wtorek, 1 stycznia 2019

Mikroprąd i elektrostymulacja mięśni twarzy? Czy to ma sens?

Odkąd trafiłam na informację o mięśniu "malaris", zaczęło mnie intrygować, co możemy zrobić dla twarzy, by aktywować mięsień, który nie podlega naszej świadomej kontroli. O malarisie napiszę więcej w przyszłości, ale dziś chciałabym poświęcić trochę uwagi ideom stymulacji mięśni i skóry za pomocą prądu.

Ludzie eksperymentowali z terapeutycznym użyciem prądu praktycznie odkąd został on odkryty, zaś zabiegi z użyciem mikroprądu są oferowane w salonach kosmetycznych od dziesiątek lat. Ale w obecnych czasach, każdy z nas może nabyć urządzenia i gadżety oferujące kuracje prądem do pielęgnacji w domowym zaciszu.

Mikroprąd

Terapia mikroprądem polega na przyłożeniu do skóry elektrod, wysyłający prąd o mocy nie większej niż mikroamper. Przyłożenie tak niewielkiego napięcia do skóry nie powoduje skurczu mięśni - bywa w większości przypadków nie-odczuwalne, może poza delikatnie piekącym uczuciem na skórze (jak bycie "postrzelonym" gumką recepturką). Stosowane na twarzy potencjalnie jednak daje odczucie metalicznego posmaku w ustach (efekt uboczny stymulacji nerwów w jamie ustnej) oraz mignięć białego światłą (efekt uboczny stymulacji nerwu wzrokowego).

W medycynie mikroprąd stosowany jest głównie w terapii wolno gojących się ran, ścięgien oraz w łagodzeniu efektów zwyrodnienia plamki żółtej w oku. Sam mechanizm działania takowej terapii nie jest w pełni rozumiany, ale są badania sugerujące, że mikroprąd zwiększa ilość dostępnego w skórze ATP - cząsteczek będących nośnikiem dostępnej dla ciała energii.  

Salony kosmetyczne oferujące terapie mikroprądem obiecują cuda na kiju :P. Redukcja zmarszczek, ujędrnienie cery, redukcję "chomików" i drugiego podbródka, cud, miód i złote orzeszki. Problem w tym, że efekty kuracji mikroprądem widać dopiero po 10-12 zabiegach, które należy wykonywać najlepiej co tydzień, albo i częściej. Niestety zabiegi w salonach są ze swojej natury drogie - trzeba zapłacić nie tyko za korzystanie ze sprzętu, ale też czas i kwalifikacje osoby wykonującej zabieg, koszt wynajmu miejsca, dekoracje salonu, recepcjonistkę, itd., więc koszt takiej zabawy szybko staje się nieznośnie drogi. 

Do dyspozycji są też urządzenia do stosowania w domu i tu niestety najpopularniejsza marka ma ceny z kosmosu. Ale można nabyć też takowe urządzenia a Aliexpress w bardzo przystępnych cenach. Oczywiście kupowanie z Aliexpress wymaga pewnej tolerancji ryzyka, że dostajemy nie testowane podług żadnych oficjalnych norm i nie regulowane w żaden sposób produkty.

Moje doświadczenia z mikroprądem

Zamówiłam z Aliexpress roller firmy Ckeyin 4D i testuję go od wielu tygodni. Nie wymaga baterii, bo można go naładować z gniazda USB. Działa bez większych zarzutów, choć mam wrażenie, że odczuwalna intensywność mikroprądu słabnie odrobinę z każdym tygodniem. Masuję twarz rollerem 5 razy w tygodni przez około 10 minut.


Na efekty stosowania trzeba poczekać dobre kilka tygodni, po których skóra robi się bardziej promienna i jednolita, mam wrażenie, że skurczyły się pory oraz poprawił się ogólny blask i koloryt cery. Wyjątkowo dobrze z mikroprądem polubiła się moja skóra na czole oraz podbródku. Ogólnie efekt bardzo podobny do tego, który można osiągnąć stosując kosmetyki z DMAE (napiszę więcej o tym kontrowersyjnym składniku w przyszłości). Efektu ujędrnienia czy liftingu nie zaobserwowałam.

Nie testowałam urządzenia na szyi, bo jednak trochę za blisko tarczycy jak na mój gust i nie chciałabym przez przypadek stymulować tego organu.

Gdybym zapłaciła komuś, by mnie takim urządzeniem miział po twarzy w salonie kosmetycznym, to bym chlipała co noc w poduszkę za straconymi pieniędzmi. Ale jak na efekt domowego zabiegu - jestem zadowolona! Nie jest to efekt WOW, ale przyjemny dodatek do moich pielęgnacyjnych rytuałów i byłabym gotowa polecać taką inwestycję każdemu, kto ma już dobrze dobraną pielęgnacje i szuka czegoś ekstra.

EDIT: Ktoś pod filmikiem na YT skomentował, że mikroprąd może być używany w doleczaniu trądziku, co wydaje mi się wyśmienitym pomysłem!

Trochę smuci mnie, że salony kosmetyczne tak przereklamowują mikroprąd, bo w efekcie tego obiecywania cudów, w zderzeniu z rzeczywistością, całkiem przyzwoity pomysł nagle dostaje negatywne recenzje.

Elektrostymulacja mięśni twarzy (EMS)

By mięsień się napiął, nasz mózg wysyła sygnał do mięśnia - możemy ten proces symulować używając urządzeń emitujących elektryczny impuls. Każdy z nas widział reklamy różnych cud-urządzeń obiecujących sześciopak na brzuchu czy jędrne pośladki wykreowane podczas leżenia na kanapie, dzięki poprzyklejanym do ciała elektrodom. Niestety obserwacje podług naukowych protokołów ciągle potwierdzają, że owe urządzenia nie są w stanie zastąpić reżimu ćwiczeń. Ale wiemy, że mogą wzmocnić efekt ćwiczeń (gdy są stosowane według odpowiednich protokołów), lub mogą pomóc re-aktywować mięśnie dotknięte paraliżem.

Jeśli chodzi o twarz, EMS jest badany głównie jako pomoc w terapii twarzy dotkniętych samoistnym porażeniem mięśnia twarzy ("Bell's palsy"). Wyniki obserwacji naukowych wskazują na pewną użyteczność takowej stymulacji, ale tylko jako suplementu tradycyjnej terapii.

Moje doświadczenia z EMS

Na rynku nie brak różnych urządzeń oferujących mikroprąd dla twarzy, ale wybór stymulujących urządzeń dla mięśni jest niewielki. Najsławniejsze jest drobne urządzonko z Japonii, znane pod nazwą "Poke EMS", które można upolować na Aliexpress. Używanie go jest... nieprzyjemne. Wywołuje na twarzy dziwaczny skurcz mięśni, który w swej naturze nie przypomina tego, który można wywołać ćwiczeniami twarzy. Płatki, które przykładamy do twarzy są dość duże i trzeba je przez czas kuracji (zalecane 15 minut) trzymać palcami, bo inaczej odpadają.

Wydaje mi się, że to urządzenie, wraz z moją rutyną ćwiczeń, masażów, suplementacji i kosmetyków, daje delikatne, ale pozytywne efekty, głównie w niższych partiach policzków. Ciężko byłoby mi te zmiany wskazać na zdjęciach "przed i po", ale ja je widzę, gdy patrzę w lustro.

Wydaje mi się, że EMS twarzy zarezerwowałabym dla pasjonatów tematu pielęgnacji, gotowych eksperymentować dla samej idei. Taka stymulacja nie jest przyjemna i jest czasochłonna, ale pozwala aktywować mięśnie twarzy w nietypowy sposób. 

Podsumowując

Zabawy z gadżetami emitującymi napięcie uznaję za coś ciekawego. Nie uważam, by efekty, które można nimi osiągnąć były szczególnie rewolucyjne czy zauważalne, ale jako hobbysta i praktykant alternatywnych metod przeciwstarzenia, doceniam ich istnienie. Nie zastąpią porządnej rutyny masaży, ćwiczeń, suplementacji, diety i dobrych nawyków, ale stanowią ciekawy dodatek. 

8 komentarzy:

  1. Intrygujące! Chętnie prześwietlę ten temat :)

    OdpowiedzUsuń
  2. a słyszałaś o czymś takim jak mini hifu? zamówiłam takie coś na ali używa się z żelem który przewodzi fale radiowe, myślisz ze to działa na podobnej zasadzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fale radiowe to całkiem inny temat. Urządzenia jak HiFu, RF czy Ultherapy "prażą" włókna kolagenu, bo denaturowany kolagen się zaciska i daje wrażenie napiętej cery. Szczerze mówiąc, nie wiem jak się czuć na ten temat - bo o ile efekt jest, to nie jest to to samo co zdrowa i elastyczna skóra. Takie sztuczne napinanie działa też tylko do pewnego wieku, póki struktury kostne są jeszcze w dobrym stanie; ale gdy zaczyna ich ubywać, takie sztuczne napinanie skóry tylko to podkreśli...

      Usuń
  3. a co myslisz o laserach frakcyjnych? Czy faktycznie usuwa się stary kolagen i buduje nowy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca widzę, jak miałyby coś "usuwać"? Laser wypala małą dziurę w skórze, w reakcji ciało interpretuje to jako ranę i produkuje zwiększone ilości EGFu i FGFu, i po około 6 tygodniach jest więcej kolagenu w skórze, bo to efekt działania czynników wzrostu skóry. Można też odpuścić sobie cały etap uszkadzania i sięgnąć po kosmetyki z EGFem, wbrew pozoru wcale nie są trudne do nabycia.

      Usuń
  4. Witaj Basiu! Niedawno przeczytałam książkę rosyjskiej rehabilitantki estetycznej Natalii Osmininy pt."Odmładzanie twarzy". Autorka twierdzi, że używanie różnych przyrządów oddziałujących prądem elektrycznym na mięśnie, wywołują one dokładnie odwrotne skutki: przy stałym korzystaniu z takiego aparatu następuje atrofia włókien unerwiających mięśnie, a w ślad za tym atrofia samych mięśni. Przedstawia ona przykład 36-letniej kobiety, która stosowała miostymulację na ciało i twarz (mios z gr. - mięśnie). Kupiła nowoczesny profesjonalny sprzęt i po roku odkryła, że jej mięśnie zapadły się. Kolejny rok zajęły jej intensywne ćwiczenia na sali gimnastycznej, aby odbudować mięśnie ciała. Mięśni twarzy niestety nie udało się przywrócić. Została stałą klientką chirurga plastycznego. Pomimo tak intensywnej pomocy, jej twarz bardziej przypomina maskę, a nie buzię, młodej jeszcze kobiety. Oglądałam kiedyś filmik na youtube o klawiterapii.Twórca tej metody dr Ferdynand Barbasiewicz twierdzi, że elektrostymulacja mięśni spala zakończenia nerwowe. Dlatego lekarze, którzy przepusują ją swoim pacjentom powinni za to siedzieć w więzieniu. Przestrzegałam przed tym koleżankę, z którą byłam razem w sanatorium. Ale nie posłuchała. (Miała sparaliżowaną rękę, ale jej dłoń trochę się ruszała). Po 3-tygodniowym turnusie z zabiegiem elektrostymulacji, dłoń przestała się ruszać. Tak, że przestrzegam przed używaniem tego typu urządzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, a miałam zakupić to urządzenie do stymulacji miesni na twarz i teraz nie wiem co robić??? :)

      Usuń
  5. ale myślisz, ze laser może trwale uszkadzać kolagen?

    OdpowiedzUsuń

Komentarze pisane w celach promocji własnego bloga lub innych stron nie będą publikowane. Linki do relewantnych wpisów na blogach czy innych stronach są mile widziane. ale linki nie związane z tematem lub komentarze zawierające dopisany link do bloga nie będą publikowane.

Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.