sobota, 11 grudnia 2010

Recenzja: Tsubaki Damage Care

Choć zazwyczaj pod moimi filmikami na YT znajduję dużo pozytywnych komentarzy na temat moich włosów, prawda jest taka, że jest to w dużej mierze zasługa kamery. W „prawdziwym świecie” moje włosy są puchate i zniszczone – choć nie robię z nimi wcale tak dużo. Poza okazjonalnym farbowaniem, nie susze ich suszarką (nawet takowej nie posiadam xD), nie kręcę ani nie prostuję (może okazjonalnie – robiąc filmiki na YT ;)), a i tak są okropnie zniszczone. A może po prostu tak wyglądają – naturalnie porowate i suche. Nie dała mi matka natura loków jak z reklam ;(.

Po naczytaniu się wizażu dodatkowo doszłam do wniosku, że silikony to samo zło i zawzięcie unikałam ich przez prawie rok. Nakładałam na włosy maski z jajka i oliwy, olejowałam i grzecznie brałam suplementy. Niestety stan moich włosów tylko się pogarszał, gdyż robiły się coraz bardziej puchate i łamały się okropnie :(. Mam nawet wrażenie, że maseczki z jajka zrobiły im więcej krzywdy, niż dobrego.

Teraz myślę, że ucieczka od silikonów nie była takim dobrym pomysłem – po pierwsze w Singapurze panuje ogromna wilgotność powietrza, która bardzo „męczy” włosy. Dodatkowo, silikony chronią włosy przed mechanicznymi uszkodzeniami, zwłaszcza, jeśli się często spina się je w kok (co mi się zdarza). Jedna z koleżanek poradziła mi więc, aby wrócić do produktów zawierających ciężkie silikony i okazjonalnie przemyć włosy specjalnym szamponem oczyszczającym.

Mój wybór padł na niedawno wprowadzone do Singapuru produkty Shiseido z serii Tsubaki. Nie wiem dokładnie, jaki olej jest „magicznym” składnikiem – niestety nie ma dobrych źródeł opisujących owe cudo. Część poddaje, że chodzi o olej z kamelii, a część, że składnikiem aktywnym jest olejek arganowy. Tsubaki występują w dwóch odmianach – czerwona seria nadająca połysk, oraz biała do włosów zniszczonych. Właśnie z tej drugiej mam zarówno odżywkę, jak i specjalną maskę do włosów.

Gdy sprawdzałam ich recenzje na makupalley, zdziwiły mnie często narzekania na wysokie ceny owych produktów – na szczęście w Singapurze plasują się one w „normalnym” przedziale cenowym, czyli nie tanio, ale nie trzeba rozbijać skarbonki.

Używam odżywki oraz specjalnej maski już od ponad miesiąca i jestem absolutnie zachwycona. Włosy są w końcu miękkie i nie łamią się! Cały czas je układam i przeczesuje palcami, bo są tak jedwabiste i miłe w dotyku! Właściwie od pierwszego użycia było widać pozytywną zmianę – włosy się wygładziły i nie były twarde jak zazwyczaj. Po kilku tygodniach wyglądają na tyle znośnie, że nie mam oporów przed nie-spinaniem ich! Nie straciły też naturalniej fali, a kolor po farbowaniu nie wypłukuje się tak szybko (pamiętam, jak w Polsce Henna Wax skutecznie ściągała mi kolor ;)).

Jestem totalnie zachwycona. Mam wrażenie, że to jest dokładnie to, czego potrzebowałam: nawet w deszczowe dni nie robi mi się „owieczka” na głowie, nie ma łamania, czy drapania (moje kudły były przedtem na tyle szorstkie, że potrafiły podrażnić mi skórę na karku). Podsumowując – POLECAM!

11 komentarzy:

  1. Twoje włosy nie mogą być aż tak złe, przecież na filmikach wyglądają ślicznie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że wreszcie znalazłaś coś dla siebie. Wiem, jak to jest mieć problem z włosami, bo swojego czasu dużo prostowałam i mi się zniszczyły bardzo, więc cię rozumiem. Ile to było płaczu, zanim doprowadziłam włosy do zdrowego stanu. Ciężko jest znaleźć ten idealny produkt, bo każdemu co innego służy. Nie jestem przekonana do stosowania dużej ilości masek, balsamów itp. Nigdy nie próbowałam sama robić jakiś specyfików.
    Moje włosy mają np. dar łamania szczotek i grzebieni ;)
    Wydaje mi się, że wycieniowane końcówki jakoś szybciej się niszczą. Zauważyłam to na swoich włosach.

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja stawiam na naturalną pielęgnację :) mam naturalnie ładne wlosy, raczej gęste i mocne, nie suszę ich, prostownicy i lokówki nawet nigdy w rękach nie miałam :D i mam naprawde ładne włosy :) a od silikonów trzymam sie z dala, ewentualnie jakichś delikatnych mogłabym używać w produkcie do stylizacji, na pewno nie w szamponie ani odżywce/masce, tylko jako ochrony przed uszkodzeniami mechanicznymi i szkodliwym wpływem środowiska :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Śmiać mi się chce, jak dziewczyny krzyczą, że silikony to zło.
    Jeszcze większy śmiech mnie ogarnia, jak krzyczą, że to złe na włosy, bo włosy czują, bo wypełnia łuski i się niszczą, blaaa~
    Uczyli mnie w szkole, że włos jest martwy, a jedyną jego "żywą" częścią jest cebulka. Więc nie kituje się odżywki na skórę głowy (bo w sumie i po co), a coś, co jest martwe chyba nie może być martwiejsze, więc idea "silikony to zuo" jest bez sensu dla mnie ;)
    Skreślona przez napędzane na Wizażu ów ideą dziewczyny odżywki z Pantene uważam za coś, za co twórca powinien dostać Nobla ;) Po trzykrotnym rozjaśnianiu, niezliczoną ilość farbowaniu farbami półtrwałymi i trwałymi tylko Pantene mnie uratował, co super hiper naturalny cud miód Wax wypłukiwał kolor, a oprócz tego robił kupę :P
    Silikon wypełni ubytki z włosie (KTÓRY JEST MARTWY I SAM SIĘ NIE ODRODZI ANI NIE ZREGENERUJE). I to chyba jest idea odżywki, żeby odżywiła, a przynajmniej sprawiała takie wrażenie ;)
    Wax sux. Silikon to jest to XD

    OdpowiedzUsuń
  5. Przywiozłam z Japonii garść próbek czerwonej serii - potwierdzam, już po pierwszym użyciu włosy zrobiły się jedwabiste, miłe w dotyku i lśniące.. Cudo!

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej.
    Moja teoria jest taka: szampon bezsilikonowy tylko na skore glowy, a odzywki silikonowe tylko na wlosy od polowy. Zgadzam sie z poprzedniczka, ze wlosy sa martwe, wiec silikon nic im nie zrobi. Ale na skore glowy sa 'zle', bo moga je obciazac (oblepiac cebulke).
    Pozdrawiam :D

    S.

    OdpowiedzUsuń
  7. @ Anonimowe
    Hmm, ja wolę pielęgnować włosy bezsilkonowo. Silikon towrzy "ochronną" warstwę jednorazowo, więc efekt jest tylko po użyciu (moje doświadczenie z Pantene). Gdy raz umyjesz/ odżywisz włosy czyms innym, będą wyglądały słabo. To tak, jak z paznokciami (które też są martwe), można nakładąc tipsy, albo dbać o nie, by były zdrowe niezależnie od tego, co na wierzchu. Długofalowa pielęgnacja wymaga więcej cierpliwości, ale moim zdaniem warto.
    Pozdrawiam
    PS Mi Wax nie wypłukiwał koloru, przeciwnie, podkreślił blond.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja natomiast myślę, że gdyby nie jedwab biosilk silk therapy, straciła bym już dawno polowe swoich włosów. Mam Włosy do pasa, prostuje je co jakiś czas oraz susze. Myje włosy również szamponem z zawierającym silikon z tej samej serii i jestem zadowolona z tego typu rzeczy. Fakt faktem, ze nie jest to tanie, ale warto zainwestować pieniądze w swoje włosy. Chętnie wypróbowała bym tą serię szamponu i odżywki "tsubaki damage care". Mam pytanie, czy to będzie w "sklepiku"? : )

    OdpowiedzUsuń
  9. w Japonii można kupić sam olejek, jest kilka metod stosowania - od normalnej pielegnacji po zabiegi głęboko działajace. Ja go stosuje do czyszczenia i konserwacji j-grzebyczka z bukszpanu. Ponoc rzecz tradycyjna w Azji (gł w Chinach i Japonii) a jednak cięzko było go kupić w Tokyo...

    M.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytam tego posta i jakbym czytała o swoich włosach!
    Mam te same problemy - zamówiłam Tsubaki, mam nadzieję, że się nei zawiodę, bo jednak troszke kosztuje:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam kosmetyki Tsubaki! Najbardziej czerwone, ale te nowsze "spa" też są fajowe. Polecam wszystkim (za Cukrem)!

    OdpowiedzUsuń

Komentarze pisane w celach promocji własnego bloga lub innych stron nie będą publikowane. Linki do relewantnych wpisów na blogach czy innych stronach są mile widziane. ale linki nie związane z tematem lub komentarze zawierające dopisany link do bloga nie będą publikowane.

Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.