci dzielenia się tym tak od serca to i publika od serca też się zawsze znajdzie :)

    Pozdrawiam,
    cicha Basia

    OdpowiedzUsuń
  103. Z ciekawością przeczytałam całość:) Twój kanał i bloga odkryłam już dawno temu, nie jestem sobie już w stanie przypomnieć od którego filmiku się zaczęło. W każdym razie byłaś pierwszą youtuberką mówiącą o kosmetykach i urodzie, która potrafiła przyciągnąć moją uwagę. I nie tylko treścią, niewątpliwie interesującą ale głównie sposobem mówienia i jakąś pozytywną energią, uśmiechem. Stąd moje duże zdziwienie, że spotykasz się z taką ilością hejtu i nieprzyjemnych komentarzy, ale cóż. Odsłaniając kawałek swojego życia musimy liczyć się z narażeniem na krytykę. A co do wyboru tematów filmików i tematach na blogu, ich różnorodność jest dla mnie atutem. Jesteś interesującą osobą i potrafisz zaciekawić odbiorcę tym co mówisz. Stąd niezależnie od wybranego tematu lubię Cię słuchać/ czytać, zawsze to rozwija i pozwala dowiedzieć się czegoś nowego.
    Powodzenie w dalszej działalności;))

    OdpowiedzUsuń
  104. Drogi Cukrze,
    bardzo mnie to wszystko zadziwiło... Bloga czytam od 2011r, to mój pierwszy komentarz. Nie miałam pojęcia, że takie rzeczy tu się dzieją - pewnie dla tego, że zdarzyło mi się ze 3 razy zajrzeć do komentarzy. Twoje artykuły są świetne. Urodowe wszystkie czytałam po kilka razy, ba, nawet przyznam się, że z kilku zrobiłam notatki. Inne czytałam sporadycznie, ale też były ok. Jestem Ci bardzo wdzięczna, bo jesteś źródłem rzetelnej wiedzy, nowych, przydatnych wiadomości o pielęgnacji. Dzięki Tobie zmieniałam wiele w swoich sposobach i jestem bardzo zadowolona z tego, jak wygląda moja skóra. Wypróbowałam circle lenses, na stałe od kilku lat używam filtórw i koreańskich bb.

    A propo's całego zamieszania...chyba trochę za bardzo sie przejmujesz i dajesz zbyt dużo uwagi sfrustrowanym roszczeniowym i rozhisteryzowanym ludziom. Może warto rozważyć strategię innych blogerów, piszących o dużo bardziej kontrowersyjnych tematach - tzn. minimalna polemika z komentatorami, moderowanie i wywalanie komentarzy, które Ci nie pasują? W końcu to Ty tu rządzisz, to Twoje miejsce w internecie i masz prawo cenzurować, zapraszać, wyrzucać i co tylko Ci sie podoba. W mojej opinii blog to nie miejsce na demokrację, jak coś się nie podoba, to do widzenia, niech sobie idą gdzie indziej ze swoimi pretensjami.

    Ten artykuł o odchudzanu pamiętam - pomyślałam, że to zdrowe, bardzo ciekawe podejście do tematu...

    Jestem Ci bardzo wdzięczna za tą całą wiedzę, którą w przystępny, profesjonalnie zilustrowany, wesoły i przyjemny sposób dzielisz się ze mną i innymi nie oczekując niczego w zamian. Cukrze! Nie przestawaj być sobą na blogu. Pisz o czym chcesz i tak jak chcesz. Twój sposób widzenia świata jest ciekawy. Jest prawdziwy i jest Twój. Dla wielu osób jesteś inspiracją, innych wkurzasz - lepsze to, niż znudzenie i obojętność :-)

    pięknie dziękuję i pozdrawiam serdecznie,
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  105. ja się bardzo cieszę, że wracasz do korzeni...ale to, co uważam ja i inni jest mniej ważne, ważne, byś czuła się dobrze ze swoją twórczością. Wszystkie youtuberki mają swoich troli, to świadczy chyba jedynie o popularności Twojego kanału. Powodzenia w dalszym "internetowaniu" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  106. Mnie filmik o odchudzaniu naprawdę bardzo pomógł i otworzył oczy, że dieta to nie tylko bezsensowne ograniczanie kalorii i ciągłe ćwiczenie, ale także zdrowe odżywianie. Przez samo unikanie mega tłustych produktów, słodyczy oraz zwiększenie ilości "zielonego" jedzonka schudłam 5 kilo w ciągu 2 miesięcy, czując się bardzo zdrowo. Bez ćwiczeń, bez dziwnych ograniczeń i udziwnień.
    Kolejny krok, czyli umieszczenie zdjęcia z porównaniem,już dosyć mnie poruszył- ale teraz już wiadomo, że wszystko wynikło z nieporozumienia, kiedy odbiorcy zarzucali różne rzeczy, a Ty chyba nie do końca wytłumaczyłaś ideę tego wszystkiego? Przynajmniej tak to odbieram po przeczytaniu tekstu.
    Sama mam taki problem i bardzo często nie potrafię się dogadać z większą grupą ludzi, bo nie do końca odpowiednio ubieram swoje myśli w słowa. Później zarzucają mi niestworzone rzeczy, a ja próbując się wytłumaczyć wpadam w jeszcze większa bagno (i zarzucają mi, że kłamię gubiąc się we własnych słowach :P)...

    OdpowiedzUsuń
  107. Witaj Cukrze. Jestem komentarzowym milczkiem i choc sledzilam Twoj kanal prawie od poczatku i zagladam na bloga, to komentuje u Ciebie chyba drugi raz dopiero :) Twoj kanal to chyba jedyny kanal jakiemu jestem wierna od tak dawna. Bardzo zaluje, ze usunelas z niego tak wiele filmikow urodowych, bo podobaly mi sie Twoje makijaze, rozwiazania i czesto do nich wracalam. Brakuje mi filmow o circle lenses, bo wreszcie dojrzalam do sprawienia sobie soczewek. Barkuje mi makijazowych filmikow bo pokazywalas swietne rozwiazania, rozne od tych ktore znajduje w zachodnich mediach. Jestes inteligentna, nieprzecietna osoba i bardzo bym chciala zebys tworzyla dalej, choc przyznam ze od kiedy Ciebie ogladam dorobilam sie pracy na pelny etat, dwojki dzieci, psa oraz meza w delegacjach (obecnie w Korei Pld) wiec nie mam juz tyle czasu zeby sledzic kanaly na YT :) Pozdrawiam Cie serdecznie z Norwegii :)

    OdpowiedzUsuń
  108. Basiu, jesteśmy razem już kilka lat (z tą różnicą, że ja o Tobie wiem więcej, niż Ty o mnie ;-) Czytam Cukier regularnie, korzystam też, z Twojej uprzejmości (i wiedzy) robiąc zakupy na Bazarze, filmiki na YT oglądam również - o ile coś mnie zainteresuje. Nie czytam komentarzy, nie wgłębiam się w to, co wokół Twojego bloga/kanału się dzieję. Bo moim zdaniem to właśnie jest przekleństwem internetu: ludzie nabywają złudne przekonanie, że osoba, która prowadzi bloga/kanał na YT jest po to, aby ZABAWIAĆ czytelnika/widza. Żeby spełniać jego zachcianki, prośby, radzić sobie z szantażami emocjonalnymi i innymi chorymi sytuacjami (hejt, wylewanie frustracji, szkalowanie - w wszystko to zza bezpiecznej kurtyny anonimowości). Wierzę jednak, że mnóstwo osób, Basiu, myśli tak jak ja: korzystamy z tego, czym się z nami w danej chwili z nami chcesz podzielić i to szanujemy. Może nas to interesować, albo nie - nikt nas do fotela nie przywiązuje i nie KAŻE nam czytać/oglądać konkretnego artykułu/filmiku. Ty się otwierasz, publikujesz efekty swojej pracy, wpuszczasz nas po troszę do swojego świata, a my, wybieramy treści, które nas interesują. Oczekiwanie czegoś więcej od blogera (w ogóle: oczekiwanie czegokolwiek) to jakieś wypaczenie idei blogowania. To TY jesteś tu Szefową. :-)
    Ludzie są roszczeniowi, zawsze chcą czegoś więcej, lepiej, inaczej. A im więcej ludzi, tym trudniej.
    Basiu, robisz dobrą robotę. Mi pomoogłaś bardzo (wiedza, którą wyniosłam z Twojego bloga + azjatyckie kosmetyki, o których dowiedziałam się od Ciebie + suplementacja kolagenem dają znakomite efekty :-) Dzięki Tobie znalazłam sposób na idealną dla mnie pielęgnację, która nie wymaga ogromnych nakładów finansowych (a mam już prawie 40 lat). Działasz mądrze i skutecznie. Filmiki singapurskie dla mnie świetne: jestem bardzo ciekawa świata, a w Azji jeszcze nie miałam okazji być (ale planuję), więc to zawsze wartość dodana. :-)
    Najważniejsze dla mnie jest to, że dzielisz się z nami swoją wiedzą, na której zdobywanie sami/same nie mamy czasu.
    Resztą się nie przejmuj. Jest nas tu mnóstwo: tych "cichych", którzy nie piszą komentów, nie wyśpiewują peanów na Twoją cześć, ani nie krytykują, ładując się z butami w Twoje życie.
    Uściski
    Monika

    OdpowiedzUsuń

Komentarze pisane w celach promocji własnego bloga lub innych stron nie będą publikowane. Linki do relewantnych wpisów na blogach czy innych stronach są mile widziane. ale linki nie związane z tematem lub komentarze zawierające dopisany link do bloga nie będą publikowane.

Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.