czwartek, 28 listopada 2013

89. Łosoś, astaksantyna i wiecznie młode Azjatki ;)

Przeciwutleniacze to jedno z tych słów, które ciągle przewija się na tym blogu i jest znane każdej, dbającej o cerę i zdrowie, osobie. Przeciwutleniacze neutralizują wolne rodniki, więc chronią nasze ciało przed uszkodzeniem, a tym samym przed oznakami starzenia.

Ale przeciwutleniacz przeciwutleniaczowi nie równy. Wiele przeciwutleniaczy doskonale radzi sobie w testach laboratoryjnych, ale można mieć wątpliwości, na ile zachowują swoje właściwości po trafieniu do układu pokarmowego człowieka. Na przykład dlatego wątpliwe są właściwości przeciwutleniaczy, zawartych w jagodach czy czarnym ryżu. Tą grupę przeciwutleniaczy, która ma z natury niebieską barwę, nazywamy antocyjanami i z wstępnych badań wynika, że podczas procesu trawienia nie dochodzi do ich cyrkulacji w organizmie.

Innym ciekawym przeciwutleniaczem jest astaksantyna, która występujące w popularnych w Azji składnikach diety, jak choćby łosoś, krab czy krewetka i charakteryzuje ją czerwony kolor. Astaksantyna nie ulega przekształceniu w procesie trawienia, więc może działać jako przeciwutleniacz w naszym organizmie.

Najlepszym źródłem astaksantyny jest mięso łososia i nie brakuje go w diecie Japonek.


Oczywiście ten składnik ma swoje miejsce w świecie kosmetyków. Firma Astalift (córka firmy Fujifilm ;D stwierdzili, że mają najlepszych na świecie chemików, więc mogą równie dobrze robić wyśmienite kosmetyki) oparła całą swoją linię produktów odmładzających właśnie na astaksantynie. Biorąc pod uwagę jak szybko podbijają rynek, chyba coś w tym jest ;).


Inne alternatywy, to na przykład produkt koreańskiej firmy Sidmool.

Stosowana na skórę astaksantyna pomaga w redukcji zniszczeń spowodowanych promieniami UVB, pomaga zregenerować poziom nawilżenia oraz chroni przed dalszymi uszkodzeniami. Więcej informacji o badaniach nad tym składnikiem można znaleźć tutaj.

Niestety nie mam zbyt wielu doświadczeń z kosmetykami z antaksantyną, ale może kiedyś się skuszę, choć recenzje, jakie zbiera w Internecie, bywają różne, czasem wręcz zniechęcające (jeśli chodzi o suplementy przyjmowane doustnie). 

Więcej chyba mam doświadczeń z jedzeniem łososia - swego czasu surowy/wędzony łosoś był moim absolutnie ulubionym przysmakiem i mogłam go jeść bez problemu na śniadanie, obiad, deser i kolację xD. Ale jedno średnio świeże sashimi wyleczyło mnie z tej miłości :P.

Może to i lepiej, ponieważ częste spożywanie mięsa łososia budzi wątpliwości, jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Ryby uprawiane w masowych hodowlach są bardzo skażone i ogólnie nie polecane do częstego spożywania (nie mówiąc już o nieetycznych warunkach hodowlanych). Łapany w Pacyfiku łosoś powinien być bezpieczny dla zdrowia, choć w obliczu różnych skażeń środowiska (radioaktywnych i nie tylko) nawet to budzi wątpliwości...

Czy czujecie się bezpiecznie spożywając ryby? Niby zdrowe, ale tyle ostatnio pojawia się informacji o potencjalnych skażeniach, że zaczynam tracić pewność...

37 komentarzy:

  1. Ja też bardzo lubię łososia i jem go dosyć często, ale mam to szczęście, że jestem z Kołobrzegu i mogę kupić tam świeżego łososia bałtyckiego, w mojej miejscowości żyje przekonanie, że łosoś atlantycki kupowany w sklepach to właśnie zbiór całej tablicy Mendelejewa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To życzę smacznego jeśli jesz ryby z Bałtyku. ;) I to okolic Kołobrzegu. Bałtyk to jedno wielkie skupisko zatopionej broni chemicznej (odkryto jej już na dnie ok 50 tyś ton!). Już kilka lat temu po przebadaniu wody wyszło, że jest strasznie zanieczyszczona i to m.in iperytem czyli tzw. gazem musztardowym. Obecnie wciąż spekuluje się czy lepiej pozostawić tę broń na dnie bo bądź co bądź jest tam chłodniej niż na powierzchni (chociaż trudno mówić o jakimś głębokim dnie skoro broń leży już na ok 10m!) czy podjąć się bardzo kosztownej akcji i zacząć ją wydobywać. Ostatnio (jakoś pod koniec października) znowu znaleźli kolejne złoża zatopionej broni. :( Ja to się dziwie, że wciąż się nawołuje by wakacje spełniać nad polskim morzem. Ale jak to mówią optymiści nastawieni na turystów. Jedna skażona ryba od czasu do czasu to jeszcze nie dramat. Co innego jedzenie tych ryb często i systematycznie. ;)

      ~ Małgorzata

      Usuń
    2. Niestety, powinniśmy unikać ryb ZWŁASZCZA z Bałtyku, który za bardzo wąskie połączenie z oceanem i stężenia np. PBC przekraczają 15-krotnie dopuszczalne.

      Usuń
    3. Przepraszam, miałam na myśli PCB

      Usuń
  2. Duże ryby, jak łosoś, nie częściej niż raz w tygodniu ze względu na akumulacja metali ciężkich. Dodatkowo w waszej części swiata już chyba wszystko jest radioaktywne dzięki fukushimie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie zbiorniki wodne są ze sobą połączone. Minęło trzy lata od tej katastrofy więc radioaktywne substancje miały okazję się wymieszać po całym globie, więc myślę, że jakiś ich procent w naszym Bałtyku by się znalazł. Poza tym żyjemy w kraju gdzie za czasów komunizmu ZSRR nie tylko wywalał radioaktywne odpadki do wód, ale miejscem ich składowania była Polska, więc pozdrawiam :)

      Usuń
    2. No wiec tym bardziej.

      Usuń
    3. Minęły trzy lata, ale miesiąc temu był wyciek do oceanu z sarkofagu, a właśnie japoński rząd ma przegłosować ustawę o tajemnicy państwowej tak, ze niedługo niczego nie będzie sie można będzie dowiedzieć.

      Usuń
  3. Zjadanie dużej ilości wędzonych potraw predysponuje do raka żołądka. Ja mojego łososia lubię piec w piekarniku razem z pokrojoną cytryną, przyprawami i olejem przykrytego folią... mniam ;) ale też o tym słyszałam że mięso z łososia trafiające na nasze polskie stoły jest bardzo zanieczyszczone :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jem zwierząt, a nie mam zupełnie problemów z przewczesnym starzeniem skóry, tak samo b. wiele moich wege koleżanek, także chyba tego rodzaju sposoby są przereklamowane. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po ok 15 latach powolutku siada organizm z powodu braku składników mięsnych w organiźmie. Jestesmy stworzeniem, które od wieków zajada się mięsem. To tak jakby wielkiemu mięsożernemu dinozaurowi nagle kazano jeść tylko i wyłącznie rośliny....niestety, ale podupadł by na zdrowiu jeszcze szybciej niż ludzie.

      Usuń
    2. A po ok 5 latach zajadania się wieprzowiną organizm siada w ekspresowym tempie. Masa tłuszczów nasyconych, w efekcie choroby układu krążenia - to na to się umiera masowo w tej części kontynentu. Nie na wegetarianizm, a jednak zawsze gdzie nie czytam komentarzy o jedzeniu to zawsze wegetarianie, mają przemądrzałe pieprzenie pod swoimi komentarzami. Nigdy nie trafiam na sytuację odwrotną, że ktoś mówi że mu służy mięso i zaraz się znajdzie ktoś kto się do tego przyczepi. Drażni mnie to, bo jest do czego. Jesteśmy stworzeniem które od wieków jadało mięso okazyjnie, jako bombę białkowo-kaloryczną. Jesteśmy stworzeniem które dziesiątki tysięcy lat przetrwało BEZ hodowli mięsa na masową skalę w koszmarnie sztucznych, niezdrowych warunkach - hormony, antybiotyki. Jesteśmy stworzeniem które nigdy nie żarło mięsa codziennie jak współcześnie. Jesteśmy stworzeniem które obecnie najchętniej umiera na raka, choroby krążenia, miażdżycę. To nie są problemy wegetarian tylko "zdrowych" mięsożerców. A dysproporcja w tym kto kogo się wiecznie o dietę czepia jest chora.

      Usuń
  5. Bardziej ufam w jakość ryb niż mięsa, więc jem ;) Chociaż też słyszałam, że jak łosoś, to tylko ten z Alaski się nadaje. Ale nie dajmy się zwariować, wiadomo, że toksyny, metale i inne związki chemiczne zanieczyszczają żywność, ale trzeba też jeść to, co ma składniki odżywcze. Dla ryb wg. mnie i tak bilans jest dodatni (np. widziałam ostatnio korelację między spożywaniem tłustych ryb a mniejszą zachorowalność na któreś z nowotworów).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chodzi o zdrowe składniki odżywcze zawarte w rybach, to lepiej kupić po prostu tran i pić po łyżeczce, który jest bardzo dokładnie oczyszczony, a nie ryby, których mięso ma niestey zwykle dużo gorszą jakość niż mięso.

      Usuń
  6. Najbardziej irytujące w kosmetykach azjatycki jest to, że mało która firma podaje skład w języku angielskim:\ I bądź tu człowieku mądry..
    A piszę o tym, bo ostatnio, kiedy "napaliłam" się na serum Tony Moly z Syn-Ake okazało się, że ma sporo silikonu: dimetikon, cyklopentasiloksan itp.
    A patrząc na Astalift znowu mi się włącza lampka "byłoby miło mieć";)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro są to kosmetyki azjatyckie, na rynek azjatycki, to co takiego dziwnego jest w podawaniu składu w lokalnych językach? Gdyby polska firma umieściła skład po polsku to też było by to irytujące? ^^;
      Są blogi specjalizujące się w tłumaczeniu składów, są osoby które mogą taki skład przetłumaczyć. Wystarczy się rozejrzeć.

      Usuń
    2. Nie bardzo.
      Wiele firm produkujących na inne rynki podaje składy przynajmniej po angielsku, zdarza się, że tez po rosyjsku czy arabsku. Część kosmetyków azjatyckich produkowana jest na cały świat i one mają informacje w języku angielskim.
      W moim odczuciu to powinna być norma, bo tak się składa, że nie tylko kosmetyki, ale i inne przedmioty trafiają w odległe rejony świata a niestety językiem międzynarodowym stał się angielski, nie chiński/mandaryński.

      Usuń
    3. Akurat Astalift sa dostepne i w Europie.
      http://www.astalift.com/
      na ich stronie sa rowniez sklady produktow (po angielsku)
      Ich krem nawilzajacy byl wybrany jako krem roku chyba dwa lata temu przez jakies babskie pismo w UK.
      I Arya, jesli chodzi o azjatyckie smarowidla z nizszej polki (tak jak Tony Moly i prawie cala ta koreanska drogeria) to silikony w skladach to oczywista oczywistosc.
      Bardziej niszowe bardziej naturalne w skladzie produkty sa drogie (drozsze) i raczej nie do zdobycia poza poszczegolnymi krajami azjatyckimi.

      Usuń
  7. Kocham lososia pod kazda postacia!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ryby są dobre, o ile pochodzą z dobrych źródeł i hodowane w dobrych warunkach i czystej wodzie ;)

    Z chęcią wypróbowałabym krem z astaksantyną :) Póki co zadowolę się jedzeniem łososia, który jest moją ulubioną rybą :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Och, łosoś, wędzony i surowy - moja miłość <3 Mogłabym się żywić chyba tylko tym. Nie jem zbyt często, bo jest dość drogi. Łosoś norweski, myślicie że jest zanieczyszczony? Nie wiem, nawet jeśli to nie bardziej niż wszystkie produkty spożywcze na sklepowych półkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nie wiem, nawet jeśli to nie bardziej niż wszystkie produkty spożywcze na sklepowych półkach."

      Popieram. Nie tylko wody są zanieczyszczone, ale też gleba, powietrze. Nie ma co wariować, tylko jeść zróżnicowanie, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć gdzie najwięcej chemii, co nam rolnik dowalił (legalnie czy nie) i absolutnie nie jeść w kółko tej samej rzeczy będąc przekonanym, że jest najzdrowsza. Nawet zielona herbata "sekret młodości" może być zanieczyszczona pestycydami (ja kupuję eko, ale w gwarancję nie wierzę, bo co jakiś czas jest afera, że produkty eko były podmieniane/pryskane itd., to tylko większa szansa, że nie piję syfu... ale gwarancji nie mam)

      Usuń
  10. Przypomniało mi się jak mój tata był kilka lat temu w Norwegi i jak wracał do Polski na Boże Narodzenie to kupił tam łososia norweskiego takiego świeżego. W życiu nie jadłam czegoś lepszego! Szkoda, że w Polsce ta ryba jest tak droga i ciężko świeżą dostać szczególnie, że mieszkam w Polsce centralnej.

    Nuss

    OdpowiedzUsuń
  11. Ryby, jakieś zakażenia jak to?
    u nas nie ma nic o tym, tylko mięsie. praktycznie u mnie w domu je się już więcej niż o połowe mięsa. A ryby są nawet trzy razy w tygodniu.
    Ciekawe. A co do łososia. mam go codziennie na kanapkach; )

    OdpowiedzUsuń
  12. kocham jeść ryby ale pewności nie ma nigdy :/ minus współczesnego świata... bardzo ciekawy artykuł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tam zaraz współczesnego, radioaktywność bywała na ziemi większa niż teraz:D a jednak jakoś się tu rozwinęliśmy :D

      Usuń
  13. przyznam, że Twój blog robi fajne wrażenie, bardzo dobry klimat :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Moje ulubione ryby to łosoś i pstrąg. Wędzonego łososia też uwielbiam, chociaż ostatnio kilka razy słyszałam, że nie należy za często jadać wędzonych ryb z powodu ryzyka wystąpienia raka żołądka. Tyle się ostatnio słyszy, że to szkodzi, tamto szkodzi, a nie proponują nic w zamian w naszym mocno chemicznym świecie :/

    OdpowiedzUsuń
  15. To prawda ryby+zdrowe odżywianie gwarantują zdrowie i piękny wygląd.

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej od października mam 18 lat. I już mam zmarszczkę od uśmiechania możesz coś mi doradzić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej proponuje przeczytać całą serię od numerku 1 do 89 następnie pomyśleć a znajdziesz odpowiedz na swoje pytanie :)

      Usuń
  17. podobno szczególnie duże (i długo żyjące) są podejrzane- łosoś hodowlany to w ogóle pomyłka (zanieczyszczony i jeszcze karmiony barwnikami), ale dziki też już nie jest 100% bezpieczny niestety... ja uwielbiam surowego tuńczyka- a te są chyba najgorsze jeśli chodzi o skażenia typu rtęć czy radioaktywność po Fukushimie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tuńczyk jest niedobry raczej ze względu na zawartość metali ciężkich, w tym neurotoksycznego ołowiu, który jako duża, długo żyjąca ryba akumuluje w tkankach z wiekiem.

      Usuń
    2. Bromatolodzy twierdzą, że najwięcej jednak rtęci kumuluje, ale masz rację- inne metale ciężkie jak ołów też, wiec tak czy inaczej nic dobrego- teraz dodatkowym zagrożeniem jest radioaktywność, choć wiem, że u nas się o tym raczej nie wspomina i brzmi to cokolwiek dziwacznie... jednak Japończycy biją na alarm, a nie chodzi tylko o ryby łowione u wybrzeży Japonii przecież, tylko o te migrujące dalej... Zresztą w PL już dawno nie mierzy się radioaktywności pokarmów, a zaledwie kilka m-cy temu w UK wybuchł mały skandal z polskim radioaktywnym dżemem z jagód... polecam przeczytać: http://ex-skf.blogspot.com/2012/04/blueberry-jam-from-poland-with-220-bqkg.html

      Usuń
  18. Mam filtr Astalift i bardzo sobie chwale. Choc najprawdopodobniej juz nie kupie po raz drugi ze wzgledu na cene. Z pielegnacji mialam rowniez jakis krem, juz nie pamietam jaki, ale jaj nie urywal, ze tak powiem.
    Tansza wersja to Astablanc i krem przeciwzmarszczkowy z tej linii byl swietny. Jak skoncza mi sie obecne zapasy innych kremow, to kupie ponownie. W Japonii jest jeszcze jedna linia Asta cos tam cos tam, ale juz nie pamietam co to jest, a do drogerii mam daleko.

    OdpowiedzUsuń
  19. warto dodać ze są też polskie firmy oferujące kosmetyki z astaksantyną np Proastiq a astalift dość drogi niestety

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lepiej krem niż suplement ;) jestem jakoś nieprzekonana do wszelkiego rodzaju kapsułek. a proastiq używa moja kosmetyczka, ja sobie chyba kupię na mikołaja ;)

      Usuń

Komentarze pisane w celach promocji własnego bloga lub innych stron nie będą publikowane. Linki do relewantnych wpisów na blogach czy innych stronach są mile widziane. ale linki nie związane z tematem lub komentarze zawierające dopisany link do bloga nie będą publikowane.

Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.