piątek, 31 października 2014

Czym właściwie różni się azjatycka pielęgnacja od zachodniej?



O co właściwie chodzi w azjatyckiej pielęgnacji? Czas na odpowiedź.

Ale zanim przejdziemy dalej, chciałabym podkreślić, że mówiąc o azjatyckiej lub zachodniej pielęgnacji, mówię przede wszystkim o przekroju dostępnych na rynku produktów, oraz narracji marketingowej, jaka im towarzyszy. Skupiam się tu tylko i wyłącznie na tym, co wiadomo mi o rynkach i produktach kosmetycznych w Japonii, Korei oraz Singapurze.

Jak zapewne wiecie, mieszkam w Singapurze i mamy tutaj dostęp zarówno do zachodnich marek, jak azjatyckich - głównie japońskich i w mniejszym stopniu koreańskich. Różne osoby tutaj trzymają się różnych systemów pielęgnacji: jedni będą zwolennikami zachodnich produktów (czy to luksusowych, czy drogeryjnych); są też osoby, które wolą pomysły na pielęgnację z Japonii czy Korei, jak i są osoby, które korzystają z obu światów. Można też znaleźć kosmetyki, które próbują naśladować te z Zachodu, ale przeniknięte są azjatyckimi pomysłami na pielęgnację.

Więc co właściwie definiuje azjatyckie kosmetyki? Myślę, że istnieje kilka wskaźników:

1. Azjatyckie kosmetyki mają cel, zachodnie zaś grupę odbiorców.

Kremy z Zachodu to kremy przeznaczone dla szerzej lub bardziej szczegółowo definiowanej grupy osób: osób z konkretnym typem cery (sucha, mieszana, tłusta, itp) lub w konkretnym wieku. Kosmetyki azjatycki ekstremalnie rzadko nawiązują do tego typu opisów, ponieważ większość z nich definiowana jest przez cel, jakiemu służą. Mamy więc kosmetyki nawilżające (ale nie jest w żaden sposób definiowane, czy oznacza to, że są dla cery suchej czy tłustej), rozjaśniające, wybielające, oczyszczające pory, poprawiające napięcie, poprawiające sprężystość, kremy przeciw starzeniu, kremy przeciw zmarszczkom i tak dalej.


Często jest to bardzo konfundujące dla osób z Zachodu i regularnie dostaję od Was maile z opisem cery i wiekiem ("Mam cerę **** i ** lat - jakie kosmetyki są dla mnie?"), choć te informacje nie mają żadnego znaczenia przy wyborze azjatyckiej pielęgnacji. Ważniejsze jest, co chcecie osiągnąć i z jakimi niedogodnościami cery się zmierzyć.

Dla mnie podejście azjatyckie ma więcej sensu. To, ile lat mamy, nie ma nic wspólnego z tym, jak zachowuje się nasza cera i czego potrzebuje! Tłusta cera też potrzebuje nawilżania, zaś sucha cera może mieć poważne problemy z wągrami, problem trądziku to nie tylko domena nastolatków, a problemy zmarszczek, jędrności skóry, itp. pojawiają się w różnych momentach życia i zależą od ogromu czynników (dieta, ilość ekspozycji na słońce, predyspozycje, itp.), więc kupowanie "po cyferce na opakowaniu" i typie cery moim zdaniem bywa nieproduktywne.

2. Kosmetyki z Zachodu są delikatne... Te z Azji nie tak bardzo...

Kiedy myślę o kosmetykach z Zachodu, przypominają mi się czasy, gdy na mojej toaletce królowały kosmetyki Chanel i Estee Lauder. Kremy były puszyste, pięknie pachniały i były super delikatne dla cery... Nie było mowy, by coś podrażniło, zostawiło tłusty film, czy miało silny zapach.

Kosmetyki azjatyckie przy zachodnich mogą się wydawać bardzo... toporne. Wschodni producenci nie przejmują się tak bardzo tym, czy kosmetyk będzie łatwy i przyjemny w użyciu, czy nie podrażni osoby o wrażliwej skórze, czy nie zapiecze podczas aplikacji - ważniejsze jest, by napchać go aktywnymi substancjami. Wiele kosmetyków wymaga nauczenia się ich poprawnego nakładania, potrafią podszczypywać po nałożeniu, często wymagają stosowania w zestawie z innymi produktami, bywają też tak "bogate", że aż przedobrzają.


Który wariant jest lepszy? Ja wolę azjatycki, bo lubię widzieć efekty i nie przeszkadza mi, jeśli muszę trochę popracować na odpowiednim nałożeniem tego czy innego kosmetyku, albo zmierzyć się z mocnym zapachem. Ale rozumiem, jeśli komuś to nie odpowiada.

3. Ilość kroków... Kosmetyki do wszystkiego vs. kosmetyki wieloetapowe

Ogromna różnica pomiędzy kosmetykami z Zachodu a Wschodu, to ilość przewidywanych w pielęgnacji kroków. Kosmetyki z Zachodu trzymają się schematu oczyszczanie-tonik-serum-krem, kosmetyki z Japonii i Korei przewidują nielimitowane ilości kroków w pielęgnacji, a różne kombinacje przeznaczone są na różne pory dnia.


Żaden z tych systemów nie jest "lepszy" czy "gorszy". Kompaktowa pielęgnacja z Zachodu nie wymaga ani głębokiej wiedzy na temat kolejnych kroków, ani nakładów czasu na ich wykonanie. Ale upychanie wszystkich składników razem ma też swoje ograniczenia - np. w azjatyckiej pielęgnacji rozdzielony jest etap nawadniania i nawilżania. Do nawadniania używa się lekkich składników, które przyciągają wodę, ale są one zazwyczaj bardzo lotne i "uciekają" ze skóry, więc w osobnym etapie nakłada się "pieczętujące", cięższe, nawilżające składniki.

Wielopostaciowość ma dla mnie jedną wadę - trzeba umieć złożyć swój zestaw i niestety nie jest to wcale proste. Trzeba z grubsza znać działanie poszczególnych składników i co się chce osiągnąć. Z jednej strony można dowolnie wybierać i dobierać składniki, uwzględnić wszystkie potrzeby swojej cery, ale wypracowanie systemu wymaga wielu prób i błędów. Nie mówiąc o konsekwencjach mniej udanych kombinacji...

Azjatycka pielęgnacja bez azjatyckich kosmetyków?

Wbrew podejrzeniom wielu osób, w kosmetykach z Japonii, Korei czy Singapuru nie znajdziecie żadnych szczególnych czy niezwykłych składników - składniki na obu rynkach są w miarę podobne, a różnica leży w koncentracjach oraz kombinacjach. 

 

Dlatego, aby stosować azjatycką pielęgnację, nie trzeba się od razu przerzucać na azjatyckie kosmetyki. Można zapoznać się z tym, na jakie problemy rynek azjatycki proponuje jakie kombinacje składników i szukać odpowiedników na swoim lokalnym rynku. Jeśli zmiany będą szły w dobrą stronę, wtedy można rozważyć zaimportowanie sobie czegoś z Azji lub np. sięgnąć po kosmetyki, które robi się samemu. Można wtedy uzyskać podobnie skoncentrowane składy. Może to odrobina więcej pracy i zachodu, ale moim zdaniem warto :).

Myślę, że celem dla mnie jest przedstawienie Wam jak rynek azjatycki definiuje potrzeby cery i jakie składniki poleca na dane wyzwania. Wiem, że na blogu ilość informacji jest ogromna, ale mam nadzieję, że da się z tego "miszmaszu" mimo wszystko wyciągnąć to czego szukacie :).

32 komentarze:

  1. "Dlatego, aby stosować azjatycką pielęgnację, nie trzeba się od razu przerzucać na azjatyckie kosmetyki. Można zapoznać się z tym, na jakie problemy rynek azjatycki proponuje jakie kombinacje składników i szukać odpowiedników na swoim lokalnym rynku. " Dobrze, że o tym wspomniałaś, bo właśnie rozpaczam, że azjatyckie kosmetyki są często dość drogie na polską kieszeń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.zombiesamurai.pl/2013/09/za-drogo/

      Usuń
    2. Polecam kosmetyki robione samemu- z półproduktów. Na tym blogu znakomicie przedstawiono na co wpływają konkretne składniki, w związku z tym zrobienie własnego kremu z odpowiednim składnikiem nie jest trudne. Jeśli chodzi o znalezienie kosmetyku z odpowiednim stężeniem danego składnika... No cóż. W drogeryjnych się tego nie znajdzie, ale są kosmetyki z certyfikatami, w których te składniki są.

      Usuń
    3. SweetheartLittle ja stosuję azjatycką pielęgnację w polskim wydaniu i zaopatruję się na stronach oferujących półprodukty do robienia kosmetyków, np. Zrób Sobie Krem czy Biochemia Urody. Nawadniający kwas hialuronowy kosztuje tam grosze, około 15zł :) zawsze można sprawdzić składy azjatyckich kosmetyków i poszukać tych składników na tych stronach :)

      Usuń
    4. Zależy, jakie chcesz kupić, ale ceny tych tańszych są dość podobne do polskich cen. Można też trafić na darmową wysyłkę, bo to ona często kosztuje bajońskie sumy, nie sam kosmetyk. Linków nie będę podawać, wydaje mi się, że Cukier by ich tu nie chciał, ale warto szukać na zagranicznych stronach, nie polskich, przy okazji sprawdzając w miarę możliwości rzetelność sprzedawcy. A co do polskich kosmetyków, które zawierają w składzie podobne substancje co azjatyckie, to ostatnio trafiłam na serię kremów firmy SI Świt. Są tanie a zawierają takie rzeczy jak śluz ze ślimaka albo kawior (też dość popularny w kosmetykach z Azji. Miałam go, byłam zadowolona i dobrze nawilżał), a w Hebe widziałam ostatnio kremy z formułą Syn-Ake (syntetycznie pozyskiwane białko, identyczne z tym występującym w jadzie żmiji. Delikatnie paraliżuje skórę i działa na zmarszczki. Mam azjatyckie serum z tym, żadnego paraliżu nie czuć. Kupiłam z ciekawości, ale używam bardzo sporadycznie). W każdym razie wystarczy się przejść po drogeriach, pozaglądać w Rossmannie np. na półkę z kremami do twarzy na wybielenie przebarwień, żeby znaleźć jakiś substytut dla azjatyckich rozjaśniaczy :)

      Usuń
    5. Azjatyckie kosmetyki są tanie, choć oczywiście znajdą się i te droższe i bardzo drogie. Osobiście uważam, że choćby taki BB Tony Moly albo Holika Holika jest dużo lepszy od podkładów Chanel/Dior/Estee Lauder..., a przy tym jest 20x tańszy - podejrzewam, że w cenie Maybelline (?) albo i nawet nie. Podobnie z żelami do mycia twarzy Etude House - uwielbiam te chyba za coś ok. 12 zł (czasami są promocje po 6-7 zł). Ceną więc nie ma co się zrażać.

      Usuń
    6. Nie bardzo znam się na kosmetykach z Azji, więc możliwe, że trafiały na moją listę tylko te bardzo popularne i drogie. Dziękuję wszystkim za odpowiedzi i pomoc <3

      Usuń
    7. No ok, ale azjatyckie kosmetyki są bardzo wydajne. Weźmy np. krem BB dr G. Mam go już prawie rok, a cena to ok. 100zł., więc 100zł. na rok to nie jest według mnie dużo, bo w tej cenie kupiłabym kremy z Rossmanna, które pogorszyłyby moją cerę. Z tego kremu jestem zadowolona i na pewno go nie zamienię:)

      Usuń
    8. Chodziło mi też głównie o to, że jestem bardzo młoda i sama nie zarabiam, a szkoda trochę wydać pieniądze na kosmetyk, który użyję od święta. :) I jeszcze co do "komentarza" Magnolii to jesteś w błędzie. Polskie społeczeństwo jest biedne. Nie mówię tutaj o wszystkich, osobiście nigdy mi niczego nie brakowało.Jednak nie raz dzieliłam się w podstawówce kanapkami, ponieważ nie wszystkich rodziców stało na to np. żeby wykupić dziecku obiad w szkole. Student, który ma ograniczony budżet powie, że "nie przepłaci 50zł za danie" - nic w tym dziwnego. Jeśli nigdy nie byłaś w takiej sytuacji lub nie spotkałaś ludzi w podobnej to Twoje szczęście. Jednak w czasie swojego krótkiego jeszcze życia spotykam takie osoby na co dzień i to nie żaden wstyd dla człowieka moim zdaniem. Zamiast krytykować osobę, której nawet nie znasz radzę rozejrzeć się dookoła. :)

      Usuń
    9. @Magnolia no pewnie, bo jak jakiś bloger o zapędach na Zachód coś powie, to święta racja. częściowo się z nim zgadzam, ale przecież to oczywiste, że Polacy nie są ludźmi bogatymi i przeciętna Kowalska nie za bardzo jest w stanie przeznaczyć, np. 100zł na krem czy inny kosmetyk. raz na jakiś czas owszem, ale to nie zmienia faktu, że jest to dużo.

      Usuń
  2. Super, że wróciłaś do częstszych wpisów :) I nadal każdy z nich trzyma poziom. Pozdrawiam!

    Gosia

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam Twojego bloga już od tak dawna, że moja pielęgnacja pod większością względów bliska jest modelowi azjatyckiemu - i to bez wschodnich kosmetyków, bo szukam perełek w Polsce albo robię je sama :) Inna sprawa, że nawet jeśli mam swoje ulubione zasady i triki, to za najważniejszą kwestię uważam obserwowanie własnej skóry i reagowanie na sygnały, które nam wysyła - dlatego zdarza mi się często odchodzić od nawet najlepszych i najdłużej opracowywanych schematów. Myślę, że jest to coś co na Wschodzie musi być powszechne (bo jak bez obserwowania cery skompletować produkty do np. ośmioetapowego rytuału?) i w polskiej blogosferze również to widzę - to bardzo cieszy!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwykle super ciekawy post! "Zaraziłam" Twoim blogiem nawet moją mamę :) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja bym nie przesadzała i nie mówiła, że azjatyckie kosmetyki są "napakowane" substancjami aktywnymi. Pod tym względem niewiele różnią się od tych zachodnich. Część z nich ma masę wypełniaczy w składzie,a substancje aktywne są gdzieś obok konserwantów, a druga część ma przyzwoite składy- tak samo jak w przypadku produktów zachodnich. Kiedyś byłam wielką maniaczką kosmetyków azjatyckich, ale zauważyłam, że działają tak samo jak kosmetyki zachodnie i przy okazji nauczyłam się czytać składy. Nie widzę sensu przepłacać, a od pewnego czasu sama kręcę kosmetyki i to jest najlepsza rzecz jaka mogłam dla swojej skóry zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  6. zawsze się cieszę jak coś dodajesz :)
    Chciałam się zapytać, czy są jakieś sposoby na zachowanie świeżo / schludnie wyglądającej twarzy? Mam z tym straszny problem, jak wychodzę rano to wyglądam jak człowiek a jak wracam późnym popołudniu to cała się świecę i już nie wyglądam tak dobrze. Choć pudruje się kilka razy, to i tak...
    Jak Azjatki to robią, zwlaszcza mieszkając w tak gorącym i wilgotnym miejscu jak Singapur?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podobny problem, pomogla mi misha pc, bo nakladam jej duzo mniej niz nalozylabym podkladu, i nie 'splywa' praktycznie wcale. Tusz wodoodporny to tez najlepszy przyjaciel moich oczu z ktorych jakikolwiek makijaz przesuwa sie na dolna powieke

      Usuń
    2. Próbowałaś kremów matujących, żeby zwalczyć świecenie, a nie tylko zamalować?

      Usuń
  7. Ja mieszam style. Używam zachodnich jak i azjatyckich kosmetyków, głównie w zależności od przeznaczenia bo sama zauważyłam, że kupowanie kosmetyków pod dany typ czy wiek wcale mi nie pomagało a nawet pogarszało sprawę.
    Przestawiłam się też na naturalne składniki, więc maseczki i nierzadko toniki czy peelingi sama robię (wtedy mam pewność co nakładam i po co to nakładam).
    Nie mam też określonej liczby kroków, bo to zależy od dnia, chęci i możliwości czasowych, ale staram się jednak dobrze organizować w tej kwestii.
    Trochę czasu zajęło mi ogarnięcie się, ale metodą prób i błędów już prawie opracowałam swój idealny zestaw do pielęgnacji.

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny wpis a i muszę zauważyć, że powoli, powoli to typowe azjatyckie myślenie o pielęgnowaniu cery wdraża się w kanony europejskie. Dużo osób rezygnuje z opalania, dba o cerę od najmłodszych lat...Ostatnio zauważyłam, zę również kosmetyki polskie coraz częściej czerpią z azjatyckiej filozofii dbania o twarz. Przykładowo - Bielenda stworzyła olejek do czyszczenia twarzy, serię z kwasem hialuronowym, retinolem i lekkim stężeniem kwasów AHA,maski w płachcie, fakt, że olejek zawiera olej mineralny, fakt, że nadal brakuje kilku składników, które idealnie spisałyby
    się razem, w bogatszej wersji, ale muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem, bo z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że z najnowszą serią się spisała :). Wiadomo, nie jest idealna, z pewnością dla cery dojrzałej się jednak nie sprawdzi, ale prewencyjnie już owszem. Zauważyłam też, że powstają kosmetyki o konkretnych składach, bez nic-nierobiących-zapychaczy składu INCI, znikomo, ale jednak powstaje też to ukierunkowanie na cerę, powstają kosmetyki bez podania wieku, w którym kosmetyk można stosować. Fakt, że na rynku europejskim są nadal te nic nierobiące kosmetyki, obiecujące wszystko, ale powoli, powoli się wdrażamy i w tych najnowszych seriach można znaleźć perełki. Być może kiedyś kosmetyczny rynek europejski zaadaptuje całkowicie azjatycką filozofię dbania o cerę i mam taką nadzieję! Co nie zmienia faktu, że jesteśmy daleko, daleko za Azją. Pozostaje tylko czytanie Twojego bloga :).

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy się nie zastanawiałam nad tą różnicą, ale chyba podświadomie ją czułam. Każda zużyta próbeczka azjatykich kosmetyków pielęgnacyjnych utwierdza mnie w przekonaniu, że zaczęłam szukać ideałów w dobrym kierunku :) Nie muszę już wspominać o tym, że te próbeczki mają często lepsze działanie po 3 użyciach niż nasze, zachodnie, pełnowymiarowe kosmetyki zużyte w całości.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej :)
    Mam pytanie ale najpierw wyjaśnię o co chodzi .
    Odkąd pamiętam zawszę śpię na prawym lub lewym boku . Już od roku próbuję się pozbyć " zaginieceń "" pod oczami . To wygląda jak fine lines w okolicy oczu , nie jest to spowodowane wiekiem ( mam 21 lat ) Stosuję kremy na dzień i na noc oraz pod oczy ale wogóle nie widzę poprawy . Czy coś robię źle ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam identyczny problem i również 21 lat

      Usuń
  11. Wspaniały post!!!
    Pracuję jako dermokonsultantka firmy Sylveco. Kosmetyki tej firmy nie są dedykowane do jakiejś grupy odbiorców, lecz właśnie mają jakiś konkretny cel działania, bardzo podobnie, jak opisujesz Azjatyckie kosmetyki. Nie raz zdarza mi się słyszeń opinię, że "nie wiem, czy mogę to stosować, przecież tutaj nie pisze 20+/dla cery męskiej/etc".

    A czy kosmetyki azjatyckie są tak bardzo naładowane chemią, jak drogeryjne/apteczne z zachodu? Azjaci stawiają na naturalną pielęgnację, czy nie obawiają się chemii w kosmetykach?

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. W Polsce wyjątkowo popularne są dermokosmetyki, dostępne wyłacznie w aptekach firm takich jak Vichy, Avene, La Roche Posay ale też polskich Iwostin i Pharmaceris. Mam wrażenie, że ten rynek jest u nas wybitnie nasycony i dobrze bo niejednokrotnie oferuje skuteczne i dające wymierne efekty produkty pielęgnacyjne. Są one przeważnie przeznaczone do radzenia sobie z konkretnym problemem tak jak kosmetyki azjatyckie. Czy w Azji też się z czymś takim zetknęłaś? W Polsce większa koncentracja składników aktywnych spotykana jest głownie w dermokosmetykach oraz produktach robionych własnoręcznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym samym pomyślałam. Azjatycki Cukrze zawsze mówiąc o zachodnich kosmetykach mówisz o luksusowych/drogeryjnych a przecież są jeszcze te apteczne które są kolejną grupą, znacznie różniąca się od tych dwóch. Tak samo zastanawiam mnie jak to jest w Azji z dermokosmetykami, nigdy chyba o nich nie wspominałaś, a jestem ciekawa. Czy są (a są na pewno) to jak tam w dalekiej Azji one funkcjonują? Bo na przykład w Polsce bardzo dobrze - osoby bardziej "kosmetycznie świadome" to właśnie głównie stamtąd pozyskują swoje kosmetyki, nie z drogerii, nie od luksusowych marek, ani nawet nie z Azji.

      Usuń
    2. Dokładnie o tym samym pomyślałam. Akurat kosmetyki drogeryjne, nawet te selektywne, które wymieniłaś nie są dobrym przykładem do porównań. Dermokosmetyki, które są dostępne w aptekach, są posegregowane pod kątem problemów, które mają zwalczać i są napakowane substancjami aktywnymi.
      Ja uważam, że azjatyckie kosmetyki są przereklamowane ;)

      Usuń
  13. Super post, bardzo mi się przydał!
    Ja właśnie szukam wśród polskich marek czegoś fajnego, co mogłoby być alternatywą dla azjatyckich produktów i ostatnio polubiłam się z Sylveco a także z Orientaną... ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja bym aż tak bardzo nie idealizowała azjatyckich marek i nie demonizowała tak europejskich. Jak widzę miałaś tylko do czynienia z kosmetykami luksusowymi ewentualne drogeryjnymi jeśli chodzi o kosmetyki zachodnie. O luksusowych ja nic nie potrafię powiedzieć, bo nie używałam a nawet się nie interesowałam co mają w składzie, zresztą tym się nie chwalą (czuję że mają one być przede wszystkim...luksusowe? ładnie pachnieć i wyglądać, choć na pewno tu uproszczenie) ale jest sporo drogeryjnych które są niczego sobie, zwłaszcza w ostatnich latach ten rynek w Polsce się poprawił. Nawet Polska ale i wiele krajów jak Czechy czy Rosja mogą się pochwalić ciekawymi markami, które mogą być np. bazujące na wielu naturalnych składnikach bez zapychaczy, chemii czy na najnowszych osiągnięciach technologii kosmetycznej ;) Natomiast najlepszą grupą są moim zdaniem kosmetyki apteczne, dermokosmetyki, które przybierają formę wręcz "półleków", maści jak i nowoczesnych, silnych specyfików. Oczywiście są też typowe smarowidła. Zupełnie osobną grupą są kosmetyki własnorobione. I jeszcze należy wspomnieć o kosmetykach tzw. profesjonalnych, które również można dostać (choć zwykle w sporych opakowaniach)
    Czytając składy kosmetyków azjatycki nie wszystkie wyglądaja tak uroczo i miło. Wiele z nich są typowo "zachodnie", zresztą...hm To nieodpowiednie określenie. Równie dobrze może ja nazwać "typowo wschodnimi". chemia, zapychacze, niewiele substancji aktywnych/substancje aktywne w niewielkich ilościach. Nawet niektóre tu wychwalane kosmetyki pozostawiają wiele do życzenia. Co nie znaczy że są one złe - wiele działa dobrze pomimo pewnych minusów.
    Zastanawiam się czy w Azji (Singapurze, Japonii, Korei) wszystkie kobiety dbają o swoją cerę tak jak Azjatycki Cukier, wiedzą tyle o kosmetykach, używają tych właściwych itd. czy tylko pewna część np. starsze kobiety dbające o siebie i młodsze bardziej uświadomione kosmetycznie? Nie wiem, ale nie sądzę by wszystkie były takie zadbane. Tak samo jest na Zachodzie, a zwłaszcza w takiej Polsce, która bądź co bądź nie jest aż tak zamożna i duża częśc społęczeństwa nie ma lub nie odczuwa tak dużej potrzeby jak najlepszego dbania o swoją urodę, czy nawet zdrowie.
    Myślę że z Azji powinnismy brać przykład nie tyle z receptur kosmetyków, ale bardziej z ogólnych sposobów dbania o urodę - czyli oczyszczanie, słońce...nie są to typowo kosmetyczne, chodzi bardziej o sam styl dbania. Bo jesli chodzi o składy to nie ma takich znowóż różnic...Ale działa tu bardzo mocno...reklama.
    Zastanawia mnie także czy idąc do jakiejś drogerii/perfumerii (nie wiem gdzie się kupuje większosć azjatyckich kosmetyków) biorąc do ręki kilka pudełek, kilka z brzegu, każdy byłyby taki "napakowany substancjami" itd. może w Azji taki "dobrych" kosmetyków jest więcej niż na "zachodzie" (ale gdzie na zachodzie?) co nie znaczy, że i u nas nie da się znaleźć takich perełek.
    Rozumiem , że swoją wiedzę o zachodnich kosmetykach opierasz na wiedzy którą zdobyłaś w Polsce i na kosmetykach, które są do kupienie w np. Singapurze. Tylko trzeba wziąć pod uwagę, że do Azji trafiają jednak albo kosmetyki popularne, albo typowo luksusowe, a raczej nie perełki, których trzeba szukać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podobne przemyślenia po zapoznaniu się z wpisem, chociaż jakiegoś specjalnego faworyzowania kosmetyków azjatyckich ze strony Cukru nie odczułam, bo często było podkreślone, że akurat jej to odpowiada, że jej zdaniem jest tak i tak itd. Zastanawia mnie tylko ten rodzaj "niechęci" (prezentowanej nie tylko przez Cukier, ale i przez część czytelniczek jak widać w komentarzach) wobec tzw. europejskiej pielęgnacji, która rzekomo jest nastawiona na grupę odbiorców, a nie na osiągnięcie konkretnego celu. W mojej opinii jest to podział całkowicie sztuczny, tak jak sztuczna jest konsumentka, która nie kupi kremu z liczbą 30+ na opakowaniu, bo ma dopiero 28 lat. Cytowany przez Cukier mail "mam cerę typu i XX lat" to przecież bardzo dobry punkt wyjściowy do doradzenia pielęgnacji. Na przykład nawilżanie - jak rozumiem, część kosmetyków azjatyckich może być nastawiona na ten cel, więc jeden i ten sam produkt doradzono by nastolatce z cerą trądzikową oraz pani po 60. roku życia walczącej z utratą owalu twarzy? Przytoczony przeze mnie przykład jest z gatunku skrajnych, ale chyba dobrze obrazuje zależność między wiekiem skóry a jej potrzebami. Oczywiście, istnieją nastolatki o suchej cerze oraz dojrzałe panie walczące z trądzikiem, jednakże suchość cery młodej dziewczyny jest zupełnie inną suchością, niż ta towarzyszące skórze, która już parę dziesiątek lat była wystawiona i na działanie promieni słonecznych, i na zanieczyszczenia środowiska, i na kilka burzy hormonalnych (dojrzewanie, ciąże, menopauza itd.) Tak więc wiek jak najbardziej ma znaczenie dla potrzeb naszej cery. Podobnie jest z podziałem, dość umownym, na cerę suchą, tłustą, mieszaną, normalną. Cera tłusta cerze tłustej nierówna, ale określenie swoich potrzeb (zmatowienie, oczyszczenie porów, delikatne nawilżenie) idzie w parze z określeniem typu cery i doborem odpowiedniej pielęgnacji.

      Podejrzewam (niestety, nie mam doświadczenia w tej materii), że stosowanie pielęgnacji wieloetapowej, azjatyckiej może być o wiele skuteczniejsze od europejskiego wash&go. Niestety, tak jak część dziewczyn narzeka na ceny kosmetyków azjatyckich, tak ja ponarzekam na brak czasu. Wieczorna toaleta zajmuje mi do 30 minut - makijaż zmywam żelem, nakładam krem pod oczy, przecieram twarz tonikiem, na to idzie olejek albo krem albo serum, w zależności od aktualnych potrzeb cery. Prysznic, balsamowanie, masaż kończyn dolnych ;) , na koniec szczotkowanie włosów i wcierka w skórę głowy. Naprawdę jestem ciekawa, ile zajęłaby wieczorna wieloetapowa pielęgnacja twarzy, bo może chodzi o dodatkowe 5 minut, a efekty byłyby WOW.

      Reasumując: uważam, że można połączyć pielęgnację zachodnią z azjatycką, z obu wybierając to, co dla nas najlepsze.

      Usuń
  15. Nie wiem, dlaczego, azjatycki przemysł kosmetyczny zawsze kojarzył mi się z czymś ezoterycznym, z pogranicza czarnoksięstwa, co albo potrafi zdziałać cuda, albo wypalić pół twarzy. Coś w tym chyba jednak jest, że Azjaci nie lubią półśrodków. Tak czy inaczej idea z celem mądra, myślę, że wkrótce przyjmie się na zachodzie - w końcu każdy starzeje się inaczej a każda skóra ma inne potrzeby i trudno generalizować.

    Pozdrawiam
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo podoba mi się sposób w jaki porównałaś oba style pielęgnacji. Sama plasuję się gdzieś pośrodku. Z jednej strony bardzo zwracam uwagę na składy kosmetyków i zawartość substancji aktywnych. Mam zwyczaj dodatkowego wzbogacania kosmetyków (mieszam krem z kwasem hialuronowym, dodaje oleje z rozpuszczonym koenzymem Q10, witaminy) i to zgodnie z Twoim wpisem cech bardziej azjatycka. Jednocześnie całe to mieszanie ma na celu zmniejszenie liczby kroków w codziennej pielęgnacji - raczej europejski styl.
    Nie jestem w stanie powiedzieć jaka metoda pielęgnacji jest lepsza. W Polsce często kiedy zaczynam czytać składy kosmetyków to oczy wychodzą mi na wierzch. Widziałam np, kremy do cery tłustej gdzie w składzie na drugim miejscu znalazłam parafinum liquid co raz że jest zabójstwem dla takiego rodzaju cery a dwa, że w ogóle nie ma nic wspólnego z tym co obiecywały reklamy.
    Azjatycki Cukrze czy natknęłaś się kiedyś na takie sprzeczności wśród azjatyckich kosmetyków?

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo madry post Azjatycki Cukrze :) i baardzo prawdziwy .. to ja moge cos o tym powiedziec Ja 60+ :) Jesli chcecie zachowac jak najdluzej mlodzienczy wyglad polecam naprawde azjatycka pielegnacje wyszukujac perelki odpowiednie dla swoich potrzeb ... by uslyszec niejednokrotnie -- Nie wiem co robisz ale rob to dalej . __ To kwestia wiedzy czytania prob i błędow i przede wszystkim checi . Mozna czasami czas oszukac .

    OdpowiedzUsuń

Komentarze pisane w celach promocji własnego bloga lub innych stron nie będą publikowane. Linki do relewantnych wpisów na blogach czy innych stronach są mile widziane. ale linki nie związane z tematem lub komentarze zawierające dopisany link do bloga nie będą publikowane.

Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.