wtorek, 24 września 2013

24. Cera na "głodówce"


Nie ma wątpliwości, że cera wymaga pielęgnacji - od oczyszczania, po nawilżanie i ochronę. Podobnie dbamy o nasze ciało - zarówno od zewnątrz, jak i od wewnątrz. Zróżnicowana i bogata dieta dają naszemu ciału zdrowie. Jednak okazjonalny post też dobrze wpływa na nasz organizm, zwłaszcza jeśli przez kilka dni dogadzaliśmy sobie przysmakami. Podobnie sprawa ma się z cerą.




Idea jest bardzo prosta i przywędrowała z Japonii. Polega na tym, by przez jeden dzień w tygodniu nie nakładać na cerę kosmetyków ani makijażu. Wieczorem delikatnie myjemy twarz - polecam oczyszczanie olejem, ponieważ usuwa on zabrudzenia i makijaż, ale nie wysusza cery. Po takim delikatnym oczyszczeniu nie robimy nic innego, tylko idziemy spać. Rano przepłukujemy twarz wodą i nie używamy kosmetyków do samego wieczora. Oczywiście filtr przeciwsłoneczny jest dalej wskazany, zwłaszcza jeśli wychodzimy na słońce... Ale jeśli dzień spędzamy w domu, to dajemy cerze maksymalnie odpocząć od absolutnie wszystkiego.

Dlaczego warto robić taki dzień "głodówki dla skóry"?


Nasza skóra sama z siebie wytwarza nawilżające olejki, reguluje procesy gojenia oraz regeneracji, reaguje na zmiany temperatury. Kosmetyki wspierają te procesy, jednak mogą obniżać wrażliwość cery na bodźce płynące ze środowiska zewnętrznego. Dlatego taki dzień przerwy od kosmetyków i makijażu pozwala skórze na powrót do naturalnej równowagi. Taka dieta pomaga cerze odzyskać równowagę.

Moje doświadczenia


Przyznam, że jako maniak pielęgnacji cery (skoro są włosomaniaczki... to czy ja jestem ceromaniaczką? ;D) podchodziłam do tego pomysłu nieufnie, wyobrażając sobie, że obudzę się rano z przesuszoną twarzą i zatkanymi porami. Jednak po pierwszym razie nic za bardzo się nie stało. Po każdym kolejnym tygodniu, w którym robiłam dzień kosmetycznej przerwy, wydawało mi się, że skóra reaguje na taki "post" coraz lepiej i właściwie nie ma dużych różnic pomiędzy dniami, gdzie stosuję kosmetyki, a gdy ich nie stosuję.  

Taka przerwa przywraca pewność siebie i zaufanie do własnej cery: może nie jest idealna, ale potrafi o siebie zadbać.

Co myślicie o tej metodzie?


56 komentarzy:

  1. Ja bym się pewnie obudziła z zaczerwienioną i przesuszoną skórą, o ile w ogóle mogłabym zasnąć z uczuciem ściągania... Boję się nie smarować skóry kremem lub olejkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam dokładnie to samo, jeśli nie nałożę po oczyszczaniu kremu, choćby najlżejszego, to czuję napięcie każdego mięsnia podczas uśmiechu :/
      Pozdrowienia!
      Daria

      Usuń
    2. mam to samo :c bez nawilżacza ani rusz, skóra ściągnięta jakby całą wodę z niej wyciągnięto, a myję twarz naprawdę delikatnym płynem...

      Usuń
  2. Stosuję regularnie od dłuższego czasu. Skóra z każdym jednym razem reaguje coraz lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałabym się dowiedzieć czegoś.. A mianowicie o zdobyciu pracy w singapurze, czy jest to możliwe ,że przyjęli Cię azjatycki cukrze nie tylko za umiejętności w branży, ale też za urodę? Bo mnie chyba z moją "urodą"by nie przyjęli, i zastanawiam się, czy Twój wygląd miało w tej kwestii duże znaczenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale pojechałaś... Daleko nie zajdziesz kochana, tyle Ci powiem. Nie przez brak urody, ale przez osobowość i podejście do spraw.

      Usuń
    2. Azjatycku cukrze, moim zdaniem Twoja odpowiedź jest nie na miejscu. Dziewczyna po prostu boi się rasizmy. Pod tym względem było Tobie troszkę łatwiej bo jednak masz ciemne włosy i brązowe oczy. Gdy ktoś ma np. typowo słowiańską urodę to podświadomie może bać się społecznego napiętnowania, jeżeli nigdy nie był w danym kraju a jest on zupełnie innym od ojczyzny.

      Usuń
    3. Wydaje mi się, że autorce chodziło o to, że Cukier wygląda na Azjatkę

      Usuń
    4. Powiedziałaś kiedyś, że azjaci są wrażliwi na piękno. Czy przyjęli by tam np. mulata? Może to zabrzmiało śmiesznie, a ja na prawdę pytam na poważnie, bo po śledzeniu kilka lat Twojej strony odnoszę wrażenie że w społeczeństwie uroda jest baaardzo ważna , nawet ważniejsza niż charakter- mój czy Twój, tylko właśnie wizerunek firmy.

      Usuń
    5. Azjatycki Cukrze ty również się nie popisałaś;/ Facetka tylko zapytała czy dobra prezencja ma duże znaczenie w twojej pracy. Takie typu odpowiedzi mogłaś zachować jednak dla siebie...jeszcze ten tekst z osobowością-przykre i wcale nie śmieszne;/

      Usuń
    6. Umniejszanie osiągnięciom innych, szukanie wytłumaczenia już na starcie, przypisywanie urodzie takiej wagi, użalanie się nad sobą - to widzę w tym komentarzu. Praca z takimi osobami to koszmar i nie jest to kwestia braku urody, a problemu z podejściem i "brzydką" osobowością.

      Nikogo nie stać na zatrudnianie osób tylko by ładnie wyglądały - firmy w Singapurze ledwo przędą, nie mówiąc już o tym, że to rząd ocenia czy ktoś może dostać pozwolenie na pracę i nie robi tego na bazie zdjęcia.

      Ale o ile łatwiej jest iść przez życie, już na starcie zasłaniając się wymówkami, zwalać swoje niepowodzenia na czyjąś urodę, i móc do woli użalać się nad sobą? Jeśli ktoś idzie przez życie podejrzewając, że inni dają sobie radę w karierze dzięki urodzie ( i jeszcze publicznie je z tego rozlicza), to sorry, ale taka osoba daleko nie zajdzie.

      Usuń
    7. Uroda to tylko uroda - jest czymś subiektywnym i przez większość życia uchodziłam za brzydką, bardzo brzydką osobę. Nie przeszkadzało mi to skończyć studia z idealnymi ocenami, wygrać ogólnokrajowego konkursu, dostać się na praktyki i być zaproszonym do jednej z największych światowych korporacji na rozmowę kwalifikacyjną (za którą podziękowałam, bo zbierałam się do wyjazdu do Singapuru). Wszystko to jeszcze za czasów gdy byłam "brzydka". Gdybym zamiast wziąć się do pracy rozpaczała nad tym, że brak mi urody, to nigdzie bym nie doszła. I gdybym te żale wylewała na otoczenie, to pewnie osiągnęłabym jeszcze mniej.

      Z jednej strony to paradoks - dostaję całą masę komentarzy, że "wcale nie jestem taka ładna", a z drugiej strony nagle z tytułu urody próbuje się umniejszać moim osiągnięciom. Uroda to coś subiektywnego - to, że na kanale YT utarło się mówić, jaka to jestem ładna, nie znaczy, że płynę przez życie na różowej chmurce urody. W branży w której pracuje konkurencja jest ogromna (bo marketing wydaje się "łatwą" pracą, więc wiele osób się do niej garnie) i jeśli awans miałby być związany z urodą, to nie miałabym szans. Ale awans i oferty pracy są za wyniki w raportach, za skończone kampanie, za efekty.

      Ale autorka pierwszego komentarza nigdy nie dojdzie do takich refleksji, bo będzie zbyt zajęta użalaniem się nad sobą.

      Usuń
    8. Chyba doszło tutaj do dużego nieporozumienia. Azjatycki cukrze - dziewczyna nie napisała, że odstałaś pracę tylko ze względu na urodę, ale zapytała się czy uroda również miała wpływ na wybór Twojej osoby. I wdaje mi się, że chodziło jej spojrzenie na to w szerszym kontekscie (nie tylko osobistych doświadczeń, ale równiż ogólnie azjatyckiego podejścia do "europejskiej" urody). Ja słyszałam opinie, że wiele (ale nie wszystkie!) firm w azji zatrudnia pracowników o nieazjatyckim wygladzie, bo dodaje to firmie prestiżu jako firma "międzynarodowa". Oczywiści takie osoby nadal musza mieć inne umiejetności, a nie tylko wygląd. Natomiast mój znajomy oracował przez rok w Malezji i mówił, że do jego głównych obowiązków należało uczestniczenie we wszystkich spotkaniach biznesowych,wyjazdy na targi, konference, itp., bo swoja urodą zbudzał zaintersowanie potencjalnych klientów. I nie mówie tu o urodzie modela. Po prostu wygadał inczej niż azjaci.

      Usuń
    9. Całkowicie się z tobą zgadzam Cukrze i wiem o czym mówisz. Ja też nigdy nie byłam ładna, ale zapracowałam sobie na szacunek innych ucząc się i tak jest w życiu. Pracodawca w dużej korporacji nie może patrzeć na urodę swoich pracownic bo może zobaczy je parę razy w życiu. Poza tym dla mnie ten komentarz powiał bardzo ordynarnie bo od razu skojarzyło mi się z sugestią, że osoba ta ma Cukra za panią lekkich obyczajów, którą się zatrudnia by z nią sypiać... Uroda w prawdziwym świecie nie ma nic do gadania, ładne to możemy być dla siebie, dla męża, ale uczciwy pracodawca, który chce nas zatrudnić nie będzie przyglądał się zdjęciu a kwalifikacjom. A sprawy rasizmu? Przecież jest filmik Cukra, gdzie mówi, że w Singapurze rasizm raczej nie istnieje.

      Usuń
    10. Z całym szacunkiem dla twoich osobistych osiągnięć, ale odrobinę przesadziłaś, drogi Cukrze. Pytanie prawdopodobnie wzięło się z przesycenia informacjami na temat tego jak w krajach azjatyckich dbają o urodę oraz jaki mają stosunek do zatrudniania ludzi "brzydkich". Nawet ja sama wyczytałam kiedyś, że w Japonii zdarzały się przypadki niezatrudniania kobiet "brzydkich". To fakt, masz urodę do złudzenia przypominającą twarz azjatki. Dziewczyna więc prawdopodobnie kierowana nieprawdziwymi informacjami których w Internecie jest pełno i potrzebująca najwyraźniej wsparcia zapytała cię (osobę kompetentną i doświadczoną - jak sama nas zapewniłaś wielokrotnie) o to czy to prawda. Nie widzę sensu w atakowaniu jej i ubliżaniu.

      Usuń
    11. Mieszacie pojęcia charyzmy i urody. Nikt by kolegi w Malezji nie brał na spotkania, gdyby było ryzyko, że ośmieszy firmę.

      Wiem, że blog pisany o urodzie w Azji może tworzyć złudne wrażenie, że tutaj uroda ma jakiś ogromny wpływ na życie ludzi - ale nie ma większego niż w Polsce. Może nie czytacie wszystkich komentarzy tutaj, ale to nie jest tak, że w Europie też nie ma dyskryminacji osób "brzydkich" - porozmawiajcie z otyłymi osobami i wysłuchajcie ich historii, a nabierzecie wrażenia, że to Europa jest jakaś dziwnie próżna i dyskryminująca.

      Stopień dyskryminacji osób brzydkich jest podobny na całym świecie - w Polsce, Japonii i Singapurze, itp. Ja sama dużo odczuwałam tego w Polsce, gdy byłam źle ubranym, brzydkim dzieckiem z mega krzywymi, żółtymi zębami. Ale koło 21 lat "pozbierałam się" - kupiłam sobie żakiet i elegancką koszulę, przestałam się boczyć na świat za wytykanie mojej fizycznej brzydoty (a byłam na tyle brzydka, że ktoś mnie opluł na ulicy za "krzywą mordę"), zaczęłam nalegać, by najpierw mnie wysłuchano, potem oceniano. I jakoś zaczęło mi iść lepiej, bo zmieniłam nastawienie.

      Z jednej strony piszecie, że miałam łatwiej w Singapurze jako osoba "biała", z drugiej podkreślacie, że nie wyglądam jak osoba "biała". Oba argumenty są bez sensu. Gdyby ceniono "azjatycki" wygląd, to nie miałabym szans na rynku pracy, bo co jak co, ale przepięknych Azjatek w Azji chcących pracować w mojej branży nie brakuje. Co ciekawe Azjaci NIGDY PRZENIGDY nie mówili mi, że wyglądam azjatycko. Azjatycki wyglądam tylko i wyłącznie dla osób oglądających mój kanał na YT. Moi koledzy i koleżanki w Singapurze mieli łzy w oczach ze śmiechu, jak im powiedziałam, że dostaję komentarze, że wyglądam azjatycko, bo z ich perspektywy było to nie do pomyślenia. Dla nich wyglądam tylko i wyłącznie europejsko.

      Argument na rzecz preferencji rasowej - niby dlaczego Azjaci mieliby "woleć" białych? Znowu widać, że mentalność postkolonialna najbardziej trzyma się w Europie, gdzie "biali" oczekują lepszego traktowania :P W Azji Azjaci zatrudniają Azjatów, a my obcokrajowcy musimy podwójnie starać się udowodnić, że jesteśmy warci zatrudnienia i przeprawy o pozwolenie na pracę, zgadzamy się na gorsze pozycje i znacznie niższe pensje.

      Kiedy idę na rozmowę kwalifikacyjną, liczą się wyniki, wiedza i przekonanie pracodawcy, że mogę zarobić na swoją pensję. Moje koleżanki po fachu prezentują cały przekrój wariacji urody - od osób bardzo atrakcyjnych, po osoby, które żadną miarą za atrakcyjne nie da się uznać. Ale jak przychodzi co do czego, liczy się wiedza i umiejętności, oraz osobowość. Dlatego moja koleżanka ze sporą nadwagą, krzywymi zębami i bardzo cienkimi włosami, ale doskonałym umysłem do analityki biznesowej jest rozchwytywana przez "head hunterów" i jej praca jest podziwiana przez całą drużynę.

      Jeśli patrzymy na innych i myślimy "och, pewnie zaszła gdzie zaszła, bo jest ładna, a ja jestem brzydka i będzie mi trudniej" to nigdzie nie zajdziemy. Wygląd to TYLKO wygląd, ma bardzo ograniczony wpływ na życie, uroda przemija, uroda jest kwestią subiektywnego spojrzenia. Uroda to nie charyzma - charyzma to umiejętność.

      Ja sama żyłam przez większość życia z etykietką "brzyduli", komplementy na temat wyglądu dostaję tylko od widowni na YT, w Singapurze jestem tylko kolejną kobietą obcokrajowcem i wygląd nie miał znaczenia dla mojej kariery, Znaczenie miało, że w pierwszej pracy poszłam już z pozwoleniem na pracę od rządu i zgodziłam się pracować za pensję niższą niż w McDonaldzie. I ten pierwszy rok wykorzystałam by zrobić tyle projektów i nabić takie wyniki, żeby inne firmy zaczęły mnie zapraszać do siebie. To nie mój wygląda miał znaczeni, tylko jak ślicznie wyglądały liczby na raporcie z wyników mojej pracy.

      Usuń
    12. Choć teraz jak o tym myślę, był jeden raz, gdzie bycie obcokrajowcem posłużyło mi w karierze - gdy CEO gratulował mi awansu do kardy menadżerskiej, powiedział coś w stylu, że lubi zatrudniać ludzi z biednych krajów, bo wie, że mieliśmy trudniejsze życie i nie jesteśmy tak rozpieszczeni, jak Singapurczycy, więc zazwyczaj pracujemy ciężej.

      Usuń
    13. Mogą naskakiwać ze za ostro odpowiedziałaś, ale powiedzmy sobie szczerze, jak ktoś pisze: "czy jest to możliwe ,że przyjęli Cię azjatycki cukrze nie tylko za umiejętności w branży, ale też za urodę?" to czego się ma spodziewać? Przecież to strasznie obraźliwe.

      Usuń
    14. To ja zadałam to pytanie- Cukrze nie pozywałam Cię o to że dostałaś pracę dzięki swej urodzie. Nie chodzi mi o to że jestem brzydka-tylko właśnie taka bardzo słowiańska (jasne oczy, jasne włosy), i chciałam się po prostu spytać czy ja jako biała słowianka nie będę dyskryminowana na rynku pracy-bo stosunek do imigrantów jest różny, bałabym się że mimo swoich umiejętności (studiuję medycynę) nie miałabym tam czego szukać

      Usuń
    15. Ciężko się wypowiadać w kontekście preferencji rasowych, bo po pierwsze: Singapur jest ogromnie międzynarodowy i miks narodowości i imigrantów to tutejsza codzienność, po drugie jak wspominałam dla Azjatów wyglądam bardzo europejsko (jeśli dobrze pamiętam jak im powiedziałam, że ludzie z Polski mówią, że wyglądam azjatycko, to słowa którymi to podsumowano były: "ridiculous idea"), po trzecie sytuacja ekonomiczna w Singapurze jest trudna i firmy patrzą przede wszystkim na to, czy zatrudnienie kogoś się opłaca i czy rząd wyda pozwolenie na pracę. W tym roku ogłoszono kolejne obostrzenia mające zniechęcić do zatrudniania obcokrajowców, więc wygląd jest ostatnią rzeczą o którą można się martwić.

      Usuń
    16. A jak sytuacja wyglądałaby ze mną w Japonii? Czy zatrudnili by chirurga urazowego , kobietę imigrantkę do szpitala?

      Usuń
    17. Małe sprostowanie dotyczace kolegi pracującego w Malezji - charyzma czy umiejetności nie miały u niego nic do rzeczy, bo na tych spotkanaich z klientami kazali mu się nie odzywać i "dobrze wyglądać".
      Nie twierdzę, że tak jest wszedzie - to tylke jego doświadczenie. Nie uważam też, że w Azji postrzegają rasę białą jako lepszą i zgadza się, że pracując gdziekolwiek za granicą zawsze ma się pod górkę (inny język, kultura, itp.). Chciałam tylko obronić dziewczynę, która zadała to pytanie, bo została zaatakowana w wyniku niezrozumienia pytania (przynajmniej ja inczej je zrozumiałam). Nikt tutaj nei westionował umiejętności twoich Ajatycki Cukrze, bądź kogokolwiek innego pracującegow Azji. Chodziło raczej o wyjaśnienie pewnych poglądów, które się utarły świadomości - że urada pomaga w zdobyciu pracy (nie chodzi tylko o Azję, bo funkcjonuje to na całaym świecie). To tyle.
      A na zakńczenie dodam dla rozluźnienia atmosfery, że badzo lubię Twojego bloga i kanał oraz, że nie uważam żebyś wyglądała jak azjatka ;).

      Usuń
    18. Skończyć studia lekarskie to jedno, a zrobić specjalizacje z chirurgii urazowej to bardzo długa ścieżka. Cukier na YT często mówiła na temat przyjmowania osób z wysokimi kwalifikacjami i doświadczeniem, więc wydaję mi się, że z takim wykształceniem to powinnaś znaleźć wszędzie, bo dobrych specjalistów brakuje w każdym kraju. (Japonia - mojej mamy koleżanka dwa lata temu odbyła roczną wymianę w Japonii (anestezjolog) i tak jej się spodobało, że do dzisiaj nie wróciła)

      Usuń
  4. Taki dzień przerwy naprawdę dobrze robi. Kiedyś o tym czytałam na Wizazu i od tamtej pory stosuję tę metodę. Pierwsze dwa tygodnie to cera wyglądała gorzej i pojawiły się pryszcze (jak zawsze jak dokonuje jakiś zmian w mojej pielęgnacji cery), ale potem rzeczywiście już nie widziałam różnicy a twarz następnego dnia wyglądała na wypoczętą i była idealnie bladziutka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasem tak robię :) tyle że po umyciu twarzy przecieram ją tonikiem różanym i nic poza tym, nie mam uczucia ściągnięcia, cera ma się dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja się najpierw muszę zmusić do codziennej pielęgnacji, bo mam z tym problem ^^"

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj bałabym się o przesuszenie i ściągnięcie... Ale może kiedyś wypróbuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. zgadzam się, ja już dawno sama to zauważyłam u siebie... taki dzień bez jakiejkolwiek ingerencji świetnie jej służy. muszę wprowadzić taki dzień na stałe, choć czasami jest to trudne... nie wiem tylko czy nadchodząca zima nie będzie dla niej zbytnim wyzwaniem zeby robic takie eksperymenty. od zmian temperatur, ogrzewania, zimna... jest zawsze sucha jak wior.

    OdpowiedzUsuń
  9. Też tak czasem robię tylko ja nazywam to dniem "szlag by to znowu zapomniałam nałożyć kremu na noc" XD

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie jest zupełnie na odwrót! Jak nałożę jakiś kosmetyk na twarz to, nawet jeśli dobrze działa, panicznie się boję, że zepsuję sobie tym skórę... ale za to czuję się lepiej, bo skóra jest rzeczywiście w coraz lepszej kondycji (goję rany po trądziku, bo głupia wyciskałam i specjalnie przesuszałam skórę >:o - nie wiedziałam kompletnie nic o dbaniu o cerę, dodatkowo nadużywałam kiepskich, tanich kosmetyków...) :) , Metoda świetna, chyba powiem o niej mamie ! XD

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja stosuję tą metodę od dawna zupełnie nieświadomie, po prostu jestem leniem i czasem gdy zostaję w domu, po prostu nic nie robię z moją buzią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie tak samo, czyste lenistwo, a przy okazji dajemy skórze odpocząć ;)

      Usuń
  12. Zapchane pory? Rety - od czego?! ;) Mnie zawsze zapychają tylko i wyłącznie kosmetyki. Taką głodówkę czasem robię. Zdarza się, że czuję, że skórze dostało się już zbyt wiele dobrego i wtedy daję jej spokój. I też wcześniej oczyszczam olejkami, bo inaczej bardzo by się przesuszyła.

    Jesteś jak najbardziej ceromaniaczką! I wydaje mi się, że właściwe dbanie o cerę jest trudniejsze, niż pielęgnacja włosów. Istnieją chyba jeszcze urodomaniaczki - takie świrujące na punkcie wszystkiego. I obawiam się, że ja do nich należę :D

    A już miałam nadzieję, że będziesz przekonywać do dnia "głodówki" czy na przykład do dnia tylko o wodzie i jabłkach, jako detoksu dla całego organizmu i tym samym skóry :D Przydałoby się, oj - przydało.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zdarza mi się robić skórze pielęgnacyjny dzień dziecka. O dziwo pomaga, jeśli skóra przez kilka dni była marudna tzn trochę swędziało, trochę piekło, trochę sebum nie takie a bez wyraźnej przyczyny.

    OdpowiedzUsuń
  14. Fajny post:) łatwo zapomnieć o tym, że cera umie sama o siebie zadbać i taki detoks napewno jej nie zaszkodzi:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam sucha, wrazliwa cere, sklonna do podraznien. Na poczatku bylam przerazona tym eksperymentem na buzi. Postanowilam, ze sprobuje zaczac tak robic pozna wiosna, kiedy skora po zimie nieco sie polepszy. Po ponad pol roku musze napisac, ze cera jest w swietnym stanie. Malo tego, taka glodowke robie conajmniej trzy razy w tygodniu. Odlozylam wszelkiego rodzaju peelingi, zele z sls. Uzywam Liz Earle wieczorem razem ze szmatka muslinowa, ktora zastepuje mi peeling. Oczywiscie mam krem na noc i dzien. W dni wolne od specyfikow daje mojej skorze 'powalczyc' troche i widze ogromna zmiane. Ta metoda na prawde dziala.

    OdpowiedzUsuń
  16. nie stosowałam dotąd, ale zainteresowałaś mnie i chętnie wypróbuję

    OdpowiedzUsuń
  17. Ostatnio pisałam o tym u siebie. Jak tylko mam wolny dzień to robię sobie taki dzień bez makijażu. To samo jak tylko przychodzę do domu to też zmywam makijaż:) po prostu nie umiem mieć cały dzień makijażu, bo czuję się źle.

    OdpowiedzUsuń
  18. jako matka dwójki dzieci czasami nie mam już siły na klepanie się wieczorem, czy rano, choć zwykle to robię. tak z samo z balsamami do ciała, skóra sama o siebie dba, jeśli tylko ma się w miarę zdrową dietę.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie do końca jest to brak kosmetyków, mycie olejem zostawia film na skórze oraz samo w sobie odżywia i nawilża. Jest to bardziej post niż całkowita głodówka. Jednak efekty są przyjemne i skóra odpoczywa od nadmiaru! a nie od samej pielęgnacji.

    OdpowiedzUsuń
  20. właśnie tak robię od czasu do czasu :) nie wiedziałam, że jest to nawet zalecane :D

    OdpowiedzUsuń
  21. ja nie będę stosować tego...bo najzwyczajniej w świecie nie używam nic na mojej twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  22. no, no może i trzeba wypróbować ;P

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja czasami mam dzien wolnego, zostaje w domu i wtedy nadzwyczajniej w świecie nie chce mi sie niczego nakładać na twarz xd

    OdpowiedzUsuń
  24. A jest tutaj coś dla faceta? Czy tylko dla dam? ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Często tak robię i bardzo mi się podoba jak cera wygląda po takim dniu :)

    OdpowiedzUsuń
  26. również często poszczę ;) szczególnie gdy mam większe problemy z cerą, wypryski, daje jej wytchnąć

    OdpowiedzUsuń
  27. I kolejny raz okazuje się, że coś co robię od dawna na intuicję jest tak naprawdę słuszne i dobre dla cery ;D Zawsze jeśli mam wolny weekend i nie muszę nigdzie wychodzić, to na zmianę robię skórze prawdziwe spa z bogatą pielęgnacją, a następnym razem taki totalny odpoczynek. Działa świetnie ;]

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja poszłam o krok dalej. Częściej nic nie nakładam niż nakładam. Zazwyczaj raz lub dwa razy w tygodniu maseczka (drozdze/miód/błoto z Morza Martwego/savon noir) a oprocz tego sporadycznie sudocrem i mycie twarzy wodą lub wodą z szarym mydłem (ale nie codziennie). Tusz mam taki,że wystarczy dużo ciepłej wody ew.plyn micelarny. Cera się bardzo,bardzo poprawiła od czasu kiedy rzadko zostawiam coś na niej na dłużej a było już naprawdę kiepsko i rozważałam miejscowe retinoidy.

    OdpowiedzUsuń
  29. witam kochana. ja owy sposob stosuje juz od dawna i bardzo sobie chwale. jesli wiem,ze spedze dzien badz dwa w domu nie nakladam kremow,makijazu itd. skora wtedy sie regeneruje,znikaja zaczerwienienia,male rany potradzikowe szybciej sie goja. pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  30. Dzisiaj mój drugi dzień bez kosmetyków. Poprzednim razem skóra po kilkunastu minutach od umycia jej wodą była ściągnięta. Przetrwałam i po kilkudziesięciu minutach pieczenie i ściągnięcie zaczęły ustępować. Czuję, że dzisiaj jest podobnie. Skóra wraca do własnej równowagi. Cieszę się, że dzięki Tobie odkryłam tak prosty sposób :)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze pisane w celach promocji własnego bloga lub innych stron nie będą publikowane. Linki do relewantnych wpisów na blogach czy innych stronach są mile widziane. ale linki nie związane z tematem lub komentarze zawierające dopisany link do bloga nie będą publikowane.

Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.