środa, 8 lutego 2012

Skin79 nie testuje swoich produktów na zwierzętach. A jak to jest z innymi firmami?

Jeśli mam wybór, zawsze wolę kosmetyki nie testowane na zwierzętach. Z wielu powodów. Po pierwsze, nie uważam, że ktokolwiek powinien cierpieć ze względu na moją próżność. Testowanie leków - ok, można zrozumieć. Ale po kiego... ktoś karmi jakiegoś szczura kilogramem pudru do policzków i robi notatki, że szczur zdechł? :| Po drugie, nie jestem królikiem ani szczurem, więc jakiekolwiek testy są i tak zawsze niemiarodajne. Po trzecie, większość półproduktów używanych w kosmetyce było już testowanych, więc nie ma potrzeby w kółko testować tego samego. I po czwarte, skoro jako kolektyw człowieczy udało nam się wysłać człowieka w kosmos, zbudować bombę atomową i stworzyć tyle innych cacek technologicznych, czy naprawdę musimy tkwić w epoce kamienia łupanego jeśli chodzi o laboratoryjne testy na zwierzakach?



Dlatego w mojej szafce znajdziecie wiele kosmetyków firm, które oficjalnie nie testują, jak choćby MAC czy Bourjois. Sprawa z kosmetykami w Azji nie jest jednak taka prosta, jak w Europie, gdzie firmy chętnie mówią o swojej polityce testowania i funkcjonuje system oznaczeń oraz certyfikacji.

W Azji firmy często nawet nie mówią, czy testują czy nie. Na opakowaniach lokalnych kosmetyków nie znajdziecie żadnych deklaracji czy oznaczeń. Jest to dla mnie zaskakujące, ponieważ na całym kontynencie żyją miliony osób różnych wyznań, często nie pozwalających im na kontakt z produktami odzwierzęcymi, czy pozyskanymi w sposób okrutny.

Jednak gdy zapytamy, czasami firmy pochwalą się, że nie testują. W przypadku firm koreańskich (Missha, Skin Food) "nie-testowanie" jest oznaką, że ich produkty są naturalne.  Czyli tak dokładnie to nie wiadomo, póki firmy oficjalnie nie wydadzą oświadczenia w tej sprawie.

Niestety jednak producenci rzadko odpowiadają na moje wiadomości z pytania o testowanie. Ale 2 firmy odpowiedziały! :) Kilka lat temu Ginvera (firma "córka" Bio-Essence) potwierdziła, że testują swoje produkty tylko na ludzkich ochotnikach. Ostatnio też firma Skin79 na swojej stronie Facebook uprzejmie odpowiedziała na moje pytanie:


W wolnym tłumaczeniu: "Dziękujemy za pytanie. Skin79 nie przeprowadza żadnych testów na zwierzętach. Nie musisz się martwić! Dodatkowo, Skin79 jest pro-ekologiczne! Skin79 weszło w partnerstwo z Cosmax Inc., które posiada certyfikację Ecocert - certyfikat o międzynarodowym standardzie przyznawany naturalnym i organicznym kosmetykom. Dlatego Skin79 troszczy się o ludzi i o środowisko. Nie tylko  jeśli chodzi o składniki, ale również proces produkcji, gdzie staramy się aby był on jak najbardziej przyjazny środowisku, nawet jeśli oznacza to że produkcja trwa dłużej, wymaga więcej wysiłku czy kosztów. Dlatego Skin79 to przyjazne dla środowiska i ludzi kosmetyki"

Z jednej strony bardzo się cieszę, że odpisali, ale swoje wątpliwości dalej mam ;p. Niestety wiem z doświadczenia, że reprezentanci firmy często nie wiedzą zbyt wiele o machlojkach swojej własnej firmy. Spotkałam się kiedyś z działem PR firmy Khiel's, gdzie zapewniali mnie z wielkim entuzjazmem, że wcale a wcale nie testują - ale materiały dostępne na Internecie mówią coś całkiem przeciwnego. Dlatego uważam, że nie można mieć nigdy 100% pewności... niestety :(.

Kilka spraw, które warto wziąć pod uwagę:

- Kremy BB korzystają z produktów ropopochodnych, jak choćby olej mineralny. Jest to argument, że taki produkt nie jest przyjazny środowisku, bo ropa jest surowcem skończonym, którego eksploatacja jest szkodliwa dla środowiska. Ale z drugiej strony produkty wykorzystywane w kosmetykach produkuje się z pozostałości procesu rafinacji i czy przemysł kosmetyczny będzie z tych pozostałości korzystał czy nie, nie ma wpływu na pęd do wydobycia ropy.

- Wiele kremów BB zawiera produkty odzwierzęce. W przypadku np. Missha Cho Bo Yang BB, w składzie znajdziemy poroże jelenia, bardzo cenione w chińskiej medycynie (proces pozyskiwania nie krzywdzi jelenia), czy cordyceps, czyli zarażoną grzybem lawę ćmy, która w medycynie chińskiej uznawana jest za wyjątkowo korzystne połączenie ying i yang, bo to zwierzę i roślina w jednym (dla odważnych KLIK). Dla mnie osobiście produkty odzwierzęce mają w sobie coś niefajnego... Bo nigdy nie jesteśmy w stanie do końca powiedzieć, w jakich warunkach pozyskano te materiały ze zwierząt. Dlatego też nie spieszy mi się do używania Uguisu No Fun. Nawet używanie kremu z wyciągiem ze ślimaczego śluzu wpędzało mnie w poczucie winy.
- Informacja znaleziona na sieci, ale nie mogę zagwarantować, że na 100% prawdziwa: Wszystkie kosmetyki wprowadzane na rynek chiński muszą przejść fazę testowania na zwierzętach. Każda marka, która ma swoją reprezentację w Chinach takie testy przeszła. Firmy trochę umywają od tego ręce, bo to nie one, ale wyznaczona przez Chiny instytucja prowadzi te testy, ale nie zmienia to faktu, że marka w takich testach uczestniczy. Więc marki jak Skin79 czy choćby Body Shop mają coś na sumieniu. 

Wybaczcie jeśli ten wpis jest trochę nieskładny, ale temat testowania jest rozległy i pewnie jeszcze nie raz będziemy do niego powracać.

A jakie jest Wasze podejście? Czy nie macie oporów używać kosmetyków zawierających produkty odzwierzęce? Czy fakt, że kosmetyk jest nie testowany na zwierzętach, zwiększa szanse na to, że go kupicie?

51 komentarzy:

  1. Zawsze staram się wybierać kosmetyki nie testowane na zwierzętach. Jest to najważniejszy (obok składu) punkt pod którym sprawdzam kosmetyki przed zakupem. Choć tak jak mówisz czasem ciężko znaleźć na ten temat prawdziwe informacje...niestety.:/

    OdpowiedzUsuń
  2. Już prawie rok temu przestawiłam się na produkty nie testowane na zwierzętach. Na początku zawsze jest bardzo ciężko, chociażby dlatego, że media, czy nawet sklepy, atakują nas w największym stopniu produktami wielkich korporacji, które równocześnie przeprowadzają testy na swoich produktach. Ale wdrażając się w temat można odkryć wiele fajnych, regionalnych i nie drogich produktów. Teraz nie mam problemu na zakupach z wyszukiwaniem perełek Cruelty Free, a do starych przyzwyczajeń na pewno nie wrócę :) Świadomość, jak okrutne, a przede wszystkim ZBĘDNE bywają testy wystarczająco zniechęca mnie do kupowania testowanych produktów.
    Co do produktów odzwierzęcych - to może być już trudniejsza i dość sporna sprawa. Wszak używamy miodu czy wosku pszczelego, a przy ich uzyskiwaniu nie cierpi raczej żadna istota. Chociaż tu jest prawda - nie zawsze możemy mieć pewność, czy dany składnik był uzyskiwany bez szkody dla zwierzęcia, mimo zapewnień producenta. Więc też, jeżeli mogę - unikam produktów, gdzie przede wszystkim głównym składnikiem aktywnym są substancje pochodzenia zwierzęcego.

    OdpowiedzUsuń
  3. z tymi testami w Chinach ciekawa sprawa... mam na mysli to, ze wiele chinskich produktow jest robionych z surowcow ktore w Europie czy generalnie na zachodzie najczesciej by nie przeszly w zaden sposob ze wzgledu na szkodliwosc albo toksycznosc, a tu nagle niby tak "dbaja" o konsumentow produktow kosmetycznych ze wszystko musi byc testowane na zwierzetach :/ jakis taki niesmak to we mnie wyzwala, wydaje mi sie to kompletnie nielogiczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego podkreślam, nie wiem na ile to prawdziwa informacja - ale dość często pojawia się na sieci. Dla mnie to miałoby sens, jako praktyka mająca ograniczyć, albo nawet powstrzymać import produktów kosmetycznych, dając tym samym lepsze pole do popisu lokalnym firmom.

      Usuń
  4. Kosmetyki zawierające produkty odzwierzęce mnie odstraszają ( sama nazwa odzwierzęce mnie przeraża) co do tych testowanych na zwierzętach to myślę tak jak ty. Zdecydowanie wolę kosmetyki nie testowane na zwierzętach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale czekaj. Czy ja dobrze rozumiem, że w ChRL testowanie na zwierzętach nie jest zakazane, tylko wręcz NAKAZANE? To w takim razie wiele firm, także tych europejskich, ma "coś na sumieniu", bo przecież nie zrezygnują z takiego powodu z konsumentów na rynku chińskim. Chyba, że można to jakoś ominąć. Okroponość :|
    Mam jednak nadzieję, że źle zrozumiałam Twojego posta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, dlatego dopisałam, że nie wiem na ile jest to prawda, a na ile tylko informacja, która się dobrze rozprzestrzenia po sieci...

      Usuń
    2. Obawiam się, że informacja jest prawdziwa. Jako blogerka współpracowałam z jedną z firm, która jak dotąd znajdowała się na zielonej (przyjaznej) liście PETA, w tym roku pojawiła się na czerwonej. Zapytałam wprost przedstawiciela i otrzymałam szczerą odpowiedź, że rzeczywiście spowodowane jest to testowaniem wymaganym przez rząd chiński :( Podziękowałam za dalszą współpracę i nie biorę już tych kosmetyków do testów a bardzo żałuję, bo byłam z nich bardzo zadowolona :(

      Usuń
  6. Ja staję na rzęsach by używać kosmetyków nietestowanych. Bardzo się cieszę, że o tym u siebie wspomniałaś, dla mnie to ważny temat i dużo osób jest nieuświadomionych. Ba nie odróżnia sekcji od wiwisekcji. Czyli wycinanie czegoś na żyjącym stworzonku, lub wkrapianie w oko domestosa i metodą prób i błędów(!) wybieranie najlepszej metody na poradzenie sobie z problemem.
    Zresztą dziwi mnie, że w Azji nie ma informacji o testowaniu na zwierzętach, skoro nawet spory procent ludności to buddyści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wlasnie, co na to osoby ktorych wiara wrecz zabrania krzywdzenia innych stworzen? Czy autorka bloga spotkala sie z jakims komentarzem na ten temat? Albo wie od kolezanek z Singapuru jak one - azjatki - do tego podchodza?

      Usuń
  7. Aż sobie poprzeglądam swoje kosmetyki jak to jest u nich z testowaniem na zwierzętach..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Wizażu jest dokładna lista bezpiecznych firm.

      Usuń
    2. Wiem, że Dove, Rimmel, Adidas, Garnier, Maybeline i Coty testuje!

      Usuń
  8. Ja otrzymałam jeszcze kiedyś odpowiedz od Etude, jeżeli kogoś interesują ich kosmetyki:
    "Etude House products are in no way tested on animals. Our entire product line is cruelty-free. Some products do contain animal by-products such as milk, honey and Royal Jelly but these ingredients are procured from sustainable sources. "

    OdpowiedzUsuń
  9. Już jakiś czas temu zaczęłam używać wyłącznie kosmetyków z certyfikatem ekologicznym - część z nich ma certyfikat Vegan (produkty nie testowane na zwierzętach i nie zawierające składników odzwierzęcych). Jestem wegetarianką i tak jak nie jem zwierząt, tak też nie chcę używać ich szczątków w kosmetykach. Czytałam jakiś czas temu artykuł o testowaniu kosmetyków lub ich poszczególnych składników i okazało się, że jest mnóstwo alternatywnych metod! Między innymi można tworzyć syntetyczne tkanki i w ten sposób testować kosmetyki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety tak jest prawie ze wszystkim, tak samo z czekoladą - producenci nie piszą o tym, czy wykorzystują dzieci do pracy przy zbieraniu kakao. Chociaż ja i tak staram się zawsze wybierać produkty, na których jest napisane, że nie są testowane na zwierzętach.
    A w innym temacie a propo kremów BB, ale może któraś z Was się orientuje, lub Ty Cukierku pomożesz - mam zielone oczy, ale karnację dosyć ciepłą (łatwo się opalam i od razu na brązowo) określiłabym ją jako brzoskwiniową. I obawiam się, iż kremy BB mogłyby być dla mnie za jasne, chyba, że jest jakiś odpowiedni dla trochę ciemniejszej skóry?

    OdpowiedzUsuń
  11. Od wielu lat jestem wegetarianką, a od niedawna weganką, więc również zwracam uwagę na kosmetyki. Niestety te z oznaczeniem `vegan` bardzo cieżko jest kupić, choć powoli jest z tym coraz łatwiej, zwłaszcza, że można zamawiać przez internet. To o czym piszesz jest właśnie czynnikiem, który powstrzymuje mnie przed kupowaniem azjatyckich kosmetyków :/ na razie używałam jednego kremu skin79 ale mam pewne opory przed ewentualnymi zakupami w przyszłosci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idź do Rossmana, niektóre kosmetyki z Alterry mają znaczek z certyfikatem The Vegan Society. Ja mam piling, balsam do ciała, szampon i odżywkę i muszę przyznać, że są świetne!!

      Usuń
  12. HEJ
    może jakiś post o używanych przez Ciebie ostatnio kremach do twarzy?taka codzienna pielęgnacja co używasz itd.
    pozdrawiam gorąco Sylwka

    OdpowiedzUsuń
  13. Ohh największy problem jest z tym że firmy radzą sobie z obchodzeniem testowania na zwierzętach. W prawie UE jest taka mała luka prawna , która pozwala na to , aby umieszczono znaczek NIE TESTOWANE NA ZWIERZĘTACH jeśli od ostatnich testów na zwierzętach minęło 5 lat. Większość firm więc radzi sobie z tym tak, że po stworzeniu nowego kosmetyku i przetestowaniu na zwierzętach czekają te 5 lat po czym dopiero kosmetyk trafia na rynek jako NIE TESTOWANY NA ZWIERZĘTACH. Co prowadzi do tego że NIGDY nie możemy mieć pewności czy aby na pewno przez nasz kosmetyk nie ucierpiało jakieś bogu ducha winne stworzonko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście, od 2013 ma się w UE zmienić prawo. Tak czytałam, gdzieś przynajmniej.

      Usuń
  14. Nie cierpię testowania kosmetyków na zwierzętach. Dlaczego te biedactwa mają cierpieć, żeby ja mogła się upiększać?! dla mnie to głupota i staram się wybierać te kosmetyki, które nie są testowane.
    Nienawidzę Nivea, bo umywa rączki i daje swoje kosmetyki do testów innej firmie. Przecież oni bezpośrednio nie testują...masakra. Pisałam do nich w tej sprawie i ich odpowiedź mnie załamała;/

    Kosmetyki są cudowne, ale te świństwa, których dodają do produkcji i testowanie na zwierzętach powoduje, że czasami nie mam ochoty ich używać tylko wszystkie rzucić w kąt.

    OdpowiedzUsuń
  15. Odnośnie komentarza Rysi: Pozyskiwanie wosku i miodu pszczelego jest nieetyczne i okrutne, można znaleźć na ten temat informacje w internecie.

    OdpowiedzUsuń
  16. (!!!!!!!po pierwsze chce powiedziec ze nie umie za dobrze pisac po polsku i przepraszam za bledy xD..)

    bardzo sie ciesze ze piszesz na ten temat!!!! ^^
    ja od lat omijam kosmetyki ktore sa testowane na zwierzetach i wole wydac wiecej na produkty ktorym moge ufac ( lush, body shop, alterra, alverde, yves rocher..).
    jak chodzi o koreanskie kosmetyki to zawsze sie obawiam!!!

    cos na ten temat znalazlam tutaj:

    http://animalrightskorea.org/bad-science/korean-cruelty-free-cosmetics.html

    jak tej stronie mozna ufac to missha, skinfood i etude house tesz nie testuja na zwierzetach. dlatego sie moje zakupy koncentruja na te firmy =)

    ~~~~~ kocham twoja strone i twoje filmiky, rob tak dalej ;-)--- aja aja hwaiting~~~~~

    pozdrawiam serdecznie, annayake

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem strasznie wyczulona na cudzą krzywdę, a zwłaszcza krzywdę tych, którzy nie mogą się bronić. Denerwuje mnie to, że człowiek uzurpował sobie prawo do tego, żeby posiadać we władzy życie niewinnych istot. Kocham zwierzaczki, wszystkie! Ostatnio z moją siostrą rozmawiałyśmy właśnie na ten temat. Ona wyczytała w internecie jakieś oficjalne wiadomości, które firmy testują na zwierzętach. Byłam w szoku!Na tej liście znajdowała się większość znanych mi firm! Nawet o ile dobrze pamiętam Gerber, Colgate, czy Nestle. Płakać się chce!
    Ten temat nie jest mi obojętny, co roku namawiam kogo się da, żeby przepisał 1% podatku na zwierzaczki i zawsze w torebce mam przygotowaną listę numerów KRS.
    A co do kosmetyków, to bardzo staram się unikać firm, które testują. Dla mnie, to jest zwykłe bestialstwo!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  18. Niesamowicie się cieszę, że poruszyłaś ten problem (w końcu bezpośrednio związany z jedynym tematem mojego bloga ;) ) na temat Azjatyków wciąż mało wiadomo, a Ty jesteś pierwszą, póki co, najbardziej wiarygodną dla wielu ludzi furtką :)
    Pozdrawiam Cię serdecznie i mam nadzieję, że to nie ostatni taki wpis ! :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam nadzieję, iż wszyscy tak troszczący się tu o zwierzęta są także (przynajmniej) wegetarianami (tak jak i ja). Inaczej podchodzi to pod zwykłą hipokryzję, bo dla zwierzaka nie ma zbytniego znaczenia czy zginie w laboratorium badawczym, czy zostanie wymaltretowany przez sadystów w rzeźni. Także o prawach zwierząt powinni mówić tylko prawdziwie wrażliwi ludzie, szanujący zwierzęta całościowo a nie tylko w kilku określonych przypadkach = bo to w danej chwili "modne".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem wegetarianką, ale gadasz bzdury. Jakkolwiek w rzeźni by nie było, powolna i niesamowicie bolesna śmierć w laboratorium jest gorsza. Szczególnie, że zwierzęta umierają tylko po to, by zadowolić czyjeś próżne potrzeby. Zabijanie by zdobyć pożywienie jest całkiem naturalne w naszym świecie. Praktykowane przez większość organizmów żywych.
      Nie mów, kto może mówić o prawach zwierząt, a kto nie. Mięsożerców nigdy nie wyeliminujesz, lepiej działać, by zabijanie w rzeźniach było bardziej humanitarne, to jedyny możliwy do osiągnięcia cel.

      Usuń
    2. Ja jestem wegetarianką, nie noszę futra i nie chodzę do cyrków, w których ,,występują" zwierzęta, ale uważam, że każdy krok w stronę ulżenia zwierząt cierpień, nawet najmniejszy jest dobry! Ba, ja sama zaczynałam od wegetarianizmu, a dopiero potem przestałam kupować kosmetyki testowane na zwierzętach, bo o wielu rzeczach nie wiedziałam, poza tym, ciężko rzucić się na głęboką wodę. Dodam, że papierosy niektóre firmy również testują na zwierzętach :( Podpinają psy do masek i przez 24 godziny na dobę wdmuchują nikotynę biednym, bogu ducha winnym, zwierzętom, naszym najwierniejszym przyjacielom, psom. A przecież od dawna wiadomo, że papierosy szkodzą i zabijają!!!

      Usuń
  20. Zdecydowanie wolę kosmetyki nietestowane na zwierzętach, teraz tylko takich szukam.

    OdpowiedzUsuń
  21. A propos rynku chińskiego, wszystkie certyfikaty ekologiczne, czy też energetyczne, spożywcze są do "kupienia" w Chinach, dlatego sami Chińczycy często nie ufają swoim producentom żywności czy też kosmetyków i wybierają produkty z Zachodu (szczególnie mleko dla dzieci) czy też ich bliskich sąsiadów.

    OdpowiedzUsuń
  22. Testowanie kosmetyków na zwierzętach to skomplikowana sprawa i firmy czasem mają certfikat że produkt nie był testowany na zwierzętach, ale już same półprodukty były i cierpienie zwierząt wcale nie było mniejsze niż przy testowaniu gotowego produktu. Tak wiec trzeba czytac opinie ludzi w necie, którzy po prostu pracują dla danej kompanii, to sa najbardziej obiektywne opinie.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja sobie nie wyobrażam, że ludzie mogą testować kosmetyki na zwierzętach. Wątpię, żeby któraś z tych osób, która nie ma nic przeciwko takim testom, wzięła swojego pupilka i wysmarowała go całego kremem tylko po to, by sprawdzić czy można go bezpiecznie używać. Ja zawsze sprawdzam czy kosmetyki były testowane dermatologicznie i czy nie testowali ich na zwierzętach.

    OdpowiedzUsuń
  24. Fantastyczna notka! Ja również używam kosmetyków nietestowanych na zwierzakach. W przypadku kosmetyków azjatyckich od dawna omijałam je na wszelki wypadek z daleka, ale dzięki Twojemu blogowi będę po prostu wiedzieć, którym markom mogę ufać. Na pewno tu wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie kupuję kosmetyków testowanych na zwierzakach. Takie eksperymenty na zwierzętach nie dość, że są nieetyczne (obejrzcie sobie filmiki na youtube), to jeszcze niemiarodajne! Organizm człowieka różni się od zwierzęcia! Alternatywą dla tych testów są testy in vivo, czyli na ludzkich tkankach. Nie kupuję również produktów zawierających składniki odzwierzęce. Nie wiem, czy można ufać zapewnieniu firmy, że nie testują na zwierzętach... Mogą kłamać. Ja kupuję te z certyfikatem The Vegan Society (np. niektóre produkty Alterra z Rossmana). Sama też robię sobie maseczki na twarz i włosy.

    OdpowiedzUsuń
  26. Niestety ten Skin79 trochę śmierdzi jak dla mnie... na liście KARA ich nie ma

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo cenię sobie firmy nietestujące na zwierzakach. staram się kupować produkty które są dobre dla mnie ale i dla śwrodowiska, bo ono też cierpi. Ale kupuję też produkty o których nie wiadomo czy testują czy nie. Poza tym koncerny kosmetyczne nie zawsze powiedzą prawde dla nich liczy sie zysk i wypuszczenie produktu po najniższej dla nich cenie, dlatego tez kosmetyki tzw. nietestowne i przyjazne dla środowiska są droższe.

    OdpowiedzUsuń
  28. Testowanie na zwierzętach ma sens przez to, że pojawiła się genetyczna modyfikacja organizmów, która otworzyła naukowcom nowe możliwości. Myszy można teraz zmodyfikować tak, by przypominały chorych ludzi, co pozwala na uzyskanie bardziej wartościowych wyników badań.
    Oczywiście według mnie testowanie w celach medycznych jest uzasadnione, jeśli chodzi o kosmetyki to istnieje szereg alternatywnych metod, które mogą zastąpić testy na zwierzakach. Oczywiście metody te są dużo droższe, a jeśli w grę wchodzą koszty, to wiadomo...

    OdpowiedzUsuń
  29. Niestety testowanie na zwierzątkach to dosc trudna kwestia. Sama kocham zwierzęta :) Cukierku Twój blog jest cudowny :) naprawdę, ja bardzo interesuję się kulturą Japonii i japońska modą:) Niestety mam typowo słowiańską urodę dosłownie naturalne blond włosy (lekko rozjasnione o 2 tony) i niebiesko-szare oczy:) Kiedyś bardzo chciałam wyglądac jak Japonka :P bywało zabawnie :P Pozdrawiam :) i pytam jak to się stało, że mieszkasz w Singapurze? :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Staram się unikać kosmetyków testowanych na zwierzętach, ale czasem nie mam wyboru. Niestety, takie badania są prowadzone i pewnie będą prowadzone przez nie krótki okres czasu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo lubie ich kosmetyki :) a szczegolie maseczki ze ski food.

      Usuń
    2. zawsze staram sie patrzec czy sa testwae na zwierzetach czy nie.

      Usuń
  31. Firmy nie testujące/ przyjazne zwierzaczkom:)

    AA Oceanic (kosmetyki)
    AbFoods (Kuchnia Azjatycka; makarony, sosy, pieczywo chrupkie, herbaty, pikle,..)
    Ad Publica (Harribo, Alproo Soya)
    Adamed (firma farmaceutyczna)
    Aflofarm (farmaceutyka)
    Agropharm/ Adamed (ten sam koncern)
    Agrosnova
    Ajinomoto
    Amtra
    Aromat Snack
    Asco (Malizia, Intesa, Nike i Acca Kappa w Polsce)
    Bakkaland
    Bakoma (branża spożywcza)
    Bamer Włocławek
    Barwa (firma kosmetyczna)
    Bastek Coffe & Tea
    Belin
    Bell
    Berlin Chemie
    Best Automax
    Best Automax
    Bielenda
    Biofarm (Leki; farmaceutyczne)
    Bispol (świece, znicze)
    Bolsius (świece, świeczki)
    Bomilla Włocławek
    BP
    Bripox (Kropelka, Ośmiorniczka, Poxilina, Poxipol)
    Bristol Myers
    Browar AMBER ( piwo: Żywe, Koźlak, Grand Imp., Złote Lwy, Johannes, Harde,...)
    Browar EDI (Piwo: Swojskie, Mętne, Ciemne,..)
    Browar Gostyniec (piwo: Gniewosz, Gniewosz/Koźlak)
    Browar Konstancin (piwo; Dawne, Warszawiak, Pszeniczne, Konstancin, Mazowieckie,..)
    Brueggen Polska/ H&J Brugen KG Home (art. żywnościowe)
    Bunge (ZPT Kruszwica)

    OdpowiedzUsuń
  32. MAC czy Bourjois testują na zwierzętach ! :(

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja zawsze staram się kupować te produkty, które nie są testowane na zwierzętach. Na początku przyznam, nie było łatwo, ale z czasem rynek na szczęście też się zmienił i pojawił się większy wybór kosmetyków. Wiadomo, że przed tą przemianą miałam swoje ulubione kosmetyki i naprawdę ciężko było mi z nich zrezygnować w szczególności z jednego szamponu i balsamu do ciała, ale teraz jeden z fajniejszych balsamów to ziaja kakaowa seria (uwielbiam to masło do ciała). Szamponu idealnego cały czas szukam, a peeling robię sama i jest najlepszy ze wszystkich dostępnych z jakimi się do tej pory zetknęłam. Krzywdzenie zwierzaków jest zdecydowanie do d...py.

    OdpowiedzUsuń
  34. Zawsze wybieram produkty, które nie są testowane na zwierzętach. Laboratoria kosmetyczne to obozy koncentracyjne dla zwierząt. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Jak pomyślę, ile stworzeń ludzie, od chwili pojawienia się na Ziemi, zakatowali oraz ile jeszcze zakatują, robi się mi niedobrze.
    Żeby zakończyć jakimś optymistycznym akcentem, polecam wam książkę "The Chimps of Fauna Sanctuary" Andrew Westolla. W lutym ukaże się nakładem wydawnictwa Czarne. To historia kilkudziesięciu małp leczących w domu spokojnej starości na przedmieściach Montrealu traumy po kontakcie z sadystycznymi naukowcami. Ta pełna empatii książka pokazuje, jak bardzo szympansy są podobne do nas.

    OdpowiedzUsuń
  35. Tego szukałam, dziękuję.
    - - Julka

    OdpowiedzUsuń
  36. Azjatycki Cukrze, ale testowanie leków na zwierzętach również jest bezsensowne. Ich organizmy różnią się od naszych. To co im zaszkodzi, nam zaszkodzić nie musi i odwrotnie. Przykład z czekoladą: pies po zjedzeniu małej ilość może umrzeć, a człowiek nie. I tak samo jest z innymi produktami, tj. z lekami, spożywką i kosmetykami. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Też omijam kosmetyki testowane na zwierzętach. Dla mnie liczy się polityka całego koncerny, więc np. Body Shop jako część L'Oreal odpada. Tak samo unikam niekosmetycznych produktów testujących na zwierzętach koncernów. Wybieram więc raczej polskie marki, o "sprawdzonych" składnikach, których nie trzeba już testować.
    Pozdrawiam
    Magda

    OdpowiedzUsuń

Komentarze pisane w celach promocji własnego bloga lub innych stron nie będą publikowane. Linki do relewantnych wpisów na blogach czy innych stronach są mile widziane. ale linki nie związane z tematem lub komentarze zawierające dopisany link do bloga nie będą publikowane.

Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.