wtorek, 11 października 2011

Hello Tokyo - Dzień II

Czwartek był pierwszym pełnym dniem, który mogliśmy poświęcić na zwiedzanie. Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy od "Ogrodu Cesarskiego" w dzielnicy Akasaka, w której również znajdował się nasz hotel. Właściwie każdy przewodnik turystyczny, jaki trafił w me ręce, coś o tym parku wspominał, więc przygotowana byłam spędzić tam z pół dnia.



Pogoda dopisywała - pojawiło się słoneczko, deszcze zniknęły bez śladu, zaś temperatura utrzymywała się około 22 stopni. Korzystając ze sprzyjających warunków atmosferycznych, ruszyliśmy do parku na piechotę.

Sam ogród okazał się właściwie szokująco... rozczarowujący. Spodziewałam się pięknie utrzymanego i wypielęgnowanego ogrodu, a trafiliśmy na pustawy i dość nieskomplikowany park miejski. Próżno tu szukać interesujących aranżacji, drzewek bonsai czy romantycznych mostków. Są dwa kamienne relikty dawnych czasów, ale poza tym na "Cesarski Ogród" składają się głównie duże połacie trawnika.




Pokręciliśmy się trochę po okolicy, ale że "Ogród" umieszczony jest w dzielnicy rządowej, to poza majestatycznymi wieżowcami niewiele można tam znaleźć. Postanowiliśmy więc ruszyć do Ginzy!


Ginza wyrobiła sobie markę jako najbardziej ekskluzywna i arystokratyczna dzielnica Tokio. Idealnie prostopadłe ulice obstawione są domami mody wielkich marek jak L.V., Chanel czy Bvulgari. Ulice i chodniki są szerokie i wypucowane aż do przesady. 

W sumie fajna dzielnica by sobie trochę pospacerować, czy przysiąść przy kawie w jednej z niewielu kawiarni. Jeśli kiedykolwiek będziecie w Ginzie, polecam zajrzeć na najniższe piętra domu handlowego Matsuya. Znajduje się tam "depatchika" - czyli piętro zasiane małymi stoiskami sprzedającymi spożywcze różności, niestety wyłącznie na wynos. Można tutaj znaleźć dosłownie wszystko! Od świeżych mięs, po sushi, sery, wypieki, lody, egzotyczne i tradycyjne słodycze... Naprawdę można się tam zgubić, oglądając te wszystkie różności.

Po zwiedzeniu Ginzy ruszyliśmy na podbój jednej z najsławniejszych dzielnic Tokio - Shibuya. To tutaj gyaru chadzają na zakupy, tutaj znajduje się sławne skrzyżowanie, jak i pomnik psa Hachiko. Byliśmy tam w czwartkowy wieczór i choć ludzi nie brakowało, dało się wyrażnie odczuć, że jest to dzielnica, która żyje głównie w weekend.




Z Shibui ruszyliśmy piechotą do Harajuku. Choć Tokio słynie ze swojego rozmiaru, prawda jest taka, że dzielnice nie są wcale szczególnie wielkie i można się bez problemu przemieszczać między nimi na piechotę.

Harajuku to kolejna sławna dzielnica; i muszę przyznać, że zasłużenie. Jest to niezwykle klimatyczne miejsce. Małe uliczki wspinające się po delikatnie pagórkowatym terenie, mniejsze domy i budynki pozbijane razem w gęstą sieć zabudowy.



Ale Harajuku to przedewszystkim stolica awangardowej mody. O ile po Shibui włóczą się głównie utlenione na blond gyaru w miniówkach, to po Harajuku krążą tłumy kolorowo i modnie ubranych ludzi. To tutaj znajdziecie sławne butki, sprzedające dziwne i nieraz trochę kiczowate ubrania. Ale Japończycy to mistrzowie wyglądania w nich FENOMENALNIE! Jeśli chcecie zobaczyć i zrozumieć, co to znaczy "być modnym", musicie odwiedzić Harajuku. Od ludzi i ubrań po prostu nie można oderwać wzroku.

Wizyta w Shibui i Harajuku, choć zdecydowanie przyjemna, pozostawiła pewien niedosyt - ewidentnie dało się poczuć, że te dzielnice prawdziwie tętnią życiem dopiero w weekend. Wróciliśmy więc do hotelu z postanowieniem ponownego odwiedzenia tych dzielnic w sobotę.

Kolejny wpis już niedługo!

9 komentarzy:

  1. Z chęcią znalazłabym Shibui i Harajuku. Z pewnością bym coś kupiła. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę śliczne zdjęcia w wręcz genialnej jakości. Aż miło oglądać! Dzięki Tobie też dowiedziałam się, że Tokio można zwiedzić na pieszo ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. zazdroszczę ci tego że mieszkasz w singapurze :( a tak btw, uwielbiam czytać twojego bloga ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta kobieta na 1 zdjęciu ma jakąś torbę na plecach, czy to jest część stroju? ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. G'woli informacji: domy handlowe w Japonii mają wszędzie ten sam układ i - jeśli tylko ma byc w nim jakieś jedzenie - będzie ono na parterze. Czy to jest Matsuya, czy Daimaru czy Daiei - wszędzie ten sam układ. Małe kawiarenki moga byc rozlokowane na różnych piętrach , natomiast restauracje to piętra ostatnie. Warto to zapamiętać, łatwiej sie wtedy poruszać. Cieżko natomiast mi sie zgodzic z tym,że Tokyo można zejśćć na piechotę...(po co wiec taka sieć metra?)
    Byc może parę turystycznych atrakcji jest od siebie w okolicy, zwłaszcza gdy i hotel jest w jednej ze słynnych dzielnic, ale jak sie tam juz mieszka, to nabiera sie innej perspektywy. I żebyś nie była rozczarowana - japońskie ogrody mogą być również kilkoma kamieniami na zagrabionym żwirze i też być zwane ogrodem! Polecam wybrac sie do Roppongi, do Mori Tower, koniecznie po zmroku! Miłej wycieczki!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kallineczko to nie jest plecak, a raczej część obi.

    Też bym chciała zobaczyć Harajuku na żywo, aż mnie zżera. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. ach :) chciałabym to zobaczyć na własne oczy ;D pospacerować tymi uliczkami i pójść na zakupy :) to musi być coś xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Gnijący arbuz dzięki za odpowiedź, nie znam się i mnie zawsze to zastanawiało ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ładne te zdjęcia. Sama z chęcią poszłabym na takie zakupy. Ładnie, ładnie aż mi się zakupów zachciało. Zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń

Komentarze pisane w celach promocji własnego bloga lub innych stron nie będą publikowane. Linki do relewantnych wpisów na blogach czy innych stronach są mile widziane. ale linki nie związane z tematem lub komentarze zawierające dopisany link do bloga nie będą publikowane.

Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.