środa, 9 lipca 2014

Kultura piękna?

Czasami na Facebooku dzielę się z Wami różnymi myślami - czasami tymi bardziej kontrowersyjnymi, bo jestem ciekawa co myślicie na dany temat i jak ustosunkujecie się do pewnych argumentów. Czasami to co piszecie jest dla mnie świetnym sposobem na poszerzenie horyzontów, choć czasem dyskusje utykają....

Jednym z tematów, który regularnie wywołuje właśnie takie kulejące i trudne dyskusje jest temat koloru cery. Sporo osób pała do owej idei szczerą niechęcią, ale wiele będzie jej bronić...

Zawsze zapewniacie mnie, że moda na skwarkowe opalanie dawno minęła i muszę się z tym zgodzić. Opaloną na ciemny mahoń cerę dawno przestaliśmy kojarzyć z wakacjami w tropikach, a stała się znakiem rozpoznawczym "Blachar" (o których ja wolę myśleć "Polskie Ganguro" :)), robotników czy osób, które nie nadążają za modą i jeszcze się nie zorientowały, że mania skwarkowania dawno przeminęła.

Ale w ostatnim artykule, w którym starałam się przedstawić dlaczego ze strategicznego punktu widzenia ma sens unikanie przyciemnienia skóry, wypłynął dość ciekawy trend w komentarzach. Pojawił się motyw, że przecież złota opalenizna to nic złego (problem w tym, że nieważne czy opalenizna jest złota czy miedziana - tak samo paraliżuje wytwarzanie witaminy D w miesiącach, gdzie słońca jest mniej). Z tego wynikało proste skojarzenie - złota opalenizna to naturalna konsekwencja tego, że ktoś grał w siatkówkę ze znajomymi, wyjechał na wycieczkę, chodził na grilla, itd. Słowem, że ta złota opalenizna to oznaka, że ktoś jest towarzyski, ma znajomych i okazję do wychodzenia z domu.

Zaczęło mnie to zastanawiać, bo - jakby nie patrzeć - jest to pewien stereotyp, który najprawdopodobniej leży gdzieś w podświadomym fundamencie frazy "zdrowa opalenizna" - zdrowa, bo będąca symbolem tego, że osoba, która ją posiada, wychodzi z domu, ma siatkę znajomych, ma zasoby, by aktywnie organizować sobie czas. To nie jest coś, o czym myślimy świadomie. Mało kto będzie chodził się opalać z myślą "nie chcę, by otoczenie myślało, że jestem "no-lifem"", tak jak nikt nie kupuje markowej torebki myśląc "to po to, żeby wszyscy widzieli, jak dobrze mi się wiedzie". A jednak noszenie markowej torebki spotyka się z zainteresowaniem i aprobatą, tak jak opalenizna wzbudza ten właśnie pozytywny stosunek otoczenia. Kto nigdy nie był blady nie zrozumie, ile nacisku jest wywierane na osoby, które się nie opalają....

Gdy podzieliłam się z Wami tą myślą na Facebooku, wiele osób odpowiedziało, że to doszukiwanie się zbyt głębokich abstrakcyjnych związków, że opalenizna nic nie znaczy, że to tylko kwestia mody. Ale przecież mody się skądś biorą. Nie są wcale przypadkowym i nieznaczącym procesem. 

Dlaczego coś uznajemy za ładne/modne/godne pożądania? Co powoduje, że pewne rzeczy wypadają z łask, a inne są gloryfikowane? I czy umiemy myśleć i postrzegać w oderwaniu od tych idei? Gdzie jest tego początek?

Popatrzcie na modę: w latach powojennych dominowały dłuższe i pełne sukienki. Gdy nagle zniesiono reglamentację materiału, modnym było nosić "obfite" sylwetki w stylu klasycznego Dior'a. W latach 60-tych nagle dominowała chudziutka Twiggi, której chuda sylwetka szokowała w obliczu wspomnień powojennej biedy, odcinając się od lat, gdzie bycie krągłym oznaczało bycie zasobnym. Nagle możliwość pozwolenia sobie na chudość była nową oznaką "zasobności".


Lata 80-te to pokolenie yuppies - karierowiczów, chcących się szybo dorobić, stojących w kontraście z beztroskimi hippisami. Preferencja zmieniła się na atletyczną, chudą sylwetkę, ubraną w sportowe buty i frotowe skarpetki. W odpowiedzi na jet-setterskie aspiracje yuppies, w latach 90-tych pojawiła się wychudzona Kate Moss, trend na "heroin chic" i gandż, będący odrzuceniem konsumeryzmu poprzednich lat. I tak się koło toczy...

To, co jest "modne", nie jest przypadkiem. Jest efektem głębszych procesów kulturowych. I to, jak myślimy o kolorze skóry, nie jest od tego uwolnione.

Skąd właściwie pomysł na przyciemnianie cery? Czy opalenizna nie była domeną chłopstwa, kiedy zaś arystokracja pozostała alabastrowa? Warto zauważyć, że poprzedni wiek to wiek urbanizacji - coraz więcej osób zaczęło przenosić się do miasta. Rewolucja przemysłowa to czas, gdzie zaczęły wybuchać wśród dzieci epidemie krzywicy. Lekarze na początku XX wieku skojarzyli ekspozycję na słońce z mniejszym prawdopodobieństwem krzywicy i pierwsze powiązanie słońca ze zdrowiem wkroczyło do społecznej świadomości.

Legenda głosi, że Coco Chanel zapoczątkowała wśród arystokracji modę na opaleniznę, ale myślę, że znaczenie miał też fakt, że po wojnie wyjazd na wakacje odróżniał klasę średnią od biednej. Wdzianie skąpego bikini i wylegiwanie się na plaży było czymś więcej niż tylko przyjemnością - było aktem partycypacji w przemianach kulturowych. Choć na chwilę obecną ciężko powiązać opaleniznę z pieniędzmi, mam wrażenie, że mocno wiążemy ją z wizją pewnego "stylu życia" - życia, w którym są grille ze znajomymi, wypady na grę w siatkówkę na boisku, wycieczki w góry czy do ciekawych miast. Nikt nie myśli o tym wprost: "będę miał super życie społeczne i się opalę, żeby wszyscy wiedzieli". Mam wrażenie, że opaleniznę traktujemy jako dowód, swego rodzaju świadectwo, że żyjemy pełnią życia. Nie chodzi wcale o demonstrowanie tego innym. Myślę, że te rzeczy mają znaczenie dla nas samych, nawet jeśli nie poddajemy ich głębszej, świadomej refleksji. Ozłocenie skóry to konsekwencja tego, co obecnie uznajemy za atrakcyjny styl życia.

W Azji działa to do złudzenia podobnie. Ludzie może chcą czegoś innego, ale ich motywacje są bliźniacze. Gdy w Singapurze widzi się kobietę o mlecznej cerze, łatwo założyć, że stać ją na dobre kosmetyki, wizyty u kosmetyczki, wycieczki do Europy, a nie pobliskiej, wiecznie słonecznej, Tajlandii, że jeździ autem i nie stoi na przystanku co rano. Nikt nie patrzy na taką osobę z uproszczoną myślą "ale jest nadziana", tylko wzdycha "ta to ma fajne życie"... nawet jeśli go nie ma. Z polskiej perspektywy taki styl życia nie jest wcale atrakcyjny, ale w singapurskiej ekonomii jest symbolem sukcesu i statusu.

W Indiach funkcjonuje skojarzenie, że osoba o jasnej cerze osiągnie sukces (świetny artykuł w temacie: http://masalaola.blogspot.sg/2013/09/fair-and-lovely.html ). Nie trzeba być znawcą kultury, by wydedukować, że jest to postkolonialny spadek, gdyż kiedyś to biali Brytyjczycy mieli zarezerwowane najlepsze pozycje w wojsku i biznesie. Pytałam o to moje bliskie indyjskie przyjaciółki i obie potwierdziły, że osoba o jasnej skórze osiągnie sukces - zarówno w pracy, jak i w dobrym małżeństwie. Jedna z moich koleżanek ma dość ciemną cerę i pomstowała, że odbiło się to na wysokości żądanego przez rodzinę męża posagu. Widząc osobę o jasnej cerze, w Indiach myśli się "ten to będzie mieć dobre i łatwe życie", nawet jeśli ta osoba takowego mieć nie będzie.

Czy w Polsce nie mamy podobnych skojarzeń? Gdy widzimy osobę muśniętą słońcem, czy nie mamy naturalnych skojarzeń, że to pewnie osoba spędzająca czas aktywnie wypoczywając, co automatycznie uznajmy za dobry pomysł? Lub że taka osoba jest choćby zadbana; w sensie, że zadała sobie trud "ozłocenia się"? Nie myślimy o tym zbyt głęboko, nie analizujemy swoich myśli i spostrzeżeń, nie pytamy siebie, dlaczego te rzeczy uznajmy za pozytywne. Dodatkowo sztab cioć i babć, wiecznie ganiących bladawców, nie powoduje, że czujemy się zachęceni do drążenia tematu.

A wydaje mi się, że warto drążyć... Warto się zastanawiać. Warto powątpiewać. Te skróty myślowe, te normy i mody, które akceptujemy w swoim życiu, mają na nas ogromny wpływ. Na chwilę obecną szczupłość w połączeniu z atletyczną sylwetką kojarzona jest ze zdrowiem (nie wystarczy już być chudym, teraz chcemy być "fit"), opalenizna zaś z "życiem pełnią życia" (bo przecież nikt się nie ozłoci od siedzenia samotnie w domu... Co ciekawe, w Singapurze "życie pełnią życia" oznacza wydawanie sporych sum w restauracjach na spotkaniach ze znajomymi... co kraj to obyczaj ;p).

Ile jeszcze takich skojarzeń wkrada się do naszej świadomości? Jak bardzo pozwolimy im dyktować, jak mamy żyć?




189 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe spostrzeżenia. Myśle ze masz dużo racji, może tak w okresie letnim tego na "gołe oko" nie widać, ale wystarczy ze przyjdzie zima. Gdy ktoś chodzi opalony jesienią, zimą czy wiosną to wtedy szybciej skojarzymy opaleniznę z byciem zamożnym, spędzaniem czasu gdzieś w fajnym miejscu, pewnie jakis wyjazd ze znajomymi, atrakcje na słońcu, itd. Latem tak sie o tym nie myśli bo łatwiej o opaleniznę, ale myśle że ta mentalność jest nadal taka sama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty kojarzysz opaleniznę z byciem zamożnym? Mi opalenizna się kojarzy z robotą, tym, że ktoś MUSI się smażyć w słońcu, bo ma taką pracę i nie ma przebacz: i nie mam na myśli tylko robotników. Taki listonosz albo osoba pracująca w ogródku. Fajny relaks i bogactwo, nie ma co :P Moja koleżanka pochodzi z rodziny wcale nie zamożnej, wyjeżdżała na całe lato na wieś, do rodziny, i wracała stamtąd opalona bardziej niż koleżanki i koledzy, co podbijali hotele w Grecji czy Hiszpanii.

      Usuń
    2. Wszystko zależy od typu urody,niektórzy wyglądają bosko w jasnej cerze,inni'żabowato':).
      Po prostu jednym ozłocona skóra dodaje uroku,innym wręcz przeciwnie.
      Nie można uznawać,że wszystkie osoby,hołdujące opalonej skórze są pozbawione gustu.Jestem zwolenniczką podkreślania swojego naturalnego koloru skóry i wydobywania jej naturalnych odcieni.Znam kilka osób,które starają się uzyskać jak najjaśniejszą cerę,i nie wyglądają z tym zbyt dobrze.

      Usuń
    3. A jednak większości Polaków opalenizna kojarzy się z dobrobytem. Teraz coraz mniej ludzi pracuje na powietrzu. Ci którzy zarabiają najmniej to McDonald itp. a więc wewnątrz budynku, bez słońca. Zwłaszcza w okresie zimowym - ci opaleni to ci bogaci. Bo stać ich na wyjazd gdzieś, gdzie jest wystarczająco ciepło, żey złapać słońca.
      Abstrahując od aspektów zdrowotnych opalenizny - brązowa skóra zdecydowanie jest dowodem powodzenia.
      Kiedyś większośc ludności pracowala na zewnątrz - opalając się. Bogaci, którzy nie musieli pracować, nie byli opaleni. Teraz kasa średnia i niższa pracuje w budynkach, i tylko ci, których stać na urlop mają szansę złapać słońca.
      P.S. Żeby nie było, podoba mi się opalenizna, ale jeszcze bardziej podoba mi się gładka twarz przed 50-ką, więc unikam słonka ;)

      Usuń
  2. Ja lubię być blada i nie mam zamiaru się opalać, bo "tak wypada i tak jest ładniej". Nie rozumiem tego parcia na opaloną skórę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ja chcę zrozumieć... Dlaczego coś jest "uznawane" za ładne lub nie...

      Usuń
    2. Odpowiedź jest prosta: jak coś ładnie wygląda, to się podoba. Jak blada cera jest piękna, bo nie ma pryszczy, przebarwień, sińców pod oczami i wygląda się pięknie, nikt się nie czepia. Dlaczego białe zęby są uznawane za ładne? Mały, prosty nos? Duże oczy z długimi rzęsami?

      Usuń
    3. No kurde, ja też chciałabym być blada, ale mam ten fioletowy odcień skóry (żyłkowato-siny) i obawiam się, że tylko opalanie mnie uratuje od tego. Nie opalam się, bo nie lubię, ale też nie lubię się rozbierać, bo mam wrażenie, że jestem sinicą miesiąca...

      Usuń
    4. urodziłam się z ciemną skórą (po tacie). rodzice do dziś wspominają jak ich ludzie na ulicy zaczepiali i chwalili "śliczne cygańskie dziecko". jako podrostek nadal robiłam furorę w tym względzie i dobrze to pamiętam. skóra zaczęła mi jaśnieć gdy kończyłam gimnazjum. nagle stałam się bladziochem, tylko jedna znana mi albinoska była jaśniejsza ode mnie. nie wiedziałam dlaczego wszyscy czepiali się o moją bladość. teraz wiem. widziałam zdjęcia. wyglądałam jak osoba po chemioterapii, to nie było żadne czepianie się dla czepiania czy ideologii zdrowej opalenizny, a wyglądałam jak wyczerpana i chora osoba. dziś jako osoba dorosła nadal mam niespotykanie jasną skórę, nawet mój facet który jest tak biały, że prześwietla zdjęcia, ma ode mnie ciemniejszą skórę. u mnie jest ten plus, że mam żółtawy odcień. minus - wszystkie żyły mi prześwitują, czego nie było widać gdy miałam ciemną skórę. odkąd zdrowo się odżywiam i dbam o siebie nikt nie wypomina mi bladości. myślę, że ludzie "czepiają się" - a raczej troszczą - tylko o ludzi których skóra jest chorobliwie blada, z sińcami, przebarwieniami, ziemistą lub siną poświatą. w polsce nie ma słońca jak w singapurze, nie sparzymy się. tym bardziej nie wierzę, by wszystkie singapurki używały filtrów tak jak powinno się - czyli reaplikacja co 2h 2ml na samą twarz.

      Usuń
    5. Też jestem bardzo blada, wręcz mleczno-biała, całe życie słyszałam teksty typu 'opaliła byś się trochę' czy 'Ty wychodzisz czasem z domu?' Nie opalam się, bo nie lubię lata,upałów, jest mi za gorąco :P Dla mnie 25st to już jest skwar, robię się czerwona z gorąca, i się pocę, wole siedzieć w cieniu :) Nie wiem jak można leżeć plackiem na słońcu kilka godzin, nie wytrzymała bym tego. Poza tym jestem naturalnym rudzielcem więc i tak bym się nie była w stanie opalić, szybciej bym się poparzyła niż opaliła... Wiem czemu opalona skóra jest uznawana za ładną, bo na bladej skórze wszystko widać, każdą plamkę, przebarwienie, pryszcza, sińce pod oczami, opalenizna to zakrywa :) Poza tym bladość kojarzona jest z chorobą, anemią itd Kiedyś widziałam dziewczynę jeszcze bielszą ode mnie (a myślałam że to niemożliwe) ona była wręcz przeźroczysta, i faktycznie wyglądała jakby miała zaraz zemdleć... Czasami jest mi przykro jak ktoś coś mówi na temat mojej karnacji, ale staram sie nie przejmować już tym :)

      Usuń
  3. Wg mnie w dzisiejszych czasach do każdego należy wybór, jak chce wyglądac... Jezeli komus podoba sie intensywna opalenizna, to niech sie opala, mi to nie przeszkadza. Jezeli ktos woli byc blady, również nie widzę problemu :) Sama, jakies 2 lata temu umieściłas na tym blogu post, w którym pisalas, ze denerwują Cie komentarze ludzi o tym, ze trzeba byc naturalnym, że naturalnośc jest najpiękniejsza itd... więc wg mnie każdemu należy dac wybór - niech robi ze swoim cialem/wyglądem to, co chce. Ja wsród swoich znajomych mam i "bladotrupie twarze";) i te lekko muśnięte słoncem i mocno spieczone i naprawdę nikt na to uwagi nie zwraca, ani nie zauwazylam, zeby ktos byl z powodu swojej karnacji dyskryminowany :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy, zgadzam się z Tobą. Żyjmy i dajmy żyć innym.
      Wiem, że może się mylę ale powoli odnoszę wrażenie, że Cukier gdzieś tam może nawet nie świadomie traktuje osoby, które wolą się opalić jako jakieś gorsze (bo wybrały jej zdaniem gorszą drogę w pielęgnacji), jako te które pewnie patrzą na nią krzywo, bo przecież w młodości tak ją szykanowano za bladą cerę.
      Powoli mi się treść tego bloga nie podoba. Czuję się jakby tylko blade miało być piękne i jedyną słuszną drogą. No i tak jak wspomniałam w innym komentarzu, coraz bardziej drażni mnie brak przypisów do zacytowanych wypowiedzi komentujących, książek i artykułów. Przez to Cukier "traci u mnie na jakości" swoich publikacji i ich prawdziwości.

      Usuń
    2. W Polsce jest o tyle fajnie, że poza słownymi naciskami rzeczywiście nie sposób mówić o dyskryminacji bladolicych czy osób o miedzianej opaleniźnie. Ale co myślisz o kwestii konsekwencji zdrowotnych opalania? Z jednej strony pochwalam Twoje tolerancyjne podejście, ale czy w takim układzie naświetlanie kwestii szkodliwości słońca nie byłoby formą nacisku? Co o tym myślisz?

      Usuń
    3. Uwazam, ze wszyscy (taką mam nadzieję) są już doskonale poinformowani o wpływie jakie slonce ma na naszą skórę, czy np. o wpływie alkoholu, papierosów, stresu itd. na nasze zdrowie i kazdy i tak zrobi to co bedzie chcial :))

      Usuń
    4. Gdyby wszyscy byli tak doskonale poinformowani o niekorzystnym wpływie różnych zachowań na zdrowie, nie byłoby tylu chorych ;) Jasne, część ludzi nawet wiedząc, że przysłowiowe "palenie zabija" nic sobie z tego nie robi i pali dalej [ich prawo]. Aktualny stan wiedzy jest naprawdę imponujący, dostęp do informacji - śmiesznie łatwy, ale na palcach jednej ręki zliczę osoby spośród tych znanych mi osobiście, które z własnej inicjatywy i "bez powodu" (czyli nie będąc już chorymi) swój wolny czas poświęcają [choćby w części] na poszukiwanie rzetelnych informacji na temat zdrowia/dbania o zdrowie. A potem wielkie zdziwienie, że szpitale przepełnione, że diagnoza niezbyt optymistyczna. Czasami aż przykro patrzeć, na to jak ludzie wykorzystują wolną wolę.

      I tak, oczywiście, że są choroby, na które nie mamy wpływu, i miejsca w których internetu niet, ale ja nie o nich teraz ;)

      A co do "naświetlania kwestii szkodliwości słońca" - moim zdaniem to podpada pod definicję edukacji zdrowotnej/promocji zdrowia, ale możemy się umówić, że to nacisk. Tak jak reklamy, wszelkie informacje, misje czy wyrażanie opinii. Jedyna różnica polega na tym, że byłby to nacisk mający na celu zdrowe społeczeństwo, a to chyba cel uświęcający ten środek ;) Jednak naciski naciskami, ale jak ktoś nie będzie chciał im ulec, to nic go nie zmusi.

      W podobnym tonie można zapytać "czy poruszanie kwestii skutków niedostatecznej aktywności fizycznej i/lub nadmiernej podaży energii/nieprawidłowo zbilansowanej diety a co za tym idzie zbyt dużej masy ciała oraz jej "powikłań" [cukrzyca, miażdżyca, nadciśnienie, zwyrodnienia kośćca, stłuszczenie narządów] na nowotworach kończąc jest naciskiem na osoby pobłażliwie nazywane "plus-size?" Czy może to już atak? " A potem tylko czekać, aż nożyce się odezwą ;) i zaczną kontrować, że nie muszą być chude ani tym bardziej fit bo taki jest teraz kanon, że one są ponad to, są fajne takie, jakie są. Płytkie myślenie - jakby masa ciała sprowadzała się tylko do wymiarów. Poza tym co na zewnątrz [sylwetka, ładna, nieładna, whatever, kwestia gustu] jest jeszcze to, co wewnątrz [pytanie więc czy w tej plus-sylwetce, która nie pojawiła się nagle, wnętrze jest zdrowe - a to już nie kwestia gustu. No chyba, że myślimy w kategoriach "póki nie boli, to spoko"...].

      Dlaczego tutaj, w Polsce opalone=zdrowe? Tak jak piszesz, cukrze, blade były wątłe arystokratki, opaleni zaś chłopi. Rolnicy. A do przewalania snopków trzeba mieć końskie zdrowie ;) Na to, że opalenizna=luksus i fajność, (bo kogoś stać na wakacje w ciepłych krajach [ale na filtry już nie, hahaha] czy woli spędzać czas na świeżym powietrzu zamiast na kanapie) nie wpadłabym bez podpowiedzi, ale coś w tym jest. Ja zatrzymałam się na idei, że to blade=bogate, bo szlachtę stać było na siedzenie w domach, od wychodzenia na słońce miała służbę/parobków. I mój wniosek: modne jest to, co jest objawem tego, czemu akurat przypisuje się większą wartość [zdrowiu czy bogactwu. Najwyraźniej u nas, w rozumieniu zwolenników brązu opalenizna łączy obecnie jedno i drugie [stary i nowy stereotyp]. To dość zabawne, nielogiczne i paradoksalne wręcz, skoro wcale nie jest zdrowa, a i każdy biedak może się opalić]. Analogicznie - kiedyś tłuste było piękne, bo symbolizowało zamożność [można było pozwolić sobie na dużo jedzenia], dziś za ładniejszą [i zdrowszą oraz będącą odzwierciedleniem niezłego stanu konta] uznawana jest szczupła sylwetka [taką osobę stać na siłkę i droższą "zdrową żywność"]. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę. Między innymi. A jak - i dlaczego tak - się na to patrzy w Azji - nie podejmę się zgadywać. Może po prostu tam wybrali wiarę w te bardziej sensowne stereotypy ;)

      Ciekawy tekst. Pozdrawiam. :)

      Usuń
    5. Naprawdę uważasz, że ludzie nie są doinformowani o szkodliwosci niektorzych czynników na ich zdrowie? "Gdyby wszyscy byli tak doskonale poinformowani o niekorzystnym wpływie różnych zachowań na zdrowie, nie byłoby tylu chorych" Zapewniam Cię, ze wszyscy moi palący znajomi zdają sobie sprawę o wplywie papierosów na zdrowie, a i tak palą....

      Usuń
    6. Przecież napisałam już w następnym zdaniu: "Jasne, część ludzi nawet wiedząc, że przysłowiowe "palenie zabija" nic sobie z tego nie robi i pali dalej [ich prawo]"... ;) Ale odpowiadając na Twoje pytanie - tak, naprawdę uważam, że ludzie [a przynajmniej duża ich część] są niedoinformowani/niezainteresowani informacjami o negatywnym wpływie wielu swoich zachowań - inaczej nie rozpoczęłabym od tego stwierdzenia wcześniejszej wypowiedzi ;) Nie wszystkie zdrowotne związki przyczynowo-skutkowe są tak oczywiste jak np. "palenie i rak płuc".

      Usuń
    7. Tak jak napisalas - kazdy ma dostęp do tych samych informacji, co wiecej jest to bardzo łatwy dostep w dzisiejszych czasach :) jeżeli ktoś nie jest nimi zaiinteresowany, jego sprawa. Kazdy w koncu odpowiada za siebie

      Usuń
    8. Jego sprawa... tylko do momentu w którym wyciąga rękę po "moje podatki". Tzn, jest "bezpłatnie" leczony z chorób, które troszku sam sobie wyhodował, z niewiedzy/ignorowania wiedzy/braku zainteresowania[/głupoty...?], zwłaszcza gdy tak wiele osób jest w potrzebie. Na ryzyko wystąpienia chorób ma oczywiście wpływ wiele czynników i niektóre z nich są od nas absolutnie niezależne, jednak na sporo rzeczy mamy wpływ, choć bardzo wygodnie jest o tym nie pamiętać i odsuwać od siebie odpowiedzialność za własny [kiepski] stan zdrowia. Stąd moje pełne zrozumienie, usprawiedliwienie i poparcie dla "nacisków" edukacji zdrowotnej. Niby "jak ja o siebie nie zadbam, to nikt tego nie zrobi" [zrobi, zrobi, niestety... a to tylko pogłębia problem], ale człowiek to istota często leniwa i na pewno łatwiej mu przychodzi dbanie o siebie gdy narzędzia i informacje ma "wpychane do gardła"/podane na tacy niż gdyby miał ich samodzielnie poszukiwać. Nawet gdyby miał zacząć dbać o zdrowie dla świętego spokoju niż z potrzeby serca [tu pojawia się kwestia otwartej, stanowczej krytyki zachowań szkodzących zdrowiu] to w ogólnym rozrachunku wyjdzie to na korzyść i jemu i społeczeństwu :)

      Usuń
    9. Też uważam, że to nie jest kwestia niedoinformowania, tylko priorytetów i, nierzadko, pieniędzy (a właściwie podejścia do ich wydawania).

      Jestem osobą, która uważa na to, co je i kupuje, czytam składy, orientuję się w nich i wybieram, co mi się podoba ale też nie panikuję i nie jestem z tych, co używają wyłącznie organicznych i naturalnych rzeczy. Na skali pomiędzy "eko-freakiem" a osobą, która ma wszystko gdzieś, umieściłabym się dokładnie pośrodku. Kiedy jednak poczytałam o tym, jak u pacjentek z rakiem piersi w wyciętych tkankach z fragmentu znajdującego się najbliżej pachy często wykrywa się aluminium, stwierdziłam, że lepiej zapobiegać, niż potem płakać i zaczęłam używać naturalny dezodorant Crystal. Powiedziałam o tym swoim przyjaciółkom ale jakie były reakcje? "Eeee tam", "może coś w tym jest, ale...", i tym podobne. Ja akurat wiem, w czym rzecz bo je dobrze znam.

      Nie chciały przyjąć tego do wiadomości bo to by oznaczało konieczność zakupu naturalnego (czytaj: dwa razy droższego) dezodorantu, a ich aż skręca na myśl o wydawaniu "tylu pieniędzy". Najlepsze jest to, że spokojnie je na to stać bo pracują, zarabiają dobrze, a wciąż są na utrzymaniu rodziców i mieszkają z nimi. Po prostu mają wbite do głowy od małego, że trzeba na wszystkim oszczędzać, a oprócz tego mają inne priorytety jeśli chodzi o wydawanie pieniędzy, typu podróże, odkładanie na mieszkanie, samochód, itp i nie wydadzą niepotrzebnie choćby złotówki, jak nie muszą. Najbardziej mi ręce opadają, jak jedna z nich narzeka na swoje głębokie już zmarszczki i pyta mnie, co robić - jak jej wyłuszczyłam azjatycką pielęgnację, masaże, triki, uświadomiłam, jak bardzo opalanie przyspiesza pojawianie się zmarszczek (ona uwielbia się opalać bez żadnej ochrony!) itp a ona: "ale jak to, nie opalać się?! ja uwielbiam się opalać!" albo "o boshe, nie dam tyle pieniędzy na krem" i dalej nakłada te swoje maseczki z warzyw i myśli, że krem za 5zł jej pomoże.

      A przecież niekoniecznie chodzi o wydawanie pieniędzy - nieopalanie się, czy codzienny masaż twarzy są przecież za darmo!! Ale nie chce jej się. Na ramionach i dekolcie już ma pełno brzydkich, ciemnych plam i przebarwień od opalania, aż strach pomyśleć, jak będzie wyglądała na starość. Ale za to kilka razy w roku jeździ za uzbierane pieniądze za granicę. Bo woli pieniądze wydawać na podróże ale potem jęczy i narzeka na zmarszczki. Ja wolę na kosmetyki i dbać o swoją cerę, chociaż też kocham podróże. Kwestia priorytetów. Można ludzi uświadamiać ale to ich wybór, co będą ze swoim życiem robić. Z doświadczenia wiem, że niestety kulturowe naciski są tak silne, ze większość ludzi się nad tym nie zastanawia. Jakbym powiedziała moim kumpelom, że nakładam filtry na twarz przez cały rok, to by na mnie popatrzyły, jak na wariatkę i się popukały w głowę. Tak silnie zakorzeniony w naszej kulturze jest kult opalania. Pamiętam, jak byłam w zimie z wizytą u rodziny i mąż kuzynki do niej przy stole: "O, opaliłaś się!" z radością w głosie, a ona zachwycona. Zupełnie jakby komentowali jakieś osiągnięcie. Ręce opadają. Ja za niedługo wyjeżdżam z tego kraju do Azji bo nie mogę już po prostu. Czuję się tu niezrozumiana ze względu na moje poglądy, bliższe azjatyckiemu podejściu.

      Usuń
    10. "Naturalny dezodorant" to, w moim odczuciu, mistrzowski przekręt. Ktoś zrobił cudowną, fenomenalną wprost robotę i trzy-czwarte klientów kupuje ałunowe dezodoranty twierdząc, że właśnie wybrali opcję bez aluminium.
      Sole aluminium otrzymane w laboratorium? - fatalnie.
      Wykopane sole aluminium? - cudownie.

      Znalazłam nawet stronę reklamującą ałunowy dezodorant jako "wolny od aluminium i chlorohydratu"(sic!), do tego stopnia mnie to zafascynowało, że postanowiłam do nich napisać i zapytać, w jaki sposób siarczan glinowo-potasowy może być wolny od aluminium.

      Ałun zasadniczo jest związkiem aluminium(=glinu) z siarką i potasem.
      I naprawdę nie trzeba być chemikiem, żeby o tym wiedzieć.

      Usuń
    11. Wolę używać naturalnego, wykopanego z ziemi aluminium niż takiego z laboratorium.

      Ciekawe czego ty używasz mądralo?

      Usuń
    12. Pani chemiczko, skoro tyle wiesz,to dziwne że nie doczytałas, że ałun potasowy, cytuję, "nie przenika przez ściany komórek w gruczołach, działa na powierzchni skóry" - co oznacza, ze jest w pelni bezpieczny w stosowaniu, i o to wlasnie chodzi. Syntetycznie uzyskany alun (w drogeryjnych dezodorantach) jest organiczny i przenika przez skore.

      Usuń
  4. Jak już cytujesz czyjeś wypowiedzi (nie tylko ta na obrazku) i fragmenty artykułów czy książek, wypadałoby na końcu zrobić bibliografię.
    O swoje prawa i "prawdy" walczysz jak lwica ale cudze miewasz gdzieś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy coś cytuję, staram się linkować.. Ale tutaj nic nie cytuję, poza komentarzem. Myślę, że nie ma sensu cytować z imienia i stawiać tej osoby nagle pod lupą... Nie chodzi mi tutaj o personalny atak, biorąc pod uwagę, że komentarz tej osoby zainspirował sporo rozmyślań.

      Usuń
    2. Rozumiem, że nie ma sensu może od razu dawać danych do osoby na fb czy innym forum, ale warto wspomnieć, że coś o czym piszesz przeczytałaś tu czy tam, by ktoś chociaż wiedział skąd bierzesz anegdotki i na ile one są zbadane.
      Tym bardziej mnie to źle wygląda gdy kojarzę te fragmenty wypowiedzi. Ktoś kto może o tym nie wie, może ma to gdzieś.

      Usuń
  5. Być może nacisk na opaleniznę stawiany jest przez skojarzenie jej nie tyle z trybem życia, co z przeciwieństwem chorobliwej bladości. Zwłaszcza, że zwyczajnie blada osoba na tle osób opalonych wydaje się być jeszcze bledsza, a to jest odbierane jako niepokojący objaw. zzz

    OdpowiedzUsuń
  6. Skoro Wy chcecie zrozumiec, dlaczego cos jest ładne, to powiedzcie mi dlaczego Wy uznajecie bladą skórę za ładną? No wlasnie.. po prostu Wam sie taka podoba, tak samo jak jest grupa osób, ktorej podoba sie skóra opalona i zapewne o to w tym wszystkim chodzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy uważam bladą skórę za ładną czy nie, ale wiedząc, że słońce niszczy skórę i opalenizna jest niczym innym jak oznaką zniszczeń i zwiększenia ryzyka raka, ciężko jest mi się do niej przekonać. Choć z drugiej strony mam całą kolekcję samoopalaczy, bo nie odrzucam idei, że zmiana koloru skóry może być fajna xD Ale z drugiej strony samoopalacze też nie mają najlepszej opinii.. blokują wytarzanie witaminy D, jak i też są inne wątpliwości na ich temat... Na pewno spora ilość osób ma do opalenizny bezrefleksyjne podejście i po prostu im się podoba, ale zastanawiam się, czy jest w tym coś więcej.

      Usuń
    2. Również mogę wyjaśnić ;) Jestem osobą, której skóra bardzo źle reaguje na słońce, dodatkowo opalenizna brzydko ze mnie schodzi, więc po prostu "ozłocona słońcem skóra" kojarzy mi się z wysuszeniem, nieprzyjemnym pieczeniem, schodzącym płatami naskórkiem i nieestetycznymi nierównościami w kolorze. W końcu o ile ktoś nie praży się na plaży nudystów zawsze będzie będzie opalony nierówno, gdzieś zostanie jaśniejszy pasek od ramiączka, ślad po spodenkach, butach... No po prostu taka skóra w łaty jakoś gryzie z moim zmysłem estetyki. Do tego obecnie już całkiem sporo pokazuje się modelek i aktorek o pięknej, zdrowej, alabastrowej skórze na całym ciele i to mi się po prostu podoba, sądzę że ładnie wygląda.
      Zaznaczę tylko, że to moja opinia, taki mam gust i pewnie zgodzisz się że mam do tego prawo ;)

      PS. Ostatnio widziałam też ciekawy artykuł ze zdjęciami celebrytek będących wielkimi fankami opalania i porównaniem jak ich skóra wygląda obecnie. Pomarańcz i siatka zmarszczek, dziękuję postoję. W cieniu ;)

      N.

      Usuń
    3. A gdzie jest udowodnione, ze opalenizna wpływa na raka? Rak skóry jest jednym z rzadzszych nowotworów.. a co z rakiem piersi, jelit, prostaty? to wszystko od DIETY..

      Usuń
  7. Mądry post. Ja sądzę, że nie ma czegoś takiego jak moda czy ideał - wszystko kreowane jest przez ludzkie niedoskonałości :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie trochę przesadzone. Tworzenie teorii i domysłów na temat opalenizny?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kulturę definiuje się jako zbór myśli, tego co robimy i chcemy posiadać. Opalenizna jest częścią tego procesu - fakt, że ją zauważamy, że poświęcamy energię na jej zdobycie lub jej unikanie, że kupujemy samoopalacze, kremy przeciwsłoneczne, itp.

      Usuń
    2. Częścią kultury jest również podejście do opalenizny...czemu ludzie tego nie rozumieją?..

      Usuń
  9. No cóż moim zdaniem można grać w siatkę w słoneczne popołudnia i wcale nie trzeba być brązowym bo;
    a) można grać w zamkniętym pomieszczeniu
    b) wysokie filtry nas uchronią przed opalenizną ;D
    hi hi hi
    myślę, że z opalenizną to tak ja z ubiorem, czy z malowaniem itp jedni wolą być wyzywający, a drudzy mniej

    Wydaję mi się, ze człowiek opalony w wakacje i po wakacjach to taki stereotyp- oo gdzieś ty wyjechała, że tak się opaliłeś itd

    OdpowiedzUsuń
  10. A moze w okresleniu "zdrowa opalenizna" chodzi o to, ze sport/wypoczynek na swiezym powietrzu jest zdrowy i dotlenia skórę? Kobiety, ktore uprawiaja np. biegi na swiezym powietrzu twierdza, że to lepsze niż krem na zmarszczki :) a uprawiając sport na swiezym powietrzu, chcąc nie chcąc łapiemy troche słonca i moze wlasnie o to chodzi w tym powiedzeniu?:) ktoś ma jakies inne teorie? bo w sumie zaciekawilas mnie tym xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Singapurze panie sobie nawzajem mówią, by unikać biegania długodystansowego, bo to niszczy skórę (sprint jest ok, bo wytwarza HGH i mniej się tupie po asfalcie, co może "zarzucać" twarzą xD) i biega się po zmroku... Co ciekawe, w Indiach funkcjonuje fraza "zdrowa bladość" i znajdziemy ją na kosmetykach! Tak jak my kojarzmy zdrowie z byciem "muśniętym słońcem", tak w Indiach bladość kojarzona jest z jasną cerą... Ale skąd to skojarzenie, to nie wiem.

      Usuń
    2. Wow :) no zobacz, ile kultur tyle teorii :) Lubie Twój blog, zawsze mozna czegos nowego sie dowiedziec :)

      Usuń
    3. *tak w Indiach bladość kojarzona jest z jasną cerą... - miało być "zdrowie jest kojarzone z jansą cerą" xD

      Usuń
    4. Słucham? Przyjrzyj się osobom, które uprawiają sport na świeżym powietrzu i nie dbają o kremy i filtry. Zmienisz zdanie.

      Usuń
    5. Myślę, że już odpowiedziałaś na to pytanie w poście - w Europie opalona skóra kojarzy się we współczesnych czasach z dobrobytem, witalnością, młodością, wigorem etc. W Indiach, gdzie jest więcej ludzi raczej o ciemniejszej cerze, niż jasnej - ta druga kojarzona jest z dobrobytem, powodzeniem, a co za tym idzie - zdrowiem. Ludzie zamożniejsi są zdrowsi, zwracają uwagę na profilaktykę (stać ich na to), mają więcej czasu dla siebie etc.

      Usuń
  11. Ciekawie piszesz. Ja uwielbiam się opalać, ale od tego roku zaczęłam dbać o to, aby nakładać filtry na ciało i twarz większe niż dotychczas. Przeczytałam wiele artykułów na ten temat i uznałam, że nie warto.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo mądry post. Szkoda, że więcej osób nie chce zatrzymać się na chwilę i pomyśleć, dlaczego pewne rzeczy są takie, a nie inne; czemu rzuca się hasłami, które są bezmyślnie powielane i często nieprawdziwe, a wręcz krzywdzące. Taka niestety jest moja rodzina - już zrezygnowałam z prób tłumaczenia mojego punktu widzenia (na różne tematy, nie tylko ten wspomniany w poście) bo mnie zakrzykują w pół zdania i nie chcą nawet wysłuchać, tak jakby się panicznie bali prawdy. Smutne to ;(

    OdpowiedzUsuń
  13. Masz w tym wiele racji. Sama jestem typem bladziocha, który za każdą próbę opalania przypłacał schodzącą skórą :( Teraz na szczęście przejęłam władzę nad swoim ciałem i dozuję sobie słońce tak jak uważam za optymalne. Niestety wiąże się to z wysłuchiwaniem ciągłych przytyków od rodziny i najbliższych, że jestem: blada, chora, anemiczna i żebym się trochę opaliła bo brzydko wyglądam. Ciężko tego słuchać ale aż mnie trzęsie na samą myśl o poparzeniach, schodzącej skórze i paskach po nierównej opaleniźnie.

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja bym chciała wrócić do postów o dbania o cerę by zatrzymać młodość ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już chyba wszystko zostało powiedziane :P trzeba dokładnie przejrzec archiwum ;)))

      Usuń
    2. No co Ty. Kultura Azjatycka nie śpi :P A Cukier wyszukuje cudowne środki do dbania o urodę (nie tylko twarz ale zęby, ciało) :)

      Usuń
    3. Ja najbardziej lubię te posty i filmikigdzie Cukier pisze o dziwnych przyrządach i jeszcze je na sobie testuje. Fajna była też seria o masażach. Oczywiście fajnie gdy napisze też trochę o życiu tutaj, choć wiem że nie taki temat bloga ;(
      A o tym szkodliwym słońcu i jasnej cerze jako przepisie na młodość, mielonych w kółko tutaj, już mi się nie chce czytać. Co za dużo to nie zdrowo ;)

      Usuń
    4. Ja również bardzo chętnie poczytałabym jeszcze o tematyce młodości. Myślę, że przydałaby się seria opisująca poszczególny typ cery i dane problemy jako podtypy. Na przykład jak dbać o cerę suchą, tłustą, trądzikową z pierwszymi zmarszczkami albo trądzikową dojrzałą i tak dalej.. Myślę, że byłoby ciekawe i bardzo pomocne zarazem :)

      Usuń
    5. Własnie! moze cos dla suchej cery?:P ktora co by nie mówic, często wystepuje sród Polek...

      Usuń
    6. no właśnie, a nie w kółko przekonywanie tych którzy nie są przekonani do nieopalania się. Kto zrozumiał to zrozumiał. A kto nie to ich olać.

      Usuń
    7. To ja bym sie dolaczyla do tego koncertu zyczen i poprosila o wiecej przykladow cwiczen miesni twarzy. Bardzo mnie przekonalas do pomyslu.

      Turzyca

      Usuń
  15. Świetnie napisany tekst,pod którym podpisuję się się obiema łapkami. Sama unikam opalania i wiem,jak trudno jest wytrwać gdy w okół każdy-na czele z rodziną,gani mnie i zmusza do opalania bo "tak jest zdrowiej"/"będziesz wyglądała jak człowiek". Bardzo trudno mieć swoje zdanie i "styl"(jesli tak to można nazwać)-osobiście uwielbiam bladą skórę,uwielbiam to jak kontrastuje z makijażem (nawet tym niezbyt mocnym) i ubraniami. Podkreśla to,co dla mnie jest piękne.
    Jestem zdania,że na wszystko trzeba patrzeć z dystansem i mieć otwarty umysł-to,że od pewnego czasu panuje moda na "złotą skórę" nie znaczy,że jest to jedyna słuszna droga i osoby,które odmawiają niszczenia sobie skóry są wytykane palcami.

    Piękno polega na tym,aby czuć się dobrze z samym sobą. Nawet jeśli ktoś,pomimo twardych dowodów na szkodliwość słońca chce się opalać,nie należy tego negować-w końcu wszyscy uczymy się na błędach. Uważam,że póki człowiek dąży do wyimaginowanego przez siebie idealu piękna i nie krzywdzi tym nikogo innego,to jest jak najbardziej ok.
    Pamiętać należy jednak,że pewnym rodzajem krzywdzenia są docinki na temat wyglądu i tego czego nie powinien/powinien robić-w tym wypadku opalać się.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zabawne :)
    Pytasz się kiedy przestaniemy ulegać modzie i kiedy stereotypy itp. przestaną "dyktować nam jak mamy żyć", ale sama temu wszystkiemu ulegasz. Dlaczego wybierasz takie a nie inne ubrania? Bo Ci się podobają. Dlaczego Ci się podobają? No bo tak. Dlaczego kupujesz taki produkt spożywczy a nie inny? Bo może zobaczyłaś go mimo chodem na reklamie i podświadomie zakodowało Ci się, żeby go zakupić. Albo ktoś Ci powiedział, że konkurencyjny jest koszmarny, bo nieszczęściem trafiło jej się, że był przeterminowany albo ze złej partii, więc wzięłaś drugi. Ciężko jest stwierdzić na ile Twoja decyzja jest Twoją własną a na ile nieświadomie narzuconą z góry.
    Jeżeli chodzi o cerę to bladość nie jest dobra. Dobry jest naturalny odcień skóry, który zafundowała nam matka natura i rodzice. Przecież afroamerykanie nie będą się wybielać. Swoją drogą takie podejście do klasyfikowania ludzi pod względem koloru skóry obecne jest raczej tylko w Azji (co widać na niektórych reklamach, gdzie dziewczyna zakochała się w chłopcu i zaczęła się upiększać od rozjaśnienia koloru skóry zaczynając). W Europie nie jest to tak powszechne. Kolor skóry nie sprawi, że Twoje życie będzie lepsze czy gorsze (a jeżeli tak to zakrawa to o rasizm :P). Nie przykłada się do tego aż tak wielkiej wagi.
    Jeżeli chodzi o tą "zdrową opaleniznę" to raczej chodzi, moim zdaniem przynajmniej, o ukrycie mankamentów urody typu sińce pod oczami tudzież widoczne żyły pod skórą wśród osób o wyjątkowo jasnej karnacji, która zakrawa na tzw. "trupią bladość".
    A to co mówią nam media? Dlaczego akurat teraz modna jest chudość a innym razem atletyczna sylwetka? Dlaczego raz nam mówią, że kawa jest zdrowa, potem że jednak szkodliwa itp? Z jednej strony jest to spowodowane niewiedzą i ciągłymi "badaniami", które i tak niewiele wnoszą (mówię teraz o diecie, "amerykańscy naukowcy" są bardzo zmienni w swoich osądach), z drugiej zaś chęcią zysku (co chwilę wychodzą jakieś nowe kremy do twarzy, co chwile mówione jest, że to nam szkodzi, tamto nie. Teraz jest moda na bieganie, ludzie masowo wykupują sportowe koszulki, buty i spodenki, jakieś zegarki mierzące puls itp, firmy zacierają ręce. Za chwile ta moda na bieganie przeminie, bo się okaże, że jest szkodliwe na staw skokowy i większość ludzi ma problemy z kolanami, także bieganie jest złe, nie biegajcie, róbcie coś innego).
    Co do chwalenia się statusem portfelowym - co chwilę widzę jak ludzie chwalą się swoimi zakupami, wycieczkami, na fejsbuku masowo widać zdjęcia znajomych w jakichś restauracjach. Przecież to nie jest nic innego jak stwierdzenie "HA! Patrzcie, mam dużo pieniędzy i wydaje je na rzeczy, których ty pewnie nie będziesz mieć". Osobiście patrzę na to z lekkim skrzywieniem. Fajnie, że ludzie zarabiają, wydają te pieniądze i cieszą się tym wszystkim, ale na ile jest to dla nich samych a na ile po to żeby się pokazać?
    Co do jeszcze tej nieszczęsnej witaminy D - można ją również zdobyć spożywając chociażby ryby. Wiele produktów jest wzbogacanych witaminą D. Niedobór tej witaminy w dzisiejszych czasach nam nie grozi. Pokuszę się wręcz o stwierdzenie, że w dzisiejszych czasach bardziej grozi nam hiperwitaminoza niż awitaminoza :)
    Nie dajmy się zwariować. Żyjmy a nie martwmy się tym, że wszystko nam szkodzi i że będziemy starzy. Co się stanie to się stanie, nie mamy na to wpływu, oczywiście możemy to opóźnić albo przyspieszyć, ale przede wszystkim róbmy to co sprawia nam przyjemność :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To najmądrzejsza wypowiedź, jaką tu przeczytałam. Brawo.

      Usuń
    2. Najlepszy komentarz jaki do tej pory przeczytalam na tym blogu:)

      Usuń
    3. Na większość z nas wpływają normy kulturowe. To nie jest nic wstydliwego, to część życia - często nasiąknęliśmy nimi jako dzieci. Ale kwestionowanie ich jest potrzebne do świadomego życia. Fajnie by było gdyby każdy miał siebie samego za swój drogowskaz, nie media, czy ekspertów a ewentualne uwagi czy porady traktował jako sugestie do własnej analizy a nie prawdy objawione. Myślę, że AC coraz bliżej do takiego złotego środka dlatego bardzo lubię takie wpisy.

      Usuń
    4. Moim zdaniem w niektórych społeczeństwach, a w polskim jak najbardziej jest dość mocno zakorzeniona ''kultura zdrowej opalonej skory'' . Myślę, że wiele osób się oburzy, ale to jest moja opinia nam się tylko tak wydaje, że wiem, jak to promieniowanie UV i UVB jest szkodliwe. Niby kupujemy filtry (mniejsze niż 50, nie nakładamy je w zalecanej ilości oraz częstotliwości), ale i tak lubimy się ''smażyć na słońcu''. Niby wiemy, ale nadal mocno jest zakorzenione w nas, ze skora brązowa jest zdrowa. Jako dziecko, moja cala rodzina namiętnie korzystała z uroków słońca, nad morzem, w ogródku, na balkonie, dachach. Znajomi, rodzice każdy się wystawiał, włącznie ze mną-niestety. Dopiero moje wizyty na oddziale onkologicznym spowodowały, ze tak naprawdę dopiero oczy mi się otworzyły, jak wiele osób starszych (70 - 80 latków), ma czerniaki, zmiany nowotworowe na skórze. To jest właśnie najlepszy dowód jak podchodzimy do spraw opalania. W jakich miejscach na plecach, twarzy, rekach, czyli w miejscach najbardziej odkrytych na promieniowanie. Ja tamtej pory stosuje po kilka razy dziennie filtry, zasłaniam się, nosząc nakrycia głowy, musze okulary przeciwsłoneczne. Wymagam tego samego od swojej rodziny - dzieci i męża. I tutaj najlepsza jest reakcja otoczenia, a ,,dlaczego jesteście tacy bladzi, jak pojedziemy na wakacje to słyszę ''byliście na wakacjach i pogody nie było, jaka szkoda''. Stad niby wiemy, jesteśmy poinformowani, ale nie przyjmujemy tego do wiadomości, ze tak naprawdę bez filtra przeciwsłonecznego to nie powinniśmy wychodzić z domu i to przez caly rok, nawet jak jest pochmurno. A bardziej zorientowani, wiedza, ze nawet monitor komputera ma szkodliwe promieniowanie, mnożyć można. Zaraz będzie, że popadam w przesadę, ale tym tematem akurat się interesuje. Ja, jako osoba już z trzydziestka na karku zauważam zniszczenia na skórze spowodowane dawnym namiętnym opalaniem. Obecnie jako przeciwage stosuje retinoidy, różne kwasy. Znam również osoby je stosujące mających podobna pielęgnację ze i tak parę minut w solarium to lekarstwo na zimowa depresje, natomiast krótkie wystawienie buzi do słońca na parę minut nic złego nie zrobi. A później jest lament, bo ma się prebarwienia, czy też problem z naczynkami, pieprzyki, brodawki. No ale jesteśmy dziećmi Czarnobyla, wiec..

      Usuń
    5. "Jeżeli chodzi o cerę to bladość nie jest dobra. Dobry jest naturalny odcień skóry" - dokładnie! Pomiędzy osobami nałogowo korzystającymi z solarium lub plaż a tymi, które nałogowo wklepują filtry cały rok jest jeszcze miejsce na... normalność. Gdyby natura uważała za stosowne uchronić nas maksymalnie przed słońcem - bylibyśmy porośnięci futerkiem jak koty, albo cała ludzkość byłaby czarnoskóra. W Polskiej strefie klimatycznej, pracując 8h w biurach- bez przesady z tymi filtrami. Jestem po 40, z solarium korzystałam zaledwie kilka razy w życiu, ale nie chronię się przesadnie przed słońcem i nie stosuję filtrów chemicznych wychodząc na dwór. Moja skóra wygląda lepiej niż koleżanek zakochanych w solarium w latach 90 ale wcale nie gorzej niż tych, które unikały słońca pod parasolami, ze względu na jasną karnację i łatwość poparzenia.
      Kiedyś masło było "samym złem", dziś- masło zrehabilitowane jest.

      Usuń
    6. @Anonimowy (9 lipca 2014 15:03)

      Jesteś pewna z tymi monitorami? Z tego, co wiem, tylko CRT i szczególne typy LCD emitują UV, i to w bardzo niewielkiej dawce
      http://www.nushield.com/forum/forum/other-topics/27-uv-exposure-from-monitor-emissions-and-eye-fatigue
      Jeśli masz jakieś inne informacje/źródła, chętnie poczytam, bo przyznam, że temat mnie interesuje. Przed wielkim, 24" monitorem spędzam z racji zawodu ogrom czasu.

      Usuń
    7. ''Jeżeli chodzi o cerę to bladość nie jest dobra. Dobry jest naturalny odcień skóry, który zafundowała nam matka natura i rodzice'' Nie pomyślałaś że ktoś jest właśnie blady z natury? Ze ktoś urodził się rudzielcem (jak ja) i jest bladotrupi? Są osoby blade od urodzenia, bo takie ich stworzyła matka natura :) Ty od razu z góry zakładasz że takie osoby nie istnieją.

      Usuń
  17. Sporo osób narzeka, że ludzie krytykują ich za "bladość", ja mam natomiast zupełnie inne doświadczenia. Mam ciemną oliwkową karnację i opalam się bardzo szybko, nawet jak wysmaruję się wysokimi filtrami i spędzam czas głównie w cieniu. Jako dziecko w lecie mnóstwo czasu spędzałam na dworze i nie pamiętam wakacji podczas których nie słyszałabym, że wyglądam jak Rumun lub Cygan (nie były to przytyki tylko ze strony innych dzieci, ale także od dorosłych sąsiadów, którzy najwidoczniej uważali nazwanie 10-latki "Rumuniątkiem" za szczyt dowcipu). Więc może jest po prostu tak, że ludzie nie lubią skrajności i tego co mocno odstaje od normy (a normą, przynajmniej na moim podwórku, były twarze spieczone na czerwono).
    Teraz używam filtrów przez cały rok, a w lecie to w ogóle nie wyobrażam sobie wyjść z domu bez SPF 50 na twarzy. Ale nie ukrywam, ze od czasu do czasu lubię sobie usiąść np. na ławce w parku na pełnym słońcu (nie za długo oczywiście), bo nic innego mnie tak nie relaksuje i nie mam zamiaru się z tego powodu samobiczować. Nie palę, nie piję alkoholu, nie jem śmieciowego jedzenia, więc to jedyna taka moja niezdrowa słabość. I przynajmniej robię to świadomie i wiem czym może grozić, w przeciwieństwie do osób które na całodzienny pobyt na plaży biorą filtr o faktorze 10 i cieszą się, że są tak świetnie zabezpieczeni ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. prędzej raka wywołają te wasze filtry, które są szkodliwe i są tylko kolejnym wynalazkiem ludzkim, niż promienie słoneczne, które były od zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę w takim razie o konkretne badania i dane w jakim stopniu i które konkretnie filtry wywołują raka. Piszesz o chemicznych czy fizycznych? Czy może o mieszankach? A może podasz przykłady konkretnych marek, których produkty z filtrami są rakotwórcze? Serio, chętnie się dokształcę, w końcu skoro tak piszesz to na pewno Twoje słowa są czymś poparte prawda? ;)

      Usuń
    2. A gfdzie sa badania o raku skory? od slonca? naturalnego. brak.

      Usuń
  19. Gdyby mnie kto pytał o zdanie a wiem, ze nie spyta, rzekłabym, że jest dokładnie odwrotnie, przynajmniej w moim środowisku. A to środowisko głównie medyczne. Znakomita większość nie opala się i stosuje tak silne filtry, jakbyśmy mieli tu klimat subsaharyjski przy czym przychodzą do pracy o 7.30 a wychodzą o 18, więc gdzie ta ekspozycja, to nie mam pojęcia.
    Ja się opalam i będę to robić, bo moja twarz zwyczajnie wygląda niezdrowo kiedy jest blada. Mam dosyć szarawy, lub raczej siny odcień cery a ma to związek z naczynkami. Kiedy się opalę skóra wygląda na jednolitą i na wypoczęta a nie umordowaną praca przed komputerem. Z solarium nie korzystam i nie zamierzam, bo nie lubię. Zaraz się tu posypią komentarze odnośnie zdrowia itp. Nie palę, piję okazjonalnie i najwyraźniej taka moja uroda a i opalać się lubię, bo po małej serii moja skóra nie szaleje przez prawie rok. Ale właściwie każdy zdrowo obsztorcowuje, albo raczej próbuje to robić i wygłasza tyradę jakie to niezdrowe, jakie szkodliwe itp. Taaak...bo nakładanie chemicznego koktalju ze składnikami długimi na 3 linijki jest absolutnie zdrowe.
    A w ogóle zajmowanie się odcieniem skóry innych osób zakrawa na dumanie, czy loki są przejawem wstrzemięźliwości, czy może na odwrót. To czysta abstrakcja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro masz naczynka (ja też), ale lubisz przyciemnić skórę, to,nie myślałaś, żeby użyć samoopalacza?

      Usuń
  20. Szczerze mówiąc nie rozumiem tego postu. Po przeczytaniu miałam w głowie tylko jedną myśl: "Że WHAT?!". Nie wiem czy środowisko w którym przebywam jest jakieś inne, ale kompletnie nie zwraca się uwagi na odcień skóry. Do oceny, czy ktoś jest ładny, ZUPEŁNIE nie jest to brane pod uwagę. Na ulicy można spotkać osoby od porcelanek do "polskich Ganguro" (świetne określenie!) i jedynie te ostatnie zwracają moją uwagę, bo zaczynam się zastanawiać, czy to z natury jest takie ciemne (w negatywnym tonie). Dlatego nie rozumiem po co roztrząsać kwestię postrzegania koloru skóry w Polsce. Kilka lat temu to miałoby sens, ale na dzień dzisiejszy to nie ma żadnego znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ogóle od jakiegoś czasu się zastanawiam po co AC pisze o "polskim podejściu" skoro od lat tutaj nie mieszka i ewidentnie jest do tyłu z pewnymi sprawami. Często odnoszę wrażenie, że ona opiera się na scenkach sprzed kilkunastu lat, do tego ściśle związanym tylko z jej życiem i przez taki pryzmat ocenia całe polskie społeczeństwo. A jak już ktoś w podobny sposób oceni Azjatów to jest lament, że jak my tak możemy, że my nic nie wiemy, że nie ocenia się ogóły na podstawie jednostki.

      W Azji bardzo patrzą na kolor cery i w ogóle czy ktoś spełnia warunki tamtejszych kanonów urody, które są bardzo jasne i znane ogółowi (chociażby słynna historia wokalistki Hyorin, którą własna matka uważa za brzydką*). A więc Cukrze, to że tam tak oceniają dokładnie wygląd człowieka, dzieląc jego cerę na lepszą i gorszą bo ma jakiś tam odcień (czysty rasizm moim zdaniem), to nie znaczy, że podobnie i na tak masową skalę robi się to w Polsce.

      Oczywiście, bywa że rodzice czy ktoś bliski mówi by ktoś blady się opalił, ale raczej nie robi się z takiej osoby gorszej jak to bywa w Azji wschodniej. Taka osoba wciąż ma szansę osiągnąć sukces na różnych płaszczyznach. A w Azji z tego co czytam i widuję nawet w filmach kolor skóry potrafi determinować wiele ważnych życiowych spraw.


      *https://www.facebook.com/244813772293218/photos/pb.244813772293218.-2207520000.1404949244./373567442751183/?type=3&src=https%3A%2F%2Fscontent-a-fra.xx.fbcdn.net%2Fhphotos-frc3%2Fv%2Ft1.0-9%2F382298_373567442751183_716335331_n.jpg%3Foh%3D9937d5c827b4a551bf661fb87938c2b1%26oe%3D54372DB2&size=480%2C503&fbid=373567442751183

      Usuń
    2. Ja szczerze mowiac tez nie bardzo rozumiem opisywana tu problematyke.
      Powiem szczerze, ze gdyby nie takie blogi i wpisy to w ogole nie widzialabym problemu.Rozumiem, ze mieszkajac w Azjatyckim kraju mozna miec rzeczywiscie inne spojrzenie.
      Tak samo gdyby nie blogi, nigdy nie wiedzialabym, ze sa ludzie ktorzy codziennie po kilka razy smaruja sie filtrami i wrecz chorobliwie boja sie kazdego promienia slonca. Ostatnio wyczytalam gdzies nawet pytania, czy spedzajac caly dzien w biurze, tez trzeba sie KILKA RAZY smarowac, bo przeciez slonce przenika przez szyby ?!
      Moze mam inne poglady, ale uwazam, ze to juz jest po prostu paranoja. Nie dajmy sie zwariowac, jasne ze solarium jest beznadziejne, i oczywiscie ze wystawianie sie godzinami na slonce tez zdrowe nie jest, ale we wszytskim nalezy zachowac jakis umiar. Nie wiem czy wklepywanie w siebie codziennie chemicznych filtrow jest takie zdrowe ?
      Idac tym tropem trezba byloby zrezygnowac naprawde ze wszytskiego, bo prawie wszytsko jest w jakis sposob niezdrowe, szpikowane chemia, modyfikowane genetycznie lub niekoniecznie zdrowe dla naszego organizmu.
      NIgdy w zyciu nie spotkalam sie z tym, zeby kogos oceniac za to ze jest zbyt blady badz zbyt opalony. Mieszkam na innej planecie czy jak ?

      Usuń
    3. Oczywiście Cukrze nie chcę Cię atakować, ponieważ z chęcią czytam twojego bloga. Bardzo interesuje mnie temat piękna w Azji i ICH podejście i sposoby dla bladej skóry, jednak uważam, że temat ten w Polsce jest zamknięty. Każdy ma własną teorię odnośnie opalania/unikania słońca. Jedyne komentarze które słyszę to w żartach między koleżankami "Oj będziesz miała kiedyś zmarszczki!" albo "A ja myślę że powinnaś się opalić". Jednak wywołują je tylko przesadzone zachowania niektórych znajomych, którzy uważają słońce za największego wroga i boją się chociażby przejść ulicą w słoneczny dzień, więc to nie dziwne że w gronie znajomych takie żarty są normalne. W żadnej innej sytuacji nie spotkałam się z komentarzami odnośnie odcienia skóry.

      Usuń
    4. A ja jednak uważam, że dyskryminacja ze względu na bladość nadal w Polsce istnieje. Być może zależy to od środowiska. Ja zarówno W małym mieście, z jakiego pochodzę, jak i na wsi, gdzie mam część rodziny, ciągle, do znudzenia, słyszałam jaka to jednem blada i jak brzydko to wygląda. A nie należę do tych najbledszych, moja skóra ma naturalnie złotawy odcień i chociaż twarz chronię zawsze, to ciało latem łapie trochę słońca. Co i tak nie uchroniło mnie przed komentarzem typu "Ty patrz jakie nogi, białe jak u mojej babci!" na cały głos w katowickim tramwaju, jakoś rok temu ;-)

      Co do przenikania słońca przez szybę, to nie da się jednak zaprzeczyć, że promienie UVA przez nią przenikają, a filtry po kilku godzinach się destabilizują. Jeśli ktoś wejdzie w temat głębiej, to reaplikacja filtra przestaje być paranoją, a staje się jego normalnym użytkowaniem. Tak jak mycie rąk przed każdym posiłkiem, które kiedyś też paranoją było ;-)

      Usuń
    5. przyjechałam parę dni temu na wakacje do Polski. mama trochę się dziwi, że smaruję się filtrem 50 na twarzy, a tata powiedział: idź opalić te nogi, bo są jak hauskejza (taki ser). także jakis tam stereotyp ciągle pokutuje.

      Usuń
    6. Jest dyskryminacja, wiele razy słyszałam głupie docinki, czy wręcz naśmiewanie się z mojej karnacji.

      Usuń
  21. Ja zawsze byłam inna. I do teraz nie mam zamiaru trzymać się wytyczonych norm, tylko tych które ja sama uważam za dobre. Lubię jasną cerę, spódnice(jakże to trudne w erze kobiet chodzących w spodniach, nawet w sklepie jest mały wybór w fajnych spódniczkach czy sukienkach. No, chyba że na lato...) do tego zwykle mam jakiś dziwny makijaż(to akurat wina braku umiejętności ;-;) albo włosy w nietypowym kolorze...I jest mi z tym wszystkim dobrze, bo czuję się sobą. Anie kolejną dziewczyną która za wszelką cenę próbuje przypodobać się światu.

    OdpowiedzUsuń
  22. przypomina mi to czasy (najdurniejszy pomysł : D ) gimnazjum, a było to (uhhh.... ) 10 lat temu, kiedy przez pewien czas nie miałam koleżanek BO BYŁAM BLADA ;D jestem naturalnie strasznie blada, nie opalam się. nawet jak sie poparzę, to to wraca od razu do bieli, nie ciemnieje (genetyczny spadek po tacie xD ). przez 2 lata chodziłam dwa razy w tygodniu na solarium i też mi to nic nie dawało (no ok, kłamię. stopy mi się "opalają" na taki hmm.. brudny kolor lol). nie wiem jak to jest teraz, ale wtedy "elita" chodziła na solarium (zwykle dzieciaki z bogatszych domów, więc tu siępotwierdza Twoja teoria) i wszyscy mieli tak wyglądać, bo inaczej są od razu skreśleni ;3 chociaż do dzisiaj, szczególnie właśnie w lecie słyszę często, że jestem taka bledziutka i pewnie jestem chora. o, to mi nasuwa kolejną myśl o bladości. BLADOŚĆ = CHOROBA. tak myśli większość osób. nawet moja babcia dalej każe mi więcej przebywać na słońcu, to się w końcu opalę... w moim miejscu pracy często też spotykam się z pytaniem czy jestem gotem (ale to już chyba też kwestia piercingu ^^; ), kiedyśtam było emo. więc z moich doświadczeń BLADOŚĆ = brak kasy na solarium + wakacje na majorce czy gdzieś, choroba (może anemia?), bycie gotem.
    pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś pewna, że nie miałaś koleżanek bo byłaś blada? Przypomina mi to klasyczne "jestem lepsza od innych bo jestem inna, taka niecodzienna! Nikt mnie lubi bo oni są tacy jak z kserokopiarki. Ja jestem inna, nie lubią mnie, bo noszę glany/jestem blada/słucham country itp.".
      Jeśli ktoś kogoś nie lubi to raczej za zachowanie, a nie wygląd sam w sobie. Sama widziałam osoby brzydkie, grube, czy inne odstające od laleczkowatych kanonów. Miały naprawdę sporo znajomych w gimnazjum i to nie raz wśród tych "laleczek i kenów"- ale to dlatego bo były to naprawdę ciekawe, sympatyczne, otwarte dzieciaki, nie patrzące na innych jak na coś gorszego.
      Jeśli ktoś wiecznie chodzi z nosem na kwintę lub się krzywo patrzy bo inni tacy popularni, to nie ma się co dziwić, że inni nie pałają sympatią.
      Była u mnie taka jedna w klasie gimnazjalnej, co nikt jej nie lubił, każdy dokuczał ale nie dlatego bo była najniższa w klasie, tylko dlatego bo się nad sobą użalała z powodu tego wzrostu. Wszędzie dawała sygnały, że ona taka delikutaśna i z byle powodu ryczała, obrażała się, patrzyła spode łba. W końcu stała się obiektem żartów bo zwyczajnie robiła z siebie szopkę.
      Natomiast w liceum miałam jeszcze niższą dziewczynę z bardzo zdeformowanym ciałem. Ta to miała znajomych. Wszędzie jej pełno, wesoła, nie dawała po sobie poznać, że się wyróżnia. A jeszcze jak ktoś by nie daj Boże zwrócił jej na to uwagę, że jest inna to by spotkał się z jej pięściami pewnie. W kaszę sobie dmuchać nie dawała to inni też ją szanowali ale przy tym z sympatią podchodziła do innych. Nie traktowała kogoś gorzej bo imprezował/nie imprezował, lubił róż w nadmiarze/nie lubił. Jak ktoś wysyła pozytywne fluidy to nawet tusza czy trądzik go nie skreśli towarzysko. Najłatwiej zwalić na swój wygląd czy status społeczny.

      Usuń
    2. proszę mi wierzyć, że tak właśnie było ;) niewiele się zmieniłam od tego czasu, a w liceum, na studiach czy teraz w pracy jestem lubiana. wtedy dokładnie chodziło o to : D bo byłam "inna", a dla nich "inna" = blada. sami mi mówili czy mi nie wstyd tak wyglądać. nie mam 12 lat i nie koloryzuję : D nie wiem czy to była akurat kwestia szkoły. ale "elita" wyznaczała wtedy trendy. jeszcze się śmiali bo miałam kręcone włosy i to wstyd, trzeba wyprostować ;D takie życie. dopiero teraz po tylu latach widzę jacy to byli (a może nadal są, kto wie) idioci

      Usuń
    3. 'Jak ktoś wysyła pozytywne fluidy to nawet tusza czy trądzik go nie skreśli towarzysko. Najłatwiej zwalić na swój wygląd'

      Ojjjj z takimi tezami trzeba ostrożnie... Nie znam Cię i z góry przepraszam, jesli sie myle, ale po takim stwierdzeniu zakladam, ze twoje lata szkolne minely mniej lub bardziej bezbolesnie. Albo masz silny charakter. Bo dzieciaki sa okrutne i wystarczy popytac osob, ktore w szkole byly od rowiesnikow duzo ciezsze albo zmagaly sie z mocnym tradzikiem, zeby uslyszec historie, od ktorych wlos sie jezy - szczegolnie dotyczy to dziewczynek. Lata dojrzewania sa trudne, a odstawanie od sredniej w ktarakolwiek strone natychmiast zauwazane i bombardowane (za chuda, za gruba, za niska, za wysoka, za duzy biust, plaska jak deska, za blada, za ciemna, albo wlasnie twarz w tradziku, aparat na zebach etc). Ostatnie, o czym mysli mloda osoba, ktorej poczucie wlasnej wartosci jest nizsze z kazdym przytykiem czy wybuchem smiechu, to wysylanie temu samemu otoczeniu 'pozytywnych fluidow', tym bardziej, jesli dodatkowo jest np. introwertykiem i w jej naturze zwyczajnie nie lezy bycie motylkiem towarzyskim.

      Oczywiscie nie twierdze, ze nie ma wyraznie innych dzieci/nastolatkow, ktore mimo to maja akceptacje otoczenia, grono znajomych i nigdy nie byly w szkole przesladowane... Ale to raczej wyjatek, niz zasada.

      Usuń
    4. Zacznę od Ali:
      Miałam okropny trądzik. Potworny. Nie determinował on moich problemów towarzyskich. Jedynie ja w najgorszym etapie zamknęłam się na ludzi bo się wstydziłam nawet wyjść z domu. Ale poza tym, kto miał mnie lubić ten lubił - od ładnych i bogatych, po ładne i biedne. Nikt mi nie wytknął cery, a naprawdę różnymi ludźmi się otaczałam. Nawet takimi, którzy jakby chcieli to powiedzieliby co sądzą o mojej twarzy byleby mnie zranić.
      Natomiast jeśli ja kogoś z góry skreśliłam bo uznałam za patologię, czy po prostu ktoś mi się nie spodobał, to ta osoba też mnie nie lubiła. To działało w dwie strony. Ja kogoś uważam za gorszego, za kogoś z kim nie chcę się kumplować bo jest może moim zdaniem głupim, to ta osoba też mnie nie lubi. A wierz mi, miałam taki etap, że mnie nawet bito bo na pewnym etapie szkolnego życia zrobiłam z siebie ofiarę. Nie pamiętam już dlaczego ale to była kwestia zachowania a nie mojego wyglądu. Więc wiem jakie dzieciaki bywają okrutne.

      Ali mogę się z Tobą zgodzić. Bywa, że jednak trafi się na hołotę która potraktuje cię jak śmiecia za totalną bzdurę. Niestety :( Ale wiele sytuacji stwarzamy sobie sami i trzeba mieć tego świadomość. Ludzie jedynie potem tylko dodatkowo wbijają igiełki typu "bo jesteś blada, masz trądzik" ale zazwyczaj nie lubią nas za coś poważniejszego.
      I niestety tak jak piszesz, jeśli ktoś jest z natury zamknięty, to nie dziwota, że nie ma znajomych. Nie sztuką jest winić społeczeństwo. Trzeba zobaczyć co robimy źle. Czym się podkładamy. Popracować nad swoimi problemami towarzyskimi. Ale wiadomo, łatwo mówić dorosłej osobie, gorzej zrozumieć to dziecku :(

      Nie raz na forach czytam wypowiedzi w stylu: jestem taka inna, wyjątkowa, wyróżniam się, a ta grupka popularnych mnie nie lubi bo np. nie noszę modnych ciuchów czy nie imprezuję.
      Jak się wczyta w wiele takich wypowiedzi człowiek dochodzi do wniosków, że:
      - nie jesteś wyjątkowa, jest miliony takich jak ty z tym samym podejściem i problemem
      - traktujesz innych z góry lub sama na siłę zamykasz się na innych więc nie dziw się, że nie masz koleżanek i inni na ciebie krzywo patrzą

      Miru, teraz Ty :)
      Możliwe, że się mylę. Nie jestem wszechwiedząca ;(
      Ale jak czytałam Twoją wypowiedź po prostu odniosłam wrażenie, że właśnie było jak opisałam powyżej. Czyli Ty uznałaś, że Ci popularni to jakiś "gorszy sort", dałaś im to wyczuć i oni się przyczepili do Ciebie. Nie wiedzieli czym Cię ukłuć więc wybrali m.in. cerę.
      Ale właśnie myślę, że to nie przez cerę Cię odtrącili tylko przez "negatywne fluidy", które świadomie lub nieświadomie wysyłałaś w ich stronę. Nie wiem, jakieś krzywe spojrzenie w stylu "jak ta laska wygląda, królowa szkoły czy co?" albo coś innego?
      Sama piszesz o nich teraz jakby byli jakąś gorszą grupą, możliwe że wtedy też czuli już Twoją niechęć.

      Jeszcze odnośnie tej niskiej dziewczyny z gimnazjum, o której wcześniej pisałam. Nie była lubiana i bynajmniej nie przez wzrost.
      W podstawówce prawie cała klasa składała się z dzieciaków z którymi byłam później w klasie w gimnazjum.
      W klasach 4-6 był tam wtedy bardzo niziutki chłopak. Nikt mu z tego powodu nie dokuczał. Jakoś wszyscy go lubili, nawet ci sami co później gnębili tamtą niską dziewczynę. Ale on nie robił z siebie szopki, że on taki malutki, biedniutki i wszyscy jesteście źli. Nie chodził wiecznie naburmuszony i nie tłumaczył swych porażek "bo ja jestem taki niski".
      Więc w moim towarzystwie nie wygląd był głównym czynnikiem tylko czyjeś zachowanie. Sam się czymś podłożyłeś to potem brutalnie to wykorzystywano.


      Mam nadzieję, że się jasno wypowiedziałam. Chciałam jedynie naświetlić, że czasami coś wyolbrzymiamy, a źródło problemu tkwiło gdzie indziej.

      Usuń
    5. Ok, mam nadzieję, że swoją odpowiedzią nie wsadzę kija w mrowisko i nie będę tego potem żałować, ale... MałyJeż, jedna rzecz nie daje mi spokoju w obu Twoich komentarzach, mianowicie próby usprawiedliwiania i racjonalizowania bullyingu.

      Niestety nie ma na to słowa po polsku, ale na pewno wiesz, o co chodzi - zjawisko prześladowania przez rówieśników jak najbardziej istnieje też w Polsce, ma się dobrze, i niestety nie jest traktowane odpowiednio poważnie :| Nie odbieraj tego proszę jako ataku na Twoją osobę, chcę się tylko i wyłącznie odnieść do określonego sposobu myślenia, który jest szkodliwy i krzywdzący, z którym się nie zgadzam i z którym jako nauczycielka staram się walczyć, jak mogę. A który jest bardzo powszechny. Może mi przyznasz rację, może uznasz, że wymyślam i przesadzam, a może ktoś inny te moje wywody przeczyta i zreflektuje się, że faktycznie coś w tym jest.

      Jeśli wpiszesz w Google 'bullying reasons' jednym z pierwszych wyników jest ten artykuł:

      http://bullying.about.com/od/Victims/a/10-Reasons-Why-Kids-Are-Bullied.htm

      Nie szukałam go specjalnie, to tylko krótki, bardzo ogólny zarys problemu. Ale autor artykułu zaczyna od tego, że w społeczenstwie nadal pokutuje przekonanie - BŁĘDNE przekonanie - że ofiary bullyingu same są sobie winne.

      Że gdyby były silniejsze, gdyby nie użalały się nad sobą, gdyby się nie podłożyły, gdyby były INNE, niż są, to nie byloby problemu.

      Że jeśli nie chcą być prześladowane, powinny się zmienić i nad sobą pracować.

      Że wina nie leży po stronie prześladującego, tylko prześladowanego.

      Każdy inny artykuł i książka napisane na ten temat będą udowadniały, że to nieprawda. Problem NIGDY nie leży po stronie ofiary, bo każdy, dosłownie każdy, może być ofiarą, niezależnie od tego jaki jest, co robi i gdzie jest w szkolnej hierarchii. Wszystko sprowadza się do prześladowcy (bully) i do chęci zdominowania drugiej osoby. To bully jest odpowiedzialny za powstałą patologiczną sytuację, nigdy ofiara!

      Artykuł podaje wiele powodów, dla których dzieci są prześladowane, od rasowych czy religijnych, przez wspomniany już wygląd czy niepełnosprawność, aż do bycia bardziej inteligentnym od rówieśników czy wyróżniającym się w sporcie. Czy wyróżniasz się na plus, czy na minus, nie ma znaczenia. Pretekst zawsze się znajdzie.

      Obojętnie, co jest powodem prześladowania, niezależnie od tego, jaki ofiara ma charakter i co zdaniem otoczenia robi 'źle', ŻADNE dziecko nie zasługuje na to, by być gnębione i poniżane. Nie ma takiej sytuacji, w której można usprawiedliwić bullying, poklepać prześladowcę po głowie i powiedzieć 'Tak trzymaj!'.

      Więc proszę, nie usprawiedliwiaj osób, które prześladowały Cię w szkole. Nie zasłużyłaś sobie na bicie, bo nie ma usprawiedliwienia dla przemocy, fizycznej, werbalnej czy emocjonalnej. Nie ma i już.

      Usuń
    6. :)
      Czułam, że o to ktoś się przyczepi:
      "MałyJeż, jedna rzecz nie daje mi spokoju w obu Twoich komentarzach, mianowicie próby usprawiedliwiania i racjonalizowania bullyingu. "
      Możliwie, że wyraziłam się niejasno. Ja nie bronię, nie usprawiedliwiam tylko pokazuję, że pewne chamskie zachowania nie wynikają z tego, że "o jej ma bladą cerę/jest niska/gruba" tylko początek może tkwić gdzieś głębiej. Albo sami nieświadomie spowodowaliśmy niechęć do naszej osoby, albo zwyczajnie ktoś nas nie polubił i okazuje to w mniej czy bardziej chamski sposób. Ale nie, broń Jeżu, nie usprawiedliwiam tego. No i oczywiście, nie zaprzeczam, że bywają tłuki, które zwyczajnie przyczepią się tych szczegółów i tylko dlatego kogoś nie lubią.

      Prześladowanie to prześladowanie (trzeba odróżnić od zwykłego nielubienia i dokuczania, moim zdaniem).
      Możliwe że się mylę. Ale to co wcześniej napisałam, opisałam na podstawie swoich obserwacji. Widziałam jakie osoby były może nie tyle prześladowane (uważam, to za poważniejszą rzecz), a nielubiane, wykluczane, obśmiewane i skąd to się brało. Nigdy nie było to na zasadzie:
      - bo jesteś biedna
      - brzydka
      - gruba/chuda
      itp.
      Prowokatorem niechęci było wkurzające zachowanie, a inny wygląd czy status tylko dawał pole do "popisu" przy wyzwiskach, które leciały tak naprawdę z obu stron.
      I nie było tak, że w tym środowisku ludzie kumplowali się tylko z bogatymi i pięknymi. Bez problemu w grupie były osoby biedne, grube, czy brzydkie, czy inne.

      Ty akurat piszesz o prześladowaniu, które moim zdaniem jest zachowaniem regularnym i brutalnym i nastawionym ewidentnie by komuś nieustająco sprawiać ból. Nie mam z tym doświadczeń (bita byłam krótko ale też i sama z przyjemnością oddawałam jeśli nie bałam się postawić - chyba taki okres, że dzieci się biją i ja akurat miałam ten moment, że się dałam jednej osobie zamiast jak zwykle to skutecznie przerwać. W końcu chłopakowi oddałam i skoczyło się bicie mnie :D ) i nie wiem jak to wygląda.
      Ale wiem jak to bywa, że kogoś się nie lubi, odtrąca i może czasem powie się tej osobie przykre słowa.

      Pewnie nic z tych moich wypowiedzi nie wyjdzie bo nie potrafię tego tak ładnie i płynnie obrać w słowa jakbym chciała.

      Poniżania, odtrącania nie bronię, ale wiem, że często nie bierze się ono z powietrza.

      Usuń
    7. MałyJeż nie powinnaś usprawiedliwiać przemocy. Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy znęcali się nad innymi. Już w szkole tego nie tolerowałam, przez co, "popularni" postanowili poznęcać się na de mną. Wołam być sobą, niż tym kim oni chcieli żebym była. Nie chciałam wywyższać się, obgadywać i znęcać się psychicznie nad innymi uczniami, bo byli biedni, nieśmiali, często chorowali i w z wielu innych powodów. Wiele wycierpiałam, ale nigdy nie żałowałam swojej decyzji. Nie będę komuś włazić w tyłek, żeby mu się przypodobać. Zadawanie się z nimi to wielkie ryzyko, bo choćby uważali Cię za nie wiadomo jaką przyjaciółkę, to i tak prędzej czy później, znajdą pretekst żeby Ci dokopać. Znam wiele takich przypadków. Oni nie szanują innych. Teraz w dorosłym życiu staram się nadal ostrożnie dobierać towarzystwo, bo szkoda nerwów na takich chodzących śmieci.

      Usuń
    8. nie nie nie, ja wysyłałam jak najbardziej pozytywne wtedy, bo jak każdy chciałam być "fajna" i się z nimi zakumplować xp teraz dopiero z punktu widzenia osoby 20stoparoletniej mówię, że to była głupota ;D ale kiedy masz te 13-14 czy 15 lat patrzysz na wszystko nieco inaczej. wtedy bardzo człowiekowi (młodemu i dopiero kształtującemu swoje poglądy) zależy na akceptacji ze strony równieśników. wtedy takie osoby baaaardzo wpływają właśnie na Twoją samoocenę i w tym momencie też życie. ja dopiero rok temu oswoiłam się ze swoją bladością ;D

      Usuń
    9. Nie ma "zwyklego dokuczania" i już.
      Z bullying jest jak dyskryminacja czy mobbing w pracy. W tym artykule http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127291,11873089,Nie_mow_mi_nic_milego.html?as=3
      opisano, że ofiarami mobbingu moze stac się każdy. Często celem oprawcy są własnie osoby zaangazowane, lubiące swoją pracę, mile i pewne siebie. Takie osoby drażnią oprawce tym, że maja to czego on nie ma i temu chce to zepsuć.
      Mechanizm "to tylko zwykle dokuczanie" to jest po prostu przyzwolenie na przemoc a często wytłumaczenie swojej bierności.
      Patrzysz teraz z perspektywy osoby dorosłej i takiej, która nie miała problemów z bullinyngiem. Nastolatek ma inną perspektywę bo nie umie sobie wyobrazić namacalnie, że dorośnie i będzie mógł sobie poradzić z czymś takim.
      w szkole przeszłam "zwykłe dokuczanie" bo byłam za wysoka - dlatego zaczęłam się garbić by być mniejszą. Byłam wtedy trzecim w koljeności kozłem ofiarnym: jak nie było niskiego Łukasza i grubej Krysi to na mnie koncentrowało się dokuczanie ze strony klasy. Jako nastolatka byłam ofiara bullynigu bo miałam inne zainteresowania, ubrania itp (dla nastolatków wygląd jest wazny) a do tego czytałam i miałam okulary. Cięzko wysyłac pozytywne fluidy kiedy jesteś w tej samej klasie przez kilka lat i ludzie się nad tobą znecają. Jeszcze ciężej gdy masz problemy w domu takie jak przemoc. Powinnaś popracować nad empatią i sprobowac znalezc informacje o mechanizmach przemocy bo to wcale nie jest takie proste jak Ci się wydaje. Może można stosować taką miarkę do doroslych ale nie do dzieci i nastolatkków.

      Usuń
  23. W Korei nie raz slyszalam komentarze skierowane do Koreanczykow o ciemniejszej karnacji, ze wygladaja bardziej na osoby z Filipin/Tajlandii niz z Korei. Wydaje mi sie wiec, ze kojarzenie ciemniejszej skory z ubozszymi krajami Azji, gdzie ludzie czesto maja naturalnie ciemniejsza karnacje, tez wplywa na schemat myslenia "biala cera = dobrobyt". Niestety, Korea jest dosc rasistowskim krajem jesli chodzi o biedniejsze nacje, slowa "wygladasz jak Chinka/Chinczyk" komplementem nie sa. Pieniadz jest postawiony na piedestale.

    OdpowiedzUsuń
  24. "A wydaje mi się, że warto drążyć.. Warto się zastanawiać. Warto powątpiewać. Jakby nie patrzeć, te skróty myślowe, te normy i mody, które akceptujemy w swoim życiu mają na nas ogromny wpływ." Masz racje. Podoba mi się Twoje podejście :] Uświadomienie sobie skąd coś się wzięło, czemu jest tak, a nie inaczej, pamiętanie, że moda się zmienia (wszyscy wiemy, ale w praktyce nie bierzemy tego pod uwagę) itd. ułatwi życie i pozwoli zluzować ;) Nie odetnę się od norm kulturowych, wpływu mediów, jednak wole żeby ono było ono mniejsze. Niestety nie mam z kim o tym dyskutować. Zapewne dlatego, ze najwięcej czasu spędzam z młodszymi, a większość bardzo młodych ludzi straszni się spina, jeśli chodzi o wygląd i o to co zrobić, żeby się przypodobać grupce znajomych lub wybitnie wyróżnić.

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja naturalnie mam oliwkową karnację i wszyscy mnie się zawsze pytają czy chodzę na solarium (którego osobiście nienawidzę) :P
    Także w lecie nie muszę się "przybrązowiać" a w zimie wszyscy mi zazdroszczą, że nadal jestem "opalona" :))
    Mimo to uważam że jasna cera jest bardzo ładna i nie naśmiewam się w kogoś, że jest blady...

    OdpowiedzUsuń
  26. Cukrze, to nie na temat twojego wpisu, ale zaintrygowała mnie pewna tendencja. Obracam się wokół azjatów, azjatek mieszkających w Polsce i czytam blogi/oglądam vlogi azjatek na emigracji. Zauważyłam, że procent kosmetyków koreańskich i japońskich, których używają jest niemalże równy zero (może za wyjątkiem kremów BB), a raczej stawiają na sprawdzone międzynarodowe marki typu Clinique, Lancome itd. Zaczęłam się zastanawiać, czy z tym szałem na azjatyckie kosmetyki nie jest tak, że po prostu ekscytujemy się tym, co nowe, nie-nasze? Wychodzi, że dla azjatów ich kosmetyki wcale nie są takie wow i jednak wolą te zagraniczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś też to zauważyłam - blogerki signapurskie się pod tym względem nie różnią, same ochy i achy na temat marek jak Dior, Chanel, Estee Lauder... Można się zastanawiać, czy w ogóle sięgają po lokalne marki. Jednak w sklepach produkty lokalne znikają z półek, jeśli w Seulu odwiedzisz dzielnice zakupową Myeongdong to każdy butik Etude, Skin Food i It's Skin jest zapchany i ludzie kupują właśnie te marki.

      W Azji podjeście do markowości jest dość specyficzne - tutaj nawet 22 latki mają już swoje pierwsze torebki Burbery, portfele Gucci, itd. Często kupione za skrupulatnie i z trudem odłożone pieniądze. Tutaj po prostu każy MUSI mieć te luksusowe rzeczy jak torebki i gadżety znanych marek. Zastanawiam się, czy to parcie na luksus nie przebija się na blogach, gdzie wkółko mieli się tylko luksusowe marki, mimo, że w prywatnych rozmowach nagle się okazuje, że większość osób korzysta z tanszych i lokalnych alternatyw...

      Usuń
    2. Azjatki, które znam, używają w większości kosmetyków azjatyckich. Kosmetyki typu Clinique też u nich znajdziesz ale stawiają głównie na swoje.

      Usuń
  27. Ludzie, czy Wy naprawdę jestescie dyskyminowani ze względu na waszą bladosc? Ja jestem od zawsze biala jak ściana i nikomu to nie przeszkadza.. ok, kilka razy dla ZARTU znajomi mówili: opal sie, bo wyglądasz jak córka młynarza :P ale to żarty... nikt nikogo nie tępi za odcien jego karnacji... tak samo jak mi nie przeszkadzają kolezanki, ktore są wysmażone

    OdpowiedzUsuń
  28. Wydaje mi się, że ludzie zwracają uwagę na opaleniznę..moja siostra zawsze jak używa bronzera czy samoopalacza mówi, że idzie szerzyć propagandę sukcesu. Ludzie zwracają uwagę na opaleniznę i kojarzy się ona tu w Polsce z powodzeniem, zadbaniem i aktywnym spędzaniem czasu :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha :))))) mega mi się podoba stwierdzenie "idzie szerzyć propagandę sukcesu":) teraz nakładając samoopalacz, będę to wspominać :)

      Usuń
  29. Zgadzam się z Twoimi spostrzeżeniami Cukrze. Często po powrocie z urlopu ( np. z Tajlandii) słyszałam od znajomych komentarze; " a gdzie twoja opalenizna?", "to gdzie ty byłaś? myślałem że w Tajlandii...". Innymi słowy opalenizna była wręcz oczekiwana i zaskoczeniem dla wszystkich było, że wróciłam bez niej. W tym sensie jest to w dalszym ciągu atrybut osoby której się "wiedzie" w życiu i dowód na to, że miło spędziło sie czas.
    Dodałabym jeszcze, że przez wielu opalenizna jest postrzegana jako po prostu ładna i nie jest to jedynie kwestia gustu. Ciało muśnięte słońcem to wciąż w naszej kulturze ciało "apetyczne", gotowe do ekponowania w stroju kąpielowym, krótkich spodenkach czy sukience. I choć wzrasta świadomość społeczna na temat szkodliwego oddziaływania słońca, to każda reklama odzieży/ kostiumu kąpielowego/ wakacji w tropikach przedstawia modelki i modelów o mocno opalonej skórze. Z każdym rokiem mamy tu w Polsce wysyp nowych produktów samoopalających, bo pokazanie się z bladymi po zimie nogami czy ramionami jest nadal postrzegane jako mało zachęcająca opcja. Ładne ciało = ciało ze złotą, równomierną opalienizną. I myślę, że w tym temacie jeszcze przez lata się nic nie zmieni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, czyż to nie jest chore??? To oczekiwanie, że na urlopie każdy ma się smażyć? Niepojęte.

      Poza tym moim zdaniem opalenizna niewielu osobom w naszym kraju pasuje, gdyż mało u nas typów o ciemniejszej karnacji czy kolorze włosów. Mam koleżankę, która myśli, że wygląda super opalona, a jest ciemną blondynką o brzoskwiniowej cerze i z opalenizną wygląda beznadziejnie, w ogóle jej to nie pasuje, daje efekt skwarka z solarium. No ale nie przetłumaczysz.

      Usuń
    2. Któregoś lata byłam z siostrą nad morzem, ja stosowałam filtry ona nie. Gdy wróciłam wszyscy pytali, czy cały czas siedziałam w domu :P

      Usuń
  30. Myślę że przeceniasz stopień doinformowania społeczeństwa w tym temacie. Porównianie do alkoholu czy papierosów nie jest zbyt trafione, bo osobiście nigdy nie musiałam się tłumaczyć z faktu że nie palę, a z braku opalenizny o tej porze roku tłumaczę się niemal regularnie. ;) Myślę, że większość osób zakłada, że odrobina opalania nikomu nie zaszkodzi i nie widzą powodów żeby odmawiać sobie przebywania na słońcu. Zbyt jesteśmy wygłodzeni jego brakiem przez pozostałe miesiące w roku. Zgadzam się, że decyzja o tym jak bardzo wystawiamy się na działenie promieni słonecznych powinna należeć do każdego z nas, ale ułudą jest twierdzenie, że nic się nam w tym temacie nie narzuca. Konotacja opalenizna = atrakcyjnosć jest w dalszym ciągu aktualna. Wystarczy spojrzeć na dowolną reklamę odzieży letniej. Czy widać tam bladolice modelki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony rozumiem Twoj punkt widzenia :), ale...mogę Ci powiedziec z moich wlasnych szkolnych doswiadczen, ze np, osoby, ktore nie piły alkoholu czy nie paliły papierosów były w pewien sposob izolowane przez tą "towarzyską część klasy". Tak jak ktos zauwazyl wyżej- kazdy rodzaj odbiegania od "normy" części osob zawsze będzie nie pasowal. Jezeli chodzi o opalenizne - ja przez cale zycie jestem blada i nie zauwazylam, zeby komus to przeszkadzalo..wręcz spotykalam sie ze zrozumieniem, gdy mowilam ,ze nie chce wychodzic na slonce, bo fatalnie sie na nim czuje. A to, ze części facetów bardziej podoba sie opalona skóra, ich prawo :)) tak samo jak ich prawo do preferowania brunetek - nie przetransformuje sie z typowej slowianki w latynoskę ;) Mysle, ze jezeli ktos dobrze czuje sie ze sobą, to nie bedzie sie przejmował tekstami typu - opal sie ;) pozdrawiam

      Usuń
  31. A wśród moich znajomych same bladziochy :P nie wiem gdzie Wy widzicie te skwarki? Wydaje mi sie, ze szał na opalenizne juz jakis czas temu minął... teraz więcej kobiet raczej uzywa samoopalaczy czy bronzera do twarzy, jezeli chcą sprawiac wrazenie muśniętych słońcem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! coraz rzadziej widuje się mocno opalone osoby. Może lekko ousunięte słońcem i owszem, ale też nie ma się pewności czy to nie balsam brązujący.
      Sama od 3 lat nie leżałam na słońcu. Wcześniej niestety tak i to dużo. Wynikało to głównie z tego, że koleżanki się opalały to nie chciałam być gorsza. Dobrze, że już nie mam z nimi kontaktu i zastanawia mnie również, czy one dalej tyle korzystają ze słońca co kiedyś.

      Usuń
    2. Ja niestety widzę tyle samo osób opalonych co kiedyś, a nawet mogę powiedzieć, że przypalonych- u mnie w domu. Moje siostry chodzą na solarium, leżą godzinami na słońcu. Mnie to osobiście przeraża, ale to ich wybory, zdają sobie sprawę z konsekwencji. U mnie w domu zawsze się każdy opalał. Dużo czasu minęło, zanim wszyscy przestali się mnie czepiać o to, że ja tego nie robię :D

      Usuń
  32. Niestety w Polsce dalej pokutuje mit "zdrowej opalenizny".W Europie zachodniej i w Stanach kobiety od dawna wiedza co to caloroczna ochrona przeciwsloneczna twarzy z spf50+.No, niestety moje rodaczki dalej sa dumne z posiadania zmarszczek wywalanych sloncem.Smutne to troche...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zgodzę się, że to tylko w Polsce. Mam wielu znajomych w Stanach (klasa średnia) i dla większości wakacje czy wypoczynek to opalanie się nad morzem czy nad domowym basenem. We Włoszech opalenizna jest bardzo modna, a w UK, gdzie teraz mieszkam, "angielskie różyczki" w maju wszystkie zakwitły na pąsowo ;-)

      Usuń
    2. O tak! Też mieszkam w UK i teraz w sezonie urlopowym co tydzień w mojej pracy pojawia się nowa skwarka, która właśnie wróciła z wakacji.

      Usuń
  33. Ciekawie piszesz. Osobiście mnie strasznie denerwuje, jak słyszę "wyjdź na słońce, pozbędziesz się trądziku, będziesz zdrowsza" itp. W tym momencie nawet nie produkuję się, żeby cokolwiek tłumaczyć, bo ludzie chcą ślepo wierzyć, że słońce jest dobre na wszystko i nawet nie pozwalają skończyć zdania. Mam na myśli to, że sądzą iż wiedzą wszystko i nawet nie dopuszczają do siebie innej opcji. Rozumiem, każdy ma wybór ile będzie na słońcu, czy chce używać filtrów, ale litości, niech osoba która się opala nie namawia na siłę do tego i nie przedstawia opalenizny jako wręcz leku na choroby.

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie obchodzi mnie kolor skóry innych ludzi i uważam, że dyskusje na temat tego, jaki kolor skóry jest najlepszy prowadzi do RASIZMU, zresztą powszechnego wśród Azjatów. Posty wychwalające bladą cerę są krzywdzące dla ludzi, którzy naturalnie mają ciemną.

    OdpowiedzUsuń
  35. To ja napiszę w skrócie, o co chodzi: mówię rodzinie, że opalanie jest niezdrowe, wszyscy się ze mną zgadzają. Po chwili mówią do mnie: weź, połóż się na chwilę na słoneczku, jesteś taka blada i mizerna XD

    Koniec i kropka, jeżeli jest się posiadaczem uroczych rumieńców (popękanych naczynek? lol), to można być sobie nieopalonym, bo wygląda się "zdrowo" i ludzie nie mają "pretensji". Jak jest się bladym i na przykład chudym, jak ja, to się innym wydaje, że przy opaleniźnie będzie się wyglądało mniej chuchrowato i biednie.

    OdpowiedzUsuń
  36. ja zauważyłam w Polsce dużą nietolerancję w stosunku do bladych nóg. Można mieć bladą twarz, dekolt, ręce ale jeśli pokazujesz blade nogi to można usłyszeć teksty "obrzydliwe nogi", " że ona się nie wstydzi takich bladych nóg pokazywać", "mogłaby te nogi chociaż trochę samoopalaczem posmarować, lepiej by to wygladało niż takimi bladymi po oczach walić" i mogę tak cytować bez końca. Uwag w stosunku do twarzy i rąk nie ma ale w stosunku do pokazywania bladych nóg już tak i to często bardzo agresywne i nacechowane wręcz pogardą.

    Wszystkim, którzą są bladzi i nie doświadczyli przykrych komentarzy (może nie pokazywali bladych nóg;)) szczerze zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, dokładnie! Chamskie komentarze obcych osób (głównie płci męskiej) odnośnie moich nieopalonych nóg sprawiły, że w końcu nie zdzierżyłam i kupiłam rajstopy w sprayu.

      Usuń
  37. Przyznaję! Mimo, że sama przestałam się opalać i z żalem patrzę na kobiety które w widoczny sposób zniszczyły sobie skórę opalaniem, to na widok tych o ozłoconej cerze myślę: "pewnie właśnei wróciła z wakacji! jak ja jej zazdroszczę!"

    OdpowiedzUsuń
  38. Mam wrażenie, że w Polsce jednak opalenizna nie jest już aż tak modna jak piszesz ;) Fakt, że jeszcze 4/5 lat temu parcie na to było dość spore. Pamiętam jak moje koleżanki w liceum potrafiły po 6 godzin dziennie smażyć się w największym słońcu byle tylko trochę zbrązowieć (a potem płakały, że je skóra piecze ;)). Do tego po powrocie z wakacji zarówno od rodziny jak i przyjaciół zdarzało się słyszeć, że pewnie na syberii spędziłam lato bo taka blada jestem. No i oczywiście klasyczne "wyjdź na słońce, zdrowsza będziesz i przestaniesz ludzi straszyć tymi bladymi nogami". Jednak od jakiegoś czasu nic podobnego nie słyszę. W dodatku na uczelni mam dziewczyny bledsze ode mnie i jakoś żadna nie wspominała, że musi się latem opalić i zawsze w październiku wracamy z praktycznie nie zmienionym odcieniem skóry, więc już chyba moda przemija a świadomość społeczeństwa się zwiększa, chociaż zapewne nie we wszystkich środowiskach.

    Tak też odnośnie szkodliwego wpływu słońca coś mi się przypomniało. W zeszłe wakacje, które spędzałam w dość ciepłym i słonecznym kraju poznałam panią, Polkę, która spędzała urlop leżąc prawie od wschodu słońca do zachodu i smażąc się na słońcu. Gdy przy okazji rozmowy wyszło, że owa pani ma 30 lat byłam w szoku. Jej skóra wyglądała przerażająco, cieniutka, pokryta siatką zmarszczek na twarzy i cała jakby "pognieciona" na ciele. Stanem bardziej przypominała skórę staruszki niż młodej kobiety. Przy swoim mężu niestety wyglądała bardziej na jego matkę niż żonę i równolatkę. Więc skoro mam wybór, zostaję przy mojej naturalnej bladości.

    N.

    OdpowiedzUsuń
  39. Fakt, staliśmy się bardzo pewni siebie i zdanie innych zawsze jest dla nas gorsze od naszego... Wszyscy wiedzą lepiej

    OdpowiedzUsuń
  40. Spostrzeżenia jak najbardziej trafne. Ja generalnie nie lubię słońca, unikam go, nie cierpię się opalać. Lubię swoją bladość i faktycznie podpisuję się pod tym, że opalenizna na moim ciele jest wyłącznie skutkiem mojej aktywności na świeżym powietrzu.

    OdpowiedzUsuń
  41. Azjatycki cukier-> Może nie na temat, ale możliwe, że byś mi pomogła coś znaleźć :) Mianowicie kiedyś znalazłam taką stronkę gdzie koreanki, itp wrzucały zdjęcia swoich outfitów co godzinę czy jakoś tak (jeśli się nie mylę) trzymając zawsze na fotkach tabliczkę na której "zmieniały" godzinę , pisały daną godzinę i bum fotka co jakiś czas w innych ciuchach :D;P świetna stronka, nie moge dziś nigdzie tego znaleźć :D

    OdpowiedzUsuń
  42. Witaj! Ja aktualnie mieszkam w Dubaju, gdzie "biali" ludzie są zdecydowanie faworyzowani. Nie chodzi tu tylko o to, że jasna skóra jest bardziej atrakcyjna od ciemnej. Chodzi tu również o pochodzenie. Jasna karnacja kojarzona jest z Europa, gdzie ludziom żyje się "bogaciej" niż np. w takich krajach jak Indie, Pakistan, Filipiny czy w krajach afrykańskich. Poza tym kwestie kulturowe. Biały człowiek jest "czystszy", lepiej wykształcony, mądrzejszy, wartościowszy. Takie są tutaj standardy. Ponieważ moja skóra jest bardzo jasna, wręcz porcelanowa, ludzie często zaczepiają mnie na ulicy, pytając o ten magiczny sposób, jakim ją osiągnęłam. Koleżanki często mówią, że gdyby one miały tak jasną karnację jak ja, już dawno nie byłyby singielkami, mogłyby poślubić kogo tylko by chciały i nie musiałyby już martwic się o przyszłość. Do tego dochodzą dużo gorsze sytuacje. Nazywanie ludzi z ciemna karnacja brudnymi, czasem śmieciami. Tutaj to niestety codzienność. Standardem jest, że lokalne firmy gotowe są zapłacić 3-4-krotnie więcej za białego pracownika. Często są oni lepiej traktowani, uważani za mądrzejszych. W Polsce było inaczej. Wiecznie słyszałam narzekanie, że dlaczego się nie opalę, że kto mnie zechce jeśli będę taka biała, że ładna byłaby ze mnie dziewczyna, gdyby nie ta moja biała cera. Pamiętam, że na kilka lat wpadłam w wir tego szaleństwa, doszczętnie wyniszczając swoją skórę i włosy na solarium. Myślę, że cały ten temat można zamknąć w stwierdzeniu, że zawsze chcemy to, czego nie mamy. W europie ciemna karnacja uznawana jest za bardziej atrakcyjna, bo naturalnie jesteśmy obdarzeni jasną. W krajach, gdzie większość populacji jest ciemnej karnacji, faworyzuje się jasną. Dlatego nie uważam, żeby jasny/ciemny kolor skóry był kwestią mody. Uważam, że w jakiś podświadomy sposób dążymy do czegoś, co nie jest nam naturalnie dane. Wystarczy spojrzeć na samych siebie, mamy proste włosy, chcemy kręconych, mamy małe usta, chcemy pełnych, mamy mały biust, chcemy mieć duży, mamy jasna skórę, chcemy mieć ciemną. Ostatecznie jest to kwestia naszych osobistych wyborów, czy upodobań. Jednak dalej nie rozumiem podejścia, że w Europie jeśli ktoś ma jasna skórę, to znaczy że jest zaniedbany. Podobna sytuacja jest tutaj. Ciemna karnacja uważana jest za brudną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam pełne usta i biust i nie chce małych xD Mam falowane włosy i też nie chce prostych xD

      Co do skóry to fakt, że lepiej wygląda się z LEKKĄ opalenizną, ale bez przesady, że ktoś jej zaniedbany, bo jej nie ma :P Zgadzam się z Tobą :)

      Usuń
    2. Bardzo ciekawy wpis! Przy okazji przypomniała mi się teoria "genetyczna", czyli dlaczego osobom o jasnej karnacji podobają się często osoby o ciemnej, itd, a "przeciwieństwa się przyciągają". Generalnie nasz ewolucyjny rozwój ma na celu, oprócz jak najlepszego przystosowania do warunków, w jakich żyjemy, także uniknięcie zbytniego "wyspecjalizowania", a więc, mówiąc prosto, dobrze, żeby różne geny się ze sobą mieszały. Zbyt mała pula genowa prowadzi do tzw. erozji genetycznej, czyli pogorszenia zdolności gatunku do przetrwania w przypadku zmiany środowiska, spadku zdolności dostosowania, skrajnie - do wymarcia. Zwiększenie puli genowej w populacji zapewnia jej większą uniwersalność. Być może to jest wytłumaczenie tego, dlaczego podświadomie chcemy tego, czego na codzień nie mamy.

      Usuń
  43. Nie najlepsze było to porównanie z markową torebką, jest mnóstwo ludzi, którzy będą ciułać pieniądze i kupią sobie właśnie taką torebkę "a niech inni zobaczą jak mi się wiedzie". Pewnie, jest grono ludzi, dla których będzie to po prostu wyznacznik stylu, ale większość będzie się kierowała właśnie tym pierwszym powodem. Wystarczy popatrzeć na popularność podróbek - wyda się dużo mniej, a że koleżanki się nie znają i nie zauważą to będą zazdrościć... Przynajmniej mam wrażenie, że taka tendencja panuje.

    Co do opalenizny, to ja nigdy nie mam skojarzeń ani z dobrobytem, ani z "lepszym życiem", raczej zawsze mam takie wewnętrzne skrzywienie się i zastanawianie, czy ta osoba jest świadoma na jakie ryzyko się wystawia i jak sobie niszczy skórę. Czy ktoś się opala czy nie to oczywiście kwestia wyboru i każdy decyduje o sobie, jednak często zastanawiam się, na ile jest to świadomy wybór danej osoby, z wiedzą o wszelkich konsekwencjach, a na ile robienie czegoś bo wszyscy wkoło tak robią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie w kwestii torebki. Jest wiele osob, ktore stawiają na pierwszym miejscu logo "zeby inni widzieli jakie to bylo drogie", nie sięgają po rzeczy z nizszej polki "bo to wstyd ubierac sie w lumpkesie" itp. itd. Sama nie jestem taka osoba, bo wole kupic cos oryginalnego, niekoniecznie ta rzecz musi sie podobac pani, ktora jest obwieszona z kazdej strony innym logo.

      Usuń
    2. no właśnie, ty lubisz coś oryginalnego z lumpeksu, a ta pani lubi coś nie oryginalnego ze sklepu, która ma markę.
      Nie podoba mi się pomysł bycia chodzącą reklamą za panująca pustka w tych drogich sklepach już tak :)

      Usuń
  44. Cukrze, myślę że zbyt przesadzasz z tym słońcem . Rozumiem, że nadmiar szkodzi, opalenizna to zło wcielone itd. Ale bez przesady. Nie popadajmy w paranoję. Sama staram się unikać opalania, ale gdy jest słoneczny, letni dzień, idę ulicą, nie będę się chować wiecznie w cieniu, bo nie daj boże promyk słońca przypali mi lekko skórę. A co do koloru cery, to uważam, że zbyt wszystko upraszczasz. Piękno jasnej czy też ciemnej cery (według mnie) nie jest zależne samo w sobie od koloru. Myślę, że wszystko zależy od typu urody danej osoby. Chyba tylko w Azji panuje przekonanie, że to co blade jest wow a ciemne ble. W Europie i na Zachodzie nie ma to już zupełnie znaczenia. Jeśli ktoś ma typ urody, do której pasuje ciemny/jasny kolor to ok. Świat nie jest czarno-biały. Wszyscy mówią, że media kreują to, co ma być piękne. Poniekąd się z tym zgadzam. Ale zauważmy, że modelki są chude (małe piersi, koścista sylwetka, długie nogi, wysoki wzrost) a np. taka Scarlet ma już pełniejsze kształty. W każdym można znaleźć coś pięknego. Ludzie są różni i liczy się całość, a nie sam jeden szczegół, który ma przesądzać czy ktoś jest bogaty, biedny, ma ciekawe życie czy tez nie. Prędzej skłaniam się ku temu, że to nie skóra o tym decyduje lecz drogie ubrania. Przepraszam za chaotyczną wypowiedź i pozdrawiam. PS. uzależniłam się od Twojego kanału

    OdpowiedzUsuń
  45. A ja się zastanawiam, jak to w ogóle możliwe, żeby po przeczytaniu postu zwracającego uwagę na pewną tendencję, stereotyp, rozpętała się dyskusja na temat rasizmu i doszukiwanie się pogardy dla opalonych. Chcesz się opalać - Twoja sprawa, nie chcesz - też dobrze. Sama nie lubię się opalać i ze względu na wrażliwą cerę stosuję filtry. Nie krytykuję osób, które tego nie robią, no, może czasem zwracam komuś uwagę, żeby posmarował się przed spędzeniem całego dnia na plaży. Nie robię tego złośliwie, bo faktem jest, że wielogodzinne wystawianie się na słońce bez żadnych filtrów to głupota - choćby z tego powodu, że poparzenia słoneczne są bolesne. Za to często słyszę, że powinnam się opalić, bo wyglądam na chorą (nie mam żadnych sińców pod oczami, widocznych naczynek, nic, co by wskazywało na chorobę), że smarowanie się tą chemią mi zaszkodzi (tak, na pewno bardziej, niż poparzenie słoneczne). Cukier słusznie zwraca uwagę na stereotyp, który panuje w Polsce - kto nie słyszał zdań typu: "Aaale się opaliłaś, pewnie wyjeżdżałaś gdzieś!", "Muszę kupić samoopalacz, bo na studniówce będę blada jak trup.", "No widzisz, Iwonka taka ładna, zadbana, na solarium chodzi, ta to ma dobrze". Choć świadomość co do opalania jest coraz większa, to nadal bladość kojarzy się nam głównie z chorobą i wciąż nie brakuje osób podtrzymujących ideę, że człowiek opalony wygląda lepiej niż blady.

    OdpowiedzUsuń
  46. Jestem ruda i blada, a na dodatek moja skora reaguje na slonce jakby uczuleniem [stado swedzacych krostek]. Mysle, ze warto poruszyc temat tego, ze niektorzy maja nadwrazliwa skore na promieniowanie sloneczne [pare lat temu pracowalam na Cyprze w sloncu i dostalam takiego uczulenia, ze jak wszystkie krostki zeszly wygladalam jak postac fantasy, ciemna w biale kropki...]. Nie opalam sie, moje dziecko tez nie, bo odziedziczylo po mnie wlosy i karnacje. Jednak codziennie slysze "opalilabys sie", "biala jak sciana", albo twierdza, ze nie wychodze wogole z domu. Odpowiadam poprostu, ze ja sie nie opalam i ze bede dluzej mloda haha :D Wiele z tego co napisalas to prawda.Odczulam to wielokrotnie na wlasnej skorze, bo cale zycie jestem blada [oprocz felernego okresu wakacyjnej pracy za granica ehhh... never]Nie chce mi sie tlumaczyc innym dlaczego nie. Poprostu uwazam to za niezdrowe i niszczace skore. Dodam, ze dermatolog stwierdzil, ze z moja przypadloscia musze stosowac jak najwyzsze filtry, bo moze to sie skonczyc czerniakiem.. no pocieszyl mnie bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  47. To moje pytanie brzmi , jak mam żyć ? ja nie mówię o grilu ,znajomych.... tylko ,jak mam wytłumaczyć dziecku ,który ma 10 miesięcy , że nie wyjdzie na spacer , bo mamusia się nabawi zmarszczek? hahaha ,albo wyjść z dzieckiem na 20 min ? to gdzie i kiedy ma przeżyć dzieciństwo w czterech ścianach? ktos kto ma tu dzieci z kometujących doskonale mnie zrozumie . W Singapurze są niańki , to nie problem inna sie opali ...Odczytałam tego posta w ten sposób ,żeby unikać słońca ile sie da...ale do końca się nie da ponieważ idąc do pracy ,czy siedząc przy szybie w biurze ,nagle nie ubierzemy kapelusza i okularów , bo szef by sie dziwnie patrzył :D ja na prawdę chciałabym mieć takie problemy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żyjesz w Singapurze?
      W Polsce umiarkowana opalenizna jest modna - między innymi właśnie dlatego, że świadczy, że dbasz o swoje dziecko i chodzisz z nim na spacery.
      W Singapurze normą są niańki, nie poświęca się dzieciom tyle czasu - więc blada skóra świadczy, że stać Cię na niańkę.

      Jak żyć? Najlepiej "robiąc swoje" i nie przejmując się przesadnie tym, co myślą inni ;)

      Usuń
    2. Chyba na głowę upadłaś..... nikt Ci nie karze siedzieć w domu, przecież wystarczy chlapnąć flitr na twarz i można śmiało wyjść na ile się chce! Skoro nie zrozumiałaś tekstu, to uproszczę Ci go jednym zdaniu: Chodzi o ochronę przeciwsłoneczną.
      Niektórzy ludzie i ich zdolności poznawcze przyprawiają mnie o facepalm :/

      A.

      Usuń
    3. Nie przesadzaj- mam dwoje dzieci,na spacery chodze,zyje normalnie,tylko jak ide ulica to wybieram strone zacieniona i codziennie przez caly rok na buzie filter 50+.Moje dzieci maja normalne dziecinstwo! A ostatnio corka mi powiedziala,ze w ogole nie mam zmarszczek( w tym roku 37 lat).Wybor nalezy do ciebie.A,i w domu, poki nie naloze rano fitra na twarz ,domownicy maja zakaz odslaniania okien.I tez zyja...

      Usuń
    4. Przy wyjściu na dwór z dzieckiem kapelusz na głowę, posmarować się filtrem i co za problem? xD
      Gdy byłam mała mama smarowała mnie filtrami, żebym sobie tej dziecięcej, delikatnej skóry nie spaliła i tyle, w sumie żadna wielka filozofia.

      Usuń
    5. kremy z filtrem?
      chyba, że twoje plemię jeszcze ich nie wynalazło.

      Usuń
    6. Ale wy jesteście ... nie powiem co .. i kto tu nie zrozumiał tekstu przeczytajcie to jeszcze raz ... oczywiscie że używam filtrów i aplikuje 2-3 razy dziennie , ale Cukier napisała ,że nawet muśnięcie słońcem powoduje brak wit.D ,a filtry nie chronią nas w 100% opóźniają proces fakt ,ale 100 % ochrony nie ma ! i stąd moje pytanie , jak funkcjonować ?

      Usuń
    7. moja 53letnia matka też nie ma żadnej zmarszczki, moja 80letnia babka ma tylko przy oczach, a obie pracowały w polu bez filtra. żadna nie jest opalona. brak zmarszczek w tak stosunkowo młodym wieku jak 37lat nie jest niczym dziwnym. szczególnie gdy ktoś jest gruby i tłuszcz mu zalewa zmarszczki.

      Usuń
    8. Anonimowy12 lipca 2014 09:19 - i kto tu z uporem maniaka nie chce przeczytać ze zrozumieniem komentarzy i rad ;p przecież pisali nie tylko o filtrach ale też założeniu kapelusza, schowaniu się w cień... Jak na mój gust po prostu na siłę chcesz znaleźć problem i rad i tak nie posłuchasz

      Usuń
    9. Brak zmarszczek w wieku 37 lat to norma? o.O Moja mama ma 43 i ma widoczne kurze łapki i inne zmarszczki, jej parę lat młodsze koleżanki również mają całkiem widoczne. Obserwując chociażby nauczycielki w szkole również widzę duużo zmarszczek. Więc nie mówcie, że w wieku 40 lat brak zmarszczek to jest normalna sprawa.

      Usuń
  48. Hej, Cukrze, chciałam ci tylko powiedzieć, że świetny post i mam nadzieję, że będzie takich więcej, podobnie jak np. ten w którym pisałaś o naturalnym pięknie ;) Bardzo ciekawią mnie takie twoje przemyślenia i refleksje.

    OdpowiedzUsuń
  49. Masz absolutną rację w tym, co piszesz :) Podoba mi się Twój tok myślenia.

    OdpowiedzUsuń
  50. Ja się nie opalam, nie lubię tego. Jednak wystarczy, że chodzę po dworze a skóra sama się opala. Nic na to nie poradzę. Bardzo szybko reaguje na najmniejsze słońce :(

    OdpowiedzUsuń
  51. Masz rację. Ja kocham słońce, nie unikam go, ale równocześnie nie cierpię się smażyć, lub jak kto woli-opalać i lubię swoją bladość. Ale nadal często słyszę komentarze, żebym wyszła gdzieś złapać kolorku. A wychodzę, ale nie siedzę na słońcu, tylko szukam cienia lub półcienia, zadaszonych miejsc, lub pomieszczeń. Takie przekonanie o którym piszesz wciąż panuje, szczególnie u ludzi starszych, od babci i cioć słyszę to na okrągło

    OdpowiedzUsuń
  52. Cukrze, uwielbiam ten typ wpisów u Ciebie - pozwala uświadomić sobie własną kulturę poprzez porównanie jej z Dalekim Wschodem. Ja mam wrażenie, że nie usiłujesz wykazać wyższości żadnej z nich, po prostu widać, że można tak, można inaczej.
    Pozostanę ze swoją umiarkowaną opalenizną od długich spacerów z dziećmi - właśnie uświadamiam sobie, że, nie przejmując się zbytnio modą, stosuję się jednak do wymagań swojej kultury. Pewnie w Singapurze codzienne trzygodzinne wyjście po południu z dziećmi na plac zabaw nie jest postrzegane tak pozytywnie jak u nas. Obstawiam, że może być czymś nie do pomyślenia :>
    Cóż, kultura jest częścią nas w znacznie większym stopniu niż nam się wydaje. W moim odczuciu nie ma sensu na siłę z nią walczyć, choć czasem dobrze być jej świadomym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo wielu ludzi ma tendencję do zapominania o takich prostych rzeczach, jak położenie geograficzne danego miejsca i konsekwencje z tym związane.
      Singapur to nie Polska, gdzie można wyjść na dwór nawet w lecie w największe upały na długi czas bez konsekwencji dla zdrowia (chociaż czasem bez ochrony głowy też robi się niebezpiecznie). Mam w SG koleżankę i jak kiedyś rozmawiałyśmy o tamtejszym klimacie, to powiedziała mi, że słońce jest niemalże pionowo na niebie (w końcu są tylko 100km od równika) i świeci tak bardzo, że aż pali na skórze, jak tylko wyjdzie się na zewnątrz. Jej zdaniem nie da się w słońcu wytrzymać więcej, niż kilkadziesiąt minut bo spokojnie można dostać udaru. Kilkugodzinne spacery z dzieckiem w takim klimacie po prostu odpadają, to jest inna rzeczywistość.

      Zdałam sobie z tego sprawę, jak w Szwajcarii (w marcu) zobaczyłam chińską wycieczkę, w której wszystkie kobiety i dziewczyny miały nakrycia głowy, okulary przeciwsłoneczne, parasolki, a jedna nastolatka zasłaniała chustką połowę twarzy, na którą padały promienie popołudniowego, niemalże zachodzącego już (!) słońca. Oczywiście pierwszą reakcją było parsknięcie w myślach do samej siebie i myśl w stylu "dużo ci te marcowe, słabe, popołudniowe promienie zaszkodzą, nie ma co" ale potem zdałam sobie sprawę, że oni tam mają inny klimat, może w ich miejscu zamieszkania słońce świeci o wiele mocniej przez cały rok i stąd te praktyki bo nie zdają sobie sprawy, że w Europie jest inaczej. Umówmy się, nie wszyscy uważali na lekcjach w szkole a poza tym ludzie są z natury leniwi i mają tendencję do zapominania o takich faktach, nie chce im się spróbować spojrzeć na coś z innej perspektywy, niż własna.

      Usuń
    2. Nie sądzę, żeby ktoś to jeszcze przeczytał, ale skoro już zajrzałam, to odpowiem. Z tym "nie do pomyślenia" nie chodziło mi o kulturę piękna (żeby się nie opalić), tylko kulturę pracy. Mam ciekawą, rozwijającą i nieźle płatną pracę, ale biorę tylko pół etatu, żeby nie wynajmować niani, za to mieć dużo czasu i siły dla dzieci. Tak wolę. W naszej kulturze spotyka się to ze zrozumieniem. Na Dalekim Wschodzie - na ile poznałam tamtejsze podejście - zupełnie nie. Fascynujące jest, jak różne aspekty kultur zazębiają się ze sobą.

      Usuń
  53. Prześledźcie komentarze na tym wideo magazynu ID, przygotowanym jako żartobliwa lekcja języka polskiego. Modelka, która jest w nim prezenterem i lektorem rzeczywiście wygląda jak "Moonchild". Komentarze internautów "Opal się dziewczyno".
    https://www.youtube.com/watch?v=WbcQ8eD_mpc&list=PLOXwHyzEvi7ipbjzrdkQoKwgJq7-cPIMb&index=2

    OdpowiedzUsuń
  54. Lubię się opalać i gdy tylko jest okazja do wykonywania tej czynności (jak wiadomo w Polsce nie pojawia się ona zbyt często), staram się korzystać z uroków słońca. Jednak nigdy przez myśl mi nie przeszło, że opaleniznę można utożsamiać z "życiem pełnią życia". Po przeczytaniu Twojego wpisu doszłam jednak do wniosku, że może istnieje w tym ziarnko prawdy, coś w tym jest.
    Szkoda tylko, że jako synonimy opalenizny wymieniłaś tylko pozytywne rzeczy, typu: bogactwo, wypoczynek, zdrowie, znajomi... Są osoby, dla których opalenizna może stanowić rodzaj ucieczki, Tak, ucieczki.
    Sama cierpię na chorobę skóry, który objawia się występowaniem (głownie w okolicach ramion) niewielkich krostek, znamion. Nic groźnego, genetyczna sprawa, ale jakiś tam brak estetyki pozostaje. Mogę stosować tonę kremów i maści, ale tak naprawdę nigdy nie pozbędę się problemu całkowicie. To właśnie opalenizna jest dla mnie jednym z najtrwalszych leków, bo maskuje moje skórne mankamenty. Ktoś pomyśli: "po co z tym walczyć, skoro i tak nie zlikwidujesz tego ostatecznie, zaakceptuj siebie taką, jaką jesteś". Ok, nie mam problemu z własną akceptacją, nie mam kompleksów i nigdy ich nie miałam, ale uwagi typu: "podrapał Cię kot, a może się cięłaś?" nie zawsze bywają przyjemne. Opalam się łatwo i szybko (ogólnie posiadam nieco ciemniejszą karnację) i ktoś może wysnuć teorię, o której sama wspominasz - tej to dobrze, ma czas na spotkania ze znajomymi, na zabawę itd. A prawda może okazać się zupełnie inna.
    Dla mnie opalanie jest sposobem na fajne spędzenie czasu (jakby nie było, miło jest poleżeć na gorącym piasku, nad czystą wodą i wystawiać buźkę w stronę słońca), ale jest też dodatkowym "wybawieniem" w walce z tym, co niekoniecznie piękne i pożądane.

    OdpowiedzUsuń
  55. Jeden szczegol - modna jest opalenizna zlocista ale nie miedziana. Wlasnie musniecie sloncem, a nie strzaskanie od wielogodzinnej pracy na sloncu (a juz bron boze ze sladami po ubraniu). Czyli tak czy siak pokazywanie statusu: nie zaiwaniam fizycznie, jestem oplacany tak dobrze, ze moge sobie pozwolic na sportowa rozrywke za dnia.

    A to co bedzie symbolem statusu zalezy od aktualnych warunkow, byly w historii i sztuczne brzuchy dla mezczyzn i atrapy wlosow lonowych, a Napoleon III szpanowal aluminiowym sztuccami. Mozliwe ze utracilam dziecinne zdziwienie, ale dla mnie to normalne, znacznie ciekawsze jest wyszukiwanie, co konkretnie stoi za dana moda. I w jaki sposob te przyczyny sie zmieniaja.

    Turzyca

    OdpowiedzUsuń
  56. Cukrze, ostatnio zastanowiło mnie pewne zagadnienie. Nie zauważyłam nigdzie na Twoim blogu, byś poruszała ten temat (a może gdzieś mi to umknęło?), a wydaje mi się on dość ciekawy. Mianowicie, mam na myśli siwienie włosów. Mamy dużo wpisów na temat prewencji starzenia, zmarszczek, etc. Natomiast zastanawia mnie, jakie jest podejście Azjatów do siwienia włosów, jakie oni mają metody walki z tą oznaką starzenia, czy tylko farbują włosy, a może używają jakichś specyfików w celu zachowania swojego naturalnego, zazwyczaj ciemnego, koloru włosów?
    Mam nadzieję, że temat okaże się wart poruszenia. :)

    OdpowiedzUsuń
  57. ten post jest o wiele bardziej wyważony niż to co pisałaś na fb.


    W kontekście ogółu postów o wpływie słońca na skórę i tego jak bardzo należy go unikać, mogłabyś powiedzieć jak sobie wyobrażasz uprawianie sportów (jazda na rowerze, jazda konna, wędrówki, bieganie, pływanie etc.), uprawianie ogrodu/działki, opiekę nad zwierzętami hodowlanymi, wszelkie formy obcowania z przyrodą, zwiedzanie miast? Opalanie się szkodzi skórze, ale unikanie wykonywania wielu czynności związanych z słońcem również jest szkodliwe, acz dla innych części ciała i społeczeństwa.Jak według ciebie można to pogodzić? Czy na pewno tylko kondycja skóry jest ważna?
    Napisałaś, że według ciebie opaloną skórę uważamy za dowód korzystania z tychże rozrywek - pomijasz to co pojawiało się w większości komentarzy na ten temat (w tym w cytowanym fragmencie) - zwykle uznaje się to za koszt, a nie profit.

    OdpowiedzUsuń
  58. Moja rodzina nakłada nacisk na opalanie się, ponieważ uważają, że to zdrowy, promienny wygląd i że wytwarza się ta cała witamina D. Szkoda jedynie, że ludzie swoim trybem życia oraz ignorancją informacyjną przyczyniają się do zapominania o uzupełnianiu niedoboru wszystkich innych, tylko kompulsywnie powtarzają "słońce - witamina D - to zdrowe dla ciebie". Zawsze go unikałam, nigdy nie miałam problemu poparzeń i schodzącej skóry, a po mimo 21 lat, nadal dają mi 16. Konkluzja jest taka, że należy zainteresować się naukami biologicznymi, zamiast łykać wszystko, co ludzie powtarzają, jakby narody europeskie z racji swojego rozwoju cywilizacyjnego miały wyłączną słuszność w swoich osądach. Warto również poczytać biografie założycieli firm kosmetycznych, jak np. "Wstydliwa historia piękna", gdzie pada stwierdzenie, że kremy na dzień i na noc od jednego producenta to ściema, ale wzrasta sprzedaż, bo kobiety desperacką chcą sobie pomóc. Może taka literatura byłaby ciekawym tematem na wpis, drogi Cukrze? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiek 21 lat to nadal wczesna młodość, więc nic dziwnego, że ludzie odejmują Ci lat, zwłaszcza że sporo osób w wieku 21-22 lata wygląda młodziej, na co wpływa nie tylko czynnik słoneczny;)
      Co do narodów europejskich: nie do końca chyba o to chodzi, bo z tego, co piszesz, informacje o witaminie D, zdrowiu opalania itd. dostajesz od osób zupełnie nieznających się na tym temacie, tzw. laików. Osoby zajmujące się tym problemem profesjonalnie mówią o szkodliwości opalania, są to również Europejczycy. Moim zdaniem jednak warto znaleźć złoty środek, bo tak jak narody europejskie nie mają wyłącznej słuszności, tak samo narody azjatyckie (i jakiekolwiek inne).

      Usuń
  59. Nigdy nie lubiłam się opalać i przez całe dzieciństwo słyszałam namowy na opalanie, zdziwienie, że tego nie lubię i ciągłą krytykę, że jestem taka blada. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  60. Co prawda nie przeczytałam wszystkich 100 komentarzy do końca, ale zdecydowaną większość... i to co widzę to nie nagonka opalonych na białych a białych na opalonych, za to, że niszczą swoją skórę i będą mieć zmarszczki. Ale nie dochodzi do was, że to jest ich skóra i ich zmarszczki i to one będą (lub nie) mieć z tym problem.
    Primo, sama nigdy nie spotkałam się z nietolerancją białości, natomiast często słyszę, że opalone ciało jest seksowne lub, że odbija dobrze przy pastelowych i neonowych ubraniach.
    trzecia sprawa trochę nachodzi się z postem o naturalnym pięknie. Nawet jeżeli opalisz się, bo np. jesteś 4 dni na festiwalu non stop w skwarze bez kawałka cienia, to osądzą Cię, że "to pewnie solara" lub opaliła się natryskowo / samoopalaczem.
    Już uprzedzam ewentualne komentarze pode mną, nie jestem opalona na miedziany brąz i nie mam ciemniej karnacji, dla mnie też jest ważna jakość mojej skóry chociaż faktycznie, gdy wychodzę gdzieś na spotkanie to nie zaglądam w zegarek z obsesją, że za 3 godziny muszę się dosmarować balsamem bo inaczej będę mieć jedną zmarszczkę więcej. Jednak nigdy bardziej nie interesowałam się "zbyt" bladymi lub "zbyt" opalonymi dorosłymi ludźmi i nie snułam teorii o życiu towarzyskim lub zamożności tych osób. trochę mnie szokuje ten wpis... może żyję w jakiejś innej Polsce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam zatem sąsiadkę, bo żyjemy w tej samej Polsce najwyraźniej:)
      Nie mam zamiaru negować słuszności nieopalania się, jak również słuszności opalania się - uważam, że wszystko w granicach normy, z zachowaniem wszelkiej ostrożności jest zdrowe dla człowieka. Podobnie jak alkohol w małych ilościach:)
      Rozumiem trend dbania o siebie, chęć zachowania zdrowego, młodego wyglądu, ale nie lubię popadania w przesadę, w skrajności. Jak koleżanka wyżej napisała - czasem sytuacja życiowa wpłynie na to, że się opalimy na "solarę" i cóż, zdarza się, ale nie wyobrażam sobie rezygnacji z wielu spontanicznych sytuacji, jak wspomniane festiwale, tylko dlatego, by za wszelką cenę zachować białą cerę lub nie być posądzoną o bycie "plastik fantastic".
      Kolejna kwestia, która mnie bardzo zastanawia: bo często pojawia się tu, że genetykę trzeba odłożyć na bok, że to nieprawda, że Azjatki to inna rasa, więc mają np. tendencję do dłuższego życia bez zmarszczek, że wynika to z tego, jak o siebie dbają, ich kosmetyków, ale np. kobiety (mężczyźni również) ciemnoskórzy również "starzeją się" później niż rasa biała, korzystając dokładnie z tych samych kosmetyków. Ale w sumie nie ta kwestia mnie nurtuje. Nurtuje mnie kwestia Azjatów mieszkających na terenach europejskich bądź np. w USA - są to osoby, które dajmy na to wychowały się w naszej kulturze, nie azjatyckiej, więc dbają o siebie i korzystają z kosmetyków w ten sam sposób, co rasa biała, a mimo to nadal (to widać wśród aktorów, celebrytów, osób publicznych) starzeją się jak gdyby wolniej. Czemu to można przypisać?

      Usuń
    2. Zapewne sekret tkwi w tym, że Azjatki mają grubszą, bardziej tłustą skórę od Europejek.. taka skóra będzie się starzeć wolniej i będzie mniej podatna na powstawanie zmarszczek niż np. cienka, sucha, naczynkowa skóra.

      Usuń
    3. Może i Europejki miałby grubszą, bardziej tłustą skórę, która będzie starzeć się wolniej, gdyby dbały o nią w ten sam sposób co Azjatki. Wystarczy spojrzeć na osoby o azjatyckich korzeniach, które urodziły się w Stanach i zachowują się jak osoby dookoła - te Azjatki starzeją się w takim samym tempie jak Europejki.

      Takie gadanie o genetyce ma tylko sens jeśli dwie osoby grupy robią to samo, ale mają inne wyniki. Ja pochodzę z rodziny, gdzie nikt nie może się pochwalić genami wiecznej młodości i jestem pierwszą, a jednak dzięki dobrym praktykom i wiedzy, mogę się pochawlić młodo wyglądającą twarzą.

      Powoływanie się na genetykę nie ma też sensu ze względów logicznych... Dlaczego niby Azjaci mieliby genetycznie wykształcić cerę odporną na starzenie, skoro kraje jak Korea czy Japonia leżą na podobnej szerokości co kraje Europy? Warunki klimatyczne też nie są wcale takie czarujace, jak większość osób chciałaby je malować. Jaki byłby benefit powodujący ewolucję w strony genetycznie grubszej cery? Nie ma takowego (chyba, że o czymś nie wiem). Byłam i w Japonii i wielokrotnie w Korei, i te kraje naprawdę nie różnią się drastycznie klimatem, jedzeniem, wodą, itp. od tego co można zastać w Europie.

      Usuń
    4. Sama przyznałaś, że włosy Europejek różnią się znacznie od włosów Azjatek, więc dlaczego nie chcesz przyjąć do wiadomości, że mogłoby być podobnie w przypadku skóry? I wcale nie twierdzę, że grubsza, bardziej odporna na czynniki zewnętrzne skóra jest jedynym powodem dla którego Azjatki długo zachowują młodość. Najlepsze rezultaty daje unikanie opalania w połączeniu ze staranną pielęgnacją, ale czynnik genetyczny nie jest tu bez znaczenia. Cienka, blada i naczynkowa cera będzie się starzeć szybciej niż inne. Najlepszym tego przykładem jestem ja - nigdy się nie opalałam, zawsze starałam się zabezpieczać moją skórę kremem itd., a pomimo dość młodego wieku (25lat) mam już całkiem sporo drobnych zmarszczek, zwłaszcza w okolicach oczu. Moje koleżanki mają podobnie, z tym, że one opalają się jak szalone a kremu użyją raz na ruski rok ;)

      Usuń
    5. Pisałam właśnie o tym, że moim zdaniem Azjatki żyjące na modłę europejską/amerykańską mimo wszystko nadal wyglądają młodziej, co widać pośród gwiazd, także nie do końca się zgadzam, że to chodzi o ten "azjatycki" sposób dbania o urodę. Co do tego, że Cukrze wygląda Ci twarz młodo - wybacz, ale przecież jesteś młodą osobą, więc jak miałaby Twoja twarz wyglądać? Mówisz, jakbyś miała lat 40-50+, a o ile pamiętam masz 30, więc moim zdaniem gadanie w takim przypadku o młodo wyglądającej twarzy to lekki żart. Taką twarzą może się pochwalić moja sąsiadka, która ma lat z 10 więcej niż Ty i młodo wyglądającą twarz, a nie kobieta lat 30.

      Usuń
    6. @Azjatycki Cukier Zgadzam się z Tobą, że można "obwiniać" genetykę jeśli dwie grupy robią to samo, ale pod warunkiem, że to dwie porównywalne grupy, a nie dwie różne rasy. Weź pod uwagę, że "rasa żółta", bądź duża część ich genów, pochodzi z miejsc, gdzie takie przystosowanie, jak gruba skóra czy włosy było potrzebne (Mongolia, może nawet Syberia - wszak rdzenni amerykańscy Indianie pochodzą z Syberii, a zaliczani są do tej samej, "żółtej" rasy). Jeśli Azjaci pochodziliby z tego samego klimatu, co Europejczycy, to po co byłaby im chociażby "fałda mongolska"? U Eskimosów ten dodatkowy tłuszcz chroni oko przed zimnem, u ludzi z łagodniejszych klimatów ta cecha nie występuje. Posiadają ją np. Polinezyjczycy, jednak wg większości tegorii oni również pochodzą od Chińczyków. To, że w obecnej chwili klimat jest tam podobny do Europejskiego, jeszcze o niczym nie świadczy.

      Usuń
    7. Nie dawało mi to spokoju, więc wygooglałam :-) http://www.netwellness.org/question.cfm/31729.htm W skrócie: skóra wszystkich ras ma w zasadzie taką samą grubość, ALE różni się budową poszczególnych warstw. U "rasy czarnej" skóra jest bardziej "zbita", kompaktowa, gęściejsza, natomiast u Azjatów naskórek zawiera największe stężenie ceramidów ze wszystkich ras (później Latynosi, "biali" i na końcu "czarni"). Ceramidy decydują o elastyczności skóry, chronią przed odwodnieniem, z wiekiem jest ich coraz mniej.
      Więc jednak Azjaci mają nieco inną skórę, co nie zmienia faktu, że o jakość swojej skóry trzeba dbać zawsze i ochrona przeciwsłoneczna jest tu kluczowa.

      Usuń
  61. Bladość jest kojarzona z chorobą, w dodatku faceci nie oglądają się za bladymi, a za opalonymi, bo to jest po prostu uważane za seksowniejsze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego z chorobą? Możesz to rozwinąć?
      Ja jestem naturalnie blada. Co gorsze opalam się na początku na czerwono. Ale ostatnio zaczęłam bardziej dbać o siebie i stosuję filtry i przyznam, że im mniej opalenizny tym lepiej dla mojej cery. Tym bardziej, że mam tendencję do przebarwień. I wcale nie wyglądam jakbym chorowała :)
      Mój Mąż również nie przepada za opalaniem, ale to dlatego, że on akurat ma potem wrażenie, że jest mu gorąco nawet jak już na dworze jest zimniej

      Usuń
    2. Mam porcelanowa cere, dlugie do pasa ciemne wlosy,grubo po 30tce i uwierz- bardzo sie za mna ogladaja... moze dlatego ze biala cera pomarszczy sie dopiero po 60tce.Bardzo odpowiada mi azjatyckie podejscie do pielegnacji bo widze rezultaty zwlaszcza w tych maslanych meskich oczach...

      Usuń
    3. Bardzo dużo zależy od typu urody, stanu cery i makijażu. Fakt, że dużo łatwiej wyglądać dobrze "nude" przy opalonej skórze, ponieważ opalenizna ukrywa mankamenty i pogrubia skórę, natomiast blada twarz bez makijażu faktycznie może kojarzyć się z chorobą. Co nie znaczy, że bez opalenizny nie można wyglądać dobrze, jak chociażby Sophie Ellis Bextor czy Lana DelRay
      https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRO9-4EZHPRNZVjtWu8xLZPILL76seIapu0TQFINZi1PGf1z5W4
      http://images.starpulse.com/Photos/pv/Sophie%20Ellis-Bextor-5.jpg
      http://guardianlv.com/wp-content/uploads/2014/04/Lana-Del-Rey-Was-Not-Always-Lana-Del-Rey-A-Look-at-Her-Earlier-Life1.jpg
      http://images6.fanpop.com/image/photos/34400000/Lana-lana-del-rey-34444592-1920-1080.jpg
      (btw, zauważyłyście, jaką obie mają krótką rynienkę nosowo-wargową? :-) )

      Usuń
    4. Mam naturalnie bardzo bladą cerę i staram się nie opalać. Nawet mimo posiadania chłopaka nie narzekam na brak zainteresowania ze strony płci przeciwnej ;) Więc nie wydaje mi się, żeby akurat opalenizna decydowała jak kobietę postrzegają faceci (jest to tylko jeden z wielu czynników)

      Usuń
    5. Nie chodzi mi o to, że jak ktoś jest blady to faceci się nie interesują, tylko o to, że raczej bardziej zwracają uwagę na opalone ;p Widzę to kiedy idę z 4 koleżankami ulicą, w czym tylko 1 jest opalona i to właśnie na tą się patrzą i ją zaczepiają ;) Zwłaszcza jest tak na plaży, blade raczej nie zwracają tam uwagi jeżeli w pobliżu jest opalona :) Z tą choroba chodziło mi o to, że jak ktoś jest chory to zazwyczaj jest blady, dlatego źle to się kojarzy, a opalenizna za to kojarzy się ze zdrowiem. Sama się nie opalam, bo nie mogę, ale po prostu widzę, że jednak te opalone mają lepiej, może kojarzą się Polakom z czymś egzotycznym i dlatego tak ich pociągają ;) Jeżeli spytasz się ludzi co jest bardziej sexy-opalenizna czy bladość-to większość powie że to pierwsze. Ale nie chodzi mi tu o solary, tylko taką "naturalną" opaleniznę. Nie znaczy to jednak, że bladość się w ogóle nie podoba ;)

      Usuń
  62. Czy sądzicie, że używania masła babassu zamiast kremu pod oczy sprawdzi się?

    OdpowiedzUsuń
  63. A ja pozwolę sobie uciec od problemu wpływu genetyki bądź pielęgnacji, bo jak same widzicie ile osób, tyle opinii i do wspólnych wniosków dojść nie możecie, ale mam pytanie dotyczące opalania. Jestem osobą, która nie lubi się opalać, przede wszystkim dlatego, że ja się nie opalam, moja skóra tylko się parzy, łapiąc dodatkowo brzydki czerwony kolor i liniejąc, dlatego też staram się smarować zawsze kremem przeciwsłonecznym, by tego uniknąć - nie chodzi mi o żadne walory estetyczne, próby zachowania młodości i inne trywialne dla mnie kwestie, tylko o to, by skóra nie była poparzona, co jest niezwykle bolesne (osoby, które mają taką skórę pewnie wiedzą o czym mówię), ale mimo używania kremów wysoko chroniących (+50), skóra nadal się parzy. Wiem, że spore znaczenie ma również ochrona przed UVA, a nie tylko UVB i moje pytanie brzmi: jakiego PPD poszukiwać, by dobrze się ochronić przed słońcem i uniknąć poparzeń? Widziałam balsamy +50 z PPD 30 - prawdę mówiąc niewiele mi to mówi czy to dużo, mało? Może ktoś ma pomysł jak zapobiegać tym poparzeniom? Tylko błagam, nie mówcie że siedzieć w domu, bo to niemożliwe;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im wyższe PPD, tym lepiej. PPD 30 oznacza, że do skóry dociera 30x mniej promieniowania UVA (czyli tylko ok. 3%). PPD 8 - że do skóry dociera 8x mniej UVA (czyli ok. 12,5%). Pamiętasz o reaplikacji filtra? Filtry dość szybko się destabilizują, szczególnie na słońcu, żaden nie jest też wodoodporny. Trzeba je nakładać co ok. 2-3 godziny (w słońcu) bądź 4-5 (w cieniu). Jeśli Ci się nie chce ;-) to może warto pomyśleć nad ubraniami z filtrem przeciwsłonecznym: http://www.rei.com/learn/expert-advice/sun-protection.html bądź parasolką przeciwsłoneczną (świetne są Sun Brelli https://www.youtube.com/watch?v=H-wsUO7scVM, sama używam)

      Usuń
    2. Nie mam co prawda żadnych dowodów na to na ile ubrania chronią przed promieniowaniem UVA, Cukier pisała że potrafi przeniknąć przez tkaniny a jednak... Po opisie wynika, że masz skórę podobną do mnie, nawet lekkie wiosenne słońce potrafiło wywołać u mnie zaczerwienienie i swędzenie skóry. Dlatego jakiś czas temu kupiłam sobie kilka białych, lekkich, mocno przewiewnych koszulek z długim rękawem i problem zniknął, skóra jest jakby chroniona. Może ktoś zna się temacie bardziej i powie czy lekkie okrycie jest jednak w stanie nas ochronić? Po sobie widzę ogromną różnicę i polecam, zwłaszcza że latem można się w ten sposób ochronić i wciąż fajnie wyglądać ;)

      Usuń
    3. Bardzo dziękuję za porady. Kini: tak, pamiętam i staram się zachować regularność w aplikowaniu filtrów, natomiast i tak filtr 50+ niewiele mi daje. To znaczy widać, że jest lepiej niż bez niego, od lat nie miałam silnego poparzenia, natomiast nadal poparzenia się zdarzają, ale są słabsze. Te białe koszule wydają się dobrym pomysłem, bo nawet jeśli promieniowanie przenika przez zwykły ciuch, to miejsca zakryte nie ulegają u mnie poparzeniu, więc pomyślę nad zakupem białych koszul:) Co do parasolek - opcja fajna, ale wydaje mi się, że ciężko o taką parasolkę, poza tym ja nie lubię mieć zajętych rąk, bo ogranicza mi to swobodę, więc parasoli unikam również w deszczu, niemniej jednak dziękuję za porady :)

      Usuń
    4. @Anonimowy (15 lipca 2014 00:14) nie ma za co :-) Oprócz reaplikacji filtra jest jeszcze kwestia jego odpowiedniej ilości, ale to na pewno wiesz. PPD 30 to z tego, co się orientuję, jedno z najwyższych dostępnych teraz na rynku.

      @Anonimowy (14 lipca 2014 15:43)
      Poczytaj: http://outdoors.stackexchange.com/questions/1226/whats-the-upf-of-a-t-shirt-or-jeans
      Ze zwykłych ubrań najlepiej chroni ciemny, gruby poliester, no ale wiadomo, że nikt specjalnie latem nie będzie chodził w czymś takim. Im ciemniejszy i gęściej tkany materiał, tym lepiej. Przykładowa ochrona:
      Lightweight cotton jersey knit, typical of T-shirt fabrics: SPF 4 (white) / 18 (dyed blue).
      Heavy cotton twill weave, similar to 8 oz. denim: SPF 12 (white) / 166 (dyed blue).

      Usuń
  64. OOO tak, ja się nie opalam, bo od wielu lat biorę leki światłouczulające, jestem biała i co spotkanie rodzinne muszę wysłuchiwać, że jestem odludkiem i w ogóle z domu nie wychodzę... Jest to niezwykle denerwujące

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam tak samo, ale nie martw się, wczoraj jak szłam sobie z parasolką jeden chłopak jadący samochodem z miejsca pasażera krzyknął do mnie, żebym się leczyła xD także najlepszym sposobem jest ignorowanie i nie zaprzątanie sobie tym głowy.

      Usuń
  65. Zupełnie nie podoba mi się pogląd, że "...warto drążyć.. Warto się zastanawiać. Warto powątpiewać". Moim zdaniem nie warto. Jeśli ktoś jest blady, to po prostu taki jest - bo mu się to podoba, bo może jego skóra reaguje alergią na słońce i dlatego musi go unikać, bo nie miał okazji się opalić, poza tym opala się wolno i nie zależy mu na tym, itp. Ostatni przykład pasuje do mnie. Gdybym miała to połączyć z myśleniem, że opalenizna łączy się z atrakcyjnym stylem życia, że jest konsekwencją częstych wypadów ze znajomymi, chyba popadłabym w depresję. Patrzyłabym na ludzi opalonych z zazdrością nie dlatego, że mają taką fajną, ciemną skórę, tylko dlatego, że "a ta to musi być rozchwytywaną i atrakcyjną osobą". Oczywiście osobiście nie zazdroszczę opalonym, jest mi to obojętne. Sama mam jasną skórę w żółtym odcieniu, która wolno się opala. Nie leżę na plaży, bo mnie to nie interesuje, nie pociąga, ani zwyczajnie nie mam okazji, by tam pójść (a mieszkam nad morzem).
    Dlaczego mamy przyjąć myślenie, że "ta złota opalenizna to oznaka, że ktoś jest towarzyski, ma znajomych i okazję do wychodzenia z domu"? Nie chcę w żaden sposób urazić autorki, ale według mnie taki pogląd to bzdura, a po przeczytaniu tego można poczuć się nieco zdołowanym (zależy kto, oczywiście).
    Dajmy na to, dziewczyna jest mocno opalona, ale nikt nie wie, że to dlatego, że codziennie pracuje w polu i nie ma tam znajomych, po prostu musi wykonywać taką pracę, bo mieszka na wsi i rodzice mają gospodarstwo. I co? Tak też można. To oczywiście tylko przykład, no ale... Słońce "złapać" można wszędzie i nie zawsze w towarzystwie.
    W sumie chciałam powiedzieć tylko jedno i to chyba najważniejsze - żeby się nie zastanawiać. Jeśli ktoś ma dany odcień skóry, to po prostu taki ma i nie ma sensu doszukiwać się drugiego dna i porównywać. Tylko zaakceptować. Jeśli się opalę, to po prostu tak będzie i moja skóra się przyciemni. Jeśli bardzo się opalę, to będzie ciekawe, bo nigdy tak nie wyglądałam. Ale przecież wiadomo, że opalenizna zejdzie wraz z nadejściem jesieni i zimy i... co? Naturalny odcień skóry ma się tylko jeden i trzeba go polubić. Takie zmiany są jedynie ciekawą odskocznią, niczym więcej.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  66. Bardzo intrygująca hipoteza z zakresu antropologii kulturowej, jeżeli udałoby Ci się ją jakoś zweryfikować za pomocą uznanej metody naukowej to masz szanse wydać artykuł ;). wracając do tematu, sam fakt, ze moda jest zjawiskiem w olbrzymim stopniu: społecznie, historycznie a nawet i ekonomicznie uwarunkowanym to myślę, ze jest on wręcz bezdyskusyjny....Ale jeśli zalecasz czytelnikom, żeby zamiast kierowac się owczym pędem "włączyli myślenie" i wyrobili sobie indywidualny, niezależny gust to wiedz, ze samo uświadomienie sobie przyczny,dla których cos nam się podoba a cos innego nie, NIE WYSTARCZY ABY ZMIENIC NASZE UPODOBANIA. Przykładowo: nawet Jeżeli udowodnisz facetowi, ze jego uwielbienie dla Scartett johanson wynika z atawistycznego pragnienia znalezienia dla siebie jak najpłodniejszej partnerki (kluczem jest tu odpowiedni stosunek talii do bioder, duże oczy, pelne usta sugerujące mlodosc itd.) to i tak nie sprawisz, ze odtąd zmieni preferencje....z kulturowymi kryteriami piekna jest podobnie (są mocno zakorzenione w podświadomości osoby dorastającej/ funkcjonującej w danym środowisku społecznym a obnażenie ich mechanizmów nie uwolni nas spod ich władzy).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko częściowo. Nazwanie i zrozumienie mechanizmów zmusza do świadomej refleksji.

      Ja nieraz słyszę od dalszych znajomych teksty typu "weź się opal".
      Jednak ani rodzina, ani przyjaciele nie wywierają na mnie żadnej zauważalnej presji w tej kwestii. Wiedzą, że na słońce reaguję bardzo źle, boli mnie głowa i szczypie skóra, pękają naczynka, a oparzenia są bolesne i długo się goją, a przede wszystkim - że ja się opalać nie lubię.

      Opalenizna nie podoba mi się wcale. Nie opalam się. Nie wychodzę na słońce, o ile nie muszę. Przy czarnych włosach i czarnych ciuchach (lubię najbardziej ten kolor) osiągam efekt Morticii Addams, który moi znajomi bardzo lubią xD

      Jedynym aktem dyskryminacji, jakiego doświadczam, jest absolutny brak jasnych kosmetyków do twarzy. W Polsce 90% linii podkładów i kremów BB zaczyna swoją kolorystykę od przynajmniej ton ciemniejszej od mojej karnacji. Z pozostałych 10% 5% to kosmetyki do charakteryzacji albo biały StarGazer xD

      Usuń
  67. Jeden z lepszych artykułów na Twoim blogu :) Zgadzam się - każde nasze zachowanie, wybór czy ocena są wynikiem czegoś więcej niż przypadkowego impulsu. Kiedy w baaardzo słoneczny dzień na wycieczce (gdzie nie miałam filtra) narzekałam, że się opalę, koleżanki zaczęły mówić, żebym nie przesadzała, bo przecież nic mi się od odrobiny Słońca nie stanie (30 stopni, siedząc przy fontannie w pełnym słońcu to chyba nie odrobina). Nie rozumiem tego, ja nikomu nie każę przestać się opalać ani unikać Słońca, więc niech inni nie robię tego względem mnie.

    OdpowiedzUsuń
  68. Anonimowy z 11 lipca 2014 16:18, to chyba telepatia! Miałam napisać, że brakuje mi w blogu Cukierka choćby muśnięcia tematu siwienia:)
    Jak ktoś ma 80-lat to siwe nie martwią, ale czasem siwe włosy pojawiają się u ludzi b. młodych. Interesowałyby mnie kwestie praktyczne i kulturowe jeśli chodzi o ten temat. Może Azjatki ten problem dotyka b. późno?
    Cukierku dałoby się coś napisać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta kwestia była poruszana i to kilka razy :( Jeśli nie umiecie czegoś znaleźć to polecam wpisac w Google "Azjatycki Cukier i interesujący was temat".

      Dostaję bardzo dużo takich uwag i czasami sie zastanawiam, co byłoby rozwiązaniem. Np. temat zmarszczek pod oczami jest na tym blogu mielony non-stop, a i tak przynajmniej 2 razy w tygodni jestem o to pytana. Czasami pod wpływem ciągłych zapytań o te same tematy powracam do nich w postach i dostaję od uwagi "OMG znowu piszesz o tym samym". Sytuacja bez dobrego wyjścia? :(

      Usuń
    2. Myślę, że raczej bez wyjścia. Pisz po prostu dalej, tak jak chcesz. Ja uwielbiam twoje teksty. Zawszę mogę znaleźć u ciebie coś interesującego :)

      Usuń
  69. Fakt, jest np tu:
    http://azjatyckicukier.blogspot.com/2013/12/93-przeciw-przedwczesnemu-siwieniu.html:

    Szukałam w tagach po prawej, a nie przez googla.
    Natomiast o tym jak kultura azjatycka zapatruje się na ten temat nie widzę.
    Cukierku. No stress. O siwieniu dużo nie było, a o zmarszczkach pod oczami rzeczywiście sporo;) Na innych forach sama upominam żeby googlować. Jak widać szewc bez butów chodzi.
    Swoja drogą jestem Ci b.wdzięczna, za ćwiczenia twarzy Fumiko i masaże Tanaka. Eva Frazer była jakaś taka przerażająca i skomplikowana, a ćwiczenia azjatyckie zaczęłam robić pod Twoim wpływem parę miesięcy temu i jest super.

    OdpowiedzUsuń
  70. Cukrze. Poruszyłaś ważny temat i przyznaję, że masz rację. Ja przynajmniej jestem taką niewolnicą stereotypów i sama lepiej czuję się kiedy w lecie jestem muśnięta słońcem. Czuję, że 'jakoś' te wakacje spędziłam i gołym okiem widac, ze odpoczywałam, spędziłam wakacje w ciepłym kraju. Nie opalam się przesadnie, lekko 'ozłacam się' słońcem.
    Podobnie, gdy obserwuję ludzi na ulicy bardziej atrakcyjni wydają mi się Ci umiarkowanie opaleni.
    Wiele osób komplementuje mój wygląd, gdy jestem lekko opalona. Przez to też się opalam. Kiedy zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo moje samopoczucie zależy od zdania innych na mój temat, skłania mnie to do tego, żeby może trochę bardziej słuchac siebie...
    Dzięki za ten post :)

    OdpowiedzUsuń
  71. suuper tekst i myśl przewodnia, że temat opalenizny jest jakoś wpisany w nasz światopogląd. znam osoby, które, gdy widzą kogoś bladego uznają go za człowieka mało-zdrowego (np. z anemią, wiecznym siedzeniem w domu), z ich ust padają wtedy "dobre" rady - "przydałoby ci się trochę słońca".

    zastanawiające jest jak takie myślenie się zakorzenia w różnych kulturach, a z czasem przechodzi transformację pod wpływem mody. a do solarium wciąż kolejki :)))

    OdpowiedzUsuń
  72. nieopalony cellulit, niejędrne ciało wyglada źle.
    nawet niezgrabna kobieta lekko opalona wyglada atrakcuyjniej

    OdpowiedzUsuń
  73. Nawet dzisiaj rodzinka się na mnie uwzięła, że jestem blada i w ogóle to jak ja mogę ciągle w cieniu siedzieć i na słońce nie wychodzić. A dla mnie opalenizna jest nie tylko niezdrowa, ale i nieestetyczna, bo to widać kto ma naturalnie ciemną skórę, a kto wygląda jak spieczony kotlet (oczywiście oni do nich należą i wyglądają komicznie). Więc na pewno to presja społeczeństwa. Jak jesteś blady, nieopalony, to automatycznie jesteś chory, masz anemię i nie wychodzisz z domu.

    OdpowiedzUsuń
  74. mi się od zawsze opalenizna kojarzyła ze zdrowiem ale tak banalniej: człowiek opalony spędza sporo czasu na zewnątrz ergo: jest zdrowy, nie musi siedzieć w domu. może nie każda zdrowa osoba lubi spędzać całe dnie poza domem, ale ja na przykład tak robię. jak jestem biała to znaczy że muszę siedzieć w domu a robię tak tylko jak nie mogę wyjść... kolejne skojarzenie z opalenizną to wakacje, na wyjazdach się chętniej opalamy, wyjeżdżamy bo nas stać, itd.

    OdpowiedzUsuń
  75. Po co ograniczać się do schematów kobiecego piękna, zamiast po prostu docenić różnorodność, na którą w takim kraju jak Polska, nie można narzekać. Podczas tych wszystkich babskich narad, zdążyłam nasłuchać się historii o tylu wyimaginowanych wadach. Wszystkie chcemy mieć wszystko wypośrodkowane (biust/wzrost/usta itd).
    I przyznaję, że o dziwo dużych kompleksów bierze się od mężczyzn. Zbiór przykładów z życia wziętych: kolega napomknął o tym jakto lepiej bym wyglądała gdybym się opaliła, chłopak dostrzegł dodatkowe 2 kg, a ojciec wielokrotnie, gdy byłam młodsza wypomniał mi, że mam nos po nim, sam się na niego skarżąc, zęby też miałam w jego oczach za duże, a wszyscy mi mówią, że mam piękny uśmiech. Punkt widzenia zależy od siedzenia, a podstawą jak dla mnie jest pewność siebie, tyle w temacie.

    OdpowiedzUsuń
  76. Natknęłam się na Twój blog, a właściwie kanał yt rok temu i od tego czasu unikam słońca, jak ognia ;) zawsze zastanawiałam się dlaczego moja mama mając 45 lat wygląda na 30, po czym tknęło mnie, że zawdzięcza to (pomijając smukłą sylwetkę) swojemu uczuleniu na słońce, wychowując się w czasach gdzie dzieci były wystawiane na słońce non stop jej skóra bardzo wcześnie "powiedziała: mam dosyć" i od tego czasu nie wychodziła z domu bez czapki, filtra, pudru, parasola. Dzisiaj nikt nie chce uwierzyć, w jej metrykę, mimo, że nigdy nie stosowała drogich kremów i zabiegów odmładzających. Opalaniu mówię nie i mam w głębokim poważaniu co myślą o mnie inni ludzie, porozmawiamy za 10-20 lat.
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  77. Ja prawie zawsze jak pojawię się np. w pracy słyszę czy aby nie jestem chory, czy nie mam anemii. Mój tata też często o to pyta. Zdążyłam się jednak do tego przyzwyczaić i w ogóle nie reaguję. Z natury mam bardzo jasna, bladą i zimną karnację, nic na to nie poradzę, a wszystkie dłuższe przebywania na słońcu kończyły się poparzeniami, wysuszeniem i wypryszczeniem. Dlatego od wielu lat gdy wychodzę ze znajomymi ci leżą plackiem badź siedzą na słońcu, a ja wysmarowana od stóp po głowę kremami z kapeluszem na głowie w cieniu. Tłumaczyć przestałam bo to było jak rzucanie grochem o ścianę. Najdziwniejsze jest jednak to, że pochodząc ze wsi i odbywając w dzieciństwie wakacje w gospodarstwie u dziadków nigdy nie słyszałam o tym aby się opalać. W największe słońce wszyscy się chowali albo zakładali kapelusze. Jak raz z kuzynką postanowiłyśmy posiedzieć na słońcu to usłyszałyśmy: "czy aby nam się w główkach nie poprzewracało i czy aż tak się nam nudzi". Nigdy więc nie zrozumiem skąd pogląd że osoby aktywne muszą być opalone. Są osoby z ciemną oliwkową karnacją, którym chwila słońca nie zaszkodzi, ale są osoby dla których 15 minut narażenia na zbyt duże słońce może spowodować poparzenia. Nie zrozumiem więc po co osoby z bardzo jasną karnacją, którzy po chwili wystawienia na słońce są posiadaczami mnożących się piegów w ogóle próbują wyglądać jak mulaci. To jest zwyczajnie nie logiczne, już lepiej wysmarować się samoopalaczem lub balsamem brązującym. Mam kuzynkę, która na pytanie dlaczego jest taka blada odpowiadała: "(...) bo pochodzę ze szlachty".p))

    OdpowiedzUsuń
  78. A ja bardzo lubię czytać bloga Cukru i bardzo też sobie cenię azjatycką pielęgnację cery ALE pomimo, iż według mojej oceny koreańskie BB są o całe niebo lepsze od japońskich BB, to tylko tych ostatnich mogę używać, ponieważ posiadam naturalnie dość ciemny żołto-oliwkowy odcień skóry bez opalania. Tylko japońskie BB w odcieniach środkowych lub tych najciemniejszych idealnie stapiają się z moją skórą. Przetestowałam chyba wszystkie możliwe bebiki koreańskie i zawsze efekt był jeden i ten sam - maska gejszy ha ha ha ;-) i chociaż nienawidzę się smażyć na słońcu, unikam tego jak diabeł święconej wody (słońce mnie męczy i zawsze mnie po słońcu boli głowa), to mlecznej cery nie posiadam i nigdy posiadała takowej nie będę.
    Czasem czytając tego bloga odnoszę wrażenie, że jest on skierowany wyłącznie do osób bladolicych :-( i zastanawiam się wówczas czy rzeczywiście azjatyckie metody pielęgnacji cery są odpowiednie dla osób o takiej karnacji jak moja? Przecież nie będę wybielała skóry na siłę jak Micheal Jackson ;-) Dla jasności dodam, że nie jestem mulatką LOL! mam po prostu typ karnacji taki śródziemnomorski jakiś.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze pisane w celach promocji własnego bloga lub innych stron nie będą publikowane. Linki do relewantnych wpisów na blogach czy innych stronach są mile widziane. ale linki nie związane z tematem lub komentarze zawierające dopisany link do bloga nie będą publikowane.

Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.